Kategoria: CHOROBY

WZW typu A, B i C – w jaki sposób się przed nim chronić?

Wirusowe Zapalenie Wątroby to grupa chorób zakaźnych znanych jako zapalenie wątroby typu A, B, C, D i E. Za najgroźniejsze uznaje się przenoszone przez krew wirusy typu B (HBV) i C (HCV), podczas gdy wirusy typu A (HAV) i E (HEV) szerzą się drogą pokarmową oraz przez kontakt z osobami zakażonymi. W Polsce liczba osób przewlekle zakażonych HBV i HCV szacowana jest odpowiednio na około 350 tys. (WZW-B) i 200 tys. (WZW-C).

Światowa Organizacja Zdrowia, uznając WZW za jedno z największych zagrożeń epidemiologicznych XXI wieku, ustanowiła 28 lipca Światowym Dniem Walki z Wirusowym Zapaleniem Wątroby.
Wirus HAV, wywołujący WZW typu A, czyli tzw. chorobę brudnych rąk, wydalany jest z kałem, dlatego do zakażenia dochodzi zwykle drogą pokarmową (zakażone produkty żywnościowe), ale nie tylko. Do zakażenia może również dojść poprzez kontakty seksualne z zakażonym. Prawdopodobieństwo zakażenia wirusem HAV wzrasta podczas wizyt w krajach endemicznego występowania choroby, tj. w rejonie basenu Morza Śródziemnego, krajach Europy Wschodniej i Rosji oraz w krajach rozwijających się. W Polsce od kilku lat również notuje się wzrost zachorowań na WZW typu A.
Do zakażenia wirusem HBV i HCV najczęściej dochodzi przy naruszeniu ciągłości tkanek – skóry lub błony śluzowej i wprowadzeniu krwi zakażonej (nawet w niewielkiej ilości), np. podczas zabiegów medycznych (przetaczanie krwi, przeszczepianie tkanek zakażonych wirusem HBV lub HCV, zabiegi wykonane niesterylnym, zakażonym sprzętem m.in. strzykawką, igłą, sprzętem do endoskopii) lub zabiegów niemedycznych (wstrzykiwanie dożylnie środków uzależniających, tatuowanie lub zabiegi kosmetyczne wykonane skażonym sprzętem, jak: iniekcje, przekłuwanie uszu, nakłuwanie skóry, wstrzykiwanie preparatów ujędrniających, barwiących lub innych niewiadomego pochodzenia). Ponadto, podobnie jak w przypadku HAV, do zakażenia może dojść przez kontakty seksualne z zakażonym. Jak zauważa dr n. med. Wojciech Basiak, specjalista chorób zakaźnych Grupy LUX MED, zakażenia HBV i HCV są o wiele groźniejsze od pozostałych.

Edukacja w zakresie profilaktyki i wczesnego wykrycia zakażenia jest w przypadkach HBV i HCV szczególnie ważna, ponieważ zakażenia te mogą przez lata przebiegać w sposób utajony i nie dawać żadnych objawów. W konsekwencji tego niszczą wątrobę i prowadzą do jej marskości, a w niektórych przypadkach – do raka wątrobowokomórkowego. Najlepszym sposobem zapobiegania wirusowym zapaleniom wątroby są szczepienia ochronne, które są bardzo skuteczne (p/WZW typu B są obowiązkowe dla każdego dziecka już w pierwszej dobie po urodzeniu, a szczepienie p/ WZW typu A jest dodatkowo zalecane). Niestety nie powstała jeszcze szczepionka przeciw WZW C, dlatego ważne jest  zapobieganie zakażeniom HCV i szybka identyfikacja oraz leczenie osób przewlekle zakażonych.

dr n. med. Wojciech Basiak, specjalista chorób zakaźnych Grupy LUX MED

W przypadku szczepienia p/WZW typu B, pierwsza dawka szczepionki podana po narodzinach dziecka, powinna być uzupełniona drugą dawką w 2. miesiącu życia oraz kolejną,  trzecią dawką w 3.-4. miesiącu życia. Kompletna seria szczepionki indukuje poziom przeciwciał ochronnych u ponad 95 proc. niemowląt, dzieci i młodzieży. Odporność utrzymuje się najprawdopodobniej przez całe życie.

Objawy HAV, HBV i HCV

Do objawów WZW typu A zaliczamy: podwyższoną temperaturę, bóle mięśniowe i „łamanie w kościach”, zaburzenia łaknienia, mdłości, wymioty, ciemne zabarwienie moczu, odbarwiony stolec i bóle brzucha. Niekiedy, gdy poziom bilirubiny w surowicy jest za wysoki, pojawia się również żółtaczka, czyli zażółcenie powłok skórnych i śluzówek. Nasilenie żółtaczki związane jest z uszkodzeniem hepatocytów oraz dróg żółciowych wewnątrzwątrobowych przy namnażaniu się wirusa w komórce wątrobowej.
Objawy WZW typu B mogą być niezwykle zróżnicowane. W ostrym WZW typu B, podobnie jak w przypadku WZW typu A, mogą pojawić się bóle mięśniowo-stawowe, stany podgorączkowe, brak apetytu, powiększenie wątroby, itp. Jeżeli towarzyszą im bóle brzucha oraz wzdęcia, czy zaburzenia oddawania stolca, to bardzo często WZW typu B mylone jest zatruciem pokarmowym czy grypą żołądkową.  Chorzy o swoim nosicielstwie bardzo często dowiadują się przez przypadek lub w momencie rozpoznania poważnych uszkodzeń wątroby. O HCV mówi się, że to najgroźniejszy wróg wątroby. Dlaczego?

Objawy WZW typu B mogą być niezwykle zróżnicowane. W ostrym WZW typu B, podobnie jak w przypadku WZW typu A, mogą pojawić się bóle mięśniowo-stawowe, stany podgorączkowe, brak apetytu, powiększenie wątroby, itp. Jeżeli towarzyszą im bóle brzucha oraz wzdęcia, czy zaburzenia oddawania stolca, to bardzo często WZW typu B mylone jest zatruciem pokarmowym czy grypą żołądkową.  Chorzy o swoim nosicielstwie bardzo często dowiadują się przez przypadek lub w momencie rozpoznania poważnych uszkodzeń wątroby. O HCV mówi się, że to najgroźniejszy wróg wątroby. Dlaczego?

dr n. med. Wojciech Basiak, specjalista chorób zakaźnych Grupy LUX MED

Podnoszenie świadomości zdrowotnej społeczeństwa w zakresie profilaktyki p/WZW jest niezwykle istotne – szczególnie w sferze szczepień ochronnych. W przypadku HCV warto raz na jakiś czas wykonać diagnostykę w tym kierunku. Szybkie wykrywanie i skuteczne leczenie zapobiega zakażaniu kolejnych osób i jest uznawane za formę profilaktyki.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Bąblowica – Główny Inspektor Sanitarny ostrzega przed wakacyjnym zagrożeniem

Główny Inspektor Sanitarny na swojej stronie przypomina  o realnym zagrożeniu, jakim jest Bąblowica.

Bąblowica jest zoonozą (chorobą, która przenosi się ze zwierząt na ludzi), powodowaną przez larwy tasiemca Echinococcus granulosus lub Echinococcus multilocularis. Jaja tasiemca uwalnianie są z kałem zakażonych psów i lisów. Do organizmu człowieka mogą dostać się poprzez:

  • bliski kontakt z tymi zwierzętami,
  • przeniesienie jaj do ust za pomocą brudnych rąk,
  • spożycie skażonej jajami żywności lub wody.

Inspektorat wskazuje, że zakazić się Bąblowicą można poprzez:

  • ie przestrzeganie zasad higieny,
  • bliski kontakt z zakażonymi zwierzętami,
  • spożywanie niedogotowanej, niemytej żywności (np. warzyw, owoców leśnych).

Ponadto warto pamiętać, że także pies, może być rezerwuarem tasiemców bąblowco­wych.

Jakie są objawy bąblowicy?

Objawy ściśle związane są z lokalizacją cysty, najczęściej umiejscawiają się w:

  • wątrobie,
  • płucach,
  • nerkach,
  • śledzionie,
  • ośrodkowym układzie nerwowym,
  • kościach.

Mogą tam przebywać nawet kilka lat po zjedzeniu jaj pasożyta. Powiększanie się cyst, powoduje ucisk na otaczające tkanki i narządy. Cysty w płucach doprowadzają do zmian przypominających nowotwór, a nieleczone doprowadzają do śmierci.

Bąblowica jest trudna do zdiagnozowania z powodu długiego okresu bezobjawowego. Chirurgiczne usunięcie torbieli bąblowcowej z otaczającą tkanką daje możliwość całkowitego wyleczenia.

Profilaktyka – jak przeciwdziałać i zapobiegać zachorowaniu na bąblowicę?

  • zachowywać zasady higieny podczas i po pracy w polu, ogrodzie, lesie,
  • pamiętać o myciu rąk po kontakcie ze zwierzętami,
  • myć lub poddawać obróbce termicznej owoce leśne,
  • chronić posesję przed lisami poprzez ogradzanie domostw i zabezpieczanie śmietników, które jako źródło resztek jedzenia wabią dzikie zwierzęta,
  • prowadzić regularne zabiegi odro­baczania zwierząt domowych preparatami działającymi na tasiemce.

Źródło: Materiał Głównego Inspektora Sanitarnego www.gis.gov.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Okulary mogą chronić przed koronawirusem?

To FAKT! Okulary tworzą mechaniczną barierę pomiędzy naszym ciałem a wirusami, są uzupełnieniem maseczki skuteczniej chroniąc nas przed dostępem patogenów. Dobrze jest więc je zakładać np. idąc na zakupy.

Wirus SARS-CoV-2 roznosi się drogą kropelkową, i wiele wskazuje na to, że może przeniknąć do organizmu przez spojówki oka. Tym samym każde dotknięcie oczu, ust czy nosa naraża nas na istotne ryzyko zakażenia.

Szacuje się, że od 1 do 3 procent pacjentów chorych na COVID-19 zaraża się dotykając oczu. Mówi o tym prof. Benadetta Allegranzi z Instytutu Zdrowia Globalnego na Wydziale Nauk Medycznych Uniwersytetu w Genewie w materiale udostępnionym przez WHO, w którym przypomina między innymi o konieczności mycia rąk, a zwłaszcza unikaniu dotykania nimi ust, twarzy i oczu.

Najczęściej, w kontekście ochrony przed zakażeniem, mówi się o maseczkach, jednak eksperci zwracają uwagę, że okulary są niezłą barierą dla nowego koronawirusa.

„Okulary mogą pomóc nam zmniejszyć ryzyko zarażenia koronawirusem, ponieważ stanowią mechaniczną barierę pomiędzy naszym ciałem a wirusami. Dla osób już noszących okulary, może to stanowić istotny rodzaj ochrony” – uważa Robyn Gershon epidemiolog z Katedry Globalnego Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie Nowojorskim.

Ponadto okulary chronią nas przed nami samymi – stanowią fizyczną barierę, która powstrzymuje nas od dotykania oczu.

– Worek spojówkowy jest drogą, którą wirus może wtargnąć do organizmu. Przyczyną dla której tak się dzieje jest zazwyczaj tarcie oczu – rękami, palcami, grzbietem dłoni, lepiej więc tego unikać. Jeżeli ktoś ma okulary jest w lepszej sytuacji, bo żeby dotknąć oczu musi zdjąć okulary, a wtedy najczęściej przypomina sobie, że nie powinien tego robić” – mówi prof. Jerzy Szaflik szef Centrum Mikrochirurgii Oka „Laser” i Centrum Jaskry.

– W miarę możliwości nie dotykajmy oczu, a jeśli pracujemy w warunkach, które narażają nas na bezpośredni kontakt z chorymi, konieczna jest specjalistyczna ochrona – podkreśla inny okulista, dr Andrzej Styszyński.

Pamiętajmy, że im większe okulary i bardziej przylegające do twarzy tym większa jest ochrona oczu. Większość z nas ma w domu – korekcyjne, przeciwsłoneczne lub tzw. inteligentne szkła (zerówki). Teraz warto ich użyć.

Soczewki korekcyjne a nowy koronawirus

Zdaniem specjalistów, jeśli to nie jest konieczne lepiej teraz nie używać soczewek kontaktowych. Chodzi o to, że osoby stosujące soczewki częściej dotykają twarzy i oczu, narażając się na zakażenie. Choć dbanie o higienę zmniejsza to ryzyko, nie wyeliminuje go całkowicie.

Nie zapomnij o dezynfekcji okularów!

Specjaliści przypominają, że obecnie należy czyścić okulary nawet kilka razy dziennie – zwłaszcza, jeśli wychodzimy na zewnątrz.

Możemy to robić za pomocą płynów dezynfekujących lub po prostu ciepłą wodą z mydłem lub innym detergentem. Nie należy jednak stosować środków na bazie acetonu lub alkoholu, ponieważ mogą one uszkodzić nie tylko oprawki, ale także powłokę antyrefleksyjną soczewki okularowej.

„Pamiętajmy o zwróceniu szczególnej uwagi na czyszczenie tzw. nosków w okularach metalowych. Noski mają bezpośredni kontakt ze skórą, w związku z czym zbiera się na nich więcej zanieczyszczeń. Czyśćmy je np. nieużywaną już szczoteczką  do zębów, oczywiście pod bieżącą wodą, z dodatkiem detergentu.  Możemy również poprosić optyka o umycie całych okularów w myjce ultradźwiękowej, w której płyn każdorazowo wymieniany  jest na świeży. Pamiętajmy również, że obecnie, gdy jesteśmy na zewnątrz nawet na chwilę, nie zakładamy okularów na głowę” – przypomina optometrystka dr inż. Zofia Grzech, ekspertka kampanii „Czas na wzrok bez ograniczeń”.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uwaga! Epidemia nowej choroby odciska ślad w psychice

Co innego podjąć dobrowolną decyzję o ograniczeniu aktywności, a co innego być do niej zmuszonym zewnętrznymi okolicznościami, na dodatek w sytuacji narastającej paniki związanej z rozprzestrzenianiem się nieznanego wcześniej wirusa. WHO i naukowcy na łamach prestiżowych periodyków medycznych wskazują, że jednym z ubocznych skutków pandemii mogą być problemy ze zdrowiem psychicznym. Jak reagujemy na społeczny niepokój, zależy w dużej mierze od nas.

Trudnym momentem dla większości z nas jest początek epidemii, zaadoptowanie się do poczucia zagrożenia i lęku, konieczności reorganizacji życia, wprowadzenia pewnych zmian. Na przystosowanie się do nowych warunków potrzebujemy zazwyczaj ok. 2-3 tygodni.

– To trudny okres, bo działamy pod wpływem emocji, zachwiania poczucia bezpieczeństwa, rytuałów, zmian które nagle trzeba wprowadzić. Ale z drugiej strony to niezbędny czas, który wpływa na to, że jesteśmy w stanie dostosować się do sytuacji, mobilizuje nas do działania, jest motywatorem do przystosowania się – uważa dr n. o zdr. Małgorzata Kowalczyk psycholog, psychoterapeuta, kierownik Zakładu Psychoterapii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Władze wprowadzają w życie przepisy, które mają zmniejszyć ryzyko rozpowszechniania się wirusa i uspokajają, że są to działania profilaktyczne. To sprawia, że jesteśmy coraz bardziej uważni na różne sytuacje, ale też wiąże się z dużymi zmianami w naszej codzienności, w naszym rytuale funkcjonowania. I póki co, paradoksalnie może się to nam wydawać gorsze niż zakażenie nowym koronawirusem.

– Stojąc w kolejce w sklepie słyszę, jak pani przede mną rozmawia przez telefon o tym, jakim kłopotem będzie dla niej zamknięcie przedszkola. Ona nie tylko obawia się zagrożenia ze strony innych kupujących, ale dezorganizacji normalnego życia. To normalne. Wszyscy wiemy o koronawirusie, ale prawie nikt go jeszcze „nie widział”. Każdy z nas miał plany, a tu się okazuje, że to wszystko trzeba skreślić z kalendarza. Wychodzimy ze strefy komfortu, bo nagle musimy inaczej to zaplanować – mówi prof. Piotr Gałecki Kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

Jak oswoić kwarantannę

Dolegliwe w kwarantannie jest to, że takiej przymusowej izolacji podlegają osoby zdrowe. Warto jednak uświadomić sobie, by złagodzić jej trudności, że jest tymczasowa i najczęściej nie oznacza totalnej izolacji: zazwyczaj wciąż mamy dostęp do mediów, można komunikować się z otoczeniem. Nie bez znaczenia jest fakt, że na kwarantannie przebywają osoby zdrowe.

Specjaliści podkreślają, że to, jak będziemy znosić kwarantannę czy inne formy odizolowania czy też ograniczania aktywności, zależy przede wszystkim od tego, jakie znaczenie nadamy temu faktowi. Zatem bardzo dużo zależy od nas samych i naszej zdolności do autorefleksji.

Można zatem ograniczenia potraktować jak wyzwanie, by zrobić coś dobrego, przekuć ją w coś pozytywnego.

– Nawet w takiej sytuacji możliwy jest kontekst pozytywny – kwarantannę odbieramy jako spełnianie swojego obywatelskiego obowiązku, coś, co robimy dla innych. Chroniąc siebie, chronię innych, globalnie  – mieszkańców naszego kraju, a indywidualnie – swoich rodziców, czy dziadków. Takie prospołeczne zachowanie daje nam poczucie, że robimy coś dobrego, włączamy się w wyższą wartość – zauważa dr Sławomir Murawiec.

Specjaliści na łamach periodyków medycznych apelują, by wprowadzając ograniczenia, władze apelowały do altruizmu jednostek, a mniej skupiały się na przekazie o restrykcjach za złamanie tych ograniczeń.

Warto też pamiętać, że z badań wynika, że nawet trauma może być przetworzona w coś pozytywnego, np. gdy osoba po doświadczeniu zawału zmienia swoje życie: przestaje siedzieć całymi dniami w pracy, gonić za pieniędzmi, a zaczyna celebrować życie, pomagać innym. W obecnej sytuacji może być podobnie – dzieje się źle, ale wywołuje to altruistyczne zachowania – np. sąsiedzi pomagają sobie w zakupach, troszczą się o siebie nawzajem, interesują stanem zdrowia.

Jednak nie na każdego sytuacja stanu wyjątkowego zadziała tak samo. Dla niektórych   kwarantanna ma znamiona przymusowego odosobnienia, zewnętrznych nakazów, zagrożenia – a takie podejście może wywoływać negatywne stany psychiczne. Jeszcze większym kłopotem, może okazać się potrzeba rezygnacji z aktywności zawodowej, niemożność wywiązania się z obowiązków, opiekowania się kimś.

Niebezpieczeństwo epidemii: podkręcanie lęku

Pierwszym szokiem dla polskiego społeczeństwa był fakt pojawienia się pierwszego przypadku koronawirusa także w Polsce – wszyscy się go spodziewali, bo nie mogło być inaczej, ale jednak dało się zauważyć wzrost napięcia, kiedy pojawił się pierwszy przypadek. Drugi taki moment to informacja o pierwszej śmierci w Polsce z tego powodu. Już nie daleko, za granicą, ale tu, niemal obok.

Lęk, jaki wywołuje w nas koronawirus sprawia, że większość czasu szukamy informacji na jego temat, oglądamy telewizję, sprawdzamy wiadomości w internecie, przeglądamy media społecznościowe, które cały czas informują o nowych zachorowaniach, zgonach, rozprzestrzenianiu się wirusa i szerzą, niestety, także bzdury o tym, jak się można uchronić i co niedługo się stanie.

– To działa na wyobraźnię i wzmacnia lęk. Zdarza się, że popycha do irracjonalnych zachowań, np. do ucieczek z miejsca kwarantanny, zaprzeczania: „Mnie to nie dotyczy, w związku z tym mogę stąd wyjść”, itd. Włączają się mechanizmy obronne – zauważa psychiatra.

Wszechobecność informacji o koronawirusie i o zagrożeniach jakie niesie, fakt, że ono jest bliskie i realne, będzie lęk wzmacniać, a wiele osób może być tym lękiem sparaliżowana.

Zdaniem specjalistów nawet osoby, które dotychczas nie miały problemów psychicznych, będą odczuwały lęk – o pracę, sytuację materialną, zdrowie – to zbiorowe doświadczenie, nie unikniemy go. Ważne, by podjąć próbę, aby nie ulegać panice.

Czas epidemii trudny dla osób z zaburzeniami lękowymi

Niektóre osoby są bardziej podatne na działanie szerzącego się niepokoju. To na przykład osoby z problemami psychicznymi, np. zaburzeniami urojeniowymi, którym towarzyszy ciągły lęk np. o to, że są na coś chorzy, tylko nikt jeszcze tego nie wykrył. To grupa osób, która w takiej sytuacji poczuje się bardzo zagrożona.

Prof. Gałecki wskazuje, że osoby, które mają jakiś mankament w funkcjonowaniu osobowości, w postrzeganiu rzeczywistości czy predyspozycje do zaburzeń psychicznych albo cierpią na zaburzenia psychiczne, mają mniejsze zdolności adaptacyjne. A wówczas wyjątkowe sytuacje pogłębiają skrajne postawy. Pacjenci z lękiem uogólnionym, którzy w zupełnie zwykłych warunkach martwią się na zapas – że zachorują, że zabraknie żywności w sklepach, że nie poradzą sobie finansowo – teraz będą martwić się jeszcze bardziej.

– Podstawową cechą, która predysponuje do rozwoju każdego zaburzenia psychicznego jest zmniejszona zdolność do adaptacji – to może być kwarantanna, utrata pracy, zmiana statutu materialnego. Jeżeli ktoś ma słabsze zdolności radzenia sobie, może mieć w obecnej sytuacji kłopot – zwraca uwagę prof. Piotr Gałecki.

Pacjenci z zaburzeniami hipochondrycznymi, czyli lękiem przed chorobą i śmiercią, będą odczuwali spotęgowany niepokój o swoje zdrowie i życie. Ten lęk może być dodatkowo wzmocniony niepewnością wokół służby zdrowia.

– Osoby z tendencjami hipochondrycznymi funkcjonują lepiej, gdy wiedzą, że w pobliżu jest lekarz, gdy mają do kogo zadzwonić, gdyby coś się działo – to daje im poczucie bezpieczeństwa. A kiedy taka osoba czyta informacje, że gdzieś brakuje personelu, a gdzieś sprzętu, to ich lęk się nakręca. Pojawia się wizja, że w razie potrzeby nie będzie wystarczającej pomocy i zaczynają panikować – tłumaczy psychiatra.

Warto więc, by zadbać w tej sytuacji nawet o telefoniczny kontakt ze specjalistą. W sytuacji kryzysu psychicznego przez całą dobę można zadzwonić na bezpłatny telefon Itaki, pod którym dyżurują psychoterapeuci, psychologowie i psychiatrzy ( tel. 800 70 2222). Każdy uzyska tam wsparcie.

Nie wpadaj w panikę

Uważa się, że ostry stres jesteśmy w stanie znosić kilka tygodni, potem przechodzi on w stres przewlekły, który może mieć niestety na nas niekorzystny wpływ w każdym obszarze funkcjonowania.

Jak nie dać się panice

  • Nie poddawaj się atmosferze strachu.

Niepokój w obecnej sytuacji jest naturalną reakcją, ale ważne, by nami nie owładnął. Wspólne przeżywanie, także niepokoju, ma pozytywne strony pod warunkiem, że ma to wymiar wspierający, a nie wzmacniający lęk. Warto zwrócić uwagę, że to jest doświadczenie nas wszystkich i dobrze jest być w kontakcie z innymi: dzwonić do siebie nawzajem, pytać o zdrowie, interesować się problemami, pomagać je rozwiązywać, a zatem szukać dróg rozwiązania problemu, a nie nakręcać spirali wzajemnego lęku i strachu.

  • Mądrze korzystaj z mediów.

– Nie chodzi jednak o zupełne odcinanie się od mediów, chociażby ze względu na zarządzenia władz państwowych, które warto i trzeba znać. Lepiej jednak to sobie jakoś ucywilizować, dawkować. Np. przeglądam internet o określonych godzinach, poświęcam na to konkretną ilość czasu, sprawdzam tylko, co nowego, a nie poszukuję wszystkiego co na ten temat zostało napisane. Bo im więcej wchodzi się w internet, tym łatwiej natknąć się na informacje straszące, nieprawdziwe – ostrzega dr Murawiec.

Warto pamiętać, że w sieci rozprzestrzenia się mnóstwo nieprawdziwych informacji i nie przyjmować bezkrytycznie kolejnych sensacyjnych doniesień.

  • Ważne jest uzmysłowienie sobie naszej sieci kontaktów i miejsca w społeczeństwie

Spróbujmy spojrzeć na sytuację nie tylko z perspektywy indywidualnej. Takie nastawienie łatwiej przychodzi w społeczeństwach o wysokim znaczeniu rodziny i/lub kolektywnych, w których jednostki mają sporą tendencję do kierowania się dobrem społeczeństwa i ludzkości. To pierwotne wartości – grupa musi przetrwać. Z czasem jednak coraz bardziej się indywidualizowaliśmy, a to wymaga spojrzenia w szerszej perspektywie, do której nie jesteśmy przyzwyczajeni.

WHO  w swoich wytycznych proponuje, aby lęk zamienić na empatię.

– To jest bardzo dobre podejście. Bo jeśli będę się trząsł ze strachu, to będzie mnie paraliżował lęk, a jeżeli będę myślał o innych, o tym, jak mogę komuś pomóc, to może wyjdzie z tego coś dobrego, a do tego będę mógł myśleć o sobie z poczuciem dumy, że w tych trudnych czasach sprostałem – podkreślają specjaliści.

Krajobraz po epidemii

W którymś momencie epidemia zacznie wygasać, ale jej skutki częściowo pozostaną – począwszy od gospodarczych po psychiczne. To raczej nie uniknione.

Może się bowiem okazać, że dalekosiężne skutki będą poważne – na skutek epidemii zachwiana zostanie stabilizacja finansowa niektórych osób, niektórzy stracą pracę.

– W naszym szpitalu odwołaliśmy wszystkie psychoterapie i wizyty ambulatoryjne, które nie są niezbędne, przeszliśmy na wystawianie e-recept. Osoby, które pracują na kontrakcie lub umowę zlecenie martwią się tym, że nie będą pracować, a tym samym zarabiać – zwraca uwagę prof. Gałecki.

Ale obecna sytuacja może też przynieść zmiany wręcz cywilizacyjne – w ekspresowym tempie rozwiną się wszelkie formy e-usług, część osób, które przeszły na pracę zdalną, pozostanie już w takiej formule – a to z czasem pociągnie za sobą kolejne zmiany. Na zawsze prawdopodobnie pozostaną teraz niektóre wprowadzane procedury – jak choćby dotyczące przestrzegania higieny w firmach.

W końcu jednak sytuacja się unormuje, a emocje zaczną opadać. Za parę lat to, co dzieje się teraz, może stać się to przedmiotem opowieści na temat osobistych przeżyć związanych z pandemią – to będzie zapamiętane do końca życia i opowiadane jako rodzinne historie.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kwarantanna – wszystko, co warto o niej wiedzieć

Czy podczas kwarantanny można wyjść do parku na spacer z psem albo do sklepu, aby zrobić zakupy? Warto znać zasady odbywania kwarantanny, aby uniknąć przykrych konsekwencji.

– Kwarantanna to nie jest czas ferii, to nie jest czas wolny – mówił minister zdrowia Łukasz Szumowski, apelując o zdrowy rozsądek i odpowiedzialność.

Uważa się, że we Włoszech epidemia nowego koronawirusa rozprzestrzeniła się na taką skalę, jak obecnie m.in. z tego powodu, że ludzie nie przestrzegali zasad kwarantanny. Dowiedz się, jakie to zasady.

Ważna uwaga! Nowy koronawirus, okres wylęgania choroby, i szereg innych cech tego patogenu oraz choroby, którą wywołuje, nie są wystarczająco poznane. Każdego dnia przybywa jednak szereg nowych informacji. Dlatego trzeba pamiętać, że służby medyczne i sanitarne mogą zmieniać swoje wytyczne dotyczące zasad zarządzania kwarantanny, sposobu jej odbywania, długości jej trwania itp. Warto więc śledzić komunikaty władz.

Kto podlega kwarantannie

Kwarantanna jest zarządzana wobec osób zdrowych, które nie wykazują objawów choroby, ale które były narażone na zakażenie patogenem wywołującym groźną dla zdrowia publicznego chorobę zakaźną.

– Chodzi więc o to, żeby maksymalnie ograniczyć kontakt takiej osoby z innymi – podkreśla rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar.

Nawet bowiem, gdy nie mamy objawów choroby, możemy ją szerzyć. Covid-19 – jak wykazują badania – przez około tydzień przebiega bezobjawowo. Czas ten może być jednak zarówno dłuższy, jak i krótszy.

Jak ustala się przesłanki do zarządzenia kwarantanny?

Zawsze decyzja podejmowana jest indywidualnie, zatem nie ma bezwzględnego wzorca. Na pewno poprzedzona jest zawsze wywiadem epidemiologicznym. Co do zasady kwarantanna może zostać zaordynowana wobec osoby, która:

  • pozostawała w bezpośrednim kontakcie z osobą chorą lub w kontakcie w odległości mniej niż 2 metrów przez ponad 15 minut;
  • prowadziła rozmowę z osobą z objawami choroby twarzą w twarz przez dłuższy czas;
  • osoba zakażona należy do grupy najbliższych przyjaciół lub kolegów osoby chorej;
  • osoba mieszkająca w tym samym gospodarstwie domowym, co osoba chora lub w tym samym pokoju: hotelowym/ w akademiku.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie/M. Samczuk

Kto może zarządzić kwarantannę

Kwarantannę może zarządzić inspekcja sanitarna oraz lekarz. Ten ostatni musi jednak poinformować inspekcję sanitarną o takiej decyzji. Wobec decyzji o kwarantannie stosuje się przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Warto wiedzieć, że decyzja taka ma rygor natychmiastowej wymagalności i nawet jeśli chcemy się od niej odwołać, to musimy jej przestrzegać z chwilą jej wydania.

Co grozi za złamanie kwarantanny?

Przede wszystkim grozi to, że osoby zdrowe zachorują i będą przenosić chorobę dalej. Poza tym złamanie kwarantanny jest zagrożone mandatem karnym w wysokości 5 tysięcy złotych.

Jak długo trwa kwarantanna?

Co do zasady, na obecną chwilę, 14 dni od momentu tzw. ostatniej styczności, a zatem kontaktu osoby zdrowej, która ma zostać poddana kwarantannie, z osobą chorą lub zakażoną. Kwarantanna może być jednak dłuższa (do 21 dni – na mocy ostatnio wprowadzonych przepisów). Wobec tej samej osoby kwarantanna może być zarządzona więcej niż jeden raz.

Czy kwarantanna może zostać skrócona?

Tak, ale tylko ze względów medyczno-epidemiologicznych. Jeśli okaże się, że na przykład:

  • osoba chora, z którą osoba poddana kwarantannie miała bliski kontakt, nie jest zakażona nowym koronawirusem, co potwierdza wynik badania laboratoryjnego,
  • upłynęło 14 dni od nałożenia kwarantanny, a osoba nią objęta nie zachorowała,
  • w drugiej połowie kwarantanny zostało wykonane badanie w kierunku koronawirusa, które dało wynik ujemny,

kwarantanna może zostać skrócona. Taką decyzję podjąć może wyłącznie inspekcja sanitarna.

Jestem na kwarantannie. Czy mogę pójść po zakupy do sklepu?

Nie. Chodzi o to, by maksymalnie ograniczyć kontakt z innymi osobami. W sytuacji kwarantanny należy poprosić osoby znajome czy bliskie o robienie zakupów i pozostawianie ich pod drzwiami mieszkania. Jeśli kwarantanna dotyczy osoby samotnej, której bliscy nie są w stanie pomóc, powinna się ona zgłosić (telefonicznie!) do gminy, w której mieszka, z prośbą o pomoc.

Podczas kwarantanny należy pamiętać o przyjmowaniu przepisywanych leków. Pamiętając o tym warto upoważnić kogoś do odbioru leków wypisanych na e-recepcie.

Czy podczas kwarantanny można wyprowadzać psa?

To zależy. Jak tłumaczy Jan Bondar, jeśli osoba mieszka w domu z ogrodem i wyprowadza psa na teren swojej posesji, nie podejmując i nie wchodząc w kontakt z innymi osobami, może to robić. Inaczej jest, gdy poddany kwarantannie właściciel psa mieszka w gęsto zaludnionym bloku – najlepiej, by poprosił bliskich lub znajomych o pomoc w opiece nad psem.

Czy podczas kwarantanny można spotykać się z rodziną lub bliskimi?

Nie. Kwarantanna służy temu, by ograniczyć kontakt z innymi osobami. Nie wszyscy to rozumieją, co pokazuje przykład pewnego młodego mężczyzny w Polsce, poddanego kwarantannie z powodu podejrzenia zakażenia wirusem SARS-Cov-2, który w tym czasie zorganizował spotkanie towarzyskie. Uczestnicy tego spotkania zakazili się wirusem.

Jedna osoba w gospodarstwie domowym została objęta kwarantanną. Co z jej domownikami?

Jan Bondar wskazuje, że warunki odbywania kwarantanny są zawsze ustalane indywidualnie, m.in. w zależności od tego, w jakich warunkach mieszka osoba poddana kwarantannie. Często dzieje się tak, że domownicy wynoszą się do znajomych czy bliskich. Może być też tak, że domownicy nie będą objęci kwarantanną (bo na przykład mieszkają w dużym domu i są w stanie zapewnić, że nie będą się stykać z osobą poddaną kwarantannie).

Jestem na kwarantannie. Zaczęła się biegunka. Co robić?

Osoba podczas kwarantanny musi udzielać inspekcji sanitarnej informacji o swoim stanie zdrowia. W razie jego pogorszenia (w jakimkolwiek aspekcie, nie muszą to być objawy Covid-19, czyli gorączka, kaszel i duszności), należy natychmiast powiadomić sanepid przez telefon i zgłosić się do oddziału zakaźnego.

Ponadto w czasie kwarantanny należy przestrzegać zasad higieny, w szczególności myć ręce; unikać dotykania oczu i ust, zakrywać usta i nos podczas kaszlu zgięciem łokcia lub chusteczką.

Czym różni się izolacja od kwarantanny

Prawo odróżnia te dwie sytuacje. Izolacja to odosobnienie osoby lub grupy osób chorych na chorobę zakaźną albo osoby lub grupy osób podejrzanych o chorobę zakaźną, w celu uniemożliwienia przeniesienia biologicznego czynnika chorobotwórczego na inne osoby.

Tymczasem kwarantanna to odosobnienie osoby zdrowej, która była narażona na zakażenie, w celu zapobieżenia szerzeniu się chorób szczególnie niebezpiecznych i wysoce zakaźnych.

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie Covid-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Światowa Organizacja Zdrowia 11 marca ogłosiła stan pandemii.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Covid-19 jak AIDS i SARS? Uwaga, jedna jaskółka wiosny nie czyni

Szerzy się niepokój związany z nowym koronawirusem. Niestety, czasem podkręcany przez media, które zbyt lekko wyciągają wnioski z publikowanych obecnie badań naukowych. Ostrożnie! Na razie z pełną pewnością wiemy, że wciąż dość mało wiemy o naturze zarówno wirusa SARS-CoV-2, jak i choroby Covid-19.

Do tego, by wysnuwać kategoryczne wnioski na temat nowego koronawirusa, potrzebujemy znacznie więcej czasu niż kilka miesięcy i znacznie więcej badań na dużych próbach (uczestników, tkanek itp.) w różnych ośrodkach naukowych, niż jest to obecnie możliwe. Dlatego ostatnie doniesienia niektórych mediów, że np. Covid-19 jest jak kombinacja SARS i AIDS niepotrzebnie straszy odbiorców takich artykułów.

Redakcje mają jednak jak w banku, że internauta w taką informację kliknie – w końcu łączy ona wywoływaną przez obecnego koronawirusa chorobę z AIDS i SARS: chorobami w zbiorowej wyobraźni podobnymi do średniowiecznych plag. Tymczasem owo doniesienie opierało się na naukowej publikacji prezentującej rezultaty sekcji zwłok 1 (słownie: jednego!) pacjenta, w wieku 85 lat, który chorował na Covid-19. Lub, o czym niżej, na sekcjach 9 (słownie dziewięciu!) pacjentów, którzy chorowali na nową chorobę.

Choć media podawały źródło tego odkrycia: Journal of Forensic Medicine, to informacja z pewnością pochodzi z wywiadu z Peng Zhiyong, dyrektorem oddziału intensywnej terapii szpitala w Wuhan zamieszczonym w „Global Times”. Tu pewna ciekawostka: ponieważ doniesienia były sprzeczne (dziewięciu vs jeden pacjent poddany badaniu post mortem) niżej podpisana, chcąc sprawdzić, jak było naprawdę, spróbowała znaleźć streszczenie publikacji z periodyku „Journal of Forensic Medicine”. Ani poprzez wyszukiwarkę Google Scholar, ani w bazie PubMed, nie znalazłam jednak przywoływanego przez media artykułu (odkryłam zaś, że Journal of Forensic Medicine jest proweniencji bułgarskiej, ale na stronie internetowej tego czasopisma nie ma zamieszczonego abstraktu przywoływanej pracy).

Nie znaczy to, że taki artykuł nie istnieje (może na przykład dostępny jest jedynie w języku chińskim). Niezależnie jednak od tego, czy tak jest, sugerowanie daleko idących wniosków na podstawie badania jednego tylko przypadku, na dodatek dotyczącego pacjenta w wieku 85 lat (czyli takiego, który, chociażby z racji wieku, z dużym prawdopodobieństwem ma już zniszczone różne organy, w tym – płuca,) jest nieodpowiedzialne. Podobnie nieodpowiedzialne jest sugerowanie takich wniosków na podstawie sekcji dziewięciu pacjentów. To tzw. case studies, o słabej sile dowodowej (co wcale nie oznacza, że nie są przydatne w praktyce klinicznej lekarzy).

O rozmaitych zmianach patologicznych w przebiegu Covid-19 możemy poczytać w różnych publikacjach naukowych. W znanym wszystkim periodyku „The Lancet” opublikowana jest na przykład praca grupy chińskich naukowców, przeprowadzona także na podstawie przebiegu choroby, leczenia oraz badania post mortem (sekcji zwłok) jednego 50-letniego pacjenta. Autorzy wprost wskazują, że ich doniesienie może pomóc kolegom po fachu w praktyce klinicznej (tłumacząc po ludzku – chodzi np. o dobieranie leków dla pacjentów chorych na Covid-19) i w wyjaśnieniu patogenezy nowej choroby. I na razie nic więcej.

Z każdym dniem przybywa doniesień na temat nowego koronawirusa i tego, jak działa na ludzki organizm. Siłą rzeczy naukowcy bardzo ostrożnie formułują w nich swoje wnioski, bo baza wiedzy dopiero jest tworzona, a istotny w weryfikacji tych wniosków jest czas (mierzony w medycynie miesiącami i latami obserwacji). Ta naukowa baza wiedzy o mechanizmach choroby, sposobach radzenia sobie z nią, czynnikach, które ją wywołują, które jej sprzyjają itd., właśnie jest tworzona – także poprzez studia przypadków, jak cytowane wyżej.

„Wciąż mamy luki w naszej wiedzy. Początkowe doświadczenia tych pacjentów (pierwszych zakażonych koronawirusem – przyp. red.) i odpowiedź na ich objawy zanim zaczęto je rejestrować, pozostają nieudokumentowane. Narażenie i potencjalne zakażenie profesjonalistów medycznych wciąż budzą najwyższe obawy. Przez jakiś czas nie będziemy znali konsekwencji kwarantanny wdrożonej w Wuhan 23 stycznia 2020 roku. Służby medyczne w Chinach znajdują się pod ogromną presją podejmowania decyzji w oparciu o niekompletną i gwałtownie zmieniającą się wiedzę o epidemii. Media, które pogłębiają lęki poprzez doniesienia o “zabójczym wirusie” jedynie szkodzą wysiłkom zmierzającym do tego, by wdrożyć bezpieczną i skuteczną strategię kontroli infekcji. Otwarte dzielenie się danymi jest najważniejsze” – głosi styczniowy editorial redakcji „The Lancet” towarzyszący decyzji o otwartym dzieleniu się najnowszymi doniesieniami dotyczącymi nowego wirusa.

W ten sposób, cegiełka po cegiełce, czyli doniesienie po doniesieniu, buduje się skuteczna strategia walka z chorobą. Każdą chorobą. Jeśli chodzi o tę, która obecnie znajduje się na czołówkach wszystkich mediów, dla laików nauka ma dość prozaiczne zalecenia: częste mycie rąk, unikanie dużych skupisk ludzkich, a w razie konieczności kwarantanny czy też – w razie zachorowania – skrupulatne przestrzeganie  wszystkich zaleceń służb medycznych. Ach, i co równie istotne: zalecane jest też zachowanie spokoju.

Justyna Wojteczek, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Podejrzenie zakażenia koronawirusem: co robić?

Masz uzasadnione obawy, że jesteś zakażony nowym koronawirusem? Nie zgłaszaj się do przychodni. Zadzwoń do najbliższej stacji sanepidu lub zgłoś się na oddział zakaźny w szpitalu. Nie korzystaj z transportu publicznego! Nie ma jednak sensu, by nie chodzić do pracy po powrocie z Włoch, czy Chin, jeśli nie występują objawy zakażenia.

To wskazówki, które 27 lutego przekazywali w parlamencie przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny. Wszyscy apelowali o zachowanie spokoju.

Co może uzasadniać podejrzenie zakażenia koronawirusem?

  • Objawy przypominające infekcję grypową: temperatura powyżej 38 stopni Celsjusza, kaszel, duszności oraz
  • Kontakt z osobą zakażoną koronawirusem lub
  • Przebywanie w ciągu ostatnich dwóch tygodni na terenie ogniska zakażeń (w Europie to na przykład niektóre rejony północnych Włoch).

Minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreślił, że „zalecanie pracownikom, którzy wrócili z Włoch, by zostali w domu, nie jest podyktowane wiedzą medyczną”.

– Jeśli nie wystąpiły objawy zakażenia koronawirusem, powinniśmy funkcjonować tak jak dotychczas – wskazał.

Dotychczas w Polsce nie potwierdzono żadnego zakażenia wirusem SARS-CoV-2; wykonano 350 testów w celu stwierdzenia jego obecności i rezultaty wszystkich były negatywne. Z powodu podejrzenia zakażenia wirusem hospitalizacją objęto 47 osób, 55 osób jest na kwarantannie, a monitorowanych przez służby sanitarne jest 1570 osób. Z najnowszych danych wynika, że na świecie zakażonych jest ponad 81 tys. osób, zmarło już ponad 2,7 tys.

Najważniejsze informacje o nowym koronawirusie

Ministerstwo Zdrowia opracowało krótki filmik z najistotniejszymi informacjami o koronawirusie; obejrzyj poniżej.

 

Szef GIS Jarosław Pinkas poinformował, że po analizie ok. 80 tys. przypadków zakażeń wskaźnik śmiertelności z powodu koronawirusa wynosi między 2,6 a 4 proc. w zależności od wieku pacjenta i miejsca, w którym mieszka. W Europie śmiertelność jest mniejsza m.in. dlatego, że dostęp do opieki zdrowotnej jest lepszy.

– Wszystkie zgony zanotowane w Europie to są zgony ludzi starszych z wielochorobowością, obciążeniami chorobowymi. Można powiedzieć, że osoby w średnim wieku i młode mają ogromne szanse na pełne wyzdrowienie. Co ciekawe, bardzo rzadko chorują dzieci. Nie ma przypadku zgonu dziecka – dodał.

Justyna Wojteczek, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Koronawirus może z nami zostać wiele miesięcy

Biorąc pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną i to, że na świecie jest kilka aktywnych ognisk zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, to niewykluczone, że wirus zostanie z nami na wiele miesięcy – uważa dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej.

Jak odróżnić zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 od tego wirusem grypy?

Nie da się odróżnić go ani na podstawie badania przedmiotowego, ani na podstawie objawów. Typowe objawy są takie same: gorączka, bóle mięśni, kości, głowy, osłabienie, kaszel, ewentualnie śródmiąższowe zapalenie płuc.

Dlaczego niektórzy umierają, a innym udaje się wyzdrowieć?

Jak na razie mamy dane ograniczone, głównie z Chin, ale wśród grupy zmarłych dominuje wiek co najmniej 60-70 lat oraz przewlekłe choroby płuc i serca. Wirus wiąże się z receptorem ACE-2 i jest zapewne silniej wyrażony u ludzi dorosłych niż u dzieci oraz u osób chorych.

Narasta niepokój związany z nowym koronawirusem. Czy zasłużenie ma tak złą opinię?

Wirus SARS-CoV-2 jest 10-15 razy bardziej zjadliwy na obecnym etapie niż grypa, ale mniej niż SARS czy MERS. Główną przyczyną emocji jest to, że jest nowy, czyli ludzkość go nie zna, a wszystko, co nowe, budzi lęk. Masowe zachorowania mogą być poważnym problemem dla wszystkich aspektów życia i opieki zdrowotnej. Pamiętam jednak świńską grypę, która również początkowo wzbudziła ogromne emocje, a potem spowszedniała.

Jak długo może potrwać zagrożenie koronawirusem – wygaśnie, jak dzieje się to z grypą, czy będzie trwała dłużej?

Nie znamy jeszcze właściwości tego wirusa w ciepłym klimacie, ale biorąc pod uwagę jego pierwotne pochodzenie, czyli jaskinie i nietoperze, w suchym i ciepłym klimacie, raczej będzie przenosił się gorzej. Ocieplenie wiosenne w naturalny sposób może wpłynąć na zmniejszenie zachorowalności,  chociaż pamiętajmy, że wirus świńskiej grypy zaatakował w maju i całe lato w pierwszym roku był aktywny. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną, kilka aktywnych ognisk, to myślę, że wirus pozostanie z nami na wiele miesięcy…

Jak chronić się przed koronawirusem

  • często i dokładnie myć mydłem ręce pod bieżącą wodą
  • unikać dotykania oczu
  • unikać dużych skupisk ludzkich

Źródło: Monika Wysocka, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Rak nie zna metryki – na te nowotwory dzieci chorują najczęściej

„Państwa dziecko ma nowotwór” – ta informacja wywraca do góry nogami świat wielu rodzin, a dzieciom odbiera beztroskie dzieciństwo. Rocznie w Polsce diagnozuje się około 1100 – 1200 przypadków nowych zachorowań na nowotwory wśród dzieci.
15. lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Nowotworami Dziecięcymi (International Childhood Cancer Day), którego celem jest zwiększenie świadomości na temat chorób onkologicznych u najmłodszych, a także pokazanie, z jakimi problemami muszą mierzyć się mali Pacjenci onkologiczni i ich rodziny.

Białaczka, guz mózgu, chłoniaki

Nowotwory wieku dziecięcego stanowią 1% wszystkich nowotworów, a najczęściej występującymi w młodej części społeczeństwa są białaczki, guzy mózgu, chłoniaki i mięsaki. W Polsce każdego roku diagnozuje się ok. 1100-1200 przypadków zachorowań na nowotwory wśród dzieci – niestety liczby te są stałe, pomimo tego, że populacja dziecięca zmniejszyła się aż o 20% w ciągu ostatnich 20 lat.

Diagnoza, leczenie, szansa na zdrowie

Nowotwory u dzieci są inne niż u dorosłych, ze względu na odmienną charakterystykę, przebieg kliniczny oraz właściwości biologiczne. Przy ich leczeniu stosuje się różne możliwości terapeutyczne, dostosowane do rodzaju nowotworu: chemioterapię wielolekową, radioterapię, leczenie chirurgiczne, a także coraz częściej immunoterapię oraz terapię komórkową (transplantację komórek krwiotwórczych).

Leczenie nowotworów wieku dziecięcego opiera się na zasadzie terapii skojarzonej: chemioterapii wielolekowej, radioterapii i leczeniu chirurgicznym. W ostatnich latach dochodzi do tego immunoterapia i terapia komórkowa.

– tłumaczy prof. dr hab. n. med. Jan Styczyński, Konsultant Krajowy w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej.

Przykładem terapii komórkowej jest przeszczepienie komórek krwiotwórczych – od Dawcy rodzinnego lub niespokrewnionego. Rocznie w Polsce około 180-200 dzieci jest poddawanych tej formie leczenia, chociaż warto podkreślić, że część z nich jest poddawana transplantacji z powodu chorób nieonkologicznych. To pokazuje, że dzięki przeszczepieniu krwiotwórczych komórek można leczyć wiele chorób.

– dodaje prof. Jan Styczyński.

Białaczka – „niezawiniona choroba”

Ostra białaczka limfoblastyczna to choroba „niezawiniona”, która może dotknąć każdego – niezależnie od wieku czy stylu życia, jaki prowadzi. To właśnie leukemia – nowotwór krwi – jest jedną z najczęściej występujących chorób u dzieci. Ze statystyk wynika, że 4 na 100 000 dzieci choruje na białaczkę.
Białaczka rozwija się u dzieci bardzo szybko, ale jeśli zostanie wcześnie zdiagnozowana i wdrożone zostanie leczenie w specjalistycznym ośrodku, to przeważająca liczba Pacjentów ma szansę na wyleczenie. Często niezbędnym etapem terapii jest przeszczepienie krwiotwórczych komórek od Dawcy spokrewnionego lub niespokrewnionego. Szanse na znalezienie zgodnego Dawcy niespokrewnionego są bardzo małe – wynoszą 1:20 000, a w przypadku rzadkiego genotypu tylko 1: kilku milionów. Pomimo nieustannego rozwoju hematoonkologii i wysokiej skuteczności leczenia, u około 15-20% małych Pacjentów dochodzi do wznowy choroby – jednym z nich jest Madzia.

Madzia, białaczka i Nagroda Nobla

Nie wie jeszcze, kim chce zostać w przyszłości, ale wie, że gdy dorośnie, chciałaby zdobyć Nagrodę Nobla. We wrześniu 2019 roku 6-letnia Madzia z Krakowa została uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej i przewodniczącą klasy, ale niestety – nie na długo. Trzy tygodnie później okazało się, że po raz drugi będzie musiała zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem – białaczką limfoblastyczną – i uroczyste pasowanie na ucznia, zamiast na sali gimnastycznej, musiało odbyć się w szpitalnej sali.
Po raz pierwszy białaczkę zdiagnozowano u dziewczynki w 2015 roku, gdy miała zaledwie 2 lata. Wtedy udało jej się pokonać chorobę – wznowy nic nie zapowiadało. W pewną środę Madzia bez problemu pokonała kraulem 12 długości basenu olimpijskiego, a w piątek zaczęło się przeziębienie. Badanie kontrolne morfologii wyszło niepokojące, lekarz stwierdził powiększenie wątroby i węzłów chłonnych – w kolejną środę Madzia była już w szpitalu i zaczęła kolejną chemioterapię. Białaczka znów zaatakowała – tym razem potrzebna jest pomoc niespokrewnionego Dawca szpiku, na którego dziewczynka czeka w szpitalu w Prokocimiu.

Madzia musi mieć przeszczep szpiku od Dawcy niespokrewnionego. W tym momencie nie można już jej pomóc żadnym lekiem, ani chemioterapią – konieczne jest przeszczepienie. Od listopada poszukiwany jest dla Madzi zgodny Dawca szpiku – nikt z naszej rodziny nie może być Dawcą, więc uratować Madzię może tylko zgodny niespokrewniony Dawca, którego nadal nie ma.

– mówi Pani Małgorzata, mama Madzi.

Mam ogromną prośbę do tych osób, które być może właśnie rozważają zostanie potencjalnym Dawcą szpiku – jeśli możecie, zarejestrujcie się! Dołączając do bazy Dawców szpiku zwiększacie szansę na uratowanie nie tylko mojego dziecka, ale wszystkich tych, dla których jedyną szansą na powrót do zdrowia jest przeszczep od Dawcy niespokrewnionego. Jeśli już jesteście potencjalnymi Dawcami szpiku, zastanówcie się, czy wasze dane kontaktowe są aktualne – jeśli nie, zaktualizujcie je proszę – być może to do Was zadzwoni telefon i będziecie mogli uratować komuś życie.

– apeluje mama Madzi.

Żeby dołączyć do bazy Dawców szpiku Fundacji DKMS, wystarczy wejść na stronę https://www.dkms.pl/pl/zostan-dawca i zamówić bezpłatny pakiet do samodzielnego pobrania wymazu z wewnętrznej strony policzka.
Źródło: Materiał prasowy

Otyłość trzeba leczyć

Otyłość to choroba, która jak grypa czy nadciśnienie – wymaga leczenia. Zwłaszcza, że jest ona przyczyną wielu innych chorób, które prowadzą do poważnego pogorszenia stanu zdrowia, a także przedwczesnej śmierci. Czas przestać traktować ją tylko jako defekt estetyczny i zająć się nią na poważnie – nawołują specjaliści.

Sytuacja jest naprawdę zła – takiej częstości występowania otyłości nigdy dotychczas nie było. Według danych z 2016 roku w Polsce problem nadwagi dotyczy aż 68 proc. mężczyzn i 53 proc. kobiet, zaś otyłości 25 proc. mężczyzn i 23 proc. kobiet. Liczby te jednak z roku na rok dramatycznie wzrastają. Dzis na świecie żyje ponad 600 mln otyłych osób. Nadmiar kilogramów zaczyna być problemem już nawet w krajach Afryki i Azji.

– Jesteśmy świadkami sytuacji bez precedensu, niebywałej epidemii – uważa prof. Paweł Bogdański, internista i hipertensjolog, kierownik Katedry Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych i Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Szczególnie kiepsko wyglądają statystki dla Polski: według prognoz do 2025 roku otyłość będzie już dotyczyła co trzeciego mężczyzny i 26 proc. kobiet, w dodatku otyłość wśród dzieci rośnie w Polsce najszybciej w Europie.

– Wszystkie konsekwencje otyłości przekładają się na dorosłe życie. Warto sobie uświadomić, że jeśli dzieciakom do 13 roku życia nie uda się z nią uporać, to 80 proc. z nich będzie mieć problem z wagą w dorosłym życiu. Dlatego to tak ważne, aby rozmawiać o otyłości otwarcie i edukować już dzieci – uważa lekarz.

Skąd wziął się problem otyłości

Patogeneza otyłości jest skomplikowana. Do czynników ryzyka zalicza się m.in.: interakcje między czynnikami genetycznymi, epigenetycznymi i środowiskiem w jakim funkcjonujemy, z uwzględnieniem tempa i stylu życia, stresu i dostępności do wysokoprzetworzonej żywności. Zatem, niejednokrotnie zbyt duża masa ciała wcale nie jest winą pacjenta.

Okazuje się, że niezwykle istotny jest np. czas przed zajściem w ciążę. Wykazano, że za grzechy rodziców w okresie przedprokreacyjnym i prokreacyjnym płacą dzieci. Już od dawna wiadomo, że niedobór lub nadmiar składników pokarmowych w życiu płodowym, prowadzi do trwałych modyfikacji procesów metabolicznych i hormonalnych, które wpływają na zdrowie dziecka w późniejszym okresie życia, czyli niejako „programują” one metabolizm i przebieg procesów fizjologicznych, co może skutkować rozwojem szeregu powikłań metabolicznych i sercowo‒naczyniowych w okresie dorosłości.

Tak więc otyłość to nie tylko prosta interakcja pomiędzy zbyt dużą ilością jedzenia, wysokoprzetworzonego, dostarczonego w niewłaściwy sposób, ze zbyt niskim poziomem aktywności fizycznej, która coraz częściej zastępowana jest elektrycznymi  hulajnogami, zakupami przez internet, pracą przed komputerem. To wszystko ma ogromne znaczenie, ale otyłość to dużo głębszy proces.

– Kłopot polega między innymi na tym, że zmienił się stosunek aktywności fizycznej w stosunku do przyjmowanych pokarmów. Kiedyś to było 3:1, teraz odwrotnie. A geny mamy z okresu paleolitu, one przystosowały nas do warunków panujących wtedy, gdy polowaliśmy na mamuta, kiedy musieliśmy się nabiegać, żeby zdobyć pożywienie. Od tego czasu wiele się zmieniło, a nasze geny nie nadążają za zmianą środowiska – tłumaczy specjalista.

W ostatnim czasie sporo mówi się o tym, że znaczenie ma też mikrobiom znajdujący się w naszym przewodzie pokarmowym, znaczenie mają też neurohormony wydzielane w centralnym układzie nerwowym. Wiele jest zaburzeń predysponujących do otyłości i współistniejących z nią. Bardzo często otyłość jest efektem zaburzeń psychologicznych – chęć zaspokajania miłości, przyjaźni, bezpieczeństwa, prowadzi do niekontrolowanego spożywania posiłków. Rozwojowi otyłości mogą sprzyjać też czynniki jatrogenne, związane z interwencjami medycznymi – jak np. przyjmowane w trakcie leczenia innych chorób leki.

Otyłość nie jest powikłaniem, lecz przyczyną

Trudno o inną chorobę, która ma tak wiele konsekwencji – prowadzić może do ponad 200 potencjalnych powikłań!

– Lecząc nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, zespół bezdechu w czasie snu, chorobę niedokrwienną serca, miażdżycę – tak naprawdę leczymy powikłania otyłości. Zbyt często zapominamy co jest podstawową, wyjściową przyczyną tych chorób. Mówi się nawet, że otyłość jest ich powikłaniem, podczas gdy najczęściej jest dokładnie odwrotnie – zwraca uwagę specjalista.

Eksperci podkreślają, że otyłość spełnia klasyczne kryteria choroby: ma swoje przyczyny, patogenezę, kryteria rozpoznania, konsekwencje medyczne, powikłania oraz sposoby postępowania terapeutycznego. Dlatego jest wpisana na listę chorób przewlekłych.

Otyłość kontra głód

Oszacowano, że w XXI wieku z powodu powikłań otyłości umiera więcej osób niż z powodu głodu. Jak wyliczyli eksperci choroby związane  z otyłością w ciągu najbliższych 30 lat pochłoną ponad 90 mln istnień ludzkich.

Jakie mogą być skutki uboczne otyłości

Skutków ubocznych otyłości jest cała masa, trudno nawet wymienić wszystkie. Jeśli się jej bliżej przyjrzeć jest czynnikiem ryzyka, albo czynnikiem pogarszającym rokowania niemal każdej przewlekłej choroby.

Na przykład, otyłość zwiększa ryzyko rozwoju cukrzycy typu II. U kobiet z BMI powyżej 35 ryzyko zachorowania na tę chorobę wzrasta 90 –krotnie!

– Gdybyśmy umieli skutecznie zapobiegać i leczyć otyłość wielu pacjentów nie miałoby powikłań związanych z cukrzycą. Nie leczylibyśmy powikłań powikłań. Tymczasem wielu pacjentów z cukrzycą typu II nigdzie w dokumentacji nie ma wpisanej otyłości. Bierne przyglądanie się otyłości jest błędem w sztuce lekarskiej – uważa prof. Paweł Bogdański.

Otyłość zwiększa ryzyko rozwoju nadciśnienia tętniczego, z którym w Polsce boryka się ponad 10 mln osób. Warto zwrócić uwagę, że w standardach postępowania z nadciśnieniem zapisano, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania rozwojowi nadciśnienia jest modyfikacja stylu życia, a zwłaszcza redukcja masy ciała. Szacuje się, że ponad połowa wszystkich przypadków nadciśnienia spowodowana jest nadmierną masą ciała.

Otyłość zwiększa ryzyko rozwoju miażdżycy. Pacjenci z miażdżycą częściej mają zawał, udar, kłopoty krążeniowe kończyn dolnych, częściej mają zaburzenia rytmu serca, bezdech senny. Według danych brytyjskich 10 proc. z nieznanych przyczyn wypadków to nierozpoznany, nieleczony bezdech nocny, który sprzyja zasypianiu za kierownicą. Problem ten w Polsce dotyczy 9 proc. dorosłych mężczyzn i 4 proc. kobiet.

Otyłość sprzyja rozwojowi choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa i stawów kolanowych oraz biodrowych, powoduje problemy ortopedyczne, które znacząco pogarszają jakość życia.

Otyłość jest wreszcie istotnym czynnikiem ryzyka rozwoju chorób nowotworowych. Szacuje się, że z kilku milionów rozpoznawanych co roku na świecie nowotworów około 100 tys. to skutki tylko i wyłącznie nadmiernej masy ciała! Jest ona czynnikiem ryzyka m.in. raka piersi, raka jelita grubego, przełyku, nerki, trzustki – lista chorób nowotworowych związanych z otyłością jest coraz dłuższa, naukowcy udowadniają kolejne powiązania. Przedstawiciele amerykańskich towarzystw onkologicznych uważają, że 40-60 proc. wszystkich chorób nowotworowych moglibyśmy uniknąć dzięki odpowiedniemu sposobowi odżywiania, szczupłej sylwetce i aktywności fizycznej.

Otyłość skraca życie!

Eksperci ostrzegają, że nieleczenie otyłości skutkuje skróceniem życia średnio od 14 do 17 lat!

– Szacuje się, że z powodu epidemii otyłości zostanie zahamowana i skrócona średnia długość życia – w Polsce będzie to spadek o 4 lata. To dane, które niepokoją, wręcz zatrważają  – mówi specjalista.

W działania mające zmienić obraz otyłości w Polsce zaangażowała się m.in. znana dziennikarka Katarzyna Bosacka.

– Przełamywanie tabu związanego z otyłością i edukacja, że otyłość to choroba i można ją leczyć jest bardzo ważna, dlatego zaangażowałam się w kampanię „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”. Mam nadzieję, że zwiększy ona świadomość na temat zdrowotnych konsekwencji otyłości, zapobiegania jej i leczenia. Sama po 4 ciążach, z uwarunkowań medycznych, też zmagam się od lat z nadwagą” – zwierzyła się Katarzyna Bosacka na konferencji inaugurującej kampanię.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Szczepienia a COVID-19

Pomimo dużej aktywności ruchów anty-szczepionkowych oraz szerzeniu się różnego rodzaju „fake newsów” i teorii …

WZW typu A, B i C – w jaki sposób się przed nim chronić?

Wirusowe Zapalenie Wątroby to grupa chorób zakaźnych znanych jako zapalenie wątroby typu A, B, C, D i E. Za najgroźniejsze …

Bąblowica – Główny Inspektor Sanitarny ostrzega przed wakacyjnym zagrożeniem

Główny Inspektor Sanitarny na swojej stronie przypomina  o realnym zagrożeniu, jakim jest Bąblowica. Bąblowica jest …