Kategoria: PACJENT ALERT

NIK ostrzega – Promieniowanie elektromagnetyczne pod słabą kontrolą

NIK stwierdza, że organy Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie są przygotowane ani organizacyjnie, ani technicznie do kontroli pola elektromagnetycznego. To dlatego, że ich kompetencje nakładają się, a przepisy nie określają jednoznacznie roli, jaką mają odgrywać w systemie ochrony przed promieniowaniem elektromagnetycznym od urządzeń telefonii komórkowej. W kilku przypadkach inspektoraty ochrony środowiska oraz wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne nie miały nawet potwierdzonych kompetencji do wykonywania pomiarów PEM.

Poszerza się zasięg sieci komórkowych, podwyższa się standard transmisji danych, jego szybkość i jakość. A to nie koniec: do 2030 roku rynek ten ma odnotować 24-krotny wzrost. Oznacza to m.in. coraz większą liczbę anten oraz ich instalację na mniejszych wysokościach. Oddziaływanie pól elektromagnetycznych (PEM) emitowanych przez stacje bazowe (SBTK) i urządzenia mobilne na ludzi i środowisko będzie więc coraz silniejsze. Dlatego tak istotna jest wiarygodna i systematyczna kontrola poziomu PEM, szczególnie w miejscach najbardziej narażonych na promieniowanie.

Tymczasem obowiązujące w Polsce przepisy nie gwarantują, że w otoczeniu SBTK zostanie dotrzymany dopuszczalny poziom PEM. Brak jest jednoznacznych i przejrzystych regulacji prawnych normujących proces powstawania i modernizacji SBTK, które pozwalałyby na przeprowadzenie przez właściwy organ rzetelnej oceny ryzyka narażenia na ponadnormatywne PEM w bezpośrednim sąsiedztwie SBTK jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji, a jednocześnie nie stwarzałyby przedsiębiorcom barier administracyjnych wydłużających proces inwestycyjny.

Jedyną metodą zdobywania wiedzy w tym zakresie pozostają więc pomiary kontrolne PEM w otoczeniu SBTK, prowadzone przez organy Inspekcji Ochrony Środowiska (IOŚ) i Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) lub pozyskiwane od przedsiębiorców telekomunikacyjnych, a wykonywane przez akredytowane laboratoria. Wyniki tych ostatnich badań trafiały do obu inspekcji, lecz ich rzetelność nie była sprawdzana.

Organy administracji publicznej nienależycie kontrolują oddziaływanie promieniowania urządzeń telefonii komórkowej. W tej mierze niewiele się zmieniło od 10 lat – już w 2009 r. Sejm przyjął Politykę ekologiczną państwa w latach 2009-2012 z perspektywą do roku 2016, w której stan ochrony przed promieniowaniem elektromagnetycznym określono mianem zaniedbanego. Pomimo zmian w przepisach prawa tak jest do dziś.

NIK wnioskuje do Premiera, Ministra Zdrowia i Ministra Środowiska o pilne podjęcie działań, które poprawią sytuację.

Źródło: https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/kontroli-nie-ma-promienie-harcuja.html

Fot. www.pixabay.com

 

Pacjenci nie mają dostępu do refundowanego leczenia, bo NFZ nie stać na ich sfinansowanie

W Lublinie 60 pacjentów wymagających natychmiastowego leczenia raka płuca nie otrzymuje refundowanego leczenia ponieważ NFZ nie ma pieniędzy na sfinansowanie leków. W przypadku tej choroby brak otrzymania nowoczesnych leków może oznaczać, że pacjenci odejdą w przeciągu kilku miesięcy. To niesłychany skandal. Minister zdrowia wydawał decyzje refundacyjne bez zapewnienia finansowania dla zakupu leków. Skala tego patologicznego zjawiska jest nieznana – mówi Bartosz Poliński, Prezes Fundacji Onkologicznej Alivia.

Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie przekazał Alivii kopię korespondencji z Lubelskim Oddziałem Wojewódzkim NFZ. Okazuje się, że od 10 miesięcy ośrodek sygnalizował konieczność zwiększenia kontraktu na leczenie pacjentów z rakiem płuca. Było to związane z wpisaniem na listę refundacyjną nowych leków. W każdej z kilku odpowiedzi Narodowy Fundusz Zdrowia informował, że nie ma odpowiednich środków, aby zwiększyć wartość umowy. 21 lutego br. ośrodek ponowił swoją prośbę o zwiększenie kontraktu. Szpital informował, że na włączenie do programu oczekuje obecnie 60 pacjentów, a na leczenie wszystkich potrzebujących w tym roku konieczne jest dodatkowe 13 mln zł. Lubelski ośrodek nie jest jedyny. Podobne sygnały dochodziły do Fundacji ze Szczecina oraz Warszawy.

W przypadku raka płuca zamiast nowoczesnego leczenia pacjenci mogą otrzymywać  mniej skuteczną chemioterapię. Analizy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wskazują, że pacjenci z zaawansowanym rakiem płuca, u których stosuje się chemioterapię żyją kilka miesięcy. W przypadku nowych terapii jest to okres przynajmniej dwukrotnie dłuższy.

Chorzy mogą nawet nie wiedzieć, że nie otrzymują skutecznego i gwarantowanego im leczenia. To łamanie ich praw. Dlatego nakłaniamy pacjentów, by szukali informacji o tym, jakie leczenie powinni otrzymać i jakie leki są dla nich refundowane. Taką informację mogą znaleźć na portalu Oncoindex.org

Bartosz Poliński

Od wielu miesięcy informujemy o braku środków na leczenie onkologiczne. We wrześniu 2018 r. opublikowaliśmy zestawienie, które dowodziło, że koszt zawartych porozumień płacowych przekroczy wzrost budżetu NFZ o 2,5 mld zł. Miesiąc później światło dzienne ujrzały dokumenty, które dowodziły, że mazowiecki oddział NFZ nie miał pieniędzy na pokrycie kosztów programów lekowych, chemioterapii oraz innych świadczeń onkologicznych. W ubiegłym tygodniu Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia odpowiedzialny od niedawna za politykę lekową, potwierdził, że koszt nadwykonań z 2018 r. jest pokrywany z tegorocznego planu finansowego. To oznacza, że pieniędzy w dyspozycji NFZ jest zbyt mało.

To złamanie zasady dostępu do świadczeń gwarantowanych. Od dawna mówiliśmy, że brakuje środków na leczenie, a minister zdrowia bagatelizował nasze doniesienia. Wydawano decyzje refundacyjne na zapas, szukając poklasku dla swojej polityki. Kto weźmie odpowiedzialność za przedwczesne odejście tych chorych?

Bartosz Poliński

Narodowy Fundusz Zdrowia potrzebuje dodatkowych środków.  Aby je otrzymać minister zdrowia i minister finansów muszą dokonać nowelizacji planu finansowego NFZ na 2019 r. W ten sposób możliwe będzie uruchomienie niedostępnych środków ze składek oraz funduszu zapasowego. Łącznie to niemal 2,5 mld zł. Wystąpiliśmy do rządu o dokonanie niezbędnych zmian.

Źródło: www.alivia.org.pl

Fot. www.pixabay.com

Polacy skazani na kolejki. Ile trzeba czekać na wizytę u lekarza?

Aby dostać się do specjalisty Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 4 miesięcy, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane 3,8 miesiąca. To 2 tygodnie, czyli ok. pół miesiąca więcej, niż w ubiegłym roku. Najgorzej wygląda sytuacja w przypadku dostępu do endokrynologa, gdzie czas oczekiwania to nawet 24 miesiące – wynika z przygotowanego przez Fundację Watch Health Care oraz firmę MAHTA. W Polsce próżno szukać choć jednej dziedziny medycyny, w której pacjenci nie natrafialiby na kolejki.

Jak wskazują wyniki analizy, poza endokrynologią, najdłużej – bo prawie 12 miesięcy trzeba poczekać w kolejce do kardiologa dziecięcego, a nieco mniej, bo 10 – do ortodonty. Najkrócej, bo tylko miesiąc „poczekamy natomiast na wizytę u pediatry, geriatry czy też neonatologa.

Aż w 18 przypadkach poczekamy dłużej

Jak wskazują autorzy Barometru, spośród 39 dziedzin medycyny w 10 odnotowano poprawę w dostępności, w przypadku 18 dostępność uległa pogorszeniu, natomiast w przypadku 11 specjalistów czas oczekiwania nie uległ istotnej zmianie. W porównaniu z sytuacją przedstawioną w Barometrze opublikowanym w ubiegłym roku (kwiecień/maj 2018 r), największa poprawa nastąpiła w dostępie do kardiologa (o 3,6 mies.) oraz hepatologa (o 3,6 mies.). Największe pogorszenie dostępności dotyczy wydłużenia kolejki do chirurga naczyniowego (o 6 mies.), wizyty u ortopedy (o 5 mies.) oraz wizyty u kardiologa dziecięcego (o 4,5 mies.).

Czas oczekiwania na świadczenia również do góry

Niepokojąco wygląda również średni czas oczekiwania na pojedyncze gwarantowane świadczenia zdrowotne. Zgodnie z wynikami Barometru w grudniu 2018/styczniu 2019 roku wyniósł on 3,8 miesiąca (około 16 tygodni). Oznacza to, że od ostatniego badania (kwiecień/maj 2018) czas oczekiwania ponownie wzrósł.

Podobnie jak w przypadku oczekiwania na wizytę, najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenia w dziedzinie endokrynologii – około 11,6 miesięcy. Czas oczekiwania na świadczenia w zakresie ortopedii i traumatologii narządów ruchu wynosi natomiast 10,9 miesiąca.

Najkrócej pacjenci czekają na realizację świadczeń z zakresu radioterapii onkologicznej, bo ok. 0,4 miesiąca. Kolejno skrócenie czasu nastąpiło w zakresie kardiologii, gdzie średni czas oczekiwania wynosi ok. 1,5 miesiąca.

Do trzech miesięcy na diagnozę

Wyniki w raporcie Fundacji WHC wskazują, że średnio na badanie diagnostyczne oczekuje się 2,7 mies. (ok. 12 tyg.). Zaobserwowano nieznaczny spadek czasu oczekiwania na świadczenia diagnostyczne w stosunku do danych zebranych w kwietniu i maju 2018 roku, opublikowanych w czerwcowym Barometrze. Wśród wszystkich świadczeń diagnostycznych najdłuższą kolejkę, podobnie jak w poprzedniej edycji, odnotowano w odniesieniu do wykonania artroskopii stawu biodrowego (25,5 mies.). Długo należy także oczekiwać na sigmoidoskopię (badanie endoskopowe jelita grubego) – średnio 10,3 mies. oraz badanie bezdechu śródsennego – 6,4 mies.

Długi czas oczekiwania na badania diagnostyczne wydłuża proces dalszego leczenia i jest szczególnie niepokojący, gdyż pacjenci mają utrudniony dostęp do uzyskania informacji o przyczynach złego stanu zdrowia.

Źródło: .http://www.korektorzdrowia.pl/barometr/

Fot. www.pixabay.com

Popularne leki na przeziębienie u dzieci wstrzymane w obrocie!

Główny Inspektor Farmaceutyczny wstrzymał obrót 6 lekami na przeziębienie, bardzo popularnymi min. w leczeniu dzieci. Wstrzymanie to efekt analizy danych z badań nieklinicznych dotyczących Fenspirydu, substancji czynnej, którą zawierają leki. Ma on działanie przeciwzapalne i działa rozkurczająco na oskrzela.

GIF wstrzymał obrót wszystkich serii spośród 6 następujących leków na infekcje górnych dróg oddechowych:

  • Eurespal 80 mg, podmiot odpowiedzialny: Les Laboratoires Servier; importer równoległy: Delfarma Sp. z o.o.
  • Elofen 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny:Polfarmex S.A.
  • Eurefin 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: HASCO-LEK S.A.
  • Fenspogal 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Farmaceutyczna Spółdzielnia Pracy Galena
  • Fosidal o smaku malinowym 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Medana Pharma S.A.
  • Fosidal o smaku pomarańczowym 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Medana Pharma S.A.
  • Pulneo 25 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Aflofarm Farmacja Polska Sp.z.o.o.
  • Pulneo 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Aflofarm Farmacja Polska Sp.z.o.o.
  • Pulneo o smaku coli 2 mg/ml, podmiot odpowiedzialny: Aflofarm Farmacja Polska Sp.z.o.o.

Osoby posiadające w domu wycofane preparaty, nie powinny ich stosować. 

Źródło: www.gif.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

 

 

 

 

Polacy wciąż mało wiedzą o zdrowiu

Nie dajmy się zwieść pozorom. Choć średnia długość życia rośnie, a w dużych miastach od lat szerzy się moda na bycie fit, to jednak z badań wynika, że wiedza Polaków na temat zdrowia oraz największych zagrożeń zdrowotnych jest dramatycznie niska.

Doświadczenia przeszłych pokoleń, a także zwykła logika podpowiadają, że lepiej jest zapobiegać chorobom niż je leczyć. Dzięki profilaktyce można przecież uniknąć związanego z chorobami cierpienia, niepełnosprawności, a także przedwczesnej śmierci.

Co jest kluczem do skutecznej profilaktyki zdrowotnej? Lekarze podkreślają, że jest nim przede wszystkim wysoka świadomość społeczna dotycząca zdrowia oraz tzw. czynników ryzyka chorób (czynników sprzyjających zachorowaniu). Niestety, okazuje się, że w Polsce świadomość społeczna w tym obszarze pozostaje wciąż – delikatnie mówiąc – niewystarczająca.

Czego dotyczą luki w wiedzy Polaków o zdrowiu

„Aż jedna trzecia mężczyzn z wyższym wykształceniem i niewiele mniejszy odsetek kobiet nie zetknęła się z pojęciem czynnik ryzyka” – czytamy w raporcie z najnowszych, reprezentatywnych badań świadomości i postaw zdrowotnych dorosłych Polaków, opublikowanym przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH).

W przypadku mniej wykształconych Polaków sytuacja przedstawia się jeszcze gorzej. Odsetek dorosłych mężczyzn z wykształceniem średnim, zasadniczym zawodowym lub jeszcze niższym, którzy nie zetknęli się z pojęciem „czynnik ryzyka” albo „czynnik sprzyjający zachorowaniu” (na przykład na zawał serca, chorobę wieńcową, udar mózgu lub nowotwór) wynosi blisko 50 proc. Kobiety z analogicznym poziomem wykształcenia wypadają pod tym względem tylko nieznacznie lepiej.

Na tym jednak nie koniec złych wieści. Badanie wykazało, że nawet osoby, które znały samo pojęcie „czynnik ryzyka”, w praktyce często nie potrafiły podać żadnych konkretnych przykładów albo miały z tym duży problem. Tu również ujawniły się spore nierówności w poziomie wiedzy pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Tak było m.in. z pytaniem o czynniki, które zwiększają ryzyko zachorowania na zawał serca lub udar mózgu.

„Największa różnica w przypadku mężczyzn dotyczyła małej aktywności fizycznej, która została wymieniona jako czynnik ryzyka (w grupie osób ze znajomością pojęcia) przez 48,2 proc. mężczyzn z wykształceniem wyższym i zaledwie 11 proc. osób z wykształceniem co najwyżej gimnazjalnym. Analogiczne odsetki w przypadku wysokiego poziomu cholesterolu wyniosły odpowiednio – 46,2 proc. i 25 proc., nieprawidłowej diety – 31,7 proc. i 14,4 proc., a przewlekłego stresu – 47,6 proc. i 26,3 proc.” – czytamy w raporcie.

Wśród kobiet różnice te były na ogół mniejsze. „Ale zwracały uwagę w przypadku wiedzy o zagrożeniu wynikającym z małej aktywności fizycznej oraz nadwagi lub otyłości, które były wymieniane odpowiednio przez 40,3 proc. oraz 65,4 proc. kobiet z wykształceniem wyższym oraz 25,4 proc. i 48,8 proc. kobiet z wykształceniem gimnazjalnym lub niższym” – podają autorzy badania.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Ważną klamrą spinającą i podsumowującą tę część badania są ogólne opinie dorosłych Polaków na temat tego, co ich zdaniem, w największym stopniu wpływa na stan zdrowia człowieka: własne zachowania, jakość opieki zdrowotnej, zanieczyszczenie środowiska czy inne czynniki będące poza wpływem danej osoby.

Okazuje się, że opinia na ten temat również w największym stopniu zależy od poziomu wykształcenia, a w mniejszym stopniu od płci. Podczas gdy około 60 proc. Polaków z wyższym wykształceniem – zgodnie z aktualną wiedzą medyczną – wskazało własne zachowanie jako najważniejszy czynnik wpływający na ich stan zdrowia, to jednak wśród osób z najniższym wykształceniem odsetek ten wyniósł już tylko 40 proc. Jak widać, osoby słabiej wykształcone „winą” za stan swojego zdrowia skłonne są w dużo większym stopniu, niż osoby wykształcone, obarczać czynniki zewnętrzne, pozostające poza ich kontrolą. Oczywiście nie jest to korzystne z perspektywy profilaktyki zdrowotnej, bo takie osoby są zdecydowanie mniej aktywne w świadomym budowaniu swojego zdrowia i zapobieganiu chorobom.

– Nasze badania wykazały, że świadomość dotycząca zdrowia i różnych problemów zdrowotnych nie jest zadowalająca w polskim społeczeństwie. Istnieje ogromna potrzeba edukowania Polaków w kwestii tego, jak należy dbać o własne zdrowie, co jest dla zdrowia dobre, a co szkodliwe. Badania potwierdziły też duże nierówności społeczne istniejące w tym obszarze. Zatem, planując skuteczne działania edukacyjne i profilaktyczne trzeba zawsze starać się dostosowywać je do potrzeb i możliwości konkretnej grupy odbiorców, dbając zwłaszcza o to, żeby były zrozumiałe i atrakcyjne dla osób gorzej wykształconych – mówi prof. Bogdan Wojtyniak, główny autor omawianych badań oraz powiązanego z nim raportu NIZP-PZH pt. „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania”.

Ekspert podkreśla, że jeśli ktoś nie spotkał się z pojęciem czynnik ryzyka (np. czynnik sprzyjający zachorowaniu na choroby serca czy na nowotwór), to nie może też świadomie i skutecznie zadbać o zdrowy styl życia, ponieważ nie jest świadomy podstawowych faktów i zależności dotyczących profilaktyki – zwłaszcza tego, że pewne konkretne zachowania czy nawyki poważnie zagrażają jego zdrowiu i życiu.

Polacy są krnąbrnymi pacjentami

Badanie przeprowadzone przez NIZP-PZH pokazało też inną niezbyt korzystną prawdę o Polakach, w kontekście postaw zdrowotnych. Chodzi o stosowanie się do zaleceń lekarza przez osoby zmagające się z różnym przewlekłymi chorobami, np.: cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym czy zbyt wysokim cholesterolem.

Z tej części badania wynika, że spory odsetek Polaków stosuje się do zaleceń lekarza tylko częściowo (czyli niezbyt systematycznie) lub też nie stosuje się w ogóle! Najgorzej pod tym względem prezentują się słabo wykształceni mężczyźni cierpiący na cukrzycę. Aż 43 proc. zmagających się z tą chorobą mężczyzn z wykształceniem zasadniczym zawodowym i 61 proc. z wykształceniem gimnazjalnym lub niższym przyznało, że nie stosuje się do zaleceń lekarza.

W przypadku kobiet, najgorzej sytuacja przedstawia się w leczeniu zbyt wysokiego cholesterolu – dość powiedzieć, że zalecenia lekarzy w tej kwestii ignoruje aż 35 proc. pań z wyższym wykształceniem.

W świetle przedstawionych wyżej faktów, które pokazują z jednej strony duże braki w wiedzy na temat zdrowia i jego uwarunkowań, a z drugiej również lekkomyślne, nieodpowiedzialne i niekonsekwentne zachowania zdrowotne Polaków, nie powinien nikogo dziwić fakt, że pod względem długości i jakości życia, a także wskaźników przedwczesnej umieralności, nasz kraj wciąż wypada znacznie gorzej od średniej dla UE.

Mimo to, generalnie w kwestii zdrowia Polacy pozostają optymistami. W omawianym badaniu pytano respondentów również o ich samoocenę ogólnego stanu zdrowia i okazało się, że aż 75 proc. dorosłych mężczyzn i 69 proc. kobiet w naszym kraju ocenia go jako dobry lub bardzo dobry. Autorzy badania podkreślają, że samoocena stanu zdrowia była z reguły tym lepsza im lepszy był status społeczno-ekonomiczny ankietowanych osób.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Profilaktyczna mastektomia finansowana z budżetu!

Profilaktyczna mastektomia u pacjentów z grup wysokiego i bardzo wysokiego ryzyka zachorowania na nowotwór złośliwy piersi została zakwalifikowana jako świadczenie gwarantowane. Minister zdrowia Łukasz Szumowski podpisał rozporządzenie w tej sprawie

Mastektomia jest zabiegiem polegającym na usunięciu całej piersi. Najsłynniejszą na świecie pacjentką, która poddała się profilaktycznie mastektomii, jest aktorka Angelina Jolie

Szacuje się, że około 100 tys. Polek jest nosicielkami genu BRCA1 (lub rzadziej BRCA2), który zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi i raka jajnika. Znalezienie takiej mutacji nie oznacza, że dana kobieta na pewno zachoruje na nowotwór – ryzyko dla każdej pacjentki jest oceniane indywidualnie.

MZ podnosi, że wprowadzenie świadczenia do wykazu jest uzasadnione nie tylko klinicznie, lecz także ekonomicznie. Wykonanie zabiegu profilaktycznej mastektomii, którego koszt dla Narodowego Funduszu Zdrowia wynosi kilka tysięcy złotych, a który uchroni od zachorowania na nowotwór złośliwy piersi, sprawi, że ograniczone zostaną co najmniej kilkudziesięciotysięczne koszty leczenia farmakologicznego, radioterapii i leczenia operacyjnego, które są ponoszone w razie wykrycia zachorowania.

Źródło: www.tvp.info

Fot. www.pixabay.com

NIK o funkcjonowaniu NFZ

NIK wypowiedział się o funkcjonowaniu NFZ. Stwierdzono między innymi: Brak dostępu do części świadczeń zdrowotnych, różnice w dostępie do nich w poszczególnych Oddziałach Wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczące zarówno liczby jak i wartości udzielonych świadczeń oraz długi czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne.

Izba wskazuje, że narusza to konstytucyjną zasadę równości dostępu do opieki zdrowotnej. To kolejna kontrola wykonana przez NIK, która wykazała, że mimo zwiększenia nakładów na świadczenia (w porównaniu z 2016 r.) o 5,4 mld zł sytuacja nie uległa znaczącej poprawie. Na koniec 2017 r., w przypadku jednej trzeciej świadczeń, czas oczekiwania się wydłużył, zaś w pozostałych skrócił się lub pozostał na niezmienionym poziomie. NIK wskazuje na znaczne, sięgające kilkuset punktów procentowych, różnice cen tych samych świadczeń w różnych regionach Polski.

Jednym z ważnych ustaleń kontroli jest NIK stwierdzenie, że mamy do czynienia ze zbyt wysokim udziałem kosztów leczenia szpitalnego w kosztach świadczeń ogółem, co  może świadczyć o niedostatecznej roli ambulatoryjnej opieki zdrowotnej oraz nadmiernym diagnozowaniu i leczeniu pacjentów w trybie hospitalizacji.

Ustalenia kontroli wskazują na systemowe nieprawidłowości w funkcjonowaniu struktury ochrony zdrowia. W szczególności wielkość zasobów systemu i ich rozmieszczenie nie odpowiada potrzebom zdrowotnym ludności. W konsekwencji, od wielu lat, występują ograniczenia w dostępie do części świadczeń zdrowotnych, w niektórych regionach kraju, co skutkuje migracją pacjentów.

Utrudnieniem dostępu do świadczeń jest również przeznaczanie coraz większych kwot ze środków NFZ nie na zakup świadczeń dla pacjentów, lecz na wynagrodzenia personelu medycznego. W połączeniu ze zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi medyczne, wynikającym ze zmian demograficznych oraz presją na poprawę jakości, w tym wprowadzanie kosztownych nowych technologii, skutkować to może dalszym pogarszaniem dostępu do świadczeń.

Pełny raport dostępny na stronie https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/szlachetne-zdrowie-potrzebuje-wsparcia.html

 

Dożylne wlewy z witaminy C mogą być bardzo groźne

Doktor Agnieszka Gruszfeld  Centrum Onkologii w Warszawie ostrzega, że w ciągu ostatnich kilku lat 3 pacjentki zmarły w placówce w wyniku ostrej niewydolności nerek. To były chore, które stosowały witaminę C w dożylnych wlewach.

Specjalistka  w rozmowie z portalem gazeta.pl informuje, że w przeszłości testowano podawanie witaminy C dożylnie, w różnych dawkach i częstotliwościach, ale żaden z tych schematów nie udowodnił ani wpływu na przeżycia chorych na nowotwory, ani tym bardziej nie wykazano, by ktokolwiek został z raka wyleczony. doktor Gruszfeld dobitnie wskazuje, że „twierdzenie, że ta witamina potrafi wyleczyć nowotwór, jest absolutnym kłamstwem“.

„Myślę, że ludzie, którzy stosują witaminę C dożylnie u chorych na raka, wierzą zapewne w jej skuteczność. Być może chcą pomóc ludziom, którzy cierpią na chorobę nowotworową. Aczkolwiek mogę się mylić i są to oszuści, którzy po prostu liczą na zarobienie pieniędzy w łatwy, miły, przyjemny sposób. Nie chciałabym jednak tego insynuować” – czytamy w rozmowie.

Specjalistka zaznacza, że fakt, iż lekarze nie zalecają takiej terapii, nie wynika z braku wiedzy czy z ignorancji, ale z potrzeby nienarażania pacjenta na nieskuteczne leczenie i ponoszenie niepotrzebnych kosztów.

Ekspertka wylicza, że ogólny koszt, który ponosi pacjent w wyniku stosowania tego rodzaju alternatywnego leczenia, jest podobny do ceny terapii biologicznej, tyle że chory „nie dostaje za to nic”.

Jednocześnie przestrzega, że dożylne wlewy z witaminy C mogą być bardzo groźne, szczególnie dla pacjentów, którzy zmagają się z zaburzeniami pracy nerek. „Mieliśmy w ciągu ostatnich kilku lat co najmniej cztery zgony pacjentów, co do których mam podejrzenia, że mogły wynikać ze stosowania terapii alternatywnych. Trzy pacjentki zmarły w wyniku ostrej niewydolności nerek. To były chore, które stosowały witaminę C w dożylnych wlewach” – czytamy.

Źródło” www.rynekaptek.pl za gazeta.pl

Fot. www.pixabay.com

Ministerstwo Zdrowia uspokaja w sprawie refundacji leków

Ministerstwo Zdrowia informuje, że nie ma podstawy do obaw, aby jakiekolwiek terapie niezbędne dla pacjentów miały zostać usunięte z listy refundacyjnej. W Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad nową listą leków refundowanych, która będzie obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku.

W ramach tych prac ponownego wydania decyzji refundacyjnych wymaga około 2,5 tysiąca wniosków dotyczących leków, którym upływa trzyletni okres obowiązywania dotychczasowych decyzji. Do chwili obecnej MZ nie otrzymało wniosków kontynuacyjnych dla ok. 150 leków refundowanych w ramach listy aptecznej. Niemal wszystkie z tych leków mają swoje refundowane odpowiedniki. Sytuacja, w której nie został złożony wniosek o kontynuowanie refundacji na lek, który nie ma na rynku swojego odpowiednika, dotyczy zaledwie kilku grup limitowych i 5 substancji,  takich jak acyklowir stosowany do oczu, kwas klodronowy, kwas folinowy, chlorchinaldol oraz elektrolity do podawania doustnego. Ministerstwo Zdrowia jest w stałym kontakcie ze specjalistami klinicznymi i razem z konsultantami krajowymi analizuje konsekwencje ewentualnej utraty refundacji przez te leki, w tym możliwości alternatywnych, refundowanych terapii.

W odniesieniu do pozostałych leków producenci złożyli odpowiednie wnioski, które zostały poddane analizom Komisji Ekonomicznej i negocjacjom urzędowej ceny leku. W około 350 przypadków Komisja Ekonomiczna nie zaakceptowała dotychczasowych propozycji cen. Trwają dalsze prace nad tymi wnioskami, zmierzające do wynegocjowania cen jak najkorzystniejszych dla pacjentów i płatnika publicznego. W zdecydowanej większości przypadków dotyczy to leków generycznych, dla których na rynku są dostępne – i będą dostępne po 1 stycznia 2019 roku – inne, refundowane odpowiedniki.

Jednocześnie MZ przypomina , że usunięcie leku z listy leków refundowanych nie oznacza, że stanie się on niedostępny dla chorych – dalej powinien być dostępny do nabycia w aptece, ale z odpłatnością 100%.

Źródło: www.mz.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Rusza kampania informacyjna „Pacjent w badaniach klinicznych”

Ministerstwo Zdrowia, Polski Fundusz Rozwoju, Rzecznik Praw Pacjenta oraz ich partnerzy zaprezentowali założenia projektu „Pacjent w Badaniach Klinicznych”. Pierwszym etapem kampanii informacyjnej jest udostępnienie strony internetowej pacjentwbadaniach.pl, na której pacjenci znajdą rzetelne informacje o badaniach klinicznych i bazę wiedzy.

Rzetelne źródło informacji

Niska świadomość oraz obawa pacjentów przed udziałem w badaniach klinicznych są barierą rozwoju badań klinicznych w Polsce. Badania kliniczne potrafią być nową szansą na leczenie dla wielu chorych. Ważne, by pacjenci świadomie i bez obaw wybierali taką ścieżkę leczenia.

Strona internetowa pacjentwbadaniach.pl powstała dzięki współpracy organizacji pozarządowych, sektora nauki, administracji publicznej oraz branży biotechnologicznej i farmaceutycznej. Pacjenci, lekarze oraz organizacje pozarządowe działające na rzecz ochrony zdrowia znajdą tam szczegółowe informacje na temat standardów, procedur i wymagań dotyczących procesu przystępowania do badań klinicznych, zaprezentowane w przystępny sposób. Zniknie również problem bariery językowej, ponieważ instrukcje korzystania z baz zagranicznych badań klinicznych zostały opisane w języku polskim.

Tożsame informacje o badaniach klinicznych zostaną opublikowane na oficjalnej stronie Ministerstwa Zdrowia.

Szansa dla pacjentów

„Powołanie Agencji Badań Medycznych i rozwój nauk biomedycznych jest moim priorytetem. W tym roku podpisaliśmy ze Stanami Zjednoczonymi porozumienie o współpracy. Wykorzystując wiedzę i doświadczenie oraz badania naukowe, którymi dysponują amerykańskie instytucje, będziemy mogli skuteczniej pomagać polskim pacjentom i umożliwić dostęp do innowacyjnych terapii. Bardzo ważny jest też aspekt edukacyjny, ponieważ pacjenci nie mogą bać się badań klinicznych, muszą wiedzieć, że mają prawo i możliwość skorzystania z nich” – mówił minister zdrowia Łukasz Szumowski.

„Osobiście jestem przekonany, że utworzenie portalu poświęconego badaniom klinicznym jest bardzo ważne. Większość informacji na ten temat jest dostępna tylko w zagranicznych mediach i bazach, niewiele na ten temat można znaleźć w oficjalnych i wiarygodnych źródłach po polsku. Z takim problemem spotyka się wielu pacjentów szukających pomocy w walce z chorobą. Tym projektem możemy to zmienić” –  wyjaśnił Włodzimierz Hrymniak – Dyrektor Departamentu Programów Sektorowych, Polski Fundusz Rozwoju S.A.”.

Patronat honorowy nad kampanią objął Rzecznik Praw Pacjenta. „Medycyna – tak jak każda inna dziedzina nauki – musi się nieustannie rozwijać. Tym samym realizacja prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnej wiedzy medycznej nierozerwalnie wiąże się z wprowadzeniem nowoczesnych terapii i technologii medycznych – a tych nie będzie bez odpowiedzialnego i bezpiecznego systemu badań klinicznych, który funkcjonuje w Polsce” – powiedział Bartłomiej Chmielowiec.

Projekt kampanii informacyjnej powstał we współpracy z Polską Unią Organizacji Pacjenckich „Obywatele dla zdrowia” oraz Fundacją Urszuli Jaworskiej. Przedstawiciele pacjentów zadbali o to, by przekazywane treści były czytelne i zrozumiałe dla odbiorców. Konsultacje merytoryczne przeprowadził Urząd Regulacji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, na co dzień odpowiedzialny za rejestrację leków w Polsce.

„Zawsze powtarzam, że świadomy, wyedukowany pacjent, to najlepszy pacjent i powinniśmy go wspierać w tym obszarze. W dobie szerokiego dostępu do Internetu nie jest jednak łatwo znaleźć i wyselekcjonować sprawdzone, rzetelne treści. Dlatego ogromnie cieszę ze wspólnej inicjatywy, która pozwoli w jednym miejscu zebrać najważniejsze informacje na temat badań klinicznych i przekierować zainteresowanych do odpowiednich organizacji lub instytucji w przypadku potrzeby zgłębienia tematu. To początek owocnej długofalowej współpracy, przekładającej się na wzrost wiedzy pacjentów i całego społeczeństwa” – dodała Beata Ambroziewicz z Polskiej Unii Organizacji Pacjentów.

Projekt powstał przy współpracy Ministerstwa Zdrowia, w ramach Programu Rozwoju Biotechnologii koordynowanego przez Polski Fundusz Rozwoju. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęło: Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Źródło www.mz.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

Ciśnienie pod kontrolą, czyli co warto wiedzieć o nadciśnieniu tętniczym

Nadciśnienie tętnicze to jedna z najczęstszych chorób układu krążenia. Według statystyk, w Polsce cierpi na nie około …

Ostrożnie stosujmy zabiegi z użyciem lasera

W laseroterapii, bez względu na to, co konkretnie chcemy osiągnąć, najważniejsze jest to, aby sobie nie zaszkodzić. …

Jak uczyć dziecko radzenia sobie ze stresem

Co piąty polski nastolatek deklaruje brak zadowolenia z życia. Zdaniem ekspertów, świadczy to o wysokim poziomie stresu, …