Kategoria: ZDROWIE

Apetyt na kawę służy zdrowej starości

Co piąty mieszkaniec Unii Europejskiej ma 65 lat i więcej. Oznacza to, że niemal 100 milinów ludzi na naszym kontynencie mierzy się z wyzwaniami późnego wieku. Wśród nich znajduje się wiele rodzajów zaburzeń zdolności poznawczych, w tym choroba Alzheimera. Schorzenie to dotyka już 5 proc. osób w tym wieku [1]. Przewiduje się, że populacja osób starszych będzie rosła, co prawdopodobnie będzie równoznaczne ze wzrostem liczby osób cierpiących na chorobę Alzheimera [2]. Nie dziwi więc zwiększony wysiłek naukowców w celu poszukiwania czynników mogących przedłużać sprawność umysłową. Jedynym z nich, szczególnie przykuwającym uwagę badaczy, jest kawa.

Dlaczego akurat kawa?

Od dawna naukowcy starają się zidentyfikować najistotniejsze czynniki, które mogą zapobiegać rozwinięciu się demencji. Jednym z kluczowych jest składnik diety wspólny dla całego globu – kawa [3]. Prawdą jest, że nie spożywamy jej w sposób jednakowy. Różnice występują w sposobach parzenia i ilości. Typowa porcja kawy w Stanach Zjednoczonych to około 250 ml, natomiast w Europie jest ona znacznie mniejsza i wynosi 125-160 ml [4]. Różna może być też zawartość kofeiny w filiżance, od 36 do 220 mg. Mimo tych odmienności wciąż przybywa doniesień wskazujących, że umiarkowane spożycie kawy może pomóc obniżyć ryzyko wystąpienia chorób neurodegeneracyjnych, do jakich zalicza się choroba Alzheimera. Kawa i zawarta w niej kofeina wykazują też korzystny wpływ jeszcze przed rozwinięciem się choroby [5].

Według ekspertów siła tego związku między kawą a chorobą Alzheimera może być zróżnicowana. Jedni sugerują, że picie kawy zmniejsza ryzyko rozwoju choroby o około 30%, w porównaniu do niepijących, inni zaś, że picie w wieku średnim 3-5 filiżanek kawy dziennie może obniżać ryzyko zachorowania nawet o 65%. Wszystkie badania natomiast podkreślają największe korzyści przy regularnym piciu kawy, niezależnie od innych czynników zakłócających, jak palenie tytoniu i nadciśnienie.

Dr hab. n. o zdr. Regina Wierzejska, prof. Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

W jaki sposób kawa może chronić przed chorobą Alzheimera

Wyjaśnienie związku pomiędzy piciem kawy a zapadalnością na chorobę Alzheimera nie jest łatwym zdaniem. Naukowcy śledzący ten mechanizm w pierwszej kolejności skupili się na działaniu zawartych w tym napoju kofeiny i polifenoli.

Kofeina powoduje wzrost stężenia neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym, a jednocześnie przyczynia się do utrzymania równowagi centralnego układu nerwowego, z czym może wiązać się jej działanie neuroprotekcyjne. Polifenole z kolei chronią przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, destrukcyjnie działających na neurony.

Dr hab. n. o zdr. Regina Wierzejska, prof. Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

Kolejne obiecujące wyniki przynoszą badania na modelu zwierzęcym. Wykazano w nich, że podawanie kofeiny myszom obniża w mózgu stężenie neurotoksycznego białka, betaamyloidu, odgrywającego kluczową rolę w patogenezie choroby. Białko to otacza neurony, utrudniając im dostęp do substancji odżywczych i tlenu, co prowadzi stopniowo do obumierania komórek nerwowych [6]. Badacze uważają, że kawa spożywana w umiarkowanych ilościach może chronić przed rozwojem choroby Alzheimera u ludzi lub też być wykorzystywana w spowalnianiu jej rozwoju.

Kawa wspiera starsze kobiety

W kilku badaniach zauważono, że działanie spowalniające rozwój zaburzeń zdolności poznawczych w wyniku regularnego spożywania kawy jest szczególnie silne w przypadku kobiet. Przetestowano różne dawki kofeiny. Udowodniono, że przyjmowanie nawet minimalnych dawek kofeiny dziennie, poprawiło stan aż 50% kobiet poddanych badaniu. Co ciekawe, efekt ten był wyraźniejszy wraz z postępem wieku [7], [8]. Naukowcy przypisali go estrogenowi, którego ziarna kawy są jednym z najbogatszych źródeł. Najprawdopodobniej organizm kobiet będących w okresie menopauzy i niekorzystających z hormonalnej terapii zastępczej czerpał korzyści ze spożywania kawy, traktując ją jako łagodną terapię hormonalną.

Dobroczynne związki zaklęte w filiżance

Okazuje się, że substancji zapobiegających starzeniu się mózgu, zawartych w kawie, jest więcej. To różnorakie związki roślinne (trigonellina) i antyoksydanty (kwas ferulowy), które w wielu testach potwierdziły działanie ochronne dla funkcji poznawczych. Powstrzymują proces utraty świadomości przestrzennej i pamięci roboczej oraz zapobiegają reakcjom zapalnym i ubytkowi acetylocholiny z kory mózgowej, czyli cechom charakterystycznym dla przebiegu choroby Alzheimera [9]. Badacze wciąż poszukują i badają rolę innych składników kawy działających ochronnie. Warto trzymać kciuki za pozytywne wnioski.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Postpandemiczna rzeczywistość dzieci i nastolatków

Separacja od rówieśników, trudności w adaptacji do nauki zdalnej, poczucie osamotnienia i zagubienie spowodowały, że ostatnie 1,5 roku było szczególnie obciążającym psychicznie okresem dla dzieci i młodzieży. Psychologowie podkreślają, że u wielu małych pacjentów pojawiły się stany lękowe, ataki paniki oraz objawy klinicznej depresji z myślami samobójczymi. W jaki sposób wesprzeć dziecko w tym trudnym czasie?
Do tego, w jak bardzo dużym stopniu pandemia COVID-19 odcisnęła piętno na psychice wielu z nas, nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać. O ile jednak dorośli mają narzędzia umożliwiające podjęcie próby poradzenia sobie z lękiem – o tyle dzieciom w takiej sytuacji jest znacznie ciężej. Bliskość rodzica, zrozumienie i szczera komunikacja to kluczowe aspekty, które w dużej mierze mogą pomóc młodemu człowiekowi uporać się z trudnościami. Jak zauważa Diana Wyrębek-Walters, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, Grupa LUX MED, w okresie wzmożonego napięcia, strachu i poczucia osamotnienia, dziecko najbardziej potrzebuje świadomości, że może się zwrócić do mamy lub taty z każdym problemem. A rolą rodzica jest w tej sytuacji bezwzględne wsparcie, wyrozumiałość i dbałość o to, by czuło się ono w domu bezpiecznie. 
Doświadczanie strachu, począwszy od najmłodszych lat, jest całkowicie naturalnym stanem w rozwoju każdego człowieka. W procesie poznawania świata oraz nauki reagowania na przeróżne trudności, z którymi przychodzi nam się mierzyć na co dzień, uczymy się, jak stawiać czoła lękowi. Jednak kiedy utrzymuje się on dłuższy czas i zaczyna mieć zbyt duży wpływ na codzienne funkcjonowanie, może to być sygnał, że mamy do czynienia z zaburzeniami lękowymi. A warto wspomnieć, że w przypadku dzieci i młodzieży są to najczęstsze zaburzenia psychiczne. Jeśli rodzic podejrzewa, że jego dziecko zmaga się z takimi problemami, powinien skonsultować je z psychologiem lub psychiatrą w celu rozpoznania i ewentualnego rozpoczęcia leczenia. 
Na forach internetowych i w grupach na portalach społecznościowych rodzice wymieniają się doświadczeniami i spostrzeżeniami co do zmiany w zachowaniu ich dzieci na przestrzeni ostatnich miesięcy. Za głównego winowajcę wskazują pandemię, związaną z nią izolację, ograniczenie bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami i konieczność rezygnacji z wielu aktywności, choćby sportowych czy kulturalnych.  
Postpandemiczne nastroje 
Stan psychiczny dzieci i nastolatków na przestrzeni ostatniego 1,5 roku bardzo się zmienił. W jednej chwili straciły one możliwość realizowania potrzeb społecznych, które w ich wieku są niezwykle istotne. Do psychologów coraz częściej zgłaszają się rodzice, którzy proszą o wsparcie i pomoc, ponieważ widzą, jak ich dziecko rezygnuje z wszelkich aktywności, zamyka się w pokoju i jest ciągle smutne. Słowem: gaśnie w oczach.
Faktycznie, skala zgłaszanych kłopotów ze snem dziecka, przypadków przewlekle utrzymującego się stanu smutku i przygnębienia, depresji i różnego rodzaju zaburzeń lękowych jest zatrważająca. Dlatego rola rodzica jest tu niezastąpiona. Warto mieć zdrową kontrolę nad tym, co dziecko robi w wolnych chwilach lub z kim kontaktuje się w sieci. Okazywanie mu swojego zainteresowania pomaga przełamać blokadę, która powstała na skutek przeżywania tak silnych i skrajnych emocji. Zawsze powtarzam i uczulam rodziców, że słowem klucz w tak delikatnych sytuacjach jest uważność – podkreśla Diana Wyrębek-Walters, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, Grupa LUX MED.  
Na co zwracać uwagę?
Rodzic, pomimo dobrych chęci, nie zawsze jest w stanie wychwycić pierwsze sygnały mogące świadczyć o problemach ze zdrowiem psychicznym dziecka. Nie muszą to być od razu diametralne zmiany, jak przypadki autoagresji i samookaleczania się, ale podstawowe kwestie. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy dziecko dobrze śpi, czy ma apetyt, czy dba o higienę, czy potrafi cieszyć się i przeżywać radość? Jeśli dziecko nagle wycofuje się z życia rodzinnego, zamyka w pokoju częściej niż zwykle, zaczyna miewać problemy z nauką, unika kontaktu z domownikami i rówieśnikami, to mogą być to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Należy zwrócić uwagę na to, czy jego zainteresowania nie uległy gwałtownej zmianie lub czy nie porzuca ono wszelkich swoich aktywności na rzecz przebywania wyłącznie w wirtualnym świecie.
Przede wszystkim jednak, każdy rodzic w pierwszej kolejności powinien kłaść nacisk na szczerą rozmowę z dzieckiem i wyrozumiałość względem niego, a w razie zaobserwowania niepokojących sygnałów, niezwłocznie skonsultować się ze specjalistą. W takich sytuacjach bowiem nie należy zwlekać, a tym bardziej nie należy mieć mylnej nadziei, że jest to jedynie chwilowy kryzys. Właściwa i szybka reakcja ma tu ogromne znaczenie dla zdrowia i życia dziecka.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Jak przygotować się do szczepienia przeciw COVID-19

Przed szczepieniem warto dobrze się wyspać, zjeść pożywny posiłek i ograniczyć spożycie alkoholu. Na co jeszcze powinniśmy zwrócić uwagę, żeby optymalnie przygotować się do szczepienia? Sprawdź, co radzą w tej kwestii eksperci.

Dzięki szczepieniu możemy uniknąć zachorowania na COVID-19, jego poważnych konsekwencji i długoterminowych powikłań. Nawet jeśli po zaszczepieniu mimo wszystko zachorujemy, to jednak przebieg choroby będzie wtedy łagodniejszy.

Eksperci podkreślają, że warto zaszczepić się nawet jeśli chorowaliśmy już na COVID-19. Odporność po szczepieniu jest bowiem silniejsza i trwa dłużej niż ta wywołana naturalną infekcją.

Według CDC (Center for Disease Control and Prevention) i PHE (Public Health England) przebycie COVID-19 nie jest przeciwwskazaniem do szczepień. Z kolei Rada Medyczna rekomenduje, aby osoby, które przeszły już COVID -19 przyjęły jedną dawkę szczepionki po upływie 6 miesięcy od dnia uzyskania wyniku testu potwierdzającego zakażenie.

Tuż przed szczepieniem

„W dniu szczepienia trzeba się zachowywać tak, jak zwykle, czyli zjeść posiłek (najlepiej lekki) i przyjąć leki, które się codziennie przyjmuje. Seniorzy czasem przychodzą do lekarza na czczo i nie zażywają leków „na wszelki wypadek”. W przypadku wizyty związanej ze szczepieniem jest to szczególnie niewskazane. Może bowiem dojść do zmiany ciśnienia lub zasłabnięcia, nie w efekcie podania szczepionki, tylko z powodu hipoglikemii” – mówi lekarka rodzinna Agata Sławin z Porozumienia Zielonogórskiego.

Specjaliści zwracają uwagę, że dla niektórych osób przyjście na szczepienie w nowe miejsce, na określoną godzinę, a także oczekiwanie na szczepienie, wiąże się z silnymi emocjami i często skutkuje wzrostem ciśnienia.

„Nieprzyjęcie codziennych leków obniżających ciśnienie i ten dodatkowy stres skutkuje często takim wzrostem, że trzeba poczekać na jego obniżenie, aby bezpiecznie przyjąć szczepionkę” – mówi prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji UMB.
Ponadto, wybierając się na szczepienie warto ubrać się tak, aby łatwo było odsłonić górną część ramienia. Nie zakładajmy więc tego dnia koszul zapinanych na wiele guzików, czy obcisłych bluzek lub swetrów. Przy odpowiednim stroju wystarczy odsłonić ramię bez zdejmowania ubrania.

W punkcie szczepień warto pojawić się punktualnie, najlepiej z wypełnionym już kwestionariuszem kwalifikacyjnym (można go znaleźć na stronie gov.pl).

„Ankieta składa się z kilkunastu pytań, dlatego warto wypełnić ją spokojnie w domu i przynieść gotową do przychodni, ale jeśli nie ma takiej możliwości, to kwestionariusz dostaniemy w na miejscu” – informuje lekarka.

Trzeba zatem zabrać również ze sobą okulary do czytania, jeśli ktoś takich potrzebuje, a także dowód osobisty i długopis.

Uwaga! Zabierz na szczepienie ze sobą również listę leków, które przyjmujesz.

Szczepionka przeciw COVID-19 aplikowana jest domięśniowo, najczęściej w mięsień naramienny. Podawane są z reguły dwie dawki szczepionki (0,3 lub 0,5 ml każda) w odstępie co najmniej 21 dni.

Uwaga! Zapisujemy się na daną szczepionkę, więc w punkcie szczepień nie można już tego zmienić, chyba, że lekarz kwalifikujący do szczepienia podejmie taką decyzję i zmieni nasz termin oraz szczepionkę.

O czym musisz koniecznie powiedzieć lekarzowi przed szczepieniem:

  • że miałeś ciężką reakcję alergiczną lub zaburzenia oddychania po jakimkolwiek szczepieniu, pokarmie, ukłuciu owada, leku czy substancji chemicznej,
  • że miałeś incydenty zatorowo-zakrzepowe (np. udar, zakrzepica kończyn dolnych),
  • że masz problemy z krzepnięciem krwi, łatwo tworzą się u ciebie siniaki lub przyjmujesz profilaktycznie leki przeciwzakrzepowe (np. Acard, Xarelto, Pradaxa, Eliquis) – to nie przeszkadza w szczepieniu, ale trzeba poinformować o tym lekarza,
  • że choroba przewlekła, na którą chorujesz, jest w tej chwili w fazie zaostrzenia (problemem jest szczególnie zaostrzenie astmy, RZS czy łuszczycy, ze względu na konieczność zwiększenia leków supresyjnych – sterydów),
  • że masz osłabiony układ immunologiczny w wyniku choroby, takiej jak np. zakażenie wirusem HIV, przyjmujesz leki z powodu choroby nowotworowej, chorób z autoagresji jak RZS (Metorexat) lub innych zaburzeń odporności.

Co cię czeka po szczepieniu

Po przyjęciu szczepionki trzeba poczekać na miejscu 15 minut dla własnego bezpieczeństwa, by w razie pojawienia się niepożądanych reakcji szybko uzyskać pomoc.  Jeśli nic się nie dzieje, to można wrócić do domu.

„Tego dnia odpoczywamy. Nie planujmy żadnych prac związanych z wysiłkiem. Możemy czuć się normalnie, ale trzeba się liczyć z tym, że nasz organizm zareaguje na szczepionkę. Najczęściej obserwowany jest ból ręki, w którą wykonano zastrzyk – dlatego ważne jest, by podano go w rękę mniej używaną. Inne dość częste dolegliwości po szczepieniu to dyskomfort, bóle mięśni, stan podgorączkowy. Nie panikujemy, jeśli takie objawy się pojawią należy wziąć paracetamol lub ibuprofen i poczekajmy 1-2 dni, bo w tym czasie zwykle objawy znikają. Jeśli jednak gorączka będzie wysoka, a dolegliwości będą się nasilały, trzeba skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym” – mówi Agata  Sławin.

Choć można spodziewać się przejściowych działań niepożądanych, przed otrzymaniem szczepionki nie należy profilaktycznie przyjmować jakichkolwiek leków. Warto w tym miejscu wyjaśnić także wyjaśnić wątpliwości, które pojawiły się jakiś czas temu w odniesieniu do ibuprofenu.

„Chciałbym podkreślić, że doniesienia jakoby ibuprofen pogarszał przebieg choroby COVID-19 zostały zdementowane przez Światową Organizację Zdrowia i Europejską Agencję Leków” – mówi prof. Ernest Kuchar, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

Objawy niepożądane, jakie mogą się pojawić po szczepieniu:

  • ból i/lub obrzęk i /lub zaczerwienienie w miejscu ukłucia
  • złe samopoczucie, osłabienie
  • ból głowy, zawroty
  • bóle mięśniowo-stawowe
  • dreszcze, gorączka
  • powiększenie węzłów chłonnych
  • odczyny alergiczne.

To może, ale nie musi się zdarzyć, ale lepiej wziąć to pod uwagę, bo być może będziesz potrzebować jeden, dwa dni na odpoczynek.

Ostrożnie między szczepionkami

Pamiętaj, że szczepionka może nie zapewniać pełnej ochrony przed upływem co najmniej 7 (Pfizer) – 14 (Moderna i AstraZeneca) dni od otrzymania drugiej dawki.

„Odporność zaczyna się wytwarzać już od chwili podania szczepionki i stopniowo rośnie, ale dość wolno. Dopiero około 3. tygodnia zbliża się do wartości pożądanych. Warto pamiętać, że mimo podania pierwszej dawki, w ciągu tygodnia lub dwóch od szczepienia może zdarzyć się zakażenie wirusem” – ostrzega prof. Zajkowska.

Dlatego specjaliści apelują, aby zaraz po szczepieniu nie organizować spotkań rodzinnych i towarzyskich.

„Żeby babcia lub dziadek byli bezpieczni, musi upłynąć jeszcze trochę czasu. Częściową (50-procentową) odporność nabywa się średnio po 12 dniach, ale u starszych osób trwa to zwykle dłużej, bo z wiekiem układ odpornościowy pracuje mniej sprawnie i potrzebuje więcej czasu do produkcji przeciwciał. Na rodzinne imprezy z dziadkami najlepiej poczekać do tygodnia po drugiej dawce” – mówi Agata Sławin.

Dostępne dziś szczepionki zapewniają odporność przeciwko występującym obecnie w Polsce różnym wariantom wirusa. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że wirus jest stale transmitowany miedzy ludźmi i tworzy kolejne warianty, obecny jest także w rezerwuarze zwierzęcym.

„Czy będzie zagrożeniem w następnych latach? Czy nasza odporność wystarczy? Na to pytanie dziś trudno opowiedzieć. W niektórych krajach rozważa się podanie trzeciej dawki, a naukowcy pracują nad szczepionkami mozaikowymi czy wielowariantowymi, które skutecznie chroniłyby nas przed nowymi wariantami koronawirusa” – podsumowuje prof. Zajkowska.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

NIZP-PZH: w pandemii Polki i Polacy przytyli. Zwłaszcza ci lepiej wykształceni

Niemal co trzecia osoba w naszym kraju w trakcie pandemii przytyła. Podobny jest odsetek osób, które w tym czasie zażywały mniej ruchu niż wcześniej. Wbrew pesymistycznym prognozom wygląda jednak na to, że ogólnie mieszkańcy Polski nie pili znacząco więcej alkoholu. Z używaniem tytoniu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

Takie wnioski płyną z reprezentatywnych, ogólnopolskich badań ankietowych, dotyczących rozpowszechnienia najważniejszych czynników ryzyka utraty zdrowia związanych ze stylem życia, które w październiku 2020 r. przeprowadził Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego–Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH).

Pandemia a nadmierne kilogramy

Prawie jedna trzecia (28 proc.) dorosłych mieszkańców Polski (niemal po równo kobiet i mężczyzn) zadeklarowała w ankietach, że przybyło im w pandemii kilogramów.

Jeśli chodzi o wiek, wśród mężczyzn najczęściej przybierali na wadze ci w przedziale 20-44 lata, a wśród kobiet: 45-64 lata.

„Częściej przybierały na wadze osoby lepiej wykształcone. Wzrost masy ciała częściej obserwowano wśród mężczyzn mieszkających w miastach niż na wsi (30 proc. vs 25 proc.) i u kobiet zamieszkałych na wsi (31 proc. vs 28 proc.)” – czytamy w raporcie z badania.

Pandemia a ruch

„W okresie pandemii 34 proc. mieszkańców naszego kraju zmniejszyło swoją aktywność fizyczną – mężczyźni częściej niż kobiety (39 proc. vs 30 proc.)” – czytamy w raporcie NIZP-PZH.

Z badań wynika, że najczęściej ograniczali ruch mężczyźni w wieku 45-64 lata i kobiety w wieku 20-44 lata, a czynnikiem sprzyjającym takiemu zachowaniu był niski poziom wykształcenia.

„Jednocześnie 18 proc. mężczyzn i 17 proc. kobiet zwiększyło swoją aktywność fizyczną – ich odsetek malał z wiekiem od 26 proc. w kategorii 20-44 lata do 6 proc. w grupie 65 plus” – wynika z badania.

Spadek aktywności fizycznej Polaków w okresie pandemii nie powinien dziwić, biorąc pod uwagę różne wprowadzane w tym czasie odgórne ograniczenia i restrykcje, dotyczące m.in. swobody przemieszczania się czy też korzystania z obiektów rekreacyjno-sportowych. Nie bez znaczenia jest też oczywiście fakt, że z powodu lęku przed zakażeniem się nowym koronawirusem wiele osób niechętnie opuszczało dom bez ważnej potrzeby.

Niestety, ograniczenie aktywności fizycznej w połączeniu z tzw. „zajadaniem stresu” odbiło się negatywnie na tuszy wielu z nas.

Pandemia a palenie tytoniu

O ile spadek aktywności fizycznej w efekcie pandemii i dodatkowe kilogramy u sporej części Polaków nie zaskoczyły badaczy, to jednak dane dotyczące spożycia alkoholu i używania wyrobów tytoniowych okazały się być dalekie od spodziewanych. Chodzi o to, że na początku pandemii panowało dość powszechne przekonanie, poparte rezultatami badań z innych krajów, że stres z nią związany przełoży się m.in. na istotny wzrost konsumpcji alkoholu i wyrobów tytoniowych. Tymczasem polska rzeczywistość okazała się nieco inna – przynajmniej w deklaracjach w omawianej ankiecie i wystąpiły znaczące różnice między zachowaniami kobiet i mężczyzn.

Z badania wynika, że większość dorosłych mężczyzn (56,3 proc.) nie zmieniła w czasie pandemii swoich nawyków związanych z paleniem. Jeśli jednak chodzi o tych, którzy je zmienili, to okazało się, że niezależnie od grupy wiekowej, zawsze nieco przeważał odsetek panów, którzy palili więcej niż przed pandemią. Ogółem, odsetek mężczyzn, którzy zwiększyli częstotliwość palenia wyniósł 20,4 proc., wobec 15,6 proc., którzy palili mniej. Jednocześnie okazało się, że odsetek mężczyzn, którzy przestali palić w okresie pandemii był niemal dwa razy większy niż odsetek tych, którzy zaczęli palić (odpowiednio: 4,9 proc. vs 2,7 proc.).

„W grupie kobiet te tendencje nie były aż tak bardzo silne” – czytamy w opracowaniu NIZP-PZH.

Jeśli chodzi o kobiety, to zaprzestało palenia 3,8 proc., podczas gdy zaczęło palić 2,6 proc. Zdecydowana większość pań (69 proc.) zadeklarowała, że nie zmieniła swoich zachowań związanych z tytoniem.

Warto w tym kontekście wspomnieć jeszcze o jednym pozytywnym wniosku z raportu NIZP-PZH. Otóż, jeśli odnieść dane z jesieni 2020 r. do podobnych danych sprzed dwóch lat (2018 r.), to okazuje się, że ogólnie pod względem używania tytoniu sytuacja w Polsce uległa nieznacznej poprawie.

„W 2020 roku szacowany odsetek palących tytoń mężczyzn i kobiet był niższy niż w 2018. Zwiększył się natomiast wyraźnie odsetek stosujących zamienniki elektroniczne” – czytamy w raporcie.

Konkretnie, wyniki badań NIZP-PZH wskazują, że w 2020 r. stosowanie tradycyjnych wyrobów tytoniowych (co najmniej raz dziennie) zadeklarowało 23,1 proc. mężczyzn oraz 14,9 proc. kobiet – wobec odpowiednio: 27,8 proc. oraz 23,1 proc. w 2018 roku.

„Jednocześnie duża grupa osób stosowała codziennie zamienniki elektroniczne – wśród mężczyzn 10,8 proc., wśród kobiet 7,1 proc.” – wynika z ostatniej edycji wspomnianych badań.

Pandemia a alkohol

„W okresie epidemii COVID-19 znaczny procent osób (zarówno mężczyzn jak i kobiet) podejmował decyzję o zmianie nawyków związanych z konsumpcją alkoholu. Zmiany te mogły nieznacznie wpłynąć na wzrost poziomu konsumpcji wśród mężczyzn. Wśród kobiet nie zaobserwowano silnych tendencji” – podsumowują tę część badania autorzy.

Konkretnie, w czasie pandemii zaprzestało picia alkoholu 3,4 proc. dorosłych mężczyzn, podczas gdy 6 proc. zaczęło pić. Największy odsetek mężczyzn (47,3 proc.) nie zmienił jednak nawyków związanych z konsumpcją alkoholu, podczas gdy pozostałych 23,6 proc. ją zwiększyło, a 19,7 proc. zmniejszyło.

Jeśli chodzi o kobiety, to według badania tendencje były odwrotne. Więcej pań w czasie pandemii zaprzestało pić alkohol (4,5 proc.) niż zaczęło go pić (2,5 proc.). Zdecydowana większość dorosłych Polek (ponad 66 proc.) nie zmieniła jednak nawyków związanych z używaniem alkoholu. Z kolei wśród tych, które je zmieniły, nieco więcej pań (13,8 proc.) zmniejszyło konsumpcję alkoholu, niż ją zwiększyło (12,6 proc.).

Sami „pracujemy” na swoje choroby przewlekłe

Eksperci NIZP-PZH szacują, że czynniki ryzyka zdrowotnego związane ze stylem życia (tzw. behawioralne), a więc w dużej mierze od nas zależne – w tym m.in. palenie, nadużywanie alkoholu, otyłość i niska aktywność fizyczna, łącznie odpowiadają w Polsce za utratę aż 35,8 proc. lat przeżytych w zdrowiu (43 proc. w przypadku mężczyzn i 27,1 proc. w przypadku kobiet).

Prawidłowa dieta, regularna aktywność fizyczna, abstynencja tytoniowa i alkoholowa naprawdę się więc opłacają. Tym bardziej w pandemii, kiedy dostęp do opieki zdrowotnej może być ograniczony.

Źródło: Wiktor Szczepaniak, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Pokolenie mp3 – coraz więcej osób z niedosłuchem. Winne słuchawki?

Według Światowej Organizacji Zdrowia na niedosłuch i inne problemy ze słuchem cierpi ok. 1,5 mld ludzi na świecie. W samej Polsce sytuacja dotyczy 6 proc. populacji, a eksperci szacują, że do 2050 roku wartość procentowa może sięgnąć nawet 9 proc. Chociaż na kłopoty z narządem słuchu uskarżają się przede wszystkim osoby starsze, zjawisko to obserwuje się coraz częściej także  wśród młodych. Zdaniem lekarzy do pogorszenia słuchu przyczyniać się mogą, powszechnie używane dziś przez niemal wszystkich, słuchawki. 

 

85 decybeli (dB) to, według przyjętych przez Unię Europejską norm, górna granica szkodliwości natężenia hałasu. Tymczasem okazuje się, że limit głośności w niektórych modelach słuchawek sięga nawet 120 dB! Dla porównania – startujący odrzutowiec generuje hałas rzędu 130 dB.

 

Długotrwała ekspozycja  narządu  słuchu na  hałas może prowadzić  do  uszkodzenia  nabłonka  zmysłowego  narządu  Cortiego w  uchu  wewnętrznym. Uszkodzenie to zmniejsza  reaktywność  komórek ww.  nabłonka, co  ma  niekorzystny  wpływ na  przekazywanie  bodźców  akustycznych  przez  nerw  słuchowy  i powoduje  narastające uszkodzenie  słuchu. – mówi lek. Piotr Pasternak, audiolog, laryngolog, Grupa LUX MED.

 

Cała Polska w słuchawkach

Stało się to swego rodzaju nawykiem. Spacer z psem, jogging, pokonywana komunikacją miejską trasa do pracy – wszystkim tym czynnościom towarzyszy nam dziś muzyka w słuchawkach. Problemem jest rodzaj urządzenia oraz głośność. Lek. Piotr Pasternak, audiolog, laryngolog, Grupa LUX MED radzi, na co warto zwrócić uwagę podczas zakupu słuchawek:

 

Jeśli korzystanie ze słuchawek jest konieczne, powinniśmy wybrać model nauszny. To szczególnie ważne w przypadku najmłodszych. Aktualna sytuacja epidemiologiczna, i związana z nią nauka zdalna, wymusiła na rodzicach doposażenie dzieci w sprzęt niezbędny do uczestnictwa w lekcjach online, w tym między innymi także w słuchawki. Słuchawki nauszne są najbezpieczniejsze, ponieważ mają największą powierzchnię, tłumią dźwięki z zewnątrz, a fala dźwiękowa dociera do ucha w bardziej naturalny sposób, niż w przypadku słuchawek dousznych lub dokanałowych (zwykle z silikonową końcówką), które absolutnie odradzam. Dostarczają one bowiem dźwięk bezpośrednio do kanału słuchowego, a to stwarza znacznie większe ryzyko uszkodzenia słuchu. Obecnie tradycyjne słuchawki mogą osiągać poziom dźwięku, który podczas ich długotrwałego użytkowania, jest nie tylko męczący, ale także niebezpieczny. Aby dziecko uniknęło w przyszłości problemu z niedosłuchem, warto rozważyć zakup słuchawek z dodatkową funkcją ograniczenia głośności.

 

PAMIĘTAJ!

Podczas użytkowania słuchawek warto zastosować się do kilku przydatnych wskazówek:

 

  1. Nigdy nie ustawiaj maksymalnej głośności – niektóre modele słuchawek przenoszą ciśnienie akustyczne o poziomie nawet 120 dB! Taka skala natężenia dźwięku wiąże się już z progiem bólu. Dla porównania – 130 dB osiąga odrzutowiec podczas startu. Zalecana optymalna i bezpieczna głośność to 30-60 dB.

 

  1. Czas korzystania ze słuchawek ogranicz do 1 godziny dziennie – słuchawki powodują, że naturalne otoczenie dźwiękowe się zmienia. Długotrwałe ich użytkowanie prowadzi do przemęczenia narządu słuchu. Ze słuchawek korzystaj wówczas, kiedy jest to niezbędne i rób częste przerwy.

 

  1. Ustaw głośność na poziomie 0 przy podłączeniu słuchawek – aby uniknąć nieprzyjemnego dla ucha uderzenia głośnego dźwięku i związanej z tym dolegliwości bólowej, przy podłączeniu słuchawek, a przed uruchomieniem muzyki, ustaw głośność na 0.

 

Aby odpowiednio zadbać o słuch, należy w miarę możliwości ograniczać przebywanie w hałasie. Rodzice powinni także zwracać szczególną uwagę na sposób i częstotliwość użytkowania słuchawek przez dzieci. Każdy niepokojący sygnał, świadczący o pogarszającym się słuchu dziecka, powinien być jak najszybciej skonsultowany ze specjalistą i poddany odpowiedniej diagnostyce. Pamiętajmy także o profilaktycznych, kontrolnych badaniach słuchu.

Źródło: Materiał prasowy

Fot.www.pixabay.com

Czy zaszczepieni przeciwko COVID-19 mogą dalej zakażać SARS-CoV-2?

Wciąż nie mamy pewności czy zaszczepienie przeciwko COVID-19 daje bezpieczeństwo nie tylko osobie zaszczepionej, ale i tym, z którymi ona się styka. Dlatego nawet po przyjęciu dwóch dawek szczepionki dalej wszystkich będzie obowiązywała ostrożność w kontaktach i nakaz noszenia maseczki.

Specjaliści zwracają uwagę, że zazwyczaj badania nad szczepionkami trwają ok. 10 lat, podczas gdy nad preparatami przeciwko  pracowano zaledwie przez rok. To oznacza, że naukowcy pominęli wiele etapów, skupiając się na dwóch COVID-19: czy szczepionka jest bezpieczna i czy jest skuteczna.

Badania wykazały, że jest bezpieczna (m.in. po jej podaniu nie występują ciężkie działania niepożądane), skuteczna (po jej podaniu ludzie nie chorują na COVID-19 z ciężkim przebiegiem), ale wciąż otwarte jest pytanie, czy szczepionka jest w stanie neutralizować wirusa z błony śluzowej jamy ustnej i nosa, uniemożliwiając tym samym jego transmisję.

– Na zdrowy rozum niemożliwe jest, aby organizm zareagował w pierwszych sekundach po zaszczepieniu. A to oznacza, że kaszel czy kichnięcie może przenieść wirusa na osoby nieszczepione i zarażać je. Dlatego obecne wytyczne mówią, że osoby zaszczepione nadal muszą nosić maseczki i zachowywać dystans. Nie ma znaku równości między szczepieniem a zawieszeniem działań profilaktycznych. Dotyczy to także zaszczepionego personelu medycznego, ponieważ pielęgniarka czy lekarz, którzy mają kontakt z pacjentem covidowym mogą przenosić wirusa na zasadzie mechanicznej na skórze czy fartuchu – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z .COVID-19

Kogo chroni szczepienie

Póki co wiemy, że dopuszczone w Unii Europejskiej szczepionki chronią w ok. 95 procentach przed zachorowaniem na pełnoobjawowy COVID-19. Czy także przed samym zakażeniem SARS-CoV-2, które nie daje objawów, będziemy wiedzieć dopiero za jakiś czas.

– Oczywiście w badaniach klinicznych obserwowaliśmy zaszczepione osoby i ich rodziny i te badania pozwalają mieć na to nadzieję, ale to wciąż były tylko badania kliniczne, a my potrzebujemy sprawdzić to w życiu – mówi ekspert.

Zdaniem specjalistów dopiero uzyskanie odporności populacyjnej spowoduje, że będzie można zrezygnować z maseczek. Przy czym też trzeba być bardzo ostrożnym, bo już dzisiaj słyszymy o mutacjach, które mogą być mniej wrażliwe na nabytą odporność. A biorąc pod uwagę, że nie możemy mieć pewności, który wariant wirusa może nas zaatakować, jest za wcześnie, aby uznać, że szczepienie wyeliminuje inne formy ochronne przed wirusem.

– Wygląda na to, że czy to poszczepienna czy poinfekcyjna odporność nie da nam na razie pewności i może być tak, że przez pewien czas będziemy musieli utrzymać dotychczasowe zabezpieczenia, czyli częste dezynfekcje, utrzymywanie dystansu, noszenie maseczek – mówi dr Grzesiowski.

Po co się szczepić, skoro wciąż tyle niewiadomych?

Można więc zastanawiać się po co nam szczepienia, skoro nie dają pewności odnośnie roznoszenia wirusa. Jest przynajmniej jeden ważny powód.

– Szczepienia chronią nas przed objawowym i ciężkim przebiegiem choroby, podobnie jak szczepienia przeciwko pneumokokom czy rotawirusom. Dzięki nim liczymy na to, że osoba zaszczepiona nie trafi do szpitala i nie umrze z powodu zakażenia. Ale na odpowiedź, czy zaszczepieni będą nadal brali udział w łańcuchu zachorowań, wciąż nie umiemy odpowiedzieć – podsumowuje dr Grzesiowski.

Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 przy Prezesie PAN w sprawie szczepionek przeciw COVID-19 opracował stanowisko, w którym specjaliści omawiają ryzyko i wyjaśniają dlaczego szczepienie jest jedynym racjonalnym wyborem, dzięki któremu będziemy mogli szybciej wyjść z pandemii.
„Nie wiemy jeszcze, jak długo utrzyma się silna odpowiedź odpornościowa i czy dwie dawki szczepionki wystarczą na następny rok, czy kilka lat. Jeżeli uzyskana odporność okaże się krótkotrwała, konieczna będzie modyfikacja strategii i podawanie dawek przypominających. Pomimo tych niewiadomych, nie ma wątpliwości, że jeżeli tylko szczepionka przeciw COVID-19 zostanie dopuszczona na rynek, to korzyści wynikające z jej przyjęcia przewyższają ryzyko z nią związane”- czytamy w stanowisku ekspertów zespołu PAN.

Monika Wysocka,zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Obrażenia po wybuchu petardy – jak udzielić pierwszej pomocy?

Czas sylwestrowej zabawy kojarzy się z widowiskowymi pokazami pirotechnicznymi. I chociaż coraz więcej miast włącza się w akcję #NieStrzelam, fajerwerki nadal cieszą się dużą popularnością. Niestety – petardy bez odpowiednich atestów i oznaczeń klasy bezpieczeństwa, w połączeniu z alkoholem i brawurą, to bardzo ryzykowna kombinacja, która może skończyć się nieszczęśliwym wypadkiem. Takie obrażenia niejednokrotnie wymagają interwencji medycznej i wizyty na SOR-ze. W tej sytuacji najważniejsza jest szybka reakcja. Sprawdź, czy wiesz, jak prawidłowo udzielić pierwszej pomocy osobie, która doznała urazu na skutek wybuchu petardy.

Noc z 31 grudnia na 1 stycznia to dla policji, straży pożarnej i medyków bardzo intensywny czas. W ubiegłym roku, w samej Warszawie, z 46 pożarów, aż 33 spowodowane były przez materiały pirotechniczne. Również szpitalne oddziały ratunkowe miały ręce pełne roboty – oparzenia, rany szarpane, urazy mechaniczne, amputacje urazowe, tymczasowe bądź trwałe uszkodzenia wzroku lub słuchu. Jaki scenariusz czeka nas w tym roku?

Zacznijmy od tego, że kluczową kwestią jest ścisłe i bezwzględne stosowanie się do instrukcji obsługi artykułów pirotechnicznych oraz – co najważniejsze – niedopuszczenie do ich użycia i odpalania przez dzieci. Nawet, jeśli przestrzegamy wszystkich zasad bezpieczeństwa, pamiętajmy, że mimo wszystko zawsze istnieje ryzyko niekontrolowanego wybuchu. Dowiedz się, jak reagować w takich sytuacjach.

Oparzenia

Należą do najczęstszych obrażeń na skutek wybuchu materiału pirotechnicznego. W tym przypadku jest to uszkodzenie skóry lub głębiej umiejscowionych tkanek i narządów na skutek działania ciepła. Oparzenia spowodowane petardami dotyczą zwykle twarzy, kończyn lub klatki piersiowej. Lek. Mariusz Pacałowski, Dyrektor Merytoryczny Akademii Ratownictwa LUX MED, wyjaśnia schemat postępowania w sytuacji, gdy jesteśmy świadkami takiego wypadku.

Jeśli podczas wybuchu zapaliło się ubranie poszkodowanego, należy je jak najszybciej ugasić. W tym celu można użyć koca, polać materiał zimną wodą, a nawet przewrócić poszkodowanego na ziemię i turlać. Ważne – nie gasimy ubrań gaśnicą! Następnie upewniamy się, że miejsce jest już bezpieczne i że nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo. Osobę poszkodowaną izolujemy od miejsca, w którym nastąpił wybuch. Nie wiemy przecież, czy uszkodzone fajerwerki lub petardy nie wybuchną ponownie. Pamiętamy jednocześnie o zachowaniu środków ochrony w kontekście COVID-19, czyli: zakładamy maseczkę lub przyłbicę oraz rękawiczki. Tak zabezpieczeni, przystępujemy do oceny obrażeń. Jeśli wydają się lekkie, oparzony obszar chłodzimy zimną, ale nie lodowatą wodą. Jeżeli natomiast petarda np. wybuchła w dłoniach, mamy do czynienia z silnym oparzeniem i obrażeniami mechanicznymi – taką ranę należy wówczas zabezpieczyć jałową gazą. W sytuacji rozległych, poważnych obrażeń, nie polewamy uszkodzonych miejsc wodą. Pamiętajmy o tym, że jeśli ubranie przywarło i przykleiło się do ciała poszkodowanego, pod żadnym pozorem nie odrywamy go od rany, ponieważ może to spowodować jeszcze bardziej rozległe uszkodzenia w obrębie poparzonego obszaru. Upewnijmy się dodatkowo, że usunęliśmy z nadgarstków i palców dłoni wszelką biżuterię: pierścionki, bransoletki czy zegarki. Gdy pojawi się obrzęk tkanek, zadziałają one jak opaska uciskowa i mogą spowodować martwicę palca. Oparzone miejsca chłodzimy zimną (ale nie lodowatą!) wodą przez około 10 minut. Poszkodowanemu nie należy podawać nic doustnie (jedzenie, picie, środki przeciwbólowe). Jeśli oparzenia są rozległe, nie zostawiamy go samego do przyjazdu służb ratunkowych.

Co zrobić, gdy petarda spowodowała uraz mechaniczny?

Rany szarpane i amputacje urazowe

W wyniku uszkodzonych fajerwerków czy nieumiejętnego używania materiałów pirotechnicznych, może dojść do niebezpiecznych urazów w postaci ran szarpanych lub amputacji urazowych. Jak należy postępować w takiej sytuacji?

Jeżeli petarda naderwała lub urwała palec lub całą dłoń, niezwłocznie należy zadzwonić pod numer 999 lub 112 i wezwać Zespół Ratownictwa Medycznego. Amputowaną część ciała zabezpieczamy jałową gazą lub czystą ściereczką i umieszczamy ją w foliowym woreczku, który umieszczamy w drugim foliowym worku zawierającym wodę z lodem (nie sam lód). Uszkodzoną część ciała poszkodowanego należy unieść powyżej jego serca i próbować zahamować krwotok, zabezpieczając ją kilkoma warstwami jałowej gazy. Na zwykłą ranę szarpaną i intensywnie krwawiącą stosujemy opatrunek uciskowy, natomiast w przypadku amputacji kończyn na poziomach wyższych niż palec (dłoń, przedramię, ramię, stopa, podudzie, udo) zakładamy opaskę uciskową w przypadku utrzymującego się krwotoku pomimo zastosowania opatrunku uciskowego. .  Ważne, aby zapamiętać godzinę założenia opaski i podać ją później ratownikom medycznym. Jeżeli wybuch spowodował oparzenie oczu, niezwłocznie należy przepłukiwać  je fizjologicznym roztworem NaCl a w razie jego braku czystą zimną wodą. W obu tych przypadkach kluczowe znaczenie ma szybkie udzielenie fachowej pomocy lekarskiej. – mówi lek. Mariusz Pacałowski, Dyrektor Merytoryczny Akademii Ratownictwa LUX MED.

Aby sylwestrowa noc nie zakończyła się wizytą na SOR-ze, zadbajmy o bezpieczeństwo własne i innych. Planując pokaz fajerwerków, przed ich zakupem upewnijmy się, że opakowanie jest nienaruszone i nie nosi śladów uszkodzeń mechanicznych. Sprawdźmy ponadto, czy posiadają one wszelkie niezbędne atesty, wskazanie producenta oraz instrukcję w języku polskim. Petardy kupujmy zawsze od sprawdzonych i zaufanych sprzedawców. Pamiętajmy także o tym, że w Polsce obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży materiałów pirotechnicznych dzieciom i młodzieży poniżej 18. roku życia. Zgodnie z prawem, fajerwerki i petardy mogą być odpalane wyłącznie przez osoby dorosłe.

Źródło: Materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Poranek czempiona, czyli jak dobrze zacząć dzień

Jeśli się dobrze wystartuje, to później jest już łatwiej. I nie dotyczy to tylko biegaczy czy rajdowców, ale większości ludzi. Korzystna dla zdrowia i ducha poranna rutyna nie tylko pomoże pozytywną energię utrzymać w ciągu dnia, ale ma też bardziej długofalowe działanie. Oto przygotowana przez naukowców lista sposobów na dobry początek dnia.

1. Optymalna noc i żadnych „drzemek”

Po pierwsze, aby było przyjemniej i zdrowiej, warto spać optymalnie długo. O tym, że trzeba się wysypiać większość ludzi zapewne wie. Jednak dobrze jest również wiedzieć, że zbyt długi sen także szkodzi. Badania wskazują na przykład na podniesione ryzyko demencji, czy cukrzycy typu 2 u osób, które śpią zbyt długo. Dobrym pomysłem będzie też rezygnacja z tzw. drzemki w telefonie. Dlaczego? Po pierwsze, taka poranna drzemka to nie jest pełnowartościowy sen. Jeśli ktoś więc chce spać dłużej, zrobi lepiej, jeśli po prostu nastawi budzik na trochę późniejszą godzinę. To nie wszystko. Sen następuje w obejmujących kolejne fazy cyklach. Kiedy ktoś ponownie zasypia po pierwszym alarmie budzika, organizm może rozpocząć nowy cykl. Wybudzenie w takiej fazie może poskutkować zmęczeniem i uczuciem oszołomienia, które będzie utrzymywało się dłużej, niż po normalnej pobudce.

2. Szklanka wody

Oczywiście, należy uwzględnić własne potrzeby, ale dobrym pomysłem może być wypicie szklanki wody niedługo po przebudzeniu. Jak bowiem pokazali naukowcy z University of Texas, na przykład aż 75 proc. Amerykanów jest chronicznie niewystarczająco nawodnionych. Taki stan może odcisnąć swoje piętno na zdrowiu, zwiększając ryzyko różnych chorób i nasilając istniejące. Badania wskazują też, że słabe nawodnienie osłabia pracę mózgu. Jeden z eksperymentów pokazał na przykład, że dochodzi do zwiększenia liczby błędów przy powtarzalnych zadaniach. Przy niedoborze wody nie powinien też dziwić pogorszony nastrój. Ale uwaga, nadmiar wody też jest szkodliwy dla organizmu

3. Ruch o poranku

Nie na darmo mówi się o porannej gimnastyce. Trochę ruchu z rana powinno pomóc zachować zdrowie i pełniej przeżyć dzień. Dowodów na korzystne działanie porannej gimnastyki jest sporo. Na przykład autorzy badania opublikowanego w ubiegłym roku na łamach „British Journal of Sports Medicine” sprawdzili, jak dawka umiarkowanego wysiłku z rana wpłynie na wydajność intelektualną starszych osób. Jak się okazało, ćwiczenia poskutkowały podwyższeniem poziomu ważnej dla funkcjonowania mózgu cząsteczki – neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego oraz poprawiły możliwości intelektualne.

Warto też zwrócić uwagę na eksperyment przeprowadzony na Katolickim Uniwersytecie Lowańskim. Badacze podzieli grupę ochotników – zdrowych mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat na trzy grupy. Wszyscy przez 6 tygodni przyjmowali o 30 proc. kalorii więcej, niż potrzebowali. Jednocześnie jedna grupa przez cztery tygodnie wykonywała ćwiczenia wytrzymałościowe przed śniadaniem, druga przyjmowała kalorie przed ćwiczeniem i w jego trakcie, a trzecia w ogóle nie ćwiczyła. Uczestnicy niećwiczący  przytyli w ciągu sześciu tygodni o średnio 3 kg, ci ćwiczący po śniadaniu – o 1,4 kg, a u ochotników, którzy trenowali przed śniadaniem, prawie w ogóle. Ta ostatnia grupa miała też lepsze wyniki metaboliczne i lepiej działające mięśnie.

4. Zdrowe śniadanie 

Osoby jedzące dobrej jakości śniadania zwykle przyjmują więcej potrzebnych witamin i minerałów, mają zdrowszy metabolizm i wagę, lepiej radzą sobie w pracy czy w szkole. Konsekwencje rezygnacji ze śniadań mogą być poważne. W ubiegłym roku na łamach „Journal of the American College of Cardiology dane z National Health and Nutrition Examination Survey” ukazała się praca, której autorzy średnio przez 18 lat obserwowali zdrowie ponad 6,5 tys. osób w wieku od 40 do 75 lat, bez historii chorób serca czy raka.

Ochotników pytano m.in. o to, jak często jedli śniadanie. Mogli odpowiedzieć „codziennie”, „czasami”, „rzadko” lub „nigdy”. Jak pokazały wyliczenia, osoby, które zaznaczyły pozycję „nigdy” były aż o 87 proc. bardziej zagrożone śmiercią z powodu zaburzeń układu krążenia, niż te, które odpowiedziały „codziennie”.

Badacze przyznają przy tym, że osoby niejedzące śniadań, w ogóle gorzej dbały o zdrowie. Jednak odkryli też, że pomijanie tego posiłku wiązało się z obniżeniem poczucia sytości, jak również z wyższym ciśnieniem krwi i szkodliwymi zmianami w poziomie lipidów.

Co więc jeść? Eksperci, jako składniki pożywnego śniadania zalecają zwykle m.in. pełne ziarno, chude mięso, jaja, rośliny strączkowe, orzechy, chude mleko i przetwory mleczne, owoce i warzywa. Przy tym, wybierając na przykład płatki śniadaniowe, warto się zatroszczyć, aby nie zawierały dużych ilości cukru.

I jeszcze jedna bardzo istotna kwestia: każdy posiłek, a zatem i śniadanie, trzeba jeść powoli i w spokojnej atmosferze. Lepiej wtedy trawimy, a w efekcie zmniejszamy ryzyko na dodatkowe kilogramy. Stres o poranku dodatkowo może nas obciążyć na cały dzień.

5. Jeśli kawa, to po pierwszym posiłku

Jeśli już ktoś rano sięga po kawę, dobrze, aby zrobił to raczej po śniadaniu. Mówią o tym naukowcy z University of Bath, którzy sprawdzili wpływ słabo przespanej nocy i picia kawy na metabolizm. Odkryli po pierwsze, że jedna źle przespana noc jeszcze nie zaburza mocno metabolizmu. Jednak w tym samym eksperymencie, kawa podana tuż przed wypiciem kalorycznego napoju zaburzała reakcje organizmu na glukozę.

6. Światło i biologiczny zegar

Jak zwracają uwagę badający wpływ światła na zdrowie naukowcy z Northwestern University, stanowi ono jeden z najważniejszych czynników regulujących biologiczny cykl dobowy. Chodzi głównie o niebieską falę zawartą m.in. w świetle słonecznym. W jednym z badań naukowcy ci odkryli, że ludzie, którzy większą część dziennej dawki światła otrzymują przed południem, mają zdrowszą wagę, niż osoby, na które światło działa głównie po po południu.

Wpływ światła na wskaźnik masy ciała był niezależny od ilości ruchu, ilości spożywanych  kalorii, czasu snu, wieku czy pory roku. Ekspozycja na światło decydowała średnio o 20 proc. BMI. Jednak mała uwaga – ten sam zespół badaczy odkrył, że dłuższa (w eksperymencie trwająca trzy godziny) ekspozycja na światło bogate w niebieskie pasmo utrudnia działanie insulinie, co teoretycznie może wiązać się z większym ryzykiem zaburzeń metabolicznych. Jednak rankiem potencjalnie szkodliwy wpływ światła na gospodarkę insuliną był dużo niższy niż po południu.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Testy serologiczne, czyli garść informacji o przeciwciałach anty-SARS-CoV-2

W czasach pandemii każda infekcja górnych dróg oddechowych nasuwa pytanie, czy był to COVID-19. Testy serologiczne w takiej sytuacji mogą, choć nie muszą wykazać, czy układ odpornościowy wytworzył przeciwciała anty-SARS-CoV-2, które powstają po kontakcie z tym wirusem. Czasem też obecność przeciwciał świadczyć może o rozwijającej się chorobie.

Warto jednak pamiętać, że podstawową techniką stosowaną w potwierdzaniu czynnego zakażenia SARS-CoV-2 są metody molekularne, wykrywające materiał genetyczny wirusa w pobranym wymazie.

Po wybuchu pandemii wprowadzono na rynek testy, które wykrywają przeciwciała anty-SARS-CoV-2 w dwóch klasach:

  • IgM
  • IgG.

Kiedy w badaniu pojawiają się przeciwciała?

IgM 
Najpierw, w ciągu ok. 2-3 tygodni od infekcji – pojawiają się przeciwciała w klasie IgM (ich obecność świadczy o ostrej fazie infekcji).

IgG
Później, po ok. 3-4 tygodniach we krwi zaczynają pojawiać się przeciwciała klasy IgG.

Ten rodzaj przeciwciał (w przypadku innych patogenów niż SARS-CoV-2) ma istotne cechy:

  • często utrzymują się całe życie
  • ich izolowana obecność świadczy o odporności na ponowną infekcję
  • w niektórych przypadkach mówi się o „mianie zabezpieczającym”, czyli ilości przeciwciał, która chroni przed ponownym zachorowaniem.

Niestety, w przypadku SARS-CoV-2, póki co nic nie jest pewne na 100 proc., zatem nie wiemy, czy w razie posiadania przeciwciał IgG przeciwko nowemu koronawirusowi jesteśmy odporni na COVID-19 lub chociażby łagodny przebieg w razie ponownej infekcji. Eksperci podkreślają, że testy serologiczne nie powinny być stosowane do określenia statusu odporności, dopóki wiedza na temat trwałości odpowiedzi nie zostanie ugruntowana. Wniosek z tego taki, że ani wiedza o przechorowaniu COVID-19, ani wykrycie przeciwciał anty-SARS-CoV-2  nie zwalnia nas ze stosowania zasad: dystans, dezynfekcja i maseczka.

Kiedy zanikają przeciwciała?

IgM 
Dotychczasowe badania wskazują, że przeciwciała IgM zanikają ok. 6-7 tygodnia po infekcji, kiedy to IgG są jeszcze obecne.

IgG
Nie ustalono jeszcze, jak długo przeciwciała w klasie IgG utrzymują się w organizmie. Z niektórych doniesień wynika, że u części pacjentów ich ilość obniża się po 8. tygodniu od zakażenia, ale prawdopodobnie jest to sprawa indywidualna.

Zależy to od wielu czynników, spośród których duże znaczenie wydaje się mieć to, czy infekcja przebiegała objawowo, skąpoobjawowo czy bezobjawowo.

U osób, które nie miały symptomów, wykrycie przeciwciał może być trudniejsze. Może mieć to związek z silną odpowiedzią komórkową (czyli usunięcia wirusa przez limfocyty T, bez lub z małą tylko pomocą limfocytów B produkujących przeciwciała) jeszcze przed rozwinięciem się objawów klinicznych infekcji.

Kiedy wychodzi wynik ujemny?

Ujemny wynik badania przeciwciał można uzyskać gdy:

  • osoba nigdy nie miała kontaktu z wirusem.
  • osoba miała kontakt z wirusem, ale niedawno, ok. 7-10 dni przed badaniem.
  • osoba przeszła infekcję dawno (powyżej 3 miesięcy wcześniej) i najczęściej bezobjawowo.

Kiedy uzyskujemy wynik dodatni?

Dodatni wynik badania przeciwciał wskazuje na przebyty kontakt z wirusem SARS-CoV-2. W wyjątkowych sytuacjach można uzyskać fałszywie dodatni wynik na skutek niedoskonałości testów, które mogą „pomylić” przeciwciała anty-SARS-CoV-2 z przeciwciałami przeciwko innym patogenom lub z autoprzeciwciałami.

Test na przeciwciała: możliwa interpretacja

1. IgM dodatnie, a IgG ujemne LUB IgM dodatnie i IgG dodatnie.

Wynik taki może świadczyć o wczesnej fazie infekcji. W takim przypadku sugerowane jest wykonanie badania metodą „real time RT-PCR” w celu wykluczenia aktywnej choroby COVID-19.

2. IgM ujemne, IgG dodatnie.

Taki wynik sugerować może, że infekcja wirusem SARS-CoV-2 nastąpiła dawno. Obecność przeciwciał w klasie IgG w takim przypadku może świadczyć o nabyciu odporności na zakażenie.

Tak jak w przypadku rezultatów innych badań, po odpowiedź na to, co nam dolega czy dolegało, należy udać się do lekarza. Testy laboratoryjne to tylko jeden z elementów diagnozy – często na dodatek wcale nie najważniejszy.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Osocze dla chorych na COVID-19 – co przyszły dawca musi wiedzieć

Regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa apelują do wszystkich osób, które  chorowały na COVID-19 i zostały uznane za zdrowe, do oddawania osocza krwi. Dzięki przeciwciałom, które ono zawiera, udaje się uzyskać lek, który pomaga wielu ciężko chorym na COVID-19. Jeśli przeszedłeś tę chorobę, sprawdź, czy możesz pomóc innym.

Zabieg pobrania osocza jest bezpieczny i trwa około pół godziny. Stosuje się tu najczęściej metodę plazmoferezy, która polega na tym, że z krwi żylnej dawcy pobierana jest krew, ale oddziela się z niej osocze od pozostałych składników krwi – osocze jest pobierane, a pozostałe składniki powracają do tej samej żyły.

Jeśli pobranie osocza metodą plazmaferezy nie jest możliwe, pobierane jest 450 ml krwi pełnej, z której otrzymywane jest ok. 220-230 ml osocza. Po pobraniu osocze jest badane (musi być m.in. pewność, że nie zawiera żadnych patogenów) i zamrażane. Zabieg może być powtarzany nawet do trzech razy w tygodniowych odstępach.

Jeden ozdrowieniec, który trzykrotnie odda osocze (3×600 ml), może przyczynić się do powstania aż dziewięciu dawek leku na COVID-19 (9×200 ml). Chorzy na COVID-19 otrzymują w celu leczenia od 200 do 400 ml osocza ozdrowieńca.

Leczenie to stosuje się w ramach tzw. „commpassionate use”. Tego rodzaju metoda – pozyskiwania przeciwciał z osocza była używana w przypadkach innych chorób zakaźnych, takich np. SARS czy MERS. W przypadku COVID-19 nie ma zakończonych podwójnie zaślepionych randomizowanych prób klinicznych (czyli takich, w których część pacjentów otrzymuje inne leczenie lub – jeśli jest to dopuszczalne -placebo, a część – przeciwciała z osocza, przy czym ani sami pacjenci, ani opiekujący się nimi lekarze nie wiedzą do czasu odkodowania danych, kto jaką terapię otrzymuje). Tego rodzaju badania są prowadzone, natomiast istnieje wystarczająco dużo danych ze szpitali, gdzie leczy się pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19, iż terapia dużej części przynosi poprawę i nie pogarsza ich stanu.

Zabieg pobrania osocza może być połączony z oddaniem koncentratu czerwonych krwinek, który następnie może być wykorzystany dla chorych z innymi poważnymi problemami zdrowotnymi.

Kto może oddać osocze

Wstępne (łączne) kryteria to:

  • Wiek 18-65 lat;
  • Co najmniej 28 dni od ustąpienia objawów COVID-19 albo 18 dni od zakończenia izolacji  po zakażeniu SARS-CoV-2 lub po wyzdrowieniu z COVID-19;

Poza tym ozdrowieńcy muszą spełniać kryteria dla dawców krwi, czyli na przykład nie mogą oddawać osocza i krwi te osoby, które chorowały na wirusowe zapalenie wątroby jakiegokolwiek typu, mają czynną infekcję (np. opryszczkę), mają cukrzycę.

W celu oddania osocza, należy w pierwszej kolejności skontaktować się z najbliższym regionalnym centrum krwiodawstwa i krwiolecznictwa – telefonicznie lub mejlowo. Pierwsza kwalifikacja do zabiegu zostanie przeprowadzona telefonicznie; kolejna zostanie już przeprowadzona na miejscu. Dawcy nie muszą wykonywać żadnych badań we własnym zakresie.

Co przysługuje dawcy osocza:

  • dziewięć tabliczek czekolady,
  • dzień wolny w pracy (jeżeli pracuje na umowie o pracę)
  • niewielka ulga podatkowa w PIT.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Apetyt na kawę służy zdrowej starości

Co piąty mieszkaniec Unii Europejskiej ma 65 lat i więcej. Oznacza to, że niemal 100 milinów ludzi na naszym kontynencie …

Postpandemiczna rzeczywistość dzieci i nastolatków

Separacja od rówieśników, trudności w adaptacji do nauki zdalnej, poczucie osamotnienia i zagubienie spowodowały, że …

Jak przygotować się do szczepienia przeciw COVID-19

Przed szczepieniem warto dobrze się wyspać, zjeść pożywny posiłek i ograniczyć spożycie alkoholu. Na co jeszcze powinniśmy …