Kategoria: CIEKAWOSTKI MEDYCZNE

Kobieto, ta praca Ci szkodzi!

Wiele kobiet nie ma problemów z utrzymaniem wagi, a potem nagle, niczym dotknięte przez złą czarownicę – zaczynają tyć. Powodów tego może być mnóstwo, a jednym z nich być może jest stresująca praca, o czym świadczą badania przeprowadzone przez zespół szwedzkich naukowców pod kierunkiem dr Sofii Klingberg z uniwersytetu w Goteborgu.

Uczeni wykorzystali dane pochodzące z dużych szwedzkich badań populacyjnych, które rozpoczęły się w 1985 roku i wciąż trwają. Analizowane informacje pochodziły od blisko czterech tysięcy osób, których losy śledzono przez 20 lat. Albo od 30. do 50. roku życia, albo od 40. do 60. W tym czasie uczestnicy trzykrotnie odpowiadali na pytania związane ze swoją pracą.

Naukowcy pytali o dwa jej wymiary. Pierwszy związany był z wymaganiami, na ile intensywne jest tempo pracy, czy jest obciążająca pod względem psychicznym, czy dana osoba ma wystarczającą ilość czasu, żeby wywiązać się ze swoich obowiązków oraz jak często dostaje sprzeczne ze sobą polecenia.

Drugi wymiar pracy, jakie zainteresował badaczy, związany był z tym, na ile badani mają kontrolę nad swoimi zajęciami. Czyli, czy mogą osobiście wybrać to, czym się zajmują, na ile praca pozwala im wykazać się wyobraźnią lub wyjątkowymi umiejętnościami oraz czy uczą się w niej czegoś nowego.

W trakcie analizy okazało się, że charakter pracy niepozwalający się ani wykazać, ani nauczyć niczego nowego powodował tycie (więcej niż 10 proc. wyjściowej masy w ciągu 20 lat) zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Co ciekawe, tylko u kobiet stresująca, wymagająca praca (ta z punktu pierwszego) sprawiała, że przybierają one na wadze.

Warto tu podkreślić, że uczestniczki badań nabierały ciała niezależnie od tego, jak się odżywiały, ani czy były, czy też nie aktywne fizycznie. Ponad połowa pań, które zetknęły się z wysokimi wymaganiami swoich pracodawców przybrała na wadze: średnio 20 procent więcej niż te, które miały w pracy więcej „luzu”.

Naukowcy nie są pewni, dlaczego tak się dzieje. Dywagują, że przyczyną jest stres, a ujmując rzecz bardziej szczegółowo – hormon stresu kortyzol, który w nadmiarze często spowalnia metabolizm i sprawia, że kobiety tyją. Poziomu tego hormonu jednak nie badali, zatem nie wiadomo. Możliwe, że w grę wchodzą też inne czynniki, które wymagają przeanalizowania. Pewne jest, że stresująca praca szkodzi na wielu poziomach życia, czego doświadczył każdy, kto taką miał (lub co gorsza, ma ją wciąż). Za pomocą prostego testu opracowanego przez naukowców można sprawdzić na ile (nie)dobra jest nasza praca. Test wykorzystany przez naukowców w badaniach można znaleźć w linku poniżej. (Wersja angielska.) https://gubox.app.box.com/s/kzdg4molmi48ab3l31g4iw0zjfmg08xg

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

 

Zmiana czasu a zegar biologiczny

W ostatni weekend marca, w nocy z soboty na niedzielę, przesuwamy do przodu o godzinę wskazówki zegara. W krajach UE tego rodzaju zmiana odbywa się dwa razy do roku, przy czym w 2021 roku stanie się tak ostatni raz. Zapewne z braku zmiany czasu ucieszą się osoby doświadczające zaburzeń snu. A jest ich sporo.

Na kongresie Europejskiej Akademii Neurologii w 2017 roku przedstawiono rezultaty badań ogólnoeuropejskich, które wykazały, że przeciętny Europejczyk śpi około siedmiu godzin na dobę, zaś Amerykanin o pół godziny krócej. To mniej więcej półtorej godziny mniej niż nasi dziadkowie.

Zmiana czasu o godzinę, niezależnie od tego czy ma miejsce jesienią czy wiosną, nie jest dla naszego organizmu zbyt dużym obciążeniem, choć bywa nieprzyjemna. Zdaniem psychologów z University of York oraz Lancaster University skrócenie snu o godzinę powoduje jednak pewne perturbacje w tygodniu po zmianie. Do takich wniosków uczeni doszli po analizie ponad dwóch milionów umówionych wizyt w przychodniach przyszpitalnych na terenie Szkocji w latach 2005-2010 – przed, podczas i po zmianie czasu.

Okazało się, że w tygodniu następującym po wiosennej zmianie czasu (gdy wskazówki zegara przesuwały się o godzinę do przodu) pacjenci nie stawiali się na umówioną wizytę o pięć procent częściej, niż w tygodniu, który tę zmianę poprzedzał. Po tygodniu od zmiany efekt ten ustępował.

Zdaniem doktora Roba Jenkinsa z University of York, prawdopodobnie chodzi o to, że po wiosennej zmianie czasu ludzie śpią o godzinę krócej, ich zegar biologiczny jest zaburzony, są też mniej wyspani.

Czy to już bezsenność?

Problemy ze snem przez więcej niż trzy noce w tygodniu utrzymujące się przez miesiąc, przy jednoczesnych kłopotach z funkcjonowaniem w dzień to znak, że trzeba iść do lekarza. Być może jest to bezsenność.

Psychiatra, który zajmuje się leczeniem zaburzeń snu, dr Michał Skalski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazuje, że ludzie, którzy nie mają problemów ze snem muszą się przestawić na nowy tryb, ale już po 2-3 dniach ich mózgi uczą się godzinnego przesunięcia.

Zaznacza, że gorzej jest jednak tym, którzy cierpią na zaburzenia snu, niezależnie od tego, czy ich problemem jest bezsenność, czy nadmierna senność. W ich przypadku zmiana czasu nawet o godzinę to konieczność całkiem nowego treningu behawioralnego, dodatkowy stres i – jeśli leczą się ze swoich problemów – utrudnienie terapii.

Zegara biologicznego lepiej nie ruszać

Warto pamiętać, że w 2017 roku amerykańscy chronobiolodzy: Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young otrzymali Nagrodę Nobla za odkrycia mechanizmów na poziomie molekularnym stojących za zegarem biologicznym, który adaptuje fizjologię każdego organizmu do poszczególnych faz dnia i nocy.

U człowieka te mechanizmy odpowiadają m.in. za zmiany w wydzielaniu hormonów, temperaturę ciała, jakość snu, poziom ciśnienia tętniczego, procesy metaboliczne. Nic dziwnego, że jedno zarwanie nocy powoduje kaskadę przemian, a poczucie niewyspania to tylko wierzchołek góry lodowej.

Rozregulowany zegar biologiczny to ryzyko m.in.:

  • Zwiększenia apetytu i zmiana nawyków żywieniowych na niezdrowe (wzrasta zapotrzebowanie na tłuszcz i cukier), a zatem nadwagi oraz otyłości
  • U osób chorych na padaczkę – atak tej choroby
  • Rozwoju chorób sercowo-naczyniowych
  • Rozwoju niektórych nowotworów (np. wykazano, że kobiety pracujące w trybie zmianowym częściej zmagają się z nowotworem piersi niż kobiety, które pracują w trybie dziennym.

Z badań prof. Pierre’a Maqueta, szefa Wydziału Neurologii na Uniwersytecie w Liege wynika, że niebezpieczne nie jest tylko niedosypanie, lecz wszelkie zaburzenia rytmu dobowego. W ramach prowadzonego przez niego eksperymentu młodzi i całkowicie zdrowi ochotnicy pozostawali aktywni przez 42 godziny. W tym czasie mieli wykonać rozmaite zadania wymagające skupienia. W ich trakcie badacze rejestrowali aktywność mózgu ochotników przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Wyniki eksperymentu kompletnie zaskoczyły badaczy: okazało się, że każdy z regionów kory mózgu ma swój własny, odmienny od reszty zegar biologiczny i każdy sam w sobie reaguje na brak snu.

Według badacza rezultaty eksperymentu sugerują, że przetwarzanie informacji jest optymalne tylko wtedy, gdy śpimy o właściwej porze.

Justyna Wojteczek, Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uwaga: tzw. sowy wcześniej umierają

Tzw. sowy – czyli ludzie, którzy lubią późno kłaść się spać i mają kłopoty z rannym wstawaniem statystycznie wcześniej umierają niż „skowronki” – osoby lubiące wczesną pobudkę. Naukowcy proponują, by dopasować warunki pracy do indywidualnego chronotypu, ale dają też rady, jak „sowa” może przystosować się do świata „skowronków”.

Zima już za nami i dzień zaczyna się coraz wcześniej. Jednych cieszy perspektywa oglądania wschodu słońca o coraz wcześniejszej porze, ale inni najchętniej otworzyliby oczy bliżej południa. Według badaczy, późne poranki preferuje od 40 do 50 proc. populacji. Warto wiedzieć, że preferencje „sów” i „skowronków” nie są kwestią woli tych dwóch grup, a rozbieżnościom między nimi towarzyszą wyraźne różnice w fizjologii. Na tyle istotne, że wpływają nawet na długość życia.

Dobitnie pokazało to niedawno opublikowane badanie zespołu z University of Birmingham. Jego autorzy odkryli, że mózgi „sów” czyli zwolenników długich wieczorów, w niektórych aspektach działania wykazują fundamentalne różnice w porównaniu do mózgów kochających wschody słońca „skowronków”. Rozbieżności dotyczyły wielu obszarów mózgu, które, jak wyjaśniają naukowcy, biorą udział w podtrzymaniu świadomości.

Wiąże się z tym niestety gorsza koncentracja, wolniejsze reakcje i zwiększona senność „sów” w ciągu typowego dnia (między godz. 8 rano a 8 wieczorem), co widać szczególnie w godzinach rannych.

– Aby sobie z tym poradzić, powinniśmy w większym stopniu brać pod uwagę indywidualny zegar biologiczny danej osoby, szczególnie w środowisku pracy – twierdzi autorka badania dr Elise Facer-Childs.

Konsekwencje wpływu chronotypu (tego, czy ktoś jest „sową” czy „skowronkiem”) mogą być jednak poważniejsze, co pokazali naukowcy z Northwestern Medicine i University of Surrey. Po analizie danych na temat aż 50 tys. osób obserwowanych przez 6,5 roku badacze zauważyli, że osoby preferujące późne wstawanie mają o 10 proc. większe ryzyko śmierci, niż ludzie, którzy wcześnie kładą się spać i wcześnie zaczynają dzień.

– Nocne sowy próbujące żyć w świecie skowronków mogą ponosić konsekwencje zdrowotne – podkreśla współautorka pracy opublikowanej w piśmie „Journal Chronobiology International”, prof. Kristen Knutson z Northwestern University.

Autorzy tego projektu badawczego wskazują przy okazji na wcześniejsze badania, według których fani późnych poranków częściej cierpią na kłopoty z metabolizmem i układem krążenia. 10 proc. różnica utrzymała się jednak nawet po uwzględnieniu spodziewanych kłopotów zdrowotnych „ludzi -sów”.

Nowe badanie pokazało też częstsze występowanie cukrzycy, zaburzeń psychologicznych i neurologicznych.

Powiedz mi, jaki masz chronotyp, a ja powiem, na którą do pracy

– To ważna kwestia dla zdrowia publicznego, której nie można dłużej ignorować. Powinniśmy rozważyć pozwalanie wstającym później osobom na późniejsze rozpoczynanie i kończenie pracy – twierdzi prof. Malcolm von Schantz z University of Surrey.

– Jeśli będziemy potrafili spojrzeć na chronotypy jak na cechę określoną genetycznie, a nie jak na wadę charakteru, można by stworzyć bardziej elastyczne godziny pracy dla sów. Nie powinny być one zmuszane do wstawania, aby zacząć pracę o 8.00. Warto godziny aktywności zawodowej dopasować do chronotypów. Niektórzy mogą być lepiej dostosowani do zmian nocnych – dodaje prof. Knutson.

Naukowcy biorą pod uwagę różne mechanizmy, które mogą wyjaśnić problemy fanów późnego początku dnia. Skoro wewnętrzny zegar takich osób może nie pasować do narzuconego przez społeczeństwo planu dnia, to w grę może przy tym wchodzić psychiczny stres, ale też np. jedzenie o niewłaściwych dla organizmu porach, niewystarczająca ilość ruchu, niedobory snu, a nawet używanie alkoholu czy narkotyków.

Rady dla „sowy” żyjącej wśród „skowronków”

Czy więc można coś samemu zrobić, jeśli jest się „sową”? Autorzy publikacji wyjaśniają, że o tym, czy ktoś lubi wstawać późno, czy wcześnie w połowie decydują geny, a w połowie środowisko.

– Nikt nie jest z góry skazany na niepowodzenie. Nad częścią tych reakcji człowiek nie ma żadnej kontroli, ale nad częścią może mieć – przekonuje prof. Knutson.

Jeśli ktoś chce przystosować się do typowego rozkładu dnia, naukowcy doradzają mu klika rzeczy:

  • Niebieskie światło – dużo rano i najlepiej zero wieczorem
  • Przestrzeganie stałych pór zasypiania i pobudki
  • Zadbanie o aktywność we wcześniejszych godzinach,
  • Wysypianie się, prawidłowa dieta i sporo ruchu.

W kolejnych badaniach naukowcy chcą sprawdzić, czy zmiana przyzwyczajeń „sów”, tak aby wcześnie wstawały, poprawi parametry mówiące o stanie ich zdrowia.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Herbata z cytryną – szkodzi czy nie?

Wiele osób wciąż ma w tej sprawie duże wątpliwości. I nic dziwnego, bo w niektórych mediach, co jakiś czas, powielane są przekazy sugerujące, że nie należy pić herbaty z cytryną, gdyż zawiera szkodliwy dla zdrowia cytrynian glinu. Jak jest naprawdę? Dowiedz się, czy możesz bezpiecznie pić taki napój.

O pomoc w rozstrzygnięciu tej kwestii poprosiliśmy doświadczonego toksykologa, dr hab. Pawła Strucińskiego, który od ponad 25 lat pracuje w Zakładzie Toksykologii i Oceny Ryzyka Zdrowotnego Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Cytrynian glinu – co to jest

Toksykolog przyznaje, że herbata zawiera pewną ilość glinu, a herbata z cytryną także pewną ilość cytrynianu glinu – dobrze rozpuszczalnego w wodzie i najlepiej biodostępnego (przyswajalnego) ze znanych związków glinu. I choć poziom przyswajalności cytrynianu glinu jest wielokrotnie większy niż związków glinu nierozpuszczalnych w wodzie, to jednak wynosi on zaledwie kilka procent. Ponadto, warto też wiedzieć, że glin wchłonięty z przewodu pokarmowego do krwi jest wydalany głównie przez nerki, przede wszystkim właśnie jako cytrynian (a niezbędny do wytworzenia tego związku kwas cytrynowy powstaje w organizmie jako produkt przemian metabolicznych).

Organizm usuwa glin, bo ten pierwiastek nie jest niezbędny do jego prawidłowego funkcjonowania.

– Niestety, na temat glinu w żywności narosło w ostatnich latach wiele mitów. Jeden z najbardziej rozpowszechnionych głosi, że nie powinno się pić herbaty z cytryną, bo tworzy się w niej cytrynian glinu, który jest toksyczny dla organizmu człowieka, zwłaszcza dla mózgu. Choć przyznać trzeba, że jest w tym micie niewielkie ziarnko prawdy, to jednak generalnie straszenie ludzi piciem herbaty z cytryną to naprawdę gruba przesada – mówi dr hab. Paweł Struciński.

Ekspert zapewnia, że w świetle aktualnego stanu wiedzy naukowej, picie herbaty z cytryną nie stwarza żadnego istotnego ryzyka dla zdrowia, pomimo iż w środowisku kwaśnym, faktycznie, niewielka część nierozpuszczalnych związków glinu zawartych w herbacie przekształca się w cytrynian glinu.

Glin zawiera nie tylko herbata

– Nie należy bać się picia herbaty czy nawet herbaty z cytryną, zwłaszcza, gdy nie pije się jej zbyt dużo. Nie należy też bać się przedawkowania glinu w diecie. Żadna poważna instytucja naukowa ani urząd odpowiedzialny za bezpieczeństwo żywności nie stwierdził do tej pory takiego problemu. Zdrowotne właściwości herbaty z pewnością są o wiele większe niż potencjalne zagrożenie zawartym w niej glinem – uspokaja dr hab. Paweł Struciński.

Ekspert podkreśla, że glin jest pierwiastkiem wszechobecnym w środowisku, a więc i w żywności.

– Glin zawarty jest w wielu produktach spożywczych, np. w herbacie, kakao czy kawie, co wynika z faktu, że pierwiastek ten powszechnie występuje w glebie, skąd przechodzi do roślin uprawnych. Najbogatszym źródłem glinu wśród powszechnie spożywanych przez ludzi pokarmów są jednak wcale nie wspomniane wcześniej popularne używki, ale jedzone przez nas codziennie produkty zbożowe i różne warzywa – informuje toksykolog.

Co to jest glin

Pierwiastek chemiczny o liczbie atomowej 13, przybierający postać lekkiego, srebrzystobiałego metalu. Zwyczajowo nazwy glin używa się w odniesieniu do pierwiastka chemicznego i jego związków, podczas gdy nazwy aluminium — gdy mówi się o metalu użytkowym, z którego wytarza się m.in. garnki lub folię aluminiową.

Ekspert wyjaśnia, że glin jest trzecim najpowszechniej występującym w skorupie ziemskiej pierwiastkiem, a jego zawartość w glebie może nawet przekraczać 100 g/kg. Ponadto, związki glinu znajdują się w składzie niektórych kosmetyków i leków. Są one również wykorzystywane jako substancje dodatkowe do żywności.

Jak dużo glinu zawiera herbata i od czego to zależy

Kolejną dobrą wiadomością dla fanów herbaty z cytryną jest fakt, że istnieją skuteczne sposoby na to, aby zminimalizować ilość łatwo przyswajalnego cytrynianu glinu spożywanego z tym naparem.

– W tym celu warto zainwestować w dobrej jakości herbatę, bo z badań wiadomo, że najtańsza herbata, która robiona jest ze starych liści, w których glin kumulował się przez dłuższy czas, zawiera najwięcej tego pierwiastka: nawet ponad 3000 mg na kilogram suszu. Chociaż informacja ta może budzić niepokój, to jednak trzeba pamiętać, że w procesie parzenia herbaty, z liści uwalnia się do naparu jedynie ułamek procenta zawartego w nich glinu (jego poziom w naparze osiąga wartość do kilku miligramów na litr) – precyzuje dr hab. Paweł Struciński.

Ekspert podpowiada też miłośnikom herbaty z cytryną, że najlepszym sposobem ograniczenia ilości cytrynianu glinu w naparze jest dodawanie cytryny lub soku z cytryny dopiero po zaparzeniu herbaty, czyli po wyrzuceniu z niej fusów czy też torebki zawierającej herbatę.

– Dzięki temu unikniemy przekształcania nierozpuszczalnych w wodzie związków glinu zawartych w suszu w biodostępny cytrynian glinu. Przy okazji warto dodać, że nawet gdy ktoś pije herbatę bez cytryny, to i tak do jego żołądka trafia niewielka ilość związków glinu z tego naparu. A ponieważ w żołądku panuje środowisko kwaśne (z powodu obecności kwasu solnego), to ze związków glinu powstaje tam chlorek glinu, a więc inny jego związek rozpuszczalny w wodzie, chociaż mniej przyswajalny niż cytrynian – mówi dr hab. Paweł Struciński.

Jaka ilość glinu może nam zaszkodzić

Ekspert potwierdza, że glin spożywany w nadmiarze może nam zaszkodzić, podobnie jak np. nadmiar zwykłej soli kuchennej (a konkretnie zawartego w niej sodu). Ale raz jeszcze uspokaja, że w praktyce dzieje się tak dość rzadko. Z reguły problem ten dotyczy tylko osób zawodowo narażonych na kontakt z glinem.

– W 2008 r. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) wyznaczył tolerowane tygodniowe pobranie (TWI) glinu, tj. bezpieczną dla zdrowia dawkę tego pierwiastka, jaką można przyjąć z pożywieniem. Określono ją na poziomie 1 mg na kilogram masy ciała. Szacowanie narażenia na glin obecny w diecie Europejczyków wykazało, że w niektórych populacjach pobranie tego pierwiastka z pokarmem jest nieco większe od wyznaczonej toksykologicznej wartości odniesienia (TWI). Nie zaobserwowano jednak w związku z tym żadnych, negatywnych skutków zdrowotnych – podaje dr hab. Paweł Struciński.

Według eksperta, wspomnianą wartość TWI trzeba więc traktować jako przejaw polityki „dmuchania na zimne”, która jest standardowym podejściem stosowanym w toksykologii wobec większości potencjalnie groźnych dla zdrowia substancji.

– Już Paracelsus w XVI wieku zauważył, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, tylko dawka czyni truciznę – przypomina toksykolog podkreślając, że dawki glinu pobierane codziennie wraz z żywnością można uznać za niezagrażające naszemu zdrowiu.

Ekspert zwraca uwagę na fakt, że w naszej diecie jest naprawdę wiele znacznie bardziej niebezpiecznych z toksykologicznego punktu widzenia produktów spożywczych i używek, jak np. produkty z grilla, wyroby tytoniowe czy alkohol.

Na zakończenie przypomnijmy jednak czym grozi nadmierna ekspozycja organizmu na glin. Ekspert potwierdza, że glin podany w większej dawce – jednorazowo, bądź też w dłuższym okresie czasu – może wywołać efekty toksyczne, zwłaszcza w stosunku do ośrodkowego układu nerwowego. Część wchłoniętego glinu odkłada się w organizmie człowieka – przede wszystkim w kościach, ale także w płucach (w wyniku retencji glinu zawartego w pyle zawieszonym w powietrzu).

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

W lutym wciąż warto zaszczepić się przeciwko grypie?

To FAKT! Choć trzeba wiedzieć, że to już ostatni dzwonek – szczepionka zaczyna bowiem działać po 7- 10 dniach, a szczyt sezonu epidemicznego w Polsce przypada na okres od stycznia do marca. Warto jednak zabezpieczyć się na te ostatnie dni, bo zdaniem specjalistów w tym roku grypa nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania.

Jak wynika ze statystyk podawanych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publiczego – Państwowy Zakład Higieny, liczba zachorowań na grypę wciąż utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie i niewykluczone, że czeka nas jeszcze wzrost liczby zachorowań na grypę – informuje Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego.

Tylko w okresie od 23 do 31 stycznia 2019 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 227 951 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. Średnia dzienna zapadalność wynosiła 65,9 na 100 tys. ludności. Odnotowano 7 zgonów z powodu grypy.

Pacjenci zgłaszający się do szpitali i przychodni najczęściej mają zapalenie oskrzeli, infekcje dróg oddechowych, narzekają na bóle mięśni i wysoką gorączkę, sięgającą nawet 40 stopni Celsjusza. Do lekarzy trafia wielu pacjentów w wieku 20-50 lat, dotąd nie chorujących, którzy mają ciężki przebieg grypopodobnych infekcji wirusowych. Pomimo leczenia u niektórych zdarzają się ciężkie powikłania pogrypowe, takie jak zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, astma, długotrwały kaszel.

Fakty o szczepionkach i grypie

  • Każda szczepionka przeciw grypie może być stosowana tylko w jednym (bieżącym) sezonie.
  • Ze względu na bardzo dużą zmienność antygenową wirusa grypy skład szczepionek na każdy sezon epidemiczny jest aktualizowany i zatwierdzany przez odpowiedni organ kompetentny (URPL/EMA).
  • Od wielu lat obraz kliniczny grypy może być potwierdzony za pomocą różnych technik biologii molekularnej w specjalistycznych laboratoriach na terenie całego kraju. Potwierdzenie infekcji jest bardzo istotne dla zahamowania procesu chorobowego poprzez zastosowanie jedynych leków antygrypowych tzw. inhibitorów neuraminidazy, którymi dysponuje medycyna.
  • Grypa ma bardzo groźne powikłania, może między innymi doprowadzić do takiego zniszczenia mięśnia sercowego, że jedynym ratunkiem jest przeszczepienie tego organu.

Jak podkreślają specjaliści najlepszą metodą, aby uchronić się przed zachorowaniem są coroczne szczepienia przeciwko grypie. WHO rekomenduje je wszystkim chętnym, a szczególnie tym ze wskazaniami klinicznymi i epidemiologicznymi (m.in. kobiety w ciąży, osoby z chorobami przewlekłymi, osoby w podeszłym wieku, małe dzieci). Jednak najbardziej istotnym powodem, dla którego warto stosować szczepienie, jest przede wszystkim uniknięcie ciężkich powikłań pogrypowych, groźnych szczególnie dla osób z grup ryzyka. Taka profilaktyka zmniejsza ryzyko hospitalizacji oraz zgonu, zwłaszcza u  seniorów i chorych przewlekle.

– Niezależnie od tego czy jesteśmy zaszczepieni, czy też nie, w okresie jesienno-zimowym, kiedy ryzyko zachorowania na grypę jest wzmożone, należy bezwzględnie przestrzegać pewnych zasad – zaleca Jan Bondar z GIS.

Podstawowe sposoby na uniknięcie grypy i zakażeń grypopochodnych:

  • unikaj dużych skupisk ludzkich;
  • unikaj bliskiego kontaktu z ludźmi, którzy mają objawy grypopochodne;
  • pamiętaj o higienie – myj często ręce mydłem i bieżącą ciepłą wodą ( przez około 20 – 30 sekund);
  • wietrz pomieszczenia, w których przebywasz, nawet  3-4 razy dziennie przez około 10 minut!
  • jeśli masz objawy grypopochodne takie jak: gorączka, ból gardła, kaszel, ból mięsni, dreszcze – skontaktuj się z lekarzem;
  • jeśli jesteś chory – zostań w domu – to najlepszy sposób na uniknięcie powikłań i nieszerzenie zakażenia;
  • zachowaj higienę kaszlu, żeby nie zarażać innych – zasłoń swoje usta i nos chusteczką higieniczną, kiedy kaszlesz lub kichasz; nie masz chusteczki – kaszl w zagięcie łokcia;
  • wyrzucaj chusteczki higieniczne natychmiast po użyciu do kosza
  • aby zapobiec rozprzestrzenianiu się drobnoustrojów, unikaj dotykania rękami oczu, nosa i ust;
  • dbaj o siebie, ubieraj się odpowiednio, dużo śpij, unikaj stresu, pij dużo płynów, zdrowo się odżywiaj i bądź aktywny fizycznie;
  • nawet jeśli masz lekkie objawy infekcji, unikaj odwiedzin w szpitalach, a jeśli już z jakichś powodów musisz to zrobić – użyj maseczki;
  • jeśli w domu jest osoba chora – izoluj ją;
  • szczep się co roku przeciwko grypie.

Ponieważ w grupie podwyższonego ryzyka są dzieci, warto uczyć je częstego mycia rąk i przypominać, że nie pije się z tej samej butelki czy szklanki z innymi.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Endometrioza to brak szansy na dziecko?

To MIT. Endometrioza nie oznacza automatycznie bezpłodności. 

Prawdą jest, że kobietom z tym rozpoznaniem trudniej zajść w ciążę od innych kobiet, i najczęściej zajmuje im to więcej czasu. Jednak część kobiet (18-24 proc.) dowiaduje się o chorobie dopiero podczas cesarskiego cięcia przy porodzie, a to oznacza to, że co 4 kobieta będzie miała dziecko spontanicznie, bez poprzedzającego leczenia – mówi ginekolog prof. Violetta Skrzypulec-Plinta, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zdarza się jednak, że endometrioza jest na tyle zaawansowana, że powoduje uszkodzenia narządów niezbędnych do poczęcia. Na przykład, jeśli jajniki są pokryte grubą warstwą zrostów, jajeczko nie może uwolnić się z jajnika i zostać zapłodnione. Podobnie, jeśli jajnik lub jajowód utknie w zroście w jakimś nietypowym miejscu, jajeczko nie jest w stanie przedostać się z jajnika do ujścia jajowodu. Takie nieprawidłowości są zwykle znajdowane u kobiet ze średnio lub bardzo zaawansowaną endometriozą.

Mogą się pojawić też problemy, kiedy choroba jest mniej zaawansowana, np. jajowody są drożne i nie ma wielu zrostów w jamie otrzewnowej. Prawdopodobnie przyczyną niepłodności w tych przypadkach są subtelne, niewidzialne gołym okiem zaburzenia. Mogą one powodować problemy z zajściem w ciążę na każdym etapie procesu prowadzącego do ciąży. M.in. występują zaburzenia owulacji oraz zmniejszona zdolność błony błony śluzowej macicy do przyjęcia zagnieżdżonego zarodka. Zwiększony stan zapalny towarzyszący endometriozie może również negatywnie wpływać na sam zarodek, zmniejszając szanse na jego prawidłowy wczesny rozwój i zagnieżdżenie, a tym samym na ciążę.

Szacuje się, że połowa kobiet z endometriozą problemy z zajściem w ciążę. Dlatego najlepiej regularnie odbywać wizyty u ginekologa, także te kontrolne, kiedy nie ma się niepokojących objawów, by uniknąć ewentualnych komplikacji.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wiemy, jakie są przyczyny raka trzustki?

To MIT! Choć po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową frazy „przyczyny raka trzustki” bez trudu można znaleźć ich długą listę, to jednak uznani eksperci twierdzą, że przyczyny raka trzustki wciąż pozostają nieznane.

Rak trzustki budzi duże emocje i zainteresowanie, ponieważ zwykle nie daje żadnych objawów aż do momentu, kiedy jest już mocno zaawansowany, a przez to też niezwykle trudny do leczenia. Nic dziwnego, że ludzie szukają informacji na temat jego przyczyn, a więc i możliwych sposobów zapobiegania. Niestety, wiedza naukowa na ten temat jest wciąż ograniczona.

„Aktualnie przyczyny raka trzustki są nieznane. Przyjmuje się, że większość raków trzustki (90 proc.) nie jest związana z żadnym czynnikiem ryzyka, jednak dla pozostałych przypadków zidentyfikowano pewne takie czynniki. Zwiększają one ryzyko wystąpienia raka, ale nie są konieczne ani wystarczające do spowodowania raka. Czynnik ryzyka nie stanowi sam w sobie przyczyny choroby. Niektóre osoby, u których występują czynniki ryzyka, nigdy nie zachorują na raka trzustki, natomiast inne, u których nie występuje żaden z czynników ryzyka, zachorują” – czytamy w eksperckim poradniku na temat raka trzustki dla chorych i ich rodzin, wydanym przez Anticancer Fund (ACF) we współpracy z European Society for Medical Oncology (ESMO).

Jakie są potencjalne czynniki ryzyka rozwoju raka trzustki

Eksperci z renomowanego towarzystwa ESMO do głównych czynników ryzyka zaliczają m.in.:

  • Geny – stwierdzono, że pewne mutacje genetyczne wiążą się z występowaniem raka trzustki (np. mutacje genów KRAS i CDKN2). Ryzyko zwiększają też niektóre dziedziczne zespoły genetyczne, takie jak np. zespół Peutza-Jeghersa czy zespół FAMMM. Posiadanie krewnego chorującego na raka trzustki również zwiększa ryzyko. Ale szacuje się, że tylko od 5 do 10 proc. przypadków raka trzustki może mieć charakter rodzinny.
  • Palenie tytoniu – stwierdzono, że 25 proc. pacjentów z rakiem trzustki jest lub było długoletnimi palaczami tytoniu. Palenie jest groźne zwłaszcza u osób z wymienionymi wyżej predyspozycjami genetycznymi.
  • Wiek – ryzyko zachorowania na raka trzustki, podobnie jak w przypadku większości innych nowotworów, rośnie z wiekiem. Rak trzustki rozpoznawany jest najczęściej między 60. a 80. rokiem życia.
  • Otyłość – stwierdzono też, że ryzyko wystąpienia raka trzustki może nieznacznie wzrastać wraz ze wzrostem wskaźnika masy ciała (BMI).
  • Przewlekłe zapalenie trzustki – zwłaszcza trwające przez kilka dziesięcioleci, istotnie zwiększa ryzyko wystąpienia raka trzustki.
  • Alkohol i mięso – podejrzewa się, że alkoholizm i spożywanie dużych ilości czerwonego mięsa oraz produktów mięsnych wiążą się z podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka trzustki, ale dowody na to nie są wciąż jednoznaczne.

Czy są badania, za pomocą których można wcześnie wykryć raka trzustki?

W przypadku niektórych nowotworów dysponujemy takimi możliwościami diagnostycznymi, że – przy założeniu, iż badaniom poddawałyby się całe populacje – można by zredukować do niemal zera, lub zdecydowanie ograniczyć występowanie tych chorób. Takimi badaniami są (oferowane dlatego w skriningach) cytologia oraz kolonoskopia. Obydwie te metody diagnostyczne pozwalają na wykrycie zmian jeszcze przedrakowych; w pierwszym przypadku – raka szyjki macicy, w drugim – raka jelita grubego. Ponieważ wykrywane są w nich zmiany, które dopiero mogą się przekształcić w nowotwór, ich leczenie nie dopuszcza do rozwoju raka.

Niestety, nie jest tak w przypadku raka trzustki – nie powstało tego rodzaju narzędzie diagnostyczne.

„Wczesne stadium i zmiany przedrakowe w przebiegu raka trzustki nie wywołują objawów. Z tego powodu wczesne wykrycie raka trzustki jest trudne i dochodzi do niego rzadko” – czytamy w poradniku.

Jednakże u pacjentów, u których występuje którykolwiek z wymienionych wyżej dziedzicznych zespołów, zaleca się wykonywanie ultrasonografii endoskopowej (EUS) umożliwiającej wykrycie niewielkich zmian oraz badań obrazowych metodą rezonansu magnetycznego (MRI) – zalecają eksperci ESMO.

Raka trzustki można podejrzewać na podstawie szeregu różnych możliwych objawów, do których należą m.in. utrata masy ciała, żółtaczka i ból brzucha czy pleców. Objawy te mogą jednak być skutkiem również wielu innych chorób.

Lekarze rekomendują też regularne, coroczne badanie brzucha za pomocą ultrasonografu, które pozwala na wykrycie wielu patologicznych zmian w jamie brzusznej (w niektórych przypadkach także raka trzustki).

Przedstawione w cytowanym poradniku informacje dotyczą najczęściej występującego typu raka trzustki, nazywanego gruczolakorakiem trzustki.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jedzenie warzyw i owoców wydłuża życie?

To FAKT! Osoby, które jedzą co najmniej 5 porcji warzyw i owoców dziennie mają aż o 30 proc. mniejsze ryzyko przedwczesnej śmierci – z powodu zawału serca, udaru mózgu i raka.

To m.in. dlatego warzywa i owoce zostały umieszczone przez Instytut Żywności i Żywienia na pierwszym miejscu wśród wszystkich grup żywności w aktualnej wersji Piramidy Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej.

Prof. Mirosław Jarosz, dyrektor IŻŻ, przekonuje, powołując się na liczne badania naukowe, że im więcej porcji owoców i warzyw codziennie spożywamy, tym bardziej ograniczamy ryzyko przedwczesnej śmierci (przed ukończeniem 70. roku życia) z powodu zawału serca, udaru mózgu i raka. Najbardziej, średnio aż o 42 proc., ryzyko to spada u osób, które jedzą co najmniej siedem porcji warzyw i owoców dziennie, ale wystarczy jeść pięć porcji, aby zmniejszyć wspomniane zagrożenie o około 30 proc. Dla porównania, osoby jedzące 1-3 porcje mogą liczyć „tylko” na 14-procentowe ograniczenie takiego ryzyka.

Co oznacza w praktyce jedna porcja owoców lub warzyw? Przyjmuje się, że jest to ilość odpowiadająca wadze 100 gramów. Tyle ma mniej więcej jedno niezbyt duże jabłko lub nieduży pomidor albo średniej wielkości marchewka.

Prof. Jarosz tłumaczy, że warzywa i owoce – z uwagi na bogactwo zawartych w nich witamin, składników mineralnych i innych prozdrowotnych substancji (jak np. błonnik czy polifenole) – chronią organizm człowieka (m.in. naczynia krwionośne, DNA, komórki nerwowe) przed oddziaływaniem wielu szkodliwych czynników, takich jak palenie tytoniu, tłuszcze trans czy rakotwórczy akryloamid. Warzywa i owoce działają też przeciwzapalnie i opóźniają procesy starzenia. Ekspert przyznaje jednak, że warzywa są korzystniejsze dla zdrowia od owoców.

Teoretycznie każdy z nas wie o prozdrowotnym działaniu warzyw i owoców. Mimo to warto o tym ciągle przypominać, bo jak wynika z badań budżetów gospodarstw domowych GUS Polacy jedzą wciąż zbyt mało warzyw i owoców. Konkretnie, w 2016 r. ich łączne, średnie spożycie na osobę wynosiło 288 gramów dziennie. Tymczasem zalecana przez ekspertów dzienna dawka to co najmniej 400 g.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wady wzroku występują dziś częściej niż kiedyś?

To FAKT! Eksperci alarmują, że na całym świecie, w tym także w Polsce, szybko przybywa osób z wadami wzroku. Głównym problemem jest krótkowzroczność.

– Jesteśmy dziś bardziej narażeni na wady wzroku niż kiedyś. Obecne pokolenie jest pokoleniem okularników. Krótkowzroczność stała się epidemią naszych czasów, szczególnie u dzieci i młodzieży. Winne temu zjawisku jest przebywanie dzieci przez większość czasu w sztucznym oświetleniu i praca z bliska, zamiast zabawy na dworze. W Polsce wadę wzroku ma już ponad 50 proc. uczącej się młodzieży – alarmuje prof. Iwona Grabska-Liberek, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Co można robić, żeby zmniejszyć ryzyko pojawienia się wad wzroku u naszych dzieci? Przede wszystkim musimy zachęcać je do jak najczęstszej aktywności na świeżym powietrzu oraz nauczyć robienia przerw w pracy z bliska – najlepiej według zasady 3010, czyli 30 minut pracy i 10 minut przerwy.

Niestety, problemy ze wzrokiem pogłębiają się z wiekiem. Z danych GUS wynika, że co czwarta dorosła osoba w Polsce ma problem z przeczytaniem gazety. Z sondażu przeprowadzonego niedawno przez agencję IQS wynika, że aż 98 proc. osób w wieku 40-55 lat  ma problem z widzeniem z bliska. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest m.in. prezbiopia, czyli starczowzroczność, spowodowana naturalnym procesem sztywnienia soczewki w oku (słabnie wtedy akomodacja oka). To najczęstsza wada wzroku ludzi po 40-tce.

Paradoksalnie, z badań wiadomo również, że blisko 30 proc. Polaków nigdy nie było u okulisty!

Dlatego, z okazji przypadającego 11 października Światowego Dnia Wzroku, okuliści gorąco apelują do Polaków, aby nie zwlekali z wykonaniem badania okulistycznego aż do momentu, kiedy jest już za późno na skuteczne leczenie. Skutkiem takiej postawy może być utrata wzroku i wiele groźnych powikłań.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że 85 proc. zaburzeń widzenia można zapobiec poprzez odpowiednio wczesne wdrożenie kompleksowych działań diagnostycznych i leczniczych. Co więcej, badanie oczu umożliwia też wykrycie wielu groźnych chorób niezwiązanych z oczami, np. cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia czy anemii.

Polskie Towarzystwo Okulistyczne, z okazji Światowego Dnia Wzroku, organizuje 11 października w Warszawie akcję bezpłatnych badań okulistycznych w godzinach 10-17, na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Rokosowskiej 10.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kawa zmniejsza ryzyko cukrzycy?

To FAKT! Naukowcy mają już naprawdę mocne dowody na to, że regularne picie kawy zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Może też opóźniać lub spowalniać rozwój choroby.

 – Kawa poprawia metabolizm glukozy, czyli zmniejsza insulinooporność, zwiększa wrażliwość tkanek na insulinę. Dlatego jej picie zmniejsza ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 niezależnie od współistniejących czynników, takich jak otyłość czy brak aktywności fizycznej. Zatem, osoby otyłe, nawet nieaktywne fizycznie, ale pijące regularnie kawę, mają mniejsze ryzyko cukrzycy typu 2 od osób otyłych i nieaktywnych fizycznie, lecz niepijących kawy lub pijących jej niewiele – przekonuje prof. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ).

Profesor dodaje, że poza prewencją, picie kawy może też wspomagać leczenie – nie tylko jednak cukrzycy, lecz także wielu innych chorób (m.in. nowotworów jelita grubego).

Ile filiżanek kawy dziennie należy pić, aby móc odczuć jej profilaktyczne lub terapeutyczne działanie? Prof. Mirosław Jarosz podpowiada, że aby móc w optymalny sposób skorzystać z prozdrowotnego, ochronnego potencjału kawy należy pić ją 2-4 razy dziennie.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Udar cieplny: sprawdź, co robić, a czego nie u osoby poszkodowanej

Do Polski przychodzi fala upałów. Przebywanie w wysokiej temperaturze może doprowadzić do wyczerpania, a jeśli nie podejmiemy …

Padaczka – co można robić, a czego nie?

Najczęściej nie wiadomo, skąd bierze się u kogoś padaczka. Taka diagnoza zmienia jednak życie, zwłaszcza że wokół …

Zbliża się lato. Sprawdź, czy umiesz korzystać bezpiecznie ze słońca

Wszyscy z niecierpliwością wypatrujemy już słońca. Pamiętajmy jednak, że należy z niego korzystać rozważnie, bo …