Miesiąc: Maj 2018

Śmierć z przegrzania w godzinę

Wystarczy godzina, by w upalny dzień dziecko zamknięte w samochodzie umarło. Ale już po kwadransie jego zdrowiu zagraża niebezpieczeństwo. Nawet jeśli auto stoi w cieniu.

Najszybciej nagrzewają się małe samochody miejskie. Niebezpieczne są także auta stojące w zacienionych miejscach.

Wyjątkowo ciepła i pogodna wiosna tego roku przyniosła nie tylko pierwsze poważne poparzenia słoneczne, ale i doniesienia o niefrasobliwych rodzicach pozostawiających swoje pociechy w samochodach. Jak donosi portal egarwolin.pl, w poniedziałek 28 maja, po południu, garwolińska policja została powiadomiona o zamkniętym w aucie upośledzonym 4-letnim dziecku. Jak się okazało jego matka poszła na mszę do pobliskiego kościoła.

Kilka dni wcześniej podobna sytuacja miała miejsce w Krośnie Odrzańskim, gdzie kobieta pozostawała swoje 2,5 letnie dziecko w aucie, bo nie chciało ono z nią iść i poszła do załatwiać sprawy do pobliskiego urzędu. Przechodniów zaalarmował płacz chłopca, który pozostawał bez opieki co najmniej 20 minut.

Jak szybko nagrzewa się samochód?

Tymczasem, jak wynika z badań zespołu dr Nancy Selover z Arizona State University, 20 minut wystarczy, by u dziecka ważącego 13,4 kg (czyli mniej więcej dwuletniego chłopca) podnieść temperaturę ciała do blisko 38 stopni Celsjusza. A im dłużej maluch pozostaje w nagrzanym samochodzie, tym niebezpieczeństwo hipertermii, czyli wzrostu ciepłoty ciała wynikającego z czynników zewnętrznych, drastycznie wzrosło.

Hipertermia wymaga schłodzenia organizmu, ale należy to robić stopniowo.

Zespół dr Selover przeprowadził serię eksperymentów i masę szczegółowych obliczeń pozwalających oszacować, jak szybko może umrzeć dwuletni chłopiec zamknięty w samochodzie stojącym na parkingu (w eksperymentach oczywiście nie uczestniczyły dzieci).

Punktem wyjścia były pomiary temperatury pojazdach przeprowadzone wielokrotnie, w różnych porach dnia, w trakcie trzech sesji 25,26 czerwca i 11 lipca 2014 roku w miejscowości Tempe w Arizonie. Temperatura powietrza na zewnątrz wynosiła wtedy w zależności od dnia i pory od 36 do 41,5 stopni Celsjusza. W eksperymencie użyto aut miejskich klasy ekonomicznej i typowych amerykańskich minivanów, tak ukochanych przez tamtejszą klasę średnią. Temperaturę mierzono na kierownicy, desce rozdzielczej, siedzeniach, poza tym monitorowano ją również we wnętrzu pojazdu, podobnie zresztą jak wilgotność powietrza.

– Nasze testy odtwarzały to, co się może wydarzyć w trakcie wyprawy na zakupy. Chcieliśmy wiedzieć, jakie warunki będą panować po godzinie we wnętrzu każdego pojazdu. Godzina to tyle, ile zajmują zakupy spożywcze. Wiedziałam, że temperatury mogą być wysokie, ale byłam zaskoczona temperaturami powierzchni w samochodzie – mówi dr Selover.

  • Średnia temperatura panująca we wnętrzu pojazdu stojącego na słońcu po godzinie wynosiła 46 stopni Celsjusza (maksymalna wyniosła ponad 52 st.).
  • Deska rozdzielcza nagrzewała się średnio do 69 stopni (maks. 85 st.)
  • Kierownica – do 53 stopni (maks. 75 st.),
  • Fotel – do  51 stopni (maks. ponad 63 stopnie).

W cieniu temperatury były niższe, ale tylko trochę. Średnia temperatura:

  • wnętrza wynosiła około 38 stopni Celsjusza (maks. ponad 43 stopnie),
  • deski rozdzielczej – 48 stopni (maks. 76 st.),
  • kierownicy – 42 stopnie (maks. 49 st.)
  • siedzenia – 41 (maks. 46 st.)

Co ciekawe, spośród testowanych samochodów najszybciej nagrzewały się małe miejskie auta typu ford fiesta.

Jak szybko dziecko ulegnie przegrzaniu?

W kolejnym etapie badań naukowcy stworzyli modele matematyczne pozwalające oszacować, jak w takich warunkach zachowa się ciało dziecka, jak szybko będzie rosła temperatura jego ciała, kiedy auto będzie stało w upale. Modele te były niezwykle dokładne np. uwzględniały, że maluch będzie w koszulce, krótkich spodenkach, skarpetkach i bucikach, szacowano również, jaki procent powierzchni jego ciała będzie dotykał siedzenia i jak to wpłynie na ciepłotę ciała.

Ze stworzonego przez badaczy modelu wynika, że w nagrzewającym się na słońcu samochodzie temperatura ciała dziecka rośnie bardzo szybko. Wystarczy 15 minut, by przekroczyła 37,5 stopnia, po pół godzinie maluch ma już gorączkę (czyli powyżej 38 stopni). Po 50 minutach jest to już więcej niż 39 stopni, zaś po godzinie prawie 40. W cieniu taka wartość pojawia się po mniej więcej dwóch godzinach.

– Wszystkim nam zdarzało się wracać w gorące dni do samochodu i ledwo byliśmy w stanie dotknąć kierownicy. Wyobraźmy sobie więc, jak to jest być małym dzieckiem uwięzionym w foteliku. Gdy ktoś jest w aucie, wydycha jeszcze wilgotne powietrze. A kiedy jest więcej wilgoci w powietrzu, ta osoba nie jest w stanie się ochłodzić przez pocenie, bo pot nie wyparuje z jej skóry tak szybko jak powinien – tłumaczy dr Selover.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Dzieci są mało odporne na wysoką temperaturę

Warto tu pamiętać, że dzieci są bardziej wrażliwe na ekstremalne temperatury niż dorośli. Zdrowy 35-latek zaczyna tracić przytomność z gorąca, kiedy temperatura jego ciała osiąga około 42 stopni. Natomiast dla dziecka już 40 stopni wystarczy, by doznało udaru cieplnego. I nawet jeśli maluch przeżyje, bo został szybko i fachowo schłodzony, bardzo często doznaje uszkodzenia mózgu, co może skutkować zaburzeniami uwagi, nadpobudliwością, a nawet padaczką.

– Mamy nadzieję, że nasze ustalenia pomogą zwiększyć świadomość zagrożenia i zapobiec kolejnym udarom cieplnym u dzieci. A także pomogą we wprowadzeniu w samochodach rozwiązań technologicznych, które będą informować rodziców o tym, że zapomnieli o dzieciach znajdujących się w samochodach – mówi współautorka badań dr Jennifer Vanos.

Pamiętaj więc, że wystarczy 15 minut w zamkniętym samochodzie, by temperatura ciała twojego dziecka znacząco się podniosła, zaś po pół godzinie maluch będzie miał gorączkę.

Źródło: Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay,com

 

Dezodoranty mogą zwiększać ryzyko raka piersi

Wielokrotne w ciągu dnia używanie dezodorantu, jeśli zawiera sole glinu, zwiększa szansę zachorowania na raka piersi wśród młodych kobiet.

Zapach ludzkiego potu zależy od zawartych w nim substancji: amoniaku, mocznika, feromonów. Niekiedy uważa się, że duży wpływ na to, jak pachniemy, mają bakterie znajdujące się na skórze, które rozkładają pot.  Jego zapach drażnił naszych przodków przez tysiąclecia, stąd zamiłowanie starożytnych i nowożytnych  klas wyższych do rozmaitego typu pachnideł. Zabawne, że ludziom tym nie przychodziło do głowy, że czasami warto się… umyć. Król Francji Henryk IV (1533-1610 r.) po intensywnym wysiłku po prostu zmieniał koszulę.

Dziś rynek środków, dzięki którym czujemy się świeżo i pachniemy ładnie, jest gigantyczny. Na półkach w supermarketach i drogeriach stoją dziesiątki rodzajów dezodorantów, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Większość z nich zawiera sole glinu (chlorek glinu, węglowodorek glinu, nazywane niekiedy solami aluminium, glin jest jednak bardziej poprawną chemicznie nazwą). Podejrzenia co do szkodliwości tych substancji pojawiły się już kilkanaście lat temu. Niektóre badania wykazywały bowiem, że ich używanie (pod pachą) zwiększa ryzyko raka piersi. Sole glinu dają się powiązać  ze stresem oksydacyjnym, uszkodzeniami DNA, zakłóceniami działania estrogenów. Badania na myszach wykazały, że duża koncentracja glinu w tkance prowadzi do rozwoju guza.
Nie istniały jednak analizy pozwalające powiązać obecność tego pierwiastka w kobiecych piersiach (pochodzącego z dezodorantów) z występowaniem raka piersi.

Weryfikacja dotychczasowych wyników badań

Zespół dr Caroline Linhart z Uniwersytetu Medycznego w Innsbrucku postanowił podejść do tych kwestii niezwykle metodycznie. Badacze chcieli najdokładniej jak jest to możliwe porównać zdrowe i dotknięte nowotworem kobiety w podobnym wieku oraz sprawdzić, na ile używanie dezodorantów zawierających sole glinu zwiększa szanse wystąpienia choroby.  Dlatego do badań zrekrutowano dwie grupy ochotniczek. W pierwszej znalazły się kobiety w wieku od 20 do 85 lat, u których zdiagnozowano raka piersi w ciągu ostatnich 5 lat. W drugiej – kontrolnej – zdrowe ochotniczki. W sumie w każdej z grup znalazło się 209 uczestniczek. Chodziło, żeby obydwie dawały się porównać. (Dlatego utworzono pary w podobnym wieku: zdrowa-z diagnozą nowotworu.)

Wszystkie uczestniczki odpowiadały na pytania specjalnie skonstruowanej ankiety, nie mając również pojęcia jaki jest cel badań. (Chodziło o unikanie nakierowania ich uwagi na konkretny temat). Zostały zaproszone do badań związanych ze stylem życia (odżywianiem się, aktywnością fizyczną, higieną osobistą) i rakiem piersi. Ankieterzy zostali specjalnie pouczeni, by takich słów jak „antyperspirant”, „dezodorant” i „glin” używać bardzo ostrożnie. Generalnie posługiwano się określeniem „kosmetyki stosowane pod pachami”. Częstość ich używania podzielono na kategorie: „nigdy”, „1-4 razy na miesiąc”, „2-6 razy na tydzień” , „codziennie” i „wiele razy w ciągu dnia”.

Ochotniczki pytano również o inne czynniki mogące wpływać na rozwój nowotworu, np. terapie hormonalne czy występowanie raka piersi w rodzinie.

W przypadku 100 kobiet, u których zdiagnozowano raka i 52 zdrowych możliwe było też pobranie próbek w celu sprawdzenia koncentracji glinu w tkance piersi.

Analiza tak skrupulatnie zebranych danych nie tylko pozwoliła dość dokładnie porównać obydwie grupy ochotniczek, ale i wyciągnąć daleko posunięte wnioski związane z używaniem dezodorantów.

Czy aluminium w dezodorantach szkodzi?

Okazało się, że u kobiet poniżej 30-tki używających produktów pod pachę wielokrotnie w ciągu dnia ryzyko zachorowania na raka piersi było średnio 3,88 razy większa niż w przypadku zdrowych kobiet z grupy kontrolnej.

W przypadku próbek tkanek, obecność glinu stwierdzono zarówno w piersiach kobiet zdrowych i tych, u których zdiagnozowano raka. Ale im częściej wszystkie badane używały dezodorantów, tym koncentracja była większa. Jednak w przypadku kobiet, u których zdiagnozowano nowotwór, zawartość pierwiastka w tkance wynosiła 5,8 nmol/g, znacznie więcej niż u ochotniczek bez raka (3,8 nmol/g).

Komentując na łamach czasopisma „EBioMedicine” otrzymane wyniki zespół dr Linhard stwierdził, że wyniki ich badań sugerują wyraźne związki między używaniem produktów pod pachę, koncentracją glinu w tkance, a rakiem piersi. Jednak te prawidłowości dało się zauważyć jedynie w przypadku młodych kobiet, które używały dezodorantów wielokrotnie. Zależności tych nie zaobserwowano w innych grupach badanych ani u 30-latek używających tego typu kosmetyków raz dziennie.

Co to może oznaczać? Przede wszystkim wszystko wskazuje na to, że produktów kosmetycznych zawierających sole glinu należy tylko używać raz dziennie, zwłaszcza jeśli chodzi o młode kobiety.

Ograniczenia badania

Przede wszystkim, to jak często używają produktów pod pachę uczestniczki badań określały na podstawie swoich wspomnień (które mogą być zawodne). Młodsze kobiety mogły pamiętać więcej szczegółów związanych z konkretnymi zachowaniami związanymi z higieną osobistą.

Niewątpliwie praca zespołu dr Linhard miała również swoje mocne strony.

Po pierwsze bardzo dobrze udało się zestawić dane pochodzące z dość dokładnych kwestionariuszy z informacjami odnośnie koncentracji glinu w tkance piersi. Po drugie, pobieranie i badanie próbek odbywało się w warunkach uniemożliwiających ich zanieczyszczenie, a na dodatek zastosowano sprawdzone metody pomiaru.  Co więcej, chcąc sprawdzić, jak przedstawia się koncentracja glinu w piersiach, badacze pobierali próbki tkanek w różnych ich miejscach. Stąd uzyskali 3 próbki w przypadku ochotniczek ze zdiagnozowanym nowotworem i 6 – tych zdrowych.

Niewątpliwie praca włożona  badania przez zespół uczonej z Innsbrucku jest imponująca, a uzyskane wyniki dość niepokojące. Oczywiście należało by je powtórzyć na innej populacji.  Ale nie zmienia to faktu, że na wszelki wypadek produktów zawierających sole glinu nie należy nadużywać.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Poszanowanie godności i intymności w polskich szpitalach

Kolejny raport NIK pokazuje, że sytuacja pacjentów w polskich szpitalach jest trudna w wielu obszarach.

Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli szpitale nie zapewniają chorym prawa do intymności i godności które gwarantuje ustawa o prawach pacjenta. Przestarzała infrastruktura placówek medycznych, nieprawidłowe zachowanie personelu medycznego oraz niewłaściwa organizacja systemu monitoringu wizyjnego – to tylko niektóre nieprawidłowości wykryte przez Najwyższą Izbę Kontroli. W konsekwencji prawa pacjenta w wielu polskich szpitalach pozostają tylko formalną deklaracją. NIK sprawdziła 12 placówek.

W latach 2013 – 2016 z 19 do 40 wzrosła liczba stwierdzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta naruszeń prawa pacjenta do intymności i godności.

W prawo  jednostki do prywatności (w tym intymności i godności) ingeruje coraz powszechniej stosowany w miejscach publicznych, w tym w szpitalach, system monitoringu wizyjnego.

Kontrola NIK wykazała, że warunki hospitalizacji pacjentów w szpitalach o przestarzałej infrastrukturze, a także niewłaściwe zachowanie personelu nie pozwalają na pełną realizację ich prawa do intymności i godności, zagwarantowanego w ustawie o prawach pacjenta. W ocenie Izby, bez radykalnej poprawy infrastruktury szpitali i uwrażliwienia personelu medycznego na potrzeby i uczucia hospitalizowanych osób, prawo pacjenta do intymność i  godność pozostanie tylko formalną deklaracją.

Redakcja pacjentinfo.pl

Źródło: https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/poszanowanie-intymnosci-i-godnosci-pacjenta.html

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Nadciśnienie zabija po cichu

Kilka milionów osób w Polsce nie wie, że ma nadciśnienie tętnicze. To cichy zabójca – objawów tej choroby można po prostu nie odczuwać. Jedyny sposób jej wykrycia to regularne pomiary ciśnienia. W maju można zrobić badanie za darmo w wielu placówkach ochrony zdrowia i aptekach.

Warto robić takie pomiary, bo nieleczone nadciśnienie prowadzi m.in. do udarów mózgu i zawałów serca. Dzięki wykryciu nadciśnienia można też odkryć inne choroby, jeśli jest ono wtórne, np. do takich, podstawowych problemów zdrowotnych, jak choroby nerek czy zaburzenia hormonalne. Pomiar ciśnienia tętniczego jest prostym, łatwo dostępnym i bezbolesnym badaniem.

– W Polsce żyje co najmniej 9,5 mln osób chorych na nadciśnienie, ale ponad 40 proc. z nich o tym nie wie. Tymczasem ludzie żyjący przez wiele lat z ukrytym, a więc i nieleczonym nadciśnieniem, narażeni są niestety na wiele groźnych konsekwencji i szkód zdrowotnych. Najgroźniejszym powikłaniem nadciśnienia jest udar mózgu – ostrzega dr Mirosław Mastej, członek Międzynarodowego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ISH).

Według innych, skrajnie pesymistycznych szacunków, nawet 11 mln osób w Polsce cierpi na nadciśnienie.

Objawy nadciśnienia, które występują tylko u części chorych (wielu nie ma żadnych) obejmują m.in.:

  • bóle i zawroty głowy,
  • uderzenia gorąca,
  • zaczerwienienie twarzy,
  • bezsenność.

– Można powiedzieć, że nadciśnienie to cichy zabójca, bo nie boli i przez dłuższy czas nie daje żadnych charakterystycznych objawów, ale prowadzi do uszkodzenia wielu ważnych organów w ludzkim ciele. Na szczęście chorobę tę można wyłapać za pomocą zwykłego pomiaru ciśnienia – mówi dr Mirosław Mastej.

 

Granica między dobrym i złym ciśnieniem

O nadciśnieniu tętniczym mówimy wtedy, kiedy średnie wartości ciśnienia tętniczego, uzyskane w co najmniej dwóch odrębnych pomiarach są równe lub przekraczają wartość 140/90 mmHg (140 mmHg dla ciśnienia skurczowego, 90 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego).        

                                                                                                                    

Niestety, wielu Polaków, zwłaszcza mężczyzn, nie poddaje się regularnym badaniom kontrolnym lub wręcz unika wizyt u lekarzy – z różnych powodów, m.in.: z braku czasu, z braku dostępu do specjalisty, z niewiedzy czy też ze strachu. To właśnie z myślą o takich, nie dbających należycie o swoje zdrowie czy też po prostu mocno zabieganych osobach, organizowane są akcje oferujące przeprowadzenie bezpłatnych badań przesiewowych i kampanie uświadamiające – takie jak „Maj miesiącem mierzenia ciśnienia tętniczego” czy „#bojatakmowie”.

Maj miesiącem mierzenia ciśnienia tętniczego

W ramach tej ogólnoświatowej kampanii, organizowanej przez Międzynarodowe Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego wraz z partnerami, miliony osób w ponad 100 krajach świata, w tym także w Polsce, będą mogły skorzystać z bezpłatnych pomiarów ciśnienia tętniczego. Będą one realizowane przez wolontariuszy w tysiącach specjalnych punktów pomiaru ciśnienia, umiejscowionych np. w aptekach, placówkach medycznych czy sklepach. Listę takich punktów w Polsce można znaleźć na stronie internetowej kampanii www.mmm18.pl.

Organizatorzy kampanii stawiają sobie za cel przede wszystkim przebadanie jak największej liczby osób, u których ciśnienie tętnicze nie było mierzone w przeciągu ostatniego roku, bowiem zgodnie z zaleceniami ekspertów, profilaktyczne pomiary ciśnienia należy wykonywać minimum raz w roku. Ale z bezpłatnego badania mogą skorzystać wszystkie zainteresowane osoby.

Kto jest w grupie wysokiego ryzyka

Eksperci podpowiadają, że wśród osób najbardziej zagrożonych wystąpieniem nadciśnienia znajdują się:

  • Mężczyźni w wieku powyżej 55 lat
  • Kobiety powyżej 65 lat
  • Osoby palące papierosy
  • Osoby z nieprawidłowym stężeniem cholesterolu we krwi
  • Osoby z podwyższonym stężeniem glukozy we krwi (cukrzyca)
  • Osoby z przewlekłymi chorobami nerek
  • Osoby otyłe
  • Osoby, w rodzinie których występowały choroby sercowo-naczyniowe.

Nadciśnienie: co robić?

Najważniejsze to:

  • ściśle stosować się do zaleceń lekarskich, a zatem nie odstawiać leków na własną rękę,
  • wprowadzić zmiany w swoim stylu życia, zaczynając od ograniczenia soli i tłuszczu w diecie.

Zdrowy styl życia wtedy, kiedy nie chorujemy na nadciśnienie, ogranicza ryzyko zachorowania, a jeśli do niego dojdzie – złagodzi jego przebieg.

– Mamy realny wpływ na przyczyny wystąpienia podwyższonego ciśnienia tętniczego. Nadwaga, otyłość, zaburzenia lipidowe, nadmierne spożycie soli kuchennej i alkoholu czy brak regularnej aktywności fizycznej, to czynniki, które sprzyjają rozwojowi nadciśnienia – podkreśla prof. Maciej Banach z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Eksperci podkreślają jednak, że wysiłek fizyczny w przypadku osób z nadciśnieniem powinien być dobrany indywidualnie, we współpracy z lekarzem lub rehabilitantem, tak by nie przyniósł więcej szkody niż pożytku.

Kiedy trzeba do szpitala z nadciśnieniem?

Jeśli wartość pomiaru to ok. 220/120-140 mmHg, należy przyjąć leki i udać się jak najszybciej do szpitala. Warto też wtedy skontaktować się z dyspozytorem pogotowia ratunkowego w celu uzyskania wskazówek, co robić.

Nowe wytyczne z USA: redefinicja nadciśnienia

Na koniec warto wspomnieć, że w USA niedawno zmieniły się wytyczne ekspertów (m.in. z American Heart Association i American College of Cardiology) dotyczące diagnozowania i leczenia nadciśnienia tętniczego. Najważniejszą nowością jest zmiana wartości progowej rozpoznania nadciśnienia ze 140/90 mmHG do 130/80.

Zmiana ta, z różnych przyczyn, wzbudziła jednak silne kontrowersje w świecie naukowym, przez co w Europie i w Polsce definicja nadciśnienia (wartość graniczna) na razie się nie zmieniła.

Jak mierzyć ciśnienie?

Przypominamy naszą infografikę o tym, jak prawidłowo mierzyć ciśnienie.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Nie należy pić wody podczas posiłku?

To MIT! Zarówno wodę, jak i inne napoje, można pić w czasie posiłków. Wbrew powszechnej opinii popijanie jedzenia nie zaburza procesów trawiennych.

Eksperci do spraw żywienia podkreślają, że woda z przewodu pokarmowego jest wchłaniana bardzo szybko, dzięki czemu jej „rozcieńczający” wpływ na soki czy enzymy trawienne jest bardzo krótkotrwały. Dlatego, nawet gdy popijamy jedzenie, to i tak zostanie ono skutecznie strawione.

Picie wody w trakcie posiłków ma jednak również swoje inne zalety. Na przykład, wypijanie jej przed posiłkiem często powoduje, że podczas posiłku zjadamy mniejszą ilość jedzenia, co może mieć znaczenie np. w trakcie odchudzania. Inna korzyść jest taka, że wielu osobom popijanie posiłku umożliwia skuteczne rozdrabnianie i przełykanie pokarmu.

Oczywiście, również w popijaniu jedzenia należy jednak zachować zdrowy rozsądek. Pijmy więc z umiarem, najlepiej wtedy kiedy czujemy taką potrzebę.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

WHO wyrzuci tłuszcze ze sklepów i restauracji?

Zapowiada się prawdziwa rewolucja. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) planuje i naciska na Rządy, aby do 2023 roku całkowicie wyeliminować ze stosowania w żywności tłuszcze trans. Organizacja szacuje, że dzięki tłuszczom trans co roku umiera pół miliona osób z powodów chorób układu sercowo-naczyniowego!!!

Przypominamy, że tłuszcze trans, to utwardzone oleje roślinne, które powszechnie uznawane są za  najbardziej szkodliwy dla zdrowia rodzaj kwasów tłuszczowych. O ile w postaci naturalnej (np. w maśle) nie są szkodliwe dla zdrowia, to te wyprodukowane przemysłowo,  powstałe w wyniku utwardzenia olejów roślinnych są ogromnie szkodliwe dla naszego zdrowia.

Szkodliwe tłuszcze trans spotkać je można min. w słodyczach, czipsach, pączkach i  frytkach smażonych na wielokrotnie  używanym oleju, produktach w proszku min. zupach).

eliminacja tego rodzaju substancji z żywności wiązałaby się z poważnymi korzyściami zdrowotnymi, ale byłaby też poważną zmianą nawyków żywieniowych dla wielu konsumentów, którzy pochłaniają ogromne ilości posiłków zawierających tłuszcze trans. Czy czeka nas rewolucja żywieniowa?

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Źródło: http://www.who.int/news-room/detail/14-05-2018-who-plan-to-eliminate-industrially-produced-trans-fatty-acids-from-global-food-supply

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Naucz się rozpoznawać czerniaka

Ten groźny nowotwór skóry, odpowiednio wcześnie wykryty, jest wyleczalny w ponad 90 proc. przypadków. Poznaj pięć typowych cech czerniaka, dzięki którym odróżnisz go od zwykłych znamion.

Choć czerniak stanowi jedynie 6 proc. wszystkich odnotowywanych co roku w Polsce nowych zachorowań na złośliwe nowotwory skóry, to jednak należy on do najbardziej agresywnych i zabójczych −odpowiada za około 80 proc. zgonów spowodowanych nowotworami skóry.

W związku z tym faktem, jak też obserwowanym od wielu lat dynamicznym wzrostem liczby zachorowań na czerniaki, polscy onkolodzy biją na alarm, podkreślając, że znacznej części spowodowanych tym przedwczesnych śmierci dałoby się uniknąć.

Jak uchronić się przed czerniakiem?

Eksperci zalecają w związku z tym stosowanie kilku prostych zasad profilaktyki:

  • Unikaj przebywania na bardzo intensywnym słońcu, szczególnie w godzinach 11.00-16.00
  • Kiedy już eksponujesz się na działanie słońca, chroń skórę przed oparzeniami, spowodowanymi promieniowaniem ultrafioletowym: stosując kremy z filtrami UVA oraz UVB, nosząc okulary przeciwsłoneczne, nakrycie głowy i ubrania zakrywające inne części ciała
  • Nie opalaj się w solarium!
  • Regularnie, najlepiej raz w miesiącu oglądaj swoją skórę, sprawdzając czy nie pojawiły się na niej nowe znamiona lub też czy dotychczasowe się nie zmieniły − jeśli zauważysz coś podejrzanego niezwłocznie udaj się na konsultację do specjalisty: dermatologa lub do chirurga-onkologa.

Szybkość naszej reakcji ma ogromne znaczenie, bo czerniak rozpoznany na wczesnym etapie rozwoju jest dość łatwy do wyleczenia − za sprawą prostego zabiegu chirurgicznego (wycięcie zmiany wraz okoliczną tkanką). Szanse na wyleczenie wcześnie rozpoznanego czerniaka szacuje się dziś nawet na 97 proc. Dlatego warto dowiedzieć się jak każdy z nas może rozpoznać ten nowotwór.

Czujność onkologiczna ratuje życie

Czerniak, który początkowo pojawia się na powierzchni skóry, z czasem wrasta w jej głąb na ponad 1 milimetr i wychodzi poza obręb skóry właściwej, do naczyń krwionośnych. Następnie za ich pośrednictwem, w bardzo krótkim czasie (nawet do 3 miesięcy) dociera do całego organizmu. Agresywny wzrost czerniaka, możliwość tworzenia wczesnych i licznych przerzutów, bardzo utrudniają jego leczenie w zaawansowanych stadiach rozwoju.

Po czym go rozpoznasz: czerniakowe abecadło

Eksperci z Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej oraz innych instytucji związanych z projektem „Akademia Czerniaka” (mającym na celu m.in. upowszechnianie wiedzy o tym nowotworze) podpowiadają, że czerniaki mają kilka charakterystycznych cech, które mogą pomóc każdemu w ich rozpoznaniu.

Na co zatem należy zwrócić szczególną uwagę i co odróżnia czerniaki od zwykłych znamion, narośli czy pieprzyków?

  • A: czerniaki są asymetryczne
  • B: ich brzegi są poszarpane, nierówne
  • C: mają najczęściej czerwono-czarne, niejednolite barwy, im więcej barw tym większe ryzyko raka
  • D: są duże, zwykle powyżej 6 milimetrów
  • E: ewoluują, to znaczy, że w znamieniu można zaobserwować postępujące zmiany.

Czerniak jest dziewiątym pod względem częstości występowania nowotworem w Europie. Szacuje się, że jeden na 100 mieszkańców Europy zachoruje na czerniaka w jakimś momencie swojego życia. W Polsce liczba zachorowań na czerniaka podwaja się co 10 lat.

Sprawdź czy jesteś w grupie ryzyka

Na koniec warto dodać, kto jest szczególnie narażony na zachorowanie i w związku z tym powinien też szczególnie poważnie potraktować wspomniane wyżej zasady profilaktyki „anty-czerniakowej”.

W grupie podwyższonego ryzyka znajdują się m.in.:

  • Osoby z jasną karnacją, włosami rudymi albo blond
  • Osoby z licznymi piegami, znamionami barwnikowymi na skórze
  • Osoby, które doznawały w przeszłości oparzeń słonecznych, szczególnie przed 15. rokiem życia
  • Osoby, które słabo tolerują słońce i opalają się z dużym trudem lub wcale
  • Osoby korzystające z solarium
  • Osoby z rodzin, w których występowały przypadki czerniaka.

Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Akademii Czerniaka.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

 

Kleszczowe zapalenie mózgu – szkodliwe następstwo ukąszenia.

Słońce i ciepłe dni, zachęcają nas do spędzania wolnego czasu w aktywny sposób na łonie natury. Podczas odpoczynku musimy jednak pamiętać o kleszczach! Pajęczaki te mimo niewielkich rozmiarów, są zagrożeniem dla zdrowia ludzi. Konsekwencją ukłucia przez kleszcze może być kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Czym jest KZM i jak skutecznie chronić się przed chorobą?

Kleszcze należą do gromady pajęczaków, są niewielkich rozmiarów o owalnym kształcie. Osobniki głodne mają spłaszczoną część grzbietobrzuszną, natomiast najedzone stają się bardziej wypukłe. Wbrew powszechnym opiniom nie występują wyłącznie w lasach. Można je napotkać także w centrum miasta, lubią parki, wysokie trawy i krzewy. Najczęściej jednak występują na obrzeżach lasów, łąkach, pastwiskach, pod drzewami czy na poboczach ścieżek. Sezon na kleszcze rozpoczyna się wiosną, kiedy temperatura osiąga ok. 7 – 10 ͦ C i trwa do późnej jesieni. Dorosłe osobniki żerują nawet do końca listopada. Największą aktywność wykazują rano i w godzinach po południowych. Kleszcze atakują niepostrzeżenie, szukają odpowiedniego miejsca na ciele żywiciela, aby móc łatwo zaczerpnąć pokarm. Kleszcze wbijając się w ciało żywiciela nie powodują bólu (tak jak ma to miejsce np. przy ukąszeniu komara) ponieważ równocześnie wprowadzają swoją wydzielinę, która zawiera substancje znieczulające i zapobiegające krzepnięciu krwi.

 

Czym jest kleszczowe zapalnie mózgu?

Kleszcze są ogromnym zagrożeniem dla człowieka ponieważ przenoszą wiele bakterii i wirusów. Żyjące w Polsce kleszcze przenoszą choroby m. in.: kleszczowe zapalanie mózgu (KZM). To obok boreliozy najczęstsza choroba odkleszczowa. W Polsce w 2015 r. odnotowano 149 przypadków zachorowania na KZM (najwięcej przypadków w woj. podlaskim i warmińsko-mazurskim). Jest to wirusowa choroba ośrodkowego układu nerwowego, nazywana także wczesnoletnim zapaleniem mózgu bądź centralnoeuropejskim zapaleniem mózgu. Wywoływana jest przez wirusy z rodzaju Ixodes. Wirus dostaje się do organizmu na skutek ukłucia przez kleszcza. Do zakażenia może dojść także po spożyciu mleka zakażonych krów, kóz i owiec. Wirus początkowo namnaża się w okolicznych węzłach chłonnych, a następnie poprzez układ chłonny dostaje się do krwi. U większości osób zakażonych dzięki mechanizmom obronnym dochodzi do eliminacji wirusa, jednak w niektórych przypadkach dostaje się do naczyń krwionośnych mózgu, a także neuronów i komórek glejowych. Okres wylęgania objawów KZM trwa zwykle od 7 do 14 dni po ukłuciu przez kleszcze, natomiast po wypiciu zakażonego mleka od 3 do 4 dni.

Przebieg choroby

Choroba przebiega dwufazowo:

  1. Faza zwiastunowa

W fazie tej mogą wystąpić objawy ogólne, grypopodobne tj. gorączka, uczucie zmęczenia, bóle głowy i mięśni, nudności, biegunka. Pierwsza faza pojawia się nagle i utrzymuje się do 7 dni. Po tym okresie dochodzi do samoistnego wyleczenia (u ok. 13 – 26% zakażonych), ale może także rozwijać się dalej.

  1. Faza neuroinfekcji

Występują przypadki osób zakażonych, u których po kilku dniach dobrego samopoczucia (średnio 8 dni) rozwija się druga faza choroby, która może przybrać postać:

  • zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych
  • zapalenia mózgu
  • zapalenia mózgu i móżdżku
  • zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego

Drugie stadium choroby ma zdecydowanie cięższy przebieg, w okresie tym chory ma bardzo wysoką gorączkę, powyżej 40 ͦ C. Faza ta charakteryzuje się występowaniem objawów ze strony Ośrodkowego Układu Nerwowego (OUN), takich jak: narastające bóle głowy, sztywność karku, zaburzenia świadomości, porażenia nerwów czaszkowych, zaburzenia koordynacji, porażenia kończyn górnych i dolnych, śpiączka, a w niektórych przypadkach nawet zgon!

Z postaci choroby wymienionych powyżej, najczęstszą i zarazem o najlżejszym przebiegu jest postać oponowa. Występuje u ok 49% zakażonych.

Rozpoznanie

  • badanie płynu mózgowo-rdzeniowego: postępowanie analogiczne jak w przypadku innych wirusowych zakażeń OUN
  • badania serologiczne: oznaczenie przeciwciał klasy IgM – podstawowa metoda potwierdzenia zakażenia
  • inne badania: zmiany w EEG i MR – badania pomocnicze, przydatne w różnicowaniu z innymi chorobami OUN

 

Jak leczyć KZM?

W przypadku kleszczowego zapalenia mózgu konieczna jest hospitalizacja, a leczenie jest procesem długotrwałym. Stosowana terapia ma charakter objawowy (prowadzi do niwelowania objawów choroby), niestety brak jest terapii przyczynowej.

 

Profilaktyka

W ramach profilaktyki dostępna jest szczepionka, która skutecznie chroni przed KZM. Najlepiej zaszczepić się zimą bądź wczesną wiosną, kiedy kleszcze wykazują małą aktywność.

Należy także pamiętać o kilku prostych zasadach:

  • należy unikać spożywania mleka niepasteryzowanego,
  • należy pamiętać o odpowiednim ubiorze szczelnie osłaniającym skórę, chroniącym przed kleszczami, a także o stosowaniu dostępnych na rynku „odstraszaczy” insektów, w tym kleszczy,
  • należy dokładnie oglądać swoje ciało po powrocie z miejsc, w których mogą bytować kleszcze, a w razie wkłucia kleszcza w ciało, jak najszybciej go usunąć.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Rak płuc – najczęstszy nowotwór, na który zapadają Polacy

Każdego roku w Polsce odnotowuje się ok. 22 000 nowych zachorowań na raka płuca. To jeden
z najgorzej rokujących nowotworów złośliwych, co wynika przede wszystkim z diagnozowania chorych będących już w stadium zaawansowanym agresywnego przebiegu choroby, częstego występowania przerzutów, a także wysokiej oporności nowotworu na leczenie. W jaki sposób można się przed nim obronić?

Rak płuca jest główną przyczyną zgonów z powodu chorób nowotworowych na całym świecie, przez co nazywany jest chorobą cywilizacyjną. Atakuje głownie osoby po 50. roku życia. Chociaż
w ostatnich latach zachorowalność wśród mężczyzn nieco się zmniejszyła, to jednak niekorzystnym zjawiskiem jest znaczne zwiększenie zachorowań u kobiet – w Polsce w 2005 roku było to około 4800 zachorowań, a w 2015 roku już ponad 7600. Mimo tego, że w ciągu ostatnich kilku lat wskaźniki przeżywalności uległy poprawie, to nadal przedstawiają się negatywnie – tylko ok. 12% mężczyzn
i ok. 17% kobiet przeżywa pięć lat od diagnozy.

„Palenie zabija” – to nie tylko pusty slogan

Rak płuca najczęściej występuje u palaczy – im okres palenia jest dłuższy, tym większe ryzyko zachorowania, natomiast u osób narażonych na przebywanie w dymie tytoniowym w domu lub
w pracy ryzyko zachorowania może wzrosnąć nawet o 25%. Przyczyną zachorowania może być również narażenie na kontakt z kancerogennymi substancjami takimi jak np. azbest, radon, chrom lub nikiel, a także zanieczyszczone powietrze. Ważną rolę odgrywają także predyspozycje genetyczne –
u osób, u których w rodzinie występowały przypadki raka płuc, ryzyko zachorowania jest znacznie większe.

Nie tylko kaszel

Niskie wskaźniki przeżywalności w przypadku raka płuc są związane z tym, że rozwija się on najczęściej w sposób bezobjawowy. Tylko 13% wszystkich przypadków zachorowań udaje się wykryć w momencie, kiedy możliwe jest jeszcze leczenie chirurgiczne. Dlatego warto zwracać uwagę na niektóre symptomy, zwłaszcza jeśli jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka. Jakie objawy powinny skłonić nas do wizyty u lekarza, tłumaczy lek. Małgorzata Stelmaszuk, onkolog, Magodent, Grupa LUX MED –  Typowych objawów związanych bezpośrednio z rakiem płuc nie ma. Istnieją natomiast sygnały, które powinny szczególnie zaniepokoić osoby palące, np. kaszel, który narasta albo nie ustępuje powyżej 3-4 tygodni pomimo leczenia, zakażenia układu oddechowego, odkrztuszanie krwistej plwociny lub krwi, świszczący oddech, duszność, chrypka czy obrzęk twarzy lub szyi, ból
w klatce piersiowej, osłabienie, brak apetytu  i utrata masy ciała.

 

Jak obniżyć ryzyko choroby?

Przede wszystkim nie palić i unikać przebywania w towarzystwie osób palących. Ryzyko zachorowania na raka płuc zmniejsza się o połowę już po 5 latach od momentu rzucenia palenia, a po 10-15 latach jest ono takie jak u osób, które nigdy nie paliły. W Polsce (i w większości państw świata, nawet tych najbogatszych) nie prowadzi się powszechnych badań przesiewowych w kierunku raku płuca, można je natomiast wykonać samodzielnie – Podstawowym badaniem diagnostycznym zalecanym przy podejrzeniu raka płuca jest badanie RTG klatki piersiowej w projekcjach przednio-tylnej i bocznej, które pozwala zobrazować nieprawidłowości typu cienia okrągłego, zmiany zarysu wnęki, zaburzeń powietrzności o charakterze rozedmy lub niedodmy, czy zmiany naciekowej. Jednakże prawidłowy wynik konwencjonalnego badania rentgenowskiego klatki piersiowej nie wyklucza nowotworu, który może być umiejscowiony w okolicach o ograniczonej dostępności (np. szczyt płuca lub śródpiersie). W takiej sytuacji zalecane jest również wykonanie badania tomografii komputerowej z kontrastem dożylnym. Należy jednak pamiętać, że nie ma jednoznacznych zaleceń co do rytmu wykonywania takich badań obrazowych. Trzeba zachować czujność i wykonywać badania obrazowe (rentgen klatki piersiowej czy tomografia komputerowa) w przypadku wystąpienia niepokojących symptomów, co szczególnie tyczy się osób aktywnie palących – tłumaczy lek. Małgorzata Stelmaszuk, onkolog, Magodent, Grupa LUX MED.

 

W przypadku raka płuc najważniejsza jest profilaktyka i zdawanie sobie sprawy ze skutków palenia tytoniu. Optymizmem napawa fakt, że zmniejsza się liczba palaczy – według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego w 2011 roku regularne palenie deklarowało 31% Polaków, w 2015 roku było to już tylko 24%. Pozostaje wierzyć, że już w niedługim czasie przełoży się to także na spadek liczby zachorowań na ten rodzaj nowotworu.

Źródło: materiał prasowy Grupy Luxmed

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Lux_Med_infografika_rak_pluca

Trzeba pić dwa litry wody dziennie?

To MIT! Woda rzeczywiście jest nam bardzo potrzebna, ale nie jest lekiem na wszelkie dolegliwości. Wodę dostarczamy do organizmu nie tylko w postaci wypijania kolejnych szklanek tego napoju.

Na temat konieczności picia określonych ilości wody dnia krąży wiele mitów. Według wielu z nich osoby, które piją dużo wody, oczyszczają swój organizm z toksyn, poprawiają pracę nerek, mają więcej energii i pozbywają się zmarszczek. I rzeczywiście, bez wody zaburzone są procesy wydalania, co wpływa na stan zdrowia.

Zapotrzebowanie na wodę zależy od wieku, masy ciała, stanu fizjologicznego itd.

Trzeba pamiętać, że woda jako napój polecana jest przede wszystkim osobom odchudzającym się, ponieważ nie zawiera żadnych kalorii. Wodę dostarczamy sobie z różnych napojów – kawy, herbaty, soków, mleka itp., ale również z zup, owoców czy warzyw.  Warto też przypomnieć przy tej okazji, że leki powinno się jednak popijać niemal wyłącznie wodą.

Dobrym wskaźnikiem, czy potrzebujemy się nawodnić, jest kolor moczu – powinien być delikatnie żółty. Jeśli jest jasny niczym woda – pijemy za dużo. Jeśli ciemnożółty lub pomarańczowy – za mało.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Przeziębienie może być objawem nowotworu?

To FAKT! Eksperci ostrzegają, że pierwszym objawem zachorowania na chłoniaka może być m.in. przeziębienie. Naszą wzmożoną …

Sanepid ocenił jakość wody w kąpieliskach

W tegorocznym sezonie kąpielowym, dla 483 kąpielisk organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej sporządziły dotychczas 4867 …

Zaopatrzenie w wyroby medyczne – miało być prościej a wyszło jak zwykle.

Miało być prościej, a będzie więcej papierkowej roboty – alarmują partnerzy związani z wystawianiem i realizacją …