Kategoria: ZDROWIE

Pokolenie mp3 – coraz więcej osób z niedosłuchem. Winne słuchawki?

Według Światowej Organizacji Zdrowia na niedosłuch i inne problemy ze słuchem cierpi ok. 1,5 mld ludzi na świecie. W samej Polsce sytuacja dotyczy 6 proc. populacji, a eksperci szacują, że do 2050 roku wartość procentowa może sięgnąć nawet 9 proc. Chociaż na kłopoty z narządem słuchu uskarżają się przede wszystkim osoby starsze, zjawisko to obserwuje się coraz częściej także  wśród młodych. Zdaniem lekarzy do pogorszenia słuchu przyczyniać się mogą, powszechnie używane dziś przez niemal wszystkich, słuchawki. 

 

85 decybeli (dB) to, według przyjętych przez Unię Europejską norm, górna granica szkodliwości natężenia hałasu. Tymczasem okazuje się, że limit głośności w niektórych modelach słuchawek sięga nawet 120 dB! Dla porównania – startujący odrzutowiec generuje hałas rzędu 130 dB.

 

Długotrwała ekspozycja  narządu  słuchu na  hałas może prowadzić  do  uszkodzenia  nabłonka  zmysłowego  narządu  Cortiego w  uchu  wewnętrznym. Uszkodzenie to zmniejsza  reaktywność  komórek ww.  nabłonka, co  ma  niekorzystny  wpływ na  przekazywanie  bodźców  akustycznych  przez  nerw  słuchowy  i powoduje  narastające uszkodzenie  słuchu. – mówi lek. Piotr Pasternak, audiolog, laryngolog, Grupa LUX MED.

 

Cała Polska w słuchawkach

Stało się to swego rodzaju nawykiem. Spacer z psem, jogging, pokonywana komunikacją miejską trasa do pracy – wszystkim tym czynnościom towarzyszy nam dziś muzyka w słuchawkach. Problemem jest rodzaj urządzenia oraz głośność. Lek. Piotr Pasternak, audiolog, laryngolog, Grupa LUX MED radzi, na co warto zwrócić uwagę podczas zakupu słuchawek:

 

Jeśli korzystanie ze słuchawek jest konieczne, powinniśmy wybrać model nauszny. To szczególnie ważne w przypadku najmłodszych. Aktualna sytuacja epidemiologiczna, i związana z nią nauka zdalna, wymusiła na rodzicach doposażenie dzieci w sprzęt niezbędny do uczestnictwa w lekcjach online, w tym między innymi także w słuchawki. Słuchawki nauszne są najbezpieczniejsze, ponieważ mają największą powierzchnię, tłumią dźwięki z zewnątrz, a fala dźwiękowa dociera do ucha w bardziej naturalny sposób, niż w przypadku słuchawek dousznych lub dokanałowych (zwykle z silikonową końcówką), które absolutnie odradzam. Dostarczają one bowiem dźwięk bezpośrednio do kanału słuchowego, a to stwarza znacznie większe ryzyko uszkodzenia słuchu. Obecnie tradycyjne słuchawki mogą osiągać poziom dźwięku, który podczas ich długotrwałego użytkowania, jest nie tylko męczący, ale także niebezpieczny. Aby dziecko uniknęło w przyszłości problemu z niedosłuchem, warto rozważyć zakup słuchawek z dodatkową funkcją ograniczenia głośności.

 

PAMIĘTAJ!

Podczas użytkowania słuchawek warto zastosować się do kilku przydatnych wskazówek:

 

  1. Nigdy nie ustawiaj maksymalnej głośności – niektóre modele słuchawek przenoszą ciśnienie akustyczne o poziomie nawet 120 dB! Taka skala natężenia dźwięku wiąże się już z progiem bólu. Dla porównania – 130 dB osiąga odrzutowiec podczas startu. Zalecana optymalna i bezpieczna głośność to 30-60 dB.

 

  1. Czas korzystania ze słuchawek ogranicz do 1 godziny dziennie – słuchawki powodują, że naturalne otoczenie dźwiękowe się zmienia. Długotrwałe ich użytkowanie prowadzi do przemęczenia narządu słuchu. Ze słuchawek korzystaj wówczas, kiedy jest to niezbędne i rób częste przerwy.

 

  1. Ustaw głośność na poziomie 0 przy podłączeniu słuchawek – aby uniknąć nieprzyjemnego dla ucha uderzenia głośnego dźwięku i związanej z tym dolegliwości bólowej, przy podłączeniu słuchawek, a przed uruchomieniem muzyki, ustaw głośność na 0.

 

Aby odpowiednio zadbać o słuch, należy w miarę możliwości ograniczać przebywanie w hałasie. Rodzice powinni także zwracać szczególną uwagę na sposób i częstotliwość użytkowania słuchawek przez dzieci. Każdy niepokojący sygnał, świadczący o pogarszającym się słuchu dziecka, powinien być jak najszybciej skonsultowany ze specjalistą i poddany odpowiedniej diagnostyce. Pamiętajmy także o profilaktycznych, kontrolnych badaniach słuchu.

Źródło: Materiał prasowy

Fot.www.pixabay.com

Czy zaszczepieni przeciwko COVID-19 mogą dalej zakażać SARS-CoV-2?

Wciąż nie mamy pewności czy zaszczepienie przeciwko COVID-19 daje bezpieczeństwo nie tylko osobie zaszczepionej, ale i tym, z którymi ona się styka. Dlatego nawet po przyjęciu dwóch dawek szczepionki dalej wszystkich będzie obowiązywała ostrożność w kontaktach i nakaz noszenia maseczki.

Specjaliści zwracają uwagę, że zazwyczaj badania nad szczepionkami trwają ok. 10 lat, podczas gdy nad preparatami przeciwko  pracowano zaledwie przez rok. To oznacza, że naukowcy pominęli wiele etapów, skupiając się na dwóch COVID-19: czy szczepionka jest bezpieczna i czy jest skuteczna.

Badania wykazały, że jest bezpieczna (m.in. po jej podaniu nie występują ciężkie działania niepożądane), skuteczna (po jej podaniu ludzie nie chorują na COVID-19 z ciężkim przebiegiem), ale wciąż otwarte jest pytanie, czy szczepionka jest w stanie neutralizować wirusa z błony śluzowej jamy ustnej i nosa, uniemożliwiając tym samym jego transmisję.

– Na zdrowy rozum niemożliwe jest, aby organizm zareagował w pierwszych sekundach po zaszczepieniu. A to oznacza, że kaszel czy kichnięcie może przenieść wirusa na osoby nieszczepione i zarażać je. Dlatego obecne wytyczne mówią, że osoby zaszczepione nadal muszą nosić maseczki i zachowywać dystans. Nie ma znaku równości między szczepieniem a zawieszeniem działań profilaktycznych. Dotyczy to także zaszczepionego personelu medycznego, ponieważ pielęgniarka czy lekarz, którzy mają kontakt z pacjentem covidowym mogą przenosić wirusa na zasadzie mechanicznej na skórze czy fartuchu – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z .COVID-19

Kogo chroni szczepienie

Póki co wiemy, że dopuszczone w Unii Europejskiej szczepionki chronią w ok. 95 procentach przed zachorowaniem na pełnoobjawowy COVID-19. Czy także przed samym zakażeniem SARS-CoV-2, które nie daje objawów, będziemy wiedzieć dopiero za jakiś czas.

– Oczywiście w badaniach klinicznych obserwowaliśmy zaszczepione osoby i ich rodziny i te badania pozwalają mieć na to nadzieję, ale to wciąż były tylko badania kliniczne, a my potrzebujemy sprawdzić to w życiu – mówi ekspert.

Zdaniem specjalistów dopiero uzyskanie odporności populacyjnej spowoduje, że będzie można zrezygnować z maseczek. Przy czym też trzeba być bardzo ostrożnym, bo już dzisiaj słyszymy o mutacjach, które mogą być mniej wrażliwe na nabytą odporność. A biorąc pod uwagę, że nie możemy mieć pewności, który wariant wirusa może nas zaatakować, jest za wcześnie, aby uznać, że szczepienie wyeliminuje inne formy ochronne przed wirusem.

– Wygląda na to, że czy to poszczepienna czy poinfekcyjna odporność nie da nam na razie pewności i może być tak, że przez pewien czas będziemy musieli utrzymać dotychczasowe zabezpieczenia, czyli częste dezynfekcje, utrzymywanie dystansu, noszenie maseczek – mówi dr Grzesiowski.

Po co się szczepić, skoro wciąż tyle niewiadomych?

Można więc zastanawiać się po co nam szczepienia, skoro nie dają pewności odnośnie roznoszenia wirusa. Jest przynajmniej jeden ważny powód.

– Szczepienia chronią nas przed objawowym i ciężkim przebiegiem choroby, podobnie jak szczepienia przeciwko pneumokokom czy rotawirusom. Dzięki nim liczymy na to, że osoba zaszczepiona nie trafi do szpitala i nie umrze z powodu zakażenia. Ale na odpowiedź, czy zaszczepieni będą nadal brali udział w łańcuchu zachorowań, wciąż nie umiemy odpowiedzieć – podsumowuje dr Grzesiowski.

Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 przy Prezesie PAN w sprawie szczepionek przeciw COVID-19 opracował stanowisko, w którym specjaliści omawiają ryzyko i wyjaśniają dlaczego szczepienie jest jedynym racjonalnym wyborem, dzięki któremu będziemy mogli szybciej wyjść z pandemii.
„Nie wiemy jeszcze, jak długo utrzyma się silna odpowiedź odpornościowa i czy dwie dawki szczepionki wystarczą na następny rok, czy kilka lat. Jeżeli uzyskana odporność okaże się krótkotrwała, konieczna będzie modyfikacja strategii i podawanie dawek przypominających. Pomimo tych niewiadomych, nie ma wątpliwości, że jeżeli tylko szczepionka przeciw COVID-19 zostanie dopuszczona na rynek, to korzyści wynikające z jej przyjęcia przewyższają ryzyko z nią związane”- czytamy w stanowisku ekspertów zespołu PAN.

Monika Wysocka,zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Obrażenia po wybuchu petardy – jak udzielić pierwszej pomocy?

Czas sylwestrowej zabawy kojarzy się z widowiskowymi pokazami pirotechnicznymi. I chociaż coraz więcej miast włącza się w akcję #NieStrzelam, fajerwerki nadal cieszą się dużą popularnością. Niestety – petardy bez odpowiednich atestów i oznaczeń klasy bezpieczeństwa, w połączeniu z alkoholem i brawurą, to bardzo ryzykowna kombinacja, która może skończyć się nieszczęśliwym wypadkiem. Takie obrażenia niejednokrotnie wymagają interwencji medycznej i wizyty na SOR-ze. W tej sytuacji najważniejsza jest szybka reakcja. Sprawdź, czy wiesz, jak prawidłowo udzielić pierwszej pomocy osobie, która doznała urazu na skutek wybuchu petardy.

Noc z 31 grudnia na 1 stycznia to dla policji, straży pożarnej i medyków bardzo intensywny czas. W ubiegłym roku, w samej Warszawie, z 46 pożarów, aż 33 spowodowane były przez materiały pirotechniczne. Również szpitalne oddziały ratunkowe miały ręce pełne roboty – oparzenia, rany szarpane, urazy mechaniczne, amputacje urazowe, tymczasowe bądź trwałe uszkodzenia wzroku lub słuchu. Jaki scenariusz czeka nas w tym roku?

Zacznijmy od tego, że kluczową kwestią jest ścisłe i bezwzględne stosowanie się do instrukcji obsługi artykułów pirotechnicznych oraz – co najważniejsze – niedopuszczenie do ich użycia i odpalania przez dzieci. Nawet, jeśli przestrzegamy wszystkich zasad bezpieczeństwa, pamiętajmy, że mimo wszystko zawsze istnieje ryzyko niekontrolowanego wybuchu. Dowiedz się, jak reagować w takich sytuacjach.

Oparzenia

Należą do najczęstszych obrażeń na skutek wybuchu materiału pirotechnicznego. W tym przypadku jest to uszkodzenie skóry lub głębiej umiejscowionych tkanek i narządów na skutek działania ciepła. Oparzenia spowodowane petardami dotyczą zwykle twarzy, kończyn lub klatki piersiowej. Lek. Mariusz Pacałowski, Dyrektor Merytoryczny Akademii Ratownictwa LUX MED, wyjaśnia schemat postępowania w sytuacji, gdy jesteśmy świadkami takiego wypadku.

Jeśli podczas wybuchu zapaliło się ubranie poszkodowanego, należy je jak najszybciej ugasić. W tym celu można użyć koca, polać materiał zimną wodą, a nawet przewrócić poszkodowanego na ziemię i turlać. Ważne – nie gasimy ubrań gaśnicą! Następnie upewniamy się, że miejsce jest już bezpieczne i że nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo. Osobę poszkodowaną izolujemy od miejsca, w którym nastąpił wybuch. Nie wiemy przecież, czy uszkodzone fajerwerki lub petardy nie wybuchną ponownie. Pamiętamy jednocześnie o zachowaniu środków ochrony w kontekście COVID-19, czyli: zakładamy maseczkę lub przyłbicę oraz rękawiczki. Tak zabezpieczeni, przystępujemy do oceny obrażeń. Jeśli wydają się lekkie, oparzony obszar chłodzimy zimną, ale nie lodowatą wodą. Jeżeli natomiast petarda np. wybuchła w dłoniach, mamy do czynienia z silnym oparzeniem i obrażeniami mechanicznymi – taką ranę należy wówczas zabezpieczyć jałową gazą. W sytuacji rozległych, poważnych obrażeń, nie polewamy uszkodzonych miejsc wodą. Pamiętajmy o tym, że jeśli ubranie przywarło i przykleiło się do ciała poszkodowanego, pod żadnym pozorem nie odrywamy go od rany, ponieważ może to spowodować jeszcze bardziej rozległe uszkodzenia w obrębie poparzonego obszaru. Upewnijmy się dodatkowo, że usunęliśmy z nadgarstków i palców dłoni wszelką biżuterię: pierścionki, bransoletki czy zegarki. Gdy pojawi się obrzęk tkanek, zadziałają one jak opaska uciskowa i mogą spowodować martwicę palca. Oparzone miejsca chłodzimy zimną (ale nie lodowatą!) wodą przez około 10 minut. Poszkodowanemu nie należy podawać nic doustnie (jedzenie, picie, środki przeciwbólowe). Jeśli oparzenia są rozległe, nie zostawiamy go samego do przyjazdu służb ratunkowych.

Co zrobić, gdy petarda spowodowała uraz mechaniczny?

Rany szarpane i amputacje urazowe

W wyniku uszkodzonych fajerwerków czy nieumiejętnego używania materiałów pirotechnicznych, może dojść do niebezpiecznych urazów w postaci ran szarpanych lub amputacji urazowych. Jak należy postępować w takiej sytuacji?

Jeżeli petarda naderwała lub urwała palec lub całą dłoń, niezwłocznie należy zadzwonić pod numer 999 lub 112 i wezwać Zespół Ratownictwa Medycznego. Amputowaną część ciała zabezpieczamy jałową gazą lub czystą ściereczką i umieszczamy ją w foliowym woreczku, który umieszczamy w drugim foliowym worku zawierającym wodę z lodem (nie sam lód). Uszkodzoną część ciała poszkodowanego należy unieść powyżej jego serca i próbować zahamować krwotok, zabezpieczając ją kilkoma warstwami jałowej gazy. Na zwykłą ranę szarpaną i intensywnie krwawiącą stosujemy opatrunek uciskowy, natomiast w przypadku amputacji kończyn na poziomach wyższych niż palec (dłoń, przedramię, ramię, stopa, podudzie, udo) zakładamy opaskę uciskową w przypadku utrzymującego się krwotoku pomimo zastosowania opatrunku uciskowego. .  Ważne, aby zapamiętać godzinę założenia opaski i podać ją później ratownikom medycznym. Jeżeli wybuch spowodował oparzenie oczu, niezwłocznie należy przepłukiwać  je fizjologicznym roztworem NaCl a w razie jego braku czystą zimną wodą. W obu tych przypadkach kluczowe znaczenie ma szybkie udzielenie fachowej pomocy lekarskiej. – mówi lek. Mariusz Pacałowski, Dyrektor Merytoryczny Akademii Ratownictwa LUX MED.

Aby sylwestrowa noc nie zakończyła się wizytą na SOR-ze, zadbajmy o bezpieczeństwo własne i innych. Planując pokaz fajerwerków, przed ich zakupem upewnijmy się, że opakowanie jest nienaruszone i nie nosi śladów uszkodzeń mechanicznych. Sprawdźmy ponadto, czy posiadają one wszelkie niezbędne atesty, wskazanie producenta oraz instrukcję w języku polskim. Petardy kupujmy zawsze od sprawdzonych i zaufanych sprzedawców. Pamiętajmy także o tym, że w Polsce obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży materiałów pirotechnicznych dzieciom i młodzieży poniżej 18. roku życia. Zgodnie z prawem, fajerwerki i petardy mogą być odpalane wyłącznie przez osoby dorosłe.

Źródło: Materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Poranek czempiona, czyli jak dobrze zacząć dzień

Jeśli się dobrze wystartuje, to później jest już łatwiej. I nie dotyczy to tylko biegaczy czy rajdowców, ale większości ludzi. Korzystna dla zdrowia i ducha poranna rutyna nie tylko pomoże pozytywną energię utrzymać w ciągu dnia, ale ma też bardziej długofalowe działanie. Oto przygotowana przez naukowców lista sposobów na dobry początek dnia.

1. Optymalna noc i żadnych „drzemek”

Po pierwsze, aby było przyjemniej i zdrowiej, warto spać optymalnie długo. O tym, że trzeba się wysypiać większość ludzi zapewne wie. Jednak dobrze jest również wiedzieć, że zbyt długi sen także szkodzi. Badania wskazują na przykład na podniesione ryzyko demencji, czy cukrzycy typu 2 u osób, które śpią zbyt długo. Dobrym pomysłem będzie też rezygnacja z tzw. drzemki w telefonie. Dlaczego? Po pierwsze, taka poranna drzemka to nie jest pełnowartościowy sen. Jeśli ktoś więc chce spać dłużej, zrobi lepiej, jeśli po prostu nastawi budzik na trochę późniejszą godzinę. To nie wszystko. Sen następuje w obejmujących kolejne fazy cyklach. Kiedy ktoś ponownie zasypia po pierwszym alarmie budzika, organizm może rozpocząć nowy cykl. Wybudzenie w takiej fazie może poskutkować zmęczeniem i uczuciem oszołomienia, które będzie utrzymywało się dłużej, niż po normalnej pobudce.

2. Szklanka wody

Oczywiście, należy uwzględnić własne potrzeby, ale dobrym pomysłem może być wypicie szklanki wody niedługo po przebudzeniu. Jak bowiem pokazali naukowcy z University of Texas, na przykład aż 75 proc. Amerykanów jest chronicznie niewystarczająco nawodnionych. Taki stan może odcisnąć swoje piętno na zdrowiu, zwiększając ryzyko różnych chorób i nasilając istniejące. Badania wskazują też, że słabe nawodnienie osłabia pracę mózgu. Jeden z eksperymentów pokazał na przykład, że dochodzi do zwiększenia liczby błędów przy powtarzalnych zadaniach. Przy niedoborze wody nie powinien też dziwić pogorszony nastrój. Ale uwaga, nadmiar wody też jest szkodliwy dla organizmu

3. Ruch o poranku

Nie na darmo mówi się o porannej gimnastyce. Trochę ruchu z rana powinno pomóc zachować zdrowie i pełniej przeżyć dzień. Dowodów na korzystne działanie porannej gimnastyki jest sporo. Na przykład autorzy badania opublikowanego w ubiegłym roku na łamach „British Journal of Sports Medicine” sprawdzili, jak dawka umiarkowanego wysiłku z rana wpłynie na wydajność intelektualną starszych osób. Jak się okazało, ćwiczenia poskutkowały podwyższeniem poziomu ważnej dla funkcjonowania mózgu cząsteczki – neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego oraz poprawiły możliwości intelektualne.

Warto też zwrócić uwagę na eksperyment przeprowadzony na Katolickim Uniwersytecie Lowańskim. Badacze podzieli grupę ochotników – zdrowych mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat na trzy grupy. Wszyscy przez 6 tygodni przyjmowali o 30 proc. kalorii więcej, niż potrzebowali. Jednocześnie jedna grupa przez cztery tygodnie wykonywała ćwiczenia wytrzymałościowe przed śniadaniem, druga przyjmowała kalorie przed ćwiczeniem i w jego trakcie, a trzecia w ogóle nie ćwiczyła. Uczestnicy niećwiczący  przytyli w ciągu sześciu tygodni o średnio 3 kg, ci ćwiczący po śniadaniu – o 1,4 kg, a u ochotników, którzy trenowali przed śniadaniem, prawie w ogóle. Ta ostatnia grupa miała też lepsze wyniki metaboliczne i lepiej działające mięśnie.

4. Zdrowe śniadanie 

Osoby jedzące dobrej jakości śniadania zwykle przyjmują więcej potrzebnych witamin i minerałów, mają zdrowszy metabolizm i wagę, lepiej radzą sobie w pracy czy w szkole. Konsekwencje rezygnacji ze śniadań mogą być poważne. W ubiegłym roku na łamach „Journal of the American College of Cardiology dane z National Health and Nutrition Examination Survey” ukazała się praca, której autorzy średnio przez 18 lat obserwowali zdrowie ponad 6,5 tys. osób w wieku od 40 do 75 lat, bez historii chorób serca czy raka.

Ochotników pytano m.in. o to, jak często jedli śniadanie. Mogli odpowiedzieć „codziennie”, „czasami”, „rzadko” lub „nigdy”. Jak pokazały wyliczenia, osoby, które zaznaczyły pozycję „nigdy” były aż o 87 proc. bardziej zagrożone śmiercią z powodu zaburzeń układu krążenia, niż te, które odpowiedziały „codziennie”.

Badacze przyznają przy tym, że osoby niejedzące śniadań, w ogóle gorzej dbały o zdrowie. Jednak odkryli też, że pomijanie tego posiłku wiązało się z obniżeniem poczucia sytości, jak również z wyższym ciśnieniem krwi i szkodliwymi zmianami w poziomie lipidów.

Co więc jeść? Eksperci, jako składniki pożywnego śniadania zalecają zwykle m.in. pełne ziarno, chude mięso, jaja, rośliny strączkowe, orzechy, chude mleko i przetwory mleczne, owoce i warzywa. Przy tym, wybierając na przykład płatki śniadaniowe, warto się zatroszczyć, aby nie zawierały dużych ilości cukru.

I jeszcze jedna bardzo istotna kwestia: każdy posiłek, a zatem i śniadanie, trzeba jeść powoli i w spokojnej atmosferze. Lepiej wtedy trawimy, a w efekcie zmniejszamy ryzyko na dodatkowe kilogramy. Stres o poranku dodatkowo może nas obciążyć na cały dzień.

5. Jeśli kawa, to po pierwszym posiłku

Jeśli już ktoś rano sięga po kawę, dobrze, aby zrobił to raczej po śniadaniu. Mówią o tym naukowcy z University of Bath, którzy sprawdzili wpływ słabo przespanej nocy i picia kawy na metabolizm. Odkryli po pierwsze, że jedna źle przespana noc jeszcze nie zaburza mocno metabolizmu. Jednak w tym samym eksperymencie, kawa podana tuż przed wypiciem kalorycznego napoju zaburzała reakcje organizmu na glukozę.

6. Światło i biologiczny zegar

Jak zwracają uwagę badający wpływ światła na zdrowie naukowcy z Northwestern University, stanowi ono jeden z najważniejszych czynników regulujących biologiczny cykl dobowy. Chodzi głównie o niebieską falę zawartą m.in. w świetle słonecznym. W jednym z badań naukowcy ci odkryli, że ludzie, którzy większą część dziennej dawki światła otrzymują przed południem, mają zdrowszą wagę, niż osoby, na które światło działa głównie po po południu.

Wpływ światła na wskaźnik masy ciała był niezależny od ilości ruchu, ilości spożywanych  kalorii, czasu snu, wieku czy pory roku. Ekspozycja na światło decydowała średnio o 20 proc. BMI. Jednak mała uwaga – ten sam zespół badaczy odkrył, że dłuższa (w eksperymencie trwająca trzy godziny) ekspozycja na światło bogate w niebieskie pasmo utrudnia działanie insulinie, co teoretycznie może wiązać się z większym ryzykiem zaburzeń metabolicznych. Jednak rankiem potencjalnie szkodliwy wpływ światła na gospodarkę insuliną był dużo niższy niż po południu.

Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Testy serologiczne, czyli garść informacji o przeciwciałach anty-SARS-CoV-2

W czasach pandemii każda infekcja górnych dróg oddechowych nasuwa pytanie, czy był to COVID-19. Testy serologiczne w takiej sytuacji mogą, choć nie muszą wykazać, czy układ odpornościowy wytworzył przeciwciała anty-SARS-CoV-2, które powstają po kontakcie z tym wirusem. Czasem też obecność przeciwciał świadczyć może o rozwijającej się chorobie.

Warto jednak pamiętać, że podstawową techniką stosowaną w potwierdzaniu czynnego zakażenia SARS-CoV-2 są metody molekularne, wykrywające materiał genetyczny wirusa w pobranym wymazie.

Po wybuchu pandemii wprowadzono na rynek testy, które wykrywają przeciwciała anty-SARS-CoV-2 w dwóch klasach:

  • IgM
  • IgG.

Kiedy w badaniu pojawiają się przeciwciała?

IgM 
Najpierw, w ciągu ok. 2-3 tygodni od infekcji – pojawiają się przeciwciała w klasie IgM (ich obecność świadczy o ostrej fazie infekcji).

IgG
Później, po ok. 3-4 tygodniach we krwi zaczynają pojawiać się przeciwciała klasy IgG.

Ten rodzaj przeciwciał (w przypadku innych patogenów niż SARS-CoV-2) ma istotne cechy:

  • często utrzymują się całe życie
  • ich izolowana obecność świadczy o odporności na ponowną infekcję
  • w niektórych przypadkach mówi się o „mianie zabezpieczającym”, czyli ilości przeciwciał, która chroni przed ponownym zachorowaniem.

Niestety, w przypadku SARS-CoV-2, póki co nic nie jest pewne na 100 proc., zatem nie wiemy, czy w razie posiadania przeciwciał IgG przeciwko nowemu koronawirusowi jesteśmy odporni na COVID-19 lub chociażby łagodny przebieg w razie ponownej infekcji. Eksperci podkreślają, że testy serologiczne nie powinny być stosowane do określenia statusu odporności, dopóki wiedza na temat trwałości odpowiedzi nie zostanie ugruntowana. Wniosek z tego taki, że ani wiedza o przechorowaniu COVID-19, ani wykrycie przeciwciał anty-SARS-CoV-2  nie zwalnia nas ze stosowania zasad: dystans, dezynfekcja i maseczka.

Kiedy zanikają przeciwciała?

IgM 
Dotychczasowe badania wskazują, że przeciwciała IgM zanikają ok. 6-7 tygodnia po infekcji, kiedy to IgG są jeszcze obecne.

IgG
Nie ustalono jeszcze, jak długo przeciwciała w klasie IgG utrzymują się w organizmie. Z niektórych doniesień wynika, że u części pacjentów ich ilość obniża się po 8. tygodniu od zakażenia, ale prawdopodobnie jest to sprawa indywidualna.

Zależy to od wielu czynników, spośród których duże znaczenie wydaje się mieć to, czy infekcja przebiegała objawowo, skąpoobjawowo czy bezobjawowo.

U osób, które nie miały symptomów, wykrycie przeciwciał może być trudniejsze. Może mieć to związek z silną odpowiedzią komórkową (czyli usunięcia wirusa przez limfocyty T, bez lub z małą tylko pomocą limfocytów B produkujących przeciwciała) jeszcze przed rozwinięciem się objawów klinicznych infekcji.

Kiedy wychodzi wynik ujemny?

Ujemny wynik badania przeciwciał można uzyskać gdy:

  • osoba nigdy nie miała kontaktu z wirusem.
  • osoba miała kontakt z wirusem, ale niedawno, ok. 7-10 dni przed badaniem.
  • osoba przeszła infekcję dawno (powyżej 3 miesięcy wcześniej) i najczęściej bezobjawowo.

Kiedy uzyskujemy wynik dodatni?

Dodatni wynik badania przeciwciał wskazuje na przebyty kontakt z wirusem SARS-CoV-2. W wyjątkowych sytuacjach można uzyskać fałszywie dodatni wynik na skutek niedoskonałości testów, które mogą „pomylić” przeciwciała anty-SARS-CoV-2 z przeciwciałami przeciwko innym patogenom lub z autoprzeciwciałami.

Test na przeciwciała: możliwa interpretacja

1. IgM dodatnie, a IgG ujemne LUB IgM dodatnie i IgG dodatnie.

Wynik taki może świadczyć o wczesnej fazie infekcji. W takim przypadku sugerowane jest wykonanie badania metodą „real time RT-PCR” w celu wykluczenia aktywnej choroby COVID-19.

2. IgM ujemne, IgG dodatnie.

Taki wynik sugerować może, że infekcja wirusem SARS-CoV-2 nastąpiła dawno. Obecność przeciwciał w klasie IgG w takim przypadku może świadczyć o nabyciu odporności na zakażenie.

Tak jak w przypadku rezultatów innych badań, po odpowiedź na to, co nam dolega czy dolegało, należy udać się do lekarza. Testy laboratoryjne to tylko jeden z elementów diagnozy – często na dodatek wcale nie najważniejszy.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Osocze dla chorych na COVID-19 – co przyszły dawca musi wiedzieć

Regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa apelują do wszystkich osób, które  chorowały na COVID-19 i zostały uznane za zdrowe, do oddawania osocza krwi. Dzięki przeciwciałom, które ono zawiera, udaje się uzyskać lek, który pomaga wielu ciężko chorym na COVID-19. Jeśli przeszedłeś tę chorobę, sprawdź, czy możesz pomóc innym.

Zabieg pobrania osocza jest bezpieczny i trwa około pół godziny. Stosuje się tu najczęściej metodę plazmoferezy, która polega na tym, że z krwi żylnej dawcy pobierana jest krew, ale oddziela się z niej osocze od pozostałych składników krwi – osocze jest pobierane, a pozostałe składniki powracają do tej samej żyły.

Jeśli pobranie osocza metodą plazmaferezy nie jest możliwe, pobierane jest 450 ml krwi pełnej, z której otrzymywane jest ok. 220-230 ml osocza. Po pobraniu osocze jest badane (musi być m.in. pewność, że nie zawiera żadnych patogenów) i zamrażane. Zabieg może być powtarzany nawet do trzech razy w tygodniowych odstępach.

Jeden ozdrowieniec, który trzykrotnie odda osocze (3×600 ml), może przyczynić się do powstania aż dziewięciu dawek leku na COVID-19 (9×200 ml). Chorzy na COVID-19 otrzymują w celu leczenia od 200 do 400 ml osocza ozdrowieńca.

Leczenie to stosuje się w ramach tzw. „commpassionate use”. Tego rodzaju metoda – pozyskiwania przeciwciał z osocza była używana w przypadkach innych chorób zakaźnych, takich np. SARS czy MERS. W przypadku COVID-19 nie ma zakończonych podwójnie zaślepionych randomizowanych prób klinicznych (czyli takich, w których część pacjentów otrzymuje inne leczenie lub – jeśli jest to dopuszczalne -placebo, a część – przeciwciała z osocza, przy czym ani sami pacjenci, ani opiekujący się nimi lekarze nie wiedzą do czasu odkodowania danych, kto jaką terapię otrzymuje). Tego rodzaju badania są prowadzone, natomiast istnieje wystarczająco dużo danych ze szpitali, gdzie leczy się pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19, iż terapia dużej części przynosi poprawę i nie pogarsza ich stanu.

Zabieg pobrania osocza może być połączony z oddaniem koncentratu czerwonych krwinek, który następnie może być wykorzystany dla chorych z innymi poważnymi problemami zdrowotnymi.

Kto może oddać osocze

Wstępne (łączne) kryteria to:

  • Wiek 18-65 lat;
  • Co najmniej 28 dni od ustąpienia objawów COVID-19 albo 18 dni od zakończenia izolacji  po zakażeniu SARS-CoV-2 lub po wyzdrowieniu z COVID-19;

Poza tym ozdrowieńcy muszą spełniać kryteria dla dawców krwi, czyli na przykład nie mogą oddawać osocza i krwi te osoby, które chorowały na wirusowe zapalenie wątroby jakiegokolwiek typu, mają czynną infekcję (np. opryszczkę), mają cukrzycę.

W celu oddania osocza, należy w pierwszej kolejności skontaktować się z najbliższym regionalnym centrum krwiodawstwa i krwiolecznictwa – telefonicznie lub mejlowo. Pierwsza kwalifikacja do zabiegu zostanie przeprowadzona telefonicznie; kolejna zostanie już przeprowadzona na miejscu. Dawcy nie muszą wykonywać żadnych badań we własnym zakresie.

Co przysługuje dawcy osocza:

  • dziewięć tabliczek czekolady,
  • dzień wolny w pracy (jeżeli pracuje na umowie o pracę)
  • niewielka ulga podatkowa w PIT.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak postępować w przypadku podejrzenia zatrucia grzybami leśnymi?

Tegoroczne lato i wczesna jesień są łaskawe dla grzybiarzy. Sprzyja temu deszczowa pogoda oraz wysoka temperatura powietrza. Miłośnicy grzybobrania się cieszą, a Sanepid ostrzega: bądźmy ostrożni! Polacy uwielbiają grzyby, ale to przysmak bezpieczny jedynie dla tych, którzy się na nich znają. O pomyłkę, nawet w przypadku doświadczonych grzybiarzy, jest naprawdę nietrudno. I tak się niestety dzieje – lekarze przyznają, że do szpitali częściej trafiają ludzie przeceniający swoją wiedzę o grzybach niż ci, którzy zbierają je okazyjnie. Dlatego najważniejsza zasada podczas grzybobrania to: zbieramy tylko te gatunki grzybów, które znamy!

Aby grzybobranie nie zakończyło się w szpitalu, powinniśmy przede wszystkim wybierać jedynie zdrowe, dojrzałe okazy – takie, które nie są nadgryzione, uszkodzone, zaczerwienione czy spleśniałe. Należy pamiętać także o tym, żeby zamiast plastikowej reklamówki zabrać ze sobą wiklinowy koszyk lub bawełnianą torbę, ponieważ nieodpowiednio przechowywane grzyby mogą także wywołać zatrucia. Lekarze przestrzegają dodatkowo, by grzybów leśnych nie podawać dzieciom przynajmniej do 10., a najlepiej – do 12. roku życia. Są one zwykle ciężkostrawne, a młody organizm nie posiada jeszcze w pełni wykształconego zespołu enzymów, odpowiedzialnych za ich trawienie i może o wiele dotkliwiej odczuć skutki spożycia grzybów.

Objawy zatrucia grzybami leśnymi

Ze względu na mechanizm działania toksyn zatrucia grzybami dzielimy na: zatrucie typu gastrycznego, którego objawami są nudności, biegunka, wymioty, bóle brzucha – na ogół ustępują samoistnie; zatrucie neurotropowe – w tym przypadku zawarte w grzybach związki trujące działają na układ nerwowy, powodując ogólne pobudzenie, zaburzenia widzenia, zwężenie źrenic, a nawet halucynacje (rzadko kończy się śmiercią) oraz zatrucie cytotropowe – najgroźniejszy typ, w którym toksyny uszkadzają narządy miąższowe, takie jak nerki, wątrobę czy serce. Są to zatrucia bardzo ciężkie, często ze skutkiem śmiertelnym. W zależności od czasu, który upłynął od spożycia do wystąpienia pierwszych objawów, wyróżniamy także zatrucia o krótkim (od 0,5h do 5h) lub długim okresie utajenia (od 6h do nawet 2-6 dób).

Najczęstszym błędem w przypadku podejrzenia zatrucia jest czekanie w domu, aż dolegliwości same miną. Tłumaczymy sobie, że zjedliśmy zbyt obfity posiłek i nabawiliśmy się lekkiej niestrawności. Pamiętajmy, że czas działa na naszą niekorzyść. Po spożyciu grzyba trującego, w zależności od siły zawartych w nim toksyn, mogą wystąpić bardzo zróżnicowane objawy. Pierwsze związane są zazwyczaj z układem pokarmowym i powodują niezbyt nasilone dolegliwości żołądkowe. Mogą pojawić się nudności, wymioty, biegunka, silne bóle brzucha, nadmierne pocenie, łzawienie, a także drgawki czy zaburzenia widzenia. W zależności od gatunku trującego grzyba zdarzają się nawet halucynacje i zaburzenia neurologiczne. Zbyt późna reakcja (lub jej brak) na pierwsze niepokojące sygnały może doprowadzić do problemów z oddychaniem lub zaburzeń krzepliwości krwi. U osoby, u której doszło do zatrucia grzybami może wystąpić krwawienie z nosa i przewodu pokarmowego – to sygnał, że toksyny działają już na błonę śluzową –

– ostrzega Jakub Rychlik, ratownik Akademii Ratownictwa LUX MED.

Postępowanie w przypadku podejrzenia zatrucia grzybami leśnymi

Rodzaj i nasilenie objawów zależy nie tylko od ilości i jakości spożytych grzybów, ale także od  indywidualnej reakcji organizmu oraz innych, spożytych uprzednio pokarmów (w pełnym żołądku pokarm wolniej się wchłania). W przypadku pojawienia się pierwszych sygnałów świadczących o zatruciu, kluczową rolę odgrywa natychmiastowe działanie. Jakub Rychlik, ratownik Akademii Ratownictwa LUX MED radzi, jak reagować w przypadku podejrzenia zatrucia:

U osób, które są przytomne prowokujemy  wymioty – w ten sposób mamy szansę pozbyć się przynajmniej części toksyn z organizmu. W tym celu  należy wypić dużą ilość wody z solą. Zwrócone resztki potrawy, w której znalazły się grzyby, umieszczamy w foliowej torbie, a następnie zachowujemy do badań diagnostycznych. Umożliwi to sprawniejszą identyfikację toksyny. Ponadto nie przyjmujemy żadnych leków – w szczególności środków przeczyszczających oraz nie pijemy mleka ani alkoholu – tłuszcze ułatwiają wchłanianie niektórych substancji toksycznych, a toksyny zawarte w trujących grzybach mogą blokować metabolizm alkoholu i wchodzić z nim w niepożądane reakcje.

Jakub Rychlik, ratownik Akademii Ratownictwa LUX MED

Nawet, jeżeli w tzw. międzyczasie wcześniejsze objawy ustąpią, należy bezwzględnie wezwać zespół ratownictwa medycznego lub udać się do najbliższej stacji pogotowia ratunkowego.

Po zatruciu niektórymi silnie trującymi grzybami, np. muchomorem sromotnikowym, może nastąpić chwilowa poprawa samopoczucia, po której z kolei dochodzi do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Pamiętajmy, że w przypadku zatruć śmiertelnie trującymi grzybami czas odgrywa najważniejszą rolę. Im szybciej rozpoczniemy specjalistyczne leczenie, tym większe szanse na uratowanie zdrowia i życia

– dodaje Jakub Rychlik, ratownik Akademii Ratownictwa LUX MED.

Brak roztropności w przypadku grzybobrania może pociągnąć za sobą tragiczne skutki. Dlatego podczas wyprawy do lasu powinno się zawsze mieć przy sobie atlas grzybów. Dodatkowo, w razie jakichkolwiek wątpliwości, zawsze warto skonsultować problematyczny okaz z innymi grzybiarzami, np. w dedykowanych grupach na portalach społecznościowych. Można także udać się ze swoimi zbiorami do najbliższej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, w której dyżurujący grzyboznawcy potwierdzą, czy grzyb jest jadalny. Bądźmy ostrożni, ponieważ błąd w ocenie konkretnej odmiany może kosztować utratę zdrowia, a nawet życia.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

5 ciekawostek o tabletkach antykoncepcyjnych, o których mogłaś nie wiedzieć!

60 lat temu na rynku amerykańskim pojawiła się pierwsza tabletka antykoncepcyjna, która zrewolucjonizowała życie kobiet. Dziś, doustna antykoncepcja hormonalna jest jedną z najpopularniejszych metod zapobiegania nieplanowanej ciąży, która dzięki rozwojowi na przestrzeni lat, obecnie oferuje kobietom więcej niż jej prototyp! Współcześnie tabletki te oprócz wysokiej skuteczności antykoncepcyjnej wykazują dodatkowe właściwości pozantykoncepcyjne np. mogą być pomocne w redukcji bolesnych miesiączek. Dlatego ważne jest prawidłowe dobranie odpowiednich tabletek antykoncepcyjnych – powinny być one „szyte na miarę” indywidualnych potrzeb każdej pacjentki, która zgłasza się do ginekologa po tę formę zabezpieczenia. Co powinnyśmy wiedzieć, stosując doustną antykoncepcję hormonalną? 

1. Sok z grejpfruta obniża skuteczność tabletek – fakt czy mit

Wiele kobiet, stosujących doustną antykoncepcję hormonalną nie wie, że grejpfrut może mieć wpływ na wchłanianie tabletek antykoncepcyjnych, a tym samym – na ich skuteczność. Sok z tego owocu spowalnia metabolizm estrogenów – hormonów, będących składnikiem tabletek i może spowodować opóźnienie we wchłonięciu się substancji czynnych. W efekcie, niepozorna szklanka soku doprowadzi do obniżenia skuteczności tabletki i zwiększenia ryzyka zajścia w nieplanowaną ciążę. Warto wiedzieć, że sok z grejpfrutów może wejść w interakcję również z innymi lekami, dlatego najlepiej – i najbezpieczniej – jest popijać leki wodą.
Sok z grejpfruta

2. Zioła i tabletki – połączenie nieidealne

Zioła i tabletki antykoncepcyjne to nienajlepsze połączenie. Szczególnie, gdy w naszej apteczce znajdują się m.in. dzięgiel chiński, pluskwica groniasta, senes czy popularny dziurawiec, ale także tabletki uspokajające, których głównymi składnikami często są właśnie wyciągi z ziół. Jeśli stosujemy na co dzień jakiekolwiek naturalne preparaty, to koniecznie musimy o tym powiedzieć ginekologowi. Lekarz będzie mógł ocenić, czy przyjmowanie ich z doustną antykoncepcją hormonalną może skutkować wystąpieniem niepożądanych interakcji/objawów ubocznych oraz obniżeniem skuteczności pigułek.

3. Tabletki antykoncepcyjne a trądzik?

Trądzik to choroba skóry wywołana stanem zapalnym mieszków włosowych i gruczołów łojowych. Zmiany trądzikowe pojawiają się nie tylko w okresie dojrzewania, ale również u kobiet z zaburzeniami hormonalnymi, które okres dojrzewania mają już za sobą.  Lekarz, zanim dobierze odpowiednią terapię, może zlecić wykonanie badań, żeby ustalić podłoże trądziku i określić, czy jest ono hormonalne, czy też bakteryjne. Za pojawienie się trądziku o podłożu hormonalnym w głównej mierze odpowiadają androgeny, czyli męskie hormony płciowe, które w małym stężeniu występują również u kobiet.
Na zmiany trądzikowe wpływa przede wszystkim dihydroksytestosteron (DHT) – męski hormon płciowy. DHT powstaje z testosteronu i odpowiada za wydzielanie sebum przez gruczoły łojowe, którego nadmiar sprzyja powstawaniu trądziku.
Leczenie trądziku dostosowane jest zawsze indywidualnie do pacjentki, po uwzględnieniu jego przyczyn i stopnia nasilenia. Gdy leczenie np.  antybiotykami nie przynosi rezultatów lub okazuje się, że trądzik ma charakter hormonalny, wówczas lekarz może dobrać taką formę terapii, która będzie odpowiednia dla tego typu zaburzeń. Współczesna antykoncepcja, dobrana do potrzeb i oczekiwań pacjentki, wykazuje szereg właściwości pozaantykoncepcyjnych. Na rynku dostępne są dwuskładnikowe tabletki, które oprócz działania antykoncepcyjnego zmniejszają również poziom wolnego testosteronu i hamują wytwarzanie DHT, co w konsekwencji może korzystnie wpłynąć na wygląd skóry.

4. Menstruacja bez bólu – czy to możliwe?

Wiele kobiet boryka się z bolesnymi miesiączkami, które potrafią znacząco obniżyć komfort codziennego funkcjonowania i sprawić, że na czas menstruacji codzienne aktywności muszą zostać ograniczone do minimum. Dwuskładnikowa doustna antykoncepcja hormonalna, oprócz działania antykoncepcyjnego, może być jednym ze sposobów łagodzenia bolesnego miesiączkowania, zalecanym pacjentkom przez ginekologów, gdy menstruacja staje się uciążliwym problemem. Kobiety, które stosują dwuskładnikowe tabletki antykoncepcyjne, zawierające odpowiednią dawkę gestagenów oraz estrogenów mogą zauważyć redukcję bólu, towarzyszącego menstruacji.

5. Stosując antykoncepcję hormonalną możesz „przesunąć miesiączkę”

Antykoncepcja hormonalna pomaga kobietom w kontrolowaniu płodności, a także umożliwia opóźnienie wystąpienia menstruacji. Jeśli wybieramy się na wyczekane wakacje, przed nami ważne wydarzenie – ślub lub inna sytuacja, podczas której menstruacja oraz towarzyszące jej dolegliwości bólowe będą stanowić problem, to stosując tabletki antykoncepcyjne – możemy przesunąć tzw.  krwawienie z odstawienia. W jaki sposób? Po zażyciu ostatniej tabletki z opakowania, na następny dzień przyjmujemy pierwszą pigułkę z nowego blistra, nie robiąc przerwy, wynikającej ze schematu przyjmowania. Pamiętajmy jednak, że takie postępowanie jest zarezerwowane dla szczególnych sytuacji i nie powinno przerodzić się w rutynową metodę przesuwania menstruacji.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Lekarze ostrzegają: COVID-19 to niejedyny problem zdrowotny

Wybitni polscy lekarze apelują do Polaków, by nie zaniedbywali leczenia chorób niezwiązanych z nowym koronawirusem. Odsuwanie w czasie zabiegów i badań diagnostycznych, samowolna modyfikacja terapii, niemożność uzyskania kompleksowej porady lekarskiej w razie niepokojących objawów może nieść dramatyczne skutki. A Rzecznik Praw Pacjenta podkreśla, że teleporada nie może być jedyną formą konsultacji w razie problemu zdrowotnego.

Opublikowany 17 sierpnia list otwarty Niezależnego, Interdyscyplinarnego Zespołu Ekspertów Zdrowia „Continue Curatio”, podpisany przez ośmioro lekarzy – naukowców z różnych medycznych instytucji w Polsce, został skierowany zarówno do decydentów, jak i pacjentów.

„Apelujemy także do chorych, aby nie czekali na koniec pandemii, bowiem CHOROBY NIE CZEKAJĄ. DIAGNOSTYKI I LECZENIA INNYCH CHORÓB, W TYM CHORÓB PRZEWLEKŁYCH, NIE MOŻNA ODKŁADAĆ NA PÓŹNIEJ. W placówkach ochrony zdrowia jesteście bezpieczni, bo nauczyliśmy się chronić naszych pacjentów i siebie przed zakażeniem. Zaniechanie leczenia podyktowane strachem przez COVID-19 może spowodować znacznie bardziej dramatyczne skutki niż sama pandemia” – czytamy w liście.

Pandemia: trudno uzyskać pomoc medyczną?

Problem: z jednej strony obaw pacjentów przed korzystaniem z opieki zdrowotnej w czasie pandemii, a z drugiej – trudności z uzyskaniem pomocy,bnm zauważają także inni specjaliści zajmujący się szeroko pojętą ochroną zdrowia. Jeszcze w maju tego roku Fundacja My Pacjenci zrealizowała badanie opinii na reprezentatywnej grupie dorosłych w Polsce, które wykazało duże problemy z uzyskaniem pomocy lekarskiej w czasie pandemii.

Tylko nieco ponad 7 proc. ankietowanych zadeklarowało, że od początku wprowadzenia stanu epidemicznego próbowało skorzystać z porady lekarza specjalisty i nie było przy tym żadnego problemu. Podobny odsetek respondentów uzyskał bez problemu pomoc ze strony internisty.

Jednocześnie:

  • 12 proc. respondentów zadeklarowało, że podjęło próbę uzyskania porady u specjalisty i okazało się to niemożliwe;
  • 13,7 proc. – miało zaplanowaną wizytę, ale została odwołana;
  • 8 proc. – miało zaplanowaną wizytę, ale została przełożona na późniejszy termin;
  • 5 proc. ankietowanych udało się uzyskać poradę specjalisty, „ale było to bardzo trudne”.

Podobne rezultaty uzyskano w badaniu w odpowiedziach o próby skorzystania z porady internisty.

Badania diagnostyczne w czasie pandemii

Tylko 5,4 proc. respondentów zadeklarowało, że bez problemu udało się wykonać badania diagnostyczne, a 3,7 proc. uzyskało je, „choć było to bardzo trudne”. Z odpowiedzi ankietowanych wynika, że badań diagnostycznych nie wykonało łącznie 19,5 proc. pacjentów (zostały albo odwołane, albo ich wykonanie nie było możliwe), zaś u 6,5 proc. respondentów zaplanowane badania zostały przełożone na inny termin.

Autorzy listu otwartego także podkreślają, że wielu chorych w obawie przed zakażeniem się COVID-19 zaniechało diagnostyki i leczenia chorób przewlekłych lub przerwało leczenie.

„W wyniku kilkumiesięcznego zawieszenia wielu świadczeń medycznych, czas oczekiwania na ich wykonanie niepokojąco się wydłużył, a chorzy są zagubieni i pozostawieni bez opieki. W efekcie trafiają do gabinetów z dużym opóźnieniem, co istotnie pogarsza szansę na skuteczne leczenie. Pogorszenie sytuacji pacjentów jest także widoczne w zakresie monitorowania bezpieczeństwa stosowanej farmakoterapii. Wzrasta liczba powikłań wynikających zarówno z nieracjonalnego kojarzenia leków w polifarmakoterapii, jak i sytuacji w których niepożądane działania leków są traktowane jako nowe choroby i leczone bez koniecznej modyfikacji farmakoterapii. Nakręca to kaskady przepisywania leków, które w konsekwencji doprowadzają do występowania chorób polekowych. Nierzadko racjonalna farmakoterapia zostaje zastępowana przez pacjentów nieracjonalnym samodzielnym leczeniem, co także doprowadza do powikłań i generuje kolejne koszty w systemie opieki zdrowotnej” – czytamy w liście.
Jego autorzy nie mają wątpliwości, że taka sytuacja to poważne ryzyko dla stanu zdrowia całego społeczeństwa. W końcu Polacy najczęściej przedwcześnie umierają z powodu chorób układu krążenia, nowotworów, urazów i wypadków oraz chorób układu oddechowego. ”Przedwczesne zgony spowodowane chorobami zakaźnymi stanowią w Polsce kilkanaście procent i rozwój pandemii tylko w nieznacznym stopniu zwiększył ten odsetek” – konstatują specjaliści.

Co ciekawe, w badaniu Fundacji My Pacjenci tylko 8,6 proc. respondentów zadeklarowało, że nie skorzystało z pomocy medycznej (badania diagnostycznego, zabiegu, konsultacji itp.) ze względu na własną obawę o zakażenie się nowym koronawirusem. Ponad połowa tych wszystkich, którzy w czasie stanu epidemicznego pomocy medycznej szukali, nie uzyskała jej, ponieważ wizyty były wstrzymane lub odwołane, nieco ponad 40 proc. z nich zadeklarowało, że pomoc była możliwa tylko w formie teleporady, niemal jedna trzecia zadeklarowała, że placówka medyczna była zamknięta, a ponad 15 proc. ankietowanych odpowiedziało na pytanie o trudności, że nie można się było dodzwonić (odsetki nie sumują się – można było udzielić więcej niż jednej odpowiedzi).

Pandemia a nowotwory

Nowotwory to ta grupa chorób, w których szybkie wdrożenie diagnostyki i leczenia znacząco poprawia rokowanie dla pacjenta. Zwracają na to uwagę sygnatariusze listu otwartego.

„Szczególne znaczenie ma zapewnienie właściwej opieki chorym na nowotwory. Analizy przedstawione na przykładzie Wielkiej Brytanii wskazują, iż opóźnienie o trzy miesiące ich rozpoznania pogarsza o 10 proc. szansę wyleczenia, a o sześć miesięcy – o 30 proc. W Polsce każdego dnia nowotwór złośliwy rozpoznaje się u około 500 osób, spośród których około 270 umiera. Liczba zgonów z powodu COVID-19 wynosi kilka do kilkunastu dziennie. W ciągu minionych pięciu miesięcy na COVID-19 zachorowało około 48 000 osób, z czego zmarło około 1 800. Ocenia się, że w wyniku pandemii odsetek przeżycia w rozwiniętych krajach zmniejszy się o 5-10 proc., co przełoży się na tysiące dodatkowych zgonów” – ostrzegają.

I dodają, że „nie lekceważąc znaczenia pandemii, konieczne jest pełne uświadomienie, iż zdrowie i życie naszych rodaków zależy przede wszystkim od wczesnego wykrywania i leczenia chorób powszechnie występujących niezależnie od pandemii COVID-19”.

Teleporady: blaski i cienie

Dr Ernest Kuchar, pediatra z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podkreślał na jednej z konferencji prasowej, że teleporada to dla lekarza z jednej strony bezpieczeństwo epidemiologiczne, a z drugiej – wielkie ryzyko prawne. Warto pamiętać, że teleporada nie może być stosowana zawsze – często do prawidłowego postawienia diagnozy i skontrolowania stanu zdrowia pacjenta konieczne jest bezpośrednie badanie pacjenta i badania diagnostyczne.

Zwrócił na to uwagę Rzecznik Praw Pacjenta Piotr Chmielowiec w stanowisku z 3 sierpnia br. Napisał w nim, że „należy zapewnić zachowanie odpowiedniej równowagi pomiędzy dostępnością do świadczeń realizowanych na odległość oraz w kontakcie bezpośrednim. Udzielanie świadczeń w formie teleporad nie powinno ograniczać możliwości skorzystania przez pacjentów z porad w tradycyjnej formie. (…) Teleporada nie może być jedyną formą świadczenia usług zdrowotnych, nie mogą istnieć POZ których aktywność będzie jedynie w tej formie”.

Sygnatariusze listu otwartego:

  • prof. dr hab. med. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog – przewodniczący Rady Ekspertów Rzecznika Praw Pacjenta, kierownik Katedry Zdrowia publicznego i środowiskowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Zbigniew Gaciong, kardiolog, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na kadencję 2020-2024; prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, onkolog, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, pediatra, hematolog i onkolog dziecięcy; konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii;
  • prof. dr hab. n. med. Grzegorz Opolski, internista, kardiolog, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Jacek P. Szaflik, okulista, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego;
  • dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Justyna Wojteczek, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak działa melatonina

W mediach jest sporo reklam zachwalających suplementy zawierające melatoninę. Choć zdarzają się sytuacje, gdy ich przyjmowanie jest wskazane, to jednak lepiej uważać. Melatonina jest hormonem, którego głównym zadaniem jest regulowanie cyklu dobowego i bardzo łatwo możemy sterować jego wydzielaniem. Jednak melatonina to nie tylko hormon na sen.

Najpierw istotna informacja dla nocnych marków: nawet słaba miejska poświata nocą zaburza wydzielanie melatoniny. Takie ostrzeżenie sformułowali ostatnio autorzy pracy opublikowanej w piśmie „Sustainability”. Badacze przeanalizowali dostępne w literaturze naukowej dane na temat wpływu światła na produkcję tego hormonu u ludzi i różnych zwierząt. Odkryli, że u człowieka już światło o natężeniu sześciu luksów, czyli mniejszym niż typowe oświetlenie ulic wystarczy, aby zaburzyć wytwarzanie hormonu.

Czyste niebieskie światło działa przy jeszcze mniejszej sile (takie wydzielają na przykład smartfony). Melatonina odpowiada tymczasem m.in. za synchronizację cyklu dobowego w różnych częściach organizmu i pomaga zasnąć. Ukryta w mózgu szyszynka produkuje ją nocą, zgodnie z zegarem biologicznym. Kiedy pojawia się światło – produkcja jest hamowana.

To dlatego w sytuacji, gdy do lekarza zgłasza się pacjent cierpiący na zaburzenia snu, dostaje „receptę” na rezygnację w godzinach wieczornych z używania emitujących duże ilości niebieskiego światła elektronicznych ekranów.

Wydzielanie melatoniny wiąże się też z cyklem pór roku – jej stężenie wzrasta jesienią i zimą, a spada wiosną i latem. Organizm człowieka zaczyna produkować melatoninę w wieku 3-4 miesięcy. W tym też czasie ustala się dzienno-nocny cykl snu. W wieku 3-4 lat organizm produkuje jej najwięcej, potem jej stężenie nieco spada i utrzymuje się na stałym poziomie aż do wczesnej dorosłości. Następnie, z wiekiem postępuje stabilny spadek produkcji, tak że np. siedemdziesięciolatek ma 25 proc. tego, co młoda osoba.

Melatonina a nowotwory

Choć znana jest od dawna, naukowcy nadal dowiadują się na temat melatoniny nowych rzeczy. Badania na komórkach wskazują na przykład, że wspomaga naprawę uszkodzeń w DNA. Jedno z badań, opisane na łamach „Occupational & Environmental Medicine” wykazało, że pracujący w systemie zmianowym mają w moczu mniej substancji o wzorze 8-OH-dG, która wskazuje na aktywną naprawę DNA. Zdaniem naukowców najprawdopodobniej odpowiadają za to właśnie wahania poziomu melatoniny. Uczestnicy badania, pracując na zmiany, mieli jej bowiem średnio pięć razy mniej niż wtedy, kiedy spali według normalnego trybu.

– Nasze wyniki wskazują, że zależnie od nocnego snu, obniżona produkcja melatoniny u pracowników zmianowych wiąże się ze znacznie niższym wydzielaniem w moczu 8-OH-dG” – piszą autorzy publikacji. – Prawdopodobnie odzwierciedla to ograniczoną zdolność do naprawy oksydacyjnych uszkodzeń DNA spowodowaną niedostatecznym stężeniem melatoniny. Może to skutkować gromadzeniem się większej ilości uszkodzeń DNA w komórkach – dodają badacze. Tymczasem, jak od długiego czasu wiadomo, uszkodzenia DNA to m.in. przyczyna nowotworów.

Są też prace obserwacyjne, które pokazały, że w grupach pracowników zmianowych nowotwory przydarzają się częściej niż w grupach pracowników, którzy w nocy nie muszą podejmować pracy. Taką korelację wykazano na przykład w dużej grupie norweskich pielęgniarek, które przepracowały na zmiany ponad 30 lat. Autorzy tej publikacji przyjrzeli się też przedstawicielkom innych zawodów i korelacja między zmianową pracą a częstszymi zachorowaniami na raka piersi była wyraźna.

Badania wskazują też na przeciwnowotworowe działanie melatoniny, nawet kiedy choroba się już pojawi. Specjaliści z Tulane University na przykład donieśli przed trzema laty, że całkowita ciemność w nocy może być istotnym składnikiem powodzenia jednej z częstszych terapii raka piersi, wykorzystującej lek o nazwie tamoksyfen.

Badacze twierdzą, że przy całkowitej ciemności melatonina znacząco spowalniała wzrost guzów.

Naukowcy hodowali szczury z zaszczepionymi ludzkimi guzami. Zwierzęta żyły według cyklu 12 godzinnego dnia i 12 godzinnej nocy. Część zwierząt jednak noc spędzała w całkowitej ciemności, a część pod działaniem bardzo słabego światła. Można by je porównać – podają naukowcy – do światła przedostającego się do pokoju z innego pomieszczenia, przez szparę między drzwiami a podłogą. Część zwierząt śpiących w słabym świetle dostawało jednak suplement z melatoniną. Jednak to nie wszystko. W jej obecności tamoksyfen wywoływał dramatyczne zmniejszenie guzów zarówno u zwierząt spędzających noc w ciemności, jak i tych, które dostawały melatoninę w suplementacji.

Według naukowców, uzyskane wyniki mogą mieć kolosalne znaczenie dla leczonych tamoksyfenem kobiet, które często nocą bywają wystawione na działanie światła, np. w czasie pracy na zmiany czy podczas oglądania telewizji.

– Wysoki poziom melatoniny nocą „usypia” komórki nowotworowe przez wyłączanie genów kluczowych dla ich wzrostu. Komórki te są wrażliwe na tamoksyfen. Jednak, kiedy światło pozostaje włączone i produkcja melatoniny jest osłabiona, komórki raka piersi „budzą się” i ignorują tamoksyfen” – twierdzi autor badania David Blask.

Według naukowców światło może więc stanowić czynnik ryzyka nabycia oporności na tamoskyfen, a także inne leki przeciwnowotworowe. Ich zdaniem badanie wskazuje też na zasadność podawania w optymalnym czasie melatoniny oprócz głównego leku. Także badania innych zespołów wskazują na przeciwnowotworowe działanie melatoniny.

Melatonina a cukrzyca- może pomagać, może też szkodzić

Wiadomo już również, że melatonina wpływa na produkcję insuliny, a więc na kontrolę stężenia glukozy we krwi. W nocy stężenie insuliny spada, aby zapobiec hipoglikemii, a w dzień, kiedy większość ludzi je, organizm produkuje insuliny więcej, aby uniknąć zbyt wysokiego poziomu glukozy. Po przebadaniu ponad 7,5 tys. osób z cukrzycą oraz ludzi zdrowych, naukowy z INSERM odkryli pewne mutacje, które sprawiają, że receptory dla melatoniny nie działają. W skrócie można powiedzieć, że te osoby są niewrażliwe na działanie melatoniny. Ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. było u nich prawie aż siedmiokrotnie wyższe.

Z drugiej jednak strony, badacze ze szwedzkiego Uniwersytetu w Lund zauważyli, że melatonina podnosi ryzyko cukrzycy u osób z pewną, często występują w populacji mutacją.

– Jedna trzecia ludzi nosi ten specyficzny wariant genu – wyniki naszych badań pokazują, że na nich melatonina działa silniej. Jesteśmy przekonani, że tłumaczy to, dlaczego ryzyko cukrzycy typu 2. jest o nich wyższe – wyjaśnia  Hindrik Mulder, auto pracy opublikowanej na łamach Cell Metabolism.

Do takich wniosków naukowcy doszli po przeprowadzeniu badań na komórkach, myszach oraz z udziałem ludzi. W jednym z eksperymentów, 23 ochotników ze wspomnianą mutacją i 22 bez niej, przez trzy miesiące przyjmowało melatoninę przed pójściem spać. Produkcja insuliny okazała się niższa u osób z mutacją. Jednocześnie poziom glukozy we krwi był wyższy u wszystkich pod wpływem melatoniny, ale wzrost ten okazał się szczególnie duży u ochotników z mutacją.

Suplementy z melatoniną

Informacje te wskazują, że lepiej zachować ostrożność, jeśli chodzi o zawierające melatoninę suplementy – w końcu zazwyczaj nie wiemy, czy jesteśmy nosicielami wspomnianej mutacji. Powodów do ostrożności jest jednak więcej.

Badania wskazują, że rzeczywiście, takie suplementy pomagają niektórym ludziom w zasypianiu, ale efekty są raczej skromne. Jednocześnie specjaliści zwracają uwagę, że skład tych suplementów bywa nieodpowiedni. Np. niektóre środki, jak się okazało, zawierały dodatkowo serotoninę, czyli zupełnie inny i czasami niebezpieczny po przyjęciu hormon. Co więcej, nie do końca wiadomo, jakie dawki dobrze byłoby przyjmować, a przy tej samej dawce, stężenie hormonu często jest inny u różnych ludzi. Kluczowy jest też czas przyjmowania, ponieważ melatonina reguluje cykl dobowy i biorąc suplement o niewłaściwych porach, można sobie zaszkodzić. Jeśli ktoś więc myśli o zakupie suplementu z melatoniną, warto, aby poradził się najpierw lekarza. A leczenie zaburzeń snu rozpoczął od całkowitego zaciemnienia sypialni i wyłączania smartfonu i ekranu komputera wieczorem.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Pokolenie mp3 – coraz więcej osób z niedosłuchem. Winne słuchawki?

Według Światowej Organizacji Zdrowia na niedosłuch i inne problemy ze słuchem cierpi ok. 1,5 mld ludzi na świecie. W …

Czy zaszczepieni przeciwko COVID-19 mogą dalej zakażać SARS-CoV-2?

Wciąż nie mamy pewności czy zaszczepienie przeciwko COVID-19 daje bezpieczeństwo nie tylko osobie zaszczepionej, ale …

Niedobór żelaza a niewydolność serca

Pacjenci z niewydolnością serca najczęściej trafiają do szpitala nie ze względu na zawał, a dlatego, że dochodzi …