Miesiąc: Listopad 2017

Astma oskrzelowa – problem zdrowotny wymagający uwagi

Astma oskrzelowa (dychawica oskrzelowa) jest przewlekłą zapalną chorobą dróg oddechowych, w wyniku której dochodzi do niekontrolowany skurczów oskrzeli i wiążących się z tym nagłych, przejściowych kłopotów z oddychaniem. W Polsce cierpi na nią około 4 miliony osób, czyli średnio co 10 z nas bezpośrednio jest dotknięty tym schorzeniem. Co więcej prognozy szacują, że liczba nowych przypadków zachorowań będzie stale wzrastać. W jaki więc sposób uchronić się przed astmą, a jeśli już u nas wystąpi jak sobie z nią skutecznie radzić?

Wśród przyczyn zwiększających ryzyko wystąpienia astmy oskrzelowej wyróżnia się uwarunkowania genetyczne oraz niektóre czynniki środowiskowe. Obserwuje się, że astma częściej dotyka osób mieszkających w miastach, co wiąże się z występującym tam większym zanieczyszczeniem środowiska naturalnego. Jak powszechnie wiadomo stale jesteśmy narażeni na mimowolne wdychanie spalin samochodowych, pyłów, czy też innych szkodliwych związków przemysłowych. Taka sytuacja nie sprzyja naszemu zdrowiu i jest prawdopodobnie jedną z głównych przyczyn zwiększonej zachorowalności na astmę oskrzelową. Ponadto nasze niezdrowe nawyki takie jak palenie papierosów znacznie zwiększają prawdopodobieństwo, że to właśnie my znajdziemy się w grupie osób cierpiących na tę przewlekłą chorobę. Należy także pamiętać, że za zwiększone ryzyko wystąpienia astmy odpowiadają również przebyte w trakcie naszego życia stale nawracające, wirusowe infekcje dolnych dróg oddechowych.

Do czynników sprzyjających powstawaniu astmy zwłaszcza u dzieci zalicza się różnego rodzaju potencjalne alergeny. Warunki naszego życia na pozór komfortowe i bezpieczne dają idealne podłoże do rozwoju wielu alergii. Przebywamy w pomieszczeniach często o małym przepływie powietrza, w których stale panuje dość wysoka wilgotność i temperatura. To wszystko stwarza idealne warunki do rozwoju tak powszechnych alergenów jak pleśnie czy roztocza. Ponadto do czynników alergizujących mogących wywołać lub nasilić u nas astmę oskrzelową zalicza się również m.in. sierść zwierząt domowych, pyłki drzew, traw lub chwastów, niektóre leki np. aspirynę i inne niesterydowe leki przeciwzapalne.

Jak widać ciężko jest wyeliminować wyżej wymienione czynniki sprzyjające wystąpieniu astmy, ponieważ większość z nich mimowolnie towarzyszy nam na co dzień. Dlatego też należy być szczególnie wyczulonym na pierwsze objawy mogące świadczyć, że rozwinęła się u nas ta choroba.

U osób cierpiących na astmę oskrzelową wyróżnia się szereg objawów spowodowanych problemami w przepływie powietrza przez oskrzela. Charakterystyczne dla tego schorzenia są tzw. „napady” kiedy u chorego nagle pojawia się:

  • kaszel
  • ucisk w klatce piersiowej i towarzysząca temu duszność
  • świsty słyszalne przy oddychaniu
  • obrzęk błony śluzowej dróg oddechowych

Objawy te mogą pojawić się podczas zetknięcia z czynnikiem alergizującym lub drażniącym drogi oddechowe chorego i ustąpić samoistnie lub po podaniu odpowiedniego leku. Bodźcami powodującymi nasilenie objawów astmatycznych mogą okazać się tutaj także takie czynniki jak: wzmożony wysiłek fizyczny, zimne lub zbyt wilgotne powietrze oraz nagły stres.

W rozpoznaniu astmy oskrzelowej najważniejszy jest szczegółowy wywiad przeprowadzany przez lekarza. Do potwierdzenia diagnozy stosuje się badanie spirometrem, czyli urządzeniem, które pozwala ocenić ilość i prędkość powietrza wdychanego i wydychanego. Jeśli wynik spirometrii wyjdzie nieprawidłowy, pacjentowi podaje się lek rozszerzający oskrzela i obserwuje, czy po jego zastosowaniu nastąpi poprawa w wynikach. Jeśli ponowne badanie wykaże poprawę to jest to sygnał, że pacjent prawdopodobnie cierpi na astmę oskrzelową.

Leczenie chorych na astmę polega na podawaniu odpowiednio dobranych leków, które łagodzą objawy, jednak nie prowadzą do jej wyleczenia. Należy pamiętać, że astma oskrzelowa jest chorobą nieuleczalną, jednakże systematyczne przyjmowanie leków i przestrzeganie zaleceń lekarza przez chorego pozwala mu normalnie funkcjonować i prowadzić aktywne życie.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

 

Poradnik korzystającego ze świadczeń finansowanych przez NFZ. Część 3 – pakiet onkologiczny.

Nowotwór, to podstępna choroba, która rozwija się powoli, najczęściej nie dając objawów. Co za tym idzie postawienie prawidłowej diagnozy następuje zbyt późno, co niestety przekłada się na wyższy odsetek zgonów z powodu nowotworów, zwłaszcza zgonów przedwczesnych, tj. osób poniżej 65 r. ż.. W przypadku nowotworów kluczowe znaczenie ma czas! To czy pacjent przeżyje w głównej mierze zależy od wykrycia choroby we wczesnym jej stadium. Dlatego też, wprowadzona została „szybka terapia onkologiczna”. Co jej wprowadzenie oznacza dla pacjenta?

Celem usprawnienia diagnostyki i leczenia osób z podejrzeniem lub stwierdzoną chorobą nowotworową, od 1 stycznia 2015 r. pacjenci są leczeni w ramach szybkiej terapii onkologicznej, potocznie nazywanej pakietem onkologicznym. To rozwiązanie organizacyjne, które ma poprowadzić pacjenta przez kolejne etapy diagnostyki i leczenia. Pakiet zapewnia pacjentom z nowotworami złośliwymi kompleksową opiekę na każdym etapie.

  1. Przede wszystkim Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego wydana przez lekarza!

Najważniejszym elementem pakietu onkologicznego jest m. in. wprowadzenie karty diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO), tzw. zielonej karty, która jest równocześnie skierowaniem do lekarza specjalisty. Kartę może wystawić lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) na podstawie przeprowadzonego z pacjentem wywiadu i ewentualnych badań.  W związku ze zmianami ustawowymi, wzrosła bowiem rola lekarza rodzinnego w opiece onkologicznej. Lekarz POZ może zlecać więcej badań m. in. hematologicznych, biochemicznych, immunochemicznych, a także badań elektrokardiograficznych, ultrasonograficznych czy spirometrię. Badania te zwiększają szansę lekarza POZ na szybsze postawienie właściwej diagnozy. Kartę DiLO może wystawić także lekarz specjalista w poradni ambulatoryjnej (AOS). Pacjent może również otrzymać kartę w szpitalu, jeśli podczas hospitalizacji zostanie u niego wykryty nowotwór lub jeśli jest hospitalizowany z powodu nowotworu. Karta należy się także pacjentowi, u którego na podstawie badań z zakresu programów zdrowotnych zostanie stwierdzony nowotwór złośliwy. Zielona karta jest własnością pacjenta i towarzyszy mu przez wszystkie etapy, podczas których wpisywane są wszystkie informacje związane z diagnostyką i leczeniem, aż do zakończenia leczenia i powrotu do lekarza POZ. Dzięki niej proces diagnostyczno-terapeutyczny jest usystematyzowany, co daje pacjentowi poczucie bezpieczeństwa.

  1. 7 tygodni na postawienie diagnozy.

Po otrzymaniu zielonej karty (która jest równocześnie skierowaniem do specjalisty) pacjent powinien zgłosić się do lekarza specjalisty, a czas oczekiwania na wizytę nie powinien wynosić więcej niż dwa tygodnie. W czasie kolejnych 2 tygodni u pacjenta wykonywane są badania zlecone przez lekarza specjalistę (w ramach diagnostyki wstępnej), na podstawie których lekarz potwierdza lub wyklucza chorobę nowotworową. Kolejne 2 tygodnie przeznaczone są na wykonanie diagnostyki pogłębionej, podczas której lekarz określi stopień zaawansowania choroby. Jeśli specyfika choroby tego wymaga, możliwe jest wydłużenie czasu trwania diagnostyki pogłębionej o jeden tydzień. Jednak cały proces, od momentu wpisania pacjenta na listę oczekujących na konsultację u lekarza specjalisty do momentu postawienia diagnozy, nie powinien trwać dłużej niż 7 tygodni!

  1. Leczenie szpitalne – harmonogram badań diagnostycznych, konsylium oraz wyznaczenie koordynatora.

Jeśli pacjent wymaga dalszego leczenia, wówczas trafia do szpitala, gdzie jest zapisany do osobnej kolejki. W ciągu 2 tygodni powinno zebrać się konsylium lekarzy, które ustali dalszy plan leczenia, jest ono niezbędne do rozpoczęcia procesu leczenia. W jego skład wchodzą specjaliści z różnych dziedzin medycyny, takich jak.: onkologia kliniczna, chirurgia onkologiczna, chirurgia ogólna, rentgenodiagnostyka, radiologia, diagnostyka obrazowa, radioterapia, medycyna nuklearna. W konsylium może także uczestniczyć pielęgniarka, psycholog, bądź inny pracownik medyczny. Zadaniem konsylium jest także wyznaczenie koordynatora, który nadzoruje proces leczenia, a także wspiera pacjenta zapewniając mu dostęp do informacji, będąc pośrednikiem w kontaktach z lekarzem na każdym etapie leczenia. Koordynator pomaga pacjentowi przejść przez poszczególne etapy, towarzysząc mu aż do zakończenia leczenia.

 

Podsumowując:

  1. Z szybkiej terapii onkologicznej mogą korzystać pacjenci (bez żadnych ograniczeń wiekowych), u których lekarze podejrzewają lub stwierdzą nowotwór złośliwy oraz pacjenci, którzy już są w trakcie leczenia onkologicznego.
  2. Pacjent nie zgłasza się do szybkiej terapii onkologicznej ani się nie rejestruje! Zostaje zakwalifikowany na podstawie wywiadu i przeprowadzanych badań przez:
  • lekarza rodzinnego (POZ),
  • lekarza specjalistę w poradni AOS,
  • lekarza specjalistę w szpitalu.

UWAGA! Jeśli zauważysz u siebie niepokojące objawy związane ze stanem zdrowia, niezwłocznie zgłoś się do lekarza POZ! Jeśli lekarz uzna, że występujące objawy wskazują na ryzyko występowania choroby nowotworowej, ma on obowiązek wystawienia skierowania na badania, które pozwolą szybko wykluczyć lub potwierdzić podejrzenie.

  1. W przypadku podejrzenia choroby nowotworowej lekarz wystawia kartę DiLO, z którą pacjent udaje się do lekarza specjalisty (właściwego ze względu na umiejscowienie nowotworu).
  2. Pakiet gwarantuje pacjentom postawienie diagnozy w czasie nie przekraczającym 7 tygodni od dnia zgłoszenia się do lekarza specjalisty!
  3. Pacjent ma prawo do badań diagnostycznych, które zostaną u niego wykonane zgodnie z harmonogramem przewidzianych w pakiecie onkologicznym.
  4. Pacjent ma prawo do opieki sprawowanej przez koordynatora wyznaczonego przez konsylium, który towarzyszy mu przez wszystkie etapy procesu leczenia.

Szczegółowe informacje na temat placówek, w których można leczyć się w ramach szybkiej terapii onkologicznej dostępne są na stronach internetowych Wojewódzkich Oddziałów NFZ.

Redakcja pacjentinfo.pl

 

 

 

Co warto wiedzieć o dźwiękach i hałasie?

110-120 decybeli – to maksymalna granica słyszalności dla ludzkiego ucha. Koncert muzyki rockowej generuje hałas rzędu 100-105 decybeli, warkot samochodu ciężarowego – 85 dB, a dźwięki ze słuchawek nawet od małych odtwarzaczy i smartfonów mogą – według badań Komisji Europejskiej – atakować uszy hałasem rzędu 88-113 decybeli.

Polskie Stowarzyszenie Protetyków Słuchu podkreśla, że nikt nie powinien być narażony na hałas rzędu 110 decybeli dłużej niż 1 minutę i 29 sekund dziennie. Przekroczenie tego poziomu hałasu powoduje osiągnięcie tzw. progu bólu, wskutek czego następuje uszkodzenie słuchu. Przekroczenie maksymalnej granicy słyszalności o 30 decybeli uszkadza słuch bezpowrotnie.

Prof. Henryk Skarżyński, wybitny otochirurg i specjalista z otorynolaryngologii, audiologii i foniatrii podkreśla, że do uszkodzenia słuchu może doprowadzić dźwięk o niższym natężeniu – 85 dB, taki jak na przykład warkot samochodu ciężarowego. Gdy taki „smog akustyczny” działa na człowieka przez 8 godzin dziennie, na przestrzeni lat doprowadza do uszkodzenia komórek słuchowych.

– Przy poziomie 100 dB wystarczy zaledwie 15 minut, żeby stworzyć zagrożenie nieodwracalnego uszkodzenia słuchu. Za próg szkodliwości uznaje się 65 dB, czyli natężenie dźwięków, jakie generuje zwykły hałas uliczny – mówi profesor.

Warto pożegnać się ze słuchawkami

Na wiele źródeł hałasu nie mamy dużego wpływu. Ale możemy:

  • Pożegnać się ze słuchawkami, albo rzadko ich używać. Zamiast nich wybrać zaś słuchanie muzyki w wolnym polu, czyli z głośników. Słuchanie przez słuchawki powoduje dodatkowe, znaczne wzmocnienie dźwięku, który dociera bezpośrednio do błony bębenkowej.
  • Po głośnym koncercie czy wizycie pozwolić naszym uszom odpocząć – czyli zapewnić im ciszę.
  • Nie przebywać w bezpośredniej bliskości urządzeń emitujących hałas.
  • Słuchając muzyki czy filmu jednocześnie być w stanie usłyszeć otoczenie. Innymi słowy: chodzi o słuchanie, a nie zagłuszanie się.
  • Ubytek słuchu wywołany zbyt głośnym słuchaniem muzyki – to wada, która powstaje na własne życzenie. Ryzyko jest szczególnie wysokie dla osób słuchających głośnej muzyki często, długo i przez słuchawki.

Warto wiedzieć

Brytyjska organizacja „Action on Hearing Loss” przeprowadziła ankietę wśród tysiąca osób. Okazało się, że po nocy spędzonej w głośnym miejscu, np. na koncercie czy w klubie, dwie osoby na trzy skarżą się na szum w uszach.

Niedosłuch ma co piąty uczeń podstawówki

Im dłużej słuchamy głośnych dźwięków, tym bardziej naprężamy mięśnie w uchu wewnętrznym. To zaś prowadzi do ubytku słuchu.

Już półtorej godziny dziennie słuchania głośnej muzyki może uszkodzić słuch. Autor badań, które to wykazały, audiolog ze Szpitala Dziecięcego w Bostonie, Brian Fligor twierdzi jednak, że jeśli ktoś korzysta ze słuchawek sporadycznie, nic mu nie grozi.

Nie ma zgody wśród ekspertów co do oceny, które słuchawki bardziej szkodzą: te wkładane bezpośrednio do uszu czy nauszne. Fligor, opierając się na wynikach innych amerykańskich badań, twierdzi, że nie ma różnicy. Innego zdania jest np. protetyk słuchu, Katarzyna Ostrowska, według której małe słuchawki wewnątrzuszne emitują fale dźwiękowe bezpośrednio na błonę ucha, co bardziej szkodzi aparatowi słuchania.

37 proc. Polaków ma niedosłuch – wynika z Narodowego Testu Słuchu, w którym udział wzięło blisko 9 tys. osób z 55 miejscowości. W grupie 40-latków problem dotyka co czwartego badanego. Co piąty uczeń pierwszych klas szkoły podstawowej ma niedosłuch.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Zakażenie HIV to nie wyrok

Termin AIDS i HIV budzi wśród ludzi strach i obawę. Zakażenie wirusem HIV nadal stanowi ogromny problem i wyzwanie dla zdrowia publicznego. Jednakże postęp medycyny jaki dokonał się na przestrzeni ostatnich lat sprawił, że ludzie zakażeni HIV mogą normalnie żyć. Jest to jednak możliwe pod warunkiem, że są świadomi swojego zakażenia, współpracują z lekarzem oraz rozumieją specyfikę infekcji.

 

HIV (human immunodeficiency virus) czyli ludzki wirus niedoboru odporności, to jeden z grupy wirusów powodujących upośledzenie działania układu odpornościowego. Zakażenie początkowo nie daje żadnych objawów. Dopiero po kilku, a nawet kilkunastu latach trwania zakażenia, wirus wywołuje zespół chorobowy o nazwie AIDS (aquired immunodeficiency syndrome) – nabyty zespół upośledzenia odporności. Niestety brak skutecznych środków terapeutycznych umożliwiających wyeliminowanie wirusa HIV powoduje ciągły wzrost liczby nowo zakażonych osób. Historia zakażenia HIV/AIDS w Polsce sięga roku 1985, w którym stwierdzono pierwsze przypadki zakażenia wirusem. Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP – PZH) od wdrożenia badań w 1985 r. do 2016 r. stwierdzono zakażenie u 21 140 obywateli Polski i u osób innego obywatelstwa przebywających na terenie Polski. Tylko w 2016 r., w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia zarejestrowano 1 270 nowych zakażeń HIV. Szacuje się, że ok. jedna trzecia zakażonych nie jest tego świadoma, co sprzyja rozprzestrzenianiu się zakażenia.

Do zakażenia wirusem HIV może dojść wtedy, gdy materiał zakaźny ma kontakt z miejscem, przez które wirus może wniknąć do organizmu (naruszona ciągłości tkanek, błona śluzowa). Materiałem zakaźnym w przypadku HIV jest krew, a także inny materiał biologiczny
tj. sperma, wydzielina pochwowa, płyn preejakulacyjny oraz inny materiał biologiczny, który zawiera widoczną ilość krwi. Co ważne, ślina nie jest materiałem zakaźnym, nie przenosi HIV, jest to powszechnie krążący mit!

Najczęściej do zakażenia wirusem dochodzi poprzez kontakty seksualne (zarówno kontakty homoseksualne jak i heteroseksualne), a także poprzez używanie igieł zanieczyszczonych krwią (narkomani). Są to sytuacje najczęściej kojarzone z zakażeniem wirusem HIV. Jednak do zakażenia może dojść także w sytuacji przetaczania zakażonej krwi, produktów krwiopochodnych oraz przeszczepów narządów. Przeprowadzanie testów przesiewowych u dawców pozwoliło jednak na minimalizację ryzyka zakażenia we wspomnianych sytuacjach. Ryzyko zakażenia występuje także u pracowników ochrony zdrowia, u których ze względu na wykonywany zawód istnieje niebezpieczeństwo kontaktu z zakażonymi płynami. Także wykonywanie zabiegów medycznych w warunkach niesterylnych niesie ryzyko zakażenia. Wirusem HIV może zostać zakażone również dziecko od matki (zakażenie wertykalne) podczas ciąży, porodu lub podczas karmienia piersią. Jeśli jednak kobieta wie o zakażeniu i stosuje odpowiednie leczenie, istnieje olbrzymia szansa na to, że urodzi zdrowe dziecko.

Należy pamiętać, że nie jest możliwe zakażenie wirusem HIV przez podanie ręki osobie zakażonej, pocałunek, używanie tych samych przedmiotów (w tym sztućców) czy przebywanie w tym samym pomieszczeniu. Ukąszenie komara również nie stanowi zagrożenia wystąpienia zakażenia.

Należy mieć na uwadze, że przede wszystkim źródłem zakażenia wirusem HIV są osoby, które nie są świadome swojego zakażenia. Dlatego bardzo ważne jest jak najszybsze rozpoznanie infekcji. W celu diagnozy należy wykonać test z krwi, któremu pacjent może poddać się bezpłatnie i anonimowo w punktach konsultacyjno-diagnostycznych zlokalizowanych na terenie całej Polski (adresy można znaleźć na stronie internetowej Krajowego Centrum ds. AIDS: www.aids.gov.pl). Aby wykonać test, nie jest wymagane skierowanie od lekarza! Podczas badania nie zostaje wykryty sam wirus HIV, a przeciwciała, które organizm produkuje do walki z tym wirusem. Jeśli wynik testu potwierdzi obecność tych przeciwciał, wykonuje się dodatkowe badanie krwi (tzw. test Western blot) potwierdzające zakażenie. Sprawdza się w ten sposób obecność przeciwciał skierowanych przeciwko poszczególnym antygenom wirusa. Dopiero pozytywny wynik testu Western blot pozwala na ostateczne postawienie diagnozy. Należy pamiętać, że aby wynik testu był wiarygodny i prawdziwy, należy wykonać go po ok. 3 mies. od wystąpienia ryzykownej sytuacji, w której mogło dojść do zakażenia wirusem. Okres ten jest wymagany ze względu na występowanie tzw. „okienka immunologicznego” czyli czasu, który mija od zakażenia wirusem do momentu wytworzenia przez organizm przeciwciał przeciwko wirusowi HIV w ilościach, które mogą zostać wykryte dostępnymi metodami diagnostycznymi.

Wczesne postawienie diagnozy jest kluczowe dla osób zakażonych wirusem HIV. Zastosowanie u nich dostępnych leków antyretrowirusowych pozwala na zahamowanie namnażania się wirusa. Dzięki farmakoterapii wśród osób zakażonych wirusem HIV zmniejszyła się liczba zgonów oraz wydłużył się czas, jaki upływa od momentu zakażenia HIV do rozwoju AIDS. Spowolnienie rozwoju choroby oraz zmniejszające się ryzyko śmierci z powodu zakażenia zdecydowanie wpływa na jakość życia osób zakażonych. AIDS nadal pozostaje śmiertelną chorobą, jednak dotyczy to głównie osób, które nie są objęte leczeniem.

Niestety w Polsce nadal utrzymują się stereotypy o tzw. grupach ryzyka zakażenia HIV (narkomani, prostytutki, homoseksualiści). Tymczasem od końca XX w. większość nowych zakażeń była diagnozowana u osób heteroseksualnych. Należy mieć na uwadze, że wirusem HIV może zakazić się każdy, dlatego tak ważne jest unikanie czynników ryzyka zakażenia.

Redakcja pacjentinfo.pl

Zakrzepica – jak w porę wykryć i leczyć?

Czym jest zakrzepica?

Zakrzepica to choroba układu krążenia prowadząca do powstania skrzeplin w świetle naczyń krwionośnych. Patologiczne zmiany najczęściej rozwijają się w sieci żył głębokich przechodzących przez mięśnie łydek i ud. Tworzące się w naczyniach kończyn dolnych skrzepliny mogą okazać się poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia i życia. Dlatego też warto wiedzieć, jakie podjąć działania, aby uchronić się przed poważnymi konsekwencjami tej podstępnej, często przebiegającej bezobjawowo choroby.

W Polsce co roku diagnozuje się ponad 50 tys. nowych przypadków zachorowań na zakrzepowe zapalenie żył głębokich i około 20 tys. przypadków zatorowości płucnej. Ta ostatnia przypadłość jest szczególnie niebezpiecznym, potencjalnie zagrażającym życiu powikłaniem zapalenia żył głębokich. W sytuacji wystąpienia zakrzepu w żyle udowej lub biodrowej istnieje znaczne ryzyko, że skrzeplina oderwie się od ściany naczynia i powędruje wraz z prądem krwi do krążenia płucnego, gdzie może zatkać tętnicę płucną i wywołać nagłe zatrzymanie akcji serca i w konsekwencji zgon chorego

Krzepnięcie krwi jest naturalnym procesem chroniącym nas przed niekontrolowanymi krwotokami. Jednak w momencie ujawnienia się zakrzepicy żył głębokich (ZŻG) mechanizm ten zostaje zaburzony, a w naczyniach krwionośnych dochodzi do częściowego lub całkowitego zamknięcia ich światła przez skrzepliny. Aby utworzył się zator muszą wystąpić sprzyjające ku temu warunki. W medycynie nazywa się je triadą Virchowa i są to: zwolniony przepływ krwi, uszkodzenie ściany naczyniowej oraz nadmierna krzepliwość krwi.

Spowolniony przepływ krwi powstaje na skutek długotrwałego unieruchomienia lub ucisku żyły. Taka sytuacja może zdarzyć się chociażby podczas wielogodzinnej podróży samolotem lub autobusem. Krew zaczyna także wolniej krążyć u osób przyjmujących leki moczopędne, osób przewlekle leżących (np. w wyniku choroby) oraz u kobiet w ciąży. Uszkodzenia śródbłonka pokrywającego ściany naczyń krwionośnych mogą natomiast nastąpić w konsekwencji przebytego zabiegu chirurgicznego, zażywania niektórych leków oraz przebytych urazów mechanicznych (np. złamanie szyjki kości udowej lub miednicy). Z kolei zwiększona aktywność układu krzepnięcia uwarunkowana jest genetycznie lub powstaje na skutek zażywania leków antykoncepcyjnych, toczącej się w organizmie choroby nowotworowej, czy też stanu zapalnego. Ponadto w grupie zwiększonego ryzyka wystąpienia zakrzepicy żył głębokich znajdują się osoby palące, osoby po 40 roku życia oraz te u których zdiagnozowano otyłość.

Objawy i leczenie

Zakrzepica żył głębokich w połowie przypadków rozwija się bezobjawowo, przez co zazwyczaj osoba cierpiąca na tą dolegliwość dowiaduje się o niej dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Pomimo tego warto wyczulić się na każde odstępstwa, które mogą świadczyć o rozwijającym się schorzeniu. Do charakterystycznych objawów zakrzepicy żył głębokich zalicza się m.in. ból i obrzęk łydki lub uda, w którym toczy się patologiczny proces, co powoduje zmianę w jej obwodzie, napięcie skóry, a także czasami zaczerwienienie lub zasinienie chorego miejsca. Niekiedy symptomom tym również towarzyszy podwyższona temperatura ciała. Ważne jest, aby nie lekceważyć tych objawów, ponieważ nieleczone mogą doprowadzić do zatorowości płucnej, która jest bezpośrednim zagrożeniem dla życia chorego.

W przypadku podejrzenia zakrzepicy żył głębokich koniecznie udaj się do lekarza. Rozpoznanie choroby lekarz stawia w oparciu o przeprowadzony wywiad i badania kliniczne. Najczęściej wykonuje się także USG żył głębokich (ultrasonografia metodą Dopplera).

W leczeniu zakrzepicy żył głębokich w większości przypadków podaje się choremu leki przeciwzakrzepowe, które minimalizują ryzyko wystąpienia zatoru płucnego, powodują zahamowanie wzrostu istniejących już skrzeplin, a także zapobiegają tworzeniu się nowych. Należy pamiętać, że terapia przeciwzakrzepowa jest długotrwała i tylko systematyczne przyjmowanie leków da oczekiwane efekty.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Kiedy NIE karmić piersią

Mleko matki jest bez wątpliwości najzdrowszym pokarmem noworodka i niemowlęcia. Są sytuacje, kiedy jednak karmić nie można.

Jest to warunkowane stanem zdrowia matki oraz dziecka.

Niektóre choroby matki wykluczające lub ograniczające możliwość karmienia piersią:

  • Uzależnienie od narkotyków,
  • Zakażenie wirusem HIV,
  • Przyjmowanie niewskazanych dla dziecka leków w chorobach przewlekłych,
  • Nieleczona gruźlica,
  • Ciężka choroba psychiczna,
  • Choroba nowotworowa w fazie leczenia cytostatykami – warto konsultować się w tym przypadku z lekarzem, ponieważ w niektórych sytuacjach możliwe jest karmienie pomiędzy kursami chemioterapii,
  • Cytomegalia, ale wtedy, gdy dziecko jest wcześniakiem. Natomiast jeśli dziecko pochodzi z ciąży donoszonej, nie ma przeciwskazań do karmienia piersią,
  • Zmiany skórne o charakterze zakaźnym na obu brodawkach sutkowych do czasu ich wyleczenia (jeśli choroba dotyczy jednej brodawki, należy karmić jedną, niezakażoną piersią, jeśli obie – mleko ściągać i wylewać, ale wrócić do karmienia po wyleczeniu stanu zakaźnego).

Niektóre choroby dziecka wykluczające lub ograniczające karmienie go piersią:

  • Galaktozemia. Niemowlęta, które chorują na tę chorobę, powinny być karmione pokarmem niezawierającym galaktozy;
  • Wrodzona nietolerancja laktozy u dziecka (bardzo rzadkie schorzenie),
  • Fenyloketonuria – zaleca się karmienie piersią do momentu uzyskania ostatecznej i pewnej diagnozy. Jeśli zostanie ona potwierdzona, wskazana jest dieta mieszana: pokarm matki i mleko zastępcze, jednak proporcje obu pokarmów ustala lekarz z poradni leczącej fenyloketonurię

– Obecnie jest mało przeciwskazań do karmienia piersią. Na szczęście skończyły się czasy, kiedy wiele chorób eliminowało taką możliwość. Nie warto z tego pochopnie rezygnować, bo korzyści z karmienia piersią są nieocenione  – mówi pediatra i alergolog dr Jolanta Pietrzak ze Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Bytomiu.

Źródło www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Napoje energetyzujące – czy mogą być groźne?

Napoje energetyzujące, to pobudzające, dodające energii, zwykle gazowane napoje, które zyskały liczne grono zwolenników. Dużą popularnością cieszą się zwłaszcza wśród zawodowych kierowców, studentów, a także osób na wysokich stanowiskach kierowniczych. Tempo życia i nawał obowiązków dnia codziennego powodują, że coraz więcej osób sięga po napoje tego typu. Jednak czy ich spożywanie, oprócz deklarowanych korzystnych efektów, może mieć negatywy wpływ na organizm?

Pierwszy energy drink pojawił się w USA w 1949 r., natomiast do Europy zawitał w 1987 r.. Obecnie to popularny napój, który reklamowany jest jako dodający energii, zwiększający wydolność fizyczną i umysłową. Działanie to jest możliwe dzięki zawartości substancji pobudzających organizm takich jak: kofeina (główny składnik), tauryna, inozytol, witaminy z grupy B, a także dzięki dużej zawartości węglowodanów (zwłaszcza cukrów prostych), które szybko podnoszą poziom glukozy we krwi. Ze względu na skład, częste spożywanie napojów tego typu nie pozostaje obojętne dla zdrowia. Niestety wielu konsumentów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Ryzyko związane ze spożyciem napojów energetyzujących wynika przede wszystkim z dużej zawartości w nich kofeiny. Spożycie tylko jednej puszki energetyku (zwykle 250 ml) oznacza przyjęcie aż 80 – 120 mg kofeiny! Należy pamiętać, że zdrowe osoby dorosłe nie powinny spożywać więcej niż 300 – 400 mg kofeiny na dzień. Dodatkowo spożywanie innych substancji zawierających kofeinę, takich jak: herbata czy kawa powoduje, że bezpieczna dawka kofeiny może zostać w łatwy sposób przekroczona! Przedawkowanie kofeiny może prowadzić do wystąpienia zaburzeń rytmu serca, nadciśnienia, pojawienia się dolegliwości żołądkowo-jelitowych (nudności, wymioty, biegunka), a także wystąpienia objawów psychotycznych takich jak: halucynacje, lęk, niepokój, zaburzenia snu. Spożycie dużych dawek kofeiny skutkuje również występowaniem ostrego i przewlekłego bólu głowy. Badania naukowe dowodzą także na występowanie związku miedzy spożyciem kofeiny, a obniżeniem gęstości kości i występowaniem osteoporozy u kobiet.

Ponadto napoje energetyczne zawierają duże ilości węglowodanów, głównie w postaci sacharozy, glukozy lub syropu kukurydzianego o wysokiej zawartości fruktozy. W związku z tym spożycie dużej ilości napoju tego typu może zwiększać ryzyko wystąpienia otyłości i cukrzycy typu 2.

Obserwowany jest także negatywny wpływ napojów energetyzujących na zęby. Niskie pH i wysoka zawartość cukrów powoduje występowanie erozji zębów, a także prowadzi do nadwrażliwości w związku z uszkodzeniem szkliwa zębów.

Kolejnym niebezpieczeństwem związanym z używaniem energetyków jest łączenie ich z alkoholem. W ostatnich latach popularne stały się drinki alkoholowe na bazie napojów energetyzujących. Połączenie to wywołuje złudne uczucie trzeźwości, przez co przyjmowana jest nadmierna ilość alkoholu. W konsekwencji prowadzić to może do niewydolności serca, zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci!

Ponadto dostępne są badania, które wskazują, iż długotrwałe i regularne spożywanie energetyków przez młode osoby zwiększa ryzyko sięgania w późniejszym wieku po narkotyki i leki o działaniu pobudzającym, a także zwiększa prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu.

Napoje energetyzujące niewątpliwie dają konsumentowi pożądane efekty – poprawę samopoczucia czy zwiększenie wydolności organizmu i wydają się być, w pewnych sytuacjach, niezbędne. Nie można jednak zapominać o ich możliwym negatywnym wpływie na zdrowie. Należy być ostrożnym podczas ich spożywania i zachować umiar! Energetyk nie powinien stanowić elementu codziennej diety. Sięgając po te napoje warto pamiętać, że 300 – 400 mg/dzień kofeiny to bezpieczna ilość, która nie powinna zostać przekroczona! Dodatkowo energetyki nie mogą być substytutem snu czy wypoczynku. Należy mieć świadomość, że zawartość puszki to nie wyłącznie „dawka energii”, ale także potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Należy pamiętać, że napoje te nie powinny być spożywane przez dzieci poniżej 16 roku życia, a także diabetyków, kobiety w ciąży i chorych na fenyloketonurię.

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Rezonans magnetyczny jest bezpieczny?

To fakt! Wbrew sensacyjnym doniesieniom mediów, nie ma dowodów na to, że preparaty zawierające gadolin, stosowane czasem w tym badaniu, są szkodliwe dla mózgu.

Jednocześnie wykonanie dokładnego badania rezonansem magnetycznym z wykorzystaniem środków kontrastowych zawierających gadolin nierzadko ratuje życie, pozwalając na wykrycie patologicznych zmian i wczesne wdrożenie właściwej i nacelowanej terapii. Trzeba też pamiętać, że nie istnieje interwencja medyczna, która nie niosłaby ze sobą jakiegoś ryzyka, a podejmując ją, zespół terapeutyczny zawsze rozważa relację korzyści do strat.

Media na całym świecie obiegła właśnie informacja o tym, że żona znanego amerykańskiego aktora, Chucka Norrisa, doznała poważnego uszczerbku na zdrowiu wskutek badania metodą rezonansu magnetycznego (RM), przed którym podano jej jako środek kontrastowy substancję zawierającą gadolin (pierwiastek z grupy lantanowców). Według doniesień medialnych z tego powodu aktor pozwał trzy koncerny farmaceutyczne oczekując wielomilionowego odszkodowania za doznane szkody.

Być może aktor i jego żona są przekonani, że do pogorszenia się jej stanu doszło wskutek zastosowania środka kontrastowego, jednak nauka na razie nie potwierdza stanowiska, że gadolin stosowany w tym środku generalnie wpływa niekorzystnie na stan zdrowia.

Co to jest gadolin?

Jest to pierwiastek w postaci srebrzystego metalu. Niektóre jego związki są wykorzystywane do produkcji środków kontrastowych podawanych przed wykonaniem badania za pomocą rezonansu magnetycznego. Dzięki tym środkom uzyskana jest wyższa jakość obrazów w trakcie tego dokładnego badania diagnostycznego.

Związki gadolinu używane w środkach do kontrastu można podzielić na dwie grupy, różniące się budową: mogą mieć budowę liniową lub pierścieniową. To, jaka jest struktura związku gadolinu, wpływa na to, jak jego składniki zachowują się w środowisku. Te o budowie liniowej charakteryzują się większym prawdopodobieństwem wydzielania gadolinu, który wówczas może gromadzić się w tkankach organizmu. Te o budowie pierścieniowej są bardziej stabilne i mają zdecydowanie mniejszą tendencję do wydzielania gadolinu.

Co w sprawie gadolinu w kontraście ma do powiedzenia nauka i regulatorzy rynku medycznego?

O ile badania ( w tym renomowanej Kliniki Mayo) potwierdziły, że gadolin odkłada się w tkankach mózgu osób poddawanych rezonansowi magnetycznemu z wykorzystaniem związków gadolinu, to jednocześnie naukowcy nie znaleźli dowodów na szkodliwy wpływ tego zjawiska na zdrowie ludzi.

Niemniej jednak, w trosce o bezpieczeństwo pacjentów i „dmuchając na zimne”, Europejska Agencja Leków (EMA) za pomocą grupy ekspertów dokonała analizy danych i wprowadziła w połowie tego roku pewne ograniczenia w stosowaniu niektórych preparatów zawierających gadolin w Unii Europejskiej.

Do połowy tego roku w obrocie znajdowało się 10 preparatów zawierających gadolin, stosowanych w środkach kontrastowych. EMA zawiesiła stosowanie trzech z nich, a w przypadku jednego ograniczyła wskazanie do stosowania. Podstawą tej decyzji był fakt, że te, których używanie został zawieszone lub ograniczone, charakteryzują się większym prawdopodobieństwem wydzielania gadolinu, niż pozostałe.

Należy zwrócić uwagę, że EMA zawiesiła, a nie wycofała, trzy z tych preparatów. „Zawieszenia pozwoleń na dopuszczenie do obrotu lub ograniczenia (…) mogą zostać cofnięte” – czytamy w komunikacie Agencji. Warunkiem jest dostarczenie dowodów wskazujących na przewagę korzyści nad ryzykiem dla określonej grupy pacjentów lub dowodów na to, że produkty te nie uwalniają gadolinu w znaczącym stopniu lub nie prowadzą do jego odkładania się w tkankach.

Co istotne, EMA nie ma za to istotnych zastrzeżeń do stosowania innych związków gadolinu, odznaczających się inną budową niż zawieszone, przede wszystkim z uwagi na to, że ze względu na ich strukturę mają mniejszą tendencję do wydzielania gadolinu.

Agencja informuje pacjentów, że środki kontrastowe zawierające gadolin są niezbędne do diagnozowania szerokiego zakresu zagrażających życiu i wyniszczających chorób. Dodatkowo, jeśli badanie z wykorzystaniem środka gadolinowego będzie potrzebne, aby pomóc w leczeniu, lekarz użyje najmniejszej koniecznej dawki w celu uzyskania wyraźnego obrazu.

Co najważniejsze, eksperci stwierdzili, że żadne niekorzystne efekty neurologiczne, takie jak zaburzenia kognitywne lub ruchowe, nie zostały przypisane odkładaniu się gadolinu w mózgu w związku ze stosowaniem jakichkolwiek środków kontrastowych zawierających gadolinę.

Justyna Wojteczek, Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy ryby mogą być szkodliwe?

Ryby powszechnie uważane za zdrowe produkty, zalecane są w codziennej diecie zarówno dzieci, młodzieży jak i osób dorosłych. Nie ulega wątpliwości, że ryby są  cennym źródłem m.in. białka czy niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych mających pozytywny wpływ na organizm. Jednak w ostatnim czasie pojawiły się pewne wątpliwości, czy na pewno ryby nie mają szkodliwego wpływu na zdrowie? Czy wszystkie ryby maja równie korzystny wpływ na organizm? Które ryby wybrać, a których unikać? Odpowiedź na te pytania znajdziemy poniżej.

Bez wątpienia ryby mają pozytywny wpływ na zdrowie. Dieta bogata w ryby i owoce morza pozwala m. in. zmniejszyć stany zapalne i ograniczyć ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia, pozytywnie wpływa na wzrok, a także poprawia pamięć i koncentrację, ma także działanie antydepresyjne. Dodatkowo, udowodniono że regularne spożywanie ryb może chronić przed wystąpieniem wielu poważnych chorób tj. zapalenie stawów, zapalenie jelit, a nawet nowotworów! To tylko niektóre z korzyści wynikających z włączenia ryb do codziennej diety.

Jednakże powszechne stały się także opinie o szkodliwym wpływie spożywania ryb, z uwagi na występujące w nich zanieczyszczenia. Rzeczywiście zanieczyszczenie środowiska może spowodować, że w ciele ryb wystąpi akumulacja substancji niekorzystnie wpływających na zdrowie, takich jak: związki rtęci, ołowiu czy dioksyny. Szczególną uwagę zwraca się na obecność związków rtęci w organizmach ryb morskich. Pierwiastek ten znany od dawna naturalnie występuje w środowisku, ma zdolność szybkiego rozprzestrzeniania się, występuje także na obszarach oddalonych od źródła jego wytwarzania. Od dawna znany jest jego niekorzystny wpływ na zdrowie (m. in.: zaburzenia układu nerwowego, immunologicznego, niekorzystny wpływ na pracę mózgu, zaburzenia neurologiczne, uszkodzenia nerek czy wątroby). Rtęć w wyniku zachodzących reakcji chemicznych przekształca się do jednej z najbardziej toksycznych form, tzw. rtęci etylowanej, która jest w bardzo dużym stopniu absorbowana (pochłaniana) przez organizmy żywe. Udowodniono, że pewne gatunki zwierząt, w tym: wieloryb, miecznik, szczupak, tuńczyk kalifornijski, rekin wykazują dużą zdolność do pochłaniania rtęci. Większość zdrowych osób dorosłych potrafi usunąć rtęć z organizmu, jednak w przypadku dzieci, kobiet w ciąży i karmiących piersią pierwiastek ten może okazać się bardzo niebezpieczny! Osoby te powinny zatem unikać spożywania ryb potencjalnie zanieczyszczonych rtęcią. Zdecydowanie zdrowsze będzie dla nich włączenie do diety krewetek, łososia, tuńczyka, dorsza czy suma.

Wątpliwości związane ze szkodliwym działaniem spożywanych ryb na organizm człowieka rozwiewają towarzystwa naukowe, które w oparciu o dostępne dane wydały opinię, iż korzyści zdrowotne wynikające ze spożywania ryb przez osoby dorosłe i w starszym wieku zgodnie z zaleceniami żywieniowymi  zdecydowanie przewyższają potencjalne ryzyko związane z zanieczyszczeniem ryb rtęcią.

Zatem jedzmy ryby na zdrowie!

Redakcja pacjentinfo.pl

Robisz tatuaż? Sprawdź, jak uniknąć wirusa HCV

Pamela Anderson prawdopodobnie zakaziła się wirusem HCV używając tej samej igły do tatuażu, co jej zakażony mąż. Tatuaż, piercing, zabieg medyczny – są bezpieczne pod warunkiem, że przestrzega się procedur dezynfekcji i sterylizacji. No i że używa się rzeczywiście jednorazowo jednorazowych igieł, strzykawek itp.

We wszystkich miejscach, gdzie dochodzi do przerwania tkanek, czyli: gabinecie dentystycznym, sali operacyjnej, gabinecie kosmetycznym czy salonie tatuażu, istnieje ryzyko zakażenia się wirusem HCV. Wystarczy, że personel zaniedba procedury dezynfekcji i sterylizacji.

Wirus HCV powoduje zapalenie wątroby, a w konsekwencji – marskość tego organu i raka. HCV przenosi się przez krew, czyli musi dojść do kontaktu krwi zakażonej osoby z krwią osoby bez wirusa. Zła wiadomość jest taka, że wystarczy np. drobinka krwi pozostawiona w rowku pęsety po poprzednim kliencie.

Kolejną złą wiadomością jest fakt, że zakażenie HCV przez szereg lat nie daje żadnych objawów. Dopiero po około dwóch-trzech dekadach ludzie dowiadują się, że mają marskość wątroby albo raka wątrobowokomórkowego. Dobrą wiadomością jest jednak to, że obecnie są całkowicie skuteczne metody leczenia wirusowego zapalenia wątroby typu C. Z metod tych skorzystała wspomniana wcześniej aktorka.

Eksperci szacują, że co 10. osoba zarażona wirusem nie wie, że jest jego nosicielem. Polska nie należy do krajów, w których występowanie wirusa jest powszechne, niemniej jednak szacuje się populację zakażonych na około 200 – 230 tys. dorosłych. Tym samym bezpieczniej jest przyjąć, że każdy pacjent/klient to potencjalny nosiciel wirusa.

Jak chronić się przed HCV?

Na szczęście rośnie świadomość zarówno pracowników systemu opieki zdrowotnej, jak i gabinetów upiększających urodę, na temat zagrożeń i sposobów ich zapobiegania.

Pacjent czy klient nie powinien mieć obaw przed zadawaniem pytań o sposoby przeciwdziałania zakażeniu HCV. Co więcej, jeśli widzi, że dentysta dotyka np. klamki drzwi w gabinecie, telefonu, a następnie nie zmienia jednorazowych rękawiczek i sięga w nich do jamy ustnej pacjenta – warto grzecznie zwrócić na to uwagę.

O ile w gabinetach lekarskich i pielęgniarskich jest prawny obowiązek sterylizowania narzędzi w specjalistycznych autoklawach, to gabinety kosmetyczne, tatuażu, piercingu już go nie mają. Z badań przeprowadzonych przez PZH w ramach projektu „HCV. Jestem świadom” wynika jednak, że wśród personelu zakładów usługowych jest już spora świadomość zagrożeń i sporo z nich stosuje autoklawy – a to właśnie sterylizacja narzędzi w takich urządzeniach daje gwarancję pozbycia się wirusa. Lepiej więc o to spytać.

I tak na przykład: na terenie województwa mazowieckiego 20 proc. pracowników przebadanych zakładów kosmetycznych zadeklarowało, że używało autoklawu do sterylizacji narzędzi, natomiast 31 proc. – myjki ultradźwiękowej.

Autorzy badania informują, że 26,7 proc. pracowników zakładów wykonujących makijaż permanentny twierdziło, że używają autoklawu. Używanie sterylizatora i myjki ultradźwiękowej zadeklarował ten sam odsetek respondentów – po 33,3 proc. Co istotne, sterylizacji pracownicy poddawali pęsety i cążki – tak twierdziło prawie 74 proc. respondentów. Ponad połowa ankietowanych przeprowadzała proces sterylizacji na narzędziach takich jak: nożyczki, głowice do frezów, frezy, końcówki do mikrodermabrazji oraz radełka do skórek.

Nie obawiajmy się zatem pytać w gabinetach o to, jak sterylizowane są narzędzia, jak dezynfekowane są powierzchnie, których nie da się wysterylizować, poprośmy o płyn używany do dezynfekcji i sprawdźmy, czy etykieta informuje, że jest wirusobójczy.

Można też spytać, czy personel przeszedł szkolenie w kwestii zapobiegania zakażeniu HCV.

Masz wątpliwości? Zrób test!

W przeszłości duża część zakażeń zdarzała się w placówkach medycznych – chociażby podczas endoskopii, dożylnego przetaczania płynów i leków, transfuzji (testy do badania krwi pojawiły się dopiero w roku 1992). Problem udało się zmniejszyć dzięki wdrożeniu odpowiednich procedur (każdy pacjent jest traktowany jak potencjalnie zakażony, co zapobiega także przenoszeniu się HBV czy HIV).

W grupie ryzyka znajdują się osoby, które przed 1992 rokiem miały przetoczoną krew, takie, które miały kilka zabiegów operacyjnych, choć raz przyjęły narkotyk dożylnie. Jak dowodzi przykład licznych małżeństw, w których zakażona jest tylko jedna osoba, wirusem trudno zarazić się przez seks. Ale nie jest to niemożliwe, jeśli para uprawia seks, z którym wiąże się zranienie śluzówki.

– Do zakażeń dochodzi także u fryzjera przy goleniu brzytwą, w placówkach kosmetycznych czy salonach tatuażu – dlatego tak ważna jest edukacja personelu i przestrzeganie odpowiednich procedur – mówi dr Krzysztof Tomasiewicz z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

W razie jakichkolwiek podejrzeń, że wirus mógł wniknąć do Twojego organizmu, wykonaj badanie krwi mające na celu wykrycie przeciwciał anty-HCV. Warto wykonać go przed zajściem w ciążę – noworodki zakażają się od matek.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

To, że badanie wykryje antyciała, nie oznacza jednak, że na pewno masz zapalenie wątroby. Być może w przeszłości wirus wniknął do organizmu, ale ten zdołał go zwalczyć, zaś przeciwciała to „wyspecjalizowane wojsko”, które zostało do eliminacji wirusa użyte.

W celu potwierdzenia zakażenia wirusem HCV należy wykonać dodatkowe badanie krwi – tym razem takie, które wykaże ewentualnie obecność wirusa w organizmie. To test molekularny na obecność materiału genetycznego wirusa HCV (HCV RNA). Dopiero dodatni wynik testu molekularnego oznacza zakażenie wirusem HCV.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Przygotuj się na sezon narciarski

Uprawiasz inny sport niż narciarstwo i stąd myślisz, że będziesz mniej narażony na kontuzję podczas szusowania? Błąd! …

Dożylne wlewy z witaminy C mogą być bardzo groźne

Doktor Agnieszka Gruszfeld  Centrum Onkologii w Warszawie ostrzega, że w ciągu ostatnich kilku lat 3 pacjentki zmarły …

Ministerstwo Zdrowia uspokaja w sprawie refundacji leków

Ministerstwo Zdrowia informuje, że nie ma podstawy do obaw, aby jakiekolwiek terapie niezbędne dla pacjentów miały zostać …