Miesiąc: Czerwiec 2018

Czy w rozmowie telefonicznej szpital może przekazywać informacje o pobycie dziecka w szpitalu?

W związku z wątpliwościami, powstałymi na kanwie sprawy wypadku autokaru na Zakopiance, w wyniku którego obrażeń doznały dzieci, oraz odmów udzielania informacji o pobycie małoletnich w poszczególnych szpitalach ich przedstawicielom ustawowym, Rzecznik Praw Pacjenta zajął następujące stanowisko w tej sprawie.

Zdaniem RPP nie ulega wątpliwości, że dane dotyczące stanu zdrowia każdego pacjenta podlegają szczególnej ochronie. Ochronie podlegają wszelkie dane związane z pacjentem, w szczególności te związane z udzielaniem mu świadczeń zdrowotnych. Osoby wykonujące zawód medyczny są związane tajemnicą, nadto podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych są obowiązane do zapewnienia ochrony danych zawartych w dokumentacji medycznej.

mimo tego, Rzecznik Praw Pacjenta przypomina, że jednym z praw pacjenta jest prawo pacjenta do informacji o stanie zdrowia. W przypadku małoletnich prawo to realizują przedstawiciele ustawowi, czyli rodzice wykonujący władzę rodzicielską wobec swoich dzieci. Rodzice mają więc prawo do uzyskania od osoby wykonującej zawód medyczny przystępnej informacji o stanie zdrowia pacjenta, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu, w zakresie udzielanych przez tę osobę świadczeń zdrowotnych oraz zgodnie z posiadanymi przez nią uprawnieniami.

Przepisy prawa nie zabraniają udzielania informacji o stanie zdrowia w rozmowie telefonicznej. Kwestią problematyczną jest natomiast, aby udzielić informacji osobie do tego uprawnionej. Nie ma określonych reguł czy też sposobów weryfikacji statusu osoby kontaktującej się ze szpitalem telefonicznie. Stąd też ważne jest, aby każdy taki kontakt podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych rozpatrywał indywidualnie, z uwzględnieniem okoliczności danej sprawy. Niedopuszczalne jest postępowanie zakładające z góry odmowę udzielenia informacji o stanie zdrowia pacjenta, w tym o jego pobycie w podmiocie leczniczym, bez jakiejkolwiek próby indywidualnego rozpatrzenia sygnału i weryfikacji osoby dzwoniącej.

W tej konkretnej sprawie, sytuacji bardzo specyficznej, związanej ze zdarzeniem losowym, którego nie sposób było przewidzieć szpitale powinny dołożyć należytej staranności w procesie identyfikacji osób dzwoniących i wesprzeć rodziców w tym zakresie. Zdaniem Rzecznika Praw Pacjenta rodzicowi, który złożył oświadczenie o tym, że jest przedstawicielem ustawowym lub w inny sposób uwiarygodnił swoją tożsamość, na przykład przez podanie danych o swoim dziecku, takich jak nr PESEL, data urodzenia bądź drugie imię dziecka, powinna zostać udzielona informacja w zakresie tego, czy małoletni przebywa w szpitalu oraz jaki jest jego stan. Jeżeli rozmowy w szpitalu są nagrywane, tak przeprowadzona weryfikacja stanowi zabezpieczenie dla podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych w zakresie dołożenia należytej staranności przy weryfikacji osoby dzwoniącej. W przypadku braku rejestracji rozmów pracownik szpitala powinien sporządzić notatkę służbową dokumentującą przebieg rozmowy.

Źródło i pełna treść komunikatu: https://www.bpp.gov.pl/aktualnosci/stanowisko-rzecznika-praw-pacjenta-w-sprawie-przekazywania-w-rozmowie-telefonicznej-informacji-o-pobycie-maloletniego-w-szpitalu-jego-przedstawicielom-ustawowym,551.html

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy warto szczepić dziecko przeciw rotawirusom?

Sześć miesięcy – tyle masz czasu po urodzeniu dziecka, by zaszczepić je przeciwko rotawirusom i uniknąć koszmaru tej choroby w pierwszych latach życia malucha.

Szczepionkę, która zabezpiecza dziecko przed jednymi z najczęściej występującymi wirusami wywołującymi biegunkę, można bowiem podać tylko w ciągu pierwszych 24 tygodni życia dziecka.  Pierwszą z dwóch lub trzech dawek (w zależności od preparatu) można podać w szóstym tygodniu życia dziecka. Szczepionka jest doustna i charakteryzuje się rzadko występującymi i łagodnymi niepożądanymi odczynami poszczepiennymi (najczęściej są to luźniejsze stolce i krótkotrwały spadek apetytu). Czy warto szczepić?

O ile wiele chorób wieku dziecięcego z czasem zaciera się w pamięci rodzica, o tyle infekcja rotawirusowa zostaje w niej zwykle na zawsze. Jednoczesne: biegunka, wymioty i wysoka gorączka, choć często nie trwają dłużej niż dobę, potrafią skutecznie przestraszyć i zmęczyć wielu opiekunów, którzy nie nadążają ze sprzątaniem, ochładzaniem i pojeniem malucha. Infekcja trwa dłużej niż dobę – do 10 dni, ale faza ostra zwykle nie dłużej niż dwie. U małych dzieci taka choroba to duże ryzyko odwodnienia, a z tego powodu może dojść do śmierci.

W krajach rozwijających się zagrożenie zgonem z powodu rotawirusa jest znacznie większe niż w Europie – z powodu odwodnienia wywołanego biegunkami wirusowymi umiera w nich niemal 2 miliony dzieci rocznie. Znaczna część biegunek u dzieci, tak w Europie, jak i w Afryce czy Azji, jest wywoływana przez rotawirusy.

W krajach rozwiniętych, takich jak Polska, zgonów jest mniej, ponieważ w krytycznych sytuacjach dzieci trafiają do szpitala, w którym podawana jest im nawadniająca kroplówka. Trzeba tylko wykazać się czujnością i wiedzieć, kiedy z dzieckiem trzeba natychmiast pojechać do szpitala.

Sygnały alarmowe: jak rozpoznać, że dziecko jest odwodnione?

  • Jeśli dziecko nie oddaje moczu
  • Jeśli dziecko ma zimne kończyny
  • Jeśli po naciśnięciu palcem skóry dziecka (na przykład na rączce) po dwóch sekundach nie powraca zwykłe zabarwienie skóry (to test tzw. nawrotu kapilarnego) oznacza to, że jest odwodnione
  • Jeśli dziecko ma wysuszone śluzówki
  • Jeśli z dzieckiem nie ma kontaktu

Zadzwoń po pogotowie lub udaj się szybko do szpitala.

Rotawirus – jak się przed nim chronić?

Koszmar biegunki rotawirusowej u swojego dziecka pamięta dobrze wiceminister zdrowia Marcin Czech. Na konferencji prasowej, podczas której prezentowano raport „Polityki Zdrowotnej” dotyczący zakażeń rotawirusowych przyznał, że z dzieckiem pojechał w pewnym momencie do szpitala, by je nawodnić za pomocą kroplówki. Niewykluczone, że właśnie to doświadczenie sprawiło, że kolejna pociecha wiceministra została już przez niego zaszczepiona przeciwko rotawirusom.

Nieszczepionkowa ochrona przed rotawirusami to częste mycie rąk i dbałość o higienę.

Do zakażenia dochodzi bowiem w sposób, który w literaturze medycznej określa się jako „drogę fekalno-oralną”, a zatem nieumycie lub niedokładne umycie rąk po wizycie w toalecie wystarczy do rozprzestrzenienia wirusa. Okres namnażania mikroba w zaatakowanym organizmie trwa ok. 4 dni. Następnie wiriony (kompletne cząstki zdolne do zakażenia kolejnych organizmów) są wydalane z obfitym, wodnistym kałem.

Przed wszystkimi patogenami układu pokarmowego chroni też prawidłowa dieta, dzięki której środowisko w żołądku jest odpowiednio kwaśne, a w jelitach tworzy się zdrowa flora bakteryjna. Te dwa ostatnie sposoby nie dają jednak tak dobrej ochrony, jak przeciwciała wytworzone w efekcie podania szczepionki.

Jak często można mieć rotawirusy?

Rotawirusy odznaczają się wysoką zaraźliwością. W Polsce jest prawie 100-procentowa pewność, że maluch rotawirusa „złapie”. Niemal każde dziecko w naszym kraju do piątego roku życia przebyło infekcję rotawirusową. Na dodatek przebycie tej choroby nie daje gwarancji, że maluch ponownie nie zachoruje. Eksperci wskazują, że 69 proc. dzieci do piątego roku życia przechodzi dwie infekcje rotawirusowe, 42 proc. – trzy.

Tymczasem szczepionka przeciwko temu patogenowi jest skuteczna.

– Są dane w literaturze pokazujące, że nawet jedna dawka z zalecanych dwóch daje około 95 proc. skuteczność – mówi dr Alicja Karney, zastępca dyrektora ds. klinicznych Instytutu Matki i Dziecka. Przynajmniej, jeśli chodzi o ostrą infekcyjną biegunkę, a zatem taką, w której jest wysokie ryzyko odwodnienia (to także ta, która zapada głęboko w pamięci opiekuna).

Podczas prezentacji raportu na temat szczepień przeciwko rotawirusom eksperci cytowali dane Narodowego Funduszu Zdrowia i Państwowego Zakładu Higieny, z których wynika, że w Polsce rocznie około 172 tys. dzieci trafia do lekarza z powodu infekcji wywołanych przez te patogeny. 50 tys. z nich musi być leczonych w szpitalu.

– Dla nas dziecko z rotawirusem w szpitalu  to klęska – przyznaje dr Alicja Karney, dyrektor ds. klinicznych Instytutu Matki i Dziecka.
Patogen jest bowiem zaraźliwy i jako taki stanowi śmiertelne zagrożenie dla małych pacjentów przebywających w szpitalu z innych powodów. Całkowita izolacja zaś jest czasem niemożliwa.

W ciągu roku w Polsce zakażeń rotawirusami jest więcej niż pokazują statystyki. Nie wszyscy lekarze dopełniają obowiązku zawiadomienia odpowiednich władz, że leczyli takie dziecko. Nadto niektórym rodzicom, zaprawionym w bojach, udaje się malucha skutecznie nawadniać w domu i nie jest potrzebna pomoc lekarska.

Jak leczyć biegunkę rotawirusową?

Najgroźniejszym powikłaniem biegunki wywołanej przez rotawirusy jest odwodnienie. Dlatego dziecko przez cały czas trzeba nawadniać, czyli poić. Uwaga, nie chodzi o wodę!

– Sama woda nie wystarczy, ponieważ podczas biegunki uszkodzone są jelita – zaznacza dr Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Przepis na napój nawadniający to: woda + glukoza + sól. Może to być zatem posłodzona glukozą i dobrze osolona woda z gotowanego ryżu. Lepiej jednak zaopatrzyć się w odpowiedni płyn glukozowo-elektrolitowy lub preparat do jego przygotowania w aptece i mieć go w domu pod ręką, by w razie potrzeby od razu zacząć nawadnianie. Dr Kuchar wskazuje, że podawanie coli nie jest dobrym pomysłem – brakuje w niej soli, jest słodzona cukrem.

– Jeśli jednak na biegunkę choruje niemowlę, nie warto go leczyć na własną rękę, tylko udać się do profesjonalisty. Niemowlęta bowiem bardzo szybko się odwadniają – czasem wystarczą do tego cztery luźne stolce – ostrzega dr Kuchar.

Jak poić dziecko?

– Podajemy niepodgrzany płyn, regularnie, w niewielkich ilościach – podpowiada dr Kuchar.

Czyli: mało i często. Jeśli dziecko wymiotuje, warto postarać się o leki powstrzymujące wymioty (czyli nie obędzie się bez wizyty u lekarza). W okresie ostrego zakażenia dziecko nie będzie chciało jeść i nie warto go do tego zmuszać. Priorytetem w tym momencie jest zapobiegnięcie odwodnieniu. Kiedy dziecko jest już nawodnione i jest w stanie coś zjeść, należy mu podawać w niewielkich ilościach potrawy oparte na gotowanej skrobi (doskonały jest wtedy ryż czy ziemniaki), wzbogacone w gotowane warzywa i mięso. Do normalnej diety można wrócić, gdy miną u dziecka wszelkie dolegliwości.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay,com

Stosowanie laserów w medycynie – do czego mogą być wykorzystywane?

Postęp nauki, wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, to wszystko wiąże się ściśle z nowymi możliwościami pojawiającymi się również na polu medycznym. Wynalezienie lasera i co za tym idzie umiejętność skupiania dużej energii w jednym, ściśle określonym miejscu od razu znalazło swoje zastosowanie w medycynie.

Laser jest to urządzenie, które emituje spójną wiązkę promieni świetlnych o bardzo małej rozbieżności. W zależności od długości fal wycelowanych na konkretny obszar ciała może on niszczyć albo leczyć daną tkankę. Wzbudzane przez te urządzenie światło jest w odmienny sposób wychwytywane i przekształcane w ciepło przez różne struktury naszego organizmu. Ustalenie parametrów strumienia promieniowania laserowego jest kluczowe, aby precyzyjnie zaplanować przyszłe leczenie.

Lasery używane w medycynie można pogrupować na wysokoenergetyczne (chirurgiczne) i niskoenergetyczne (biostymulujące). Pierwsze z nich przede wszystkim używa się do cięcia tkanek, jako zamiennik tradycyjnego skalpela w operacjach. Drugie wykorzystywane są głownie do różnego rodzaju biostymulacji organizmu oraz w diagnostyce i terapii przeciwnowotworowej.

Dzięki ciągłemu udoskonalaniu urządzeń emitujących wiązkę laserową mamy dziś możliwość korzystać z coraz to bardziej precyzyjnych, mających różnorodne zastosowanie terapii leczniczych. Promieniowanie laserowe wykorzystuje się w rozmaitych dziedzinach medycyny m.in. w chirurgii, onkologii, okulistyce, ginekologii, stomatologii, dermatologii, czy też w medycynie estetycznej.

Laser w chirurgii:

W chirurgii ogólnej, naczyniowej, czy onkologicznej używa się przede wszystkim laserów wysokoenergetycznych, które pełnią rolę tzw. bezkrwawych skalpeli. Główną zaletą tej metody jest możliwość wykonywania chirurgicznych cięć z minimalną utratą krwi nacinanych miejsc. Przez uzyskanie tzw. „suchego” pola operacyjnego zabiegi są znacznie bardziej sterylne, przez co powstałe rany goją się szybko, rzadziej dochodzi do powikłań, a powstałe blizny są bardziej estetyczne niż w tradycyjnej chirurgii. Operowanie wiązką lasera jest też bardziej precyzyjne, dzięki czemu margines naruszanej tkanki jest ograniczany do minimum. W chirurgii laser pozwala usuwać, niszczyć lub koagulować naczynia krwionośne w trakcie wykonywania zabiegów. Dzięki zastosowaniu promieniowania lasera możliwe jest wykonywanie operacji na narządach silnie ukrwionych np. płuca, mózg, czy wątrobie. W chirurgii onkologicznej użycie wiązki lasera daje szanse wybiórczego, bardziej dokładnego niszczenia tkanki nowotworowej, chroniąc jednocześnie tkanki zdrowe. Z kolei chirurdzy naczyniowi stosują m.in. laserową ablację – trwałym i skuteczny sposób leczenia żylaków kończyn dolnych.

Laser w okulistyce:

W okulistyce lasery mają szerokie wykorzystanie, przede wszystkim dzięki wysokiej precyzji zabiegowej, która jest wyjątkowo istotna w tej dziedzinie medycyny. Laseroterapię stosuje się powszechnie w leczeniu zaćmy, jaskry, cyst, zrostów, odwarstwień siatkówki. Szczególnie popularna w ostatnich latach stała się korekcja wad wzroku (astygmatyzm, krótkowzroczność oraz dalekowzroczność). Polega ona na odpowiednim wymodelowaniu (ścięciu) kształtu rogówki za pomocą właściwie dobranych wiązek lasera i daje niemalże natychmiastowe efekty lecznicze. Za sprawą tej metody milionom ludzi udało się naprawić wzrok, dzięki czemu mogli oni na dobre pożegnać się z okularami.

Laser w ginekologii:

Leczenie za pomocą lasera znalazło zastosowanie również w ginekologii. Ginekolodzy używają szerokiego wachlarza laserów do leczenia różnego rodzaju przypadłości. Lekarze wykorzystując właściwości wiązki laserowej potrafią precyzyjnie i bezpiecznie przeprowadzić zabiegi w trudno dostępnych miejscach. Dzięki zastosowaniu odpowiednio dobranej laseroterapii mamy możliwość efektywnego leczenia niepłodności spowodowanej na przykład niedrożnością jajowodów lub zrostami. Możemy również leczyć zmiany zwyrodnieniowe jajników, jak i również zmiany powstałe w obrębie szyjki macicy.

Laser w stomatologii:

Gabinety stomatologiczne coraz częściej wyposażane są w urządzenia laserowe, za pomocą których można praktycznie bezboleśnie leczyć zęby. Impulsy laserowe są w stanie selektywnie usunąć powstałą na zębie próchnicę, dzięki czemu są atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnego borowania. W stomatologii równie często stosuje się lasery niskoenergetyczne, które pomagają w leczeniu stanów zapalnych przyzębia, dziąseł i błony śluzowej jamy ustnej. Użycie lasera biostymulującego przyspiesza gojenie się ran po zabiegu, zmniejsza ogniska zapalne, co pozwala szybciej regenerować się zmienionym chorobowo tkanką.

Laser w dermatologii i medycynie estetycznej:

W dermatologii wykorzystuje się zarówno wysoko- jak i niskoenergetyczne lasery. Pierwsze z nich stosowane są przede wszystkim do usuwania stosunkowo głęboko umiejscowionych pod skórą zmian nowotworowych, naczyniaków, a także w leczeniu oparzeń. Drugie zaś są używane jako metoda wspomagająca gojenie się ran, minimalizująca ryzyko powstania nieestetycznych blizn. Lasery biostymulujące królują również w medycynie estetycznej. Promieniowanie laserowe potrafi usunąć niepożądane przebarwienia, zmarszczki, rozszerzone naczynia, niepożądane owłosienie, nieprzemyślane tatuaże, a także nadmiar tkanki tłuszczowej. Stosowanie zabiegów z udziałem promieniowania laserowego pobudza włókna kolagenowe, dzięki temu uzyskuje się efekt ujędrnienia i zwiększenia elastyczności skóry.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Zdrowe jedzenie nie niweluje szkodliwego działania soli

Zdrowo się odżywiasz, ale jesz dużo soli? Niedobrze – nieważne, jak wiele warzyw, chudego nabiału i innych zdrowych rzeczy jadasz; jeśli są słone, i tak ryzykujesz nadciśnienie.

Takie wnioski płyną z szeroko zakrojonego i odznaczającego się dobrą metodologią badania opublikowanego w prestiżowym czasopiśmie „Hypertension”. Naukowcy wykorzystali m.in. dane z szeroko zakrojonego badania INTERMAP.

Ich praca jest wynikiem chęci sprawdzenia hipotezy, iż szkodliwe skutki wysokiego spożycia soli mogą być zneutralizowane poprzez dietę obfitującą w składniki wzmacniające naczynia krwionośne i serce (takie jak rozmaite mikroelementy oraz witaminy, których dużo znajduje się w warzywach czy nabiale). Dieta, która zawiera dużo warzyw i chudego nabiału, a mało tłuszczów i mięsa, jest bowiem elementem koniecznym zarówno do zapobiegania, jak i leczenia nadciśnienia.

Wygląda na to, że hipoteza jest błędna. Dieta ze składnikami wzmacniającymi naczynia krwionośne pomaga w obniżeniu ciśnienia tętniczego, ale tylko wtedy, gdy nie zawiera dużo soli.

Naukowcy postulują zatem, by na masową skalę obniżyć zawartość soli w produktach przetworzonych, czyli takich jak pieczywo, sery żółte, przetwory, wędliny. Tylko w ten sposób – argumentują – można zmniejszyć skalę olbrzymiego problemu zdrowotnego społeczeństw, jakim jest nadciśnienie tętnicze.

W Polsce nadciśnienie tętnicze jest diagnozowane u mniej więcej 40 proc. dorosłych osób, przy czym – ma je więcej osób, które nie mierzą ciśnienia i nie są świadomi rozwijającej się choroby. Szacuje się, że około 40 proc. chorujących na nadciśnienie nie jest tego świadomych. Początkowo choroba ta nie daje wyraźnych objawów.

Nadciśnienie może mieć każdy, ale w grupie wysokiego ryzyka są:

  • Mężczyźni powyżej 55. r. ż;
  • Kobiety powyżej 65. r. ż.;
  • Uzależnieni od tytoniu;
  • Osoby z podwyższonym poziomem cholesterolu;
  • Osoby z cukrzycą;
  • Osoby z przewlekłymi chorobami nerek;
  • Osoby z nadwagą/otyłością;
  • Osoby, których bliscy krewni chorowali/chorują na schorzenia układu sercowo-naczyniowego.

Mocne strony tego badania to:

  • Duże grupy badanych (ponad cztery tysiące osób) w wieku 40-59 lat;
  • Uczestnicy zróżnicowani etnicznie (mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Japonii i Chin);
  • Pomiar wydalanego w moczu sodu i potasu, a zatem dokładny pomiar tych składników przyjmowanych w diecie (sód to składnik soli, potas w dużych ilościach znajduje się natomiast w warzywach), zatem jeśli chodzi o te dwa składniki nie polegano wyłącznie na deklaracjach badanych;
  • Uwzględnienie w wyliczeniach 80 składników odżywczych przyjmowanych przez badanych, którym przypisuje się zmniejszający ciśnienie tętnicze wpływ, takich jak witamina C, błonnik, tłuszcze omega-3;
  • Dokładne i wystandaryzowane kilkukrotne pomiary ciśnienia tętniczego.

Naukowcy potwierdzili korelację między podwyższonym ciśnieniem tętniczym a wysokim spożyciem soli, nawet wtedy, kiedy badani spożywający dużo soli, stosowali dietę bogatą w prozdrowotne (i obniżające ciśnienie) składniki.

Przeciętnie badani z Wielkiej Brytanii przyjmowali w diecie 8,5 g soli dziennie, z USA – 9,6 g, z Japonii – 11,7 g, z Chin – 13,4 g. To zdecydowanie za dużo.

Eksperci zalecają, by dziennie nie przekraczać 6 g soli – to około płaskiej łyżeczki tej przyprawy i konserwantu w jednym (przy czym trzeba doliczyć nie tylko sól, którą bezpośrednio dodajemy do potraw, ale i tę, która jest już w nich zawarta).

Pułapka produktów przetworzonych

Co istotne, to fakt, że w dzisiejszym świecie można jeść dużo soli nieświadomie. Sól jest w każdej niemal przetworzonej żywności: żółtym serze, pieczywie (bardzo dużo soli znajduje się np. w bagietkach francuskich), wędlinach, wędzonych rybach, konserwach, gotowych pastach i sosach, a nawet słodyczach. Jedynym ratunkiem jest zatem ograniczenie produktów przetworzonych i – co oczywiste – zmniejszenie codziennego solenia potraw.

– To badanie pokazuje, że nie ma żartów. Dieta uboga w sól to podstawa, nawet jeśli poza tym jest ona prawidłowo zbilansowana i zdrowa. A ponieważ olbrzymia porcja soli pochodzi z żywności przetworzonej, wzywamy jej producentów do podjęcia kroków w celu zmniejszenia zawartości sodu w ich produktach – skomentowała rezultaty badania jedna z jego głównych autorek dr Queenie Chan z Imperial College w Londynie.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Ostrzeżenie dotyczące piwa: Możliwa obecność fragmentów szkła

Zgodnie z ostrzeżeniem zamieszczonym przez Główny Inspektorat Sanitarny,  piwo Stella Artois 330 ml może być zanieczyszczone szkłem w związku z wadą butelek polegającą na możliwym odłamaniu się małych fragmentów szkła przy otwarciu kapsla i przedostania się ich do piwa.

Wycofanie dotyczy następujących partii produktu:

Data minimalnej trwałości Kod produkcyjny Znacznik czasu
18/01/19 52 22.00-23:59
19/01/19 52 00:00-23.59
20/01/19 52 00:00-01:00
15/02/19 49 01:00-23:00
06/03/19 49 11:00-23:59
07/03/19 49 00:00-23.59
08/03/19 49 00:00-01:00

Producent piwa ustalił, że butelki potencjalnie dotknięte wadą, zostały wyprodukowane przez zewnętrznego dostawcę, który jest jednym z wielu dostarczających bezzwrotne butelki dla browaru Stella Artois. Podjęte przez producenta działania mają doprowadzić do wycofania z rynku butelek z ewentualnymi wadami w celu zapewnienia bezpieczeństwa konsumentowi.

Ponadto firma UDH Sp. z o.o. na postawie zawiadomienia od producenta, przygotowała oświadczenie dla konsumenta dotyczące zaistniałej sytuacji, które umieszczone zostało na stronie internetowej firmy UDH Sp. z o.o.

Partie produktu wskazane w komunikacie nie powinny być spożywany z uwagi na możliwe negatywne skutki zdrowotne.

Konsumenci i klienci, którzy posiadają piwo z wyżej wymienionych partii, powinni skontaktować się z zespołem obsługi klienta firmy UDH Sp. z o.o. pod numerem +48 501 438 170 lub drogą mailową: info@udh.pl, aby uzyskać więcej informacji.

Źródło: www.gis.gov.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Oparzenia u dzieci – pierwsza pomoc

Do oparzeń u dzieci najczęściej dochodzi w domu, w kuchni lub pokoju. Co zrobić w takich przypadkach? Kiedy wezwać karetkę? Oparzeniom można zapobiec. Zobacz, w jakich sytuacjach trzeba szczególnie uważać.

– Do oparzeń dochodzi zazwyczaj w wyniku ściągnięcia przez dziecko na siebie naczynia z gorącą wodą czy szklanki, kubka z gorącą herbatą czy kawą – podkreśla dr Elżbieta Zawadzka, chirurg dziecięcy ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. – Należy jak najszybciej przerwać proces parzenia.

Jak? Chłodząc poparzone miejsce poprzez polanie go chłodną cieczą. Woda nie musi być zimna, może być letnia.

– Woda ze skóry odbierze ciepło i spowoduje hamowanie przenikania temperatury w głąb ciała, tym samym spłyci głębokość oparzenia – wyjaśnia lekarka.

Stopnie oparzeń:
I stopień – zarumienienie, miejsce jest bolesne, piecze;
II stopień – obrzęk, pęcherze wypełnione płynem, silny ból;
III stopień – powstają białoszare lub żółte strupy, a później blizny.
Ważny jest czas pomocy. Dlatego, gdy dziecko się oparzy, trzeba jak najszybciej wsadzić je do wanny i przez kilka minut polewać letnią wodą. Dopiero później można ściągnąć ubranie. Jeśli przylega do skóry, nie wolno go odrywać!

Co robić, gdy dziecko się poparzy?
1.    Włóż dziecko do wanny i przez kilka minut polej letnią wodą
2.    Podaj lek przeciwbólowy
3.    Zdejmij zalane wrzątkiem ubranie. Jeśli  ściśle przylega do skóry, nie odrywaj!

Co zrobić przy lekkim poparzeniu?

– Jeżeli jest to oparzenie pierwszego stopnia, to nie ma pęcherzy. Wtedy tylko schładzamy oparzoną powierzchnię – podkreśla dr Zawadzka. – Jeśli nie ma pęcherzy, można się ograniczyć potem do natłuszczania tego miejsca maścią, którą można dostać w aptece i nałożyć jałowy opatrunek. Prosiłabym, żeby nie smarować rany smalcem, masłem czy sypać na nią mąki.

Czego nie robić, gdy dojdzie do oparzenia:
•    Nie przekłuwaj pęcherzy
•    Nie dotykaj palcami rany oparzeniowej, by uniknąć zakażenia
•    Nie smaruj oparzonej skóry maściami, kremami, białkiem jaja kurzego czy alkoholem

Z pęcherzem do lekarza

Jeżeli pojawi się jakikolwiek pęcherz, to zdecydowanie powinno się z takim dzieckiem pojechać do lekarza, żeby specjalista obejrzał ranę i ustalił leczenie.Gdy powierzchnia oparzenia jest duża, ranę można zawinąć w czyste prześcieradło i jechać do szpitala lub wezwać karetkę. Nie wolno dawać dziecku nic do picia i jedzenia.

– Gdy dojdzie do poparzenia dużych obszarów ciała, chory nie tylko odczuwa ból, ale może stracić przytomność – podkreśla Paweł Wiktorzak, ratownik medyczny z Wojskowego Instytutu Medycznego. – Każde spożycie pokarmu i płynu może zaszkodzić takiej osobie, dlatego, że może się zachłysnąć.

Co zrobić, gdy dziecko wypije płyn chemiczny?
1.    Buzię wypłukać wodą
2.    Podać do picia jak najwięcej wody
3.    Pojedź do szpitala lub wezwij karetkę

Dlaczego, gdy dziecko połknie żrący środek, nie prowokować wymiotów?

– Żołądek jest tak skonstruowany, że wytrzymuje kwas, bo mamy w nim kwas żołądkowy – podkreśla chirurg dziecięcy. – Śluzówka żołądka jest trochę inaczej skonstruowana. Przełyk nie jest wyposażony w taką barierę ochronną. Dowiedziono, że jeżeli dziecko połyka substancję chemiczną, ona wpada do żołądka, a gdy powodujemy wymioty, to ta substancja dwa razy przechodzi przez ten przełyk, co powoduje podwójne oparzenie.

Oparzeń można uniknąć. Co zrobić, by ich uniknąć?

1.    Nie stawiaj gorących napojów w zasięgu rąk dzieci. Jeśli masz małe dzieci, zrezygnuj z obrusów i serwet.
2.    Uważaj na czajnik, żelazko, garnek z zupą. Dziecko może je w każdej chwili ściągnąć.
3.    Uważaj na ognisko i grille. Nawet te wygaszone poprzedniego dnia. Może nie być widać żaru, ale w środku jest wysoka temperatura.
4.    Nie pozwalaj dziecku pomagać rozpalać ogniska czy grilla. Butelka z płynem do rozpalania lub podpałką, może mu wybuchnąć w rękach.
5.    Zabezpiecz w domu kable i gniazdka elektryczne. Małe dziecko, zwłaszcza raczkujące, może włożyć coś do gniazdka i się poparzyć.
6.    Środki chemiczne stawiaj poza zasięgiem dzieci. Dla małych dzieci mogą wyglądać jak kolorowe cukierki. Nigdy nie przelewaj chemikaliów do butelek po napojach, bo będzie to dzieci zachęcać, by się tego napić.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

O raku piersi w pytaniach i odpowiedziach

Rak piersi to choroba przede wszystkim kobiet. O profilaktycznych badaniach USG czy mammografii wiedzą chyba wszyscy, ale jest grupa kobiet, której zaleca się również rezonans magnetyczny piersi. Poznaj fakty o tej chorobie.

Jakie są objawy raka piersi?

  • Wyczuwalny palcami guzek w piersi;
  • Wyciek krwistej cieczy z brodawki;
  • Wciągnięcie brodawki sutkowej, które pojawia się w ciągu kilku tygodni;
  • Zmiana kształtu piersi, tj. pojawienie się np. wgłębienia na piersi, wciąganie się skóry na piersi;
  • Pojawienie się nagle asymetrii piersi – np. jedna pierś staje się większa, druga mniejsza;
  • Zmiany na skórze piersi: np. jej pogrubienie lub/i pojawienie się „skórki pomarańczowej”, zaczerwienienia czy owrzodzenia;
  • Pojawienie się widocznych żył na piersi;
  • Owrzodzenie brodawki sutkowej lub zaczerwienienie.

Czy są badania, które pozwalają wykryć raka piersi we wczesnym stadium?

W pierwszym stadium choroby najczęściej nie ma żadnych objawów – zwykle guzek rośnie niezauważony przez wiele miesięcy, a nawet lat. Dlatego tak ważne są badania, które pozwolą nowotwór wykryć w bardzo wczesnym stadium. U młodych kobiet zaleca się wykonywanie badania USG, u kobiet po 50. roku życia – mammografię piersi. Najlepiej zgłosić się na nią między 5. a 10. dniem cyklu miesiączkowego. W Polsce każdej kobiecie w wieku 50 -69 lat przysługuje bezpłatna mammografia raz na dwa lata. Jeśli jesteś w tym wieku i w ciągu ostatnich dwóch lat nie poddałaś się temu badaniu, wybierz najbliższą placówkę – ich wykaz znajdziesz na stronach Narodowego Funduszu Zdrowia. Wystarczy umówić się na wizytę – nie jest potrzebne skierowanie, ale trzeba zabrać ze sobą wyniki wcześniejszych badań piersi.

W trosce o własne zdrowie trzeba też samej przeprowadzać regularnie badanie piersi – wystarczy raz w miesiącu po miesiączce.

Dlaczego nie zaleca się badania mammograficznego u młodych kobiet?

Piersi zmieniają się przez całe życie kobiety. Budowa piersi młodej kobiety jest gęsta, przez co badanie mammograficzne nie jest odpowiednio dokładne, zatem istnieje ryzyko, że kobieta będzie miała guzek w piersi, ale mammografia go nie wykryje. Może się jednak zdarzyć, że po USG lekarz skieruje młodą kobietę na dodatkowe badania, w tym mammografię. Uwaga! Guz wykryty w badaniu mammograficznym nie musi być rakiem. Do stwierdzenia, czy tak jest, potrzebne są dalsze badania.

Kiedy najczęściej wykrywany jest nowotwór piersi?

To przede wszystkim choroba kobiet po 50. roku życia – na tę grupę wiekową przypada około 80 proc. rozpoznań. Ok. 1 proc. raków piersi diagnozuje się u mężczyzn. W Polsce jest obecnie rozpoznawany u około 18 tys. kobiet rocznie, a zachorowalność wykazuje stały wzrost. Dobra wiadomość jest taka, że od lat 90. spada liczba zgonów z powodu tego nowotworu. Zatem zachorowanie oznacza szansę wyleczenia. A szansa jest tym większa, im wcześniej rak zostanie wykryty.

Czy można się skutecznie ochronić przed rakiem piersi?

Mimo gigantycznego postępu nauk medycznych wciąż nie jest znana przyczyna tego nowotworu. Część raków piersi – ok. 5 do 10 proc. przypadków – jest uwarunkowana genetycznie. Dlatego jeśli w bliskiej rodzinie kobiety rozpoznano ten rodzaj nowotworu, konieczne jest przestrzeganie zasad profilaktycznych, a często – także konsultacja z poradnią genetyczną. Nie powinny zwlekać z taką konsultacją kobiety, których mama lub/i tata czy też mama i babcia chorowały na raka piersi. Może się okazać w rodzinie dziedziczy się mutację genu BRCA.

Opieką lekarską powinny być objęte kobiety właśnie z grupy najwyższego i wysokiego ryzyka zachorowania na raka piersi, co najczęściej jest związane z nosicielstwem mutacji w genie BRCA.

Kobietom tym lekarz może zaproponować:

  • Farmakologiczną profilaktykę hormonalną – przyjmowanie tamoksyfenu przez 5 lat – zgodnie z doniesieniami naukowymi taka terapia zmniejsza ryzyko zachorowania prawie o połowę;
  • Profilaktykę chirurgiczną – czyli mastektomię z rekonstrukcją piersi, co zmniejsza ryzyko zachorowania o połowę. Ta metoda redukuje też wysokie w tej grupie kobiet ryzyko zachorowania na raka jajnika (o 80-90 proc.).

Jeśli jesteś nosicielką mutacji genu BRCA1, zaleca się, byś raz w roku wykonywała badania piersi metodą rezonansu magnetycznego, a w połowie pomiędzy tymi badaniami zaleca się wykonanie mammografii lub USG.

Dobra wiadomość jest taka, że naukowcy zidentyfikowali konkretne czynniki zwiększających ryzyko raka piersi oraz czynniki ochronne (zmniejszające ryzyko tego nowotworu).

Czynniki zwiększające ryzyko zachorowania na raka piersi:

Hormonalne:

  • wczesna pierwsza miesiączka lub menopauza po 55. roku życia;
  • brak ciąż lub posiadanie pierwszego dziecka po 35. roku życia,
  • doustne środki antykoncepcyjne z estrogenami,
  • hormonalna terapia zastępcza oparta na estrogenach i gestagenach
  • otyłość (nadmiar tkanki tłuszczowej zaburza gospodarkę hormonalną).

Środowiskowe:

  • Dieta obfitująca w tłuszcze i/lub alkohol

Czynniki chroniące przed zachorowaniem na raka piersi:

  • Dieta uboga w tłuszcze, ale bogata w produkty mleczne i te, które zawierają witaminę D
  • Karmienie piersią;
  • Urodzenie dziecka w trzeciej dekadzie życia.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Rusza kampania informacyjna „Pacjent w badaniach klinicznych”

Ministerstwo Zdrowia, Polski Fundusz Rozwoju, Rzecznik Praw Pacjenta oraz ich partnerzy zaprezentowali założenia projektu …

Jedzenie warzyw i owoców wydłuża życie?

To FAKT! Osoby, które jedzą co najmniej 5 porcji warzyw i owoców dziennie mają aż o 30 proc. mniejsze ryzyko przedwczesnej …

Miesiączka – symbol kobiecości czy znienawidzony problem?

Bolesna, obfita, nieregularna, uciążliwa – to najczęstsze określenia, przypisywane miesiączce. Współczesna doustna …