Miesiąc: Październik 2018

Nie tylko październik – profilaktyka raka piersi przez cały rok

Statystycznie to najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zdiagnozowanego raka piersi wśród kobiet w wieku 20-49 lat zwiększyła się w ostatnich trzech dekadach prawie dwukrotnie. Tak dużego wzrostu zachorowań nie notuje się przy żadnym innym typie nowotworu w naszym kraju. Chociaż zwyczajowo za Miesiąc Świadomości Raka Piersi uznaje się październik, o profilaktycznych badaniach powinno się pamiętać przez cały rok. Regularne kontrole uchronią bowiem przed ryzykiem późnego wykrycia zmian chorobowych.

Każdego roku w Polsce zapada na niego aż 17 tysięcy pań, a około 5 tysięcy umiera w wyniku choroby. Mimo że coraz częściej i głośniej mówi się o potrzebie regularnych badań, świadomość dotycząca nowotworów piersi jest wciąż zbyt niska. Polki nie badają się w obawie przed diagnozą, tymczasem choroba atakuje coraz młodsze kobiety. Należy pamiętać, że wczesne wykrycie ma kluczowe znaczenie w procesie leczenia. Na czym polega profilaktyka raka piersi?

Samobadnie – kontrola piersi raz w miesiącu

Comiesięczna kontrola piersi poprzez samobadanie jest niezwykle cenna w profilaktyce raka piersi. Każda kobieta, która ukończyła 20. rok życia, powinna wykonywać je regularnie – jeśli bada je od wielu lat i zna prawidłową strukturę tkanki piersiowej, potrafi wykryć nawet niewielkie zmiany. To zaledwie 5 minut w miesiącu, które może uratować zdrowie i życie. Samobadanie powinno wykonywać się na namydlonym ciele, najlepiej kilka dni po miesiączce, kiedy piersi nie są już nabrzmiałe i bolesne przy dotyku. Kobiety w wieku menopauzalnym mogą wybrać dowolny dzień miesiąca i w tym dniu przeprowadzać badanie. W jego trakcie szuka się ewentualnych przebarwień, wgłębień, marszczeń skóry, zgrubień i nierówności. Każdą zauważoną zmianę należy niezwłocznie zgłosić lekarzowi. Warto również wiedzieć, że oprócz tkanki piersiowej należy również sprawdzić okolice pach. Dokładny proces samobadania opisuje dr n. med. Tomasz Sarosiek, onkolog kliniczny, Magodent Grupa LUX MED:

Samokontrolę piersi powinno się przeprowadzać w pozycji stojącej. Prawą rękę należy unieść do góry i oprzeć dłoń z tyłu głowy. Trzy środkowe palce lewej ręki przykładamy do prawej piersi i przyciskamy je lekko do skóry, wykonując ruchy od góry w dół oraz okrężne, a także od boku do centrum i odwrotnie), badając w ten sposób pierś oraz pachę. Następnie czynność powtarzamy, nieco mocniej przyciskając palce, dzięki czemu łatwiej jest wyczuć tkanki położone głębiej. Należy zwracać szczególną uwagę na podejrzane zgrubienia i guzki, miejscowe zmiany konsystencji tkanki oraz ewentualny obrzęk pod pachą. Te same czynności powtarzamy dla lewej piersi (lewa ręka uniesiona, badamy prawą dłonią). Następnie kładziemy się na wznak. Pod prawą łopatką wsuwamy małą poduszkę lub zwinięty ręcznik i dla prawej i lewej piersi powtarzamy te same czynności, które wykonywaliśmy podczas badania na stojąco.

Mammografia

Mammografia to radiologiczne badanie piersi, wykonywane w dwóch projekcjach (górno-dolna oraz skośna). Jest podstawową, a zarazem najbardziej popularną metodą diagnostyczną piersi. Dr n. med. Tomasz Sarosiek, onkolog kliniczny, Magodent Grupa LUX MED:

Badanie przeprowadza się zazwyczaj u kobiet, które ukończyły 35-40 lat. Do 50. roku życia wykonuje się ją co dwa lata, po pięćdziesiątce – co rok. Mammografia jest raczej bezbolesna i nie wymaga znieczulenia. Tradycyjnym aparatem można wykryć guzki wielkości od 3 milimetrów. W przypadku raka piersi czułość mammografii ocenia się na 80 procent.

Podczas badania pierś umieszczana jest na metalowej podkładce i przyciskana plastikowymi płytkami z góry oraz z boku. Urządzenie prześwietla pierś promieniami rentgenowskimi, a następnie otrzymujemy obraz na kliszach. Zdjęcia oceniane są zazwyczaj przez dwóch radiologów, co pozwala zmniejszyć ryzyko błędu interpretacji.

Badanie ultrasonograficzne piersi

W tym badaniu, dzięki wykorzystaniu fal ultradźwiękowych, uwidacznia się obraz tkanek wchodzących w skład piersi. Zaleca się je często jako element pogłębionej diagnostyki patologii wykrytych podczas mammografii – w razie zaobserwowania nieprawidłowości, USG jest jej wartościowym uzupełnieniem. Umożliwia bowiem różnicowanie torbieli od guzków oraz precyzyjną ocenę wielkości zmian ogniskowych. W profilaktyce USG piersi wykonuje się u kobiet, które ukończyły 30 lat, których piersi charakteryzują się dużą gęstością gruczołową. Jest to w pełni bezpieczna i bezbolesna metoda badania. USG poprzedzone jest wywiadem lekarskim z pacjentką oraz ewentualną analizą ostatnich wyników badań USG i mammografii (jeśli były wykonywane). Kobieta kładzie się na leżance, a lekarz przesuwa po jej piersiach specjalną głowicą, oglądając na monitorze strukturę piersi.

Wyparcie problemu nie uchroni przed chorobą i nie pomoże jej pokonać. Całkowite wyleczenie raka piersi jest możliwe, jednak w dużej mierze zależy od samej kobiety. Regularne samobadanie oraz USG i mammografia piersi, na które kieruje ginekolog, mają ogromne znaczenie w profilaktyce. Dzięki odpowiedniej kontroli znacznie zwiększają się bowiem szanse na podstawienie trafnej diagnozy i szybkie wdrożenie leczenia. Jeśli na podstawie wykonanych badań i wstępnej diagnozy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej uzna potrzebę skierowania pacjenta do lekarza specjalisty, wydaje kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego, tzw. DiLO. Karta ta zastępuje skierowanie i dokumentuje cały proces diagnostyczno-terapeutyczny, co w znacznym stopniu zwiększa szanse na wyleczenie.

Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Świerzb – fakty i mity

Świerzb to choroba skóry, która wcale nie jest taka rzadka, jak się mogłoby wydawać. Uporczywe swędzenie skóry to jej znak rozpoznawczy. Dowiedz się, jak można się nim zarazić i jak takiego zarażenia uniknąć.

Świerzb jest zakaźną chorobą skóry wywoływaną przez świerzbowca ludzkiego, należącego do roztoczy. Na świecie choruje ok. 300 mln osób rocznie, co stanowi 5 proc. ogólnej populacji. W Polsce nie ma danych na ten temat. Wiadomo natomiast, że świerzb jest jedną z najczęstszych dermatoz pasożytniczych i stanowi istotny problem medyczny i społeczny. Jest to także choroba,wokół której narosło wiele mitów. Zapytaliśmy dr. n. med. Andrzeja Szmurło, dermatologa z kliniki Nova Derm w Warszawie co jest prawdą, a co nie na temat tej częstej choroby, o której tak niewiele wiemy.

Świerzb jest chorobą rzadką.

MIT! Świerzb jest chorobą występującą powszechnie, w ostatnim okresie obserwowaną coraz częściej, szczególnie u młodych ludzi aktywnie podróżujących i osób starszych zebranych w większych grupach np. domach opieki.

Łatwiej zarazić się jest na wsi niż w mieście.

MIT! Zarówno na wsi jak i w mieście zarażenie jest prawdopodobne, jednak w mieście, w dużych grupach społecznych, można się łatwiej zarazić.

Świerzb dotyka tylko osoby, które nie przestrzegają zasad higieny.

FAKT/MIT Przestrzeganie zasad higieny nie chroni przed zarażeniem świerzbowcem, jakkolwiek jest to choroba częściej występująca w środowiskach ludzi bezdomnych, domach opieki, niektórych ośrodkach medycznych. Ważne, by podejmować interwencję jak najszybciej, w momencie pojawienia się pierwszych objawów, zanim choroba rozszerzy się na inne osoby w drodze bezpośredniego kontaktu.

Są choroby, które predysponują do zarażenia się świerzbem.

FAKT! Do zarażenia świerzbowcem predysponują choroby psychiczne, alkoholizm i uzależnienie od narkotyków.

Świerzb jest częstszy latem.

MIT! Obecnie przy wyjazdach w rozmaite rejony świata w każdej porze roku, świerzb jest tak samo częsty zimą jak i latem.

Świerzbem łatwo się zarazić.

FAKT! Świerzbem dość łatwo się zarazić, ale wymaga to bezpośredniego kontaktu ze skórą chorego lub jego zakażonym ubraniem.

Świerzb powoduje swędzenie skóry.

FAKT! Podstawowym objawem zwracającym uwagę chorego jest uporczywy świąd nasilający się w nocy.

Świerzbu ciężko się pozbyć.

MIT! Choroba leczy się stosunkowo łatwo dzięki nowym lekom wymagającym jednorazowego zastosowania.

Świerzb lokalizuje się tylko w miejscach, gdzie skóra jest gruba.

MIT! Świerzb lokalizować się może wszędzie, najrzadziej na plecach i głowie, a najczęściej na narządach płciowych, na dłoniach i stopach oraz na tułowiu.

Świerzb wymaga leczenia w szpitalu.

MIT! Leczenie nie wymaga hospitalizacji. Chory może leczyć się w warunkach domowych.

Świerzb atakuje ludzi ubogich, z marginesu.

MIT! Atakuje zarówno bogatych jak i biednych, jednak brak dobrego dostępu do leczenia które może być drogie, a czasem skomplikowane, powoduje, że osoby z marginesu dłużej chorują i nie leczą się.

Świerzbem zaraża się poprzez podanie ręki choremu.

MIT! Zarażenie od zwykłego podania dłoni zdarza się wyjątkowo rzadko.

Można się zarazić w komunikacji miejskiej.

FAKT! Mało prawdopodobne, by do zarażenia doszło poprzez dotykanie tych samych uchwytów, drążków w tramwaju czy autobusie, z którymi wcześniej kontakt miała osoba chora na świerzb. Ale ryzyko jest większe, jeśli zajmie się siedzenie, na którym właśnie siedziała osoba zarażona dużą liczbą  pasożytów, zwłaszcza wtedy, gdy jest ono pokryte wykładziną tkaninową. Wówczas zarażenie jest prawdopodobne.

Można się zarazić śpiąc w tej samej pościeli i poprzez seks.

FAKT! Sypiając z osobą chorą na świerzb zarazić się jest najłatwiej, zarówno leżąc w tej samej pościeli, jak i poprzez seks.

Dzieci nie mogą chorować na świerzb.

MIT! Dzieci często chorują na świerzb.

Skuteczny w walce ze świerzbem jest ocet, który zabija larwy i dorosłe osobniki zakwaszając pH skóry.

MIT! Ocet jest nieskuteczny, nie jest zalecany przez dermatologów. Mamy preparaty siarki, permetrynę i iwermektynę, które skutecznie zwalczają pasożyty.

Cebula i czosnek zabija drobnoustroje, więc może też zwalczyć świerzb.

MIT! Zjedzenie czosnku i cebuli nie działa odkażająco skórę. Dermatolodzy nie zalecają także stosowania tych warzyw bezpośrednio na skórę.

Woda utleniona jest skuteczna w leczeniu świerzbu.

MIT! Wody utlenionej nie stosuje się do leczenia świerzbu.

Po zakończonej kuracji trzeba ubrania wyprać w temperaturze 100 stopni Celsjusza.

FAKT! Tak, ubrania trzeba wyprać w najwyższej możliwej temperaturze i prasować gorącym żelazkiem od wewnątrz.

Można się zarazić przez pocałunek.

MIT! Sam pocałunek rzadko prowadzi do zarażenia, bo świerzb nie bytuje na twarzy.

Trzeba odkazić wszystkie przedmioty domowego użytku jak czajnik, krzesła i dywany.

MIT! Najczęściej wystarczy odkażenie bielizny, ubrań i pościeli. Dywanów i czajnika nie odkaża się. Zabawki można włożyć do zamrażarki ustawionej na mrożenie w temperaturze -20 stopni C, na 24 godziny. Można też na tydzień do 3 tygodni zapakować wszystko w worki plastikowe i odłożyć do schowka.

Świerzbem można zarazić się w saunie, na siłowni lub na basenie.

FAKT/MIT. Na basenie zarażenie świerzbem jest mało prawdopodobne (bardziej grzybicą). Większe ryzyko jest  na siłowni czy w saunie (wspólne ręczniki), aczkolwiek i to zdarza się sporadycznie.

Leczenie jest uciążliwe, lek brudzi ubrania i ma nieprzyjemny zapach.

FAKT/MIT. Kiedyś leczenie było uciążliwe, jednak nowe leki są łatwe w użyciu i szybko działają.

Świerzbowce mogą pokonywać duże odległości, np. przemieścić się z szafy na kanapę

MIT! Pasożyty te nie skaczą i przenoszą się przez bezpośredni kontakt.

Świerzbowce mogą bytować tylko w warunkach ciepłych i wilgotnych.

MIT! Świerzbowce lepiej się czują w środowisku ciepłym i wilgotnym, ale mogą bytować w bardziej niesprzyjających warunkach.

W trakcie terapii świerzbu nie można się myć.

MIT! W trakcie terapii przeciwświerzbowcowej trzeba się myć, ale rano. Lek musi jak najdłużej działać na skórze.

Świerzb to choroba weneryczna.

FAKT/MIT: Można traktować świerzb również jako chorobę weneryczną, ale nie jest tak zawsze. W sposób nieweneryczny zaraża się większość osób młodych i w wieku podeszłym.

Świerzb jest niebezpieczny w ciąży i podczas karmienia

MIT! Świerzb nie jest niebezpieczny w ciąży ani w okresie laktacji. Wbrew obiegowym opiniom, nie prowadzi też do poronienia.

Przebieg zarażenia świerzbowcem może być bezobjawowy.

MIT! Zarażenie pasożytem zawsze wywołuje silny świąd, o ile zarażona osoba zachowuje zdolność do jego odczuwania (brak odczuwania świądu ma miejsce w niektórych stanach neurologicznych).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uwaga na hałas!

Niechciane dźwięki to niedoceniane zagrożenie, które zaburza pracę, naukę, wypoczynek i zwiększa ryzyko wielu chorób. Sprawdź, co Ci grozi, jeśli mieszkasz przy ruchliwej ulicy lub słuchasz głośnej muzyki.

Już Juliusz Cezar zdawał się rozumieć dolegliwość związaną z nocnym hałasem i zabronił ruchu konnego w nocy. Obecnie wciąż zaś buduje się mieszkania przy ruchliwych ulicach. Tymczasem szczególnie groźny jest hałas nocny. Działa destrukcyjnie przede wszystkim poprzez generowanie stresu utrudniającego sen, zaburzającego metabolizm, a nawet pracę mózgu.

Światowa Organizacja Zdrowia wydała właśnie dokument o tytule „Environmental Noise Guidelines for the European Region”, który zawiera nowe rekomendacje odnośnie bezpiecznego poziomu hałasu oddziałującego na ludzi. WHO zaleca np. limit 53 dB dla działającego na zewnątrz budynków hałasu produkowanego przez ruch samochodowy w dzień i 45 dB w nocy.

Jaki hałas generują szum wiatru, samochody, rozmowa?

Żeby uświadomić sobie, o jakich wartościach mowa w dokumencie WHO, trzeba wiedzieć, że:

  • Szum lasu to 10-15 dB
  • Szept – 30-40 dB
  • Rozmowa – 50-65 dB
  • Samochód osobowy (jeden!) – 65-75 dB
  • Samochód ciężarowy – 70 – 90 dB
  • Start samolotu – 120 -130 dB

Próg bólu w reakcji na hałas zaczyna się od 130 dB

Według opracowania WHO, w krajach Europy Zachodniej, spowodowana hałasem liczba DALY (disability adjusted life-years – lata życia skorygowane niesprawnością) wyrażająca łączne lata życia utracone wskutek uszczerbku na zdrowiu lub przedwczesnej śmierci przez ludzi żyjących w danej populacji wynosi bowiem 61 tys. lat dla choroby wieńcowej, 45 tys. dla zaburzeń rozwoju mentalnego dzieci, 903 tys. dla zburzeń snu, 22 tys. dla szumów usznych i 654 tys. dla rozdrażnienia.

– Już Juliusz Cezar zabronił ruchu konnego w Rzymie po zmroku. Tymczasem dzisiaj hałas to jeszcze często niedoceniane zagrożenie, a np. znane niemieckie badania mówią o tym, że jego szkodliwość można porównać do palenia tytoniu – alarmuje prof. Krystyna Pawlas, pracownik Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, kierownik Katedry i Zakładu Higieny Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Hałas to stres niszczący ciało

Dokument WHO przytacza na przykład badania z udziałem prawie 70 tys. uczestników, według których, w zakresie natężenia hałasu od 40 do 80 dB, każde 10 dB więcej oznaczało wzrost ryzyka rozwoju choroby wieńcowej o 8 proc.

– U osób eksponowanych na działanie hałasu badania wykazują z jednej strony większe ryzyko rozwoju nadciśnienia, zawałów czy udarów, a z drugiej strony wzrost śmiertelności z powodu tych chorób. Hałas działa na człowieka jako niepożądany stresor, co wiąże się m.in. z wyrzutem tzw. hormonów stresu. To z kolei powoduje m.in. wzrost ciśnienia czy przyspieszenie tętna oraz zmiany w biochemii krwi poprzez zaburzenie metabolizmu  glukozy i lipidów To prosta droga do arteriosklerozy, zawałów czy udarów, a także cukrzycy typu 2 – wyjaśnia dr Pawlas.

Szwajcarskie badanie SiRENE (Short and Long Term Effects of Transportation Noise Exposure), obejmujące ponad 2,5 tys. osób pokazało właśnie wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2. Autorzy projektu mówią o dwóch mechanizmach prowadzących do choroby. Po pierwsze, hałas powoduje chroniczne wydzielanie towarzyszących stresowi hormonów, które zaburzają gospodarkę insulinową. Z drugiej strony powoduje zaburzenia snu, o których wiadomo, że także negatywnie wpływają na metabolizm.

Z kolei szwedzki projekt z udziałem ponad 5 tys. uczestników pokazał wyraźny związek między hałasem a większym obwodem talii, mimo że nie pojawił się związek z BMI. Znaczenie miała ekspozycja na wszystkie trzy z uwzględnionych rodzajów hałasu – pochodzenia drogowego, kolejowego i lotniczego. Okazało się przy tym, że im więcej rodzajów hałasu działało na daną osobę, tym większe było ryzyko tycia w talii.

Niektóre skutki wywołanego hałasem stresu są dopiero odkrywane. Choć to dopiero wstępne badania, to to na przykład zespół z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego wykazał związek między stosunkowo słabym, lecz długotrwałym hałasem słyszanym nocą a ryzykiem niepłodności u mężczyzn.

– Warto też pamiętać, że najsilniej hałas działa na nas nocą. Już przy 30 dB zaczyna oddziaływać na sen, a przy 40 pojawiają się niekorzystne reakcje zdrowotne – dodaje specjalistka.

Wolne rodniki, komórki, enzymy

Naukowcy jednocześnie coraz lepiej poznają biologiczne mechanizmy działania hałasu na organizm. Zespół z Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji zauważył, że hałas wywołuje m.in. zwiększenie stresu oksydacyjnego, czyli stężenia wolnych rodników i nasilenie stanów zapalnych w naczyniach krwionośnych, a przy tym powoduje wyraźne zmiany w aktywności genów w wyściełających naczynia komórkach. Niedawno, w eksperymentach na myszach badacze odkryli także kluczowe działanie enzymu o nazwie oksydaza NADPH, działającego przede wszystkim w komórkach związanych ze stanami zapalnymi. Jego eliminacja wręcz uodporniła laboratoryjne myszy na hałas – symulowany dźwięk przelatujących samolotów. Eksperymenty pokazały jednocześnie, że przy działającym enzymie, do uszkodzeń naczyń dochodziło tylko pod wpływem hałasu słyszanego nocą. Ten sam zespół wykrył też wywołane nocnym hałasem zaburzenia w pracy działającego w mózgu enzymu – neuronalnej syntazy tlenku azotu, ważnego m.in. dla uczenia się i zapamiętywania. Kolejne odkrycie dotyczyło natomiast zaburzenia komórkowego cyklu dobowego, które zdaniem naukowców może prowadzić właśnie do uszkodzeń układu krążenia, zaburzeń metabolicznych a także problemów mentalnych. Autorzy tych badań nawołują więc do działań nacelowanych na zmniejszenie wystawienia na niechciane dźwięki, szczególnie nocą.

Sposoby na hałas

Jak więc się bronić? Na pewno warto mieć na uwadze zagrożenia – to pomoże podjąć decyzje, od których zależeć może nawet długotrwała ekspozycja na jego działanie. Jeśli jest to możliwe, lepiej więc np. wybrać mieszkanie czy dom położony dalej od ruchliwej jezdni czy lotniska. Jeśli od źródeł hałasu nie można się oddalić, warto pomyśleć o środkach zaradczych. W niemałym stopniu pomóc mogą na przykład dźwiękoszczelne okna. Dobrze jest też chronić się w miejscu pracy (biurowy szum to wartość ok. 60-70 dB).

BHP w zawodach szczególnie związanych z ekspozycją na hałas to oczywiście podstawa. Lepiej jednak uważać nawet np. na pracę w biurach typu open office.

– Im dalej od źródła dźwięku, tym jego natężenie jest mniejsze. Do pewnego stopnia można się też od hałasu odgrodzić. Dobrej jakości okna mogą zredukować go nawet o ponad 30 dB, czyli dużo ( w przełożeniu na energię to ponad 1000-krotne osłabienie dźwięku). Jeżeli chodzi o warunki pracy, to już otwarte biuro naraża nas na hałas, który wymaga zwiększenia uwagi, powoduje zmęczenie, spadek wydajności i zwiększa drażliwość a nawet agresję – zwraca uwagę dr Pawlas.

Pomóc mogłyby rozwiązania systemowe. Na przykład niektóre lotniska, jak port lotniczy w Zurychu wprowadzają ograniczenia ruchu nocą. Równie ważne są też np. przepisy drogowe.

– Trzeba mieć na uwadze, że nakłady na zdrowie spowodowane działaniem hałasu są ogromne. W Niemczech m.in. obniża się prędkość samochodów na terenach  mieszkaniowych. To skuteczne działanie z punktu widzenia zagrożenia zdrowia publicznego – przekonuje ekspertka.

Źródło: www zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Anty-rak: czy można uciec przed rakiem?

Każdy z nas nosi w sobie jakieś mutacje genetyczne, ale tylko u niektórych rozwija się z tego powodu choroba nowotworowa. O tym, dlaczego tak się dzieje i jak zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka – opowiada dr Magdalena Winiarska, immunolog z WUM.

Nowotwory są drugą w kolejności, po chorobach sercowo-naczyniowych, przyczyną śmierci w Polsce, w tym wielu śmierci przedwczesnych. Wiele osób zastanawia się więc czy i jak nowotworom można zapobiegać lub też, jak znacząco zmniejszyć ryzyko zachorowania. Jest na to jakiś uniwersalny sposób? 

Jest. Nie starzeć się! (śmiech)

Chce Pani przez to powiedzieć, że najważniejszym czynnikiem ryzyka zachorowania na raka jest zaawansowany wiek?

Tak właśnie jest. Większość chorób nowotworowych to te, które pojawiają się w średnim lub podeszłym wieku, w związku z kumulowaniem się w naszym materiale genetycznym coraz liczniejszych zmian (mutacji). Komórki nabywają tych zmian w swoim DNA w wyniku proliferacji, czyli naturalnego procesu namnażania się (odnawiania), który z biegiem lat, w wyniku starzenia się organizmu, funkcjonuje coraz gorzej (jest bardziej podatny na błędy). Wbrew obiegowej opinii, chorób nowotworowych u dzieci, związanych z wrodzonym obciążeniem genetycznym, nie jest wcale aż tak dużo. Należą do nich między innymi siatkówczak, niektóre białaczki czy zespoły genetyczne związane z niestabilnością chromosomową mikrosatelitarną lub epigenetyczną. Są to jednak stosunkowo rzadkie przypadki.

Z tego co wiem, to wszyscy, zarówno młodzi jak i starzy, nosimy w sobie jakieś mutacje genetyczne, czyli potencjalne komórki nowotworowe. Dlaczego zatem jedni ludzie zapadają na raka, a inni nie?

Choroba nowotworowa to bardzo szerokie pojęcie. Mogą u kogoś wystąpić takie mutacje, które stuprocentowo będę predysponować do rozwoju choroby, czyli zawsze gdy ktoś je posiada to zachoruje, ale mogą być też mutacje, które dopiero w interakcji z innymi czynnikami, takimi jak stan środowiska, stan układu odpornościowego czy ekspozycja na konkretne kancerogeny, sprawią, że choroba nowotworowa się rozwinie. Tło genetyczne jest więc ważne, ale wcale nie musi przesądzić o zachorowaniu.

Z tego co powszechnie wiadomo, m.in. za sprawą przypadku słynnej Angeliny Jolie, do nowotworów uwarunkowanych genetycznie, z bardzo wysokim ryzykiem zachorowania, należą rak piersi oraz rak jajnika. Czy tego typu, dziedzicznych nowotworów i związanych z nimi konkretnych mutacji jest więcej?

Niestety tak. Znamy coraz więcej mutacji wysokiego ryzyka. Osoby, u których występują takie mutacje, np. BRCA1 czy BRCA2, związane ze zwiększonym ryzykiem szybkiego rozwoju raka piersi lub jajnika, muszą bardzo poważnie podchodzić do profilaktyki. W ich przypadku badanie USG raz na rok może nie wystarczyć, bo podczas kolejnego badania może się okazać, że rozwinął się już u nich zaawansowany nowotwór złośliwy, który nadaje się już tylko do leczenia paliatywnego. Takie osoby mogą więc rozważyć profilaktyczne usunięcie organów zagrożonych nowotworem. Innym przykładem nowotworu silnie uwarunkowanego genetycznie jest występujący głównie u dzieci siatkówczak. Wywołuje go mutacja genu znanego jako RB1. Siatkówczak słynie m.in. z faktu, że można go wykryć na zwykłej fotografii po tym, że źrenica chorego inaczej odbija światło. Po zrobieniu zdjęcia z błyskiem flesza może okazać się, że u wszystkich sfotografowanych osób oczy „świecą się” jednakowo, podczas gdy u dziecka z siatkówczakiem oko (najczęściej jedno) daje zupełnie inny odblask, czy też jego zupełny brak. Wymienione przykłady chorób uwarunkowanych mutacją konkretnego genu stanowią jednak mniejszość przypadków raka. Generalnie uważa się, że w chorobach nowotworowych zazwyczaj musi dojść do kumulacji co najmniej kilku mutacji, które przesądzają o tym, że choroba się ujawnia w postaci klinicznej. W praktyce jednak już jedna mutacja predysponuje komórkę do tego, żeby nabywała kolejnych mutacji.

Skoro nowotwory dziedziczne stanowią mniejszość przypadków raka, skupmy się teraz na mutacjach genetycznych nabywanych przez każdego z nas w toku dorosłego życia. Proszę powiedzieć, skąd one się biorą, jaki mechanizm za tym stoi?

Trzeba pamiętać, że każdy podział komórki oznacza przepisanie materiału genetycznego, a każde jego przepisanie stanowi potencjalny błąd. Niestety, takie błędy są czymś powszechnym.

Skoro jest to normalne, jak nasz organizm na bieżąco radzi sobie z takimi błędami?

Mamy wiele mechanizmów radzenia sobie z tego rodzaju problemem, np. wiele mechanizmów naprawy błędów. Jeśli wystąpi mutacja, to do pracy zabierają się enzymy, które próbują ją naprawić. Jeśli jednak naprawa jest nieskuteczna, bo błąd okazał się zbyt poważny, to może się włączyć system indukowania śmierci zmutowanej komórki (tzw. apoptozy). Jeśli jednak, pomimo nieusuniętego błędu, komórka przeżyje i dalej proliferuje, czyli namnaża się, do akcji wkracza nasz układ odpornościowy. Pełni on ważną rolę w nadzorze nad komórkami nowotworowymi (tzw. nadzór immunologiczny). Zatem, gdy zawiodą pierwsze komórkowe mechanizmy naprawcze i komórka z błędem przeżyje, to układ odpornościowy próbuje taką komórkę zniszczyć. Jak łatwo się domyślić, osoby z osłabionym układem odpornościowym, mają również gorszy nadzór immunologiczny, a zatem i wyższe ryzyko zachorowania na raka.

Czy apoptoza zmutowanych komórek, które są zlokalizowane w ważnych dla życia organach, może spowodować jakieś nieodwracalne szkody dla organizmu?

W niektórych przypadkach tak. Rodzimy się przecież z ograniczoną liczbą neuronów czy też komórek rozrodczych. Ich zdolność do regeneracji jest więc siłą rzeczy ograniczona. Ale trzeba wiedzieć, że apoptoza nie jest niczym wyjątkowym. To fizjologiczny proces, który obejmuje wszystkie komórki naszego ciała. Każda zdrowa komórka ma tzw. limit podziałów. W związku z tym nie mogą się one dzielić (namnażać) w nieskończoność. Po osiągnięciu określonej liczby podziałów i skróceniu swoich telomerów komórki umierają, najczęściej w ramach programowanej śmierci komórki. Potem nasz układ odpornościowy usuwa resztki i fragmenty komórek powstające w procesie apoptozy.

A w jaki sposób układ odpornościowy likwiduje komórki nowotworowe?

Ma na to wiele sposobów, m.in. mechanizmy swoiste (rozpoznające konkretne antygeny) i nieswoiste (obejmujące szersze działania obronne). Mechanizmy swoiste, do których należą m.in. limfocyty T, bardzo precyzyjnie rozpoznają nawet drobne zmiany zachodzące w naszych komórkach. Potrafią szybko zabić zmienioną komórkę, w szczególności nowotworową. Zanim jednak to nastąpi, limfocyty T najpierw dokładnie badają istotne struktury na powierzchni zmienionej komórki, aby sprawdzić co dokładnie dzieje się w jej wnętrzu i  jakie białka produkuje. Jeśli limfocyt T rozpozna białka zmienione w wyniku mutacji, to może dojść do zabicia takiej komórki. Niestety, komórki nowotworowe nie są łatwym przeciwnikiem, z uwagi na fakt, że są to przecież nasze własne komórki, często niewiele się różniące od tych prawidłowych. Dlatego nasz układ odpornościowy musi być wyjątkowo czujny, czuły i precyzyjny, aby móc zabijać obce i groźne elementy, jednocześnie nie niszcząc własnych zdrowych komórek i tkanek.

Zatem nasz układ odpornościowy pełni ważną rolę w zwalczaniu nowotworów i powinniśmy zacząć na niego chuchać i dmuchać, zwłaszcza w średnim i starszym wieku, ponieważ ma on już wtedy pełne ręce roboty.

Dokładnie tak. Z jednej strony, już sam fakt wielokrotnego namnażania się komórek w toku dotychczasowego życia, sprawia że ich materiał genetyczny wielokrotnie musiał być przepisywany, co siłą rzeczy wiąże się ze sporym ryzykiem wystąpienia jakichś błędów. Enzymy zajmujące się powielaniem materiału genetycznego muszą działać bardzo szybko i na dużą skalę. W związku z tym najzwyczajniej w świecie czasem się one mylą, a popełnione błędy mogą w czasie kolejnych proliferacji kumulować się, przez co w końcu zapisy DNA stają się nieprawidłowe. Z drugiej strony, w średnim i starszym wieku dochodzi do osłabienia układu odpornościowego. Warto wiedzieć, że układ ten rozwija się i uczy głównie do okresu dojrzewania. Potem zdolność uczenia się układu odpornościowego maleje. U osób w podeszłym wieku, z różnych powodów, często nie działa on już tak wydajnie. Jeśli więc nasz układ odpornościowy nie nauczył się rozpoznawać jakichś antygenów na stosunkowo wczesnym etapie życia, to potem już raczej nie będzie umiał ich skutecznie wykryć i zlikwidować. Z upływem lat pogarsza się również zdolność do regeneracji komórek układu odpornościowego.

To przejdźmy w takim razie do sedna. Proszę powiedzieć jak możemy wzmacniać nasz układ odpornościowy w zmaganiach z tymi wszystkimi groźnymi mutacjami oraz unikać tego, co go osłabia?

Istotną rolę może odegrać wiele czynników. Ważny jest m.in. balans redoks, czyli ilość wolnych rodników w naszym organizmie. Niektóre komórki układu odpornościowego są bardzo wrażliwe na oddziaływanie wolnych rodników. Ich duża ilość może więc znacząco upośledzić działanie układu odpornościowego.

Jakie jeszcze czynniki wpływają na naszą odporność oraz DNA, in plus albo in minus? Skoro jest ich wiele to może spróbujmy je jakoś usystematyzować.

Czynników ryzyka rozwoju nowotworów jest naprawdę bardzo wiele. Zacznijmy od wskazania najważniejszych i dobrze poznanych już kancerogenów. Można je generalnie podzielić na trzy rodzaje: biologiczne, chemiczne i fizyczne. Do pierwszej grupy należą m.in. onkogenne wirusy, do których zalicza się: wirusy zapalenia wątroby (HBV, HCV), wirus HPV (brodawczaka ludzkiego) powodujący raka szyjki macicy, wirus mięsaka Kaposiego czy wirus EBV (Epsteina-Barr). Ten ostatni na przykład silnie stymuluje namnażanie limfocytów B, co zwiększa ryzyko pojawienia się błędów w którymś momencie powielania materiału genetycznego i może doprowadzić do rozwoju nowotworu.

A co z kancerogenami chemicznymi? W mediach prawie każdego dnia pojawiają się straszące newsy, o tym, że ta czy inna substancja zawarta w opakowaniach lub jedzeniu powoduje raka. Czego naprawdę należy się obawiać?

W tej grupie kancerogenów znajdują się m.in.: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA), nitrozaminy, alkohol, a także substancje zawarte w dymie tytoniowym. Warto wspomnieć, że WWA i nitrozaminy powstają m.in. w trakcie produkcji żywności, np. w trakcie grillowania albo przy produkcji wędlin (peklowaniu i wędzeniu). Ale WWA występują też w zanieczyszczonym powietrzu (smogu) czy też w smole. Kiedyś u londyńskich kominiarzy, często stykających się z sadzą i smołą, zaobserwowano częstsze niż u innych występowanie raka moszny.

Zostały nam jeszcze czynniki fizyczne.

Zaliczają się do nich m.in.: promieniowanie UV oraz promieniowanie jonizujące (rentgenowskie lub kosmiczne). Na to ostatnie narażeni są ludzie, którzy dużo latają (np. personel linii lotniczych).

Mówiliśmy dotąd głównie o czynnikach ryzyka. Na koniec spróbujmy więc skupić się na pozytywach, czyli czynnikach chroniących przed nowotworami. Proszę podpowiedzieć, co należy robić, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania.

Na przykład, w kontekście wspomnianych wcześniej onkogennych zakażeń wirusowych, skutecznym sposobem ochrony są szczepienia. Są stosunkowo tanie i naprawdę działają! Oczywiście, nasz układ odpornościowy wzmacnia także zdrowy styl życia. Ale tylko pod warunkiem, że ktoś jest w stosowaniu zasad zdrowego stylu życia systematyczny i konsekwentny. Nie będę tu wymieniać wszystkich tych zasad, bo są one już powszechnie znane – można je znaleźć m.in. w tzw. Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem. Tak więc, w profilaktyce antyrakowej nie pomoże nikomu to, że raz czy dwa razy w roku zrobi sobie detoks czy zastosuje restrykcyjna dietę, jeśli potem wraca do swoich złych nawyków. Warto pamiętać, że niezdrowy styl życia, w tym zwłaszcza nieprawidłowa dieta i brak ruchu, nie tylko naraża nas na nowotwory, ale także na otyłość i tzw. zespół metaboliczny, które same w sobie też predysponują do zachorowania na raka. Warto zatem dbać o to co mamy na talerzach, zarówno pod względem jakości, jak i ilości. Warto na co dzień stosować się do zaleceń zawartych w Piramidzie Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, jak też zwracać uwagę na to, żeby w naszej diecie nie było nadmiaru kalorii, a nawet żeby był ich pewien niedobór. Szczupli ludzie są zdrowsi. Ważna jest też higiena snu, bo dobry sen wzmacnia nasz metabolizm.

Co jeszcze możemy zrobić żeby uniknąć raka?

Możemy świadomie dbać o czyste środowisko i unikać jego zanieczyszczania. Do tego, co roku, w ramach profilaktyki, warto też robić podstawowe badania kontrolne (krwi, moczu czy badania obrazowe). Dotyczy to zwłaszcza osób z grup podwyższonego ryzyka (m.in. obciążonych rodzinnie). Takie osoby powinny badać się częściej niż osoby ze średnim ryzykiem populacyjnym.

Czy w ramach profilaktyki warto inwestować w modne ostatnio testy genetyczne?

Testy warto robić wtedy, gdy są do tego jakieś podstawy. Na przykład, gdy w naszej rodzinie występuje dziedziczna skłonność do pewnych zachorowań. Wtedy warto zrobić testy w kierunku konkretnych nowotworów. Osoby obciążone rodzinnie mogą wykonywać takie testy w ramach NFZ, w onkologicznych poradniach genetycznych.

A co ze stresem? Czy on także ma coś wspólnego z rakiem?

Tak, to też czynnik ryzyka. Dlatego warto się uczyć skutecznych technik radzenia sobie ze stresem. Choć często jest też tak, że mając po prostu pewną osobowość, wraz z nią mamy także i pewien wrodzony sposób reagowania na stres, który trudno jest zmienić. Tymczasem, nauka ma już wiele dowodów na to, że stres negatywnie wpływa na odporność. Osłabia ją zwłaszcza stres chroniczny, długotrwały. Stres to jednak bardziej złożone zjawisko niż się nam dotąd zdawało. Ostatnio np. pojawiają się naukowe doniesienia o tym, że na nasz nastrój bardzo duży wpływ ma m.in. stan i skład naszej flory bakteryjnej w jelitach. Co ciekawe, zależy od niego również to, jak reagujemy na terapię przeciwnowotworową, np. immunoterapię. Bakterie mają więc wpływ również na to, jak funkcjonuje nasz układ odpornościowy. Coraz częściej realizuje się w związku z tym przeszczepy flory jelitowej u ludzi (np. u osób otyłych albo u osób z dysfunkcjami układu immunologicznego). Pytanie tylko, czy stan mikroflory jelitowej wynika z naszych genetycznych predyspozycji czy raczej zależy od innych czynników. Wielu rzeczy na ten temat wciąż jeszcze nie wiemy.

Przeziębienie łatwiej przeczekać niż wyleczyć

Przed sezonem na przeziębienia jest więcej reklam specyfików, które mają pomóc w razie zachorowania. Najtańszym sposobem na przeziębienie jest – jak wskazują naukowcy – przeczekanie go w odpowiednich warunkach.

Przeziębienie może wywołać ponad 200 wirusów (w większości przypadków sprawcami są rhinowirusy), dlatego przechorowanie go nie chroni przed kolejnym zachorowaniem…i kolejnym. W przypadku dorosłych zdarza się to od dwa do czterech razy w roku, natomiast dzieci przed 12. rokiem życia zapadają na przeziębienie sześć do ośmiu razy w roku.

Uciążliwe objawy – ból gardła, kaszel, zatkany nos, katar, podwyższona temperatura czy kichanie kończą się po 7 – 10 dniach. Wydawałoby się, że w dobie bezprecedensowego rozwoju medycyny, sekwencjonowania genomów, drukowania narządów czy klonowania ssaków leczenie zwykłych przeziębień to błahostka – nawet bez recepty. Tymczasem belgijsko-australijskie badania przeglądowe wskazują na niewielką skuteczność większości dostępnych w aptekach, supermarketach czy dyskontach preparatów. Podobnie jak w starożytności, przeziębienie w zasadzie przechodzi samo (chyba, że pojawią się powikłania).

Przeglądu dotychczasowych (randomizowanych i kontrolowanych) badań nad skutecznością leków dokonali specjaliści z uniwersytetów w Ghent (Belgia) i Brisbane (Australia). Wyniki opublikowano na łamach pisma British Medical Journal (BMJ).

Korzyść z większości leków okazała się wątpliwa, zaś w przypadku dzieci lekarstwo bywało niekiedy groźniejsze niż choroba.

Już wcześniej (2008) U.S. Food and Drug Administration ostrzegała przed podawaniem leków przeciwkaszlowych i stosowanych przy przeziębieniu dzieciom młodszym niż 2 lata. W przypadku dzieci starszych FDA zalecała ostrożność.

Co stosować w razie przeziębienia?

Niekontrowersyjne i pomocne (także u dzieci) mogą być paracetamol oraz ibuprofen, które obniżają gorączką i łagodzą ból. Nawilżacz (ale wytwarzający chłodną mgiełkę, a nie gorącą parę) ułatwia oddychanie, zaś duża ilość wypijanych płynów pozwala uniknąć zawsze niebezpiecznego odwodnienia.

Roztwór soli w formie kropli lub sprayu może pomóc na zatkany nos (ale nie zawsze pomaga). Jednak przepłukiwanie nosa roztworem soli to metoda bezpieczna i tania (choć to, ile trzeba zapłacić w aptece za szklankę morskiej wody w ładnym opakowaniu robi wrażenie).Wypłukiwać śluz z nosa i zmniejszać uczucie zatkania można w ten sposób nawet kilka razy dziennie.

Przeziębienie warto „wyleżeć”. Nie zarażamy innych i pozwalamy organizmowi zmobilizować siły do zwalczenia choroby. Lekarze wskazują, że „przeleżenie” przeziębienia zmniejsza też ryzyko, że przerodzi się w poważniejszą infekcję – choćby dlatego, że osłabiony organizm nie jest narażony na bakterie chorobotwórcze krążące na przykład w szkole albo autobusie.

Co może bardziej zaszkodzić niż pomóc w przeziębieniu?

Wiele osób woli „coś mocniejszego” – leki zmniejszające przekrwienie i „odblokowujące” zatkane nosy. Nie są jednak odpowiednie dla niemowląt, dzieci poniżej 12 lat i kobiet w ciąży. Dorośli mogą z nich korzystać maksymalnie do siedmiu dni.

Jednak zdaniem autorów artykułu w BMJ także leki zmniejszające przekrwienie i „odblokowujące” w niewielkim stopniu wpływają na objawy przeziębienia. Za to często powodują objawy uboczne – senność, bóle głowy, problemy z żołądkiem. W dodatku zbyt długie stosowanie leków „odtykających” nos może doprowadzić do jego przewlekłego zatkania…

Leki przeciwhistaminowe o właściwościach uspokajających – na przykład difenhydramina – czasem zmniejszają wyciek z nosa i zapobiegają kichaniu częściej niż placebo, ale nosa nie odblokują. Leki zmniejszające przekrwienie (często łączone z lekami przeciwhistaminowymi i przeciwbólowymi) mogą skutecznie udrażniać nos, jednak do częstych skutków ubocznych należą senność, ból głowy czy zaburzenia żołądkowo-jelitowe.

W przypadku dzieci poniżej 6. roku życia w ogóle nie należy na własną rękę podawać leków przeciwhistaminowych ani zmniejszających przekrwienie, zaś u starszych (od 6 do 12 lat) zalecana jest ostrożność. Specjaliści podkreślają, że w przypadku dzieci taka terapia ma wątpliwą skuteczność, a wiąże się z istotnym ryzykiem. Wcześniejsze doniesienia informowały o dzieciach w wieku poniżej dwóch lat cierpiących po podaniu tych leków na drgawki czy przyspieszone bicie serca. Zdarzały się nawet zgony.

Według autorów artykułu w BMJ leki bez recepty (OTC) nie łagodzą u dzieci skutecznie objawów takich jak zatkany nos czy katar.Niewinnie wyglądające maści, które uwalniają olejki eteryczne wprawdzie często łagodzą przekrwienie i udrażniają nos, ale mogą powodować wysypkę. Syropy na kaszel hamują zaś odkrztuszanie śluzu, toteż nie są zalecane u dzieci.

Antybiotyki nie w przeziębieniu

Przede wszystkim jednak nie należy podawać przy przeziębieniu antybiotyków: pomagają tylko przeciwko infekcjom bakteryjnym,  nie w przypadku wirusowej choroby, jaką jest przeziębienie.

Jeśli chodzi o domowe sposoby, zwłaszcza w przypadku dzieci brakuje dowodów na skuteczność preparatów jeżówki purpurowej (echinacea), witaminy C, cynku, czosnku, olejku eukaliptusowego, żeń-szenia, probiotyków, miodu, donosowych kortykosteroidów, leków przeciwwirusowych czy inhalacji parą.

„Zwykle objawy przeziębienia ustępują samoistnie w ciągu 7-10 dni” – podsumowują autorzy. „Nie ma magicznych leków, które złagodziłyby jego objawy i bardzo niewiele terapii lekami bez recepty jest popartych dowodami”. (PAP)

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Ile kilogramów przyszła mama ma przytyć w ciąży?

Prawidłowy przyrost masy ciała w czasie ciąży zależy od tego, ile przyszła mama ważyła przed zapłodnieniem. Już planując ciążę warto więc zadbać o prawidłową wagę – oszczędzi to kłopotów ze zdrowiem zarówno mamy, jak i dziecka.

Specjaliści z Instytutu Matki i Dziecka podkreślają, że dla optymalnego rozwoju płodu duże znaczenie ma zarówno prawidłowa masa ciała matki przed zapłodnieniem, jak również odpowiedni przyrost masy ciała podczas ciąży. Najczęściej wykorzystywanym wskaźnikiem wagowo-wzrostowym pozwalającym na ocenę tego, czy przyszła mama waży odpowiednio dużo, jest wskaźnik Body Mass Index, który obliczamy dzieląc wartość masy ciała wyrażoną w kilogramach przez wartość wzrostu wyrażoną w metrach i powiększoną do kwadratu.

Sprawdź, jaki jest prawidłowy wzrost masy ciała w ciąży w zależności od BMI przed zajściem w ciążę

  • BMI < 18,5 kg/m2 przed zajściem w ciążę (niedowaga) + 12,5 – 18 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI 18,5 – 24,9 kg/m2 przed zajściem w ciążę (prawidłowa waga) + 11,5 – 16 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI 25 – 29,9 kg/m2 przed zajściem w ciążę (nadwaga) + 7 – 11,5 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI >30 kg/m2 przed zajściem w ciążę (otyłość) + 5 – 9 kg w czasie całej ciąży.

Eksperci zalecają, by przyszła mama dokładnie omówiła ze swoim lekarzem wszelkie kwestie związane z przybywaniem na wadze w czasie ciąży, dietą i aktywnością fizyczną. Może się okazać, że z uwagi na stan zdrowia zalecane przyrosty masy ciała będą inne niż podane wyżej. Okazuje się na przykład, że mogą one być inne dla kobiet ciężarnych z nadwagą i otyłością oraz stwierdzoną cukrzycą ciążową.

W ciąży nie wolno się odchudzać. Odchudzanie się może doprowadzić do niedożywienia płodu i mieć poważne konsekwencje dla jego rozwoju.

Dlaczego utrzymanie prawidłowego przyrostu w czasie ciąży jest ważne?

Dlatego, że daje dużo korzyści dla dziecka i matki. Natomiast za dużo kilogramów zarówno przed ciążą, jak i w jej trakcie naraża i kobietę, i dziecko, na znaczne problemy zdrowotne, w tym:

  • cukrzycę u dziecka
  • cukrzycę u matki
  • nadciśnienie u matki
  • nadmierną masę noworodka
  • otyłość matki i dziecka
  • poród przedwczesny
  • żylaki u matki
  • hemoroidy u matki.

Niedowaga i zbyt niski przyrost masy ciała matki także nie są prognostykiem dobrego zdrowia. W takiej sytuacji dziecko jest narażone na problemy z rozwojem, niską masę urodzeniową, cukrzycę i nadciśnienie w późniejszym wieku, a matka – na przedwczesny poród, anemię i problemy hormonalne.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Eko zamiast chemii w jadłospisie

Obliczono, że w latach 90. XX wieku z pożywieniem zjadaliśmy 2 kg „chemii” rocznie. Szacuje się, że obecnie z jedzeniem dostępnym na rynku spożywamy jej nawet do 10 kg na rok! Naukowcy Uniwersytetu Newcastle przebadali żywność konwencjonalną i ekologiczną, a wyniki ich badań pokazują, że tylko w przypadku produktów organicznych, czyli eko, mamy szansę wyeliminować „chemię” z naszego jadłospisu.

Substancje chemiczne w żywności to głównie metale ciężkie, pestycydy i tzw. substancje dodatkowe powszechnie stosowane w pożywieniu.Reakcja organizmu na ich stałą obecność w diecie człowieka to złe samopoczucie, brak sił, rozdrażnienie, problemy ze snem i chronicznym zmęczeniem oraz spadek odporności, do tego nietolerancje pokarmowe, alergie i inne liczne problemy zdrowotne.
Najbardziej cierpią niemowlęta i małe dzieci, bo są w znacznie większym stopniu niż dorośli narażone na obecność zanieczyszczeń w żywności. Pozostałości środków ochrony roślin, mikotoksyny, metale, azotany czy dodatki do żywności negatywnie wpływają na dalszy rozwój dziecka. Z tego powodu szczególnie ważne jest zapewnienie niemowlętom i małym dzieciom bezpiecznej żywności najwyższej jakości. Jak dowodzą liczne badania i doświadczenia wielu krajów – to właśnie sposób i jakość żywienia człowieka w okresie prenatalnym oraz we wczesnym dzieciństwie mają kluczowy wpływ na wystąpienie chorób cywilizacyjnych w przyszłości. W Polsce stały się one tak powszechne, iż dotykają już co czwartego z nas.

Rolnictwo ekologiczne wolne od chemii

W rolnictwie ekologicznym nie używa się syntetycznych agrochemikaliów, to powrót do tradycyjnego sposobu uprawy i hodowli, kiedy na świecie nie było chemicznych wynalazków dla rolnictwa. Stosuje się naturalne metody walki z chorobami i szkodnikami roślin, wprowadza odmiany bardziej odporne, usuwa ręcznie chwasty i szuka naturalnych wrogów szkodników uprawnych. W certyfikowanej żywności ekologicznej obowiązuje też bardzo ograniczone użycie substancji dodatkowych (E). Dozwolonych jest tylko 50 dodatków pochodzenia naturalnego. Są to m.in. kwasy spożywcze (mlekowy, jabłkowy, cytrynowy, winowy), przeciwutleniacze (ekstrakt bogaty w tokoferol, kwas askorbinowy), zagęstniki (agar, karagen, guma arabska), nieliczne konserwanty (azotany i azotyny do produkcji produktów mięsnych i wędlin, ograniczone do 80 mg/kg oraz siarczyny i inne związki siarki, m.in. do win owocowych), regulatory pH i środki przeciwzbrylające.
Czy zatem regularne spożywanie żywności ekologicznej przekłada się na lepsze parametry zdrowia? W 2014 roku międzynarodowego zespołu naukowców pod kierunkiem ekspertów na Uniwersytecie w Newcastle udowodnił inny skład chemiczny żywności ekologicznej i konwencjonalnej. Wyniki ich badań pokazują, że przestawienie się na żywność organiczną jest kluczowe dla eliminowania spożycia „chemii” i lepszej kondycji zdrowotnej nas wszystkich.

Ekologiczne warzywa, owoce i zboża pod lupą naukowców

Międzynarodowy zespół badawczy pod kierunkiem prof. Carlo Leiferta z Uniwersytetu Newcastle przeanalizował 343 opublikowane badania[i] dotyczących warzyw, owoców i zbóż z upraw ekologicznych oraz konwencjonalnych. Ich analiza wykazała, że, że pod względem składu chemicznego ekożywność różni się od żywności konwencjonalnej i działa prozdrowotnie. W surowcach ekologicznych w porównaniu do konwencjonalnych stwierdzono:
  • o 48% niższą zawartość kadmu
  • o 48% niższą zawartość kadmu
  • wyższe stężenie polifenoli (o 17%); wyższą zawartość kwasów fenolowych (o 19%), flawanonów (o 69%), stylbenów (28%), flawonów (o 26%), flawonoli (50%) oraz antocyjanów (51%)
  • wyższą zawartość ksantofili, karotenoidów, w tym luteiny oraz witaminy C
  • wyższą zawartość węglowodanów ogółem oraz niższą zawartość białek, aminokwasów i błonnika
Wyniki badań pokazują, że spożywając warzywa czy owoce ekologiczne dostarczamy organizmowi więcej przeciwutleniaczy, które ze względu na działanie przeciwzapalne są ważne w profilaktyce wszystkich chorób cywilizacyjnych. Wyższa zawartość węglowodanów oraz niższa białek i aminokwasów w ekologicznej żywności roślinnej wynika z typów nawożenia, które stosuje się w obu systemach rolnych (ekologicznym i konwencjonalnym). W uprawach konwencjonalnych rośliny, mając łatwy dostęp do azotu z nawozów sztucznych, w pierwszej kolejności produkują związki zawierające właśnie ten składnik (aminokwasy, białka, peptydy). W uprawach ekologicznych, przy niższej podaży azotu, rośliny wytwarzają więcej związków zawierających węgiel takich, jak skrobia, celuloza, związki fenolowe, witaminy.

Badania mleka i mięsa z eko hodowli

W kolejnej analizie międzynarodowy zespół ekspertów z Uniwersytetu w Newcastle w Wielkiej Brytanii poddał przeglądowi 196 publikacji naukowych na temat mleka i 67 publikacji na temat mięsa. [ii] Analizując dane stwierdzili oni wyraźne różnice między ekologicznym a konwencjonalnym mlekiem i mięsem, szczególnie pod względem zawartości kwasów tłuszczowych, a także niektórych składników mineralnych i przeciwutleniaczy. Kluczowe wnioski z analizy:
  • mleko i mięso ekologiczne zawierają około 50% więcej NNKT omega-3 niż mleko i mięso rolnictwa konwencjonalnego
  • ekologiczne mięso charakteryzuje się nieco mniejszą zawartością dwóch nasyconych kwasów tłuszczowych (mirystynowego i palmitynowego), których spożywanie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego
  • mleko ekologiczne zawiera o 40% więcej sprzężonego kwasu linolowego (CLA)
  • mleko ekologiczne zawiera nieco więcej żelaza, witaminy E i niektórych karotenoidów
  • mleko konwencjonalne zawiera o 74 % więcej jodu, a także nieznacznie więcej selenu
Zwiększone spożycie kwasów omega-3 sprzyja profilaktyce zachorowań na choroby układu sercowo-naczyniowego, poprawą rozwoju i funkcjonowania układu nerwowego, a także lepsze działanie układu odpornościowego.

Co nam szkodzi?

Uprzemysłowienie świata, rosnąca liczba ludności i konsumpcyjny model życia stworzyły zapotrzebowanie na produkowanie więcej żywności, szybciej i taniej. W tym celu  w rolnictwie zaczęto stosować agrochemikalia. Miały zapewnić większy i pewniejszy plon, wymagający mniejszych nakładów pracy, tańszym kosztem dla rolnika i w efekcie po niższej cenie dla odbiorcy. Wiele środków chemicznych, które niegdyś powszechnie stosowano w rolnictwie, jak niesławny owadobójczy DDT, dzisiaj jest zakazanych z uwagi na ich potwierdzone działanie toksyczne i chorobotwórcze. Nadal jednak w tradycyjnym rolnictwie mamy do czynienia z wieloma substancjami, które są szkodliwe dla zdrowia człowieka.
Metale ciężkie
Kadm, ołów, rtęć i cyna są najgroźniejsze dla zdrowia. Ich obecność w żywności wynika z zanieczyszczenia środowiska. Przemysłowe pyły opadają i wnikają do korzeni roślin i gleby. Do tego nieracjonalne stosowanie nawozów sztucznych, odpadów ściekowych i przemysłowych używanych do nawożenia gleb i spływy z dróg dodatkowo skażają  glebę i rośliny. Metale nie ulegają biodegradacji. Spożyte z pożywieniem są kumulowane w organizmie człowieka. Kadm i rtęć głównie w nerkach i wątrobie, natomiast ołów gromadzi się w układzie kostnym. Często stwierdza się także kumulację metali w mózgu, trzustce, tarczycy i mięśniach. To może prowadzić do zmian histopatologicznych, atrofii i zmian nowotworowych oraz zmian w ośrodkowym układzie nerwowym.
Pestycydy
To cała grupa chemicznych środków niszczących szkodniki w rolnictwie: grzyby, owady i chwasty. Rocznie na europejskich polach stosuje się ponad 45 tys. ton pestycydów, które przenikają także do środowiska wodnego. Stosowanie syntetycznych pestycydów w produkcji żywności trwa od  kilkudziesięciu lat i do końca nie wiadomo, jakie będą długofalowe skutki ich metabolizowania przez organizm ludzki. Jednak znane już dzisiaj powikłania zdrowotne wywołane pozostałościami pestycydów w produktach żywnościowych są wystarczająco przerażające. To zmiany nowotworowe, mutacje genetyczne, uszkodzenia układu odpornościowego, zaburzenia hormonalne, choroby układu oddechowego, trawiennego, limfatycznego, choroby skórne. Niektóre pestycydy pokonują barierę łożyska, przenikając do płodu z krwią matki. Zwiększa się przez to ryzyko poronień i przedwczesnych porodów. U dzieci pozostałości pestycydów w żywności powodują wielorakie upośledzenia w rozwoju, wady wrodzone oraz upośledzenie rozwoju intelektualnego i pamięci.
Substancje dodatkowe do żywności 
Substancje dodatkowe do żywności (E) są obecnie powszechnie stosowane przy jej produkcji. Ich główną rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa mikrobiologicznego produktu i wydłużenie okresu jego przydatności do spożycia. Dopuszczonych do stosowania jest około 330 substancji dodatkowych: barwniki, substancje słodzące, emulgatory, kwasy, przeciwutleniacze, regulatory kwasowości, skrobie modyfikowane, stabilizatory, polepszacze oraz substancje o różnych funkcjach: glazurujące, konserwujące, przeciwzbrylające, spulchniające, utrzymujące wilgotność, wiążące, wypełniające, zagęszczające i wzmacniacze smaku itd.
Do grupy konsumentów wrażliwych na takie dodatki należą niemowlęta, małe dzieci, kobiety w ciąży i matki karmiące piersią. Dlatego w żywności przeznaczonej dla niemowląt wolno stosować tylko związki wzbogacające, m.in. witaminy i składniki mineralne oraz kilka dodatków, w tym substancje zagęszczające, m.in.: guma guar, guma ksantanowa, pektyna.  Powszechne w żywności konserwanty i barwniki są szkodliwe dla dzieci, bo przyczyniają się do rozwoju alergii i nietolerancji pokarmowych, a także nadpopudliwości i ADHD.
Źródło: materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Wady wzroku występują dziś częściej niż kiedyś?

To FAKT! Eksperci alarmują, że na całym świecie, w tym także w Polsce, szybko przybywa osób z wadami wzroku. Głównym problemem jest krótkowzroczność.

– Jesteśmy dziś bardziej narażeni na wady wzroku niż kiedyś. Obecne pokolenie jest pokoleniem okularników. Krótkowzroczność stała się epidemią naszych czasów, szczególnie u dzieci i młodzieży. Winne temu zjawisku jest przebywanie dzieci przez większość czasu w sztucznym oświetleniu i praca z bliska, zamiast zabawy na dworze. W Polsce wadę wzroku ma już ponad 50 proc. uczącej się młodzieży – alarmuje prof. Iwona Grabska-Liberek, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Co można robić, żeby zmniejszyć ryzyko pojawienia się wad wzroku u naszych dzieci? Przede wszystkim musimy zachęcać je do jak najczęstszej aktywności na świeżym powietrzu oraz nauczyć robienia przerw w pracy z bliska – najlepiej według zasady 3010, czyli 30 minut pracy i 10 minut przerwy.

Niestety, problemy ze wzrokiem pogłębiają się z wiekiem. Z danych GUS wynika, że co czwarta dorosła osoba w Polsce ma problem z przeczytaniem gazety. Z sondażu przeprowadzonego niedawno przez agencję IQS wynika, że aż 98 proc. osób w wieku 40-55 lat  ma problem z widzeniem z bliska. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest m.in. prezbiopia, czyli starczowzroczność, spowodowana naturalnym procesem sztywnienia soczewki w oku (słabnie wtedy akomodacja oka). To najczęstsza wada wzroku ludzi po 40-tce.

Paradoksalnie, z badań wiadomo również, że blisko 30 proc. Polaków nigdy nie było u okulisty!

Dlatego, z okazji przypadającego 11 października Światowego Dnia Wzroku, okuliści gorąco apelują do Polaków, aby nie zwlekali z wykonaniem badania okulistycznego aż do momentu, kiedy jest już za późno na skuteczne leczenie. Skutkiem takiej postawy może być utrata wzroku i wiele groźnych powikłań.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że 85 proc. zaburzeń widzenia można zapobiec poprzez odpowiednio wczesne wdrożenie kompleksowych działań diagnostycznych i leczniczych. Co więcej, badanie oczu umożliwia też wykrycie wielu groźnych chorób niezwiązanych z oczami, np. cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia czy anemii.

Polskie Towarzystwo Okulistyczne, z okazji Światowego Dnia Wzroku, organizuje 11 października w Warszawie akcję bezpłatnych badań okulistycznych w godzinach 10-17, na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Rokosowskiej 10.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak zwalczyć lenistwo i zacząć ćwiczyć

Jeśli w Twojej szufladzie leży nieużywana karta do klubu fitness, ten tekst jest dla Ciebie. Nie miej wyrzutów sumienia: ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani na lenistwo i nie tak łatwo zmotywować się do aktywności fizycznej.

„Ruch to zdrowie”, „Bieganie jest fajne”, „Dobrze być w formie”. Te i podobne hasła atakują nas każdego dnia ze wszystkich stron. Trudno znaleźć osobę, która podważałaby sens aktywności fizycznej. A jednak statystyki związane z liczbą osób aktywnych fizycznie w stopniu wystarczającym do zachowania zdrowia jakoś nie szybują dramatycznie w górę. Zjawisko to, polegające na tym, że im więcej dostajemy zachęt związanych ze sportem, tym mniej się ruszamy, naukowcy nazywają „paradoksem aktywności fizycznej”.

Bliżej tej kwestii postanowił się przyjrzeć zespół dr Matthieu Boisgontiera z University of British Columbia. Jego eksperyment dodał argumentów na poparcie tezy, że jesteśmy ewolucyjnie bardziej przystosowani do oszczędzania energii niż jej nadmiernego wydatkowania.

Uczeni posadzili 29 zdrowych ochotników przed monitorami i dali im możliwość poruszania komputerowym awatarem. Na ekranie znajdowały się obrazki przedstawiające ludziki aktywne fizycznie (np. jeżdżące na rowerze) albo nie (np. leżące w hamaku).  Postacie te były w różnej kolejności podświetlane, a zadaniem ochotników było przesuwanie awatara tak szybko jak jest możliwe w kierunku postaci aktywnych fizycznie oraz jak najszybsze odsuwanie go od postaci nieaktywnych. Potem badanych poproszono o odwrócenie działania: mieli odsuwać się od postaci aktywnych, a przysuwać do tych nieaktywnych. W trakcie eksperymentu aktywność mózgu ochotników była rejestrowana za pomocą EEG.

Co do zasady uczestnicy byli szybsi w przesuwaniu swojego awatara w kierunku obrazków przedstawiających aktywność i odsuwaniu się od postaci nieaktywnych. Jednak okazało się, że w trakcie odsuwania się od obrazków leniuchujących ludzików mózg musiał się ciężej napracować.

–  Wiedzieliśmy z wcześniejszych badań, że ludzie są szybsi w unikaniu bezczynności i skłanianiu się do aktywności fizycznej. Ekscytującą nowością, którą wykazał nasz eksperyment jest to, że to unikanie braku aktywności ma swój koszt, czyli bardziej angażuje zasoby mózgu. Sugeruje to, że nasz mózg jest z natury bardziej przywiązany do zachowań „stacjonarnych” – mówi dr Boisgontier.

Według uczonego korzeni tego stanu rzeczy należy upatrywać w uwarunkowaniach ewolucyjnych.

– Oszczędzanie energii było niezbędne dla ludzkiego przetrwania. Dzięki temu byliśmy bardziej efektywni w poszukiwaniach pożywienia i schronienia, walce o seksualnych partnerów oraz unikaniu drapieżników – tłumaczy dr Boisgontier.

Kilka sposobów na przezwyciężenie lenistwa    

Ewolucyjne przystosowanie można jednak skutecznie zwalczyć.

Zasada 1 – Najpierw warto przyjrzeć się swojej motywacji oraz bilansowi zysków i strat.

– Pytanie, na które każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć, brzmi: „Dlaczego powinienem się ruszać?” Bo jeśli mam to robić tylko dlatego, że piszą o tym gazety i wszyscy moi znajomi biegają maratony, to jest duża szansa, że się nie ruszę – mówi dr Parzelski.

Zwłaszcza, że wbrew pozorom, otoczenie nie sprzyja nadmiernemu ruchowi.

– Współczesny świat coraz bardziej nam utrudnia, zwłaszcza w dużych miastach, ruszanie się. Jest tak wiele pokus, możliwości spędzania czasu nieaktywnego, że strasznie trzeba się napracować, żeby się ruszyć – mówi dr Dariusz Parzelski, psycholog sportu z Katedry Psychologii Zdrowia Uniwersytetu SWPS.

Zasada 2 – Bez przymusu

Zmuszanie się do czegokolwiek nie przynosi żadnych rezultatów i jest działaniem krótkoterminowym.

– Jeśli mamy się zmuszać, może warto się zastanowić, co jest nie tak z naszą motywacją. I udać się pod odpowiedni adres, by przepracować jakiś wątek, bo może nie chodzi tylko o aktywność, ale też i inne rzeczy w naszym życiu, na przykład związane z dietą – wyjaśnia dr Parzelski.

Dlaczego warto się ruszać?

Efektów prozdrowotnych aktywności fizycznej jest bardzo dużo. Jeśli ruch nie jest wyczerpujący (a wielu psychologów coraz częściej obserwuje uzależnienie od aktywności) ma same prozdrowotne właściwości. Poprawia krążenie, pracę układu oddechowego, kostno-szkieletowego i mięśniowego. To wpływa na nasza psychikę. Lepsze krążenie wpływa pozytywnie na nasze procesy poznawcze, zapamiętywanie, przetwarzanie informacji. Poprawia się nastrój.

Zasada 3 – Przygotować się na to i zaakceptować, że ruch to nie tylko wysiłek fizyczny. Potrzebny jest na to także czas.

Pomoże świadomość, że każda z aktywności wymaga wysiłku – nie tylko fizycznego. Tracimy sporo szans na zmianę, jeśli nie zaakceptujemy faktu, że trzeba znaleźć na ruch czas, co może wymagać przełamania dotychczasowej rutyny.

Zasada 4 – Zmiany zaczynajmy stopniowo i lepiej się przygotować, że korzyści nie odczujemy od razu.

Często idąc pierwszy raz na jakieś sportowe zajęcia mocno dajemy sobie w kość.  W efekcie wkrótce mięśnie bolą, a my czujemy się słabsi. Nic dziwnego, że wówczas nasuwają się myśli, że aktywność fizyczna nie pomaga.
– Błędem popełnianym bardzo często przez osoby rozpoczynające ćwiczenia jest oczekiwanie natychmiastowych efektów. Jak po jakimś proszku na ból głowy – mówi dr Parzelski.

Psycholog zwraca uwagę, że ta niecierpliwość, oczekiwanie natychmiastowych efektów, jest cechą wielu młodych osób: czasem ważniejsze jest dla nich pokazanie się w mediach społecznościowych w drogim stroju sportowym, niż prawdziwa aktywność. A tymczasem najważniejsza jest świadomość: po co to wszystko robimy.

– Rzucamy się na dyscypliny, które nam do końca nie odpowiadają, albo podejmujemy wyzwania, będące  ponad nasze siły, na przykład zbyt intensywne ćwiczenia cztery razy w tygodniu. Brakuje w tym świadomości. Każdy powinien wiedzieć, ile trenować, jak trenować i jak wygląda regeneracja ciała po treningu – mówi dr Parzelski. Jeśli nie mamy tej świadomości, nie szukamy odpowiedniej wiedzy, a to prowadzi do przeciążeń, kontuzji zniechęceń. I spotykamy się potem ze zdaniem: „Próbowałem tego, to nie działa”.

Zasada 5 – Warto przetestować różne aktywności, by wybrać tę, która nam pasuje. Pamiętajmy, że pomogą znajomi

Według psychologa sportu nie jest dobrym pomysłem wykupienie od raz rocznego karnetu na siłownię. Lepiej zacząć od zajęć warsztatowych na siłowni, spróbować ćwiczeń rozciągających, wybrać się na rower. Grupowe wsparcie jest silnym motywatorem, dlatego warto się umówić ze znajomymi i spróbować tego, co oni ćwiczą.

– Jeśli  mamy grupę osób lub osobę, z którą możemy się spotkać, pojawia się aspekt towarzyski, który ma ogromne znaczenie. Tak buduje się nasze poczucie przynależności. – dodaje dr Parzelski.

Przypomina, że naczelną zasadą jest ta, iż ruszamy się, bo daje nam to przyjemność. Efekty zdrowotne niepostrzeżenie przyjdą za jakiś czas.

Kiedy nic nie działa

Jeśli wciąż nie mamy energii na ćwiczenia, trzeba się zastanowić, dlaczego. Może za dużo pracujemy, może mamy zbyt niski poziom witaminy D3 w organizmie, możemy mamy depresję. Warto to przedyskutować także ze swoim lekarzem.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Rzecznik prawo pacjenta o obowiązkowych szczepieniach

Rzecznik Praw Pacjenta wyraził swoje stanowisko w kwestii obywatelskiego projektu zniesienia obowiązku szczepień.

Zdrowie publiczne jest dobrem nadrzędnym. Jego ochrona wymaga zaangażowania i odpowiedzialnych postaw całego społeczeństwa. Szczepienia, bezsprzecznie będące jednym z największych odkryć medycyny, stanowią najskuteczniejsze narządzie zwalczania chorób zakaźnych. W krajach stosujących je powszechnie, choroby będące przez lata przyczyną częstych epidemii, cechujące się wysoką śmiertelnością, takie jak ospa wietrzna, błonica, polio, zostały zminimalizowane jako ryzyko dla zdrowia publicznego. Wyniki badań naukowych oraz doświadczenia praktyki klinicznej stanowią ostateczny i niepodważalny argument w dyskusji o ich skuteczności, zarówno w wymiarze zdrowia  indywidualnego, jak i publicznego. Tymczasem, pomimo ustawowego, powszechnego obowiązku poddawania się szczepieniom przeciw wybranym chorobom zakaźnym, liczba niezaszczepionych małoletnich osób w Polsce od kilku lat stale rośnie. Dalszy spadek wyszczepialności stanowi realną groźbę powrotu takich chorób jak odra czy błonica, co obecnie ma już miejsce w wielu europejskich krajach.

W tym stanie rzeczy, procedowany obecnie obywatelski projekt nowelizacji ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, przewidujący zniesienie obowiązku szczepień i wprowadzenie zasady dobrowolności, należy uznać za poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Zachowanie odpowiedniego, wysokiego odsetka osób uodpornionych przeciw chorobom zakaźnym, stanowi najlepszą i skuteczną ochronę przed ryzykiem epidemiologicznym.

Mając na uwadze bezpieczeństwo zdrowotne wszystkich Pacjentów, opowiadam się za utrzymaniem powszechnego obowiązku szczepień.

Źródło: www.bpp.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Rusza kampania informacyjna „Pacjent w badaniach klinicznych”

Ministerstwo Zdrowia, Polski Fundusz Rozwoju, Rzecznik Praw Pacjenta oraz ich partnerzy zaprezentowali założenia projektu …

Jedzenie warzyw i owoców wydłuża życie?

To FAKT! Osoby, które jedzą co najmniej 5 porcji warzyw i owoców dziennie mają aż o 30 proc. mniejsze ryzyko przedwczesnej …

Miesiączka – symbol kobiecości czy znienawidzony problem?

Bolesna, obfita, nieregularna, uciążliwa – to najczęstsze określenia, przypisywane miesiączce. Współczesna doustna …