Kategoria: CHOROBY

Nie przegap tętniaka – zbadaj się!

Tętniak w aorcie, czyli tętnicy głównej, bardzo długo nie daje objawów. Kiedy pęknie, większość chorych ma niewielkie szanse na przeżycie. Dlatego warto wiedzieć, czy się go nosi w sobie, a pomóc w tym może udział w badaniach profilaktycznych.

Choroby układu krążenia to nie tylko choroby serca. To co się dzieje w aorcie, żyłach i mniejszych tętnicach jest nie mniej istotne dla zdrowia i życia – np. nieleczone tętniaki aorty brzusznej grożą pęknięciem, którego 80 proc. chorych nie przeżyje. To dlatego Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się sfinansować ogólnopolski program bezpłatnych badań profilaktycznych, dedykowany temu konkretnemu problemowi

Skąd się biorą tętniaki i jak się je leczy

Tętniaki aorty brzusznej powstają wskutek osłabienia ściany tętnicy. Najczęstszą ich przyczyną u ludzi młodych jest uraz, zaś u starszych – miażdżyca. Nieleczony może doprowadzić do nagłego zgonu. Niestety długo nie daje objawów.

– Tętniak może rosnąć zupełnie bezobjawowo, nawet do dużej średnicy. Normalnie aorta człowieka ma średnicę około 2 cm, natomiast do operacji kwalifikujemy chorych, których tętniak osiągnął średnicę 5,5 cm (u mężczyzn) i 5,2 cm (u kobiet). Ryzyko pęknięcia tętniaka o średnicy poniżej 5,5 cm wynosi mniej więcej 1 proc. rocznie. Natomiast jeżeli tętniak przekracza średnicę 5,5 cm, odsetek ten zwiększa się 3-4-krotnie – mówi prof. Piotr Andziak, który kieruje Kliniką Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej CSK MSWiA w Warszawie, gdzie wykonywane są badania diagnostyczne w ramach wspomnianego, ministerialnego projektu.

Warto wiedzieć, że tętniak o średnicy 8 cm pęka w ciągu roku średnio u 20 proc. chorych.

– Ludzie do momentu pęknięcia mogą nie mieć żadnych objawów. Dlatego zależy nam na wczesnej diagnostyce tego schorzenia – tłumaczy lekarz.

Aż 80 proc. chorych z pękniętym tętniakiem umiera tam, gdzie zastała ich choroba, czyli najczęściej w domu. Spośród tych, którzy przeżyją pęknięcie, dotrą do szpitala, a następnie zostaną zoperowani, przeżyje połowa. Śmiertelność jest więc bardzo duża, co wiąże się z masywną utratą krwi i niedokrwieniem ważnych dla życia narządów.

Jak i gdzie sprawdzić czy ma się tętniaka

– Jeśli systematycznie kontrolujemy chorych z tętniakami aorty, oceniamy średnicę aorty i wielkość tętniaka, możemy chorego przygotować i zoperować w trybie planowym. Odsetek powikłań po planowej operacji nie przekracza 2-3 proc. Stąd nasze dążenie do tego, żeby operować chorych planowo, a nie w trybie doraźnym – wyjaśnia specjalista.

Ważne jest również to, że dzięki dostępności badań ultrasonograficznych zmniejsza się w Polsce liczba chorych operowanych ze względu na to, że pękł im tętniak.  Obecnie rocznie tego rodzaju zabiegów jest ok. 600-800. Tymczasem, liczba tętniaków aorty brzusznej operowanych planowo przekracza 3000 w skali roku.

Dotychczas w Polsce prowadzone były wyłącznie regionalne programy przesiewowe związane z tym problemem – teraz dostępny jest pierwszy projekt profilaktyczny o charakterze ogólnopolskim. Łącznie akcja ta prowadzona jest w ponad 20 szpitalach, w różnych województwach. Gdzie konkretnie? Poniżej przedstawiamy listę placówek, które biorą w niej udział:

  • Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu (Klinika Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej)
  • Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu
  • Szpital Uniwersytecki Nr 1 im. dr Antoniego Jurasza w Bydgoszczy
  • Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny Nr 1 w Lublinie
  • Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Łodzi
  • Wojewódzkie Wielospecjalistyczne Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi
  • Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II w Krakowie
  • Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie
  • Mazowiecki Szpital Bródnowski w Warszawie Sp. z o.o.
  • Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu
  • Szpital Specjalistyczny im. Edmunda Biernackiego w Mielcu
  • Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku
  • Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku
  • Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Nr 4 w Bytomiu
  • Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach
  • Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Olsztynie
  • Szpital Kliniczny Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
  • WSS w Szczecinie.

Badania profilaktyczne w ramach akcji są bezpłatne, i co ważne – po badaniach chorzy mają zapewnianą dalszą opiekę.

– Jeżeli u badanej osoby stwierdzimy poszerzenie aorty, zostanie ona skierowana do poradni chirurgii naczyniowej i tam dalej będzie obserwowana. Każdy chory objęty taką opieką będzie miał wykonywane badania ultrasonograficzne raz do roku, a jeżeli tętniak przekroczy wielkość 4,5 cm, raz na 6 miesięcy. W momencie kiedy tętniak osiągnie średnicę, która będzie kwalifikowała go do operacji, zostanie skierowany do szpitala celem jej przeprowadzenia – wyjaśnia specjalista.

Akcja będzie trwała do 2020 roku.

Jak zmniejszyć ryzyko rozwoju tętniaka

Oprócz „wyłapania” chorych kwalifikujących się do operacji program ma również dostarczyć wiedzy na temat liczby chorych z tętniakami aorty brzusznej w polskiej populacji. Dowiemy się czy odsetek ten wynosi 4-7 proc., tak jak w innych krajach, czy może więcej. A w praktyce da odpowiedź czy odpowiednia jest liczba ośrodków zajmujących się leczeniem tętniaków aorty brzusznej i czy są one przygotowane na przyjęcie zwiększonej liczby chorych. Tętniaki aorty brzusznej to w dużej mierze problem osób starszych, a ponieważ mamy starzejące się społeczeństwo będzie on dotyczył coraz większej liczby osób.

Kolejnym celem programu jest edukacja społeczeństwa. Ministerstwo planuje różne medialne działania informujące o badaniu: spoty w telewizji, plakaty w szpitalach i przychodniach, a także ulotki z których chorzy dowiedzą się czym są tętniaki i czym grożą. Szczególnie istotna jest świadomość tego, co zwiększa ryzyko rozwoju tętniaków.

Czynniki ryzyka tętniaków aorty brzusznej:

  • palenie papierosów;
  • nadciśnienie tętnicze;
  • otyłość.

Warto też wiedzieć, że tętniaki aorty brzusznej wykrywane są 5 razy częściej u mężczyzn niż u kobiet.  Wykrywa się je u ok. 3-6 proc. mężczyzn w wieku ponad 65 lat.

Źródło: www. zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Cichy złodziej kości – jak zapobiegać osteoporozie

Jeśli myślisz, że osteoporoza to choroba starszych pań, to jesteś w błędzie. Niedobór wapnia i ubytek tkanki kostnej mogą zagrażać każdemu. Gorzko doświadczyła tego m.in. aktorka Gwyneth Paltrow.

Hollywoodzka gwiazda takich filmów, jak Siedem, Zakochany Szekspir czy Utalentowany Pan Ripley złamała nogę w wieku 37 lat. Okazało się, że z powodu niedoboru nabiału w diecie Paltrow zaatakowała osteopenia.

Natomiast Nicole Kidman podczas zdjęć do filmu Moulin Rouge doznała złamania dwóch żeber. Uznała, że to efekt przepracowania i braku odpowiedniej diety, zdecydowała jednak, że niezbędna jest wizyta u lekarza. Media spekulowały, że może borykać się z osteopenią.

– Warto dodać, że jej BMI było wtedy mocno zaniżone, tymczasem niedobory pokarmowe, które są częste w wieku młodzieńczym, często skutkują niebezpieczną osteopenią. Osoby, które stosują drastyczne diety, chorują na choroby zaburzające wchłanianie, w tym anoreksję czy bulimię, przyjmują przewlekle glikokortykosteroidy – mają większe szanse na zachorowanie na osteoporozę – mówi dr n. med. Maria Rell-Bakalarska, specjalista reumatolog, dyrektor naukowy Interdyscyplinarnej Akademii Medycyny Praktycznej (IAMP).

Na osteoporozę, która jest efektem zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa (ZZSK) cierpi piosenkarz Daniel Coulter. Natomiast modelka Mercedes Yvette zachorowała na toczeń rumieniowaty układowy, a w jej wyniku na osteoporozę posteroidową, będąca konsekwencją stosowanych leków. Podobne zagrożenie występuje u osób chorujących na choroby pulmonologiczne, astmę lub niektóre choroby neurologiczne leczone sterydami.

Jak widać, ta choroba może dotknąć każdego i w każdym wieku. Warto wiedzieć, że już po 30. roku życia utrata masy kostnej może postępować szybciej niż proces jej tworzenia. Jeśli do tego dochodzą niedobory żywieniowe lub konieczne, lecz toksyczne leczenie – robi się naprawde niebezpiecznie. Zagrożone są zwłaszcza kobiety, które chorują częściej niż mężczyźni.

O kości dbaj przez całe życie!

Ryzyko osteoporozy oraz jej wczesnej fazy – czyli osteopenii – zwiększa przede wszystkim niewystarczająca ilość wapnia w diecie.

– Organizmowi musimy dostarczyć odpowiednią ilość wapnia – należy o tym pamiętać układając codzienną dietę. Regularne spożywanie produktów z dużą zawartością wapnia oraz witaminy D pomoże nam uniknąć problemów z osteoporozą w przyszłości – radzi reumatolog.

Wapń znajduje się w wielu popularnych artykułach spożywczych, m.in. w mleku, jogurtach, jajkach, orzechach czy serach. Warto wiedzieć, że z wiekiem zapotrzebowanie organizmu na wapń rośnie, z czego mało kto zdaje sobie sprawę – okazuje się, że aż trzy czwarte dorosłych Polaków ma niedobory wapnia. Podstawą profilaktyki powinno być więc regularne uzupełnianie poziomu wapnia, przy odpowiedniej podaży witaminy D.

Rekomendowana przez specjalistów dzienna dawka spożycia wapnia wynosi 1000 mg. Jednakże osoby powyżej 50 roku życia, kobiety w ciąży, karmiące piersią i będące w okresie menopauzy powinny zwiększyć dawkę do około 1300 mg na dobę.

Jednak sama dieta to nie wszystko – by zminimalizować ryzyko wystąpienia choroby, istotny jest także styl życia, jaki prowadzimy. Regularna aktywność fizyczna może nam pomóc, natomiast palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, otyłość, siedzący tryb życia czy niedożywienie są w stanie nam zaszkodzić, znacząco zwiększając ryzyko wystąpienia osteoporozy.

Najważniejsze czynniki ryzyka:

  • niedobór wapnia oraz witaminy D w diecie,
  • wczesna menopauza (przed 40 rż),
  • wystąpienie złamania biodra u jednego z rodziców,
  • brak aktywności fizycznej,
  • palenie tytoniu,
  • nadmierne spożycie alkoholu.

Na osteoporozę narażona jest co czwarta kobieta powyżej 60 r.ż. i co druga, która ukończyła 70 lat.

Szczególnie trudnym dla organizmu okresem jest ciąża i laktacja. Jednak zaledwie 6 proc. kobiet ciężarnych przyjmuje zalecaną ilość wapnia, co może zwiększać ryzyko osteoporozy oraz jej wczesnej fazy – osteopenii. Oczywiście, ubytek kości i jego konsekwencje mogą być niebezpieczne również dla mężczyzn. Warto wiedzieć, że według badań, najmłodszy mężczyzna z wynikiem badania sugerującym osteoporozę miał 37 lat.

Podstępna choroba, która długo nie daje objawów

To, co najgorsze w osteoporozie, to jej podstępny charakter – zanik tkanki kostnej nie boli, postępuje bezobjawowo, stopniowo osłabiając kości, aż dochodzi do złamania.

Badaniem, które daje diagnozę, jest densytometria badająca gęstość kości za pomocą aparatu rentgenowskiego. To bezpieczne badanie, które nie wymaga żadnego przygotowania.

– Ważne jednak, by zrobić je w dwóch lokalizacjach: kręgosłup w odcinku lędźwiowym i biodro – ostrzega specjalistka.

————————————————————————————————————————————Nie dajmy się zwieść pozorom

Nie wystarczy raz na jakiś czas zrobić  badania poziomu wapnia we krwi – kiedy organizm odczuwa jego niedobór, natychmiast pobiera go z kości – a więc wynik pozytywny poziomu wapnia nie świadczy o tym, że nie ma problemu.

————————————————————————————————————————————–

Wynik badania podaje się, używając wskaźnika T (T-score), który dla osteoporozy wynosi ponad 2,5 odchylenia standardowego. Wynik między 1 a 2,5 odchylenia standardowego świadczą o osteopenii, natomiast poniżej 1 to wynik świadczący o normalnej gęstości kości.

– W pewnych sytuacjach osteoporozę można także rozpoznać bez wykonania badania densytometrycznego. Wystarczy porównać obecną wysokość ciała do tej w wieku młodzieńczym – jeśli odnotujemy obniżenie o 4 cm lub więcej co jest skutkiem zgniatania uszkodzonych kręgów – jest niemal pewne, że pacjent ma osteoporozę – wyjaśnia specjalistka.

Choć bezpośrednią przyczyną 90 proc. złamań pozakręgowych jest upadek, to jednak aż 75 proc. złamań kręgosłupa wcale nie jest związana z upadkiem – może się zdarzyć nawet na skutek silnego kichnięcia czy podczas jazdy samochodem, który podskoczy na wyboju. Co ciekawe, 60 proc. złamań kręgosłupa nie boli.

Gdzie najczęściej zlokalizowane są złamania osteoporotyczne:

  • nasada kości promieniowej (80 proc.)
  • bliższy koniec kości ramiennej (75 proc.)
  • bliższy koniec kości udowej (70 proc.)
  • kręgosłup (58 proc.)

Często mamy do czynienia z  tzw. kaskadą złamań: pierwsze złamanie prowadzi do wzrostu ryzyka wystąpienia kolejnego złamania. Uważa się, że uszkodzenie kości nadgarstka pięciokrotnie zwiększa ryzyko złamań w obrębie kręgosłupa, a to z kolei znów dwukrotnie zwiększa ryzyko złamania kości biodrowej. Złamanie kości szyjki udowej jest już właściwie rozpoznaniem osteoporozy. Niestety, jest ono bardzo niebezpieczne. W ciągu roku po złamaniu szyjki kości udowej umiera 20 proc. kobiet  i 30 proc. mężczyzn.

Monika Wysocka dla zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixanay.com

Wirus przenoszony drogą płciową powoduje raka głowy i szyi

Wirus brodawczaka ludzkiego (HPV) zwykle kojarzy się z rakiem szyjki macicy. Słusznie, ale HPV może być również przyczyną raka narządów głowy i szyi. Jest też przyczyną powstawania innych nie tak groźnych chorób. Warto wiedzieć, jak minimalizować ryzyko.

Udział HPV w procesie powstawania płaskonabłonkowego raka narządów głowy i szyi odkryto w połowie lat 90. Teraz odkrycie to nie budzi już wątpliwości, bo zostało potwierdzone w licznych  badaniach.

Najczęściej rak, do którego przyczynił się wirus HPV, rozwija się w ustnej części gardła (zwłaszcza na migdałkach podniebiennych); znacznie rzadziej w krtani.

HPV to także przyczyna brodawek wirusowych, które mogą pojawić się w dowolnym miejscu na skórze. Z kolei w miejscach intymnych doprowadza do rozwoju kłykcin kończystych (brodawek wirusowych umiejscowionych na narządach płciowych).

Jak często występuje HPV

Szacuje się, że każda seksualnie aktywna osoba będzie przynajmniej raz w życiu zainfekowana HPV.  Większość osób przechodzi takie zakażenie bez żadnych objawów i samoistnie je zwalcza.

Kto najczęściej choruje na raka szyi i głowy

Jeszcze do niedawna na raka gardła i jamy ustnej chorowali przede wszystkim mężczyźni w wieku powyżej 50 lat, palacze, często jednocześnie nadużywający alkoholu. Wciąż stanowią największą grupę z takimi diagnozami, ale od kilkunastu lat pojawia się rosnąca nowa grupa chorych: osoby między 30. a 40. rokiem życia, w dobrej kondycji ogólnej, niepalące i umiarkowanie korzystające z mocnych trunków. W ich przypadku bezpośrednim winowajcą jest najczęściej wirus brodawczaka ludzkiego przenoszony drogą płciową.

– W ostatnich latach odnotowuje się obniżenie liczby zachorowań na tytoniozależne raki narządów głowy i szyi, co ma związek ze spadkiem liczby osób palących papierosy. Jednocześnie rośnie odsetek raków powodowanych przez wirusa brodawczaka ludzkiego, szczególnie wśród młodych ludzi. Przyczyn tego stanu rzeczy upatruje się w zmianie zachowań społecznych i obyczajów seksualnych – mówi prof. dr hab. n. med. Andrzej Kawecki, onkolog kliniczny, zastępca dyrektora ds. klinicznych Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Jak chronić się przed HPV

Do zakażenia HPV dochodzi najczęściej podczas stosunku seksualnego bez odpowiedniego zabezpieczenia. Dlatego najlepszą metodą zapobiegania zakażeniom HPV drogą płciową jest wierność jednemu partnerowi seksualnemu i stosowanie prezerwatyw. Warto jednak wiedzieć, że prezerwatywa może zmniejszać ryzyko zakażenia (ok. 75 proc), ale nie chroni w stu procentach przed kontaktem z wirusem. Nie ma zatem stuprocentowej gwarancji, zwłaszcza wtedy, gdy partnerzy  mają za sobą doświadczenia seksualne – już wcześniej mogło dojść do zakażenia jednego z nich.

Osoby z brodawkami wirusowymi powinny się powstrzymać od stosunków płciowych!

Eksperci polecają szczepienia ochronne, dające dobre efekty przed zakażeniami onkogennymi szczepami wirusa HPV (nie każdy szczep HPV doprowadza do rozwoju raka). Dzięki temu minimalizujemy ryzyko rozwoju nowotworu.

Szczepienie przeciwko onkogennemu HPV nie oznacza, że zaszczepiona kobieta może zrezygnować z regularnych badań cytologicznych!

– Wartość szczepień przeciwko HPV jest jednoznacznie udowodniona w zapobieganiu rakowi szyjki macicy. Nabycie odporności na zakażenie dotyczy całego organizmu, tak więc efekt profilaktyczny dotyczy również HPV-zależnych raków narządów głowy. Szczepienia są bezpieczne, a ich upowszechnienie przełoży się na ograniczenie ryzyka związanego z tym onkogennym wirusem – mówi prof. Andrzej Kawecki.

Wirusem HPV, powodującym brodawki na skórze, można się zakazić na przykład na basenie. W związku z tym konieczne jest przestrzeganie odpowiednich zasad higieny w takim miejscu, zaś w przypadku jakichkolwiek zmian skórnych – udanie się na konsultację lekarską. Podjęte leczenie skraca czas infekcji i pozwala zarażonej osobie podjąć środki zapobiegawcze wobec bliskich, w związku z czym są mniej narażeni na chorobę.

Monika Wysocka, Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Bakteria New Delhi: jak się jej ustrzec

Zakażenia bakterią potocznie nazywaną New Delhi notowane są w Polsce od 2011 roku, ale od 2015 roku liczba zarażonych nią pacjentów wzrasta. To niepokojące, zwłaszcza, że ten patogen nie reaguje na antybiotyki.

Pod potoczną nazwą bakterii New Delhi kryje się jeden ze szczepów dość powszechnych pałeczek jelitowych Klebsiella pneumoniae. Mimo to Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zalicza ten szczep do 12. najbardziej niebezpiecznych drobnoustrojów na świecie. Nie z powodu ich zjadliwości, której poziom jest znany od wielu lat, ale z powodu oporności na wiele grup antybiotyków, a czasami nawet na wszystkie obecnie dostępne leki przeciwbakteryjne.

W ubiegłym roku zakaziło się nią ponad 2,5 tys. osób. Nie wszystkie te osoby miały jednak objawy zakażenia – w tej grupie było ok. 70 proc. bezobjawowych nosicieli.

Do Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych w wielu regionach kraju, zgłaszane są kolejne przypadki, co związane jest także z bardziej rygorystycznymi kontrolami mikrobiologicznymi . Zdaniem specjalistów rozprzestrzenianie się bakterii Klebsiella pneumoniae NDM wynika m.in. z nadmiernego stosowania antybiotyków, zarówno w leczeniu szpitalnym, jak i w leczeniu prowadzonym przez lekarzy rodzinnych.

Co sprzyja rozprzestrzenianiu się bakterii New Delhi?

Jak podkreśla dr Paweł Grzesiowski, prezes Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa – ekspansji tych superbakterii sprzyjają trudne warunki panujące w wielu szpitalach, przepełnienie oddziałów i nieszczelne procedury izolacji zakażonych lub skolonizowanych nimi pacjentów.

Komu najbardziej zagraża bakteria New Delhi?

Nie u wszystkich pacjentów nabycie Klebsielli pneumoniae NDM skutkuje inwazyjnym zakażeniem, jednak dla niektórych może być bardzo niebezpieczna.

Jak tłumaczy  dr Tomasz Ozorowski, mikrobiolog z Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych poznańskiego Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego dotyczy to szczególnie pacjentów szpitalnych, którzy mają tzw. wrota zakażeń, czyli rany i ranki powstałe podczas zabiegów z przerwaniem ciągłości skóry: podczas podawania kroplówek, zakładania cewników, po operacjach itp.

Przez taką ranę bakteria może wniknąć do organizmu i doprowadzić do inwazyjnego zakażenia, np. układu moczowego, zapalenia płuc, zakażenia miejsca operowanego.

Najbardziej narażone są osoby w podeszłym wieku ze względu na pogorszoną pracę układu odpornościowego oraz fakt, że częściej  trafiają do szpitala. A to właśnie szpital jest głównym miejscem potencjalnego kontaktu zarówno z lekooporną florą bakteryjną, jak i innymi, już zakażonymi, pacjentami.

Zagrożeni są też przewlekle chorzy, osoby z osłabioną odpornością, pacjenci szpitali poddawani zabiegom operacyjnym, chorzy po długiej kuracji antybiotykowej i niemowlęta.

Specjaliści zauważają, że choć New Delhi to typowo szpitalna bakteria coraz częściej spotykana jest także u pacjentów ambulatoryjnych.

Garść historii

Po raz pierwszy bakterie z genem NDM opisali w 2008 r. brytyjscy naukowcy (wykryto je u szwedzkiego turysty, który powrócił z podróży do New Delhi – i tak powstała potoczna nazwa). W Polsce po raz pierwszy bakterię New Delhi wykryto u pacjenta w 2011 roku w Warszawie.

Klebsiella pneumoniae: co to za bakterie?

Pałeczki jelitowe Klebsiella pneumoniae to bakterie, które bytują w przewodzie pokarmowym każdego człowieka. Szczepy, do których należy bakteria New Delhi to grupa, która nabyły oporność na większość antybiotyków, w tym na karbapenemy – bardzo silne leki, często traktowane jako antybiotyki „ostatniej szansy”.

Bakterie te mają zdolność długotrwałego przebywania w organizmie, nawet przez kilka lat. Gdy stajemy się ich nosicielami, możemy być źródłem zakażeń dla innych.

Jak można się zakazić i uchronić przed bakterią New Delhi?

Pałeczki jelitowe mogą wiele miesięcy żyć poza organizmem człowieka – Klebsiella pneumoniae nawet 2,5 roku. Bakterie te łatwo przenieść na rękach, bytują w układzie pokarmowym, a podczas zabiegu medycznego mogą przedostać się do krwi. Wtedy często dochodzi do sepsy. Bakteria jest oporna na wiele antybiotyków, dlatego sepsa przez nią wywołana wiąże się w wysokim ryzykiem śmierci – ok. 30-50 proc. chorych umiera.

Dlatego tak ważne jest utrzymanie czystości w toaletach, w każdym pomieszczeniu w placówkach medycznych, dezynfekcja narzędzi i sprzętów medycznych, bezpieczne gromadzenie i usuwanie odpadów zakaźnych. Odwiedzający swoich bliskich w szpitalu powinni starannie przestrzegać higieny i dokładnie myć ręce po powrocie.

Bakteria staje się niebezpieczna, gdy przedostanie się do krwi, dróg moczowych czy dróg oddechowych. Nie można się nią zarazić np. drogą kropelkową, a jedynie kontaktową, czyli przez brudne ręce czy np. niezdezynfekowana toaletę.

Jakie są objawy zakażenia bakterią New Delhi

Najczęściej objawy zakażenia bakterią New Delhi pojawiają się dość niespodziewanie. Początkowo można pomylić je z grypą, gdyż te najbardziej popularne objawy to:

  •  nagła, bardzo wysoka gorączka,
  • dreszcze i zimne poty,
  • zawroty głowy,
  • kaszel i duszności,
  • ból w obrębie klatki piersiowej,
  • silne osłabienie.

Bakteria może wywołać takie choroby jak zakażenie miejsca operowanego, ciężkie zapalenie płuc, zapalenie układu moczowego czy śmiertelnie groźną sepsę.

Warto wiedzieć

Nawet jeśli zostaniemy skolonizowani superbakterią, to prowadząc higieniczny tryb życia, nie biorąc niepotrzebnych leków, zwłaszcza antybiotyków, jesteśmy w stanie odbudować właściwą florę bakteryjną w ciągu kilku miesięcy. Oczywiście są pacjenci, u których proces dekolonizacji trwa dłużej, nawet rok lub dwa lata. Przeważnie są to osoby, które mają wiele innych schorzeń, przyjmują wiele leków, niekoniecznie antybiotyków, ale np. agresywnych leków onkologicznych, bo to może sprzyjać utrzymywaniu się kolonizacji.

Jak uniknąć zakażenia?

Bakteria New Delhi może żyć na skórze i w przewodzie pokarmowym nosiciela. Jest też wydalana wraz z kałem zarówno osoby chorej, jak i zdrowego nosiciela, u którego nie ma jeszcze objawów. Szczególnie ważne jest więc dbanie o higienę. Dlatego tak ważne jest pamiętanie o myciu rąk przed jedzeniem i po wizytach w szpitalu.

Czy należy podejmować dodatkowe środki ostrożności w domu?

W warunkach domowych należy przestrzegać częstego mycia rąk. Istotną rolę odgrywa należyta higiena osobista, przestrzeganie zasady rozdziału ręczników domowników oraz częste mycie toalety. Nie są zalecane inne środki ostrożności, jak również ograniczanie kontaktu z domownikami. Nie jest konieczne ograniczanie przebywania w miejscach publicznych oraz w miejscu pracy.

Jak wykryć bakterię New Delhi

Można ją wykryć w drodze specjalnych badań mikrobiologicznych. Każdy szpital ma obowiązek dokonywać rutynowych kontroli pod kątem groźnych patogenów – zajmują się tym szpitalne komisje i zespoły ds. zakażeń.

Warto wiedzieć, że bezobjawowe nosicielstwo w przewodzie pokarmowym może utrzymywać się przez miesiące. Większość pacjentów pozbywa się samoistnie bakterii  w okresie do 6 miesięcy.

W sytuacji, gdy personel szpitala wykryje zakażenie bakterią u pacjenta, podejmuje odpowiednie działania, wśród których znajduje się odizolowanie takiego pacjenta od niezakażonych. Stan nosiciela jest sprawdzany. Pozbycie się bakterii opornych na karbapenemy powinno zostać potwierdzone w co najmniej dwóch badaniach wymazu z odbytu i jednym badaniu genetycznym lub trzech posiewach wykonanych w odstępie co najmniej 48 godz. Pobranie materiału musi być wykonane przez personel medyczny lub laboratoryjny.

Gdzie można zrobić takie badania? Lista laboratoriów oraz aktualne zalecenia znajdują się na stronach internetowych:

WSSE w Warszawie: www.wsse.waw.pl

PSSE w m.st. Warszawie: www.pssewarszawa.pis.gov.pl

Szczegółowe informacje dotyczące bakterii Klebsiella pneumoniae New Delhi dostępne są na stronach internetowych Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków oraz Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Lekowrażliwości Drobnoustrojów:

www.antybiotyki.edu.pl

www.korld.edu.pl

Czy problem oporności bakterii na leki będzie narastać i czym to grozi?

– Lekooporność bakterii jest zjawiskiem narastającym na całym świecie, obecnie jest traktowana jako globalne zagrożenie, podobnie jak skażenie środowiska toksycznymi odpadami czy ocieplenie klimatu. Lekooporność jest niewątpliwie dziełem człowieka i będzie narastać, bowiem w naturze bakterii jest zdolność do przystosowania w trudnym środowisku. Od milionów lat bakterie dysponują mechanizmami oporności na antybiotyki, genetycznie są w stanie mutować tak, żeby dostosować się do nowego środowiska. Jednak to człowiek, przez masowe, często bezrozumne stosowanie antybiotyków i innych substancji antybaktetyjnych w przemyśle, hodowli, rolnictwie, weterynarii i medycynie ludzkiej, spowodował wysekcjonowanie lekoopornych szczepów na niespotykaną dotychczas skalę – komentuje dr Paweł Grzesiowski, Prezes Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, konsultant szpitali w dziedzinie zakażeń szpitalnych i antybiotykoterapii.

Ekspert podkreśla, że rozpowszechnieniu lekoopornych bakterii sprzyja też ogromna konsumpcja wysoko przetworzonej i „schemizowanej” żywności, transport żywych zwierząt hodowlanych, a także liczne podróże i ruchy ludności oraz zakażenia związane z opieką zdrowotną.

– W medycynie ludzkiej największe zagrożenie dotyczy szpitali wysokospecjalistycznych i zakładów opieki długoterminowej, gdzie przebywają pacjenci z wieloma obciążeniami, przewlekłymi schorzeniami, które prowadzą do upośledzenia odporności. Duże zagęszczenie pacjentów na oddziałach intensywnej terapii, interny, neurologii czy hematologii powoduje, że łatwo dochodzi do ognisk epidemicznych, które zagrażają zdrowiu i życiu pacjentów. W walce z lekoopornością może pomóc tylko świadome ograniczenie stosowania antybiotyków w przemyśle i w rolnictwie, a w medycynie, racjonalizacja ich użycia – podsumowuje dr Paweł Grzesiowski.

Według niego, w celu ograniczenia problemu, należy też inwestować w szybką i precyzyjną diagnostykę mikrobiologiczną, badania przesiewowe pacjentów przy przyjęcia do szpitala, systemy monitorowania skuteczności leczenia, a także w wielokierunkowe programy kontroli zakażeń szpitalnych, mające na celu efektywną izolację zakażonych i skolonizowanych pacjentów. Co jeszcze może pomóc? Sprzątanie i dezynfekcja otoczenia pacjenta, sprzętów i urządzeń medycznych, a także bezpieczne usuwanie odpadów zakaźnych. Bardzo ważnym elementem przerywania transmisji wieloopornych zakażeń jest także prawidłowe postępowanie personelu medycznego, w szczególności stosowanie jednodniowych ubrań medycznych oraz staranna dezynfekcja rąk. W szpitalach, gdzie udaje się wprowadzić te zasady, sytuacja epidemiologiczna jest dobra, nie dochodzi do zakażeń epidemicznych.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wiemy, jakie są przyczyny raka trzustki?

To MIT! Choć po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową frazy „przyczyny raka trzustki” bez trudu można znaleźć ich długą listę, to jednak uznani eksperci twierdzą, że przyczyny raka trzustki wciąż pozostają nieznane.

Rak trzustki budzi duże emocje i zainteresowanie, ponieważ zwykle nie daje żadnych objawów aż do momentu, kiedy jest już mocno zaawansowany, a przez to też niezwykle trudny do leczenia. Nic dziwnego, że ludzie szukają informacji na temat jego przyczyn, a więc i możliwych sposobów zapobiegania. Niestety, wiedza naukowa na ten temat jest wciąż ograniczona.

„Aktualnie przyczyny raka trzustki są nieznane. Przyjmuje się, że większość raków trzustki (90 proc.) nie jest związana z żadnym czynnikiem ryzyka, jednak dla pozostałych przypadków zidentyfikowano pewne takie czynniki. Zwiększają one ryzyko wystąpienia raka, ale nie są konieczne ani wystarczające do spowodowania raka. Czynnik ryzyka nie stanowi sam w sobie przyczyny choroby. Niektóre osoby, u których występują czynniki ryzyka, nigdy nie zachorują na raka trzustki, natomiast inne, u których nie występuje żaden z czynników ryzyka, zachorują” – czytamy w eksperckim poradniku na temat raka trzustki dla chorych i ich rodzin, wydanym przez Anticancer Fund (ACF) we współpracy z European Society for Medical Oncology (ESMO).

Jakie są potencjalne czynniki ryzyka rozwoju raka trzustki

Eksperci z renomowanego towarzystwa ESMO do głównych czynników ryzyka zaliczają m.in.:

  • Geny – stwierdzono, że pewne mutacje genetyczne wiążą się z występowaniem raka trzustki (np. mutacje genów KRAS i CDKN2). Ryzyko zwiększają też niektóre dziedziczne zespoły genetyczne, takie jak np. zespół Peutza-Jeghersa czy zespół FAMMM. Posiadanie krewnego chorującego na raka trzustki również zwiększa ryzyko. Ale szacuje się, że tylko od 5 do 10 proc. przypadków raka trzustki może mieć charakter rodzinny.
  • Palenie tytoniu – stwierdzono, że 25 proc. pacjentów z rakiem trzustki jest lub było długoletnimi palaczami tytoniu. Palenie jest groźne zwłaszcza u osób z wymienionymi wyżej predyspozycjami genetycznymi.
  • Wiek – ryzyko zachorowania na raka trzustki, podobnie jak w przypadku większości innych nowotworów, rośnie z wiekiem. Rak trzustki rozpoznawany jest najczęściej między 60. a 80. rokiem życia.
  • Otyłość – stwierdzono też, że ryzyko wystąpienia raka trzustki może nieznacznie wzrastać wraz ze wzrostem wskaźnika masy ciała (BMI).
  • Przewlekłe zapalenie trzustki – zwłaszcza trwające przez kilka dziesięcioleci, istotnie zwiększa ryzyko wystąpienia raka trzustki.
  • Alkohol i mięso – podejrzewa się, że alkoholizm i spożywanie dużych ilości czerwonego mięsa oraz produktów mięsnych wiążą się z podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka trzustki, ale dowody na to nie są wciąż jednoznaczne.

Czy są badania, za pomocą których można wcześnie wykryć raka trzustki?

W przypadku niektórych nowotworów dysponujemy takimi możliwościami diagnostycznymi, że – przy założeniu, iż badaniom poddawałyby się całe populacje – można by zredukować do niemal zera, lub zdecydowanie ograniczyć występowanie tych chorób. Takimi badaniami są (oferowane dlatego w skriningach) cytologia oraz kolonoskopia. Obydwie te metody diagnostyczne pozwalają na wykrycie zmian jeszcze przedrakowych; w pierwszym przypadku – raka szyjki macicy, w drugim – raka jelita grubego. Ponieważ wykrywane są w nich zmiany, które dopiero mogą się przekształcić w nowotwór, ich leczenie nie dopuszcza do rozwoju raka.

Niestety, nie jest tak w przypadku raka trzustki – nie powstało tego rodzaju narzędzie diagnostyczne.

„Wczesne stadium i zmiany przedrakowe w przebiegu raka trzustki nie wywołują objawów. Z tego powodu wczesne wykrycie raka trzustki jest trudne i dochodzi do niego rzadko” – czytamy w poradniku.

Jednakże u pacjentów, u których występuje którykolwiek z wymienionych wyżej dziedzicznych zespołów, zaleca się wykonywanie ultrasonografii endoskopowej (EUS) umożliwiającej wykrycie niewielkich zmian oraz badań obrazowych metodą rezonansu magnetycznego (MRI) – zalecają eksperci ESMO.

Raka trzustki można podejrzewać na podstawie szeregu różnych możliwych objawów, do których należą m.in. utrata masy ciała, żółtaczka i ból brzucha czy pleców. Objawy te mogą jednak być skutkiem również wielu innych chorób.

Lekarze rekomendują też regularne, coroczne badanie brzucha za pomocą ultrasonografu, które pozwala na wykrycie wielu patologicznych zmian w jamie brzusznej (w niektórych przypadkach także raka trzustki).

Przedstawione w cytowanym poradniku informacje dotyczą najczęściej występującego typu raka trzustki, nazywanego gruczolakorakiem trzustki.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wiesz, jakie objawy ma udar?

Rozpoznanie pierwszych objawów udaru i natychmiastowe wezwanie karetki to działanie, które ratuje życie i sprawność. Co osiem minut ktoś w Polsce doświadcza tego stanu, zatem wiedza, jak się zachować, jest na wagę życia każdego.

Udar jest pierwszą przyczyną trwałej niepełnosprawności Polaków i Polek po 40. roku życia, często wykluczając ich z życia społecznego. Tymczasem prostymi sposobami można przynajmniej części z nich zapobiec: modyfikacja stylu życia, szybkie rozpoznanie w razie udaru, a następnie leczenie i monitorowanie chorób, które zwiększają jego ryzyko mogą zdziałąć cuda.

Wciąż nie jest to powszechna wiedza, stąd pomysł zorganizowania w szkołach podstawowych w całym kraju interaktywnych lekcji pod hasłem: „STOP UDAROM MÓZGU. I Ty możesz zostać superbohaterem!”.

Udar mózgu w liczbach

  • ok 80 tys. nowych przypadków udarów ma miejsce w ciągu roku w Polsce
  • 25 proc. –  tyle osób, które doznaje udaru, nie przeżyje pierwszych 3 miesięcy
  • 50 proc. –  tyle osób, które doznaje udaru, będzie zagrożonych trwałą niesprawnością

I tak, w ramach Ogólnopolskiego Programu Edukacyjnego na rzecz Profilaktyki Udarowej we współpracy z nauczycielami z Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych powstał scenariusz interaktywnych warsztatów edukacyjnych.
– Podczas zajęć dzieci dowiadują się, czym jest i jak działa mózg, jak dochodzi do udaru i jakie funkcje mózgu może on wyłączyć, uczą się, jakie są objawy udaru mózgu i jak należy reagować w sytuacji ich wystąpienia – mówi Karolina Mitruczuk, edukatorka z IFMSA, organizacji partnerskiej programu.

Aby zaciekawić dzieci trudnym tematem stworzono postać dr. Stroke’a – superbohatera.

– Uczę z ekranu, jak rozpoznać udar i co robić w sytuacji, w której minuty decydują o czyimś życiu. Chciałbym, żeby Doktor Stroke – Pogromca Udarów był wzorem do naśladowania dla każdego nastolatka, który stanie w obliczu nagłej potrzeby reakcji, gdy rozpozna udar mózgu w najbliższym otoczeniu – podkreśla aktor Michał Malinowski.

Jakie są objawy udaru?

  • Usta wykrzywione,
  • Dłoń opadnięta,
  • Artykulacja utrudniona,
  • Rozmazane widzenie

Wraz z tą wiedzą dzieci dostają prostą instrukcję, jak właściwie zareagować w sytuacji ich zaobserwowania u kogoś lub u siebie: Wezwij  pogotowie (tel. 999 lub 112)!

Sprawdź, czy to udar – wydaj polecenia:

  • Uśmiechnij się – jeśli podnosi się tylko połowa ust, druga część twarzy może być porażona
  • Podnieś obie ręce nad głowę – gdy możliwe jest uniesienie tylko jednej ręki prawdopodobnie niedowład objął połowę ciała
  • Powtórz: „Wszystko będzie dobrze” – jeśli mowa jest niewyraźna lub niemożliwa, należy wezwać karetkę

Oprócz poznania objawów udaru dzieciaki dowiadują się też, że można sporo zrobić, aby udarom zapobiec.

Badania dowodzą, że poprzez wprowadzenie 5 bardzo konkretnych zachowań prozdrowotnych, możemy zapobiec aż połowie wszystkich udarów mózgu! Te zachowania to: niepalenie tytoniu, utrzymywanie prawidłowej masy ciała, regularna aktywność fizyczna, umiarkowane spożycie i nienadużywanie alkoholu oraz zdrowa dieta – wymienia dr Michał Karliński z Instytutu Psychiatrii  i Neurologii, II Klinika Neurologiczna Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie/Udar mózgu_objawy

Poprzez dzieci do dorosłych

Okazuje się, że wiedza przekazana w przystępny sposób pięcioklasistom jest łatwo przyswajana, a co najważniejsze – interesująca.
– Widzę, że dzieci są bardzo zainteresowane, wiem, że opowiadały o zajęciach w domu i przekazywały, czego sie dowiedziały. Było więc warto – mówi Dorota Maciejewska dyrektor Szkoły Podstawowej Nr 343 w Warszawie, która wzięła udział w programie.

Jakie choroby sprzyjają udarowi mózgu:

  • nadciśnienie tętnicze,choroby serca, szczególnie migotanie przedsionków,
  • cukrzyca,choroby naczyń, szczególnie zaawansowana miażdżyca,
  • zaburzenia gospodarki lipidowej,
  • zespół bezdechu sennego (objawia się chrapaniem),

A także:

  • otyłość lub duża nadwaga,
  • palenie papierosów,
  • nadużywanie alkoholu.

Założenie jest takie, aby kampania trafiła do jak najszerszej grupy odbiorców.

– Nasze działania mają dwa kierunki: pierwszy to edukacja młodzieży, która za 5,10 lat będzie dorosła i będzie mogła tę wiedzę szerzyć. I drugi – aby poprzez dzieci dotrzeć do rodziców i dziadków. A to jest szalenie istotne, bo jeżeli chodzi o objawy oraz konieczne pierwsze działania świadomość osób dorosłych, a zwłaszcza osób starszych w Polsce jest bardzo mała – mówi dr Mariusz Baumgart pełnomocnik ds. medycznych Stowarzyszenia „Udarowcy – Liczy się wsparcie!”.
Organizatorzy liczą na to, że dzieci po powrocie do domu opowiedzą swoim rodzicom o tym czego się dowiedzieli, tym samym przekazując im zdobytą wiedzę. Służą temu też materiały przekazywane uczniom podczas lekcji: krzyżówki i rebusy do wspólnego rozwiązywania w domu, magnezy na lodówkę, ulotki.

Głównym przekazem akcji jest to, że udarowi można zapobiegać, a gdy już się zdarzy – można go leczyć.

– Ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że leczenie w ostrej fazie jest możliwe, ale musimy je zastosować bardzo szybko – w ciągu 4,5 godzin od wystąpienia pierwszych objawów, ale im szybciej – tym lepiej. Później zostaje już tylko rehabilitacja i prewencja wtórna. Dlatego tak ważne jest, aby jak najwięcej osób znało objawy udaru mózgu – mówi dr Michał Karliński.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Nie tylko październik – profilaktyka raka piersi przez cały rok

Statystycznie to najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zdiagnozowanego raka piersi wśród kobiet w wieku 20-49 lat zwiększyła się w ostatnich trzech dekadach prawie dwukrotnie. Tak dużego wzrostu zachorowań nie notuje się przy żadnym innym typie nowotworu w naszym kraju. Chociaż zwyczajowo za Miesiąc Świadomości Raka Piersi uznaje się październik, o profilaktycznych badaniach powinno się pamiętać przez cały rok. Regularne kontrole uchronią bowiem przed ryzykiem późnego wykrycia zmian chorobowych.

Każdego roku w Polsce zapada na niego aż 17 tysięcy pań, a około 5 tysięcy umiera w wyniku choroby. Mimo że coraz częściej i głośniej mówi się o potrzebie regularnych badań, świadomość dotycząca nowotworów piersi jest wciąż zbyt niska. Polki nie badają się w obawie przed diagnozą, tymczasem choroba atakuje coraz młodsze kobiety. Należy pamiętać, że wczesne wykrycie ma kluczowe znaczenie w procesie leczenia. Na czym polega profilaktyka raka piersi?

Samobadnie – kontrola piersi raz w miesiącu

Comiesięczna kontrola piersi poprzez samobadanie jest niezwykle cenna w profilaktyce raka piersi. Każda kobieta, która ukończyła 20. rok życia, powinna wykonywać je regularnie – jeśli bada je od wielu lat i zna prawidłową strukturę tkanki piersiowej, potrafi wykryć nawet niewielkie zmiany. To zaledwie 5 minut w miesiącu, które może uratować zdrowie i życie. Samobadanie powinno wykonywać się na namydlonym ciele, najlepiej kilka dni po miesiączce, kiedy piersi nie są już nabrzmiałe i bolesne przy dotyku. Kobiety w wieku menopauzalnym mogą wybrać dowolny dzień miesiąca i w tym dniu przeprowadzać badanie. W jego trakcie szuka się ewentualnych przebarwień, wgłębień, marszczeń skóry, zgrubień i nierówności. Każdą zauważoną zmianę należy niezwłocznie zgłosić lekarzowi. Warto również wiedzieć, że oprócz tkanki piersiowej należy również sprawdzić okolice pach. Dokładny proces samobadania opisuje dr n. med. Tomasz Sarosiek, onkolog kliniczny, Magodent Grupa LUX MED:

Samokontrolę piersi powinno się przeprowadzać w pozycji stojącej. Prawą rękę należy unieść do góry i oprzeć dłoń z tyłu głowy. Trzy środkowe palce lewej ręki przykładamy do prawej piersi i przyciskamy je lekko do skóry, wykonując ruchy od góry w dół oraz okrężne, a także od boku do centrum i odwrotnie), badając w ten sposób pierś oraz pachę. Następnie czynność powtarzamy, nieco mocniej przyciskając palce, dzięki czemu łatwiej jest wyczuć tkanki położone głębiej. Należy zwracać szczególną uwagę na podejrzane zgrubienia i guzki, miejscowe zmiany konsystencji tkanki oraz ewentualny obrzęk pod pachą. Te same czynności powtarzamy dla lewej piersi (lewa ręka uniesiona, badamy prawą dłonią). Następnie kładziemy się na wznak. Pod prawą łopatką wsuwamy małą poduszkę lub zwinięty ręcznik i dla prawej i lewej piersi powtarzamy te same czynności, które wykonywaliśmy podczas badania na stojąco.

Mammografia

Mammografia to radiologiczne badanie piersi, wykonywane w dwóch projekcjach (górno-dolna oraz skośna). Jest podstawową, a zarazem najbardziej popularną metodą diagnostyczną piersi. Dr n. med. Tomasz Sarosiek, onkolog kliniczny, Magodent Grupa LUX MED:

Badanie przeprowadza się zazwyczaj u kobiet, które ukończyły 35-40 lat. Do 50. roku życia wykonuje się ją co dwa lata, po pięćdziesiątce – co rok. Mammografia jest raczej bezbolesna i nie wymaga znieczulenia. Tradycyjnym aparatem można wykryć guzki wielkości od 3 milimetrów. W przypadku raka piersi czułość mammografii ocenia się na 80 procent.

Podczas badania pierś umieszczana jest na metalowej podkładce i przyciskana plastikowymi płytkami z góry oraz z boku. Urządzenie prześwietla pierś promieniami rentgenowskimi, a następnie otrzymujemy obraz na kliszach. Zdjęcia oceniane są zazwyczaj przez dwóch radiologów, co pozwala zmniejszyć ryzyko błędu interpretacji.

Badanie ultrasonograficzne piersi

W tym badaniu, dzięki wykorzystaniu fal ultradźwiękowych, uwidacznia się obraz tkanek wchodzących w skład piersi. Zaleca się je często jako element pogłębionej diagnostyki patologii wykrytych podczas mammografii – w razie zaobserwowania nieprawidłowości, USG jest jej wartościowym uzupełnieniem. Umożliwia bowiem różnicowanie torbieli od guzków oraz precyzyjną ocenę wielkości zmian ogniskowych. W profilaktyce USG piersi wykonuje się u kobiet, które ukończyły 30 lat, których piersi charakteryzują się dużą gęstością gruczołową. Jest to w pełni bezpieczna i bezbolesna metoda badania. USG poprzedzone jest wywiadem lekarskim z pacjentką oraz ewentualną analizą ostatnich wyników badań USG i mammografii (jeśli były wykonywane). Kobieta kładzie się na leżance, a lekarz przesuwa po jej piersiach specjalną głowicą, oglądając na monitorze strukturę piersi.

Wyparcie problemu nie uchroni przed chorobą i nie pomoże jej pokonać. Całkowite wyleczenie raka piersi jest możliwe, jednak w dużej mierze zależy od samej kobiety. Regularne samobadanie oraz USG i mammografia piersi, na które kieruje ginekolog, mają ogromne znaczenie w profilaktyce. Dzięki odpowiedniej kontroli znacznie zwiększają się bowiem szanse na podstawienie trafnej diagnozy i szybkie wdrożenie leczenia. Jeśli na podstawie wykonanych badań i wstępnej diagnozy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej uzna potrzebę skierowania pacjenta do lekarza specjalisty, wydaje kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego, tzw. DiLO. Karta ta zastępuje skierowanie i dokumentuje cały proces diagnostyczno-terapeutyczny, co w znacznym stopniu zwiększa szanse na wyleczenie.

Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Świerzb – fakty i mity

Świerzb to choroba skóry, która wcale nie jest taka rzadka, jak się mogłoby wydawać. Uporczywe swędzenie skóry to jej znak rozpoznawczy. Dowiedz się, jak można się nim zarazić i jak takiego zarażenia uniknąć.

Świerzb jest zakaźną chorobą skóry wywoływaną przez świerzbowca ludzkiego, należącego do roztoczy. Na świecie choruje ok. 300 mln osób rocznie, co stanowi 5 proc. ogólnej populacji. W Polsce nie ma danych na ten temat. Wiadomo natomiast, że świerzb jest jedną z najczęstszych dermatoz pasożytniczych i stanowi istotny problem medyczny i społeczny. Jest to także choroba,wokół której narosło wiele mitów. Zapytaliśmy dr. n. med. Andrzeja Szmurło, dermatologa z kliniki Nova Derm w Warszawie co jest prawdą, a co nie na temat tej częstej choroby, o której tak niewiele wiemy.

Świerzb jest chorobą rzadką.

MIT! Świerzb jest chorobą występującą powszechnie, w ostatnim okresie obserwowaną coraz częściej, szczególnie u młodych ludzi aktywnie podróżujących i osób starszych zebranych w większych grupach np. domach opieki.

Łatwiej zarazić się jest na wsi niż w mieście.

MIT! Zarówno na wsi jak i w mieście zarażenie jest prawdopodobne, jednak w mieście, w dużych grupach społecznych, można się łatwiej zarazić.

Świerzb dotyka tylko osoby, które nie przestrzegają zasad higieny.

FAKT/MIT Przestrzeganie zasad higieny nie chroni przed zarażeniem świerzbowcem, jakkolwiek jest to choroba częściej występująca w środowiskach ludzi bezdomnych, domach opieki, niektórych ośrodkach medycznych. Ważne, by podejmować interwencję jak najszybciej, w momencie pojawienia się pierwszych objawów, zanim choroba rozszerzy się na inne osoby w drodze bezpośredniego kontaktu.

Są choroby, które predysponują do zarażenia się świerzbem.

FAKT! Do zarażenia świerzbowcem predysponują choroby psychiczne, alkoholizm i uzależnienie od narkotyków.

Świerzb jest częstszy latem.

MIT! Obecnie przy wyjazdach w rozmaite rejony świata w każdej porze roku, świerzb jest tak samo częsty zimą jak i latem.

Świerzbem łatwo się zarazić.

FAKT! Świerzbem dość łatwo się zarazić, ale wymaga to bezpośredniego kontaktu ze skórą chorego lub jego zakażonym ubraniem.

Świerzb powoduje swędzenie skóry.

FAKT! Podstawowym objawem zwracającym uwagę chorego jest uporczywy świąd nasilający się w nocy.

Świerzbu ciężko się pozbyć.

MIT! Choroba leczy się stosunkowo łatwo dzięki nowym lekom wymagającym jednorazowego zastosowania.

Świerzb lokalizuje się tylko w miejscach, gdzie skóra jest gruba.

MIT! Świerzb lokalizować się może wszędzie, najrzadziej na plecach i głowie, a najczęściej na narządach płciowych, na dłoniach i stopach oraz na tułowiu.

Świerzb wymaga leczenia w szpitalu.

MIT! Leczenie nie wymaga hospitalizacji. Chory może leczyć się w warunkach domowych.

Świerzb atakuje ludzi ubogich, z marginesu.

MIT! Atakuje zarówno bogatych jak i biednych, jednak brak dobrego dostępu do leczenia które może być drogie, a czasem skomplikowane, powoduje, że osoby z marginesu dłużej chorują i nie leczą się.

Świerzbem zaraża się poprzez podanie ręki choremu.

MIT! Zarażenie od zwykłego podania dłoni zdarza się wyjątkowo rzadko.

Można się zarazić w komunikacji miejskiej.

FAKT! Mało prawdopodobne, by do zarażenia doszło poprzez dotykanie tych samych uchwytów, drążków w tramwaju czy autobusie, z którymi wcześniej kontakt miała osoba chora na świerzb. Ale ryzyko jest większe, jeśli zajmie się siedzenie, na którym właśnie siedziała osoba zarażona dużą liczbą  pasożytów, zwłaszcza wtedy, gdy jest ono pokryte wykładziną tkaninową. Wówczas zarażenie jest prawdopodobne.

Można się zarazić śpiąc w tej samej pościeli i poprzez seks.

FAKT! Sypiając z osobą chorą na świerzb zarazić się jest najłatwiej, zarówno leżąc w tej samej pościeli, jak i poprzez seks.

Dzieci nie mogą chorować na świerzb.

MIT! Dzieci często chorują na świerzb.

Skuteczny w walce ze świerzbem jest ocet, który zabija larwy i dorosłe osobniki zakwaszając pH skóry.

MIT! Ocet jest nieskuteczny, nie jest zalecany przez dermatologów. Mamy preparaty siarki, permetrynę i iwermektynę, które skutecznie zwalczają pasożyty.

Cebula i czosnek zabija drobnoustroje, więc może też zwalczyć świerzb.

MIT! Zjedzenie czosnku i cebuli nie działa odkażająco skórę. Dermatolodzy nie zalecają także stosowania tych warzyw bezpośrednio na skórę.

Woda utleniona jest skuteczna w leczeniu świerzbu.

MIT! Wody utlenionej nie stosuje się do leczenia świerzbu.

Po zakończonej kuracji trzeba ubrania wyprać w temperaturze 100 stopni Celsjusza.

FAKT! Tak, ubrania trzeba wyprać w najwyższej możliwej temperaturze i prasować gorącym żelazkiem od wewnątrz.

Można się zarazić przez pocałunek.

MIT! Sam pocałunek rzadko prowadzi do zarażenia, bo świerzb nie bytuje na twarzy.

Trzeba odkazić wszystkie przedmioty domowego użytku jak czajnik, krzesła i dywany.

MIT! Najczęściej wystarczy odkażenie bielizny, ubrań i pościeli. Dywanów i czajnika nie odkaża się. Zabawki można włożyć do zamrażarki ustawionej na mrożenie w temperaturze -20 stopni C, na 24 godziny. Można też na tydzień do 3 tygodni zapakować wszystko w worki plastikowe i odłożyć do schowka.

Świerzbem można zarazić się w saunie, na siłowni lub na basenie.

FAKT/MIT. Na basenie zarażenie świerzbem jest mało prawdopodobne (bardziej grzybicą). Większe ryzyko jest  na siłowni czy w saunie (wspólne ręczniki), aczkolwiek i to zdarza się sporadycznie.

Leczenie jest uciążliwe, lek brudzi ubrania i ma nieprzyjemny zapach.

FAKT/MIT. Kiedyś leczenie było uciążliwe, jednak nowe leki są łatwe w użyciu i szybko działają.

Świerzbowce mogą pokonywać duże odległości, np. przemieścić się z szafy na kanapę

MIT! Pasożyty te nie skaczą i przenoszą się przez bezpośredni kontakt.

Świerzbowce mogą bytować tylko w warunkach ciepłych i wilgotnych.

MIT! Świerzbowce lepiej się czują w środowisku ciepłym i wilgotnym, ale mogą bytować w bardziej niesprzyjających warunkach.

W trakcie terapii świerzbu nie można się myć.

MIT! W trakcie terapii przeciwświerzbowcowej trzeba się myć, ale rano. Lek musi jak najdłużej działać na skórze.

Świerzb to choroba weneryczna.

FAKT/MIT: Można traktować świerzb również jako chorobę weneryczną, ale nie jest tak zawsze. W sposób nieweneryczny zaraża się większość osób młodych i w wieku podeszłym.

Świerzb jest niebezpieczny w ciąży i podczas karmienia

MIT! Świerzb nie jest niebezpieczny w ciąży ani w okresie laktacji. Wbrew obiegowym opiniom, nie prowadzi też do poronienia.

Przebieg zarażenia świerzbowcem może być bezobjawowy.

MIT! Zarażenie pasożytem zawsze wywołuje silny świąd, o ile zarażona osoba zachowuje zdolność do jego odczuwania (brak odczuwania świądu ma miejsce w niektórych stanach neurologicznych).

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Anty-rak: czy można uciec przed rakiem?

Każdy z nas nosi w sobie jakieś mutacje genetyczne, ale tylko u niektórych rozwija się z tego powodu choroba nowotworowa. O tym, dlaczego tak się dzieje i jak zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka – opowiada dr Magdalena Winiarska, immunolog z WUM.

Nowotwory są drugą w kolejności, po chorobach sercowo-naczyniowych, przyczyną śmierci w Polsce, w tym wielu śmierci przedwczesnych. Wiele osób zastanawia się więc czy i jak nowotworom można zapobiegać lub też, jak znacząco zmniejszyć ryzyko zachorowania. Jest na to jakiś uniwersalny sposób? 

Jest. Nie starzeć się! (śmiech)

Chce Pani przez to powiedzieć, że najważniejszym czynnikiem ryzyka zachorowania na raka jest zaawansowany wiek?

Tak właśnie jest. Większość chorób nowotworowych to te, które pojawiają się w średnim lub podeszłym wieku, w związku z kumulowaniem się w naszym materiale genetycznym coraz liczniejszych zmian (mutacji). Komórki nabywają tych zmian w swoim DNA w wyniku proliferacji, czyli naturalnego procesu namnażania się (odnawiania), który z biegiem lat, w wyniku starzenia się organizmu, funkcjonuje coraz gorzej (jest bardziej podatny na błędy). Wbrew obiegowej opinii, chorób nowotworowych u dzieci, związanych z wrodzonym obciążeniem genetycznym, nie jest wcale aż tak dużo. Należą do nich między innymi siatkówczak, niektóre białaczki czy zespoły genetyczne związane z niestabilnością chromosomową mikrosatelitarną lub epigenetyczną. Są to jednak stosunkowo rzadkie przypadki.

Z tego co wiem, to wszyscy, zarówno młodzi jak i starzy, nosimy w sobie jakieś mutacje genetyczne, czyli potencjalne komórki nowotworowe. Dlaczego zatem jedni ludzie zapadają na raka, a inni nie?

Choroba nowotworowa to bardzo szerokie pojęcie. Mogą u kogoś wystąpić takie mutacje, które stuprocentowo będę predysponować do rozwoju choroby, czyli zawsze gdy ktoś je posiada to zachoruje, ale mogą być też mutacje, które dopiero w interakcji z innymi czynnikami, takimi jak stan środowiska, stan układu odpornościowego czy ekspozycja na konkretne kancerogeny, sprawią, że choroba nowotworowa się rozwinie. Tło genetyczne jest więc ważne, ale wcale nie musi przesądzić o zachorowaniu.

Z tego co powszechnie wiadomo, m.in. za sprawą przypadku słynnej Angeliny Jolie, do nowotworów uwarunkowanych genetycznie, z bardzo wysokim ryzykiem zachorowania, należą rak piersi oraz rak jajnika. Czy tego typu, dziedzicznych nowotworów i związanych z nimi konkretnych mutacji jest więcej?

Niestety tak. Znamy coraz więcej mutacji wysokiego ryzyka. Osoby, u których występują takie mutacje, np. BRCA1 czy BRCA2, związane ze zwiększonym ryzykiem szybkiego rozwoju raka piersi lub jajnika, muszą bardzo poważnie podchodzić do profilaktyki. W ich przypadku badanie USG raz na rok może nie wystarczyć, bo podczas kolejnego badania może się okazać, że rozwinął się już u nich zaawansowany nowotwór złośliwy, który nadaje się już tylko do leczenia paliatywnego. Takie osoby mogą więc rozważyć profilaktyczne usunięcie organów zagrożonych nowotworem. Innym przykładem nowotworu silnie uwarunkowanego genetycznie jest występujący głównie u dzieci siatkówczak. Wywołuje go mutacja genu znanego jako RB1. Siatkówczak słynie m.in. z faktu, że można go wykryć na zwykłej fotografii po tym, że źrenica chorego inaczej odbija światło. Po zrobieniu zdjęcia z błyskiem flesza może okazać się, że u wszystkich sfotografowanych osób oczy „świecą się” jednakowo, podczas gdy u dziecka z siatkówczakiem oko (najczęściej jedno) daje zupełnie inny odblask, czy też jego zupełny brak. Wymienione przykłady chorób uwarunkowanych mutacją konkretnego genu stanowią jednak mniejszość przypadków raka. Generalnie uważa się, że w chorobach nowotworowych zazwyczaj musi dojść do kumulacji co najmniej kilku mutacji, które przesądzają o tym, że choroba się ujawnia w postaci klinicznej. W praktyce jednak już jedna mutacja predysponuje komórkę do tego, żeby nabywała kolejnych mutacji.

Skoro nowotwory dziedziczne stanowią mniejszość przypadków raka, skupmy się teraz na mutacjach genetycznych nabywanych przez każdego z nas w toku dorosłego życia. Proszę powiedzieć, skąd one się biorą, jaki mechanizm za tym stoi?

Trzeba pamiętać, że każdy podział komórki oznacza przepisanie materiału genetycznego, a każde jego przepisanie stanowi potencjalny błąd. Niestety, takie błędy są czymś powszechnym.

Skoro jest to normalne, jak nasz organizm na bieżąco radzi sobie z takimi błędami?

Mamy wiele mechanizmów radzenia sobie z tego rodzaju problemem, np. wiele mechanizmów naprawy błędów. Jeśli wystąpi mutacja, to do pracy zabierają się enzymy, które próbują ją naprawić. Jeśli jednak naprawa jest nieskuteczna, bo błąd okazał się zbyt poważny, to może się włączyć system indukowania śmierci zmutowanej komórki (tzw. apoptozy). Jeśli jednak, pomimo nieusuniętego błędu, komórka przeżyje i dalej proliferuje, czyli namnaża się, do akcji wkracza nasz układ odpornościowy. Pełni on ważną rolę w nadzorze nad komórkami nowotworowymi (tzw. nadzór immunologiczny). Zatem, gdy zawiodą pierwsze komórkowe mechanizmy naprawcze i komórka z błędem przeżyje, to układ odpornościowy próbuje taką komórkę zniszczyć. Jak łatwo się domyślić, osoby z osłabionym układem odpornościowym, mają również gorszy nadzór immunologiczny, a zatem i wyższe ryzyko zachorowania na raka.

Czy apoptoza zmutowanych komórek, które są zlokalizowane w ważnych dla życia organach, może spowodować jakieś nieodwracalne szkody dla organizmu?

W niektórych przypadkach tak. Rodzimy się przecież z ograniczoną liczbą neuronów czy też komórek rozrodczych. Ich zdolność do regeneracji jest więc siłą rzeczy ograniczona. Ale trzeba wiedzieć, że apoptoza nie jest niczym wyjątkowym. To fizjologiczny proces, który obejmuje wszystkie komórki naszego ciała. Każda zdrowa komórka ma tzw. limit podziałów. W związku z tym nie mogą się one dzielić (namnażać) w nieskończoność. Po osiągnięciu określonej liczby podziałów i skróceniu swoich telomerów komórki umierają, najczęściej w ramach programowanej śmierci komórki. Potem nasz układ odpornościowy usuwa resztki i fragmenty komórek powstające w procesie apoptozy.

A w jaki sposób układ odpornościowy likwiduje komórki nowotworowe?

Ma na to wiele sposobów, m.in. mechanizmy swoiste (rozpoznające konkretne antygeny) i nieswoiste (obejmujące szersze działania obronne). Mechanizmy swoiste, do których należą m.in. limfocyty T, bardzo precyzyjnie rozpoznają nawet drobne zmiany zachodzące w naszych komórkach. Potrafią szybko zabić zmienioną komórkę, w szczególności nowotworową. Zanim jednak to nastąpi, limfocyty T najpierw dokładnie badają istotne struktury na powierzchni zmienionej komórki, aby sprawdzić co dokładnie dzieje się w jej wnętrzu i  jakie białka produkuje. Jeśli limfocyt T rozpozna białka zmienione w wyniku mutacji, to może dojść do zabicia takiej komórki. Niestety, komórki nowotworowe nie są łatwym przeciwnikiem, z uwagi na fakt, że są to przecież nasze własne komórki, często niewiele się różniące od tych prawidłowych. Dlatego nasz układ odpornościowy musi być wyjątkowo czujny, czuły i precyzyjny, aby móc zabijać obce i groźne elementy, jednocześnie nie niszcząc własnych zdrowych komórek i tkanek.

Zatem nasz układ odpornościowy pełni ważną rolę w zwalczaniu nowotworów i powinniśmy zacząć na niego chuchać i dmuchać, zwłaszcza w średnim i starszym wieku, ponieważ ma on już wtedy pełne ręce roboty.

Dokładnie tak. Z jednej strony, już sam fakt wielokrotnego namnażania się komórek w toku dotychczasowego życia, sprawia że ich materiał genetyczny wielokrotnie musiał być przepisywany, co siłą rzeczy wiąże się ze sporym ryzykiem wystąpienia jakichś błędów. Enzymy zajmujące się powielaniem materiału genetycznego muszą działać bardzo szybko i na dużą skalę. W związku z tym najzwyczajniej w świecie czasem się one mylą, a popełnione błędy mogą w czasie kolejnych proliferacji kumulować się, przez co w końcu zapisy DNA stają się nieprawidłowe. Z drugiej strony, w średnim i starszym wieku dochodzi do osłabienia układu odpornościowego. Warto wiedzieć, że układ ten rozwija się i uczy głównie do okresu dojrzewania. Potem zdolność uczenia się układu odpornościowego maleje. U osób w podeszłym wieku, z różnych powodów, często nie działa on już tak wydajnie. Jeśli więc nasz układ odpornościowy nie nauczył się rozpoznawać jakichś antygenów na stosunkowo wczesnym etapie życia, to potem już raczej nie będzie umiał ich skutecznie wykryć i zlikwidować. Z upływem lat pogarsza się również zdolność do regeneracji komórek układu odpornościowego.

To przejdźmy w takim razie do sedna. Proszę powiedzieć jak możemy wzmacniać nasz układ odpornościowy w zmaganiach z tymi wszystkimi groźnymi mutacjami oraz unikać tego, co go osłabia?

Istotną rolę może odegrać wiele czynników. Ważny jest m.in. balans redoks, czyli ilość wolnych rodników w naszym organizmie. Niektóre komórki układu odpornościowego są bardzo wrażliwe na oddziaływanie wolnych rodników. Ich duża ilość może więc znacząco upośledzić działanie układu odpornościowego.

Jakie jeszcze czynniki wpływają na naszą odporność oraz DNA, in plus albo in minus? Skoro jest ich wiele to może spróbujmy je jakoś usystematyzować.

Czynników ryzyka rozwoju nowotworów jest naprawdę bardzo wiele. Zacznijmy od wskazania najważniejszych i dobrze poznanych już kancerogenów. Można je generalnie podzielić na trzy rodzaje: biologiczne, chemiczne i fizyczne. Do pierwszej grupy należą m.in. onkogenne wirusy, do których zalicza się: wirusy zapalenia wątroby (HBV, HCV), wirus HPV (brodawczaka ludzkiego) powodujący raka szyjki macicy, wirus mięsaka Kaposiego czy wirus EBV (Epsteina-Barr). Ten ostatni na przykład silnie stymuluje namnażanie limfocytów B, co zwiększa ryzyko pojawienia się błędów w którymś momencie powielania materiału genetycznego i może doprowadzić do rozwoju nowotworu.

A co z kancerogenami chemicznymi? W mediach prawie każdego dnia pojawiają się straszące newsy, o tym, że ta czy inna substancja zawarta w opakowaniach lub jedzeniu powoduje raka. Czego naprawdę należy się obawiać?

W tej grupie kancerogenów znajdują się m.in.: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA), nitrozaminy, alkohol, a także substancje zawarte w dymie tytoniowym. Warto wspomnieć, że WWA i nitrozaminy powstają m.in. w trakcie produkcji żywności, np. w trakcie grillowania albo przy produkcji wędlin (peklowaniu i wędzeniu). Ale WWA występują też w zanieczyszczonym powietrzu (smogu) czy też w smole. Kiedyś u londyńskich kominiarzy, często stykających się z sadzą i smołą, zaobserwowano częstsze niż u innych występowanie raka moszny.

Zostały nam jeszcze czynniki fizyczne.

Zaliczają się do nich m.in.: promieniowanie UV oraz promieniowanie jonizujące (rentgenowskie lub kosmiczne). Na to ostatnie narażeni są ludzie, którzy dużo latają (np. personel linii lotniczych).

Mówiliśmy dotąd głównie o czynnikach ryzyka. Na koniec spróbujmy więc skupić się na pozytywach, czyli czynnikach chroniących przed nowotworami. Proszę podpowiedzieć, co należy robić, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania.

Na przykład, w kontekście wspomnianych wcześniej onkogennych zakażeń wirusowych, skutecznym sposobem ochrony są szczepienia. Są stosunkowo tanie i naprawdę działają! Oczywiście, nasz układ odpornościowy wzmacnia także zdrowy styl życia. Ale tylko pod warunkiem, że ktoś jest w stosowaniu zasad zdrowego stylu życia systematyczny i konsekwentny. Nie będę tu wymieniać wszystkich tych zasad, bo są one już powszechnie znane – można je znaleźć m.in. w tzw. Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem. Tak więc, w profilaktyce antyrakowej nie pomoże nikomu to, że raz czy dwa razy w roku zrobi sobie detoks czy zastosuje restrykcyjna dietę, jeśli potem wraca do swoich złych nawyków. Warto pamiętać, że niezdrowy styl życia, w tym zwłaszcza nieprawidłowa dieta i brak ruchu, nie tylko naraża nas na nowotwory, ale także na otyłość i tzw. zespół metaboliczny, które same w sobie też predysponują do zachorowania na raka. Warto zatem dbać o to co mamy na talerzach, zarówno pod względem jakości, jak i ilości. Warto na co dzień stosować się do zaleceń zawartych w Piramidzie Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, jak też zwracać uwagę na to, żeby w naszej diecie nie było nadmiaru kalorii, a nawet żeby był ich pewien niedobór. Szczupli ludzie są zdrowsi. Ważna jest też higiena snu, bo dobry sen wzmacnia nasz metabolizm.

Co jeszcze możemy zrobić żeby uniknąć raka?

Możemy świadomie dbać o czyste środowisko i unikać jego zanieczyszczania. Do tego, co roku, w ramach profilaktyki, warto też robić podstawowe badania kontrolne (krwi, moczu czy badania obrazowe). Dotyczy to zwłaszcza osób z grup podwyższonego ryzyka (m.in. obciążonych rodzinnie). Takie osoby powinny badać się częściej niż osoby ze średnim ryzykiem populacyjnym.

Czy w ramach profilaktyki warto inwestować w modne ostatnio testy genetyczne?

Testy warto robić wtedy, gdy są do tego jakieś podstawy. Na przykład, gdy w naszej rodzinie występuje dziedziczna skłonność do pewnych zachorowań. Wtedy warto zrobić testy w kierunku konkretnych nowotworów. Osoby obciążone rodzinnie mogą wykonywać takie testy w ramach NFZ, w onkologicznych poradniach genetycznych.

A co ze stresem? Czy on także ma coś wspólnego z rakiem?

Tak, to też czynnik ryzyka. Dlatego warto się uczyć skutecznych technik radzenia sobie ze stresem. Choć często jest też tak, że mając po prostu pewną osobowość, wraz z nią mamy także i pewien wrodzony sposób reagowania na stres, który trudno jest zmienić. Tymczasem, nauka ma już wiele dowodów na to, że stres negatywnie wpływa na odporność. Osłabia ją zwłaszcza stres chroniczny, długotrwały. Stres to jednak bardziej złożone zjawisko niż się nam dotąd zdawało. Ostatnio np. pojawiają się naukowe doniesienia o tym, że na nasz nastrój bardzo duży wpływ ma m.in. stan i skład naszej flory bakteryjnej w jelitach. Co ciekawe, zależy od niego również to, jak reagujemy na terapię przeciwnowotworową, np. immunoterapię. Bakterie mają więc wpływ również na to, jak funkcjonuje nasz układ odpornościowy. Coraz częściej realizuje się w związku z tym przeszczepy flory jelitowej u ludzi (np. u osób otyłych albo u osób z dysfunkcjami układu immunologicznego). Pytanie tylko, czy stan mikroflory jelitowej wynika z naszych genetycznych predyspozycji czy raczej zależy od innych czynników. Wielu rzeczy na ten temat wciąż jeszcze nie wiemy.

Włóknienie płuc – jak rozpoznać wczesne objawy

W zaawansowanej fazie tej choroby trzeba walczyć o każdy oddech, a zwykłe wchodzenie po schodach staje się wyczynem na miarę wspinaczki w Himalajach. Niestety, choroba ta jest często późno wykrywana albo mylona z innymi chorobami płuc.

W związku z obchodzonym właśnie Światowym Tygodniem Idiopatycznego Włóknienia Płuc (w skrócie nazywanego IPF – od Idiopathic Pulmonary Fibrosis), zarówno osoby cierpiące na tę chorobę, jak też i opiekujący się nimi specjaliści pulmonolodzy, podejmują szereg działań edukacyjnych, mających zwrócić uwagę szerokich kręgów społecznych, w tym także lekarzy pierwszego kontaktu, na najważniejsze fakty dotyczące tej mało znanej, lecz niezwykle groźnej choroby płuc.

Podnoszenie poziomu wiedzy na temat IPF jest istotne nie tylko dlatego, że zazwyczaj choroba ta jest rozpoznawana dopiero na zaawansowanym, trudnym do leczenia etapie rozwoju, lecz również dlatego, że często jest ona mylona z innymi chorobami, w tym m.in. z POCHP (przewlekłą obturacyjną choroba płuc), astmą czy zapaleniem płuc.

Podstawowe fakty o IPF

W ramach Światowego Tygodnia IPF przedstawiła je w czasie spotkania z dziennikarzami w Warszawie dr hab. Katarzyna Lewandowska, pulmonolog z I Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc:

  • Idiopatyczne (czyli samoistne) włóknienie płuc jest chorobą przewlekłą i nieuleczalną. Za pomocą szybko wdrożonej, specjalistycznej terapii można jednak opóźniać postęp choroby i znacząco podnieść jakość życia chorych.
  • IPF najczęściej dotyka osoby starsze, zwłaszcza mężczyzn. Ryzyko zachorowania zwiększają takie czynniki jak: palenie tytoniu (obecnie lub w przeszłości), narażenie na kontakt z pyłami (np. metali lub drewna) lub innymi zanieczyszczeniami powietrza, infekcje płuc, a także predyspozycje genetyczne.
  • Jest to choroba tkanki łącznej (śródmiąższowej) znajdującej się między pęcherzykami płucnymi, która w wyniku uszkodzenia i późniejszego nadmiernego bliznowacenia (włóknienia) zaburza pracę pęcherzyków płucnych. W efekcie zmniejsza się pojemność płuc i pojawiają coraz większe trudności z oddychaniem.
  • W związku ze starzeniem się polskiego społeczeństwa eksperci prognozują kilkukrotny wzrost częstości występowania tej choroby w najbliższych dekadach. Obecnie w Polsce odnotowuje się około 2 tys. nowych zachorowań na IPF rocznie, ale eksperci szacują, że rzeczywista liczba chorych (niezdiagnozowanych) może być dwa razy większa.

Jakie są objawy IPF i sposoby diagnozowania

Chorobę tę można podejrzewać wtedy, gdy pojawią się następuje symptomy i dolegliwości:

  • suchy, męczący kaszel,
  • zwiększona męczliwość (objawiająca się m.in. krótkim oddechem i zadyszką przy wysiłku),
  • trzeszczące dźwięki w płucach przypominające odpinanie rzepu (może je usłyszeć lekarz w czasie osłuchiwania pacjenta stetoskopem),
  • pałeczkowate palce (rozszerzone, zgrubiałe końcówki palców u rąk lub nóg).

Do postawienia diagnozy konieczne są specjalistyczne badania, przede wszystkim badanie radiologiczne – tomografia komputerowa klatki piersiowej o wysokiej rozdzielczości. W diagnozowaniu korzysta się też z tzw. spirometrii, testów wysiłkowych, a w części przypadków konieczna jest biopsja płuca.

W przypadku niektórych pacjentów, u których choroba postępuje bardzo szybko, jedyną szansą na ratunek i przedłużenie życia może się okazać przeszczep płuca.

Bez wsparcia innych ludzi trudno żyć z tą chorobą

– Życie z IPF jest dużym obciążeniem emocjonalnym, nie tylko dla chorego, ale też i jego rodziny. Dlatego, poza samym leczeniem, zalecane jest też korzystanie z zorganizowanych grup wsparcia, utrzymywanie kontaktów towarzyskich i angażowanie się w życie społeczne – mówi Dariusz Klimczak, prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na IPF, który sam doświadczył tej wyniszczającej choroby, a obecnie żyje tylko dzięki przeszczepowi płuca.

Dariusz Klimczak w imieniu swojej organizacji, w ramach obchodów Światowego Tygodnia IPF, zaprasza wszystkich zainteresowanych do udziału w „Pikniku IPF”, który odbędzie się 23 września w Kuźni Golfa na Polu Mokotowskim w Warszawie. W czasie tego wydarzenia będzie można uzyskać praktyczne informacje na temat tej choroby i jej leczenia od pacjentów, a także od specjalistów (lekarzy, rehabilitantów, dietetyków). Będzie też można skorzystać z bezpłatnych, profilaktycznych badań spirometrycznych, a także zobaczyć pokaz ćwiczeń oddechowych.

Dzień wcześniej, 22 września w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie odbędzie się mini-sympozjum zatytułowane „Kompleksowa opieka nad chorymi na włóknienie płuc”, które jest skierowane do wszystkich zainteresowanych tym tematem.

Więcej informacji na temat tej choroby, a także wydarzeń związanych ze Światowym Tygodniem IPF można znaleźć na stronach internetowych:

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Endometrioza to brak szansy na dziecko?

To MIT. Endometrioza nie oznacza automatycznie bezpłodności.  Prawdą jest, że kobietom z tym rozpoznaniem trudniej zajść …

Zmiany w kalendarzu szczepień obowiązkowych

W tym roku dzieci będą szczepione zgodnie ze zmienionym kalendarzem szczepień. Dowiedz się, jakie wprowadzono modyfikacje …

Erekcja: co każdy facet wiedzieć powinien!

Sprawność erekcyjna jest jednym z najbardziej kruchych darów, jakimi Matka Natura obdarowała płeć męską. Łatwo o …