Kategoria: ZDROWIE

Cukier kontra słodziki. Mity i fakty

Cukier obwiniany jest m.in. o wpływ na rozwój epidemii otyłości czy próchnicy, ale mające go zastąpić słodziki też nie mają dobrej prasy. Dlaczego? Na to i wiele innych pytań dotyczących słodzików odpowiada prof. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.

Spora część doniesień medialnych na temat słodzików, z którymi się do tej pory zetknąłem, stawiała je w negatywnym świetle, sugerując, że to sama „chemia”, że wcale nie pomagają w walce z otyłością, albo, że wręcz zwiększają ryzyko rozwoju różnych schorzeń. Dodam jeszcze, że te artykuły z reguły powoływały się na konkretne badania naukowe. Co Pani na to? 

Należy z dużą ostrożnością i dystansem podchodzić do tego rodzaju doniesień medialnych. Interpretowanie wyników badań naukowych to naprawdę bardzo trudne zadanie, zwłaszcza dla laików. Łatwo wpaść w pułapkę. Na przykład, jeśli chodzi o wpływ stosowania słodzików na redukcję masy ciała, to zostało zrealizowanych już wiele badań, które potwierdzają ich korzystne działanie w tym obszarze. Jednak z badań tych jasno wynika, że to nie same słodziki leczą otyłość, lecz kompleksowe zmiany stylu życia, głównie w zakresie sposobu żywienia i aktywności fizycznej. Zamiana cukru na niskokaloryczne substancje słodzące jest więc tylko jednym z istotnych elementów tych zmian, ale nie jedynym.

Bądźmy bardziej krytyczni wobec tego co czytamy i słyszymy w mediach czy w kręgu znajomych. Fakty są takie, że nie ma żadnego, pojedynczego, cudownego lekarstwa na otyłość. Problem nadmiernej masy ciała jest zbyt złożony i skomplikowany, by mogła go rozwiązać zamiana jednego tylko składnika diety na inny. Niemniej jednak, w świetle istniejących dowodów naukowych, chciałabym podkreślić, że częstsze stosowanie słodzików, zarówno przez poszczególne osoby (do dosładzania potraw), jak i przez przemysł spożywczy (w recepturach swoich produktów), może być istotnym społecznie elementem zapobiegania oraz leczenia nadwagi i otyłości.

Tylko jak przekonać do częstszego stosowania słodzików osoby nieprzekonane czy wręcz uprzedzone, właśnie z powodu wspomnianej wcześniej „złej prasy”? Można się przecież z internetu dowiedzieć np., że stosowanie niektórych słodzików może wywołać raka! 

Badania mające dowodzić rakotwórczości niektórych niskokalorycznych substancji słodzących, które zrealizował jakiś czas temu jeden włoski zespół, są mało wiarygodne, z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, warto wiedzieć, że zostały one przeprowadzone na szczurach. Po drugie, szczury wykorzystane w tych badaniach były bardzo stare, a ryzyko rozwoju nowotworu rośnie wraz z wiekiem. Po trzecie, podawano im bardzo duże ilości niskokalorycznych substancji słodzących. Trudno więc na podstawie tak skonstruowanego badania wyciągać jakikolwiek daleko idące wnioski, zwłaszcza dla ludzi.

Nauka dysponuje za to mocnymi dowodami na to, że otyłość zwiększa ryzyko wielu rodzajów raka.

Pamiętajmy, że wszystkie słodziki dostępne w Unii Europejskiej są dopuszczane do stosowania po dokładnej analizie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Zresztą cały czas podlegają one regularnej ocenie ekspertów. Gdyby tylko pojawiły się jakieś poważne dowody na ich szkodliwe działanie u ludzi, to natychmiast zostałyby wycofane z rynku.

Jeśli ktoś mimo wszystko jest nadal sceptycznie nastawiony do słodzików i chciałby poznać więcej wiarygodnych argumentów na to, że ich stosowanie jest bezpieczne i korzystne, to zachęcam takie osoby do lektury dwóch ważnych dokumentów opracowanych przez polskich ekspertów. Pierwszy z nich, opublikowany w 2019 r., to Stanowisko Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny oraz Instytutu Żywności i Żywienia w sprawie stosowania niskokalorycznych substancji słodzących. Drugi dokument to Stanowisko Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego w sprawie stosowania niskokalorycznych substancji słodzących z 2012 r. Wynika z nich m.in., że stosowanie słodzików przynosi wymierne korzyści nie tylko w leczeniu otyłości, lecz także i cukrzycy. Podobne rekomendacje zostały też wydane przez renomowane naukowe towarzystwa medyczne w wielu innych krajach, m.in. w USA.

Jakie konkretnie słodziki ma pani tutaj na myśli?  Słyszałem, że np. warto stosować ksylitol, zwany cukrem brzozowym, bo nie dość, że ma mało kalorii, to jeszcze ma działanie przeciwcukrzycowe i przeciwpróchnicowe… 

Akurat ksylitol, ale także sorbitol czy mannitol, czyli tzw. poliole, należące do grupy cukrów prostych, nie są przez ekspertów zaliczane do niskokalorycznych substancji słodzących. Warto wiedzieć, że ksylitol zawiera tylko o około 40 proc. mniej kalorii niż zwykły cukier, a do tego spożywany w większych ilościach może być przez wiele osób źle tolerowany, np. może sprzyjać wzdęciom lub mieć działanie przeczyszczające. Ponadto, poliole są zupełnie inaczej metabolizowane przez organizm niż niskokaloryczne słodziki. Warto wiedzieć, że np. wspomniany ksylitol podobnie jak fruktoza i inne cukry proste przerabiany jest w wątrobie na glukozę i triglicerydy. Dlatego w kontekście leczenia otyłości polioli się nie rekomenduje.

W takim razie jakie słodziki polecają eksperci?  

Chodzi o grupę faktycznie niskokalorycznych substancji słodzących, takich jak np.: acesulfam K, aspartam, sacharyna, stewia czy sukraloza. Zawierają one zero lub naprawdę bardzo niewiele kilokalorii, a są przy tym 150-1000 razy słodsze niż cukier. Dzięki temu dodawane są do żywności i potraw jedynie w niewielkich ilościach. Naprawdę bardzo trudno je więc „przedawkować”.

Biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej kontrowersje chciałbym zapytać czy istnieją jakiekolwiek przeciwwskazania lub wyjątki dotyczące stosowania tego rodzaju słodzików, np. u kobiet w ciąży lub dzieci? 

Są pewne ograniczenia dotyczące stosowania aspartamu. Osoby cierpiące na fenyloketonurię – rzadko występującą, genetycznie uwarunkowaną chorobę metaboliczną, nie mogą stosować tego słodzika. Takie osoby powinny więc sprawdzać na etykietach produktów spożywczych czy nie zawierają one aspartamu, który z biochemicznego punktu widzenia jest dla organizmu źródłem fenyloalaniny, czyli aminokwasu, którego nie potrafi metabolizować.

Drugie ograniczenie dotyczy niskokalorycznych substancji słodzących za wyjątkiem stewii. Chodzi o to, że nie powinno się ich używać do gotowania i pieczenia. W wysokiej temperaturze częściowo ulegają rozkładowi i mogą tworzyć się substancje o niekorzystnym wpływie na organizm. Zatem kiedy chcemy upiec ciasto w wersji light, użyjmy do jego posłodzenia stewii. Więcej istotnych ograniczeń popartych wiarygodnymi badaniami sobie nie przypominam. Raz jeszcze podkreślam, że EFSA na bieżąco monitoruje badania naukowe na temat słodzików i czuwa nad ich bezpieczeństwem, podobnie zresztą jak i nad innymi dodatkami do żywności, czyli tzw. numerami E. Słodziki pozostają jednak pod szczególnie uważnym nadzorem tego europejskiego urzędu, a to właśnie z uwagi na kontrowersje i obawy, które budzą u niemałej części konsumentów.

Pewnie ma to też jakiś związek z modą na bycie naturalnym i eko… 

Raczej z pseudonauką i czarnym PR-em. Przecież jak najbardziej naturalny jest np. smalec, ale czy jest zdrowy? Czy zalecają go kardiolodzy i dietetycy? Naturalny jest też cukier! Ale jego nadmierne spożycie prowadzić może do wielu problemów zdrowotnych. Koniec końców jednak z naukowego punktu widzenia wszystko jest chemią i cukier i ksylitol i aspartam. Nie dajmy się więc zwariować różnym sensacyjnym doniesieniom, modom czy celebrytom. Zachowajmy zdrowy rozsądek i słuchajmy uznanych ekspertów praktykujących medycynę opartą na faktach (evidence based medicine).

Wróćmy jeszcze na chwilę do roli słodzików w zapobieganiu i leczeniu otyłości. Rozumiem, że istotą tego jest obniżanie przy ich pomocy wartości energetycznej diety czy też konkretnych wysokokalorycznych produktów i potraw. Jednak chyba nie zawsze rozwiązuje to problem, bo czy można np. bezkarnie zajadać się czekoladą bez cukru?   

Rzeczywiście, o ile w przypadku takich produktów jak słodzone napoje, zastąpienie cukru słodzikiem w praktyce niweluje ich energetyczność niemal do zera, to jednak w produktach bardziej złożonych, takich jak np. czekolada, samo wyeliminowanie cukru zmniejsza ich kaloryczność tylko do pewnego stopnia. W przypadku czekolady energetyczność zostałaby w ten sposób obniżona zaledwie o 15-20 proc. Jest tak za sprawą dużej zawartości tłuszczu w czekoladzie.

Trzeba o tym pamiętać: bez cukru nie zawsze równa się zero kalorii! Zatem, jeśli ktoś jest świadomym konsumentem, zwraca uwagę na informacje zawarte na etykietach produktów, a do tego wszystkiego próbuje pozbyć się zbędnych kilogramów, to powinien zdawać sobie sprawę z tego, że nie może jeść więcej czekolady niż wcześniej, tylko dlatego, że zmienił ją na bezcukrową. W ten sposób może osiągnąć skutek przeciwny do zamierzonego, czyli zwiększyć masę ciała.

Czyli ze słodyczami generalnie trzeba bardzo uważać, niezależnie od tego czy są słodzone cukrem czy słodzikami? 

Niestety, w praktyce powstrzymywanie się od zjedzenia czegoś słodkiego to dla wielu osób bardzo trudne wyzwanie. Trudno oprzeć się słodkościom m.in. dlatego, że najczęściej towarzyszą nam już od wczesnego dzieciństwa i kojarzą się nam z czymś pozytywnym, dobrym i radosnym.

To jednak znacznie szerszy problem. W dzisiejszych czasach ludzie jedzeniem coraz częściej kompensują sobie wiele różnego rodzaju niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych. W dorosłym życiu jedzenie może więc zastępować niektórym ludziom np. miłość, przyjaźń czy bliskość i być dla nich nagrodą, jedną z niewielu przyjemności w życiu, sposobem na stres i chandrę. Coraz częściej występują też obecnie różne zaburzenia odżywiania, takie jak np. zespół kompulsywnego jedzenia czy zespół nocnego jedzenia.

Zatem słodziki mogą być na poziomie społecznym jednym z wielu sposobów na to, aby pozwolić ludziom cieszyć się jedzeniem, ale jednocześnie ograniczyć związane z tym ryzyko rozwoju nadwagi lub otyłości. Jednak w przypadku osób, które chorują już na otyłość spowodowaną zaburzeniami odżywiania to z pewnością nie wystarczy. W ich przypadku konieczna jest często kompleksowa interwencja: nie tylko dietetyczna, lecz także farmakologiczna i psychoterapeutyczna. Nazywajmy więc rzeczy po imieniu. Zamiast mówić tylko o odchudzaniu czy mitycznej walce z otyłością, mówmy raczej o leczeniu otyłości. Bo otyłość jest chorobą, którą trzeba leczyć. 

Żródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Maseczki chirurgiczne – czy naprawdę chronią przed koronawirusem?

Najbardziej znanym, prawie codziennie pokazywanym przez media symbolem „zarazy”, wywołanej przez nowego koronawirusa z Wuhan, są maseczki ochronne na twarzach ludzi chcących uniknąć zakażenia. Czy ich noszenie w tym celu w ogóle ma sens?

Odpowiedź na to pytanie może niejednego zaskoczyć.

„Jeśli maseczki ochronne na twarz są stosowane przez zakażonych, to pomagają zapobiegać przenoszeniu się koronawirusa na zdrowe osoby z najbliższego otoczenia. Jednak noszenie maseczek przez osoby zdrowe, w celu zapobiegania infekcji, nie jest już tak efektywne” – informują eksperci Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (European Centre for Disease Prevention and Control – ECDC).

Maseczki: jak ich używać

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) bardzo precyzyjnie wskazała, kto i w jakich okolicznościach powinien nosić maseczki ochronne, w związku z zagrożeniem epidemiologicznym wywołanym przez nowego koronawirusa:

  • noś maseczkę jeśli kaszlesz lub kichasz (gdy masz objawy infekcji dróg oddechowych),
  • jeśli jesteś zdrowy, to powinieneś nosić maseczkę tylko wtedy, gdy opiekujesz się osobą zainfekowaną nowym koronawirusem (lub osobą, u której podejrzewa się takie zakażenie).

Eksperci WHO podpowiadają jednocześnie, jak należy korzystać z maseczek ochronnych, gdyż nieumiejętne ich stosowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku! 

Poniżej przedstawiamy najważniejsze zalecenia WHO w tej kwestii:

  • maseczki skutecznie chronią cię tylko wtedy, gdy są właściwie używane, co oznacza m.in. towarzyszące ich noszeniu częste i dokładne mycie rąk – z użyciem mydła lub środków dezynfekujących na bazie alkoholu (ręce należy też umyć przed założeniem maseczki),
  • zakładając maseczkę dokładnie zakryj nią usta i nos, tak aby nie było żadnych szpar pomiędzy maseczką a twarzą,
  • unikaj dotykania maseczki, którą nosisz na twarzy, a jeśli to ci się zdarzy, umyj ręce,
  • zmień maseczkę na nową wtedy, kiedy poczujesz, że jest już mocno zawilgocona,
  • po zdjęciu maseczki jednorazowego użytku nie zakładaj jej ponownie, lecz od razu wyrzuć do zamkniętego pojemnika na śmieci,
  • zdejmując maseczkę rób to tak, aby dotykać jej tylko „od tyłu” (czyli unikając dotykania jej zewnętrznej części), po czym koniecznie umyj ręce.

Uwaga! Na stronie internetowej WHO można zobaczyć film instruktażowy, który pokazuje jak poprawnie używać maseczek.

Skoro jednak maseczki ochronne na twarz (tzw. chirurgiczne, dentystyczne czy medyczne) nie są przez ekspertów zalecane do powszechnego stosowania w ramach profilaktyki zakażeń koronawirusami , to warto wiedzieć co tak naprawdę każdy z nas powinien robić na co dzień, aby w jak największym stopniu zmniejszyć ryzyko zakażenia tymi, ale też i wieloma innymi groźnymi patogenami. Oto co zalecają w tej kwestii eksperci ECDC:

  • dbaj przede wszystkim o higienę rąk, gdyż jest to klucz do zapobiegania infekcjom, także tym wywoływanym przez koronarowirusy; zatem jak najczęściej myj ręce wodą z mydłem przez co najmniej 20 sekund – zwłaszcza przed jedzeniem, po skorzystaniu z toalety, po przyjściu do domu czy pracy, a także po kontakcie ze zwierzętami,
  • jeśli mydło i woda nie są dostępne, dezynfekuj ręce korzystając z preparatów odkażających, które zawierają co najmniej 60 proc. alkoholu,
  • ponieważ wirusy najczęściej przedostają się do ludzkiego ciała przez oczy, nos i usta unikaj ich dotykania niemytymi rękami,
  • unikaj kontaktu z chorymi ludźmi, szczególnie tymi, którzy kaszlą,
  • unikaj odwiedzania zatłoczonych miejsc, w tym m.in. bazarów i targów, gdzie handluje się żywymi lub martwymi zwierzętami.

Dmuchanie na zimne

Choć w momencie publikacji tego artykułu (czyli do 13 lutego 2020 r.) nie stwierdzono jeszcze w Polsce żadnego przypadku zakażenia koronawirusem z Wuhan (którego nowa, oficjalna nazwa brzmi COVID-19), to jednak eksperci są dość zgodni, że jego pojawienie się w naszym kraju jest tylko kwestią czasu.

Póki co, dużo bardziej realnym problemem epidemiologicznym jest w naszym kraju np. grypa. Jednak również i w jej przypadku, w ramach profilaktyki zakażeń, warto stosować się do podstawowych zasad higieny wskazanych w powyższym artykule.

Na koniec przypomnijmy, że Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła niedawno międzynarodowy stan zagrożenia zdrowia publicznego z powodu epidemii wywołanej przez nowego koronawirusa (Public Health Emergency of International Concern). Do tej pory (według stanu na dzień 13 lutego 2020 r.) zachorowania na przypominającą zapalenie płuc chorobę wywoływaną przez nowego koronawirusa stwierdzono już w blisko 30 krajach świata (w sumie zanotowano ponad 60 tys. zachorowań i ponad 1,3 tys. zgonów z tego powodu, głównie w Chinach).

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Chorzy z biedy, czyli jak ubóstwo wpływa na zdrowie

„Jestem biedna, mam słabe zdrowie, nie mam znajomych, kariery, miłości” – napisała na popularnym forum internetowym jedna z użytkowniczek. Badania naukowe dowodzą, że niektóre z wymienionych problemów faktycznie mogą się ze sobą wiązać. Dowiedz się które.

Naukowcy nie pozostawiają złudzeń: ubóstwo i niższy status to dużo większe ryzyko zdrowotnych kłopotów!

Biedne osoby narażone są m.in. na zwiększone ryzyko wystąpienia otyłości, schorzeń układu krążenia, problemów ze zdrowiem psychicznym, a  w przypadku dzieci także zaburzeń rozwoju. W efekcie, wzrasta też zagrożenie samobójstwami i znacząco spada długość życia. Pieniądze i status kształtują zatem zdrowie na różne sposoby. Poniżej przedstawiamy przegląd najciekawszych badań naukowych na ten temat.

Dobre jedzenie kosztuje

Po pierwsze, przy braku pieniędzy, trudno jest się dobrze żywić. Doskonale pokazali to naukowcy z włoskiego Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca. Włochy to przecież kraj słynący ze znakomitej kuchni, w tym z tzw. śródziemnomorskiej diety. Choć doskonale znana jest z korzyści, jakie przynosi zdrowiu i samopoczuciu, nie wszystkich, niestety na nią stać, nawet we Włoszech!

„Odkryliśmy, że osoby o najniższych dochodach odżywiały się najmniej zgodnie z dietą śródziemnomorską, w porównaniu do tych w najlepszej sytuacji materialnej” – mówi prof. Licia Iacoviello, autorka badania.

Biedniejsze osoby jadły więcej przetworzonych produktów, zwykle tańszych od tradycyjnego, naturalnego jedzenia. Aż 36 proc. biedniejszych uczestników projektu było przy tym otyłych, a w przypadku bogatszych „tylko” 20 proc.

Ubodzy odżywiają się mniej zdrowo także z innej przyczyny. Otóż, jak pokazał projekt badawczy z udziałem 150 osób w wieku od 18 do 65 lat, przeprowadzony na University of Liverpool, bieda skłania do częstszego „zajadania” stresu. Im niższy ktoś miał status społeczno-ekonomiczny, tym silniejszego stresu doświadczał i co gorsza, częściej przykre emocje zagłuszał jedzeniem. Ludzie, którzy robili to najrzadziej mieli prawidłowy wskaźnik masy ciała (BMI), wynoszący średnio nieco ponad 23 kg/m2, ale najczęściej stosujący „uspokajające jedzenie” – prawie 40 kg/m2 (co oznacza dużą otyłość). Wbrew wcześniejszym przewidywaniom naukowców, okazało się, że na impulsywne sięganie po kalorie nie wpływała tzw. rezyliencja, czyli osobista zdolność do radzenia sobie ze stresem.

Dietetyczny program z dzieciństwa

Niestety, z powodu ubóstwa niektóre osoby mogą mieć w życiu również inne poważne trudności dotyczące diety. Chodzi o problemy, które wynikają z biedy doświadczonej na wczesnym etapie życia. Otóż, jak w serii eksperymentów pokazali specjaliści Texas Christian University, osoby wychowujące się przy niedostatku jedzenia, w dorosłości częściej jedzą, kiedy nie są głodne, w porównaniu do ludzi wychowanych w dobrobycie. Co gorsza, zwiększonego apetytu nie redukuje nawet wysoki status ekonomiczny w dorosłym życiu.

„Byliśmy zaskoczeni utrzymującym się wpływem środowiska, w którym ktoś się wychowywał na jedzenie w dorosłym wieku. Zaskoczyło nas także to, że poziom bogactwa w dorosłości nie miał prawie żadnego znaczenia na zachowania związane z jedzeniem” – opowiada autorka odkrycia, dr Sarah Hill. „Nasze badanie sugeruje, że ludzie, którzy wychowali się w relatywnie ubogim środowisku, mogą mieć większe trudności z kontrolowaniem jedzenia i utrzymaniem masy ciała niż osoby, które dorastały w bogatszym otoczeniu” – dodaje badaczka.

Ubóstwo i strach przed samotnością

Z tym odkryciem doskonale współgrają wyniki uzyskane przez specjalistów z Rice University. Otóż w badaniu z udziałem 200 osób o różnym pochodzeniu, zauważyli oni, że osoby wychowujące się w domach o niskim statusie, w dorosłości opisują swoje zdrowie jako znacznie gorsze, niż ludzie, którzy wychowali się w dostatku. Dlaczego?

„Niski status społeczno-ekonomiczny nakłada na rodziców ciężar, z powodu którego są oni mniej dostępni dla dzieci. Może to prowadzić do powstania pewnych nastawień związanych z relacjami, obejmujących strach przed porzuceniem i trudności w budowaniu bliskich relacji. Mogą one szkodzić zdrowiu w dorosłym wieku” – wyjaśnia prof. Chris Fagundes. Tym razem jednak skala wpływu biedy zależała od osobistych umiejętności radzenia sobie ze stresem. „Jeśli ktoś lepiej radzi sobie z negatywnymi emocjami i stresem, jest bardziej prawdopodobne, że będzie zdrowszy w dorosłości. Jednak, jeśli ktoś nie jest zbyt dobry w zarządzaniu emocjami, prawdopodobnie będzie miał większe kłopoty ze zdrowiem” – zaznaczyła dr Kyle Murdock.

Bieda lubi papierosy

Ubodzy nie tylko mniej zdrowo się odżywiają, ale jak pokazują amerykańskie badania, dużo częściej palą. Im niższy status społeczno-ekonomiczny, tym większy odsetek palaczy – donoszą naukowcy z University of Colorado. Nie dzieje się tak dlatego, że ubożsi nie starają się rzucić chorobotwórczego nałogu. Problem jest inny – ludziom z tej grupy, z jakiegoś powodu rzadziej się to udaje.

„W ciągu ostatniego półwiecza, wysiłki związane z poprawą zdrowia publicznego pomogły ograniczyć palenie o ponad połowę, ale prawdopodobnie potrzebujemy zmiany w naszych strategiach pomagania palaczom. Metody, które działały w części społeczeństwa o wyższym statusie, wydają się nie odnosić skutku dla pozostałej części” – alarmuje  prof. Arnold Levinson, autor badania.

Rak groźniejszy dla ubogich

Niestety, gdy doskwierają kłopoty z pieniędzmi, rośnie także umieralność na raka. Wskazali na to badacze z Yale University, którzy sprawdzili spowodowaną nowotworami śmiertelność w różnych hrabstwach USA. Przyjrzeli się także przyczynom odkrytych różnic. Okazało się, że w najbiedniejszych hrabstwach na raka umiera o prawie 24 proc. więcej osób, niż w najbogatszych. Jakie są tego powody?

„Najważniejsze z nich to: dostęp do pożywienia, palenie, aktywność fizyczna i jakość opieki zdrowotnej oferowanej w danym hrabstwie” – informuje główny autor projektu dr Jeremy O’Connor. „Badanie sugeruje, że wszystkie z tych czynników wspólnie prowadzą do rozbieżności. Nie chodzi więc tylko o zachowania związane ze zdrowiem czy jakość opieki medycznej, ale o wszystkie te elementy razem” – dodaje.

Ślady pozostawione w genach

Ubóstwo odciska naprawdę głębokie piętno w organizmie człowieka – pokazał z kolei zespół z Northwestern University. Okazało się, że życie w biedzie wiąże się z epigenetycznymi zmianami (metylacją DNA) dotyczącymi prawie 10 proc. genów. Zmiany tego typu decydują tymczasem o aktywności poszczególnych genów.

„Od długiego czasu wiedzieliśmy, że SES (socioeconomic status – ang. status społeczno-ekonomiczny) to ważny czynnik decydujący o zdrowiu, ale mechanizmy powodujące, że ciało ‘pamięta’ doświadczenia biedy były nieznane. Nasze odkrycie sugeruje, że metylacja DNA może odgrywać w tym ważną rolę” – mówi kierujący pracami prof.  Thomas McDade. „Silnie wskazuje to na potencjalne mechanizmy, za pośrednictwem których bieda może wywierać utrzymujący się wpływ na wiele fizjologicznych systemów i procesów” – wyjaśnia naukowiec.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Otyłość trzeba leczyć

Otyłość to choroba, która jak grypa czy nadciśnienie – wymaga leczenia. Zwłaszcza, że jest ona przyczyną wielu innych chorób, które prowadzą do poważnego pogorszenia stanu zdrowia, a także przedwczesnej śmierci. Czas przestać traktować ją tylko jako defekt estetyczny i zająć się nią na poważnie – nawołują specjaliści.

Sytuacja jest naprawdę zła – takiej częstości występowania otyłości nigdy dotychczas nie było. Według danych z 2016 roku w Polsce problem nadwagi dotyczy aż 68 proc. mężczyzn i 53 proc. kobiet, zaś otyłości 25 proc. mężczyzn i 23 proc. kobiet. Liczby te jednak z roku na rok dramatycznie wzrastają. Dzis na świecie żyje ponad 600 mln otyłych osób. Nadmiar kilogramów zaczyna być problemem już nawet w krajach Afryki i Azji.

– Jesteśmy świadkami sytuacji bez precedensu, niebywałej epidemii – uważa prof. Paweł Bogdański, internista i hipertensjolog, kierownik Katedry Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych i Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Szczególnie kiepsko wyglądają statystki dla Polski: według prognoz do 2025 roku otyłość będzie już dotyczyła co trzeciego mężczyzny i 26 proc. kobiet, w dodatku otyłość wśród dzieci rośnie w Polsce najszybciej w Europie.

– Wszystkie konsekwencje otyłości przekładają się na dorosłe życie. Warto sobie uświadomić, że jeśli dzieciakom do 13 roku życia nie uda się z nią uporać, to 80 proc. z nich będzie mieć problem z wagą w dorosłym życiu. Dlatego to tak ważne, aby rozmawiać o otyłości otwarcie i edukować już dzieci – uważa lekarz.

Skąd wziął się problem otyłości

Patogeneza otyłości jest skomplikowana. Do czynników ryzyka zalicza się m.in.: interakcje między czynnikami genetycznymi, epigenetycznymi i środowiskiem w jakim funkcjonujemy, z uwzględnieniem tempa i stylu życia, stresu i dostępności do wysokoprzetworzonej żywności. Zatem, niejednokrotnie zbyt duża masa ciała wcale nie jest winą pacjenta.

Okazuje się, że niezwykle istotny jest np. czas przed zajściem w ciążę. Wykazano, że za grzechy rodziców w okresie przedprokreacyjnym i prokreacyjnym płacą dzieci. Już od dawna wiadomo, że niedobór lub nadmiar składników pokarmowych w życiu płodowym, prowadzi do trwałych modyfikacji procesów metabolicznych i hormonalnych, które wpływają na zdrowie dziecka w późniejszym okresie życia, czyli niejako „programują” one metabolizm i przebieg procesów fizjologicznych, co może skutkować rozwojem szeregu powikłań metabolicznych i sercowo‒naczyniowych w okresie dorosłości.

Tak więc otyłość to nie tylko prosta interakcja pomiędzy zbyt dużą ilością jedzenia, wysokoprzetworzonego, dostarczonego w niewłaściwy sposób, ze zbyt niskim poziomem aktywności fizycznej, która coraz częściej zastępowana jest elektrycznymi  hulajnogami, zakupami przez internet, pracą przed komputerem. To wszystko ma ogromne znaczenie, ale otyłość to dużo głębszy proces.

– Kłopot polega między innymi na tym, że zmienił się stosunek aktywności fizycznej w stosunku do przyjmowanych pokarmów. Kiedyś to było 3:1, teraz odwrotnie. A geny mamy z okresu paleolitu, one przystosowały nas do warunków panujących wtedy, gdy polowaliśmy na mamuta, kiedy musieliśmy się nabiegać, żeby zdobyć pożywienie. Od tego czasu wiele się zmieniło, a nasze geny nie nadążają za zmianą środowiska – tłumaczy specjalista.

W ostatnim czasie sporo mówi się o tym, że znaczenie ma też mikrobiom znajdujący się w naszym przewodzie pokarmowym, znaczenie mają też neurohormony wydzielane w centralnym układzie nerwowym. Wiele jest zaburzeń predysponujących do otyłości i współistniejących z nią. Bardzo często otyłość jest efektem zaburzeń psychologicznych – chęć zaspokajania miłości, przyjaźni, bezpieczeństwa, prowadzi do niekontrolowanego spożywania posiłków. Rozwojowi otyłości mogą sprzyjać też czynniki jatrogenne, związane z interwencjami medycznymi – jak np. przyjmowane w trakcie leczenia innych chorób leki.

Otyłość nie jest powikłaniem, lecz przyczyną

Trudno o inną chorobę, która ma tak wiele konsekwencji – prowadzić może do ponad 200 potencjalnych powikłań!

– Lecząc nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, zespół bezdechu w czasie snu, chorobę niedokrwienną serca, miażdżycę – tak naprawdę leczymy powikłania otyłości. Zbyt często zapominamy co jest podstawową, wyjściową przyczyną tych chorób. Mówi się nawet, że otyłość jest ich powikłaniem, podczas gdy najczęściej jest dokładnie odwrotnie – zwraca uwagę specjalista.

Eksperci podkreślają, że otyłość spełnia klasyczne kryteria choroby: ma swoje przyczyny, patogenezę, kryteria rozpoznania, konsekwencje medyczne, powikłania oraz sposoby postępowania terapeutycznego. Dlatego jest wpisana na listę chorób przewlekłych.

Otyłość kontra głód

Oszacowano, że w XXI wieku z powodu powikłań otyłości umiera więcej osób niż z powodu głodu. Jak wyliczyli eksperci choroby związane  z otyłością w ciągu najbliższych 30 lat pochłoną ponad 90 mln istnień ludzkich.

Jakie mogą być skutki uboczne otyłości

Skutków ubocznych otyłości jest cała masa, trudno nawet wymienić wszystkie. Jeśli się jej bliżej przyjrzeć jest czynnikiem ryzyka, albo czynnikiem pogarszającym rokowania niemal każdej przewlekłej choroby.

Na przykład, otyłość zwiększa ryzyko rozwoju cukrzycy typu II. U kobiet z BMI powyżej 35 ryzyko zachorowania na tę chorobę wzrasta 90 –krotnie!

– Gdybyśmy umieli skutecznie zapobiegać i leczyć otyłość wielu pacjentów nie miałoby powikłań związanych z cukrzycą. Nie leczylibyśmy powikłań powikłań. Tymczasem wielu pacjentów z cukrzycą typu II nigdzie w dokumentacji nie ma wpisanej otyłości. Bierne przyglądanie się otyłości jest błędem w sztuce lekarskiej – uważa prof. Paweł Bogdański.

Otyłość zwiększa ryzyko rozwoju nadciśnienia tętniczego, z którym w Polsce boryka się ponad 10 mln osób. Warto zwrócić uwagę, że w standardach postępowania z nadciśnieniem zapisano, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania rozwojowi nadciśnienia jest modyfikacja stylu życia, a zwłaszcza redukcja masy ciała. Szacuje się, że ponad połowa wszystkich przypadków nadciśnienia spowodowana jest nadmierną masą ciała.

Otyłość zwiększa ryzyko rozwoju miażdżycy. Pacjenci z miażdżycą częściej mają zawał, udar, kłopoty krążeniowe kończyn dolnych, częściej mają zaburzenia rytmu serca, bezdech senny. Według danych brytyjskich 10 proc. z nieznanych przyczyn wypadków to nierozpoznany, nieleczony bezdech nocny, który sprzyja zasypianiu za kierownicą. Problem ten w Polsce dotyczy 9 proc. dorosłych mężczyzn i 4 proc. kobiet.

Otyłość sprzyja rozwojowi choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa i stawów kolanowych oraz biodrowych, powoduje problemy ortopedyczne, które znacząco pogarszają jakość życia.

Otyłość jest wreszcie istotnym czynnikiem ryzyka rozwoju chorób nowotworowych. Szacuje się, że z kilku milionów rozpoznawanych co roku na świecie nowotworów około 100 tys. to skutki tylko i wyłącznie nadmiernej masy ciała! Jest ona czynnikiem ryzyka m.in. raka piersi, raka jelita grubego, przełyku, nerki, trzustki – lista chorób nowotworowych związanych z otyłością jest coraz dłuższa, naukowcy udowadniają kolejne powiązania. Przedstawiciele amerykańskich towarzystw onkologicznych uważają, że 40-60 proc. wszystkich chorób nowotworowych moglibyśmy uniknąć dzięki odpowiedniemu sposobowi odżywiania, szczupłej sylwetce i aktywności fizycznej.

Otyłość skraca życie!

Eksperci ostrzegają, że nieleczenie otyłości skutkuje skróceniem życia średnio od 14 do 17 lat!

– Szacuje się, że z powodu epidemii otyłości zostanie zahamowana i skrócona średnia długość życia – w Polsce będzie to spadek o 4 lata. To dane, które niepokoją, wręcz zatrważają  – mówi specjalista.

W działania mające zmienić obraz otyłości w Polsce zaangażowała się m.in. znana dziennikarka Katarzyna Bosacka.

– Przełamywanie tabu związanego z otyłością i edukacja, że otyłość to choroba i można ją leczyć jest bardzo ważna, dlatego zaangażowałam się w kampanię „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”. Mam nadzieję, że zwiększy ona świadomość na temat zdrowotnych konsekwencji otyłości, zapobiegania jej i leczenia. Sama po 4 ciążach, z uwarunkowań medycznych, też zmagam się od lat z nadwagą” – zwierzyła się Katarzyna Bosacka na konferencji inaugurującej kampanię.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Zimą w góry – zdrowo, ale ostrożnie

Zimowe wycieczki górskie mogą być pasjonujące i zdrowe. Konieczne jest jednak pamiętanie o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Opowiada o tym dr n.med. Bartosz Puchalski, specjalista kardiolog, ratownik górski w Grupie Bieszczadzkiej GOPR.

Czy zimowe wycieczki w polskie góry stwarzają duże ryzyko dla zdrowia?

Góry zawsze stanowią pewne zagrożenie, także latem. Przykładowo Bieszczady nie są górami wysokimi, jednak wraz ze wzrostem wysokości spada temperatura, wzmagają się porywy wiatru. Jednocześnie w zimie szybko zapada zmrok, mogą też pojawić się utrudniające widzialność opady śniegu, mgła czy też zamieć śnieżna. Można wtedy zabłądzić i stracić orientację w terenie.

Co może z tego wyniknąć?

Na pewno należy brać pod uwagę możliwość powstania odmrożeń. Może dojść także do niebezpiecznego wychłodzenia organizmu – hipotermii. W turystyce górskiej, szczególnie w narciarstwie wysokogórskim czy wspinaczce często dochodzi także do różnego rodzaju niebezpiecznych urazów.

Można zmniejszyć ryzyko takich zdarzeń?

Podstawa to odpowiednie przygotowanie kondycyjne oraz sprzętowe. W Tatry zimą trzeba zabrać ze sobą m.in. raki, czekan i linę, uprząż,  z kolei w Bieszczady, z uwagi na bardzo duże odległości zasadne są rakiety śnieżne lub narty tourowe. Trzeba posiadać plecak z dodatkowym ciepłym ubraniem, termos z gorącą herbatą, odpowiednio kaloryczny prowiant , folię NRC, latarkę, naładowany telefon z alarmowym numerem ratunkowym w górach (tel.601 100 300), mapę, kompas oraz tzw. lawinowe ABC (detektor, sonda oraz łopata). Bardzo istotna jest też wiedza oraz umiejętność posługiwania się wyżej wymienionym sprzętem.

Jak jeszcze trzeba się przygotować?

Kolejna sprawa to kondycja. Na przykład w czasie zimowych ferii wiele osób bierze urlop i często wstaje od biurka, udaje się w góry, czy też od razu zakłada narty udając się na stok. To pierwszy krok do wypadku lub też kontuzji. Przed wyjazdem trzeba się odpowiednio kondycyjnie przygotować, zadbać zarówno o trening siłowy jak i aerobowy. Trzeba wzmocnić nie tylko nogi, ale tak naprawdę całe ciało.

A co z ubiorem?

Najbardziej zalecane jest tzw. ubieranie na cebulkę, czyli zakładanie wielu warstw. Jednocześnie w technice odzieżowej nastąpił duży postęp i mamy do dyspozycji nowoczesne ubrania z membranami chroniącymi przed wodą, wiatrem i odprowadzającymi pot. Wybór jest duży i warto zadbać o odpowiedni ubiór.  Zawsze należy zabrać dodatkową parę rękawic oraz czapkę.

Lepiej zapewne też nie zapominać o jakichś zapasach?

Pożywienie to następna rzecz. Można zabrać ze sobą np. wysokoenergetyczne batony, które zapewnią dużą liczbę kalorii. W górach energię oraz siły traci się dosyć szybko. Do tego dobrze jest mieć wspomniany już termos z gorącą herbatą.

Załóżmy, że sytuacja staje się naprawdę trudna, ktoś doznał urazu czy opada z sił albo czuje się przemarznięty. Jak ocenić, kiedy należy wezwać pomoc?

W momencie urazu uniemożliwiającego poruszanie się wychłodzenie organizmu następuję dosyć szybko. Należy od razu wezwać służby ratunkowe mając na uwadze fakt, że dotarcie do poszkodowanego może czasami dłużej potrwać. Służby ratownicze można zawiadomić dzwoniąc pod numer 601 100 300 lub za pomocą aplikacji RATUNEK, którą warto zainstalować na smartfonie. Wystarczy kilka kliknięć, aby powiadomić ratowników o swojej sytuacji.

Czy turysta w kłopotach będzie później musiał za taką pomoc zapłacić?

W Polsce poszkodowany otrzymuje ją bezpłatnie. Inaczej jest na przykład u naszych południowych sąsiadów – na Słowacji czy w Alpach. Jeśli dana osoba nie jest ubezpieczona i dojdzie do wypadku, może otrzymać później rachunek na naprawdę wysoką kwotę za udzieloną pomoc. Często bowiem potrzebne jest użycie śmigłowca, a to jest wyjątkowo kosztowne. Odpowiednie ubezpieczenia nie są tymczasem drogie.

Powiedzieliśmy dużo o zagrożeniach, ale na zimowej turystyce górskiej zdrowie może zapewne też skorzystać…

Wysiłek fizyczny jest najtańszym i najlepszym “lekiem” w profilaktyce chorób układu krążenia. Odpowiednio dostosowany pozwoli utrzymać organizm w jak najlepszym zdrowiu oraz kondycji.

Czy zaleciłby Pan coś jeszcze osobom wybierającym się zimą w góry?

Zawsze przestrzegam przed lawinami. To jest bardzo istotne zagrożenie, nie tylko w Tatrach, ale także w Bieszczadach czy też Beskidach. Każdy turysta, który o tej porze roku jedzie w góry, powinien mieć przynajmniej podstawową wiedzę na ten temat, a najlepiej przejść odpowiednie przeszkolenie. Warto śledzić komunikaty lawinowe, sprawdzać prognozę pogody, nie bać się zadzwonić do GOPRu z pytaniem o warunki panujące w górach. Należy także odnotować wyprawę w tzw. “książce wyjść” lub też poinformować służby ratunkowe o zamierzonej trasie oraz przewidywanej godzinie powrotu.

Żródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak zimą dbać o skórę

Zimą skóra nie potrzebuje ochrony przed słońcem? Nic bardziej mylnego! Warto też wiedzieć, że dla kondycji skóry istotne są nie tylko czynniki bezpośrednio działające na jej powierzchnię. Na przykład szkodzi jej picie alkoholu. Dowiedz się, jak pielęgnować skórę w zimowe miesiące.

Co najbardziej doskwiera skórze zimą? Mróz, niskie temperatury, wiatr oraz… słońce! Najgorsze są zmiany temperatur: wychodzimy z ogrzewanego pomieszczenia (20-25 stopni) na mróz (minus 10). Trzydzieści stopni różnicy to dla skóry bardzo dużo – zareaguje skurczem naczyń krwionośnych, który uruchomi kolejne reakcje. Jeśli do tego mamy wrażliwą cerę, jej reakcje będą szybsze i mocniejsze, może dojść do podrażnienia, a skóra będzie nienaturalnie napięta, piekąca i swędząca.

– Największym problemem cery szczególnie wrażliwej jest jej nasilona reaktywność. U podłoża tej cechy często leżą geny, czyli to, co dostaliśmy w spadku po przodkach. Skóra jest barierą, której zadaniem jest nie dopuścić do tego, by substancje z zewnątrz wnikały do środka. Jeżeli ta bariera jest naruszona, to przenikanie jest większe, a ekspozycja na substancje szkodliwe łatwiejsza – tłumaczy dr inż. Anna Oborska, chemik, kosmetolog, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia  Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego.

Za najczęstszego winowajcę wyprysków, wysypek, czerwonych plam uważa się kosmetyki lub stosowane, np. podczas sprzątania, detergenty. Jednak nie zawsze tak jest. Odpowiedzialne mogą być zanieczyszczenia powietrza, dieta, styl życia, zdrowotne przypadłości. Dlatego w sytuacji, gdy mamy problemy ze skórą, ważny jest porządnie zebrany przez lekarza wywiad.

Każda alergia zagrożeniem dla skóry

Alergia, która jest dysfunkcją całego organizmu, dla skóry bywa okrutna. Wbrew pozorom, podłożem jej powstania jest układ odpornościowy i predyspozycje genetyczne, a nie podrażnienie z zewnątrz. To wewnętrzne uregulowania nie pozwalają organizmowi reagować na zewnętrzne bodźce w prawidłowy sposób. Istotą alergii jest nadmierna, nieprawidłowa reakcja układu odpornościowego organizmu na występujące w środowisku substancje (alergeny), które u osób zdrowych nie wywołują żadnych oznak uczulenia.

Dlatego w leczeniu alergicznych wyprysków skórnych istotne jest nie tylko unikanie drażniących alergenów – konieczne jest często także przyjmowanie zaleconych przez lekarza leków.

Alergia stała się dziś powszechnym problemem. W krajach wysoko rozwiniętych występuje u około 30 proc. populacji. Naukowcy wskazują, że współczesny tryb życia nie sprzyja naszemu układowi odpornościowemu: coraz więcej jemy i używamy przetworzonych produktów, żyjemy zbyt septyczne, całymi dniami przebywamy zamkniętych w pomieszczeniach – to wszystko sprawia, że z jednej strony organizm nie spotyka się w odpowiednią ilością patogenów i alergenów, a zatem nie jest na nie przygotowany. Jednocześnie z biegiem czasu musi radzić sobie z olbrzymią ilością bodźców.

Co może uczulać?

– Trzeba umieć odróżnić reakcję alergiczną, czyli chorobę, od reakcji  podrażnieniowej – czyli miejscowego stanu zapalnego, wywołanego jakąś substancją, wywołującego zaczerwienienie, złuszczanie się. Warto pamiętać,  że o żadnym kosmetyku nigdy nie można powiedzieć, że jest w 100 procentach bezpieczny, że nigdy nikogo nie uczuli. Tego na pewno nigdy nie wiemy. Są substancje, które alergizują więcej osób i są takie, które w ogóle nie mają takiego potencjału, ale mogą znaleźć się tacy, którzy na nią zareagują podrażnieniem. Nigdy nie można powiedzieć, że w przypadku tego czy innego produktu ryzyko jest zerowe – mówi dr inż. Anna Oborska.

Także  alergia pokarmowa może objawiać się problemami skórnymi – wypryskami, łuszczeniem się naskórka, rumieniem. Nie warto radzić sobie z alergią samodzielnie – lepiej skonsultować się z lekarzem.

Prawidłowa pielęgnacja

Jednym z elementów pogłębiających nasze problemy ze skórą jest jej nieprawidłowa pielęgnacja. Zdaniem ekspertów do najczęstszych przewinień należą nieprawidłowe nawyki, poczynając od niewłaściwej diety po problemy z pielęgnacją skóry (np. ulubiony krem używamy zarówno zimą jak i latem.

– Stosowanie emulsji czy kremów z dużą zawartością wody, kiedy wychodzimy na mróz, nie może skończyć się dobrze – proszę pamiętać, co się dzieje z wodą na mrozie – zwraca uwagę kosmetolog.

Choć na to, jak starzeje się skóra, w dużej mierze decydują geny, to jednak mamy wpływ na to, jak późno pojawią się zmarszczki. Szybciej starzeje się skóra osób palących. Pocieszające jest to, że już dwa tygodnie po rzuceniu palenia staje się wyraźnie zdrowsza i świetlista.

Kolejnym winowajcą przedwczesnych zmarszczek jest słońce. Zdarza się, że u 60-letniej kobiety zmarszczki są ledwo widoczne, ale duży problem mogą mieć z nimi  już 40-latki.

– Kiedy spytamy taką 40-latkę, ile czasu spędza na słońcu i jakich filtrów używa, najczęściej okazuje się, że nie dba o zabezpieczenie swojej skóry przed szkodliwym działaniem słońca. A to musi przynieść określone efekty. Warto zrozumieć, że używanie filtrów to skuteczna prewencja – tłumaczy kosmetolog.

Podkreśla, że nie należy zupełnie rezygnować ze słońca, ale przed ekspozycją na nie zawsze posmarować się krem z wysokim indeksem filtru. Nie tylko latem, a zimą nie tylko na stoku narciarskim.

– Słońce operuje także zimą i to nie wyłącznie w górach. O ile zaś jesteśmy już nauczeni, jak postępować w górach, to zupełnie nie zwracamy uwagi na światło zewnętrzne na nizinach, a tu ono także działa, odbija się od śniegu i nie pozostaje bez wpływu na nasza cerę. Dlatego preparaty z filtrem warto stosować zawsze, kiedy wychodzimy z domu, bez względu na porę roku – namawia dr inż. Anna Oborska.

Zwłaszcza, że kremy z filtrem chronią też przed rakiem skóry. To właśnie szkodliwe promieniowanie słoneczne jest odpowiedzialne za większość przypadków tych potencjalnie śmiertelnych nowotworów.

Skóra naczynkowa

Szczególna uwaga należy się tzw. cerze naczynkowej, która swoją nazwę zawdzięcza kruchym ściankom naczyń włosowatych. Kiedy mamy z nią do czynienia? Wtedy, gdy na skórze z obszaru twarzy, szyi i dekoltu, rzadziej innych okolic, czasowo lub na stałe występują zmiany rumieniowe, pod postacią różnie nasilonych plam naczyniowych i/lub teleangiektazji (potocznie nazywanych „pajączkami”).

– Zazwyczaj jest to dodatkowo cera wrażliwa, jednak warto wiedzieć, że problemy z naczynkami mogą występować przy każdym typie skóry. To bowiem kwestia funkcjonowania naczyń krwionośnych, grubości ścian naczyń krwionośnych ich przepuszczalności. Najczęściej decydują o tym uwarunkowania genetyczne – jeżeli takie skłonności ma mama, to najczęściej będzie je miała także córka – mówi specjalistka.

Podstawą pielęgnacji cery naczynkowej jest unikanie ekspozycji na zmienne temperatury. Kiedy zaburzone jest kurczenie się naczynek, eksperymentowanie nie jest wskazane, lepiej więc zrezygnować z sauny, bo różnica kilkudziesięciu stopni dla cery naczynkowej to katastrofa .

– To nie dzieje się w jednej chwili, ale wrażliwa, a szczególnie naczynkowa skóra, po prostu tego nie wytrzyma i naczynka w końcu zaczną po prostu pękać – ostrzega kosmetolog.

Wpływ na kruchość naczyń mają także hormony, dlatego zarówno skóra i naczynia krwionośne inaczej funkcjonują w okresie pokwitania, dojrzewania i menopauzy.

W przypadku posiadania skóry naczyniowej lepiej nie pić alkoholu. Nagłe zaczerwienienie skóry pojawia się już po 3 do 10 minutach od wypicia drinka i jest najintensywniejsze w trakcie kolejnych 15 minut. Alkohol powoduje osłabienie ścian naczyń krwionośnych, a przy długotrwałym piciu doprowadza do trwałych uszkodzeń (stąd u wielu alkoholików mamy do czynienia z zaczerwienioną twarzą).

Nagły rumień u posiadaczy skóry naczynkowej mogą spowodować też silne emocje oraz pikantne potrawy.
Mało osób wie, że dla skóry naczynkowej nie są korzystne niektóre leki, np. niesteroidowe leki przeciwzapalne.

Zdrowy tryb życia to zdrowa cera

Odpowiednio dobrane kosmetyki to ważny element dbania o skórę. Dermatolodzy podkreślają, że nic jednak nie zastąpi zdrowego trybu życia. Skóra odwdzięczy się pięknym wyglądem, gdy stosujemy prawidłową, zbilansowaną dietę, dbamy o aktywność na czystym powietrzu, wystarczająco długi i mocny sen. Ważne jest też przestrzeganie zaleceń lekarskich w razie dowolnej choroby. Warto pamiętać, że kosmetyki mogą nas tylko wspomóc w walce o dobry, zdrowy wygląd.

Jakie substancje w kosmetykach wspomagają skórę

Jest szereg substancji, które mogą pomóc w pielęgnacji wrażliwej skóry. Poniżej jedne z najczęściej stosowanych:

Pantenol 

  • przyspiesza proces gojenia;
  • stymuluje odnowę komórkową;
  • łagodzi podrażnienia;
  • działa ochronnie;
  • silnie nawilża.

Alantoina 

  • przyczynia się do regeneracji uszkodzonej skóry;
  • ma silne działanie  łagodzące i kojące;
  • preparatom kosmetycznym nadaje własności zmiękczające skórę i usuwające spękania .

Aloes 

  • działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo (używały go nawet wojska do leczenia ran);
  • świetnie nawilża naskórek;
  • posiada właściwości promieniochronne;
  • poprawia elastyczność i ukrwienie skóry.

Nagietek lekarski

  • ma działanie przeciwzapalne, bakteriobójcze, grzybobójcze;
  • zawiera m.in. karotenoidy i flawonoidy.

Karotenoidy 

  • chronią skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych;
  • zapobiegają nadmiernemu łuszczeniu się skóry;
  • przyspieszają procesy gojenia.

Flawonoidy

  • hamują wytwarzanie mediatorów  stanów zapalnych;
  • wykazują aktywność przeciwrodnikową.

Ogórecznik lekarski

  • przyspiesza gojenie;
  • działa przeciwzapalnie;
  • zawiera kwas gamma-linolenowy, który ochrania przed stanami zapalnymi, wzmacnia bariery skórne.

Kasztanowiec (Aescullus hippocastanum)

  • zawiera escynę, która uszczelnia ścianki naczyń krwionośnych, działa przeciwobrzękowo, przeciwwysiękowo, hamuje działanie enzymów rozkładających glikoproteiny będące budulcem ścian naczyń włosowatych;
  • kwiaty, owoce i liście kasztanowca zawierają flawonoidy, garbniki, saponiny, kumaryny, karotenoidy, cukry i inne substancje;
  • kora kasztanowca zawiera eskulinę – związek o działaniu ściągającym.

Arnika górska  (Arnika montana)

  • wzmacnia i obkurcza naczynka krwionośne;
  • działa przeciwobrzękowo;
  • wspomaga krążenie krwi;
  • łagodzi stany zapalne skóry;
  • zawiera flawonoidy, fitosterole, karotenoidy, kwasy tłuszczowe i wiele innych cennych dla skóry związków;
  • naturalny filtr słoneczny, ale w doborze filtru kierujmy się jego wartością – najlepiej wysoką

Sprawdzaj skład na etykiecie!

W Europie obowiązuje system INCI – międzynarodowe nazewnictwo składników kosmetyków (ang. International Nomenclature of Cosmetic Ingredients, INCI), który ujednolica nazewnictwa składników kosmetyków. Stosuje się w nim angielskie nazwy związków chemicznych oraz łacińskie nazwy roślin. Istotna jest kolejność podawania składników kosmetyków – ich nazwy umieszcza się malejąco względem stężenia, czyli na początku te, których jest najwięcej, stopniowo do tych, których jest najmniej. Grupa składników poniżej 1 proc. w kosmetyku podawana jest już w dowolnej kolejności.

Monika Wysocka, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Okulary progresywne – czy to drogie rozwiązanie?

Zastępują często kilka par okularów, ułatwiając w ten sposób czytanie czy wykonywanie codziennych obowiązków. Przez kilka dekad ich obecności na rynku pojawiło się wiele mitów: są drogie, wcale nie tak skuteczne, niewygodne. Mowa o soczewkach progresywnych. Czy są dla każdego, jak działają i co wpływa na ich cenę?

Soczewka progresywna posiada specjalną konstrukcję, umożliwiającą wyraźne widzenie dali, bliży i odległości pośrednich. Poleca się je osobom, które zmagają się z prezbiopią, czyli naturalnym procesem starzenia się oka wraz z wiekiem. Jak skonstruowana jest soczewka progresywna?

W szkłach progresywnych możemy wyróżnić 3 strefy widzenia: za wyraźne widzenie dali odpowiada ich górna część, za bliskie odległości – dolna, a środek zapewnia dobre widzenie w odległościach pośrednich. Są bardziej kompleksowe niż np. okulary jednoogniskowe do czytania, które pozwalają świetnie widzieć z bliska, ale już chcąc zobaczyć coś oddalonego, musimy patrzeć ponad szkłami lub zmienić okulary na inne. Z progresami nie ma takiego kłopotu, ponieważ jedna para okularów wystarcza do wszystkiego.

Sylwia Szarkiewicz, optometrystka, ekspert wpierający kampanię Czas Na Wzrok 40+.

Okulary progresywne – najlepsze rozwiązanie dla prezbiopów?

Okulary progresywne odpowiadają na wszystkie potrzeby osób zmagających się z prezbiopią. Dodatkowo są całkowicie bezpiecznym i nieinwazyjnym rozwiązaniem. Każda soczewka w okularach progresywnych dostosowywana jest do indywidualnych potrzeb danej osoby: aktualnego stanu wzroku, ewentualnych wad, różnic pomiędzy lewym i prawym okiem, aktywności, wykonywanego zawodu itd. dopasowanie szkieł progresywnych opiera się na bardzo szczegółowych pomiarach.

Jeżeli jesteśmy zainteresowani okularami progresywnymi, udajemy się do salonu optycznego. To bardzo ważne – okularów z soczewkami progresywnymi nie kupimy w markecie. W salonie optycznym specjalista wykonuje najpierw pogłębione badanie wzroku pod kątem doboru szkieł progresywnych. Następnie wspólnie z optykiem wykonywane są specjalistyczne, bardzo dokładne pomiary w wybranej przez klienta oprawie okularowej. Taki proces pozwala na przygotowanie zlecenia na wykonanie szkieł „szytych na miarę”.

Sylwia Szarkiewicz, optometrystka, ekspert wpierający kampanię Czas Na Wzrok 40+.

Ile kosztują okulary progresywne?

Przed wyborem okularów progresywnych warto pamiętać o tym, że tak, jak w przypadku każdego innego rodzaju okularów korekcyjnych, nie kupuje się ich na całe życie. „Progresy” wymienia się zazwyczaj raz na 2-3 lata. Czynnikiem decydującym o zmianie szkieł na mocniejsze jest oczywiście tempo pogarszania się wzroku wraz z wiekiem. Nawet odpowiednio dobrane okulary progresywne nie zatrzymają prezbiopii, ale w dużej mierze poprawią komfort widzenia.Do zakupu okularów progresywnych warto podejść z rozsądkiem. Przede wszystkim należy ocenić, ile kosztowałyby dwie pary okularów – do bliży i dali. Może się okazać, że zakup jednej pary okularów progresywnych będzie porównywalny lub nawet niższy od ceny dwóch par tradycyjnych szkieł. Zwróćmy jednak uwagę na podstawową różnicę – komfort. Jedna para okularów progresywnych wystarczy, by doskonale widzieć na każdą odległość. W ten sposób pozbywamy się konieczności zastępowania jednych okularów drugimi.

Co wpływa na cenę okularów progresywnych?

  • Istnieje kilka czynników determinujących cenę „progresów”, na przykład konstrukcja soczewki progresywnej. W jej obrębie wyróżnia się konstrukcje konwencjonalne, które są najtańsze oraz zwykle droższe soczewki indywidualne, wykonywane z uwzględnieniem konkretnych parametrów, takich jak wybrana oprawa okularowa, anatomia klienta, czy nawet zachowanie. Szkła progresywne mogą być wyposażone w antyrefleks, utwardzenie czy specjalne powłoki do pracy przy komputerze. Te czynniki również mają znaczący wpływ na ostateczną cenę okularów progresywnych.

    Obecny styl życia (praca przed ekranem monitora), ale także nowoczesne technologie (korzystanie ze smartfonów czy tabletów) sprawiają, że szybciej zauważamy dolegliwości typowe dla prezbiopii już ok. 40. roku życia. W jej konsekwencji wykonywanie codziennych czynności jest utrudnione. Nie musimy jednak się tym przesadnie zamartwiać. Dostępne na rynku okulary progresywne z powodzeniem zastąpią nam dwie pary szkieł i przywrócą komfort wykonywania codziennych obowiązków.

Źródło: Materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

A może częściej oglądać komedie? Śmiech jest zdrowy!

Śmiech daje mnóstwo korzyści: zwiększa odporność, dotlenia, dodaje energii, poprawia nastrój, rozładowuje stres, pomaga w walce z depresją. Nie bez powodu mówi się, że „śmiech to zdrowie”. Są dowody na to, że osoby pozytywnie nastawione i radosne rzadziej chorują. Badania wskazują, że seniorom powinno dawać się recepty na śmiech – bardzo wspomaga pracę ich mózgów.

– Śmiech pozytywnie wpływa na pracę serca. Pobudza krążenie, przez co dostarcza większej ilości tlenu do organizmu. Lepsze zaopatrzenie płuc w powietrze sprzyja również dotlenieniu mózgu, który wytwarza więcej endorfin, uznawanych nie tylko za hormony szczęścia, ale także za naturalne substancje przeciwzapalne. Jednocześnie hamowane jest wydzielanie tzw. hormonów stresu, dzięki czemu łagodzone są między innymi bóle głowy i mięśni. Śmiech jest świetną gimnastyką dla mięśni brzucha, ramion, czy twarzy. Uśmiechnięta twarz jest młodsza i pogodniejsza. Radośni ludzie przyciągają innych. Człowiek radosny, to człowiek szczęśliwszy. Warto wiec się śmiać częściej i zarażać śmiechem innych  – wylicza zalety śmiechu lekarka Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Okazuje się, że śmiech jest także sprzymierzeńcem w prewencji chorób neurodegeneracyjnych. Obniżając poziom hormonu stresu – kortyzolu, nie tylko poprawia ogólne samopoczucie, ale też ogranicza degenerację neuronów, dzięki czemu poprawia się zdolność zapamiętywania.

Zbadali to naukowcy z Uniwersytetu Loma Linda w Calif (pod kierunkiem dr Gurindera Singh Bainsa), którzy podzielili pacjentów na dwie grupy: zdrowych i chorych na cukrzycę. Obie grupy poproszono o oglądanie 20-minutowych śmiesznych filmów, a następnie przeprowadzano testy oceniające zapamiętywanie, wizualne rozpoznawanie oraz zdolność uczenia się. Dodatkowa, trzecia grupa starszych pacjentów poddanych badaniu wykonała tylko końcowy test, bez oglądania filmów.

Okazało się, że osoby z obu grup, które oglądały filmy w porównaniu z grupą kontrolną wykazywały znaczną poprawę wszystkich badanych funkcji poznawczych! Ciekawe jest to, że największe spadki poziomu kortyzolu i jednocześnie najlepsze wyniki testów uzyskali pacjenci chorzy na cukrzycę.

Wyniki badania prezentowano podczas tegorocznego spotkania naukowców Experimental Biology w San Diego.

Dziedzina badań potwierdzająca naukowo, że śmiech ma dobroczynny wpływ na funkcjonowanie organizmu człowieka nazywa się gelotologia.

Powszechnie wiadomo, że śmiech wiąże się ze zwiększonym wydzielaniem endorfin i dopaminy w mózgu, co poprawia jakość życia starszych pacjentów. Zdaniem naukowców redukcja poziomu stresu poprzez śmiech może być kluczem do poprawy zdolności pamięciowych.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Warto więc dużo się śmiać, ale i zadbać o to, aby jak najwięcej śmiali się nasi seniorzy. Pomijając zresztą kwestie zdrowotne, uśmiechnięty senior będzie miał po prostu lepsze życie.
 

Źródło: Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jedzenie ryb wydłuża młodość?

TO FAKT! Dzieje się tak za sprawą wielonienasyconych kwasów omega-3. Mają one ogromny wpływ na zachowanie dobrego stanu zdrowia, a także opóźniają proces starzenia organizmu. Dodatkowo pomagają obniżyć poziom cholesterolu we krwi, zmniejszyć stany zapalne i utrzymać prawidłowy poziom ciśnienia tętniczego. To dobra wiadomość, biorąc pod uwagę, że w zbliżające się święta ryby – w różnych postaciach – pojawią się chyba na każdym stole.

Statystyki pokazują, że żyjemy niemal 7 lat dłużej (mężczyźni o 7,7 lat, a kobiety o 6,7 lat) w porównaniu do 1990 roku. Średnia długość życia w Polsce wynosi obecnie 82 lata wśród kobiet i 74 lata w przypadku mężczyzn. Zdaniem specjalistów to efekt nie tylko postępu medycyny, ale także podejścia do zdrowia, a co za tym idzie także zmiany stylu życia na zdrowszy, m.in. porzucenia palenia przez wielu Polaków, a także zmian dietetycznych.

Zdrowiej jesz, dłużej żyjesz

Związki między dietą a długością i jakością życia są badane na na całym świecie. Jedną z ciekawszych analiz przeprowadzili naukowcy z Tufts University w Bostonie. Przebadali oni 2622 osoby, których średnia wieku w momencie rozpoczęcia obserwacji wynosiła 74 lata. Na przełomie lat – w pierwszym, szóstym i trzynastym roku po rozpoczęciu badań – sprawdzali u nich poziom wielonienasyconych kwasów omega-3.

Na podstawie wyników podzielili badanych na pięć grup. Oddzielnie przeanalizowano też poziomy kwasów EPA, DPA i DHA, których głównym źródłem są ryby i owoce morza oraz kwasu ALA, znajdującego się w orzechach, nasionach i zielonych warzywach liściastych. Okazało się, że największy wpływ na zdrowe starzenie się miały kwasy DPA i EPA, zaś kwasy DHA i ALA pozostały obojętne.

Z analizy zebranej dokumentacji medycznej wynika, że jedynie 11 procent uczestników tego badania doświadczyło tzw. zdrowego starzenia się, czyli uniknęło poważnych i przewlekłych chorób, a także dysfunkcji fizycznych lub psychicznych. Podczas analizy wzięto pod uwagę także czynniki ekonomiczne, społeczne oraz te związane ze stylem życia. Na tej podstawie ustalono, że wysoki poziom kwasów omega-3 pochodzących z owoców morza i ryb ma wpływ na zmniejszenie ryzyka niezdrowego starzenia się o 24 proc. w porównaniu z najniższym poziomem tych kwasów.

Potwierdzeniem tych wyników może być fakt, że do najbardziej długowiecznych narodów na świecie należą Japończycy, w których jadłospisie stałym, wręcz codziennym elementem są świeże ryby i owoce morza.

Warto zwiększyć udział kwasów omega-3 w diecie

Warto wiedzieć, że kwasy wielonienasycone dzielą się na dwie podgrupy: kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6. Te ostatnie znajdziemy głównie w olejach roślinnych, natomiast kwasy tłuszczowe omega-3 znajdują się w rybach (łosoś, tuńczyk sardynki), skorupiakach, tofu, migdałach, orzechach włoskich, jak również w niektórych olejach roślinnych, takich jak olej lniany, arachidowy i rzepakowy.

Jak przekonują specjaliści z Instytutu Żywności i Żywienia, kwasy omega-3 mają niezwykle korzystny wpływ na stan układu krążenia i serca, a także na funkcjonowanie układu nerwowego, zwłaszcza mózgu i narządu wzroku. Badana jest także ich rola w zapobieganiu ślepoty spowodowanej zwyrodnieniem plamki. Ponadto składniki tłuszczu rybiego obniżają podatność na depresję oraz poprawiają nastrój. Udowodniono także, że kwasy omega-3 wzmacniają układ immunologiczny, co może mieć wpływ na przebieg niektórych chorób np. reumatoidalnego zapalenia stawów, astmy, tocznia rumieniowatego.

Zdaniem specjalistów korzyści zdrowotne można odnieść jedząc ryby bogate w kwasy tłuszczowe omega-3 minimum dwa razy w tygodniu. Ale spożywanie także ryb mniej bogatych w kwasy tłuszczowe omega – jeśli jest regularne – także da nam wiele korzyści.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Morfologia krwi: kiedy warto ją wykonać

To proste, tanie i bezpieczne badanie, liczące sobie już około 100 lat, jest podstawą w diagnostyce chorób układu krwiotwórczego i nie tylko. Sprawdź, kiedy warto wykonać morfologię krwi obwodowej.

Morfologia nie jest zaliczana do badań przesiewowych, a zatem nie zaleca się go w oficjalnych wytycznych, by w określonej populacji zagrożonej jakąś chorobą wykryć osoby chore. Jednak hematolodzy radzą, by robić je raz w roku, nawet jeśli nie odczuwamy żadnych dolegliwości, a z pewnością wtedy, gdy pojawiają się niewyraźne, ale niepokojące objawy.

Morfologia polega na zliczaniu składników krwi obwodowej. Wystarczy do tego jej 5 ml. Zbyt duża lub zbyt mała liczba któregoś z nich może świadczyć o chorobie – czasami tak groźnej, jak  nowotwór układu krwiotwórczego. Ale pozwala też na wykrycie innych chorób i stanów towarzyszących różnym chorobom, takich jak na przykład niedokrwistość, małopłytkowość, nadpłytkowość oraz – jeśli wykonamy dodatkowo oznaczenie odczynu Biernackiego – może wskazać, że w organizmie toczy się proces zapalny.

Co istotne, wiele z tych chorób nie daje charakterystycznych objawów (lub wręcz żadnych) aż do czasu, gdy choroba jest już bardzo rozwinięta. Tak dzieje się na przykład w wielu białaczkach.

– Pani Urszula Jaworska, która jest pierwszą osobą w Polsce ze szpikiem przeszczepionym od dawcy niespokrewnionego, o białaczce dowiedziała się dzięki rutynowym badaniom medycyny pracy, w skład których wchodziła wtedy obligatoryjnie morfologia krwi – podkreśla prof. Wiesław Jędrzejczak, były konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Kiedy Urszula Jaworska zachorowała na białaczkę, miała 33 lata, a zauważalnym, ale łatwym do zlekceważenia objawem potencjalnie śmiertelnej choroby było poczucie zmęczenia, które łatwo wytłumaczyła sobie tym, że była na obozie baletowym z młodzieżą i nie dość odpoczęła. Rutynowa morfologia wykazała, że ma ponad 170 tys. leukocytów w milimetrze sześciennym krwi, podczas gdy zdrowy dorosły człowiek ma ich 4-25 tys. na milimetr sześcienny.

Trzy lata po tych badaniach Urszula Jaworska założyła fundację swojego imienia, która zajmuje się pomocą chorym na nowotwory i prowadzi jeden z banków potencjalnych dawców szpiku. 25 lat później nadal jej szefuje.

Infografika PAP/A. Zajkowska

Kiedy warto robić morfologię krwi

Są sytuacje, gdy to badanie, łącznie z oznaczeniem odczynu Biernackiego, warto zrobić nawet na własny koszt, ponieważ stanowi podstawę w procesie diagnostyki przyczyn złego stanu zdrowia. To trwające powyżej trzech tygodni, a niemające wyraźnej przyczyny:

  • Poczucie zmęczenia, męczliwość;
  • Nocne poty;
  • Utrata wagi pomimo braku zmiany stylu życia i diety;
  • Niewyjaśnione stan podgorączkowy lub gorączka,
  • Pojawianie się siniaków i zasinień po banalnych urazach w sytuacji, gdy wcześniej tego rodzaju zdarzenia nie wywoływały ich.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Cukier kontra słodziki. Mity i fakty

Cukier obwiniany jest m.in. o wpływ na rozwój epidemii otyłości czy próchnicy, ale mające go zastąpić słodziki też …

Maseczki chirurgiczne – czy naprawdę chronią przed koronawirusem?

Najbardziej znanym, prawie codziennie pokazywanym przez media symbolem „zarazy”, wywołanej przez nowego koronawirusa …

Potencja(ł) Walentynek. Wzrost sprzedaży leków na zaburzenia erekcji w Polsce.

Dziś Walentynki – to doskonały pretekst aby przyjrzeć się konsumpcji preparatów wspierających sprawność seksualną. …