Kategoria: CIEKAWOSTKI MEDYCZNE

Wady wzroku występują dziś częściej niż kiedyś?

To FAKT! Eksperci alarmują, że na całym świecie, w tym także w Polsce, szybko przybywa osób z wadami wzroku. Głównym problemem jest krótkowzroczność.

– Jesteśmy dziś bardziej narażeni na wady wzroku niż kiedyś. Obecne pokolenie jest pokoleniem okularników. Krótkowzroczność stała się epidemią naszych czasów, szczególnie u dzieci i młodzieży. Winne temu zjawisku jest przebywanie dzieci przez większość czasu w sztucznym oświetleniu i praca z bliska, zamiast zabawy na dworze. W Polsce wadę wzroku ma już ponad 50 proc. uczącej się młodzieży – alarmuje prof. Iwona Grabska-Liberek, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Co można robić, żeby zmniejszyć ryzyko pojawienia się wad wzroku u naszych dzieci? Przede wszystkim musimy zachęcać je do jak najczęstszej aktywności na świeżym powietrzu oraz nauczyć robienia przerw w pracy z bliska – najlepiej według zasady 3010, czyli 30 minut pracy i 10 minut przerwy.

Niestety, problemy ze wzrokiem pogłębiają się z wiekiem. Z danych GUS wynika, że co czwarta dorosła osoba w Polsce ma problem z przeczytaniem gazety. Z sondażu przeprowadzonego niedawno przez agencję IQS wynika, że aż 98 proc. osób w wieku 40-55 lat  ma problem z widzeniem z bliska. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest m.in. prezbiopia, czyli starczowzroczność, spowodowana naturalnym procesem sztywnienia soczewki w oku (słabnie wtedy akomodacja oka). To najczęstsza wada wzroku ludzi po 40-tce.

Paradoksalnie, z badań wiadomo również, że blisko 30 proc. Polaków nigdy nie było u okulisty!

Dlatego, z okazji przypadającego 11 października Światowego Dnia Wzroku, okuliści gorąco apelują do Polaków, aby nie zwlekali z wykonaniem badania okulistycznego aż do momentu, kiedy jest już za późno na skuteczne leczenie. Skutkiem takiej postawy może być utrata wzroku i wiele groźnych powikłań.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że 85 proc. zaburzeń widzenia można zapobiec poprzez odpowiednio wczesne wdrożenie kompleksowych działań diagnostycznych i leczniczych. Co więcej, badanie oczu umożliwia też wykrycie wielu groźnych chorób niezwiązanych z oczami, np. cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia czy anemii.

Polskie Towarzystwo Okulistyczne, z okazji Światowego Dnia Wzroku, organizuje 11 października w Warszawie akcję bezpłatnych badań okulistycznych w godzinach 10-17, na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Rokosowskiej 10.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kawa zmniejsza ryzyko cukrzycy?

To FAKT! Naukowcy mają już naprawdę mocne dowody na to, że regularne picie kawy zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Może też opóźniać lub spowalniać rozwój choroby.

 – Kawa poprawia metabolizm glukozy, czyli zmniejsza insulinooporność, zwiększa wrażliwość tkanek na insulinę. Dlatego jej picie zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 niezależnie od współistniejących czynników, takich jak otyłość czy brak aktywności fizycznej. Zatem, osoby otyłe, nawet nieaktywne fizycznie, ale pijące regularnie kawę, mają mniejsze ryzyko cukrzycy typu 2 od osób otyłych i nieaktywnych fizycznie, lecz niepijących kawy lub pijących jej niewiele – przekonuje prof. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ).

Profesor dodaje, że poza prewencją, picie kawy może też wspomagać leczenie – nie tylko jednak cukrzycy, lecz także wielu innych chorób (m.in. nowotworów jelita grubego).

Ile filiżanek kawy dziennie należy pić, aby móc odczuć jej profilaktyczne lub terapeutyczne działanie? Prof. Mirosław Jarosz podpowiada, że aby móc w optymalny sposób skorzystać z prozdrowotnego, ochronnego potencjału kawy należy pić ją 2-4 razy dziennie.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Przeziębienie może być objawem nowotworu?

To FAKT! Eksperci ostrzegają, że pierwszym objawem zachorowania na chłoniaka może być m.in. przeziębienie. Naszą wzmożoną czujność powinny wywołać zwłaszcza uporczywe, nawracające przeziębienia.

Wrzesień jest Światowym Miesiącem Nowotworów Krwi, do których zaliczają się nowotwory układu krwiotwórczego (np. białaczki), a także nowotwory układu chłonnego (m.in. chłoniaki). W Polsce choruje z tego powodu ponad 100 tys. osób, a co roku diagnozowanych jest około 6 tys. nowych zachorowań.

Onkolodzy uspokajają, że nowotwory krwi można dziś skutecznie leczyć, jednak pod warunkiem, że zostaną odpowiednio wcześnie wykryte. Kluczowa jest zatem wiedza na temat tego, jak takie nowotwory mogą się manifestować na wczesnym etapie rozwoju. Niestety, ich rozpoznanie nie jest łatwe, ponieważ często dają one nieswoiste, mało charakterystyczne objawy. Na przykład pierwszym objawem chłoniaków może być „zwykłe” przeziębienie.

W tym kontekście, eksperci uczulają, aby zwracać uwagę m.in. na: utrzymujący się uporczywy kaszel, gorączkę lub nawracające stany podgorączkowe, obfite nocne poty, powtarzające się infekcje górnych dróg oddechowych, męczliwość, osłabienie, dużą utratę masy ciała w krótkim czasie i ewentualny, towarzyszący temu świąd skóry. Tego rodzaju dolegliwości mogą być wczesnymi objawami rozwijających się chłoniaków.

Bardziej charakterystycznymi sygnałami ostrzegawczymi, których nie wolno zlekceważyć, są powiększone węzły chłonne (głównie w okolicy szyi, ale także pachowe i pachwinowe), które zazwyczaj są niebolesne i stopniowo narastające.

Jeśli wymienione wyżej objawy utrzymują się u kogoś dłużej niż dwa, trzy tygodnie, należy udać się do lekarza, w celu przeprowadzenia diagnostyki w kierunku chłoniaków.

Inne nowotwory krwi też zwykle na początku wywołują mało niepokojące dolegliwości, takie jak ciągłe zmęczenie, osłabienie, gorączka czy bóle głowy. Często są więc mylone z innymi chorobami, np. z anemią, co może znacząco opóźnić podjęcie właściwego leczenia (onkologicznego). Trzeba jednak wiedzieć, że anemia sama w sobie również może być objawem nowotworów krwi, choć wcale nie musi.

Na szczęście jest tanie i proste badanie, które pomaga w rozwianiu wielu tego rodzaju wątpliwości. Chodzi o morfologię krwi obwodowej z rozmazem. Eksperci rekomendują, aby każdy wykonywał to profilaktycznie badanie raz w roku, co zwłaszcza dotyczy osób w średnim i starszym wieku (najbardziej zagrożonych nowotworami krwi). Regularnie wykonywana morfologia wielu osobom może więc uratować życie, pomagając w odpowiednio wczesnym wykryciu rozwijającego się po cichu raka.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kobiety i mężczyźni widzą ruch tak samo?

To MIT! Mężczyźni dostrzegają poruszające się obiekty znacznie szybciej niż kobiety. Odkrył to kompletnie przez przypadek zespół psychologa prof. Scotta Murraya z University of Washington oraz prof. Duje Tadin neuropsychologa z University of Rochester.

Choć anegdoty o różnym postrzeganiu świata przez kobiety i mężczyzn wielu z nas traktuje z przymrużeniem oka, okazuje się jednak, że jest w nich dużo prawdy. Dowodzi tego seria trzech podobnych eksperymentów przeprowadzonych w trzech niezależnie pracujących laboratoriach.

Pierwszy, obejmujący 33 osoby (18 mężczyzn, 15 kobiet) w wieku 18-30, został przeprowadzony w Seattle. W drugim w Rochester, wzięło udział 53 ludzi (25 mężczyzn i 28 kobiet), liczących od 18 do 59 lat. Trzeci, w szwajcarskim Bernie, zgromadził 177 ochotników, w wieku od 18 do 30 lat (61 przedstawicieli płci męskiej i 116 żeńskiej).

Wszystkie polegały na tym samym: uczestnicy oglądali czarne oraz białe paski na ekranie i musieli powiedzieć, kiedy te zaczynają się poruszać w prawo lub w lewo. Wyszło na to, że zorientowanie się, iż owe paski się poruszają zajmowało kobietom więcej czasu niż mężczyznom – od 25 do 75 proc. więcej. Te same wyniki uzyskano we wszystkich badanych grupach.

– Byliśmy bardzo zaskoczeni. Jest niewiele dowodów na różnice pomiędzy płciami w zakresie przetwarzania informacji wizualnych na niskim poziomie, specjalnie tak dużych jak te, które odkryliśmy w trakcie naszych badań – mówi prof. Scott Murray.

Co ciekawe, te różnice w przetwarzaniu informacji na poziomie neurologicznym są tak nieuchwytne, ze nie dają się wykryć za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego.

Według naukowców, te różnice powinny być brane pod uwagę podczas projektowania badań z zakresu postrzegania i percepcji.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Markery dają pewność w diagnozie raka?

To MIT! Do wykrywania chorób nowotworowych służy wiele różnych narzędzi diagnostycznych. Jednym z nich są tzw. markery nowotworowe. Ale podwyższony poziom markerów nie zawsze oznacza chorobę, a niski jej brak.

Markerów nowotworowych jest bardzo wiele, ale tylko niektóre z nich są specyficzne dla konkretnych rodzajów nowotworów – np. PSA (antygen specyficzny dla prostaty) czy AFP (charakterystyczny dla raka wątroby). Zdecydowana większość markerów, związanych m.in. z nowotworami ginekologicznymi albo układu pokarmowego, stanowi więc dla onkologów jedynie uzupełniające narzędzie diagnostyczne i służy przede wszystkim do monitorowania efektów leczenia.

Eksperci podkreślają, że:

  • niskie stężenie markerów nowotworowych niekoniecznie wyklucza chorobę nowotworową,
  • a umiarkowane podwyższenie stężenia markerów nowotworowych niekoniecznie oznacza chorobę nowotworową, jak też niekoniecznie wskazuje na konkretny nowotwór.

Co zatem należy zrobić, aby skutecznie wykryć i w pełni zdiagnozować raka lub też upewnić się, że jednak go nie mamy? To oczywiście zależy od rodzaju i etapu rozwoju ewentualnego nowotworu. Ale w większości przypadków na pewno nie wystarczy do tego tylko jedno badanie, a zwłaszcza samo tylko oznaczenie markerów nowotworowych.

Na przykład, w diagnozowaniu nowotworów prostaty (stercza), poza wspomnianymi już wcześniej oznaczeniami poziomu PSA, stosuje się równolegle: tzw. badanie per rectum (palcem przez odbyt), transrektalne USG, a także biopsję. Dopiero taki komplet badań pozwala ustalić z czym naprawdę ma się do czynienia. Samo tylko badanie PSA to za mało, zwłaszcza, że poziom tego antygenu wzrasta nie tylko w przypadku raka prostaty, ale także w wyniku zapalenia gruczołu krokowego lub jego mechanicznego podrażnienia (np. u cyklistów).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Pomarańcze pomagają zapobiegać degeneracji plamki żółtej?

To FAKT! ludzie, którzy regularnie jedzą pomarańcze, mają mniejszą skłonność do rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej niż ci, którzy nie spożywają ich wcale.

 Badacze z Center for Vision Research działającego przy Westmead Institute for Medical Research przeprowadzili wywiady z ponad dwu tysiącami australijskich dorosłych w wieku powyżej 50 lat, po czym obserwowali ich przez 15 kolejnych lat.

Okazało się, że u osób, którzy spożywały co najmniej jedną porcję (kilkadziesiąt gramów) pomarańczy każdego dnia, ryzyko rozwinięcia się w przyszłości zwyrodnienia plamki żółtej (AMD) było o 60 proc. niższe. AMD to groźna choroba prowadzącej do pogorszenia się ostrości widzenia, ubytków w widzeniu, a niejednokrotnie nawet do ślepoty. Nie ma na nią lekarstwa.

– Odkryliśmy, że ludzie, którzy jedzą co najmniej jedną porcję pomarańczy każdego dnia, mają zmniejszone ryzyko rozwoju zwyrodnienia plamki żółtej w porównaniu z osobami, które nigdy nie spożywają pomarańczy – tłumaczy. – Ale już nawet jedzenie pomarańczy raz w tygodniu wydaje się przynosić znaczące korzyści – mówi główna autorka pracy, prof. Bamini Gopinath.

Przed chorobą chronią najprawdopodobniej zawarte w tych owocach silne przeciwutleniacze –  flawonoidy. Co interesujące, australijski zespół przebadał również inne rodzaje żywności zawierające flawonoidy, na przykład herbatę, jabłka, czerwone wino. Ale tylko pomarańcze zadziałały.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Cynamon ma działanie bakteriobójcze?

To FAKT! Aldehyd cynamonowy, główny składnik olejku cynamonowego, skutecznie walczy z bakteriami mogącymi powodować ciężkie infekcje – dowodzą badania dr Sanjidy Topy z Swinburne University of Technology.

Dr Topa postanowiła sprawdzić, na ile substancja ta jest w stanie naruszyć biofilm tworzony przez pałeczkę ropy błękitnej.

Biofilm to warstewka bakterii formująca się w miejscu infekcji, chroniąca miejsce zakażenia przed antybiotykami. Natomiast pałeczka ropy błękitnej powoduje ciężkie, trudne do wyleczenia infekcje. Istnieją szczepy odporne na większość znanych leków. Często atakuje osoby z obniżoną odpornością, np. cierpiące na mukowiscydozę czy cukrzycę.

Badania na koloniach komórkowych pałeczki ropy błękitnej ujawniły, że aldehyd cynamonowy jest w stanie zniszczyć 75,6 procent bakteryjnych biofilmów. Co więcej, substancja ta ogranicza powstawanie nowych biofilmów i zdolność bakterii do rozprzestrzeniania się.

Według dr Topy, jej odkrycie może pomóc stworzyć nową klasę środków bakteriobójczych. Mogą to być na przykład specyfiki na infekcje skóry.  Aktualnie uczona pracuje nad nowatorskimi opatrunkami zawierającymi nanowłókna nasączone aldehydem cynamonowym.

Z doniesienia o cynamonie nie należy jednak wysnuwać wniosku, że ranę trzeba posypać tą wonną przyprawą. W tym wypadku wystarczy bieżąca woda z mydłem.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Noszenie krawata ogranicza dopływ krwi do mózgu?

To FAKT! Ciasno zawiązany krawat, może być niebezpieczny dla zdrowia, bo znacząco ogranicza dopływ krwi do mózgu – informuje pismo „Neuroradiology”.

Dr Robin Lüddecke i jego koledzy ze szpitala uniwersyteckiego w Szlezwiku-Holsztynie (Kilonia) skanowali mózgi 15 zdrowych młodych mężczyzn przed i po założeniu krawata. Każdego z nich poproszono o zrobienie węzła windsorskiego oraz dociągniecie krawata do momentu, w którym będzie on powodował lekki dyskomfort. Drugą grupę – kontrolną (także obejmującą 15 mężczyzn) – tworzyły osoby bez krawata.

Jak wykazało badania rezonansem magnetycznym (MRI), po zaciśnięciu krawata przepływ krwi w mózgu spadł przeciętnie o 7,5 proc. Co ciekawe, po rozluźnieniu krawata przepływ spadł jeszcze bardziej w stosunku do przepływu przed jego założeniem – o 12,8 proc.

Jak wyjaśniają autorzy, przepływ krwi w mózgu jest proporcjonalny do ciśnienia wewnątrzczaszkowego, a zaciskanie żyły szyjnej może prowadzić do wyższego ciśnienia, utrudniając wypływ – nawet w przypadku braku zmiany w żylnym przepływie szyjnym.

Wcześniejsze badania wskazywały między innymi, że krawat może negatywnie wpływać na ciśnienie w gałce ocznej, zaś noszony przez lekarza – ułatwiać przenoszenie infekcji.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Hamburgery mogą zwiększyć ryzyko astmy?

To FAKT! Szczególnie w przypadku dzieci powyżej 6 lat i nastolatków – dowodzą badania chińskich naukowców pod kierunkiem dr Ganga Wanga z Uniwersytetu Syczuańskiego w Chengdu.

Zespół dr Ganga Wanga niezwykle drobiazgowo przeanalizował 16 prac badawczych z całego świata, które objęły ponad 600 tys. osób, głównie dzieci i nastolatków. Sprawdzano, na ile jedzenie produktów typu fast foodów koreluje z alergiami i astmą. „Fast food” został tu zdefiniowany jako produkty sprzedawane w restauracjach lub sklepach, robione z wcześniej przygotowanych, podgrzewanych składników, zabierane często na wynos. Takie pożywienie jest zazwyczaj wysokokaloryczne, zawiera dużo szkodliwych tłuszczów nasyconych i tłuszczów trans, cukrów, ale mało wartościowych substancji odżywczych jak witaminy, błonnik i minerały.

W analizie uwzględniono osoby, które jadły tego rodzaju posiłki co najmniej raz tygodniowo.

Okazało się, że u osób będących na fastfoodowej diecie, ryzyko wystąpienia ataku astmy jest o 58 proc. większe niż u ludzi nie spożywających tego typu pokarmów. Astmy kiedykolwiek – 36 proc.

W przypadku zdiagnozowanego przez lekarza kataru siennego to ryzyko było 43 proc. wyższe, ciężkiej egzemy 51 proc. i ciężkiego atopowego zapalenia spojówek – 54 proc. większe

Co ciekawe, wśród fast foodów szczególnie hamburgery miały szkodliwe działanie. Spożywanie hamburgerów zwiększało ryzyko ataku astmy o 59 proc., ataku ciężkiej astmy – o 34 proc., astmy kiedykolwiek – o 47 proc. W dodatku: ciężkiej egzemy o 51 proc. i ciężkiego atopowego zapalenia spojówek – o 54 proc.

Zależności te były szczególnie widoczne, kiedy osoby biorące w badaniu spożywały hamburgery trzy i więcej razy w tygodniu.

– Potrzebne są dodatkowe badania dla potwierdzenia powiązań, które dostrzegliśmy w naszych analizach. Potrzeba również ustalić przyczyny powiązań konsumpcji fast foodów z alergiami – podsumował wyniki badań swojego zespołu dr Gang Wang z Uniwersytetu Syczuańskiego w Chengdu.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kawa a serce: sprawdź czy szkodzi, czy pomaga?

Cztery kawy dziennie chronią serce przed uszkodzeniem. A to dlatego, że zawarta w niej kofeina wpływa dobrze na funkcjonowanie komórek mięśnia sercowego.

Cztery kubki kawy z mlekiem albo cztery espresso dziennie mogą pomóc uratować nam życie. Dosłownie.  Kawa jest bowiem nie tylko pyszna, ale – jak pokazują najnowsze wyniki badań – chroni też organ przed uszkodzeniem.

Ustalił to zespół dr Judith Haendeler i dr Joachima Altschmieda z uniwersytetu w Düsseldorfie, który zajmuje się badaniem działania białka zwanego p27. Wiadomo już, że w organizmie ssaków odgrywa ono niebagatelną rolę w funkcjonowaniu układu krwionośnego. Myszy, u których zaburzono jego działanie znacznie częściej niż normalne umierały na zawał serca.  Następnie, badacze postanowili sprawdzić jaka jest jego rola w komórkach serca gryzoni. Odkryli, że białko p27 można spotkać  w komórkowych mitochondriach, które są fabrykami energii.

Zawartość kofeiny w rozmaitych produktach: 

kawa parzona lub z ekspresu przelewowego 250 ml: 95-330 mg

  • espresso 30 ml: 50-150 mg
  • herbata czarna z torebki 250 ml: 40-75 mg
  • herbata zielona z torebki 250 ml: 25-50 mg
  • napój energetyczny 250 ml: 80 mg.

Jak kawa wpływa na serce

Kiedy myszom podano ekwiwalent czterech filiżanek kawy, okazało się, że następuje u nich aktywacja działania białka p27 właśnie w mitochondriach, co przekłada się na funkcjonowanie komórek śródbłonka (chroniącego naczynia krwionośne). Ponadto białko chroni komórki mięśnia sercowego przed uszkodzeniem, a także inicjuje proces przekształcania się fibroblastów (komórek tkanki łącznej) w komórki zawierające kurczliwe włókna.  Wszystkie opisane powyżej działania mają kluczowe znaczenie dla regeneracji serca po zawale.

Kawa aktywowała białko p27 u zwierząt ze stanem przedcukrzycowym, u myszy otyłych i w podeszłym wieku.

– Nasze wyniki badań wskazują na nowy sposób działania kofeiny. Wspomaga ona  ochronę i naprawę mięśnia sercowego poprzez działanie mitochondrialnego białka p27 – mówi dr Haendeler. Według uczonej należy rozważyć całkiem na poważnie włączenie kawy czy też innych napojów zawierających kofeinę do diety osób starszych. W ten sposób można by nie tylko zadbać o ich serce, ale i w szerszej perspektywie wydłużyć życie.

Kiedy kawa szkodzi?

Mała czarna nie działa jednak dobrze na każdego. Napojów z wysoką zawartością kofeiny powinny unikać osoby z wysokim ciśnieniem (bo każda kolejna filiżanka je jeszcze bardziej podniesie) oraz nastolatki i dzieci. U młodych ludzi 3-4 kawy dziennie mogą zaburzać sen oraz znacznie spowalniać rozwój mózgu.

Naukowcy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Zurichu dowiedli, że młode szczury, którym podawano wodę z kofeiną nie tylko mają słabiej rozwinięte mózgi, ale i inaczej się zachowują. Zwierzęta z grupy kontrolnej zdawały się coraz bardziej ciekawskie i odważne z wiekiem, a te pijące kawę pozostawały bojaźliwe i ostrożne.

Badania te są o tyle ważne, ze kofeina występuje nie tylko w kawie czy herbacie, ale i w popularnych wśród młodych ludzi napojach energetycznych. Zazwyczaj jedna puszka odpowiada małej filiżance kawy, dlatego ich spożycie powinno być ściśle kontrolowane przez rodziców.

Kawę powinny również ograniczać kobiety starające się o dziecko. Kofeina w dawce powyżej 300 mg dziennie (jedna bardzo mocna kawa parzona może mieć nawet 300 mg) sprzyja spontanicznym poronieniom. Może również zaburzać rozwój płodu.

Kawa zapobiega licznym chorobom

Spożycie kofeiny daje się powiązać jednak z licznymi korzyściami zdrowotnymi.  Zmniejsza ryzyko chorób neurodegeneracyjnych, w tym Alzheimera – redukuje ilość płytek amyloidowych w mózgu, które odkładając się zaburzają przesyłanie sygnałów elektrycznych pomiędzy komórkami nerwowymi.  Generalnie zwiększa też – w połączeniu z glukozą (cukrem) aktywność mózgu, co może mieć kluczowe znaczenie dla zapobiegania procesom starzenia się tego organu.

Kofeina poprawia też działanie nerek i pomaga schudnąć (m.in. przyspieszając metabolizm, zwiększając wydatki energetyczne komórek), co przekłada się na zmniejszone ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2.

Istnieje również wiele badań wiążących spożycie kawy ze zmniejszoną zachorowalnością na liczne nowotwory, w tym: endometrium, prostaty, jelita grubego czy wątroby. Na koniec warto też wspomnieć, że umiarkowane spożycie kawy (1-2 filiżanki dziennie) generalnie sprzyja dłuższemu życiu, zmniejszając ryzyko śmierci.

Kawa jest pyszna i zdrowa, ale jak widać – tylko w umiarkowanych ilościach, i nie dla każdego.

 

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Anty-rak: czy można uciec przed rakiem?

Każdy z nas nosi w sobie jakieś mutacje genetyczne, ale tylko u niektórych rozwija się z tego powodu choroba nowotworowa. …

Przeziębienie łatwiej przeczekać niż wyleczyć

Przed sezonem na przeziębienia jest więcej reklam specyfików, które mają pomóc w razie zachorowania. Najtańszym sposobem …

Ile kilogramów przyszła mama ma przytyć w ciąży?

Prawidłowy przyrost masy ciała w czasie ciąży zależy od tego, ile przyszła mama ważyła przed zapłodnieniem. Już …