Kategoria: ZDROWIE

Urazy na stoku – jak przygotować się do sportów zimowych?

Zima to czas białego szaleństwa. Jazda na nartach, snowboardzie czy łyżwach są bez wątpienia atrakcyjnymi formami spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. Należy jednak pamiętać, by do tych aktywności odpowiednio się przygotować. Zadbanie o kondycję przed rozpoczęciem sezonu jest równie ważne, jak dobry sprzęt. Brak zaprawy fizycznej może bowiem skutkować licznymi urazami.

Wysiłek fizyczny zimą bywa obciążający dla organizmu i dla osób mało aktywnych może okazać się zbyt wymagającą formą wypoczynku. Przed wyruszeniem na stok należy zadbać o odpowiednie przygotowanie kondycyjne.

Najczęstsze zimowe urazy

Do najczęstszych i niewątpliwie najbardziej niebezpiecznych urazów, na które narażone są osoby uprawiające sporty zimowe, zalicza się urazy głowy. Ich skutki bywają bardzo poważne, czasem nawet śmiertelne. Dlatego wszyscy uprawiający sporty zimowe, bez wyjątku, powinni bezwzględnie jeździć w kaskach. Na jakie obrażenia oprócz tego jesteśmy najczęściej narażeni?

Zimowe urazy możemy podzielić na dwie grupy: obrażenia tkanek miękkich oraz kostne i stawów. Najczęściej dochodzi do różnego rodzaju stłuczeń, naciągnięcia lub naderwania mięśnia, zerwania jego włókien lub przyczepów. Obrażenia te – zwłaszcza w przypadku naderwania mięśnia – są bolesne i na jakiś czas mogą wykluczyć z aktywności fizycznej. Dość często dochodzi też do skręcenia i zwichnięcia stawów, zerwania więzadeł czy pęknięcia i złamania kości. Najbardziej narażone na urazy są stawy kolanowe. Narciarze o wiele częściej doznają tego typu obrażeń niż np. osoby jeżdżące na snowboardzie. Wynika to przede wszystkim z techniki jazdy. Snowboardziści mają obie nogi ustabilizowane na desce i dzięki temu są mniej narażeni na kontuzje kolan. Nie znaczy to jednak, że ten sport jest mało urazowy. Tu z kolei częściej dochodzi do złamań, skręceń nadgarstka lub urazów stawów skokowych.

lek. Bogusław Rataj, chirurg, ortopeda-traumatolog Grupy LUX MED

Jak uniknąć urazów – zmiana nawyków przed wyjazdem

Przygotowanie do sportów zimowych dotyczy każdego, bez względu na to, jaki sport zamierza uprawiać. Osoby, które na co dzień prowadzą siedzący, mało aktywny tryb życia, powinny jednak zwiększyć poziom aktywności fizycznej już w okresie jesiennym. Przyjmuje się, że właściwe przygotowanie do sportów zimowych powinno trwać około dwóch miesięcy, przeprowadzając treningi najlepiej trzy razy w tygodniu. To istotne, by odpowiednio wcześnie zahartować organizm i przygotować go do intensywnego wysiłku. Najczęstszą przyczyną urazów jest bowiem brak kondycji i osłabiona koordynacja ruchowa. Jak zauważa lek. Bogusław Rataj z Grupy LUX MED, warto pomyśleć o odpowiednim cyklu treningowym, który uchroni przed przykrymi skutkami szusowania na stoku.

Ważne, by wybierać te ćwiczenia, które wzmacniają nie tylko siłę i wytrzymałość mięśni nóg, ale także brzucha, pleców i ramion, ponieważ te partie ciała biorą największy udział w trakcie uprawiania sportów zimowych. Pamiętajmy również o ćwiczeniach poprawiających równowagę, koordynację i stabilizację oraz o treningach wytrzymałościowych. Prawidłowo zaplanowany trening powinien obejmować krótką, 15-minutową rozgrzewkę, około 30 minut ćwiczeń cardio, które poprawiają wydolność organizmu, następnie ćwiczenia wzmacniające, równoważne i rozciągające – to niezwykle istotny element, o którym często zapominamy

lek. Bogusław Rataj, chirurg, ortopeda-traumatolog Grupy LUX MED

Dodatkowo istnieją programy, jak np. Medycyna Sportu dla Aktywnych, które zapewniają kompleksowe wsparcie osób prowadzących aktywny tryb życia na każdym etapie zaawansowania – od początkujących po zaawansowanych oraz tych, którzy dopiero chcieliby zacząć uprawiać sport. Dzięki programowi można wykonać niezbędne badania i pomiary oraz skorzystać z konsultacji specjalistów z zakresu medycyny sportowej, chirurgii urazowej, ortopedii, fizjoterapii, rehabilitacji czy treningu funkcjonalnego i dietetyki. Specjaliści pomogą także dobrać odpowiedni do naszych możliwości rodzaj sportu.
Równie istotnym elementem przygotowań do sezonu zimowego jest dieta. Posiłki warto wzbogacić w produkty, które wzmocnią kości i stawy, pomogą zbudować masę mięśniową oraz poprawią pracę układu odpornościowego. Prawidłowo skomponowana i zbilansowana dieta poprawi kondycję organizmu i przygotuje go do zwiększonego wysiłku.
Niezależnie od typu uprawianego sportu, konieczne jest stosowanie się do zasad bezpieczeństwa na stoku. Grunt to nie stwarzać sytuacji mogących zagrozić zdrowiu lub życiu naszemu i innych. Nie można przesadzać z prędkością podczas zjazdów, a trasy należy dostosowywać do swoich możliwości.

Źródło: materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Niebieskie światło – co to jest i jak wpływa na nasze zdrowie?

Sztuczne oświetlenie, smartfony, laptopy i telewizory, które na dobre weszły do naszego życia emitują  światła niebieskie, które może szkodzić naszym oczom.  Światło niebieskie znamy od zawsze, bo jest ono częścią światła widzialnego – to część widma fal elektromagnetycznych, które są dla nas źródłem informacji wzrokowej.

Dopiero od niedawna mówi się o jego szkodliwości. A wszystko za sprawą postępu technologicznego.

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele czasu spędzamy przed monitorami urządzeń cyfrowych.  Zaczynamy i kończymy dzień od sprawdzenia wiadomości  sms i „polubień” pod zdjęciami na Facebooku czy Instagramie. „Czas przed ekranem” to jedna z nowych funkcji  pozwalająca podejrzeć w jaki sposób oraz jak długo wpatrujemy się w smartfona. I co się okazuje? Średnio 5-6 godzin dziennie korzystamy z urządzeń cyfrowych. Nie mówiąc o pracy przy komputerach i „zimnych” żarówkach,  które również są źródłem emisji światła niebieskiego.

Kiedyś ludzie żyli od wschodu do zachodu słońca, podporządkowując swój dzień naturalnemu oświetleniu. Wstawali o świcie, a spać chodzili po zmroku. Nasze pokolenie kładzie się do łóżek bardzo późno i to wcale nie dlatego, że wieczorami ciężko pracuje. Wręcz przeciwnie – wydaje nam się, że oglądając film na laptopie, czy serfując w sieci – odpoczywamy, a tak naprawdę nasze oczy i mózg non stop są w gotowości do działania.

 

Oczy łzawią, pieką i chorują

Jak wygląda typowy rodzinny wieczór? Wszyscy siedzą razem w salonie oświetlanym energooszczędną świetlówką. Ktoś ogląda mecz lub serial na plazmowym telewizorze przy okazji lajkując coś na Facebooku. Nastolatek prowadzi ożywioną konwersację via smartfon,                a jego młodsze rodzeństwo zbiera pokemony na tablecie. Każdy robi to, co lubi. Dzień jak co dzień.

Później jednak wszyscy mają kłopoty z zasypianiem i ze wzrokiem. Oczy łzawią, szczypią, są zaczerwienione. Większość nawet nie przypuszcza, że źródłem tych problemów jest wpatrywanie się w urządzenia emitujące niebieskie światło, czyli monitory LED i LCD, tablety, laptopy, komputery, smartfony, wyświetlacze GPS. Im bardziej zaawansowany technologicznie i nowocześniejszy ekran, tym większa emisja  niebieskiego światła.

 

Regularne korzystanie z urządzeń emitujących niebieskie światło, szczególnie jeśli nie robimy przerw w pracy wzrokowej, może indukować szereg skutków ubocznych.  Przemęczenie oczu to tylko pierwszy, początkowo niegroźny objaw. Problem zaczyna się, gdy zaburzenia powierzchni oka i suche oko stają się przewlekłe, a kumulacja potencjalnie szkodliwej części pasma światła niebieskiego prowadzi do uszkodzenia fotoreceptorów w obrębie siatkówki. Dzieje się tak między innymi dlatego, gdyż długość fal światła niebieskiego znajduje się blisko ultrafioletu, którego promieniowanie jest dla ludzi szkodliwe. Wpływ światła kumuluje się latami i zależy od jego natężenia – mówi dr nauk medycznych Anna Maria Ambroziak, specjalistka chorób oczu z Centrum Okulistycznego „Świat Oka” w Warszawie.

 

Niebieskie światło może zaburzać procesy metaboliczne zachodzące w siatkówce oka. W efekcie czego może powstawać więcej wolnych rodników, które uszkadzają komórki receptorowe, powodując ich obumieranie i prowadząc do uszkodzenia wzroku – tłumaczy dr Ambroziak.

 

Syndrom oka biurowego. Syndrom widzenia komputerowego.

Nieprzyjemne uczucie dyskomfortu, suchości, pieczenia i łzawienie oczu to efekty wielogodzinnej  pracy przy komputerze szczególnie w klimatyzowanych bądź ogrzewanych, nie wietrzonych i źle oświetlonych pomieszczeniach. Zjawisko to dotyczy ponad 80% pracowników biurowych spędzających wiele godzin przed monitorem komputerowym.  Jednym z pierwszych objawów jest uczucie piasku pod powiekami oraz przekrwienie spojówek, powstające na skutek wysychania powierzchni oka. Powodem jest zmniejszona częstotliwość mrugania i niestabilność naszych łez. Wielogodzinna praca przed ekranem komputera może powodować także zaburzenia  akomodacji, które manifestują się wrażeniem zamglenia obrazu i wahania ostrości wzroku. Innymi objawami są nadwrażliwość na światło, bóle oczu i głowy, bóle karku, przewlekły stres i zmęczenie.

 

 

Zdrowy rozsądek najlepszym lekarstwem

Jak uchronić się przed nieprzyjemnymi skutkami niebieskiego światła? Jest kilka rozwiązań.                           I nie mówimy tu bynajmniej o wyrzuceniu do kosza urządzeń cyfrowych emitujących niebieskie światło. Dobrym rozwiązaniem są okulary, a dokładnie rzecz ujmując – soczewki okularowe z powłoką antyrefleksyjną, która zmniejsza niekorzystne działanie światła niebieskiego. Każdy kto korzysta z komputera w pracy, niezależnie czy ma wadę wzroku czy nie, powinien przede wszystkim pamiętać o prawidłowym mruganiu, może również używać okularów ze specjalną powłoką – dodaje dr Ambroziak.

 

Warto zmienić nawyki

Zacznijmy od ustawienia jasności monitora i obniżenia  temperatury kolorów wyświetlanego obrazu.  Dobrym pomysłem są powłoki na ekrany LCD, ograniczające przenikanie niebieskiego światła. Ponadto wiele firm wprowadziło bezpłatne aplikacje na telefony komórkowe, które automatycznie przyciemniają wyświetlacz i ograniczają emisję niebieskiego światła. Jednak niezależnie od aplikacji przyciemniających wyświetlacze naszych telefonów, dobrze jest ograniczyć na kilka godzin przed snem, przeglądanie tabletu czy smartfona i pozwolić naszemu organizmowi na pełną regenerację.

Naturalnie jak zawsze ważna jest świadomość i profilaktyka. Wzrok  powinniśmy kontrolować przynajmniej raz w roku. Poza tym do zachowania prawidłowej kondycji naszych oczu  potrzebna jest nie tylko odpowiednia higiena pracy i snu, ale także aktywność fizyczna, naturalne oświetlenie i prawidłowo zbilansowana dieta. Warto wprowadzić  do naszego menu więcej roślin szczególnie tych liściastych, np.: jarmuż, szpinak oraz zdecydowanie ograniczyć mięso i wyeliminować wyroby jedzeniopodobne.

Ochrona wzroku przed niebieskim światłem, badania profilaktyczne, odpowiednia higiena pracy i snu oraz zbilansowana dieta pozwolą nam długo cieszyć się dobrą kondycją naszych oczu. Pamiętajmy, że jak we wszystkim konieczny jest zdrowy rozsądek. Korzystanie z wynalazków i nowych technologii –  tak, ale rozumnie.  Zawsze lepiej spotkać się ze znajomymi i porozmawiać w realnym świecie w naturalnym oświetleniu, niż spędzać samotnie czas w domu z laptopem czy smartfonem.

Źródło: materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Nie piętnujmy osób z zaburzeniami psychicznymi

Nie utożsamiajmy zbrodni z zaburzeniami psychicznymi – apelują psychiatrzy, wskazując, że to krzywdząca droga na skróty. Z kolei Fundacja eF Kropka działająca na rzecz zniesienia stygmatyzacji osób z doświadczeniem zaburzeń psychicznych ma nadzieję, że zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie przełoży się na zwiększenie piętna tych chorób.

Zarówno Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, jak i fundacja oświadczyły, że wyrażają sprzeciw wobec zła, które wstrząsnęło Polską.

„Wyrażamy głęboką nadzieję, że tragedia ta nie przełoży się na zwiększenie stygmatyzacji osób z doświadczeniem choroby psychicznej. Przypominamy, że Pan Prezydent Adamowicz był orędownikiem działań antydyskryminacyjnych” – czytamy w komunikacie Fundacji.

Fundacja była współorganizatorem jednej z konferencji prowadzonych przez Serwis Zdrowie poświęconej stygmatyzacji osób z zaburzeniami psychicznymi. Zarówno lekarze, jak i osoby z doświadczeniem choroby psychicznej podkreślali wówczas, że wbrew stereotypom osoby z zaburzeniami zdrowia psychicznego nie są bardziej niebezpieczne, niewiarygodne czy niegodne zaufania niż ludzie bez diagnozy psychiatrycznej, a na stygmatyzacji takich problemów oraz osób traci całe społeczeństwo – choćby przez to, że często osoby borykające się z zaburzeniami nie podejmują leczenia od razu.

– Przez bardzo długi czas bałam się ujawnić mojemu otoczeniu fakt, że jestem chora na schizofrenię. Napawało mnie to silnym lękiem. Z uwagi na negatywne, stygmatyzujące przekazy dotyczące zaburzeń psychicznych, które powszechnie występują w mediach, kulturze masowej, a nawet polityce, taki sam problem jak ja, z ujawnieniem doświadczenia kryzysu psychicznego ma, niestety, bardzo wiele osób. Z tego powodu wielu ludzi nie chce się też leczyć – mówiła Ewa Piskorska, edukatorka Fundacji eFkropka, osoba ze zdiagnozowaną chorobą psychiczną. Pełny zapis konferencji znajduje się TU

Jako godny potępienia przykład podawała powszechną, często powtarzaną opinię, że ludzie chorzy psychicznie są szczególnie groźni dla otoczenia.

– Tymczasem, według statystyk, osoby takie popełniają mniej przestępstw niż osoby niemające problemów psychicznych czy też niezdiagnozowane. Bądźmy zatem bardzo ostrożni w słowach. Nie używajmy etykietek psychiatrycznych wobec innych osób, nie zadawajmy ciągle pytania: „Czy sprawca leczył się psychiatrycznie?” – apelowała Ewa Piskorska.

Konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii prof. Piotr Gałecki wskazuje, że liczba skazanych za przestępstwa i odbywających karę pozbawienia wolności w więzieniu oscyluje wokół 80 tys. (na dzień 30 listopada 2018 zgodnie z danymi Służby Więziennej karę taką odbywało 73 035 osób, kolejnych ponad 40 tys. miało zasądzoną karę więzienia, ale nie zaczęło jej odbywać.

Prof. Gałecki podkreśla, że w ośrodkach detencji, gdzie izolowane są na mocy postanowienia sądu osoby, które popełniły przestępstwo w stanie ograniczonej lub zniesionej poczytalności lub z powodu zaburzeń preferencji seksualnych, przebywa około 1000 osób.

Detencja stosowana  jest wobec osób, co do których istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że z powodu choroby psychicznej lub upośledzenia umysłowego ponownie mogą popełnić czyn o wysokiej społecznej szkodliwości, lub mogą ponownie popełnić przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej w związku z zaburzeniem preferencji seksualnych.

– Często słyszy się o drastycznych czynach, których z racji ich grozy, braku sensu nie jesteśmy w stanie racjonalnie wytłumaczyć. To budzi niepokój i lęk, a jednocześnie potrzebę racjonalizacji, bo jeśli coś jest tak irracjonalne, to budzi większą grozę. Wtedy pojawiają się takie określenia, jak „wariat”, „szaleniec”, czy nawet słowa zaczerpnięte z lekarskich diagnoz. Takie komunikaty stygmatyzują, a zwykle zaburzenia psychiczne nie mają nic wspólnego z przestępstwem – podkreśla psychiatra, będący też biegłym sądowym.

Profesor zwraca uwagę, że często osoby z zaburzeniami psychicznymi stanowią zagrożenie dla samych siebie. Wskazuje, że taki problem zwiększa ryzyko samobójczego zamachu.

„Chcielibyśmy także zaapelować o to, aby nie poszukiwać łatwych rozwiązań szoku wzbudzonego tą tragedią w kojarzeniu jej z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Te tragiczne wydarzenia wywołują w społeczeństwie zaskoczenie, niedowierzanie, a w konsekwencji pragnienie znalezienia wyjaśnienia tego co się stało.  W tej naturalnej potrzebie rozumienia i poszukiwania odpowiedzi na pytanie „dlaczego doszło do tej tragedii?” nie powinniśmy szukać fałszywych, uproszczonych wyjaśnień. Takim nieprawdziwym wyjaśnieniem jest sugerowanie, że wyłącznie osoby chore psychicznie mogą dopuścić się aktów przemocy. Agresja, nienawiść czy chęć odwetu nie znają podziału na chorych i zdrowych i są znane wielu osobom. Występujemy przeciwko próbom utożsamiania przemocy i zbrodni z zaburzeniami psychicznymi. Wszelkie tego rodzaju próby służą wyłącznie znalezienia prostych rozwiązań problemów, z którymi trudno nam sobie poradzić w naszych myślach i emocjach. Powinniśmy być tego świadomi. Tego rodzaju utożsamienia są krzywdzące osób z problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego.  Mogą się przyczyniać do stygmatyzacji naszych pacjentów i utrwalać w świadomości społecznej krzywdzący i nieprawdziwy obraz zaburzeń psychicznych” – czytamy w oświadczeniu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Erekcja: co każdy facet wiedzieć powinien!

Sprawność erekcyjna jest jednym z najbardziej kruchych darów, jakimi Matka Natura obdarowała płeć męską. Łatwo o jego uszkodzenie, a to dlatego, że mechanizm fizjologiczny erekcji jest złożonym procesem, wymagającym jednoczesnego współdziałania ze sobą układów: nerwowego, hormonalnego i krążenia.

Mechanizmem inicjującym erekcję jest optymalny dla mężczyzny bodziec erotyczny. Mogą być to doznania zmysłowe (dotykowe, słuchowe, wzrokowe, smakowe), wyobrażenia o treści erotycznej lub świadomość mającego nastąpić zbliżenia. Każdy z tych bodźców może zadziałać samodzielnie lub dopiero w połączeniu z innymi.

Do wzwodu dochodzi wówczas, gdy bezbłędnie zadziała zachodząca na siebie kilkustopniowa reakcja:

  • odbiór bodźców erotycznych przez naszą świadomość,
  • pobudzenie ośrodka erekcji mózgu,
  • następnie w rdzeniu kręgowym,
  • rozszerzenie się tętnic i wypełnienie ciał jamistych prącia krwią,
  • na koniec skurcz naczyń żylnych członka utrwalający erekcję.

Bez sprawnych i drożnych naczyń tętniczych nie ma mowy o pełnej erekcji.

Dodatkowo sprawność powyższego mechanizmu uzależniona jest od prawidłowego poziomu hormonów płciowych, zwłaszcza testosteronu oraz neuroprzekaźników w mózgu:dopaminy i serotoniny. W stanie pełnej świadomości na jakość erekcji wpływa również nastawienie psychiczne mężczyzny.

Sen a jawa

W czasie snu opisany mechanizm działa bez udziału świadomości i jest to najprostszy test pozwalający na zróżnicowanie zaburzeń erekcji psychogennych od organicznych. Samoistne występowanie erekcji podczas snu lecz jej brak na jawie świadczy o tle psychogennym zaburzeń. Brak erekcji dziennych i nocnych  skłania do poszukiwania choroby, której jednym z objawów mogą być zaburzenia erekcji.

O czym świadczy erekcja

Erekcja jest barometrem zdrowia somatycznego i psychicznego mężczyzn, z czego jednak niewielu z nich zdaje sobie z tego sprawę. Wyniki badań epidemiologicznych przeprowadzane na całym świecie wskazują, że problem zaburzeń erekcji stale narasta bez względu na szerokość geograficzną czy kontynent.

W roku 1995 szacowano, iż w ciągu 30 lat liczba mężczyzn z zaburzeniami erekcji na świecie podwoi się i wyniesie w 2025 roku 320 milionów.  Z badań przeprowadzonych 10 lat temu przez Polskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej na populacji prawie dziewięciu tysięcy polskich mężczyzn wynika, iż ponad 13 proc. wszystkich przypadków zaburzeń wzwodu dotyczyło mężczyzn do 40. roku życia. Kolejne 25 proc. pacjentów, to mężczyźni w wieku 41-50 lat. Najwięcej mężczyzn z zaburzeniami erekcji (średnio 37%) mieściło się w przedziale wiekowym 51-60 lat.

Przyzwyczailiśmy się myśleć o zaburzeniach wzwodu jako „przypadłości starszych panów”. Nic bardziej mylnego.

10 lat temu, po zakończeniu badania populacji polskich mężczyzn z zaburzeniami wzwodu ostrzegałem, iż wiek pacjentów z zaburzeniami erekcji obniża się i będzie się obniżał z powodu stylu życia większości mężczyzn: nieprawidłowej diety, braku ruchu, zamiłowania do alkoholu i nikotyny oraz niezahamowanego rozwoju chorób cywilizacyjnych takich, jak  nadciśnienie tętnicze bądź cukrzyca. Dotyczy to zwłaszcza populacji w krajach rozwiniętych.

Przyczyny nieprawidłowej erekcji można uszeregować następująco:

  • naczyniowe,
  •  hormonalne,
  •  neurogenne,
  •  pourazowe
  •  psychogenne.

Cztery pierwsze określane są mianem organicznych, czyli takich, w których lekarz może określić przyczynę wystąpienia zaburzenia. Związana jest z konkretną chorobą lub czynnikiem uszkadzającym delikatny mechanizm erekcji. Zaburzenia psychogenne są konsekwencją zaburzeń w kondycji psychicznej mężczyzny.

Zaburzenia  wzwodu nie są samodzielną ”chorobą erekcyjną ”, lecz najczęściej stanowią jeden z możliwych objawów bardzo wielu różnych chorób, zwłaszcza układu krążenia. Uogólniona miażdżyca naczyń krwionośnych nawet na wczesnym etapie rozwoju istotnie upośledza kurczliwość tętnic jamistych, co prowadzi do zmniejszenia napływu krwi do ciał jamistych prącia.

Zaburzenia erekcji można uznać za wczesny sygnał schorzeń układu sercowo-naczyniowego.

Dowiedziono, iż zaburzenia erekcji mogą wyprzedzać o kilka lat (2-4 lata) pojawienie się objawów choroby wieńcowej. Tętnice prącia posiadają bowiem średnicę 1-2 mm i wcześniej ulegają zwężeniu od tętnic wieńcowych ( 3-4 mm średnicy) lub szyjnych ( 5-7 mm ).

Zaburzenia erekcji oraz choroba wieńcowa posiadają wspólne czynniki ryzyka: nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, otyłość, zaburzenia lipidowe ( podwyższony poziom cholesterolu i kwasów tłuszczowych ), nikotynizm,  które doprowadzają do uszkodzenia śródbłonka naczyniowego. W efekcie w naczyniach krwionośnych wytwarza się zbyt mało substancji rozszerzających naczynia, a za dużo substancji o charakterze prozakrzepowym, co prowadzi do przebudowy miażdżycowej naczynia i sztywności tętnic.

Efekt końcowy zależy od tempa postępujących zmian: zaburzenia erekcji, choroba wieńcowa, zawał lub udar.

Kiedy mężczyzna ma nadciśnienie…

Nadciśnienie tętnicze jest jednym uznanych czynników etiologicznych występowania zaburzeń erekcji. U dużego odsetka chorych (43 proc. – 68 proc.) z zaburzeniami erekcji współistnieje nadciśnienie tętnicze.

W ujęciu statystycznym 2 na 3 pacjentów z nadciśnieniem tętniczym może mieć zaburzenia wzwodu.

U części mężczyzn jest ono niezależnym czynnikiem wystąpienia zaburzeń erekcji, natomiast podkreśla się korelacje pomiędzy zaburzeniami erekcji i współistniejącymi z nim stanami chorobowymi: cukrzycą, zespołem metabolicznym, obturacyjnym bezdechem sennym oraz depresją.

Leczenie nadciśnienia tętniczego było często wtórną przyczyną wystąpienia zaburzeń erekcji u mężczyzn chorujących na nadciśnienie tętnicze. Dotyczyło to leczenia prowadzonego lekami z grupy β-adrenolityków. Obecnie prowadzone badania korelacji pomiędzy leczeniem nadciśnienia tętniczego według współczesnych zaleceń i standardów, a zaburzeniami erekcji nie potwierdzają negatywnej ich roli w indukowaniu problemów z erekcją.

Męski argument za zapobieganiem i leczeniem cukrzycy

Wyniki szeregu badań epidemiologicznych potwierdzają, iż cukrzyca jest chorobą, odpowiedzialną za występowanie zaburzeń seksualnych u obydwu płci. U mężczyzn są to zaburzenia libido, problemy z erekcją oraz kłopoty z uzyskaniem wytrysku.

Zaburzenia erekcji indukowane cukrzycą, zwłaszcza cukrzycą typu pierwszego, często dotykają ludzi młodych. Ocenia się, że co drugi pacjent  z cukrzycą może mieć problemy z erekcją, a samo prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń wzwodu u pacjentów z cukrzycą jest czterokrotnie większe niż u pacjentów zdrowych. Wykazano również zależność pomiędzy występowaniem zaburzeń erekcji a stopniem wyrównania cukrzycy.

W populacji pacjentów z cukrzycą i nadciśnieniem tętniczym na zaburzenia erekcji cierpi 67 proc. pacjentów, z czego 12 proc. na ciężką postać tej dysfunkcji. Mechanizm patofizjologiczny zaburzeń erekcji jest złożony. Związany jest ze zmianami naczyniowymi (angiopatia ), uszkodzeniem układu nerwowego (neuropatia), zmianami hormonalnymi. Zaburzenia wzwodu występujące u mężczyzn chorych na cukrzycę nie zawsze są następstwem tej choroby. Jeśli związek zaburzeń erekcji z cukrzycą zostanie potwierdzony, iż zaburzenia erekcji są jej skutkiem, to warto wiedzieć o następujących sprawach:

  1. Najczęściej upośledzenie czynności seksualnej u mężczyzn chorych na cukrzycę rozpoczyna się po upływie kilku lat od chwili rozpoznania choroby.
  2. Zwykle następuje stopniowe obniżanie się jakości wzwodu i skrócenie czasu jego trwania.

Hormonalne uwarunkowania zaburzeń erekcji

Zaburzenia hormonalne są również częstym powodem pojawienia się problemów ze sprawnością seksualną mężczyzny. Towarzyszą takim chorobom jak: nadczynność  i niedoczynność tarczycy, hipogonadyzm pierwotny lub wtórny, hiperprolaktynemia, choroby nadnerczy.

Zaburzenia erekcji mogą być objawem zwiastunowym wielu chorób bądź ich wczesnym lub późnym następstwem. Lista tych chorób jest bardzo długa. Występować mogą po zabiegach operacyjnych w obrębie miednicy (schorzenia jelit lub prostaty), po urazach lub jako następstwo leczenia chorób nowotworowych.

Kwestia wieku

U młodych mężczyzn – a zwłaszcza u tych, którzy mają mniej niż 30 lat – aż 75 proc. zaburzeń erekcji ma podłoże psychogenne. W tej grupie mężczyzn zaburzenia najczęściej są efektem różnych kompleksów: np. obniżonego poczucia własnej atrakcyjności, lęku przed niepowodzeniem lub niepożądaną ciążą, zahamowań na tle religijnym, moralnym, lub etycznym.

Przyczyną psychogenną mogą być konflikty partnerskie, jawne lub ukryte żale wobec partnerki lub zanik atrakcyjności partnerki. Nową grupą pacjentów z psychogennymi zaburzeniami erekcji są mężczyźni, u których problem wystąpił  jako następstwo udziału przy porodzie żony.

Stresy zawodowe lub przewlekle zmęczenie przyczyniają się do kłopotów ze sprawnością erekcyjną. Niestety, mężczyźni o tym fakcie nie wiedzą lub zbyt często o tym zapominają.

Zaburzenia erekcji: co robić

Warto o problemie porozmawiać z lekarzem. Wybór środków i metod leczniczych dobierze do przyczyny zaburzenia. Leczenie zanikającej erekcji musi być przyczynowe z uwzględnieniem ogólnego stanu zdrowia i wszystkich czynników towarzyszących występowaniu zaburzeń, przy czym bardzo często są to również uwarunkowania psychiczne.

Często leczenie podstawowej choroby doprowadzającej do zaburzeń pochodzenia organicznego usuwa tę, która dla mężczyzny jest bardziej ważna – a mianowicie zaburzenia wzwodu.

Najstarszym i do dziś stosowanym sposobem utrzymania wzwodu są pierścienie uciskowe, nakładane u nasady członka, czyli tuż przy brzuchu. Mechanizm działania polega na zatrzymaniu krwi w ciałach jamistych i uniemożliwieniu jej odpływu z prącia. Takie pierścienie mogą być zakładane na 30 minut, nie dłużej. Czas ten jest wystarczający do odbycia stosunku seksualnego.

Na innej zasadzie działają pompki próżniowe. Są to cylindry, do których wprowadzane jest wiotkie prącie, a następnie wypompowywane jest z nich powietrze. Wytworzone w ten sposób podciśnienie powoduje napływ krwi do ciał jamistych i zapoczątkowuje erekcję. W przypadku trudności z utrzymaniem osiągniętej w ten sposób erekcji, przed wyjęciem członka z cylindra na jego nasadę nakłada się wspomniany już pierścień uciskowy.

Z powodzeniem stosowane są zastrzyki leków rozszerzających naczynia krwionośne wykonywane bezpośrednio do ciała jamistego prącia samodzielnie przez pacjenta. Są to takie preparaty jak prostaglandyna E1 lub papaweryna. Zastrzyk robi się tylko do jednego ciała jamistego. Poprzez liczne połączenia pomiędzy obydwoma ciałami lek przedostaje się do drugiego ciała i wywołuje erekcję. Pacjent uczony jest przez lekarza techniki wstrzykiwania leku do ciała jamistego, tak, że po ustaleniu właściwej dla niego dawki zastrzyki wykonuje on sobie sam. Po dokonaniu iniekcji erekcja pojawia się po około 20 minutach.

Zaburzenia seksualne na tle psychogennym leczone są psychoterapią indywidualną, małżeńską, hipnoterapią lub metodami treningowymi. W wielu przypadkach problemy seksualne ustępują po zabiegach fizykoterapeutycznych lub po pobycie w sanatorium.

Przyjmowane na około 30 –60 min przed planowaną aktywnością seksualną preparaty doustne są obecnie bardzo skuteczną i wygodną dla pacjenta metodą leczenia zaburzeń erekcji. Leki z tej grupy są dostępne wyłącznie na receptę. Kupowanie ich poza obrotem aptecznym np.: w internecie lub u pośredników naraża mężczyznę na rozczarowanie z powodu braku skuteczności lub wręcz na niebezpieczeństwo, w przypadku, gdy lek został sfałszowany i zamiast substancji czynnej zawiera inne substancje, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia.

Jak wynika ze wspomnianego już  badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej co trzeci mężczyzna, chcąc poprawić swoją funkcję erekcji, kupuje zioła, witaminy i suplementy diety. Suplementy diety bardzo często reklamowane są jako panaceum na wszelkie przypadłości i problemy. Tymczasem zgodnie z definicją suplementy zawierają składniki, które jedynie mogą zapewnić prawidłowe funkcjonowanie organizmu wyłącznie wtedy, gdy organizm funkcjonuje prawidłowo. W sytuacji, gdy pojawiają się problemy zdrowotne suplementy nie pomagają. Są nieskuteczne.

Suplementy diety, obiecując usprawnienie sprawności erekcyjnej, tylko obiecują.  Natomiast z pewnością powodują rozczarowanie i zwątpienie.

Przez brak obiecanej skuteczności wywołują u zawiedzionego mężczyzny poczucie, że z seksem w jego życiu jest już koniec. Pogłębia się lęk przed kolejnymi kontaktami seksualnymi. Zaczyna się unikanie intymnej bliskości. Tymczasem wcale tak być nie musi. Wystarczy przełamać wstyd i zamiast szukać wątpliwych rozwiązań na własną rękę – podzielić się swoim problemem z lekarzem specjalistą.

Dekalog zapobiegania problemom z erekcją

  1. Unikaj otyłości – rozsądne odżywanie i regularne ćwiczenia fizyczne pomogą uniknąć tycia.
  2. Przestrzegaj odpowiedniej diety: zmniejsz spożycie tłuszczu, jedz więcej żywności bogatej w błonnik, unikaj produktów wędzonych, solonych i konserwowanych, pamiętaj o świeżych owocach i warzywach.
  3. Regularna gimnastyka pomoże utrzymać Ci ciało w dobrej kondycji.
  4. Dbaj o wypoczynek i relaks proporcjonalny do aktywności zawodowej.
  5. Naucz się śmiać – umiejętność śmiania się z siebie czy z sytuacji rozładowuje skumulowane napięcie.
  6. Zrezygnuj z palenia tytoniu oraz nie nadużywaj alkoholu.
  7. Regularnie kontroluj stężenie glukozy we krwi,
  8. Kontroluj okresowo poziom hormonów tarczycy,
  9. Regularnie wykonuj pomiary ciśnienia tętniczego,
  10. Przestrzegaj zasady poddawania się okresowym badaniom lekarskim.

Andrzej Depko dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak światło wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie

Człowiek potrzebuje odpowiedniej dawki światła o różnych porach dnia – dzięki temu lepiej śpi, cieszy się lepszym samopoczuciem, ma zdrowsze oczy, a nawet chudnie. Badania wskazują, że światło oddziałuje nawet na płód.

Końcówka grudnia i początek stycznia zwykle kojarzą się ze Świętami Bożego Narodzenia oraz Sylwestrem, ale jest to również czas najkrótszych dni w roku. Na naszej szerokości geograficznej słońce znajduje się wtedy nad horyzontem zaledwie przez mniej niż osiem godzin w ciągu doby. Oznacza to ograniczony dostęp do naturalnego światła – wiele osób dociera do miejsca pracy, gdy jeszcze jest ciemno i opuszcza je, kiedy słońce już zaszło. Tymczasem, jak pokazują badania, kontakt – o właściwej porze – z regulującym zegar biologiczny światłem jest człowiekowi bardzo potrzebny.

Droga do wyzdrowienia

Przeprowadzony w szpitalu projekt badawczy zespołu z Uniwersytetu w Göteborgu pokazał na przykład, jak duże znaczenie ma odpowiednie światło dla ludzi chorych. Korzyści z jego oddziaływania odniosły nawet osoby, które ledwie zachowywały przytomność. „Zegar biologiczny jest bardzo istotny, a światło to czynnik środowiskowy, który ma w tym obszarze największy wpływ” – podkreśla autorka badania Marie Engwall.

Naukowcy obserwowali osoby ciężko chore lub ofiary wypadków przyjęte na działający przez całą dobę oddział intensywnej terapii. W takiej sytuacji wielu pacjentów jest zdezorientowanych co do pory dnia. Badacze sprawdzili więc wpływ specjalnego oświetlenia, które zmieniało się, dostosowując się do odpowiedniej pory. Ranek rozpoczynał się od słabej, czerwonawej poświaty, aby około godziny ósmej zmienić się w silne światło podobne do dziennego. Po kolejnych przemianach, po południu stawało się ono coraz cieplejsze i słabsze. Jak donoszą naukowcy, pacjenci byli bardzo zadowoleni z takiego systemu. Wywierał on uspokajający wpływ na chorych i wspierał ich zegar biologiczny. Co ciekawe, korzystne efekty utrzymywały się długo. Kiedy po roku od wypisania z kliniki, badacze zapytali pacjentów o zdrowie fizyczne i psychiczne oraz apetyt i sen, nawet wtedy ujawniło się wyraźne działanie oświetlenia. „Pacjenci leczeni w naszym eksperymentalnym pokoju byli według własnej oceny w dużo lepszym stanie w porównaniu do pacjentów z grupy kontrolnej. Nie twierdzę, że wszystko jest zasługą światła, ale to wskazówka i wyraźny rezultat, które pokazują, że powinniśmy kontynuować naszą pracę” – relacjonuje Marie Engwall.

W badaniu, na pytania o samopoczucie pytani byli także odwiedzający chorych goście, którzy także mówili o przyjemnym działaniu zbliżonego do naturalnego światła. Choć projekt nie objął personelu medycznego, to jak opowiadają naukowcy, pracownicy szpitala także wyrażali pozytywne opinie.

Okna pomagają w pracy i codziennym życiu

Eksperyment naukowców z Northwestern University i University of Illinois w Urbana-Champaign  pokazał natomiast, że dostęp do dziennego światła w biurze sprzyja dłuższemu trwaniu i lepszej jakości snu nocą, podejmowaniu aktywności fizycznej i lepszej ogólnej jakości życia. „Rosnąca liczba dowodów pokazuje, że ekspozycja na światło w ciągu dnia, szczególnie rano działa korzystnie dla zdrowia poprzez wpływ na nastrój, pobudzenie i metabolizm. Pracujące osoby należą tutaj do grupy ryzyka, ponieważ zwykle spędzają dużo czasu w pomieszczeniach, bez dostępu do naturalnego, a nawet sztucznego, jasnego światła przez cały dzień. Badanie to potwierdza, że działające w ciągu dnia światło wywiera silny wpływ na zdrowie” – zwraca uwagę współautorka eksperymentu dr Phyllis Zee.

„Architekci muszą być świadomi wagi dostępu do naturalnego światła nie tylko ze względu na oszczędności energii, ale także ze względu na zdrowie ludzi przebywających w pomieszczeniach”.

Naukowcy twierdzą, że aby zapewnić odpowiedni poziom naturalnego oświetlenia, stanowiska pracy powinny być ustawione nie dalej niż 6-7,5 m od okien.

Światło dla zdrowszych oczu

Warto także zadbać o to, aby zamiast np. przed komputerowym ekranem, dzieci spędzały czas na dworze. Naukowcy ze School of Optometry and Vision Science na Queensland University of Technology twierdzą bowiem, że kontakt z naturalnym światłem chroni je przed rozwojem krótkowzroczności. Australijski zespół mierzył rozwój oczu dzieci, które nosiły na nadgarstku czujniki rejestrujące ekspozycję na dzienne światło. Okazało się, że mniejszemu wystawieniu na jego działanie towarzyszył szybszy wzrost gałki ocznej, co wiąże się właśnie z pojawieniem się krótkowzroczności.

„To nowe odkrycie ma ogromne znaczenie dla naszych wysiłków w ograniczeniu przyrostu liczby przypadków krótkowzroczności u dzieci” – tak opublikowane przed dwoma laty wyniki skomentowała Kate Gifford, prezes zrzeszającej okulistów organizacji Optometry Australia. Tymczasem autorzy publikacji przytaczają szacunki, według których do 2050 roku połowa populacji świata ma być krótkowidzami i wielu osobom ma z tego powodu grozić ślepota.

„Podczas gdy elektroniczne ekrany przyczyniają się do tego, że dzieci spędzają więcej czasu w pomieszczeniach niż kiedyś, nasze badanie pokazuje, że to nie same ekrany są przyczyną przyrostu występowania krótkowzroczności” – twierdzi autor odkrycia prof. Scott Read. „Okuliści powinni uświadomić swoim pacjentom, że ekspozycja na dzienne światło trwająca mniej niż 60 minut dziennie to czynnik ryzyka krótkowzroczności” – dodaje specjalista.

Według jego szacunków, idealnie byłoby jednak, aby dzieci spędzały co najmniej dwie godziny dziennie na dworze, w naturalnym o świetleniu.

Fotony wpływają na płód

Okazuje się, że dla zdrowia oczu znaczenie może mieć już nawet działanie światła w okresie płodowym. Projekt badawczy przeprowadzony na myszach przez specjalistów z Cincinnati Children’s Hospital Medical Center pokazał, że światło wnikające do łożyska jest niezbędne do prawidłowego rozwoju siatkówki. „To całkowicie zmienia nasze rozumienie tego, jak rozwija się siatkówka. Zidentyfikowaliśmy reagujący na światło proces, który kontroluje neurony w siatkówce. Ma to wpływ na rozwój naczyń krwionośnych w oku, a to bardzo ważne, ponieważ różne, poważne choroby oczu mają związek właśnie z zaburzeniami ukrwienia” – o odkryciu opowiada jego współautor dr Richard Lang.  Badanie pokazało, że trafiające do płodu fotony aktywują białko zwane melanopsyną, które uczestniczy w rozwoju naczyń krwionośnych i neuronów siatkówki. Między innymi hamuje ono nadmierny, szkodliwy rozwój naczyń.

Wyszczuplające słońce

Ekspozycja na światło może być także jednym ze sposobów na utrzymanie zdrowszej wagi. Badanie zespołu z Northwestern University wskazało, że osoby wystawione na działanie promieni słonecznych w porze porannej są szczuplejsze. „Im wcześniej w ciągu dnia światła działało w ciągu dnia, tym niższy był wskaźnik masy ciała uczestników. Im później dochodziło do ekspozycji na umiarkowanie silne światło, tym wyższe było BMI danej osoby” – wyniki relacjonuje prof. Kathryn Reid, autorka badania. „Jeśli ktoś nie otrzyma wystarczającej dawki światła w odpowiedniej porze dnia, może to zaburzyć jego wewnętrzny zegar, co jak wiadomo, zmienia metabolizm i może prowadzić do wzrostu wagi” – dodaje inna autorka, dr. Phyllis Zee.

Światło działało niezależnie od poziomu aktywności fizycznej ochotników, liczby zjadanych przez nich kalorii, ich wieku, czy też pory roku. Według obliczeń badaczy, od porannego naświetlenia zależało 20 proc. BMI. Naukowcy dają więc proste zalecenie – „zażywaj” co najmniej 20-30 minut dziennego światła między godziną 8.00 a 12.00. Jego minimalne natężenie to według badaczy 500 luksów. W pomieszczeniach można zwykle spotkać 200-300 luksów, natomiast na zewnątrz, nawet w pochmurny dzień natężenie światła przekracza 1000 luksów. „Światło to modyfikowalny czynnik, który potencjalnie można wykorzystać w programach redukcji wagi. Tak, jak ludzie starają się lepiej wysypiać, aby obniżyć masę ciała, być może manipulacja ekspozycją na światło jest kolejnym sposobem, który w tym pomoże” – zastanawia się prof. Reid. Warto więc pamiętać, że nie tylko dieta, ruch i dobry sen stanowią klucze do smuklejszej sylwetki i lepszego zdrowia, ale ważne jest jeszcze światło.

Marek Matacz, dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Rezonans magnetyczny królem 2018 roku na pacjentinfo

Z okazji kończącego się roku postanowiliśmy zrobić podsumowanie 3 artykułów, które cieszyły się wśród naszych czytelników największa popularnością. Okazuje się że król jest tylko jeden, czyli rezonans magnetyczny. To informacji o diagnostyce obrazowej a szczególnie  rezonansie magnetycznym szukaliście najczęściej. Poniżej przedstawiamy 3 najchętniej czytane przez Was artykuły w 2018 roku:

Numer 1 – na liście najchętniej czytanych artykułów Badanie rezonansem magnetycznym – Czym różni się 1,5 Teslowy od 3 Teslowego

Okazuje się, że wielu z naszych czytelników stoi przed dylematem wyboru miejsca do badania i waha się jaki aparat będzie dla nich optymalny. Czy faktycznie 3 Teslowy jest 2 razy lepszy od 1,5 Teslowego? Warto pozyskać wiarygodne informacje z naszego artykułu.

Badanie rezonansem magnetycznym – Czym różni się 1,5 Teslowy od 3 Teslowego.

Numer 2  na liście najchętniej czytanych artykułów – Czy rezonans magnetyczny całego ciała jest przydatny w diagnostyce?

To kolejny hit wśród czytanych przez was artykułów. Tak zwane badanie whole body jest dosyć kosztowną usługą, której wartość może sięgać 1000 zł stąd warto wiedzieć czy na pewno  jest to forma profilaktyki, która da nam bezpieczeństwo przed najgroźniejszymi chorobami, takimi jak nowotwory.

Czy rezonans magnetyczny całego ciała jest przydatny w diagnostyce?

Numer 3  na liście najchętniej czytanych artykułów – Wszystko co powinieneś wiedzieć o diagnostyce obrazowej. 

Rentgen, tomografia czy jednak rezonans? Warto wiedzieć czym się różnią zanim wybierzemy się do pracowni diagnostyki obrazowej.

Wszystko co powinieneś wiedzieć o diagnostyce obrazowej.

Dziękujemy Wam za waszą dotychczasową obecność i składamy Najlepsze Życzenia z okazji nadchodzącego 2019 Roku.

Redakcja Pacjentinfo.pl

Fot. www.pixabay.com

Czytanie książek: siedem korzyści dla zdrowia

Wytrawny czytelnik wie, że czytanie to fascynująca przygoda. Ale ma ono także wymierne korzyści dla zdrowia. Biblioterapia zaś pomaga poradzić sobie z poważnymi kłopotami.

Kiedy zakończą się rodzinne spotkania i inne świąteczne atrakcje, wielu może nabrać ochoty na wygospodarowanie trochę czasu dla siebie. To dobry moment, aby sięgnąć po książkę. Wkroczenie w świat opisany przez reportażystę czy wykreowany przez autora powieści może bowiem nie tylko przynieść chwilę wytchnienia.

– Czytanie kieruje każdego człowieka w stronę nieustannego rozwoju. Zachodzące w sytuacji czytania mechanizmy psychologiczne, takie jak: identyfikacja z bohaterem lub z sytuacjami, projekcja, kompensacja, modelowanie, racjonalizacja, fantazjowanie sprzyjają wzbudzeniu w czytelniku emocji. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że młody człowiek, który czyta, stanie się dorosłym, który myśli… Czytanie wpływa na różne obszary kompetencyjne: koncentracji, myślenia analitycznego, komunikacji, inteligencji emocjonalnej, wiedzy, wyobraźni, adaptacji oraz odpoczynku. Według mnie, jeśli ktoś mówi, że nie lubi czytać, to znaczy, że jeszcze nie trafił na swoją książkę – podkreśla dr Wanda Matras-Mastalerz, prezes Polskiego Towarzystwa Biblioterapeutycznego, adiunkt w Instytucie Nauk o Informacji Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie.

Lepsza empatia i relacje z innymi

Jeden z tych elementów rozwoju dobrze pokazuje opublikowana na łamach prestiżowego „Science” praca zespołu z amerykańskiej The New School. Otóż odkryli oni, że kontakt fikcją literacką wspiera umiejętności rozpoznawania stanów psychicznych innych osób niezbędne dla radzenia sobie w złożonych relacjach społecznych. Naukowcy z pomocą specjalistycznych testów zbadali tego rodzaju zdolności u ochotników, którzy w ramach eksperymentu czytali dzieła trzech różnych rodzajów – fikcji literackiej, literatury popularnej i literatury faktu. Osoby czytające utwory należące do fikcji literackiej radziły sobie wyraźnie lepiej z odgadywaniem stanu umysłu innej osoby.

Badacze uważają, że szczególne działanie tego typu literatury polega na tym, że wymaga od czytelnika intelektualnego zaangażowania i kreatywnego myślenia. Nieco inny wpływ książek odkryli natomiast badacze z Uniwersytetu w Modenie i innych ośrodków we Włoszech i Wielkiej Brytanii. W serii eksperymentów zauważyli, że dłuższy kontakt z serią o Harrym Potterze zwiększał u czytelników tolerancję dla stygmatyzowanych grup społecznych, takich jak homoseksualiści czy emigranci i uchodźcy.

Przeciw bólowi i na dobry sen

Literatura może pomóc nawet tam, gdzie kłopoty zaczyna mieć medycyna. Otóż naukowcy z University of Liverpool pokazali, że terapia w formie wspólnego czytania pomagała uczestnikom takich zajęć w poradzeniu sobie z chronicznym bólem. Czytanie działało w podobnym stopniu, jak stosowana często w takich przypadkach terapia poznawczo-behawioralna. Wprawdzie dolegliwości nie osłabły, ale uczestnicy eksperymentu zaczęli lepiej radzić sobie z wywoływanymi bólem emocjami.

Metoda polega na tym, że spotykające się razem osoby głośno czytają różnego rodzaju teksty, np. poezję, opowiadania czy fragmenty powieści, a w czasie przerw grupa ma okazję zastanowić się nad przekazem danego utworu. Jak natomiast podaje amerykańska Mayo Clinic, zatopienie się w książce to także dobry sposób, aby ochłonąć z emocji dnia przed zaśnięciem.

Książki współpracują z neuronami

Zajmujący się badaniem efektów czytania specjaliści odkryli już nawet, że wyraźnie oddziałuje ono na pracę mózgu. Zespół naukowców z Emory University pokazał np., że przeczytana powieść przynajmniej na kilka dni pozostawia w aktywności mózgu widoczny ślad.

Badacze przyglądali się mózgom ochotników z pomocą techniki rezonansu magnetycznego, a wszyscy uczestnicy przeczytali tę samą powieść „Pompeje” Roberta Harrisa. Książka oparta na rzeczywistym wydarzeniu – eksplozji Wezuwiusza – ukazuje je w dramatyczny sposób.

Badanie pokazało, że czytanie powieści pozostawiało po sobie wyraźny skutek w postaci wzmożonej aktywności m.in. części mózgu odpowiedzialnej za odczucia zmysłowe i kontrolę ruchów. Neurony w tym obszarze tworzą m.in. reprezentację odczuć płynących z ciała – dzięki temu, jeśli ktoś np. pomyśli o bieganiu, dojdzie do aktywacji neuronów uczestniczących właśnie w bieganiu.

Zdaniem badaczy, to co zauważyli, świadczy więc o tym, że czytanie powieści w pewnym sensie pozwala na pewnego rodzaju przeniesienie się do ciała bohatera. Nie wiadomo jeszcze, jak długo taki efekt się utrzymuje – naukowcy obserwowali go aż do końca eksperymentu, pięć dni po przeczytaniu powieści.

– Wielu neurologów dziecięcych, psychologów i pedagogów zwraca np. uwagę na fakt, że gdy czytamy dziecku, niejako „formatujemy” jego mózg”. Młody człowiek uczy się koncentracji i skupienia oraz abstrakcyjnego myślenia – zwraca uwagę prezes Polskiego Towarzystwa Biblioterapeutycznego.

Czytaniem dziecku zapewnisz mu lepszy start w szkole 

Z książkami warto więc mieć kontakt od początku życia.

– Literatura stwarza przestrzeń do dialogu z samym sobą i z drugim człowiekiem. Wsparcie za pomocą lektury może stanowić przydatne narzędzie wspomagające higienę psychiczną dziecka oraz jego rozwój osobisty. Dorośli najczęściej zdają sobie sprawę z tego, że czytanie wzbogaca młodych odbiorców, wyzwaniem pozostaje jednak sposób zachęcenia do sięgania po książki. Dobrą praktyką jest na pewno rytuał wspólnego czytania domowego, łatwiej wtedy rozwijać pasję czytania w przedszkolu i szkole – opowiada dr  Matras-Mastalerz.

Na przykład  przeprowadzona przez zespół z New York University obserwacja ponad 250 dzieci w okresie od 6. miesiąca do wieku 4,5 lat pokazała znaczące korzyści czytania dziecku przez mamę już w najmłodszym wieku. Owocowało ono obszerniejszym słownictwem cztery lata później, a także wpływało na późniejszą zdolność czytania i pisania.

Znaczenie miały przy tym dwie rzeczy. Pierwsza to ilość czasu spędzana przez matkę na czytaniu dziecku, a druga to jakość tego czytania –  tutaj liczyły się rozmowy z malcem na temat książki czy wspólne opisywanie obrazków i emocji bohaterów.

Tymczasem lepiej rozwinięte umiejętności językowe to, jak się okazuje, potężny kapitał do wykorzystania w dalszej edukacji. Jak pokazał projekt badawczy zespołu z University of Washington, zasób słownictwa dziecka i jego znajomość gramatyki nie tylko wpływa na przyszłe możliwości posługiwania się słowem pisanym, ale także na inne umiejętności.

Spośród różnorodnych kompetencji związanych z nauką oraz życiem społecznym, wpływających na późniejszy sukces w szkole, zwyciężyły właśnie możliwości językowe. Tylko ta umiejętność wyraźnie decydowała także o powodzeniu w wielu innych obszarach, np. – UWAGA! – w matematyce czy relacjach społecznych.

Książkowa terapia

Po wzięciu pod uwagę tak szerokiego oddziaływania książek, nie powinno dziwić, że stosuje się je w profesjonalnej pomocy osobom z różnymi kłopotami. Takie działanie nosi nazwę biblioterapii.

Biblioterapia to wykorzystanie wyselekcjonowanych materiałów czytelniczych do pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi w celach terapeutycznych, edukacyjnych, socjalizacyjnych, promocji zdrowia czy profilaktyce uzależnień. Pomaga ona m.in. budować odporność psychiczną i poczucie dobrostanu u każdego typu odbiorcy. Za podstawowy cel biblioterapii uznaje się wsparcie, „umacnianie” odbiorcy poprzez ukierunkowane czytanie.

– W procesie tym istotną rolę odgrywa pośrednik, korzystający z metod wypracowanych przez psychoterapię, ale skupiający się głównie na doborze i wykorzystaniu odpowiedniej literatury w pracy z czytelnikiem. Choć istnieją gotowe wykazy literatury biblioterapeutycznej, to najskuteczniejszy wydaje się indywidualny dobór książek dla danej osoby, odpowiednich do jej możliwości percepcyjnych, zainteresowań i przede wszystkim problemów. W przypadku młodzieży i dorosłych możemy posługiwać się literaturą uspokajającą (sedativa), pobudzającą (stimulativa) czy refleksyjną (problematica). Dana książka może np. dotyczyć podobnego problemu, z jakim boryka się czytelnik. Natomiast w pracy z dziećmi stosuje się pozycje relaksacyjne, psychoedukacyjne i psychoterapeutyczne. Mogą one np. ułatwić rozmowę na trudne tematy, takie jak choroba, śmierć czy np. rozwód rodziców – opowiada prezes PTB.

Terapeutyczne zalecenia dotyczące książek warto traktować z odpowiednią powagą.

– Pojawiające się  w literaturze określenie „książki na receptę” (Books on Prescription) używane było raczej w znaczeniu metaforycznym. Jednak odnalezienie w  lekturach „recepty na życie” wydaje się całkiem możliwe i przydatne. Dlatego, już w ośmiu krajach na świecie wydawane są recepty na książki. Oczywiście, należy pamiętać, że nie istnieją recepty uniwersalne, odpowiednie dla wszystkich, jednak potencjał tkwiący w literaturze może stać się skutecznym środkiem edukacyjnym i terapeutycznym dla czytelników w każdym wieku – kontynuuje dr Matras-Mastalerz.

Warto więc czytać nie tylko ze względu na przyjemność i emocje, jakie może dać książka, ale także ze względu na korzyści, jakie może przynieść dla psychicznego, a przez to także fizycznego zdrowia i osobistego rozwoju.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Pułapka świątecznego biesiadowania – na pomoc żołądkowi

Podczas świąt zazwyczaj pozwalamy sobie na więcej. Ucztowanie przy suto zastawionym stole, zaostrzające apetyt zapachy potraw, którym trudno się oprzeć i dużo czasu na jedzenie sprawiają, że układ pokarmowy wystawiony jest na ciężką próbę. W efekcie tych poczynań nietrudno o wzdęcia, niestrawność i zgagę. Co zrobić, by pomóc żołądkowi przetrwać ten trudny dla niego czas?

Barszcz z uszkami, sernik, smażona ryba, makowiec, śledzik, kutia… w okresie Bożego Narodzenia układ pokarmowy nie ma lekko. Jeśli pokusa skosztowania wszystkich świątecznych potraw była silniejsza niż rozsądek, możliwe, że żołądek będzie musiał porządnie się napracować, a trawienie pokarmu potrwa znacznie dłużej.

Na przykre wzdęcia koper włoski, kminek i natka pietruszki

Nie jest tajemnicą, że w czasie rodzinnego ucztowania jemy zdecydowanie więcej. Warto zatem na kilka dni przed świętami przygotować odpowiednio układ pokarmowy, zanim przystąpi on do wzmożonej pracy. Pomoże w tym lekkostrawna, uzupełniona o probiotyki dieta, picie naparów z ziół oczyszczających organizm z toksyn czy przyjmowanie błonnika, dającego uczucie sytości. Wzdęciom i zaparciom sprzyjają tłuste potrawy, gazowane napoje, a nawet rozmawianie przy jedzeniu – połykamy wówczas więcej powietrza. Do świątecznych potraw wskazane jest używanie dużej ilości ziół i przypraw, które wspomagają trawienie – zwłaszcza  koper włoski, majeranek i kminek. Aby uniknąć zaparć i wzdęć, warto również powstrzymać się od picia płynów w trakcie posiłków, ponieważ rozcieńczają one enzymy trawienne. Należy jednak pamiętać o uzupełnianiu płynów pomiędzy posiłkami.

Zgaga – nieproszony gość przy wigilijnym stole

Nieprzyjemne i uporczywe uczucie pieczenia w przełyku to częsta dolegliwość, która dopada nas podczas świątecznego biesiadowania. Zgaga pojawia się zazwyczaj po zbyt obfitych posiłkach, wypiciu kawy czy alkoholu. Towarzyszyć jej może również kwaśne odbijanie, cofanie treści żołądkowej do przełyku, a także palące bóle za mostkiem i w nadbrzuszu. Jedni cierpią na zgagę po zjedzeniu czegoś kwaśnego, inni po słodyczach lub mieszance cukru i złej jakości tłuszczów w wysoko przetworzonej żywności.

Jeśli zgaga występuje sporadycznie – po ciężkostrawnym, sutym posiłku – nie jest chorobą, a jedynie reakcją organizmu na przeciążenie żołądka. W wyniku tego zwiększa się ciśnienie w jamie brzusznej, a to z kolei sprzyja cofaniu się treści pokarmowej do przełyku. Z pewnością nie pomagają nam produkty przesycone sztucznymi dodatkami, jak barwniki czy konserwanty. Powodują one nadprodukcję kwasu żołądkowego i w efekcie cierpimy na przykre dolegliwości, związane ze zgagą. Samo zażywanie środków zobojętniających kwas nie wystarczy. Warto zrewidować swoje nawyki żywieniowe, unikać pokarmów, które podrażniają układ pokarmowy i przede wszystkim – nie przejadać się. Jeśli natomiast zgaga pojawia się po każdym posiłku, może oznaczać, że mamy do czynienia z refluksem, związanym z zaburzeniami pracy dolnego zwieracza przełyku. Wówczas należy zasięgnąć porady specjalisty w celu pogłębionej diagnostyki i rozpoczęcia leczenia.

– radzi dr Krystyna Małecka-Kużawczyk, specjalista II stopnia chorób wewnętrznych, Grupa LUX MED.

Sposobem na uniknięcie zgagi jest przede wszystkim równomierne rozkładanie posiłków w ciągu dnia. Najważniejsza zasada – jeść mniej, a częściej, a ostatni pokarm spożywać nie później niż na dwie godziny przed snem. Osoby cierpiące na takie dolegliwości powinny także ograniczyć picie kawy, alkoholu i napojów gazowanych oraz jedzenie słodyczy. Doraźnie przy zgadze może pomóc wypicie szklanki wody z rozpuszczoną w niej łyżeczką sody oczyszczonej, mleko lub zjedzenie kilku migdałów, które mają właściwości alkalizujące kwaśne środowisko w żołądku.
Ciężar w brzuchu, nudności, zgaga i wzdęcia – aby ich uniknąć, w czasie świąt warto zastosować się do kilku prostych wskazówek. Mózg potrzebuje około 20 minut, aby odczytać informację z żołądka o uczuciu sytości. Dobrym sposobem jest serwowanie sobie częstszych przerw między kolejnymi posiłkami. W tym czasie można wyjść na dłuższy spacer, by pobudzić układ pokarmowy do pracy. Unikajmy również podjadania, a do końca świąt dotrwamy w dobrym samopoczuciu.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Przygotuj się na sezon narciarski

Uprawiasz inny sport niż narciarstwo i stąd myślisz, że będziesz mniej narażony na kontuzję podczas szusowania? Błąd! Poznaj fakty i mity o urazach ze stoków i co zrobić, by ich uniknąć.

Z roku na rok wzrasta popularność sportów zimowych. Ocenia się, że obecnie jest na świecie około 200 milionów narciarzy i 70 milionów snowboardzistów. Nic więc dziwnego, że wzrosła liczba urazów spowodowanych uprawianiem tych zimowych dyscyplin sportu, ale – jak mówi dr Urszula Zdanowicz z Carolina Medical Center – i tak jest ich mniej, niż powszechnie się sądzi.

Lekarka wskazuje, że bezpieczeństwo jazdy poprawiło się dzięki lepszemu przygotowaniu i oznakowaniu szlaków narciarskich, a przede wszystkich dzięki wprowadzeniu nowoczesnych butów narciarskich i samowypinających się wiązań.

Również jazdę na nartach carwingowych trochę łatwiej teraz kontrolować (zwłaszcza dla początkującym narciarzom), rzadziej dochodzi do upadków i tym samym mniejsza jest liczba urazów.

Ciekawostka: ocenia się, że średnio dochodzi o 2-4 urazów na 1000 dni jazdy na nartach.

Ekspertka zaznacza, że ponieważ jednak od kilku lat na stokach jednocześnie pojawiają się narciarze zjazdowi i snowboardziści, doprowadza to do większej liczby kolizji przy dużej prędkości. Zwiększyła się więc liczba poważnych urazów, ze złamaniami wieloodłamowymi.

Jazda na nartach: specyficzne urazy

Najczęściej narciarze narażeni są na urazy stawu kolanowego. Ryzyko to wyraźnie zwiększa się u osób powyżej 26. roku życia. Zdaniem ortopedów i fizjoterapeutów najprawdopodobniej wiąże się to ze zmniejszającą się ogólną aktywnością sportową i rozpoczęciem w tym wieku intensywnej pracy zawodowej.

Osoby takie z trudem znajdują czas na wyjazd narciarski, nie są do niego wystarczająco kondycyjnie i siłowo przygotowane, a jednocześnie starają się maksymalnie wykorzystać czas na zjeżdżanie. Niewiele osób przeprowadza rozgrzewkę, nie chcąc „tracić” na nią czasu.

Również stawiający pierwsze kroki narciarskie mają czterokrotnie większą szansę na kontuzję, niż ich doświadczeni koledzy. Często brakuje im wyobraźni, próbują zjeżdżać ze zbyt trudnych dla stoków.

Wbrew powszechnej opinii uprawianie innego sportu nie zmniejsza ryzyka urazu na nartach. Wręcz przeciwnie – okazuje się bowiem, że osoby wysportowane jeżdżą na nartach bardziej ryzykownie i z większa prędkością, co sprzyja urazom.

Dr Zdanowicz podkreśla, że szczególnie uważać powinni narciarze, którzy już wcześniej doznali urazu więzadła krzyżowego przedniego i nie byli leczeni. Informuje, że aż 6-krotnie zwiększa się u nich ryzyko ponownego urazu, dodatkowo aż 39 proc. tych urazów będzie na tyle poważnych, że wymagać będzie leczenia chirurgicznego.

Na nartach najczęściej dochodzi do urazów:

  • kolana,
  • więzadła krzyżowego przedniego,
  • łąkotki.

Na snowboardzie najczęściej dochodzi do urazów:

  • przedramienia
  • okolic nadgarstka
  • głowy i szyi.

Specjaliści przestrzegają: jeśli masz nadwagę, warto przed sezonem zgubić 2-3 kg, bo każdy kilogram nadwagi działa na niekorzyść układu ruchowego i krążeniowego. Jeśli prowadzisz siedzący tryb życia, a nagle w czasie ferii zaczniesz spędzać pięć godzin na stoku, wówczas bardzo obciążasz stawy, co nie może skończyć się dla nich dobrze.

Od kiedy przygotowania do sezonu narciarskiego?

Warto pamiętać, że podczas jazdy na nartach mięśnie pracują inaczej niż podczas codziennej aktywności, dlatego poprzez ćwiczenia trzeba je przyzwyczajać do tego innego wysiłku. Idealnie byłoby zacząć przygotowania na trzy miesiące przed wyjazdem, ale nawet kilka tygodni ćwiczeń może wiele zmienić.

Trzy podstawowe elementy każdego treningu:

  1. Wydolność fizyczna – wysoki poziom wydolności fizycznej, pozwoli nam bezpiecznie poruszać się na stoku przez wiele godzin czerpiąc przy tym radość i przyjemność z jazdy. Jeżeli chcesz zjeżdżać na nartach i nie łapać zadyszki za każdym razem, przygotuj odpowiednio swój układ sercowo-naczyniowy i oddechowy do tego rodzaju wysiłku. Regularny trening aerobowy o umiarkowanej intensywności to pierwszy krok, jaki powinieneś wykonać.
  2. Siła i wytrzymałość mięśni – drugi bardzo ważny element przygotowania do sezonu narciarskiego to wzmocnienie naszych mięśni. Dotyczy to zarówno mięśni kończyn dolnych, ale również mięśni stabilizujących miednicę, mięśni głębokich CORE stanowiących pewnego rodzaju trzon naszego ciała, mięśni brzucha, pleców i ramion. W tym wypadku idealnie sprawdzi się trening siłowy z obciążeniem zewnętrznym (dla początkujących z ciężarem własnego ciała), w pełnych wzorcach ruchowych.
  3. Koordynacja ruchowa – jest to kolejny bardzo ważny element, który wpływa na bezpieczeństwo jazdy na stoku narciarskim. Zdolność do połączenia umiejętności technicznych z czuciem własnego ciała i przenoszenia środka ciężkości wpływa na płynność jazdy, ekonomiczność i swobodę ruchów. Ćwiczenie koordynacji ruchowej jest również ważne w kontekście umiejętności szybkiego reagowania na sytuacje znajdujące się na stoku np. wyminięcie przeszkody, która pojawiła się w trakcie zjazdu (oblodzenie) lub innego narciarza, który zajechał nam drogę lub przewrócił się tuż przed naszymi nogami.

Jak trenować przed nartami? 

  • Częstotliwość: 2-3 razy w tygodniu
  • Długość trwania jednego treningu: około 1-1,5 h.

Najlepszym miejscem będzie dobrze wyposażona siłownia.

Lekarka zaznacza, że można też ćwiczyć samemu w domu – trening dwa razy dziennie po 20-40 min. pomogą zmniejszyć ryzyko urazu.

Przykładowy schemat treningowy przed sezonem narciarskim:

  1. Rozgrzewka – 5-10 min spokojnego wysiłku tlenowego, który podniesie temperaturę ciała i przygotuje organizm do dalszej pracy.
  2. Po rozgrzewce warto jest wykonać kilka ćwiczeń mobilizacyjnych, które aktywnie rozciągną nasze mięśnie i poprawią zakresy ruchomości. Tutaj w szczególności warto jest zwrócić uwagę na staw kolanowy, miednicę, odcinek piersiowy i lędźwiowy kręgosłupa oraz obręcz barkową.
  3. W dalszej części treningu wykonujemy ćwiczenia o charakterze funkcjonalnym – aktywacja mięśni pośladkowych, grupy kulszowo-goleniowej, mięśni CORE.
  4. Główną część treningu powinny stanowić ćwiczenia siłowe w pełnych wzorcach ruchowych, takich jak: przysiad, martwy ciąg, wykroki, wyciskanie na barki itp. Ćwiczenia i obciążenie powinny być dobierane indywidualnie i dostosowane do aktualnych możliwości osoby trenującej.
  5. W końcowej części treningu jako ćwiczenia uzupełniające warto jest włączyć ćwiczenia koordynacyjne oraz ćwiczenia na niestabilnym podłożu, które poprawiają propriocepcję (czucie własnego ciała) a także balans i kontrolę własnego środka ciężkości.
  6. Na zakończenie treningu jako ostatni element zaleca się wykonanie wysiłku aerobowego o umiarkowanej intensywności.

Taka sesja powinna trwać 20-30 min. Jeżeli dysponujemy większą ilością czasu, w tygodniu, trening tlenowy możemy wykonać jako osobną jednostkę treningową i przeplatać na przemian z treningiem na siłowni. Może to być basen, bieganie, jogging.

Uwaga! Dr Zdanowicz przestrzega przed często popełnianymi błędami: wiele osób ćwicząc bez wsparcia specjalisty skupia się na mięśniach ud, a pomija miednicę. Niesłusznie! Stabilizacja miednicy jest kluczowa w trakcie jazdy. Ona zapewnia nam równowagę i czucie naszego ciała. Poza tym miednica i mięśnie pośladkowe średnie i małe odpowiadają za stabilizację kolana. A przecież to kontuzje kolana należą do najczęstszych wśród narciarzy.

Czym grozi szusowanie bez przygotowania?

Przede wszystkim zagrożeniem bezpieczeństwa zarówno nieprzygotowanego narciarza, jak i innych. Jeśli masz słabą kondycję i nagle w połowie zjazdu złapiesz zadyszkę i zatrzymasz się, wówczas stwarzasz niebezpieczeństwo dla innych użytkowników. Jeżeli Twoje mięśnie nie są odpowiednio przygotowane, a trafisz na oblodzony odcinek trasy, wtedy nie będziesz w stanie kontrolować jazdy. Może dojść do upadku, skręcenia kolana, urazu nadgarstka czy wybicia barku.

Rozgrzewka na stoku

Jest niezwykle ważna. Choć wystarczy, by trwała zaledwie 5-10 minut i tak wiele osób bagatelizuje jej znaczenie. Dr Zdanowska przestrzega, że pomijając rozgrzewkę narażamy się na różne problemy zdrowotne: naciągnięcia, kontuzje, upadki. Jeżeli nie podniesiemy naszej temperatury ciała, to serce i płuca nie są gotowe do wysiłku. W najlepszym wypadku może to skończyć się zadyszką. Lekarka tłumaczy, że bez rozgrzewki mięśnie nie są aktywowane, a zatem nie są gotowe na tego typu wysiłek, jak zjazd na nartach. Jeżeli zaczniemy dynamicznie zjeżdżać, robić mocne skręty, wówczas istnieje ryzyko, że stracimy kontrolę. Warto też „poćwiczyć upadki” – przewróćmy się kilka razy na jedną i drugą stronę pozwoli to nam psychicznie przygotować się na upadek podczas jazdy.

Jak zrobić rozgrzewkę przed zjazdem na nartach

  • Rozgrzewka powinna być wykonywana w butach narciarskich.
  • Zrób stretching dynamiczny polegający na wypadach bocznych, przysiadach.
  • Poruszaj górną częścią tułowia.
  • Wykonaj też ćwiczenia na jednej nodze, dzięki którym popracujesz nad równowagą. Chodzi o to, by pobudzić mięśnie – pewność, że do tego doszło możesz mieć, gdy poczujesz lekką zadyszkę.

Po rozgrzewce jesteśmy już gotowi na zjeżdżanie. Na pierwszy zjazd (niezależnie od naszego poziomu) warto wybrać łagodny stok – narciarstwo to nie jest sport uprawiany regularnie w ciągu roku. Dajmy więc szansę swoim mięśniom na przygotowanie do innego wysiłku niż na co dzień. Na czarne trasy przyjdzie jeszcze czas.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Dożylne wlewy z witaminy C mogą być bardzo groźne

Doktor Agnieszka Gruszfeld  Centrum Onkologii w Warszawie ostrzega, że w ciągu ostatnich kilku lat 3 pacjentki zmarły w placówce w wyniku ostrej niewydolności nerek. To były chore, które stosowały witaminę C w dożylnych wlewach.

Specjalistka  w rozmowie z portalem gazeta.pl informuje, że w przeszłości testowano podawanie witaminy C dożylnie, w różnych dawkach i częstotliwościach, ale żaden z tych schematów nie udowodnił ani wpływu na przeżycia chorych na nowotwory, ani tym bardziej nie wykazano, by ktokolwiek został z raka wyleczony. doktor Gruszfeld dobitnie wskazuje, że „twierdzenie, że ta witamina potrafi wyleczyć nowotwór, jest absolutnym kłamstwem“.

„Myślę, że ludzie, którzy stosują witaminę C dożylnie u chorych na raka, wierzą zapewne w jej skuteczność. Być może chcą pomóc ludziom, którzy cierpią na chorobę nowotworową. Aczkolwiek mogę się mylić i są to oszuści, którzy po prostu liczą na zarobienie pieniędzy w łatwy, miły, przyjemny sposób. Nie chciałabym jednak tego insynuować” – czytamy w rozmowie.

Specjalistka zaznacza, że fakt, iż lekarze nie zalecają takiej terapii, nie wynika z braku wiedzy czy z ignorancji, ale z potrzeby nienarażania pacjenta na nieskuteczne leczenie i ponoszenie niepotrzebnych kosztów.

Ekspertka wylicza, że ogólny koszt, który ponosi pacjent w wyniku stosowania tego rodzaju alternatywnego leczenia, jest podobny do ceny terapii biologicznej, tyle że chory „nie dostaje za to nic”.

Jednocześnie przestrzega, że dożylne wlewy z witaminy C mogą być bardzo groźne, szczególnie dla pacjentów, którzy zmagają się z zaburzeniami pracy nerek. „Mieliśmy w ciągu ostatnich kilku lat co najmniej cztery zgony pacjentów, co do których mam podejrzenia, że mogły wynikać ze stosowania terapii alternatywnych. Trzy pacjentki zmarły w wyniku ostrej niewydolności nerek. To były chore, które stosowały witaminę C w dożylnych wlewach” – czytamy.

Źródło” www.rynekaptek.pl za gazeta.pl

Fot. www.pixabay.com

Polacy skazani na kolejki. Ile trzeba czekać na wizytę u lekarza?

Aby dostać się do specjalisty Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 4 miesięcy, a na pojedyncze świadczenie …

Nadwrażliwe jelita: to nie psychika jest tu winna

Pacjenci z zespołem nadwrażliwego jelita to nie histerycy, lecz nadwrażliwcy, którym trzeba pomóc – przekonuje gastroenterolog …

Popularne leki na przeziębienie u dzieci wstrzymane w obrocie!

Główny Inspektor Farmaceutyczny wstrzymał obrót 6 lekami na przeziębienie, bardzo popularnymi min. w leczeniu dzieci. …