Kategoria: ZDROWIE

Sen w pomieszczeniu ze światłem = choroby

Już jedna noc przespana w jasnym pokoju może pogorszyć metabolizm, a chroniczne wystawienie na światło przed i podczas snu zwiększa ryzyko wielu chorób. Sprawdź, ile szkody wyrządzają ekrany i diody w sypialni.

Naukowcy z Northwestern University donieśli niedawno o niepokojącej obserwacji. Badacze zauważyli, że już jednorazowe odstępstwo od nocnej ciemności wywołuje zauważalne zmiany w organizmie. „Wstępne wyniki pokazują, że wystawienie na działanie światła już w czasie jednej nocy gwałtownie zmienia oporność na insulinę. Pokazano już, że ekspozycja na światło podczas snu zaburza ten sen, ale zdobyte przez nas dane pokazują, że może też zmieniać metabolizm” – przestrzega autorka badania dr Ivy Cheung Mason.

Do swoich wniosków dr Mason doszła po przeprowadzeniu eksperymentu, w którym część ochotników w wieku 18-40 lat przez jedną noc spała w oświetlonym pokoju. Tymczasem oporność na insulinę to  groźny stan, który może prowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2. Jak to możliwe, żeby z pozoru niewinne światło nocą powodowało poważne problemy?

– Żyjemy na planecie, na której ze względu na obrót względem Słońca regularnie jesteśmy poddawani cyklom światła i ciemności. Działały one już na tzw. pierwotną zupę, z której wyłoniło się życie – wyjaśnia dr hab. Jolanta Orzeł-Gryglewska z Katedry Fizjologii Zwierząt i Człowieka Uniwersytetu Gdańskiego. – Dlatego u człowieka oraz u innych organizmów wykształciły się różnego typu przystosowania genetyczne, metaboliczne, fizjologiczne i behawioralne do tego cyklu – podkreśla ekspertka.

Nie powinno więc dziwić, że naukowcy donoszą o różnych zagrożeniach związanych z niewłaściwym korzystaniem ze światła.

Nowotwory, otyłość, cukrzyca, depresja

Obszerne badanie przeprowadzone przez specjalistów z Harvard T.H. Chan School of Public Health wskazało na przykład na związek między natężeniem światła nocą w zamieszkiwanej okolicy a ryzykiem raka piersi. Projekt uwzględniał informacje na temat 110 tys. kobiet uczestniczących w latach 1988-2013 w projekcie Nurses’ Health Study II, w tym satelitarne dane na temat poziomu oświetlenia w miejscu zamieszkania każdej z uczestniczek oraz informacje o trybie ich pracy zawodowej.

Wyniki pokazały większe ryzyko zachorowań u pań przed menopauzą, które palą papierosy lub paliły w przeszłości. Najwyższy poziom oświetlenia oznaczał 14 proc. większe ryzyko nowotworu w porównaniu do najsłabszego niewłaściwego wystawienia na światło. Zaobserwowana relacja była przy tym silniejsza w przypadku kobiet pracujących na nocną zmianę.

Zdaniem badaczy sugeruje to, że do powstania choroby przyczynia się rozregulowanie zegara biologicznego.

– W ciemnej fazie doby w organizmie wydzielana jest melatonina. Hormon ten oprócz ułatwiania zaśnięcia silnie unieczynnia rakotwórcze wolne rodniki. Szczególnie zapobiega nowotworom związanym z hormonami płciowymi czyli rakom sutka czy prostaty. W perspektywie wielu lat może to mieć znaczenie dla ryzyka pojawienia się choroby – mówi dr Orzeł-Gryglewska.

Wpływ sztucznego światła na zdrowie jest dopiero poznawany, ale rośnie liczba dowodów na związek jego działania w niewłaściwym czasie także z np. otyłością, cukrzycą czy depresją.

– Oprócz zakłócenia działania samej melatoniny zaburzeniu może ulec sen. Natomiast niewyspane, zmęczone osoby częściej sięgają po wysokokaloryczne pokarmy i przekąski. To może prowadzić np. do otyłości – dodaje specjalistka.

Problem kolejnych pokoleń?

Niestety, istnieje możliwość, że grzechy rodziców mogą w tym wypadku przechodzić także na dzieci. Naukowcy z Ohio State University twierdzą bowiem, że szkody wywołane niewłaściwym działaniem światła w postaci epigenetycznych zmian (modyfikacji aktywności genów) przekazywane są na następne pokolenie. Takie wnioski badacze wyciągnęli obserwując chomiki.

Wybrane zwierzęta obu płci były poddawane działaniu słabego światła nocą. Kiedy chomiki się rozmnożyły, okazało się, że potomstwo rodziców z zakłóconym rytmem dobowego oświetlenia miało osłabiony układ odpornościowy i zaburzoną gospodarkę hormonalną. Co więcej, zmiany te pochodziły zarówno od ojców jak i matek, przy czym niektóre zaburzenia dotyczyły tylko potomstwa płci męskiej, a inne – żeńskiej. Co istotne, nienaturalne światło działało na dorosłe chomiki zanim doszło do zapłodnienia.

Uwaga na ekrany i diody!

Naukowcy coraz lepiej rozumieją reakcje ludzkiego organizmu na światło. Badania wskazują na przykład, że wydzielanie melatoniny najbardziej blokuje światło niebieskie. To mechanizm potrzebny za dnia, bo dzięki niemu czujemy się bardziej pobudzeni.

Tymczasem spore ilości światła z niebieskiego zakresu produkują diody pracujące w ekranach laptopów, tabletów, telefonów, czytników e-książek i innych elektronicznych gadżetów. Jak pokazał zespół z Brigham and Women’s Hospital, skutecznie utrudniają one zaśnięcie.

W badaniu tym ochotnicy przed snem czytali książki na tablecie lub w tradycyjnej wydrukowanej wersji. Co się okazało? Osoby korzystające z tabletów potrzebowały dłuższego czasu na zaśnięcie, były mniej senne i spędzały mniej czasu w fazie głębokiego snu zwanej REM. Analiza poziomu melatoniny u uczestników pokazała natomiast przesunięcie zegara biologicznego.

Proste i skuteczne rozwiązania

Wniosek jest taki, aby wieczorem unikać ekranów, a jeśli już z nich ktoś korzysta, dobrze aby używał oferowanej przez niektóre urządzenia opcji redukcji ilości niebieskiego światła lub specjalnego oprogramowania, które to umożliwia.

– Dobrze jest ustalić swój tryb życia, tak aby był korzystny dla organizmu. Warto zastanowić się na przykład, czy rzeczywiście potrzebujemy używać komputera o godz. 12. w nocy. Istotny jest też rodzaj oświetlenia w pomieszczeniu. Obecnie modne są energooszczędne świetlówki diodowe. Niestety, emitują one dużą ilość niebieskiego, pobudzającego organizm światła. Mogą się więc one sprawdzić w doświetlaniu pomieszczeń za dnia, ale wieczorem będą szkodzić – przestrzega dr Orzeł-Gryglewska.

Innym sposobem, aby wesprzeć swój biologiczny zegar jest, jak pokazali naukowcy z Uniwersytetu w Uppsali, dostateczna ekspozycja na jasne światło w ciągu dnia. W eksperymencie z udziałem młodych, zdrowych osób, przy znacznym wystawieniu na światło dzienne o odpowiedniej do tego porze, nawet dwugodzinne korzystanie z tabletu wieczorem nie zaburzało snu ochotników. Badacze zalecają więc spędzanie dostatecznej czasu na dworze w ciągu dnia lub zapewnienie odpowiedniego oświetlenia w pomieszczeniach, np. w biurach. Światła więc potrzebujemy także dla zdrowia, ale mimo wielu nocnych pokus cywilizacji, warto nauczyć się z nim obchodzić.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Choroby wzroku a profilaktyka dziecięca

Od dobrego wzroku dziecka zależy zarówno jego prawidłowy rozwój, jak i wyniki w nauce. Warto dbać o oczy nawet, jeśli wydaje nam się, że nie ma powodów do niepokoju.

 

Wzrok rozwija się od momentu narodzin do wieku ośmiu lat, należy więc zadbać, aby wszelkie nieskorygowane wady (szczególnie astygmatyzm czy różnowzroczność) nie zaburzały tego procesu. Jeśli zachowanie dziecka nie wzbudza niepokoju na badania profilaktyczne należy wybrać się przynajmniej raz w roku. O badaniach wzroku należy pamiętać zwłaszcza jeśli pociecha jest w okresie intensywnego wzrostu, wkrótce rozpocznie naukę albo sporo czasu spędza na oglądaniu telewizji lub graniu na komputerze. Specjalista oceni, czy malec nie ma zeza, wad wzroku czy prawidłowo rozróżnia kolory.

 

Jak dbać o wzrok dziecka?

W ramach zabawy z dzieckiem wykonaj prosty test. Wskaż mu obrazek, znak lub napis znajdujący się w dalszej odległości, zasłoń raz prawe, raz lewe oko i zapytaj, czy obserwowany obraz jest tak samo wyraźny, patrząc prawym i lewym okiem. Jeśli obraz jest mniej wyraźny dla jednego z oczu, może to wskazywać na różnowzroczność lub niedowidzenie i wówczas należy jak najszybciej zgłosić się na badanie specjalistyczne, ponieważ im wcześniej wykryje się niedowidzenie, tym większe jest prawdopodobieństwo jego wyleczenia.

 

Przypilnuj, żeby Twoje dziecko na każde 30-60 min pracy wzrokowej w bliskiej odległości: czytania, pisania lub pracy przed monitorem komputera, ipada czy smartfona, spędziło 30-60 sekund, patrząc w dal przez okno. Takie ćwiczenie pozwoli rozluźnić oczy i zmniejszy ryzyko wystąpienia i progresji krótkowzroczności. Monitor komputerowy nie psuje oczu, ale odległość od niego, w której pracują i bawią się nasze dzieci, szczególnie w przypadku monitorów o małych wymiarach, może sprawiać, że rozwinie się wada wzroku. Korzystanie bez przerwy z komputera lub telefonu w bliskiej odległości jest bazowym elementem rozwoju oraz postępu krótkowzroczności.

 

Należy zadbać o to, aby dziecko spędzało minimum godzinę dziennie na aktywności fizycznej, na świeżym powietrzu, przy naturalnym oświetleniu. Takie działanie pozwoli zmniejszyć ryzyko wystąpienia progresji i krótkowzroczności.

 

Jeśli Twoje dziecko często skarży się na swędzenie i łzawienie oczu, a do tego ma je czerwone, to przeważnie są to objawy alergii. Stan ten może mieć charakter przewlekły i nie musi pojawić się w okresie wiosennym, dlatego nie zawsze łatwo go skojarzyć z danym alergenem. Błona śluzowa układu pokarmowego, oczu, nosa i całych dróg oddechowych jest połączona, dlatego należy pamiętać, że leczenie alergii musi być kompleksowe i zawsze niezależnie od objawów obejmować oczy.

 

Jeśli dziecko przesadnie pochyla się nad tekstem,  schyla nienaturalnie głowę, podchodzi zbyt blisko do telewizora i skarży się na „przeskakujące literki albo ma problemy z wykonywaniem zadań związanych z utrzymaniem równowagi czy łapaniem piłki, to najprawdopodobniej są to dolegliwości wywołane nieskorygowaną wadą wzroku lub zaburzeniami widzenia, dlatego też koniecznie trzeba zadbać o specjalistyczne badanie wzroku.

 

Zwróć uwagę na oczy Twojego dziecka na zdjęciach, na których jest widoczny „efekt czerwonych oczu”. Porównaj refleksy z obu oczu. Jeśli jedna źrenica ma białawy odcień i różni się od drugiej, to niezwłocznie należy zgłosić się na badanie dna oka, ponieważ może być to objaw niedowidzenia lub poważnych zmian na siatkówce oka.

 

Warto mieć na uwadze, że niezależnie od wieku dziecka, każda wada wzroku wymaga korekcji. Pierwsze badanie wzroku powinno odbyć się najpóźniej w 6-9 miesiącu, kolejne regularnie raz na rok. Należy pamiętać, że badanie specjalistyczne powinno obejmować ocenę akomodacji i widzenia przestrzennego.

 

Dr n. med. Anna Maria Ambroziak- Centrum Okulistyczne Świat Oka

Fot. www.pixabay.com

 

Miesiączka – symbol kobiecości czy znienawidzony problem?

Bolesna, obfita, nieregularna, uciążliwa – to najczęstsze określenia, przypisywane miesiączce. Współczesna doustna antykoncepcja hormonalna spieszy z pomocą kobietom, łagodząc objawy, towarzyszące menstruacji. 45 proc. Polek, biorących udział w badaniu OmniPBS, przeprowadzonym w  ramach kampanii Antykoncepcja Szyta Na Miarę stwierdza, że stosowanie doustnej antykoncepcji wpływa pozytywnie na organizm, zmniejszając dolegliwości, występujące podczas okresu.

Dysmenorrhea, czyli?

Dysmenorrhea to nic innego, jak bolesne miesiączkowanie, któremu często towarzyszą skurcze podbrzusza, znacząco obniżające komfort codziennego funkcjonowania. Często wraz z nimi pojawiają się nudności, bóle głowy, a także widoczne zmiany dermatologiczne, takie jak wypryski czy zaostrzone formy trądziku. Antykoncepcja doustna, oprócz zabezpieczenia przed nieplanowaną w danym momencie ciążą, oferuje współczesnej kobiecie szereg właściwości pozaantykoncepcyjnych, w tym łagodzenie – lub całkowite wyeliminowanie – wymienionych objawów. Dla 32 proc. respondentek redukcja bólu miesiączkowego jest najważniejszym skutkiem stosowania antykoncepcji hormonalnej.

Kobiecość bez bólu!

Doustna antykoncepcja hormonalna stanowi jeden z podstawowych elementów leczenia bolesnego miesiączkowania. Wiele dotychczasowych publikacji medycznych wskazuje, że stosowanie preparatów, które zawierają octan chlormadionu (CMA) w połączeniu z małą dawką etynyloestradiolu (EE) zmniejsza dolegliwości bólowe, występujące w trakcie menstruacji. Dzięki złagodzeniu lub wyeliminowaniu bólu kobiety nie muszą zmniejszać swojej codziennej aktywności i rezygnować z pasji.

Regularność przede wszystkim!

Regularne i nieobfite miesiączki to pragnienie każdej kobiety, co potwierdza przeprowadzone we wrześniu badanie. Ponad połowa Polek (51 proc.) wskazała, że regulacja cyklu miesiączkowego jest dla nich jedną z najistotniejszych właściwości antykoncepcji hormonalnej. Dla 39 proc. uczestniczek równie ważnym aspektem pozaantykoncepcyjnym jest zmniejszenie obfitości krwawienia miesiączkowego. Tempo życia oraz stres powodują, że kobiecy układ hormonalny bywa obciążony, co niekorzystnie wpływa na cykl menstruacyjny. Zbyt obfite i przedłużające się miesiączki mogą prowadzić do anemii, a także wykluczać z życia towarzyskiego. Zastosowanie nawet ultralekkiej antykoncepcji, zawierającej niewielką dawkę hormonów, pomoże wyregulować cykl, co w sposób znaczący poprawi komfort kobiet, dając im możliwość kontrolowania swojego organizmu. Tabletki antykoncepcyjne dają kobietom możliwość przechodzenia krwawienia w sposób jak najbardziej komfortowy – bez bólu, osłabienia i konieczności rezygnacji ze swoich planów. Więcej informacji można znaleźć na stronie: www.antykoncepcjanamiare.pl
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Smog – na co najbardziej szkodzi

Mieszanina zanieczyszczeń, którą wdychamy z powietrzem szkodzi nie tylko naszym płucom. Lista chorób i powikłań, których ryzyko zwiększa smog jest zaskakująco długa. Dowiedz się kiedy i dla kogo jest on najgroźniejszy. 

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) opublikował niedawno raport, z którego wynika, że w 2017 roku liczba zgonów w Polsce wyniosła 405,6 tys., co oznacza wzrost o blisko 4 proc. w porównaniu do roku 2016. Analitycy NFZ oceniają, że do tego wzrostu, którego szczytowym okresem były miesiące styczeń i luty, przyczynił się smog. Zwłaszcza w styczniu 2017 r. był on bowiem wyjątkowo intensywny, z uwagi na panujące wtedy rekordowe mrozy i związaną z tym nadzwyczaj wysoką emisję zanieczyszczeń pochodzących m.in. z domowych i lokalnych kotłowni węglowych. Dodajmy, że w styczniu 2017 r. liczba zgonów wzrosła aż o 23,5 proc. w stosunku do stycznia poprzedniego roku.

Czy ta rekordowa śmiertelność to tylko skutek smogu? Niekoniecznie. Analitycy NFZ wskazują też drugą możliwą jej przyczynę. Otóż, w styczniu 2017 r. przypadł też szczyt zachorowań na grypę, który w 2015 i 2016 r. następował w późniejszych miesiącach. Warto jednak wiedzieć, że już od wielu lat w Polsce to właśnie na styczeń przypada najwyższa miesięczna liczba zgonów, a ponieważ jest to też statystycznie najzimniejszy miesiąc w roku, to związek podwyższonej śmiertelności z występującym wtedy smogiem wydaje się być ewidentny. Nikt już dziś zresztą nie kwestionuje szkodliwego wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie. Potwierdzają to dziesiątki wiarygodnych badań naukowych zrealizowanych na całym świecie. Dlatego o smogu – cichym i często niewidocznym zabójcy – mówi się coraz więcej i głośniej.

W tym kontekście, wiele osób zastanawia się na co konkretnie szkodzi smog i w jaki sposób nas zabija?

Infografika PAP/Serwis Zdrowie/M. Samczuk

Precyzyjnych, popartych dowodami naukowymi odpowiedzi na te pytania dostarcza opublikowana niedawno książka „Smog: konsekwencje zdrowotne zanieczyszczeń powietrza”, wydana przez Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Jest to – według wydawcy – pierwsza polska książka, która w sposób kompleksowy przedstawia wpływ zanieczyszczeń powietrza na stan zdrowia.

Jakie choroby i powikłania powoduje smog

„Wyniki pomiarów jednoznacznie potwierdzają, że w Polsce mamy do czynienia ze znacznymi stężeniami (przekraczającymi tzw. wartości dopuszczalne) zanieczyszczeń pyłowych oraz benzo(a)pirenu. Choć zanieczyszczenia powietrza bywają postrzegane jako nieunikniony, niepożądany efekt rozwoju ekonomicznego, ich wpływ na zdrowie jest niewątpliwie niekorzystny, a najbardziej cierpi układ oddechowy. Warto podkreślić, że często przytaczany wzrost liczby zgonów w okresach zwiększonego narażenia dotyczy niemal wyłącznie osób starszych, z licznymi schorzeniami przewlekłymi i bywa określany mianem „pchnięcia do trumny”. Z tego powodu ostateczne efekty narażenia na zanieczyszczenia zależą m.in. od struktury populacji. Prawdopodobnie znacznie mniej zgonów występuje w młodszych populacjach z uwagi na lepszą tolerancję zanieczyszczeń” – piszą we wspomnianej książce jej redaktorzy naukowi, dr hab. Henryk Mazurek z Kliniki Pneumonologii i Mukowiscydozy Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc  oraz dr hab. Artur Badyda z Politechniki Warszawskiej.

Przypomnijmy, że według różnych szacunków w Polsce smog przyczynia się do przedwczesnej śmierci 30-46 tys. osób rocznie. Wbrew pozorom, to jednak wcale nie choroby układu oddechowego odpowiadają za większość związanych ze smogiem zgonów, lecz różnego rodzaju powikłania ze strony układu krążenia, takie jak udar mózgu, zawał serca czy niewydolność serca.

Smog – seryjny morderca

WHO podaje, że 24 proc. wszystkich zgonów z powodu udaru mózgu na świecie ma związek ze smogiem. To samo dotyczy 25 proc. zgonów z powodu chorób serca i aż 43 proc. śmierci z powodu chorób płuc.

Autorzy książki przeanalizowali dostępną literaturę naukową dotyczącą wpływu smogu na zdrowie pod kątem wszelkich chorób i powikłań, z którymi jest kojarzony. Okazało się, że biorąc pod uwagę siłę zgromadzonych na ten temat dowodów naukowych, listę skutków zdrowotnych zanieczyszczenia powietrza można podzielić na trzy grupy. W pierwszej i drugiej grupie znalazły się te choroby i powikłania, co do których prawdopodobieństwo istnienia związków przyczynowo-skutkowych (między ekspozycją na smog, a określonym skutkiem zdrowotnym) zostało ocenione jako bardzo wysokie lub umiarkowane.

Do takich właśnie, najlepiej przebadanych i potwierdzonych naukowo, konsekwencji smogu należą m.in.:

  • ze strony układu oddechowego – częstsze infekcje i choroby przewlekłe dróg oddechowych, np. astma, POCHP, rak płuca, częstsze zaostrzenia przebiegu istniejących chorób przewlekłych układu oddechowego, częstsze hospitalizacje i związany z tym wzrost umieralności,
  • ze strony układu krążenia – częstsze, ostre powikłania chorób sercowo-naczyniowych, np. udar mózgu, zawał serca, niewydolność serca, a także wzrost ciśnienia tętniczego, zaburzenia rytmu serca i wzrost umieralności,
  • ze strony układu nerwowego – wzrost ryzyka wystąpienia i rozwoju chorób neurodegeneracyjnych, np. Alzheimera, Parkinsona, uszkodzenia neuronów i naczyń mózgowych zaburzające działanie układu nerwowego,
  • ze strony układu rozrodczego – porody przedwczesne, obniżona masa urodzeniowa dziecka, zaburzenia rozwoju wewnątrzmacicznego,
  • inne – nowotwory pęcherza moczowego, rak piersi, podrażnienie spojówek, przyspieszone starzenie skóry, stres oksydacyjny, oporność na insulinę, cukrzyca.

Warto też  wskazać, jakie choroby i powikłania znalazły się w trzeciej grupie, czyli o słabo jeszcze potwierdzonych (udowodnionych), choć możliwych, związkach ze smogiem. Należą do nich m.in.:

  • Nasilenie reaktywności oskrzeli i odpowiedzi na alergeny,
  • Spowolnienie rozwoju układu oddechowego u dzieci,
  • Zaburzenia rozwoju psychoruchowego,
  • Bóle głowy,
  • Zaburzenia emocjonalne,
  • Guzy mózgu,
  • Obniżenie płodności,
  • Niski poziom HDL,
  • Białaczki i chłoniaki.

Co to jest smog i z czego się składa

Smog (od angielskich słów smoke + fog czyli dym + mgła) to zjawisko atmosferyczne, które powstaje wskutek zanieczyszczenia powietrza, przede wszystkim przez tzw. pyły zawieszone. Mogą one zawierać różne substancje toksyczne, takie jak: benzo(a)piren, metale ciężkie, dioksyny czy furany. Pył PM 10 składa się z mieszaniny cząstek substancji organicznych i nieorganicznych o średnicy do 10 mikrometrów. Pył PM 2,5 zawiera cząstki o średnicy do 2,5 mikrometra.

Jakie stężenie zanieczyszczeń jest groźne dla zdrowia

Przypomnijmy, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) rekomenduje wszystkim krajom podejmowanie działań zmierzających do ograniczenia średniego rocznego stężenia pyłu zawieszonego PM 10 do wartości poniżej 20 mikrogramów na metr sześcienny powietrza, a w przypadku pyłu PM 2,5 do wartości poniżej 10 mikrogramów na metr sześcienny. Wspomniane wcześniej drobne cząstki pyłów z zanieczyszczonego powietrza wnikają nie tylko do naszych płuc. Te mniejsze przedostaje się dalej do krwiobiegu, przyczyniając się do rozwoju wielu groźnych chorób.

Niestety, pod względem jakości powietrza Polska plasuje się w ogonie Europy. Na przykład, średnioroczne wartości stężenia pyłów zawieszonych PM2,5 i PM 10 w Warszawie  wynoszą odpowiednio 22 i 31, a w Krakowie 37 i 55. Dla porównania w Sztokholmie wartości te wynoszą 5 i 11, a w Londynie 11 i 21. Ale oczywiście są na świecie jeszcze  gorsze miejsca, jak np. indyjskie Delhi (143, 292). Średnioroczne stężenie pyłu PM 2,5 w Polsce (czyli tego, który zdaniem lekarzy jest najgroźniejszy dla zdrowia człowieka) szacowane jest na 24 mikrogramy na metr sześcienny, a więc jest ponad 2 razy większe od rekomendowanego przez WHO.

Dlaczego Polska słabo wypada w Europie pod względem jakości powietrza?

Według raportu „Ochrona powietrza przed zanieczyszczeniami” Najwyższej Izby Kontroli, główną przyczyną wysokiego poziomu zanieczyszczeń w Polsce jest duża emisja pyłów z przestarzałych domowych i lokalnych kotłowni węglowych, do czego dokłada się jeszcze duża liczba aut na drogach (zwłaszcza tych z silnikami diesla), a także przemysł i rolnictwo.

Poza podejmowanymi przez rząd oraz samorządy działaniami mającymi zmienić ten stan rzeczy (m.in. wsparcie finansowe na modernizację kotłowni i palenisk), ważną rolę do odegrania ma także każdy z nas.

„Każdy z nas ma swoją chmurkę smogu i ważne, by była jak najmniejsza. Innymi słowy, dbałość o środowisko trzeba zacząć od siebie – nie trując i dając przykład innym” – piszą autorzy cytowanej książki.

Rzeczywistość jednak w tym temacie wciąż mocno skrzeczy. WHO szacuje, że aż 90 proc. ludzi na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem. I raczej prędko się to nie zmieni.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Fakty i mity o krótkowzroczności dzieci

Nawet połowa uczniów ma wady wzroku! To jedna zła wiadomość. Druga: te problemy są często wykrywane za późno. Poznaj fakty i mity o problemach ze wzrokiem i sposobach na dobre widzenie.

Wątpliwości na ten temat rozwiała dla Serwisu Zdrowie dr Anna Ambroziak, okulistka, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Okulistycznego (PTO).

Roczne dziecko ma w pełni rozwinięty wzrok.

MIT!

Gdy dziecko się rodzi, jest „plusowe”. Jego świat jest blisko, więc potrzebuje dobrze widzieć. Normuje swój wzrok dopiero około 8 r. ż.

Początek szkoły to czas, kiedy warto po raz pierwszy skontrolować wzrok dziecka.

MIT!

Już w pierwszym roku życia każde dziecko powinno spotkać się pierwszy raz ze specjalistą, który zbada jednooczne i przestrzenne widzenie dziecka, ustawienie gałek ocznych, jego rozwój. Później bez względu na to czy jest wada czy nie, przynajmniej raz na rok dziecko powinno mieć pełne, specjalistyczne badanie okulistyczne, optometryczne, ortoptyczne, podczas którego bada się rozwój widzenia. Do 6. R.ż. rozwija się widzenie mózgowe, neuroplastyczność mózgu i do tego czasu mózg musi nauczyć się widzieć. Ale aby tak się stało, musimy dostarczyć mu ostre obrazy.

Obecnie jest więcej wad wzroku niż kiedyś.

FAKT!

Liczba dzieci, młodzieży i dorosłych z wadami wzroku rośnie – tak się dzieje nie tylko w Polsce, ale i w krajach europejskich, a w Chinach czy na Tajwanie wady wzroku ma ponad 90 proc. dzieci w wieku 14-16 rż. W Polsce – około 50 proc.

Cywilizacja oraz fakt, że dzieci spędzają coraz więcej czasu w bliży (czyli do metra) na wszystkich czynnościach, sprawia, że edukacja równa się krótkowzroczność. Poza tym żyjemy coraz dłużej, co oznacza więcej obciążeń cywilizacyjnych, przy których wady wzroku robią się coraz bardziej problematyczne.

Jeśli jedno z rodziców jest krótkowzroczne, ryzyko dla dziecka wzrasta kilkukrotnie, jeśli oboje mają tę wadę, to aż 6-7 razy. Ale, żeby było jasne – zdrowi rodzice nie dają gwarancji, że dziecko nie będzie miało niemiarowości. Krótkowzroczność jest dziś najczęstszą wadą refrakcji, a leczonych jest tylko połowa dzieci, która tego wymaga. Trzeba wiedzieć, że obecnie skorygowanie wady -2, czy -4 nie jest dużym problemem terapeutycznym, ale z każdą dioptrią zdecydowanie wyższe jest ryzyko powikłań. Dlatego tak ważna jest walka o każdy milimetr.

Krótkowzroczność to tylko problem z widzeniem dali.

MIT!

Dorosły człowiek krótkowzroczny ma kilka razy wyższe ryzyko zaćmy i jaskry. Przy wadzie -6 ryzyko jaskry jest już 4-6 razy wyższe, odwarstwienie siatkówki jest 16 razy wyższe, a makulopatii, czyli chorób plamki – aż 40 raz wyższe! A z kolei te schorzenia uszkadzają centralne widzenie, co  grozi ślepotą centralną.

Są sposoby chroniące wzrok, które każdy może stosować.

FAKT!

Problemem dla oczu jest nie tyle łączny czas i praca wzrokowa w bliży, ale brak przerw. Nasze dzieci powinny spędzać minimum godzinę dziennie na aktywnościach na zewnątrz, przy naturalnym oświetleniu. Narząd wzroku to bardzo precyzyjny receptor, który dostarcza nam dopaminę. Receptory dopaminowe w siatkówce dbają nie tylko o prawidłowe ciśnienie i tętno, ale także o rozwój i hamowanie wzrostu gałki ocznej. Tymczasem krótkowzroczność działa na oko jakbyśmy pompowali balon – gałka oczna wydłuża się i sprawia, że jest ściana oka coraz cieńsza. Dlatego tak ważne jest aby pamiętać o czynnikach ryzyka i profilaktyce, to proste rzeczy: przerwy w pracy wzrokowej, naturalne oświetlenie i aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu.

Dzieci nie mogą nosić soczewek kontaktowych.

MIT!

Dzieci z wadami wzroku mogą nosić nie tylko okulary, ale i soczewki kontaktowe. Okazuje się, że kontrola krótkowzroczności jest zdecydowanie lepsza w przypadku dzieci, które korzystają z soczewek. One doskonale rozumieją zasady dezynfekcji, potrafią dbać o higienę, więc ich używanie jest naprawdę bezpieczne, a postęp krótkowzroczności jest u nich wolniejszy, bo użytkując soczewki na codzień, zapewniają to, że ich wzrok jest w pełni skorygowany. To zaś jest ważne, żeby nie doprowadzić do wysokiej krótkowzroczności, która jest ciężką chorobą okulistyczną. Wszystkie wady refrakcji, łącznie z ustawieniem przestrzenym, powinniśmy  skorygować do 4-6 rż. dziecka.

Wady wzroku wpływają na rozwój dziecka.

FAKT!

Wady widzenia u dzieci wpływają na nieprawidłowy rozwój dziecka. Narząd wzroku zapewnia 80 proc. informacji dla naszego mózgu. Wzrok determinuje w dużym stopniu rozwój ruchu, sprawność ręki, rozumienie świata, jego postrzeganie. Widzenie ma wpływ na naukę i rozwój zarówno fizyczny, jak i psychospołeczny dzieci. Większośc dysleksji i dysgrafii wynika właśnie z nieskorygowanych w odpowiednim okresie wad refrakcji.

W trosce o wzrok maluch nie powinien w ogóle mieć dostępu do tabletów i smartfonów.

FAKT!

Za problemy ze wzrokiem u małych dzieci w dużej mierze odpowiedzialne są nowoczesne technologie, dlatego do 2. r. ż. dziecko nie powinno w ogóle brać do ręki smartfona, tabletu, iphona. Później ten czas powinien być bardzo limitowany. Komputer sam w sobie nie szkodzi, dzieci w wieku szkolnym oczywiście mogą go używać, bo dziś mamy już nowoczesne powłoki, ale ważna jest przede wszystkim odpowiednia odległość pracy wzrokowej oraz zachowanie przerw co 20 minut plus naturalne oświetlenie i niezapominanie o aktywności fizycznej.

Monika Wysocka (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Na szczepionkę przeciw odrze jeszcze nie za późno

Mało jest tak zaraźliwych chorób, jak odra, a szczepienie przeciwko niej jest wyjątkowo skuteczne. Kto się nie zaszczepił, może to zrobić w każdym wieku. Odporność zyska w ciągu dwóch tygodni od pierwszej dawki.

Odra od kilku lat atakuje w krajach europejskich. Eksperci nie mają złudzeń, że to pokłosie lęku przed szczepieniami, wyrosłego na podstawie nieprawdziwych i zmanipulowanych danych, który spowodował zmniejszenie tzw. wyszczepialności. Ujmując to w prosty sposób: znalazły się osoby, które wbrew zaleceniom lekarskim nie szczepiły swoich dzieci, a ponieważ z biegiem lat ich przybywało, wirus odry powrócił.

Moda na nieszczepienie dotarła też do Polski, a na efekty nie trzeba było długo czekać.

W maju tego roku w rozmowie z Serwisem Zdrowie specjalista chorób zakaźnych i pediatrii dr Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego mówił, że w Polsce rośnie ryzyko zachorowania na odrę, a nawet wybuchu epidemii odry. Wówczas właśnie Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH) podał, że w Polsce wyszczepialność przeciwko odrze (czyli odsetek zaszczepionej populacji) spadła poniżej 95 proc.

Pięć miesięcy później wiemy z danych NIZP-PZH, że od 1 stycznia do 31 października br. w Polsce zanotowano 144 przypadki odry. W tym samym okresie roku ubiegłego takich zachorowań było znacznie mniej – 59, a w całym 2017 r. w Polsce odnotowano 63 zachorowania na odrę. Przypadków odry jest zatem w ciągu 10 miesięcy ponad dwukrotnie więcej niż w całym ubiegłym roku.

W ostatnich dniach na Mazowszu zgłoszono 18 przypadków zachorowań i podejrzeń zachorowań na odrę – 17 w powiecie pruszkowskim i jedno na terenie powiatu warszawskiego. W poniedziałek dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Włodawie poinformowała, że uczeń liceum we Włodawie (woj. lubelskie) przebywa w szpitalu z podejrzeniem zachorowania na odrę.

——————————————————————————————————Co to jest odporność zbiorowiskowa

To pośredni, a istotny efekt szczepień dużych grup ludzi. Nie można, z różnych powodów, zaszczepić wszystkich mieszkańców danego kraju (na przykład z powodu wieku – niemowlęta czy schorzeń – starsi). Jeśli jednak bardzo duża część populacji zostanie zaszczepiona przeciwko danej chorobie, zyskują na tym ci niezaszczepieni – patogen ma bardzo ograniczone możliwości przenoszenia się. Są przykłady całkowitego wyeliminowania takiego patogenu – np. ospy prawdziwej, czy na terenie Polski i wielu krajów europejskich – polio. Odrę też można wyeliminować – na pewien czas udało się to np. w Korei Południowej. Warunkiem jest jednak wystarczająca wyszczepialność całych populacji.

————————————————————————————————————————

Jak wysoka musi  być wyszczepialność, by czuć się bezpiecznie?

To, jaki odsetek zaszczepionych osób daje odporność zbiorowiskową przed chorobą, zależy od patogenu, który ją wywołuje, a właściwie od jego potencjału zakażania.

Odra jest wysoce zaraźliwa – jedna zakażona wirusem osoba „sprzedaje” go kilkunastu, a nawet 20 osobom podatnym (które nie chorowały na odrę lub nie były zaszczepione). Znane są przypadki zarażenia odrą po wspólnej podróży w windzie. Ryzyko zachorowania po kontakcie z chorym na odrę u osoby podatnej na zakażenie (oprócz niezaszczepionej to także taka, która przyjmuje leki immunosupresyjne, zatem po przeszczepieniu narządu lub tkanki) sięga 90-95 proc. Dla porównania – w przypadku świnki jest to nieco ponad 30 proc., nawet jeśli osoba chora na świnkę przebywa w domu z krewnymi nieszczepionymi.

Kiedy się szczepić?

Szczepienie przeciwko odrze jest w kalendarzu szczepień obowiązkowych od 1975 roku. Redaktor naczelny „Medycyny Praktycznej – Szczepienia” dr Jacek Mrukowicz mówi, że jeśli ktoś wie, że:

  • nie chorował na odrę,
  • nie został zaszczepiony przeciwko tej chorobie
  • przyjął tylko jedną z dwóch dawek szczepionki,

może albo zgłosić na badania przeciwciał, by sprawdzić, czy ma odporność na tę chorobę, albo – w krótszej ścieżce – zgłosić się na szczepienie bez sprawdzania obecności przeciwciał.

– Nawet jeśli będzie to powtórne zaszczepienie przeciwko odrze, jest to bezpieczne działanie – podkreśla dr Mrukowicz.

Jak dodaje, tak zresztą postępuje się w sytuacji prowadzenia dochodzenia epidemicznego i wykrycia, że w otoczeniu osoby chorej na odrę znajdują się osoby, co do których nie ma pewności, czy mają odporność na tę chorobę. Oznaczanie przeciwciał niepotrzebnie zajmuje czas w sytuacji zagrożenia.

Pewność co do tego, czy powinniśmy ponownie się zaszczepić, daje prowadzona rzetelnie dokumentacja medyczna. Jeśli zatem dysponujemy wpisem lekarza o rozpoznaniu odry (czyli mamy potwierdzeniem, że przechorowaliśmy odrę, co daje odporność) lub o fakcie zaszczepienia przeciwko tej chorobie dwoma dawkami, nie ma potrzeby ponownego szczepienia (lub sprawdzania poziomu przeciwciał).

Czy można zaszczepić się tylko przeciwko odrze?

Teoretycznie tak, ale w praktyce nie jest to możliwe.

– Zaprzestano produkcji szczepionek tylko przeciwko odrze – wyjaśnia dr Mrukowicz.

Na rynku dostępne są szczepionki skojarzone: przeciwko odrze, śwince i różyczce.

Dr Mrukowicz zapewnia, że wciąż, nawet jeśli taką otrzymaliśmy, ponowne zaszczepienie nie jest niebezpieczne, a bilans korzyści przeważa potencjalne ryzyko niepożądanych odczynów poszczepiennych.

– Zaszczepienie przeciwko tym trzem chorobom, a nie jednej, wyjdzie tylko na zdrowie – dodaje.

Zwłaszcza, że poważne powikłania np. świnki przechodzonej w wieku dorosłym są bardzo wysoce prawdopodobne.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)
Fot. www.pixabay.com

Uwaga na hałas!

Niechciane dźwięki to niedoceniane zagrożenie, które zaburza pracę, naukę, wypoczynek i zwiększa ryzyko wielu chorób. Sprawdź, co Ci grozi, jeśli mieszkasz przy ruchliwej ulicy lub słuchasz głośnej muzyki.

Już Juliusz Cezar zdawał się rozumieć dolegliwość związaną z nocnym hałasem i zabronił ruchu konnego w nocy. Obecnie wciąż zaś buduje się mieszkania przy ruchliwych ulicach. Tymczasem szczególnie groźny jest hałas nocny. Działa destrukcyjnie przede wszystkim poprzez generowanie stresu utrudniającego sen, zaburzającego metabolizm, a nawet pracę mózgu.

Światowa Organizacja Zdrowia wydała właśnie dokument o tytule „Environmental Noise Guidelines for the European Region”, który zawiera nowe rekomendacje odnośnie bezpiecznego poziomu hałasu oddziałującego na ludzi. WHO zaleca np. limit 53 dB dla działającego na zewnątrz budynków hałasu produkowanego przez ruch samochodowy w dzień i 45 dB w nocy.

Jaki hałas generują szum wiatru, samochody, rozmowa?

Żeby uświadomić sobie, o jakich wartościach mowa w dokumencie WHO, trzeba wiedzieć, że:

  • Szum lasu to 10-15 dB
  • Szept – 30-40 dB
  • Rozmowa – 50-65 dB
  • Samochód osobowy (jeden!) – 65-75 dB
  • Samochód ciężarowy – 70 – 90 dB
  • Start samolotu – 120 -130 dB

Próg bólu w reakcji na hałas zaczyna się od 130 dB

Według opracowania WHO, w krajach Europy Zachodniej, spowodowana hałasem liczba DALY (disability adjusted life-years – lata życia skorygowane niesprawnością) wyrażająca łączne lata życia utracone wskutek uszczerbku na zdrowiu lub przedwczesnej śmierci przez ludzi żyjących w danej populacji wynosi bowiem 61 tys. lat dla choroby wieńcowej, 45 tys. dla zaburzeń rozwoju mentalnego dzieci, 903 tys. dla zburzeń snu, 22 tys. dla szumów usznych i 654 tys. dla rozdrażnienia.

– Już Juliusz Cezar zabronił ruchu konnego w Rzymie po zmroku. Tymczasem dzisiaj hałas to jeszcze często niedoceniane zagrożenie, a np. znane niemieckie badania mówią o tym, że jego szkodliwość można porównać do palenia tytoniu – alarmuje prof. Krystyna Pawlas, pracownik Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, kierownik Katedry i Zakładu Higieny Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Hałas to stres niszczący ciało

Dokument WHO przytacza na przykład badania z udziałem prawie 70 tys. uczestników, według których, w zakresie natężenia hałasu od 40 do 80 dB, każde 10 dB więcej oznaczało wzrost ryzyka rozwoju choroby wieńcowej o 8 proc.

– U osób eksponowanych na działanie hałasu badania wykazują z jednej strony większe ryzyko rozwoju nadciśnienia, zawałów czy udarów, a z drugiej strony wzrost śmiertelności z powodu tych chorób. Hałas działa na człowieka jako niepożądany stresor, co wiąże się m.in. z wyrzutem tzw. hormonów stresu. To z kolei powoduje m.in. wzrost ciśnienia czy przyspieszenie tętna oraz zmiany w biochemii krwi poprzez zaburzenie metabolizmu  glukozy i lipidów To prosta droga do arteriosklerozy, zawałów czy udarów, a także cukrzycy typu 2 – wyjaśnia dr Pawlas.

Szwajcarskie badanie SiRENE (Short and Long Term Effects of Transportation Noise Exposure), obejmujące ponad 2,5 tys. osób pokazało właśnie wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2. Autorzy projektu mówią o dwóch mechanizmach prowadzących do choroby. Po pierwsze, hałas powoduje chroniczne wydzielanie towarzyszących stresowi hormonów, które zaburzają gospodarkę insulinową. Z drugiej strony powoduje zaburzenia snu, o których wiadomo, że także negatywnie wpływają na metabolizm.

Z kolei szwedzki projekt z udziałem ponad 5 tys. uczestników pokazał wyraźny związek między hałasem a większym obwodem talii, mimo że nie pojawił się związek z BMI. Znaczenie miała ekspozycja na wszystkie trzy z uwzględnionych rodzajów hałasu – pochodzenia drogowego, kolejowego i lotniczego. Okazało się przy tym, że im więcej rodzajów hałasu działało na daną osobę, tym większe było ryzyko tycia w talii.

Niektóre skutki wywołanego hałasem stresu są dopiero odkrywane. Choć to dopiero wstępne badania, to to na przykład zespół z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego wykazał związek między stosunkowo słabym, lecz długotrwałym hałasem słyszanym nocą a ryzykiem niepłodności u mężczyzn.

– Warto też pamiętać, że najsilniej hałas działa na nas nocą. Już przy 30 dB zaczyna oddziaływać na sen, a przy 40 pojawiają się niekorzystne reakcje zdrowotne – dodaje specjalistka.

Wolne rodniki, komórki, enzymy

Naukowcy jednocześnie coraz lepiej poznają biologiczne mechanizmy działania hałasu na organizm. Zespół z Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji zauważył, że hałas wywołuje m.in. zwiększenie stresu oksydacyjnego, czyli stężenia wolnych rodników i nasilenie stanów zapalnych w naczyniach krwionośnych, a przy tym powoduje wyraźne zmiany w aktywności genów w wyściełających naczynia komórkach. Niedawno, w eksperymentach na myszach badacze odkryli także kluczowe działanie enzymu o nazwie oksydaza NADPH, działającego przede wszystkim w komórkach związanych ze stanami zapalnymi. Jego eliminacja wręcz uodporniła laboratoryjne myszy na hałas – symulowany dźwięk przelatujących samolotów. Eksperymenty pokazały jednocześnie, że przy działającym enzymie, do uszkodzeń naczyń dochodziło tylko pod wpływem hałasu słyszanego nocą. Ten sam zespół wykrył też wywołane nocnym hałasem zaburzenia w pracy działającego w mózgu enzymu – neuronalnej syntazy tlenku azotu, ważnego m.in. dla uczenia się i zapamiętywania. Kolejne odkrycie dotyczyło natomiast zaburzenia komórkowego cyklu dobowego, które zdaniem naukowców może prowadzić właśnie do uszkodzeń układu krążenia, zaburzeń metabolicznych a także problemów mentalnych. Autorzy tych badań nawołują więc do działań nacelowanych na zmniejszenie wystawienia na niechciane dźwięki, szczególnie nocą.

Sposoby na hałas

Jak więc się bronić? Na pewno warto mieć na uwadze zagrożenia – to pomoże podjąć decyzje, od których zależeć może nawet długotrwała ekspozycja na jego działanie. Jeśli jest to możliwe, lepiej więc np. wybrać mieszkanie czy dom położony dalej od ruchliwej jezdni czy lotniska. Jeśli od źródeł hałasu nie można się oddalić, warto pomyśleć o środkach zaradczych. W niemałym stopniu pomóc mogą na przykład dźwiękoszczelne okna. Dobrze jest też chronić się w miejscu pracy (biurowy szum to wartość ok. 60-70 dB).

BHP w zawodach szczególnie związanych z ekspozycją na hałas to oczywiście podstawa. Lepiej jednak uważać nawet np. na pracę w biurach typu open office.

– Im dalej od źródła dźwięku, tym jego natężenie jest mniejsze. Do pewnego stopnia można się też od hałasu odgrodzić. Dobrej jakości okna mogą zredukować go nawet o ponad 30 dB, czyli dużo ( w przełożeniu na energię to ponad 1000-krotne osłabienie dźwięku). Jeżeli chodzi o warunki pracy, to już otwarte biuro naraża nas na hałas, który wymaga zwiększenia uwagi, powoduje zmęczenie, spadek wydajności i zwiększa drażliwość a nawet agresję – zwraca uwagę dr Pawlas.

Pomóc mogłyby rozwiązania systemowe. Na przykład niektóre lotniska, jak port lotniczy w Zurychu wprowadzają ograniczenia ruchu nocą. Równie ważne są też np. przepisy drogowe.

– Trzeba mieć na uwadze, że nakłady na zdrowie spowodowane działaniem hałasu są ogromne. W Niemczech m.in. obniża się prędkość samochodów na terenach  mieszkaniowych. To skuteczne działanie z punktu widzenia zagrożenia zdrowia publicznego – przekonuje ekspertka.

Źródło: www zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Przeziębienie łatwiej przeczekać niż wyleczyć

Przed sezonem na przeziębienia jest więcej reklam specyfików, które mają pomóc w razie zachorowania. Najtańszym sposobem na przeziębienie jest – jak wskazują naukowcy – przeczekanie go w odpowiednich warunkach.

Przeziębienie może wywołać ponad 200 wirusów (w większości przypadków sprawcami są rhinowirusy), dlatego przechorowanie go nie chroni przed kolejnym zachorowaniem…i kolejnym. W przypadku dorosłych zdarza się to od dwa do czterech razy w roku, natomiast dzieci przed 12. rokiem życia zapadają na przeziębienie sześć do ośmiu razy w roku.

Uciążliwe objawy – ból gardła, kaszel, zatkany nos, katar, podwyższona temperatura czy kichanie kończą się po 7 – 10 dniach. Wydawałoby się, że w dobie bezprecedensowego rozwoju medycyny, sekwencjonowania genomów, drukowania narządów czy klonowania ssaków leczenie zwykłych przeziębień to błahostka – nawet bez recepty. Tymczasem belgijsko-australijskie badania przeglądowe wskazują na niewielką skuteczność większości dostępnych w aptekach, supermarketach czy dyskontach preparatów. Podobnie jak w starożytności, przeziębienie w zasadzie przechodzi samo (chyba, że pojawią się powikłania).

Przeglądu dotychczasowych (randomizowanych i kontrolowanych) badań nad skutecznością leków dokonali specjaliści z uniwersytetów w Ghent (Belgia) i Brisbane (Australia). Wyniki opublikowano na łamach pisma British Medical Journal (BMJ).

Korzyść z większości leków okazała się wątpliwa, zaś w przypadku dzieci lekarstwo bywało niekiedy groźniejsze niż choroba.

Już wcześniej (2008) U.S. Food and Drug Administration ostrzegała przed podawaniem leków przeciwkaszlowych i stosowanych przy przeziębieniu dzieciom młodszym niż 2 lata. W przypadku dzieci starszych FDA zalecała ostrożność.

Co stosować w razie przeziębienia?

Niekontrowersyjne i pomocne (także u dzieci) mogą być paracetamol oraz ibuprofen, które obniżają gorączką i łagodzą ból. Nawilżacz (ale wytwarzający chłodną mgiełkę, a nie gorącą parę) ułatwia oddychanie, zaś duża ilość wypijanych płynów pozwala uniknąć zawsze niebezpiecznego odwodnienia.

Roztwór soli w formie kropli lub sprayu może pomóc na zatkany nos (ale nie zawsze pomaga). Jednak przepłukiwanie nosa roztworem soli to metoda bezpieczna i tania (choć to, ile trzeba zapłacić w aptece za szklankę morskiej wody w ładnym opakowaniu robi wrażenie).Wypłukiwać śluz z nosa i zmniejszać uczucie zatkania można w ten sposób nawet kilka razy dziennie.

Przeziębienie warto „wyleżeć”. Nie zarażamy innych i pozwalamy organizmowi zmobilizować siły do zwalczenia choroby. Lekarze wskazują, że „przeleżenie” przeziębienia zmniejsza też ryzyko, że przerodzi się w poważniejszą infekcję – choćby dlatego, że osłabiony organizm nie jest narażony na bakterie chorobotwórcze krążące na przykład w szkole albo autobusie.

Co może bardziej zaszkodzić niż pomóc w przeziębieniu?

Wiele osób woli „coś mocniejszego” – leki zmniejszające przekrwienie i „odblokowujące” zatkane nosy. Nie są jednak odpowiednie dla niemowląt, dzieci poniżej 12 lat i kobiet w ciąży. Dorośli mogą z nich korzystać maksymalnie do siedmiu dni.

Jednak zdaniem autorów artykułu w BMJ także leki zmniejszające przekrwienie i „odblokowujące” w niewielkim stopniu wpływają na objawy przeziębienia. Za to często powodują objawy uboczne – senność, bóle głowy, problemy z żołądkiem. W dodatku zbyt długie stosowanie leków „odtykających” nos może doprowadzić do jego przewlekłego zatkania…

Leki przeciwhistaminowe o właściwościach uspokajających – na przykład difenhydramina – czasem zmniejszają wyciek z nosa i zapobiegają kichaniu częściej niż placebo, ale nosa nie odblokują. Leki zmniejszające przekrwienie (często łączone z lekami przeciwhistaminowymi i przeciwbólowymi) mogą skutecznie udrażniać nos, jednak do częstych skutków ubocznych należą senność, ból głowy czy zaburzenia żołądkowo-jelitowe.

W przypadku dzieci poniżej 6. roku życia w ogóle nie należy na własną rękę podawać leków przeciwhistaminowych ani zmniejszających przekrwienie, zaś u starszych (od 6 do 12 lat) zalecana jest ostrożność. Specjaliści podkreślają, że w przypadku dzieci taka terapia ma wątpliwą skuteczność, a wiąże się z istotnym ryzykiem. Wcześniejsze doniesienia informowały o dzieciach w wieku poniżej dwóch lat cierpiących po podaniu tych leków na drgawki czy przyspieszone bicie serca. Zdarzały się nawet zgony.

Według autorów artykułu w BMJ leki bez recepty (OTC) nie łagodzą u dzieci skutecznie objawów takich jak zatkany nos czy katar.Niewinnie wyglądające maści, które uwalniają olejki eteryczne wprawdzie często łagodzą przekrwienie i udrażniają nos, ale mogą powodować wysypkę. Syropy na kaszel hamują zaś odkrztuszanie śluzu, toteż nie są zalecane u dzieci.

Antybiotyki nie w przeziębieniu

Przede wszystkim jednak nie należy podawać przy przeziębieniu antybiotyków: pomagają tylko przeciwko infekcjom bakteryjnym,  nie w przypadku wirusowej choroby, jaką jest przeziębienie.

Jeśli chodzi o domowe sposoby, zwłaszcza w przypadku dzieci brakuje dowodów na skuteczność preparatów jeżówki purpurowej (echinacea), witaminy C, cynku, czosnku, olejku eukaliptusowego, żeń-szenia, probiotyków, miodu, donosowych kortykosteroidów, leków przeciwwirusowych czy inhalacji parą.

„Zwykle objawy przeziębienia ustępują samoistnie w ciągu 7-10 dni” – podsumowują autorzy. „Nie ma magicznych leków, które złagodziłyby jego objawy i bardzo niewiele terapii lekami bez recepty jest popartych dowodami”. (PAP)

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Ile kilogramów przyszła mama ma przytyć w ciąży?

Prawidłowy przyrost masy ciała w czasie ciąży zależy od tego, ile przyszła mama ważyła przed zapłodnieniem. Już planując ciążę warto więc zadbać o prawidłową wagę – oszczędzi to kłopotów ze zdrowiem zarówno mamy, jak i dziecka.

Specjaliści z Instytutu Matki i Dziecka podkreślają, że dla optymalnego rozwoju płodu duże znaczenie ma zarówno prawidłowa masa ciała matki przed zapłodnieniem, jak również odpowiedni przyrost masy ciała podczas ciąży. Najczęściej wykorzystywanym wskaźnikiem wagowo-wzrostowym pozwalającym na ocenę tego, czy przyszła mama waży odpowiednio dużo, jest wskaźnik Body Mass Index, który obliczamy dzieląc wartość masy ciała wyrażoną w kilogramach przez wartość wzrostu wyrażoną w metrach i powiększoną do kwadratu.

Sprawdź, jaki jest prawidłowy wzrost masy ciała w ciąży w zależności od BMI przed zajściem w ciążę

  • BMI < 18,5 kg/m2 przed zajściem w ciążę (niedowaga) + 12,5 – 18 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI 18,5 – 24,9 kg/m2 przed zajściem w ciążę (prawidłowa waga) + 11,5 – 16 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI 25 – 29,9 kg/m2 przed zajściem w ciążę (nadwaga) + 7 – 11,5 kg w czasie całej ciąży;
  • BMI >30 kg/m2 przed zajściem w ciążę (otyłość) + 5 – 9 kg w czasie całej ciąży.

Eksperci zalecają, by przyszła mama dokładnie omówiła ze swoim lekarzem wszelkie kwestie związane z przybywaniem na wadze w czasie ciąży, dietą i aktywnością fizyczną. Może się okazać, że z uwagi na stan zdrowia zalecane przyrosty masy ciała będą inne niż podane wyżej. Okazuje się na przykład, że mogą one być inne dla kobiet ciężarnych z nadwagą i otyłością oraz stwierdzoną cukrzycą ciążową.

W ciąży nie wolno się odchudzać. Odchudzanie się może doprowadzić do niedożywienia płodu i mieć poważne konsekwencje dla jego rozwoju.

Dlaczego utrzymanie prawidłowego przyrostu w czasie ciąży jest ważne?

Dlatego, że daje dużo korzyści dla dziecka i matki. Natomiast za dużo kilogramów zarówno przed ciążą, jak i w jej trakcie naraża i kobietę, i dziecko, na znaczne problemy zdrowotne, w tym:

  • cukrzycę u dziecka
  • cukrzycę u matki
  • nadciśnienie u matki
  • nadmierną masę noworodka
  • otyłość matki i dziecka
  • poród przedwczesny
  • żylaki u matki
  • hemoroidy u matki.

Niedowaga i zbyt niski przyrost masy ciała matki także nie są prognostykiem dobrego zdrowia. W takiej sytuacji dziecko jest narażone na problemy z rozwojem, niską masę urodzeniową, cukrzycę i nadciśnienie w późniejszym wieku, a matka – na przedwczesny poród, anemię i problemy hormonalne.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Eko zamiast chemii w jadłospisie

Obliczono, że w latach 90. XX wieku z pożywieniem zjadaliśmy 2 kg „chemii” rocznie. Szacuje się, że obecnie z jedzeniem dostępnym na rynku spożywamy jej nawet do 10 kg na rok! Naukowcy Uniwersytetu Newcastle przebadali żywność konwencjonalną i ekologiczną, a wyniki ich badań pokazują, że tylko w przypadku produktów organicznych, czyli eko, mamy szansę wyeliminować „chemię” z naszego jadłospisu.

Substancje chemiczne w żywności to głównie metale ciężkie, pestycydy i tzw. substancje dodatkowe powszechnie stosowane w pożywieniu.Reakcja organizmu na ich stałą obecność w diecie człowieka to złe samopoczucie, brak sił, rozdrażnienie, problemy ze snem i chronicznym zmęczeniem oraz spadek odporności, do tego nietolerancje pokarmowe, alergie i inne liczne problemy zdrowotne.
Najbardziej cierpią niemowlęta i małe dzieci, bo są w znacznie większym stopniu niż dorośli narażone na obecność zanieczyszczeń w żywności. Pozostałości środków ochrony roślin, mikotoksyny, metale, azotany czy dodatki do żywności negatywnie wpływają na dalszy rozwój dziecka. Z tego powodu szczególnie ważne jest zapewnienie niemowlętom i małym dzieciom bezpiecznej żywności najwyższej jakości. Jak dowodzą liczne badania i doświadczenia wielu krajów – to właśnie sposób i jakość żywienia człowieka w okresie prenatalnym oraz we wczesnym dzieciństwie mają kluczowy wpływ na wystąpienie chorób cywilizacyjnych w przyszłości. W Polsce stały się one tak powszechne, iż dotykają już co czwartego z nas.

Rolnictwo ekologiczne wolne od chemii

W rolnictwie ekologicznym nie używa się syntetycznych agrochemikaliów, to powrót do tradycyjnego sposobu uprawy i hodowli, kiedy na świecie nie było chemicznych wynalazków dla rolnictwa. Stosuje się naturalne metody walki z chorobami i szkodnikami roślin, wprowadza odmiany bardziej odporne, usuwa ręcznie chwasty i szuka naturalnych wrogów szkodników uprawnych. W certyfikowanej żywności ekologicznej obowiązuje też bardzo ograniczone użycie substancji dodatkowych (E). Dozwolonych jest tylko 50 dodatków pochodzenia naturalnego. Są to m.in. kwasy spożywcze (mlekowy, jabłkowy, cytrynowy, winowy), przeciwutleniacze (ekstrakt bogaty w tokoferol, kwas askorbinowy), zagęstniki (agar, karagen, guma arabska), nieliczne konserwanty (azotany i azotyny do produkcji produktów mięsnych i wędlin, ograniczone do 80 mg/kg oraz siarczyny i inne związki siarki, m.in. do win owocowych), regulatory pH i środki przeciwzbrylające.
Czy zatem regularne spożywanie żywności ekologicznej przekłada się na lepsze parametry zdrowia? W 2014 roku międzynarodowego zespołu naukowców pod kierunkiem ekspertów na Uniwersytecie w Newcastle udowodnił inny skład chemiczny żywności ekologicznej i konwencjonalnej. Wyniki ich badań pokazują, że przestawienie się na żywność organiczną jest kluczowe dla eliminowania spożycia „chemii” i lepszej kondycji zdrowotnej nas wszystkich.

Ekologiczne warzywa, owoce i zboża pod lupą naukowców

Międzynarodowy zespół badawczy pod kierunkiem prof. Carlo Leiferta z Uniwersytetu Newcastle przeanalizował 343 opublikowane badania[i] dotyczących warzyw, owoców i zbóż z upraw ekologicznych oraz konwencjonalnych. Ich analiza wykazała, że, że pod względem składu chemicznego ekożywność różni się od żywności konwencjonalnej i działa prozdrowotnie. W surowcach ekologicznych w porównaniu do konwencjonalnych stwierdzono:
  • o 48% niższą zawartość kadmu
  • o 48% niższą zawartość kadmu
  • wyższe stężenie polifenoli (o 17%); wyższą zawartość kwasów fenolowych (o 19%), flawanonów (o 69%), stylbenów (28%), flawonów (o 26%), flawonoli (50%) oraz antocyjanów (51%)
  • wyższą zawartość ksantofili, karotenoidów, w tym luteiny oraz witaminy C
  • wyższą zawartość węglowodanów ogółem oraz niższą zawartość białek, aminokwasów i błonnika
Wyniki badań pokazują, że spożywając warzywa czy owoce ekologiczne dostarczamy organizmowi więcej przeciwutleniaczy, które ze względu na działanie przeciwzapalne są ważne w profilaktyce wszystkich chorób cywilizacyjnych. Wyższa zawartość węglowodanów oraz niższa białek i aminokwasów w ekologicznej żywności roślinnej wynika z typów nawożenia, które stosuje się w obu systemach rolnych (ekologicznym i konwencjonalnym). W uprawach konwencjonalnych rośliny, mając łatwy dostęp do azotu z nawozów sztucznych, w pierwszej kolejności produkują związki zawierające właśnie ten składnik (aminokwasy, białka, peptydy). W uprawach ekologicznych, przy niższej podaży azotu, rośliny wytwarzają więcej związków zawierających węgiel takich, jak skrobia, celuloza, związki fenolowe, witaminy.

Badania mleka i mięsa z eko hodowli

W kolejnej analizie międzynarodowy zespół ekspertów z Uniwersytetu w Newcastle w Wielkiej Brytanii poddał przeglądowi 196 publikacji naukowych na temat mleka i 67 publikacji na temat mięsa. [ii] Analizując dane stwierdzili oni wyraźne różnice między ekologicznym a konwencjonalnym mlekiem i mięsem, szczególnie pod względem zawartości kwasów tłuszczowych, a także niektórych składników mineralnych i przeciwutleniaczy. Kluczowe wnioski z analizy:
  • mleko i mięso ekologiczne zawierają około 50% więcej NNKT omega-3 niż mleko i mięso rolnictwa konwencjonalnego
  • ekologiczne mięso charakteryzuje się nieco mniejszą zawartością dwóch nasyconych kwasów tłuszczowych (mirystynowego i palmitynowego), których spożywanie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego
  • mleko ekologiczne zawiera o 40% więcej sprzężonego kwasu linolowego (CLA)
  • mleko ekologiczne zawiera nieco więcej żelaza, witaminy E i niektórych karotenoidów
  • mleko konwencjonalne zawiera o 74 % więcej jodu, a także nieznacznie więcej selenu
Zwiększone spożycie kwasów omega-3 sprzyja profilaktyce zachorowań na choroby układu sercowo-naczyniowego, poprawą rozwoju i funkcjonowania układu nerwowego, a także lepsze działanie układu odpornościowego.

Co nam szkodzi?

Uprzemysłowienie świata, rosnąca liczba ludności i konsumpcyjny model życia stworzyły zapotrzebowanie na produkowanie więcej żywności, szybciej i taniej. W tym celu  w rolnictwie zaczęto stosować agrochemikalia. Miały zapewnić większy i pewniejszy plon, wymagający mniejszych nakładów pracy, tańszym kosztem dla rolnika i w efekcie po niższej cenie dla odbiorcy. Wiele środków chemicznych, które niegdyś powszechnie stosowano w rolnictwie, jak niesławny owadobójczy DDT, dzisiaj jest zakazanych z uwagi na ich potwierdzone działanie toksyczne i chorobotwórcze. Nadal jednak w tradycyjnym rolnictwie mamy do czynienia z wieloma substancjami, które są szkodliwe dla zdrowia człowieka.
Metale ciężkie
Kadm, ołów, rtęć i cyna są najgroźniejsze dla zdrowia. Ich obecność w żywności wynika z zanieczyszczenia środowiska. Przemysłowe pyły opadają i wnikają do korzeni roślin i gleby. Do tego nieracjonalne stosowanie nawozów sztucznych, odpadów ściekowych i przemysłowych używanych do nawożenia gleb i spływy z dróg dodatkowo skażają  glebę i rośliny. Metale nie ulegają biodegradacji. Spożyte z pożywieniem są kumulowane w organizmie człowieka. Kadm i rtęć głównie w nerkach i wątrobie, natomiast ołów gromadzi się w układzie kostnym. Często stwierdza się także kumulację metali w mózgu, trzustce, tarczycy i mięśniach. To może prowadzić do zmian histopatologicznych, atrofii i zmian nowotworowych oraz zmian w ośrodkowym układzie nerwowym.
Pestycydy
To cała grupa chemicznych środków niszczących szkodniki w rolnictwie: grzyby, owady i chwasty. Rocznie na europejskich polach stosuje się ponad 45 tys. ton pestycydów, które przenikają także do środowiska wodnego. Stosowanie syntetycznych pestycydów w produkcji żywności trwa od  kilkudziesięciu lat i do końca nie wiadomo, jakie będą długofalowe skutki ich metabolizowania przez organizm ludzki. Jednak znane już dzisiaj powikłania zdrowotne wywołane pozostałościami pestycydów w produktach żywnościowych są wystarczająco przerażające. To zmiany nowotworowe, mutacje genetyczne, uszkodzenia układu odpornościowego, zaburzenia hormonalne, choroby układu oddechowego, trawiennego, limfatycznego, choroby skórne. Niektóre pestycydy pokonują barierę łożyska, przenikając do płodu z krwią matki. Zwiększa się przez to ryzyko poronień i przedwczesnych porodów. U dzieci pozostałości pestycydów w żywności powodują wielorakie upośledzenia w rozwoju, wady wrodzone oraz upośledzenie rozwoju intelektualnego i pamięci.
Substancje dodatkowe do żywności 
Substancje dodatkowe do żywności (E) są obecnie powszechnie stosowane przy jej produkcji. Ich główną rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa mikrobiologicznego produktu i wydłużenie okresu jego przydatności do spożycia. Dopuszczonych do stosowania jest około 330 substancji dodatkowych: barwniki, substancje słodzące, emulgatory, kwasy, przeciwutleniacze, regulatory kwasowości, skrobie modyfikowane, stabilizatory, polepszacze oraz substancje o różnych funkcjach: glazurujące, konserwujące, przeciwzbrylające, spulchniające, utrzymujące wilgotność, wiążące, wypełniające, zagęszczające i wzmacniacze smaku itd.
Do grupy konsumentów wrażliwych na takie dodatki należą niemowlęta, małe dzieci, kobiety w ciąży i matki karmiące piersią. Dlatego w żywności przeznaczonej dla niemowląt wolno stosować tylko związki wzbogacające, m.in. witaminy i składniki mineralne oraz kilka dodatków, w tym substancje zagęszczające, m.in.: guma guar, guma ksantanowa, pektyna.  Powszechne w żywności konserwanty i barwniki są szkodliwe dla dzieci, bo przyczyniają się do rozwoju alergii i nietolerancji pokarmowych, a także nadpopudliwości i ADHD.
Źródło: materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Ministerstwo Zdrowia uspokaja w sprawie refundacji leków

Ministerstwo Zdrowia informuje, że nie ma podstawy do obaw, aby jakiekolwiek terapie niezbędne dla pacjentów miały zostać …

Wirus przenoszony drogą płciową powoduje raka głowy i szyi

Wirus brodawczaka ludzkiego (HPV) zwykle kojarzy się z rakiem szyjki macicy. Słusznie, ale HPV może być również przyczyną …

Sen w pomieszczeniu ze światłem = choroby

Już jedna noc przespana w jasnym pokoju może pogorszyć metabolizm, a chroniczne wystawienie na światło przed i podczas …