Kategoria: CHOROBY

Uwaga! W czasie wakacji rośnie ryzyko zawału serca

Do Europy wróciły rekordowe upały. Kardiolodzy przypominają, że wysokie temperatury zwiększają ryzyko zawału serca lub innych incydentów sercowo-naczyniowych. Dowiedz się, co jeszcze w czasie letnich wakacji może sprzyjać wystąpieniu ataku serca.

Aż 33 proc. Polaków przyznaje w badaniach ankietowych, że nie wie, jak rozpoznać zawał serca u drugiej osoby! Niestety, brak wiedzy na ten temat i w konsekwencji brak szybkiej reakcji mogą mieć tragiczne skutki dla zdrowia i życia osób, które niespodziewanie doznały ataku serca. Dlatego kardiolodzy ciągle przypominają, że w przypadku pojawienia się u kogoś niepokojącego bólu w klatce piersiowej, konieczne jest natychmiastowe wezwanie karetki pogotowia. Przypominają o tym zwłaszcza teraz, w lecie, podkreślając, że jest to czas, który stanowi szczególnie duże wyzwanie dla układu sercowo-naczyniowego.

Wakacje w tropikach mogą być groźne dla serca

Eksperci ostrzegają, że jeśli temperatura powietrza wynosi powyżej 20 stopni Celsjusza, to każdy jej wzrost o kolejny jeden stopień podnosi ryzyko zawału mięśnia sercowego o 1,9 proc. (w ciągu kilku najbliższych godzin). Warto o tym pamiętać w czasie kolejnej fali upałów i być wtedy szczególnie ostrożnym i czujnym.  Warto też rozważnie wybierać miejsce i sposób wakacyjnego wypoczynku.

– Wyjazdy do krajów tropikalnych, gdzie panuje wysoka temperatura i wilgotność, stres związany z podróżą, długi czas podróży, stres fizyczny i emocjonalny w trakcie kilku pierwszych i ostatnich dni urlopu, uprawianie ekstremalnych sportów bez wcześniejszego przygotowania to czynniki, które mogą być związane z większym ryzykiem wystąpienia zawału serca w okresie letnim  – ostrzegają prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz dr hab. Bartosz Hudzik, kardiolog ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i kierownik Zakładu Profilaktyki Chorób Sercowo-Naczyniowych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Szukając ochłody w lecie unikaj szoków termicznych

Eksperci zwracają uwagę na fakt, że poza samą tylko utrzymującą się wkoło wysoką temperaturą powietrza, kolejnymi czynnikami ryzyka, obciążającymi serce i układ krążenia, są generalnie wszelkie gwałtowne zmiany warunków klimatycznych w naszym bezpośrednim otoczeniu. Chodzi przede wszystkim o zmiany temperatury, wilgotności i ciśnienia, ale także i jakości (czystości) powietrza. W tym kontekście warto też pamiętać, że nawet z pozoru niewinny i bardzo przyjemny skok do chłodnego jeziora czy morza naraża organizm na nagłe schłodzenie, które znacząco obciąża układ krążenia.

Wzmożona aktywność i częste zmiany rytmu dnia niedobre dla serca

Kardiolodzy zwracają też uwagę, że w wakacje często intensyfikujemy swoją aktywność – towarzyską, rozrywkową, rekreacyjną czy sportową. Dla wielu osób lato jest także okresem wzmożonego ruchu związanego z pracą fizycznej, np. na działce. Często zmieniamy też w wakacje, zwłaszcza w czasie podróży, ustalony rytm dnia, co wraz ze wzmożoną aktywnością fizyczną nie jest dobrze tolerowane przez organizm wielu osób, szczególnie w wysokich temperaturach. W takich okolicznościach często też zwyczajnie zapominamy o tym, żeby zadbać o własne zdrowie.

„Opieka nad wnukami sprawiła, że pomimo charakterystycznego bólu za mostkiem zwlekałam z wezwaniem pomocy. Gdy ból zrobił się nieznośny, umówiłam się na wizytę do lekarza rodzinnego. Karetkę wezwała pielęgniarka z przychodni, wtedy dowiedziałam się, że mijała już 3 godzina od rozpoczęcia zawału” – opowiada 62-letnia Maria, dla której wakacyjny czas spędzony z wnukami na działce zakończył się w szpitalu.

Niestety, zwlekanie z wezwaniem pomocy zdarza się w Polsce bardzo często. Z badań przeprowadzonych w ramach ogólnopolskiej kampanii „Zawał serca – Czas to Życie” wynika, że tylko co czwarta osoba (23,5 proc.) zareagowałoby natychmiast, czując ból w mostku, podczas gdy trzy czwarte zwlekałoby z wezwaniem pomocy, a co piąty respondent (18,5 proc.) zaczekałby nawet do następnego dnia.

Tymczasem, jak podkreślają lekarze, od momentu rozpoznania zawału serca do chwili udzielenia pomocy nie powinno upłynąć więcej niż 60 – 90 minut. W przeciwnym razie może dojść do zgonu lub poważnych powikłań, np. niewydolności serca.

Dlaczego zwlekamy z wezwaniem pomocy?

Badania wykazały, że najczęściej z powodu poczucia, że ból w klatce piersiowej nie jest niczym poważnym (39,1 proc.) lub przekonania, że jest skutkiem silnych emocji (27,3 proc.). Kolejnym powodem jest brak wiedzy. Przypomnijmy, że aż 33,2 proc. ankietowanych przyznało, że nie wie, jak rozpoznać zawał.

Na koniec przypomnijmy jeszcze, że do najczęstszych objawów zawału serca należą: ból, pieczenie lub ucisk za mostkiem. W razie ich wystąpienia u nas samych, u naszych bliskich lub też innych osób przebywających w naszym otoczeniu, trzeba natychmiast zadzwonić pod numer ratunkowy 112.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Padaczka – co można robić, a czego nie?

Najczęściej nie wiadomo, skąd bierze się u kogoś padaczka. Taka diagnoza zmienia jednak życie, zwłaszcza że wokół tej choroby narosło wiele szkodliwych i krzywdzących mitów. Czy chory na padaczkę może prowadzić samochód, chodzić na koncerty rockowe albo pracować na zmiany? Jak zareagować, gdy ktoś ma atak? Sprawdź, co radzą eksperci.

Padaczka jest przewlekłą chorobą mózgu, która cechuje się skłonnością do występowania nawracających, podobnych do siebie napadów padaczkowych. Przez większość ludzi kojarzona jest głównie z utratą przytomności i drgawkami całego ciała (tzw. napad uogólniony). Ale w praktyce może się objawiać się na wiele innych sposobów.

Na przykład u większości pacjentów powyżej 18. roku życia występują tzw. napady częściowe, które objawiają się np. drżeniem ręki, uczuciem drętwienia czy bólu, zaburzeniami wzroku, słuchu, smaku i węchu.

Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć o tej budzącej wciąż wiele nieporozumień chorobie.

Czy osoby chore na padaczkę mogą prowadzić samochód?

– To zależy. Przy świeżym rozpoznaniu padaczki, czyli wtedy gdy rozpoznajemy padaczkę i włączamy leczenie, to nie. Jeśli padaczka jest od dłuższego czasu aktywna i występują w niej napady, mimo prowadzonego leczenia, to również nie. Natomiast, jeśli chory jest wolny od napadów przez okres 3 lat, a także występuje u niego normalizacja zapisu elektroencefalograficznego (EEG), to tak – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, z Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Epileptologii.

Specjalistka wyjaśnia, że po spełnieniu powyższych kryteriów lekarz neurolog, który prowadzi pacjenta decyduje, czy może on zacząć znowu prowadzić pojazdy mechaniczne lub przystąpić do egzaminu na prawo jazdy. To wynika z regulacji prawnych, które weszły w życie nie tak dawno, bo w ciągu ostatniej dekady.

– Warto przypomnieć, że przez długi czas w Polsce było tak, że chory z rozpoznaną padaczką nie mógł prowadzić samochodu już nigdy. Ponieważ obowiązywał tak kategoryczny zakaz, to często chorzy się w ogóle nie przyznawali do tego, że mają napady, po to, żeby móc jeździć – dodaje prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Ile osób w Polsce ma padaczkę?

Liczbę osób chorych na padaczkę w Polsce szacuje się na około 1 proc. ogólnej populacji. Konkretnie, sięga  ona 400-500 tys. osób. Jest to więc grupa, która odpowiada wielkością liczbie mieszkańców jednego dużego miasta.

Czy chory na padaczkę może jeździć rowerem i uprawiać sport?

– Z perspektywy medycznej znacznie prościej jest prowadzić rower niż samochód. O prawnych ograniczeniach nic mi nie wiadomo. Ale spójrzmy na to zdroworozsądkowo. Nie możemy przecież choremu wszystkiego zabronić. Jeśli generalnie dobrze się czuje i ma napad raz do roku, no to dlaczego nie miałby jeździć rekreacyjnie na rowerze? Kultura fizyczna i sport w lekkim wydaniu jeszcze nikomu specjalnie nie zaszkodziły – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Ekspertka podkreśla jednocześnie, że chorzy na padaczkę nie powinni uprawiać sportów ekstremalnych.

– To zupełnie co innego, ryzykowna sprawa. Nie zalecamy więc chorym np. nurkowania czy triathlonu, zwłaszcza tym, którzy mają napady prowokowane hiperwentylacją, a więc na skutek intensywnego wysiłku i bycia na głodzie tlenowym – wyjaśnia specjalistka.

Czy chory na padaczkę może chodzić do galerii handlowych?

– W większości przypadków tak. Fakty są takie, że 70 proc. przypadków padaczki się świetnie leczy. To znaczy, że dzięki włączeniu dobrego leczenia pacjent ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby żyć normalnie, czyli żeby jego jakość życia była taka sama, jak osoby bez padaczki. W związku z tym może chodzić do kina, może chodzić do galerii handlowych, etc. – zapewnia prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

A co z bardziej intensywnymi i stymulującymi sensorycznie imprezami, np. koncertami rockowymi czy pokazami laserów?

– Jeśli padaczka jest dobrze rozpoznana i leczona, a także nie ma takich konkretnych przeciwwskazań, to można brać w nich udział. Owszem, są padaczki które są światłoczułe, czyli takie, w których napady mogą być wywoływane czy prowokowane fotostymulacją. Wtedy trzeba się zastanowić, czy pójście na dyskotekę, gdzie jest światło stroboskopowe, jest mądre. Oczywiście nie jest, bo wiąże się z nim ryzyko wywołania napadu. Ale nie można dać się w tej kwestii zwariować – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Specjalistka podkreśla, że światłoczułe padaczki wcale nie są tak częste, jak się powszechnie uważa.

Ale oczywiście przyznaje, że najlepiej, najbezpieczniej by było, żeby każdy pacjent, który chce się wybrać na jakiś wyjątkowo intensywny koncert czy pokaz laserowy, wcześniej skonsultował się w tej sprawie ze swoim lekarzem prowadzącym.

Czy z padaczką można się starać o dzieci?

– Można. Nie ma przeciwwskazań do posiadania potomstwa i zachodzenia w ciążę. Jeśli ktoś cierpi na padaczkę genetycznie uwarunkowaną, to wtedy warto przeanalizować, jaki jest to rodzaj dziedziczenia i określić związane z tym ryzyko. Ale to znowu sprawa bardzo indywidualna – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Specjalistka wyjaśnia, że padaczka może mieć bardzo różne przyczyny. Może rozwijać się na podłożu pourazowym, albo z powodu tego, że u pacjenta pojawił się guz mózgu, może być też padaczka poudarowa, jak i grupa padaczek zwanych padaczkami idiopatycznymi, czyli genetycznie uwarunkowanymi.

Padaczka a praca zawodowa: czy są jakieś ograniczenia?

– Wszystko zależy od tego, jaki rodzaj napadów padaczkowych występuje u chorego. Ale dmuchając na zimne, lepiej odpuścić sobie pracę w zawodach związanych z obsługą ciężkich pojazdów mechanicznych, pracę na wysokości, etc. Raczej nie będzie się też pilotem samolotu, bo w tym zawodzie obostrzenia zdrowotne są ogromne – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Wiele osób zastanawia się też, czy z padaczką można pracować na nocną zmianę.

– U pacjentów, którzy mają napady tylko w nocy, praca na zmiany raczej odpada. Niestety są takie przypadki, że do napadów dochodzi wyłączenie w nocy, najczęściej jednak w czasie snu – wyjaśnia neurolożka.

W kontekście wszystkich wymienionych wyżej możliwych ograniczeń, dotyczących codziennego funkcjonowania osób chorych na padaczkę, warto dodać jeszcze jedno, generalne uzupełnienie.

– Jest też grupa pacjentów z ciężką, lekooporną padaczką, którzy wymagają częstych hospitalizacji i zmian leczenia. Ich ograniczenia dotyczące życia codziennego są znacznie większe. Ostatecznie wszystko, a więc zarówno terapia, jak i określone przeciwwskazania, zależą zawsze od konkretnego przypadku (danego pacjenta). Generalizowanie czegokolwiek, co dotyczy padaczki może być bardzo krzywdząca dla wielu pacjentów, zarówno w jedną, jak i w drugą stronę – ostrzega ekspertka.

Padaczka: co wywołuje ataki i czy można je przewidzieć?

– To zależy od konkretnego przypadku. Najczęściej napady są samoistne, nie wiemy co je wywołuje. Nie potrafimy przewidzieć, kiedy się pojawią. Ale w przypadku części pacjentów wiadomo, że napady są prowokowane przez fotostymulację czy hiperwentylację (szybkie oddychanie). Wtedy można po prostu próbować uniknąć tych bodźców. Natomiast najczęściej napady występują niczym konkretnym nie prowokowane – podkreśla prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Dodajmy, że u niektórych osób mogą też występować napady prowokowane spożyciem alkoholu.

W kontekście napadów, jak też i czynników je wyzwalających, warto jeszcze dodać, że każdy z nas może mieć jeden epizod padaczki w życiu i nie będzie to wcale oznaczało, że jest na nią chory.

– Jeden napad to nie jest jeszcze padaczka. Dopiero dwa napady w odstępie większym niż 24 godziny albo jeden napad, ale z towarzyszącym mu rozpoznanym ryzykiem nawrotu napadu, większym niż 60 proc., to kryteria rozpoznania padaczki. Możemy np. mieć pacjenta, który miał jeden, pierwszy napad padaczkowy, ale też ma na przykład guza mózgu i ma w zapisie EEG widoczną tzw. czynność napadową. Wtedy wiemy już, ze że on będzie miał drugi napad. To tylko kwestia czasu. Wtedy rozpoznajemy więc padaczkę i zaczynamy leczenie – wyjaśnia specjalistka.

Czy są jakieś zwiastuny nadchodzącego napadu padaczkowego?

– Zdarza się, że chory może przed atakiem mieć tzw. aurę, która jest już de facto pewną formą napadu czy też jego początkiem. Wtedy chory na przykład może czuć dziwne smaki, dziwne zapachy. Może mieć jakieś halucynacje wzrokowe. To właściwie jest już początek napadu, tylko że jeszcze wtedy chory jest przytomny. Czasem chorzy mają też tzw. objawy prodromalne, czyli mówią np., że cały dzień źle się czuli, przeczuwali, że coś się stanie. Takie objawy są mniej określone, to są dosyć indywidualne rzeczy – mówi specjalistka.

Co robić, gdy widzimy, że ktoś ma atak padaczki?

– Trzeba ułożyć chorego na dowolnym boku i broń Boże nic mu do ust nie wpychać, zapewnić drożność dróg oddechowych, odsunąć przedmioty, którymi chory mógłby ewentualnie się skaleczyć czy uderzyć w nie, bo mówimy tu oczywiście o tzw. dużym napadzie (toniczno-klonicznym). Potem trzeba poczekać, bo napady padaczkowe w znakomitej większości są samo-ograniczające się, czyli napad rozpoczyna się i najczęściej w okolicach 3 minut się kończy – instruuje prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Ekspertka dodaje, że jeśli napad się przedłuża powyżej 5 minut to wtedy mówi się o stanie padaczkowym i to jest już stan zagrożenia życia. Wtedy trzeba wezwać karetkę!

Czy padaczka jest uleczalna?

– To zależy. Jeśli padaczka jest np. związana z guzem mózgu albo pojawieniem się w mózgu innych patologicznych zmian, to tak, jest uleczalna. Takie zmiany się po prostu usuwa (w ramach tzw. chirurgii padaczkowej) i padaczka z reguły ustępuje. Ale jest też cała grupa padaczek, które dobrze się leczą. Po 5 latach bez napadów i 5 latach bez leków, możemy uznać problem padaczki za rozwiązany. Po spełnieniu tych kryteriów pacjent jest uważany za wyleczonego – mówi neurolożka.

Informuje, że jest spora grupa zespołów padaczkowych, choćby w padaczce dziecięcej, które nazywa się dobrotliwymi czy łagodnymi. Na przykład padaczka rolandyczna, pojawia się około szóstego roku życia i z reguły około 13. roku życia się kończy. Podobnie jest z dziecięcą padaczką z napadami nieświadomości i wieloma innymi, które trwają w jakimś określonym czasie i potem ustępują. Mają one związek z rozwojem i dojrzewaniem mózgu.

Szansa na normalne życie

Padaczkę trzeba leczyć! Nieleczona padaczka postępuje, w związku z czym napady mogą występować coraz częściej i być coraz silniejsze. Jedyną szansą dla pacjentów na życie bez lęku związanego z kolejnymi napadami jest szybka i prawidłowa diagnoza oraz skuteczna terapia.

Czy padaczce można jakoś zapobiegać?

– Zmniejszyć ryzyko zachorowania jest raczej trudno, ale w kwestii zapobiegania napadom można zrobić więcej. Jeśli jest u kogoś np. padaczka pourazowa, to chory powinien unikać dynamicznych sportów, a na rowerze powinien jeździć w ochronnym kasku. Jest tylko jedna grupa pacjentów, u których profilaktyka padaczki może mieć sens. Chodzi o pacjentów chorych na stwardnienie guzowate (fakomatoza) – informuje prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Specjalistka tłumaczy, że jest to choroba, która charakteryzuje się tym, że w mózgowiu pacjentów występują tzw. zmiany hamartomatyczne (hamartoma), a dodatkowo jeszcze ci pacjenci mają często takie zmiany w nerkach i w sercu. Co ważne, te zmiany w sercu widać już w życiu płodowym dziecka.

– I jeśli mamy podejrzenie u noworodka, że on będzie miał stwardnienie guzowate, to możemy mu włączyć leczenie przeciwpadaczkowe zanim jeszcze pojawią się napady, bo u tych pacjentów napady najczęściej pojawiają się około trzeciego – czwartego miesiąca życia. Wtedy możemy rzeczywiście zapobiec powstawaniu napadów. Ta forma profilaktyki jest od kilku lat już przedmiotem zaawansowanych badań i prób klinicznych – mówi specjalistka.

Nie stygmatyzujmy chorych na padaczkę!

Pomimo wzrostu świadomości zdrowotnej, w Polsce w dalszym ciągu istnieje problem stygmatyzacji osób chorych na padaczkę.

– Wynika to z niezrozumienia choroby i tego na czym polega. Niektórzy wciąż uważają, że jest to choroba psychiczna, a chory kimś nienormalnym, dziwnym, niebezpiecznym, słowem odszczepieńcem. To efekt utrzymujących się latami uprzedzeń. Mówi się nawet o padaczce, że to ponad 2 tys. lat mitów, uprzedzeń i braku leczenia. To ostatnie pojawiło się dopiero w ostatnim czasie – konkluduje prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Infekcja wirusowa czy bakteryjna – jak odróżnić?

Większość z nas co najmniej raz w roku przechodzi zapalanie gardła, które zazwyczaj jest efektem wirusowej lub bakteryjnej infekcji górnych dróg oddechowych. Podpowiadamy, jakie objawy mogą pozwolić na odróżnienie od siebie tych dwóch rodzajów infekcji, przy czym pamiętajmy, że diagnozę postawić może tylko lekarz.

Odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest istotna nie tylko dla lekarza, ale i dla chorego. Przede wszystkim dlatego, że zależy od niej decyzja o wyborze adekwatnego postępowania terapeutycznego.

– Możemy to wszystko sprowadzić do bardzo prostego schematu: że infekcja wirusowa, np. dróg oddechowych, jest zwykle trochę łagodniejsza, a bakteryjna trochę poważniejsza, że tej pierwszej generalnie się nie leczy albo leczy ją tylko objawowo, a na tę drugą bierze się antybiotyk. Ale to byłoby zbytnie uproszczenie – mówi dr Michał Sutkowski, doświadczony lekarz rodzinny, prezes Warszawskiego Oddziału Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce i zarazem rzecznik prasowy KLRwP.

Nie dajmy się przechytrzyć bakteriom

O ile w aptece możemy bez recepty kupić różne leki objawowe, to antybiotyki są już dostępne jedynie na receptę (ważną w tym przypadku przez siedem dni). Jeśli lekarz zaleci antybiotyk, to należy go brać dokładnie tak, jak zalecił (długość kuracji, dawki, substancje osłonowe), bo w przeciwnym razie narażamy się m.in. na ryzyko wyhodowania szczepu bakterii, które przestaną być wrażliwe na daną grupę antybiotyków.

Jednak różnice między infekcją wirusową i bakteryjną są dość trudne do uchwycenia – nie tylko dla pacjenta, lecz często również i dla lekarza.

Bolące gardło – winne wirusy czy bakterie?

– Aby móc wskazać subtelne różnice między infekcjami wirusowymi i bakteryjnymi najlepiej posłużyć się konkretnym przykładem. Przyjrzyjmy się zatem powszechnie występującemu ostremu zapaleniu gardła i migdałków (angina). Może je wywołać ponad 200 różnych typów wirusów odpowiedzialnych za rozwój chorób przeziębieniowych, np. rynowirusy, koronawirusy czy adenowirusy. Ale może też je wywołać bakteria, a konkretnie paciorkowce, znane jako PBHA – mówi dr Michał Sutkowski.

Przy okazji ekspert zwraca też uwagę na fakt, że wspomnianą przypadłość może wywołać „zwykłe” podrażnienie gardła, np. występujące u osób, które np. z powodu rodzaju wykonywanej pracy muszą dużo i głośno mówić.

Ale wróćmy do ostrego zapalenia gardła i migdałków wywoływanego przez drobnoustroje. Jakie konkretnie różnice w objawach i przebiegu infekcji można zauważyć, w zależności od tego, czy wywołały ją wirusy czy bakterie?

– Ból podczas połykania przy infekcji wirusowej jest, ale przy infekcji bakteryjnej jest większy. Ból głowy jest tu i tu, ale najczęściej jest większy przy infekcji bakteryjnej, co ma związek z wyższą towarzyszącą jej z reguły temperaturą, choć nie zawsze ona występuje. Bóle brzucha i nudności występują najczęściej u dzieci, także i w jednym i drugim przypadku, ale jednak częściej w przypadku infekcji bakteryjnych – podpowiada dr Michał Sutkowski.

Na tym oczywiście nie koniec istotnych różnic.

– Bóle kostno-stawowe występują raczej w przypadku infekcji wirusowej, a rzadziej w przypadku infekcji bakteryjnej. Gorączka jest i tu i tu, najczęściej powyżej 38 stopni, ale koło 40 stopni raczej w przypadku anginy bakteryjnej. Zapalenie spojówek jest dosyć charakterystyczne dla adenowirusa. Wysięk czopny (krwisto-ropny) na migdałkach jest i tu i tu, tylko że w przypadku bakterii większy – dodaje dr Michał Sutkowski.

Co ciekawe i nieoczywiste, lekarz zaznacza, że katar, kaszel i chrypka występują bardzo często w przypadku infekcji wirusowej, lecz sporadycznie w przypadku infekcji bakteryjnej.

Kończąc przegląd istotnych różnic w obrazie choroby warto jeszcze wspomnieć o języku, węzłach chłonnych i biegunce.

– Taki objaw jak język malinowy, jest dużo częstszy w przypadku infekcji bakteryjnej. Powiększone węzły chłonne przednie występują częściej przy infekcji bakteryjnej, ale tylne przy infekcji wirusowej. Biegunka zdarza się i tu i tu, ale częściej przy infekcji wirusowej – mówi lekarz.

Wiek chorego pomaga określić rodzaj infekcji

Jak widać, odróżnienie infekcji wirusowej od bakteryjnej, nawet w przypadku zapalenia gardła, nie jest łatwe, bo wiąże się z nimi podobny zestaw objawów. Różnice między nimi są często bardzo subtelne. Na szczęście, z pomocą mogą przyjść nam jeszcze inne wskazówki i narzędzia diagnostyczne. Niektóre bardzo proste.

– Z praktyki wiemy, że powyżej 45. roku życia bardzo rzadko przyczyną ostrego zapalenia gardła i migdałków jest infekcja bakteryjna – podpowiada dr Michał Sutkowski.

Jeśli wspomniane wyżej objawy chorobowe nie są wystarczająco nasilone i trudno w związku z tym postawić diagnozę, to wtedy lekarz, przed ewentualnym wypisaniem pacjentowi recepty na antybiotyk, może zlecić dodatkowe badania, m.in. mikrobiologiczne.

– Współczesna medycyna dysponuje wieloma zaawansowanymi metodami diagnostycznymi dotyczącymi zarówno infekcji wirusowych, jak i bakteryjnych. Ale najczęściej do postawienia diagnozy wystarczy solidny wywiad i badanie przedmiotowe, ewentualnie wsparte prostymi badaniami ogólnymi (takimi jak morfologia) oraz analizą podstawowych wskaźników takich jak OB i CRP – konkluduje specjalista medycyny rodzinnej.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Ciśnienie pod kontrolą, czyli co warto wiedzieć o nadciśnieniu tętniczym

Nadciśnienie tętnicze to jedna z najczęstszych chorób układu krążenia. Według statystyk, w Polsce cierpi na nie około 10 mln osób, ale tylko blisko połowa z nich jest tego świadoma. Nazywane jest cichym zabójcą, bo często nie daje żadnych objawów, a nieleczone prowadzi m.in. do udaru mózgu lub zawału serca. Obiegowe opinie na temat nadciśnienia często są przyczyną bagatelizowania tej choroby, dlatego warto sprawdzić prawdziwość popularnych przekonań.

Nie jest prawdą, że brak dolegliwości oznacza, że ciśnienie krwi na pewno jest w normie

Nadciśnienie tętnicze przez długi czas może przebiegać bezobjawowo. Szczególnie w początkowym stadium. Co jakiś czas mogą tylko występować bóle głowy, kłopoty ze snem, zmęczenie i potliwość, które zwykle są lekceważone lub przypisywane innym schorzeniom. Jak zauważa lek. med. Katarzyna Bukol-Krawczyk, specjalista medycyny rodzinnej z Grupy LUZ MED, nadciśnienie jest najczęściej wykrywane przypadkowo, przy okazji wizyty u lekarza, często związanej z innym problemem zdrowotnym:

U chorej osoby, mimo dobrego samopoczucia, ciśnienie krwi ulega podwyższeniu. Dlatego tak ważne są systematyczne pomiary w domu lub w gabinecie lekarskim. Profilaktyka pozwala stosunkowo wcześnie wykryć chorobę i rozpocząć właściwe leczenie.

Choroba nadciśnieniowa ma podłoże genetyczne i środowiskowe

To prawda. Może być ona spowodowana zarówno czynnikami genetycznymi, jak i środowiskowymi, zależnymi od stylu życia. W grupie wysokiego ryzyka rozwoju nadciśnienia znajdują się osoby z nadwagą, narażone na ciągły stres, pijące alkohol i palące papierosy. Nadciśnienie tętnicze leczy się farmakologicznie, jak i profilaktycznie – poprzez zmianę nawyków życiowych. Dlatego lekarze, od momentu rozpoznania choroby, przekonują pacjentów do zmiany diety, uprawiania sportów czy rzucenia palenia.
Innym typem nadciśnienia jest nadciśnienie wtórne, które samo w sobie nie jest jednostką chorobową, lecz objawem stanu chorobowego. Do najczęstszych przyczyn nadciśnienia wtórnego należą choroby nerek, zaburzenia hormonalne, choroby układu nerwowego czy bezdech senny. Zalecenia dotyczące leczenia nadciśnienia wtórnego, prócz leczenia wywołujących je stanów chorobowych, są bardzo zbliżone do terapii stosowanej w przypadku nadciśnienia pierwotnego:

Jeśli bliscy członkowie rodziny – rodzice, rodzeństwo, dziadkowie – chorują na nadciśnienie, to z tym większą uwagą należy przyglądać się własnym pomiarom ciśnienia. W takiej sytuacji warto też zadbać o aktywność fizyczną oraz wprowadzić zdrową dietę, bogatą w potas, błonnik i wapń, a także w znacznym stopniu ograniczyć spożywanie soli.

lek. med. Katarzyna Bukol-Krawczyk, specjalista medycyny rodzinnej, Grupa LUX MED

Gdy ciśnienie wróci do normy, nie należy wstrzymywać przyjmowania leków

Nadciśnienie to choroba przewlekła, której nie da się wyleczyć jednorazową terapią. Aby unormować ciśnienie lekarze zalecają stosowanie środków farmakologicznych (leków hipotensyjnych) oraz zmianę diety i stylu życia. Dawkę leków z czasem można zmniejszyć, natomiast prawidłowy, zbilansowany jadłospis i umiarkowana aktywność fizyczna powinny stać się naszym zdrowym nałogiem. Prawidłowe wartości ciśnienia uzyskane po wdrożeniu leczenia potwierdzają jedynie skuteczność kuracji, ale nie uprawniają do zmniejszenia lub pominięcia dawki leku. Odstawienie leków obniżających ciśnienie w takiej sytuacji spowoduje, że najczęściej po kilku dniach, dojdzie do ponownego wzrostu ciśnienia. Jeśli zaś po zażywaniu leków nie ma poprawy bądź następuje znaczący spadek ciśnienia, tj. ciśnienie skurczowe osiągnie poziom poniżej 110 mm Hg oraz gdy taka sytuacja się powtarza, należy niezwłocznie skonsultować się z lekarzem i poinformować go o zaobserwowanych objawach.

Nadciśnienie tętnicze to choroba ludzi w każdym wieku

Niestety to prawda. W opinii społecznej nadciśnienie tętnicze to choroba seniorów. Dotychczas częściej było rozpoznawane wśród starszych osób dlatego, że częściej odwiedzają one specjalistów. Obecnie obserwuje się jednak wzrost zachorowań na nadciśnienie u młodych dorosłych, często za sprawą niewłaściwej diety i nieprawidłowego trybu życia. Zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, ciśnienie jest sprawdzane również u dzieci, podczas badań profilaktycznych.

Nieprawdą jest, że ciśnienie należy mierzyć tylko na lewej ręce (po stronie serca)

Pomiar ciśnienia zwykle wykonywany jest na kończynie mniej dominującej – w przypadku osób praworęcznych jest to lewe ramię. Poza sytuacjami, kiedy wykonywanie pomiaru nie jest możliwe, na przykład z powodu obecności przetoki do dializ, strona nie ma większego znaczenia. Ważne jest, aby pilnować konsekwencji wyboru kończyny przy powtarzaniu pomiarów, bo możliwe są niewielkie różnice pomiędzy nimi. Istotne znaczenie ma również ułożenie ręki podczas pomiaru. Ramię powinno być podparte, umieszczone na wysokości serca, a mięśnie ręki rozluźnione.

Gdy przystępujemy do regularnej kontroli ciśnienia, zalecane jest dokonanie pomiaru na obu ramionach i w sytuacji, gdy wartości różnią się istotnie, wówczas kolejnych pomiarów pacjent powinien dokonywać po tej stronie, po której ciśnienie było wyższe.

 „Nadciśnieniowcy” mogą pić kawę

Kawa zwiększa wprawdzie wartość ciśnienia tętniczego, ale dopiero przy ilościach znacznie przewyższających zalecane dzienne spożycie. Kofeina zawarta w jednaj filiżance kawy powoduje wzrost ciśnienia rozkurczowego u osoby zdrowej o 3 mm Hg, a u chorego z nadciśnieniem tętniczym o 8 mm Hg. U osób pijących kawę codziennie zwiększa się tolerancja na kofeinę, dzięki czemu spożywanie tego napoju ma niewielki wpływ na wartości ciśnienia. Wypicie 2 filiżanek kawy, w przypadku chorego na nadciśnienie, jest więc całkowicie dozwolone.
Źródło: materiał prasowy
Fot. www.pixaby.com

Astma może zabić. Nie lekceważ jej

Są leki, które pozwalają trzymać tę chorobę w ryzach, a jednak spora część pacjentów ich nie stosuje albo robi to wybiórczo, według swojego uznania. To duży błąd: postępując tak niektórzy ryzykują życiem.

Astma to nie tylko pojawiające się co jakiś czas, przejściowe niedogodności w postaci napadów kaszlu, świszczącego oddechu i duszności. Lekarze ostrzegają, że jest to przewlekła i bardzo groźna choroba zapalna układu oddechowego, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka nawet 10 proc. Polaków. Źle leczona prowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia układu oddechowego. Może też zabić.

Niestety, blisko połowa chorych na astmę nie jest świadoma tego faktu i w związku z tym się nie leczy. Ale okazuje się, że nawet osoby ze zdiagnozowaną astmą bardzo często nie biorą przepisanych im leków albo też stosują je wybiórczo, według własnego uznania. Jak to możliwe?

– Wielu ludzi odstawia leki, gdy tylko ustąpią u nich ostre objawy – przyznaje dr Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POCHP, podkreślając, że to duży błąd.

Skala tego zjawiska niepokoi ekspertów, którzy szacują, że u ponad połowy pacjentów ze zdiagnozowaną astmą jej kontrola (poprzez adekwatne leczenie) jest niewystarczająca, głównie z powodu niestosowania się do zaleceń lekarza i odstawiania leków po ustąpieniu ostrych dolegliwości.

Wziewne sterydy a tycie

Dostępne dziś leki są w stanie zapewnić większości chorych na astmę normalne i długie życie. Podstawą leczenia są wziewne sterydy, które mają działanie przeciwzapalne. Oprócz tego, w astmie stosuje się też leki, które rozkurczają oskrzela, przynosząc ulgę w razie napadu duszności.

– W ciągu 30 lat, od kiedy jestem lekarzem, nastąpił niebywały rozwój leczenia. Jako młody lekarz na dyżurach 3-4 krotnie w ciągu doby przyjmowałem pacjentów z ciężkimi napadami astmy, walcząc o ich życie przez całą noc. Dzięki glikokortykosteroidom wziewnym takich pacjentów mamy dziś zaledwie kilku w ciągu roku – mówi prof. Marek Kulus, specjalista chorób płuc i alergologii, kierownik Kliniki Pneumonologii i Alergologii Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

To właśnie wspomniane wyżej glikokortykosteroidy wziewne (sterydy), które są skutecznym lekiem przeciwzapalnym, budzą największą niechęć pacjentów i są przez nich często pomijane. Wiele osób obawia się na przykład, że z ich powodu będą tyć.

– Żaden ze sterydów wziewnych, a w Polsce popularnie stosowanych mamy przynajmniej trzy, w dawkach rekomendowanych w leczeniu astmy, nie powoduje tycia. Mało tego, jeden z tych sterydów, który jest dostępny na rynku, w ogóle nie działa po połknięciu. On działa wyłącznie w płucach i oskrzelach, gdzie jest aktywowany przez enzym produkowany tylko przez nabłonek oskrzeli. Jeśli więc dojdzie do jego połknięcia, nie wykazuje żadnego działania – podkreśla prof. Piotr Kuna, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Łódzkiego Uniwersytetu Medycznego.

Dodaje, że bezpieczne są leki zarówno wziewne, jak i te, które trzeba przyjmować donosowo. Oczywiście o ile stosuje się je zgodnie z zaleceniami lekarza i są prawidłowo dobrane do stopnia nasilenia astmy.

Jak sprawdzić, że astma jest dobrze leczona

Jak podkreśla prof. Kuna, celem leczenia astmy jest to, żeby chory nie miał dolegliwości i by jego płuca działały prawidłowo. To da się sprawdzić.

– Jeśli dajemy leki, a chory ma dolegliwości i musi brać leki objawowe, to oznacza, że jego choroba jest źle leczona – wyjaśnia.

U większości pacjentów, właściwie dobrane leki przeciwzapalne zapobiegają napadom duszności, także wtedy, kiedy nie biorą oni leków objawowych (rozkurczających oskrzela).

– W astmie podstawowym wyznacznikiem jakości leczenia są dolegliwości odczuwane przez pacjenta. Drugim wyznacznikiem jest prawidłowa czynność płuc. To jest bardzo ważne, bo są pacjenci, którzy nie mają dolegliwości, a czynność płuc się im pogarsza. Na to trzeba zwracać uwagę – podkreśla specjalista.

Dlatego chorzy na astmę co najmniej raz w roku powinni kontrolnie wykonywać spirometrię w stanie spoczynku.

– Odmiennie niż w diagnozowaniu i kontrolowaniu przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POCHP), w astmie podstawą jest spirometria wykonywana w spoczynku, a zatem bez podania leku rozkurczającego oskrzela – wyjaśnia lekarz.

Przekonuje, że jeśli astmę leczy się prawidłowo od samego początku, to choroba daje się dobrze kontrolować – pozwala nie tylko na to, by normalnie żyć, ale także uprawiać sport. A są astmatycy, którzy zdobywają medale olimpijskie i na światowych mistrzostwach.

Jakie mogą być skutki wybiórczego stosowania leków

Z okazji obchodzonego 7 maja Światowego Dnia Astmy lekarze przypominają, że nieleczona lub źle leczona astma może prowadzić do wielu groźnych powikłań. Warto wiedzieć, że jest ona m.in. czynnikiem ryzyka rozwoju chorób układu krążenia, chorób naczyniowych mózgu, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POCHP), a także przedwczesnej śmierci.

Niestosowanie się do zaleceń lekarza prowadzi do nawracania uciążliwych objawów i pogłębiania się astmy, która w efekcie może być chorobą śmiertelną. Źle leczony pacjent może umrzeć z powodu ataku duszności i takie sytuacje się zdarzają.

Eksperci podkreślają, że sterydy wziewne stosowane regularnie i w odpowiednich do stopnia nasilenia astmy dawkach są bezpieczne, a ewentualne efekty uboczne ich stosowania są zazwyczaj minimalne i wręcz trudne do zauważenia.

– Astma jest chorobą zapalną dróg oddechowych i to jest jej najważniejsza cecha. Leczenie przeciwastmatyczne jest zatem głównie związane z leczeniem przeciwzapalnym – podkreśla prof. Marek Kulus.

Lekarze przekonują, że sterydy wziewne powinny stać się zatem najlepszym przyjacielem osoby chorej na astmę, bo to one leczą przyczynę choroby, a nie tylko jej objawy. To właśnie leki przeciwzapalne zapobiegają nawrotom i groźnym powikłaniom astmy.

Przypomnijmy, że doraźne leczenie objawowe, zapewniające szybką poprawę samopoczucia w napadach astmy, zapewniają leki rozkurczające oskrzela. I to właśnie z uwagi na swoje „cudowne” właściwości, ta grupa leków jest preferowana przez pacjentów, a często też nadużywana.

– Astma jest chorobą o wielu twarzach, może występować sporadycznie, ale może też mieć postać pośrednią lub ciężką. Do każdej z nich mamy przypisane odpowiednie, coraz bardziej zindywidualizowane i nowoczesne leczenie. Skutecznie leczona nie powinna sprawiać pacjentowi żadnych problemów – przekonuje prof. Marek Kulus, podkreślając, że astma nieleczona lub niewłaściwie leczona prowadzi do nieodwracalnego kalectwa dróg oddechowych.

Podobnie jak w przypadku innych chorób przewlekłych kluczowe jest zatem wczesne rozpoznanie i szybkie rozpoczęcie leczenia glikokortykosteroidami.

– Wtedy można zgasić zapalenie w zarodku, inaczej z czasem dojdzie do nieodwracalnych zmian w strukturze nabłonka układu oddechowego – ostrzega prof. Marek Kulus.

Eksperci podkreślają, że wczesne rozpoznanie i leczenie astmy jest szczególnie ważne w przypadku dzieci, bo dzięki temu mają one szansę na prawidłowy rozwój płuc, który nieleczona astma poważnie zaburza.

Jakie są powody przerywania leczenia astmy przez pacjentów?

Z badań przeprowadzonych wśród chorych wynika, że najczęściej powodami przerywania leczenia są: zniechęcenie (42 proc. wskazań) oraz brak wiedzy na temat choroby (20 proc.). Wśród innych ważnych powodów chorzy wymieniają też m.in.: brak widocznych efektów leczenia (6,2 proc. wskazań), zbyt wysoką cenę leków (5,6 proc.), zbyt dużą częstość dawkowania (4,3 proc.), a także obawę przed działaniami niepożądanymi leków (4,3 proc.).

Z innych badań wiadomo, że aż 70 proc. chorych na astmę jest zdania, że ich astma nie jest poważna.

Astma ciężka (oporna na leczenie)

Większość chorych na astmę doświadcza umiarkowanej jej postaci, ale u około 4 proc. jej przebieg ma  ciężki charakter. U takich pacjentów standardowe leczenie nie przynosi efektów. Częstość i nasilenie duszności przyczyniają się do wielokrotnych hospitalizacji. Stanowią też zagrożenie życia. Takie osoby powinny pozostawać pod opieką jednego z 50 specjalistycznych ośrodków leczenia astmy ciężkiej (są one dostępne w ramach NFZ we wszystkich polskich województwach). W leczeniu astmy ciężkiej, a także trudniejszych przypadków astmy umiarkowanej, najlepiej sprawdzają się nowoczesne leki biologiczne.

Eksperci przyznają, że astma czasem (w łagodniejszych przypadkach) ulega samoistnemu wyciszeniu, ale też może ujawnić się później w trudnych sytuacjach życiowych (np. utrata kogoś bliskiego) lub w określonych warunkach (smog, pojawienie się zwierząt w domu).

Co może wywołać napad astmy

Kontrola nad astmą to jednak nie tylko leki. To także świadomość i unikanie czynników wyzwalających jej napady i zaostrzenia. Należą do nich m.in.:

  • Zimne powietrze
  • Zanieczyszczone powietrze (smog, pyły, dym, opary chemikaliów, kurz)
  • Pyłki roślin, zarodniki grzybów
  • Insekty i zwierzęta
  • Mocne zapachy
  • Stres, złość
  • Intensywne ćwiczenia (wysiłek fizyczny).

Co robić w razie duszności

Jeśli ktoś ma atak duszności, powinien jak najszybciej przyjąć lek, który lekarz mu przepisał na wypadek właśnie takiej sytuacji. W razie braku poprawy trzeba udać się do szpitala lub wezwać karetkę, ponieważ trzeba mieć świadomość, że dla astmatyka gwałtowna duszność może być stanem bezpośrednio zagrażającym życiu. W razie braku leku, w oczekiwaniu na pomoc, ulgę może przynieść oddychanie ciepłym powietrzem, nawet w strumieniu suszarki.

Wiktor Szczepaniak, Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

 

Tych objawów nie lekceważ. Wsłuchaj się w serce.

Niewydolność serca to podstępna choroba. Pierwsze objawy łatwo przegapić: któż dzisiaj się nie czuje się bardziej zmęczony? Podpowiadamy, jakie jeszcze objawy powinny niepokoić i jak ustrzec serce przed kłopotami.

Niewydolność serca to stan, w którym mięsień ten nie daje rady prawidłowo pompować krwi i dostarczać organizmowi odpowiedniej ilości tlenu w stosunku do potrzeb. Zmniejsza to wydolność wysiłkową, która objawia się trudnościami w zwykłych codziennych czynnościach takich jak robienie zakupów, sprzątanie, czy wchodzenie po schodach.

Najczęściej dzieje się tak na skutek uszkodzenia mięśnia serca lub jego zastawek. Objawy, początkowo subtelne, z czasem nabierające na sile, wynikają z niedostatecznej podaży tlenu do narządów. W trakcie rozwoju niewydolności serca dochodzi do gromadzenia płynów w organizmie, powiększenia jam serca oraz niekorzystnych zmian w układzie hormonalnym.

Najczęściej problem niewydolności serca dotyczy osób powyżej 60. roku życia, jednak może wystąpić w każdym wieku, także u dzieci i młodzieży. Ze statystyk przedstawianych przez kardiologów wynika, że spośród 40 tys. zgonów na skutek niewydolności serca, aż 6 tys. dotyczyło osób w wieku produkcyjnym. Spośród wszystkich pacjentów pięć lat przeżywa około 50 proc. chorych, a 11 proc. umiera w pierwszym roku po opuszczeniu szpitala.

Tak więc sprawa jest niebagatelna.

Nie lekceważ objawów niewydolności serca

Objawy dotyczące chorób serca nie zawsze są charakterystyczne. O ile diagnostyka zawału serca jest łatwa – gdy pojawia się ból serca, podejrzewamy zawał i dzwonimy po karetkę albo natychmiast jedziemy do szpitala, o tyle z chorobą niedokrwienną nie jest tak prosto – jej objawy są tak nieoczywiste, że łatwo je zbagatelizować, złożyć na karb lekkiej niedyspozycji.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie/M. Samczuk

Do tych typowych, świadczących o niewydolności, należą zmęczenie, duszność, obrzęki nóg – czyli kłopty, które oceniamy jako wynikające z przejściowej niedyspozycji, albo kojarzymy z innymi chorobami.
Jak więc zorientować się, że sprawa jest poważna?

– Zaniepokoić powinny nas sytuacje, w których nie mamy siły na zrobienie rzeczy, które do tej pory robiliśmy raczej bez problemu – radzi dr n. med. Agnieszka Pawlak kardiolog ze Szpital MSWiA w Warszawie.

Poniżej objawy związane z niewydolnością serca. Jeśli zauważasz takie u siebie, koniecznie udaj się do specjalisty.

  • Zmęczenie

Zbyt łatwe męczenie się, nawet przy niewielkim wysiłku, uczucie osłabienia to efekt niedotlenienia narządów, które wynika z upośledzonego przepływu krwi.

– My, kardiolodzy, stosujemy zawsze ocenę możliwości wejścia po schodach bez zatrzymywania. Jest słabo, gdy pacjent nie jest w stanie wejść na pierwsze piętro, ale i drugie powinno być dla nas sygnałem, że nie jest dobrze” – mówi dr n. med. Agnieszka Pawlak.

Jeśli do tego zdarzają się zawroty głowy, rozkojarzenie, trudności z koncentracją, lepiej udać się do lekarza.

  • Duszność

To najbardziej typowy objaw niewydolności serca. Wynika z zalegania w płucach płynu, którego serce nie daje rady przepompować, co utrudnia przenikanie tlenu do krwi. Charakterystyczny objaw to płytki oddech i zadyszka, które najpierw pojawiają się przy większym wysiłku fizycznym, a z czasem nawet przy zwykłych codziennych cznnościach jak ścielenie łóżka, przgotowywanie posiłku. Może też dokuczać w nocy, powodując przebudzenia i niemożność spania w pozycji leżącej. Jeśli duszności towarzyszy kaszel to dodatkowy sygnał, że nie jest dobrze. Przy takich objawach należy wezwać pogotowie.

  • Obrzęki

Przy niewydolności serca częstym problemem są obrzęki, które dotyczą stóp, okolicy kostek i łydek. Buty robią się za ciasne, nad kostką odciskają się skarpetki – takie objawy można zaobserwować szczególnie wieczorem, kiedy po całym dniu dotrzemy do domu. Ale obrzęki zdarzają się też u chorych, którzy nie wstają z łóżka – widoczne są wtedy na plecach, głównie w okolicy kości krzyżowej.

  • Szybki przyrost masy ciała

Specyficznym objawem jest zaskakująco szybki przyrost wagi w krótkim czasie np. 2 kilogramy w ciągu 2-3 dni mimo niezmienionej diety. Powiększenie obwodu brzucha i przybór masy ciała oraz obrzęki wynikają z zatrzymania płynów w organizmie, które – podobnie jak przy duszności – spowodowane jest problemem z pompowaniem krwi. Może dojść do tzw. przewodnienia, które łatwo to stwierdzić naciskając palcem skórę (pozostaje wgłębienie).

  • Utrata apetytu

Przewodnienie związane z zatrzymywaniem wody w organizmie i wynikająca z tego gorsza praca jelit wywołuje uczucie pełności, a nawet przepełnienia. To bardzo niebezpieczny stan, gdyż osłabia organizm, który nie ma siły do walki z chorobą. Z czasem może prowadzić do zmniejszenia masy ciała, a nawet zaników mięśniowych oraz anemii.

  • Zaburzenia rytmu serca

Uszkodzone serce, nie mając siły pompować krwi przyspiesza rytm. Za zbyt szybkie uważa się tętno powyżej 75 uderzeń na minutę. Utrzymujące się dłużej tętno powyżej 100 uderzeń na minutę uszkadza mięsień serca.

Drugim problemem są zaburzenia rytmu odczuwane jako nierówne bicie serca.To poważne zaburzenie, które może prowadzić do migotania przedsionków.

Jak prawidłowo zmierzyć tętno

Dobrze: Pomiaru tętna powinniśmy dokonywać w pozycji siedzącej. Nie należy tej czynności wykonywać po wysiłku, a zanim przystąpimy do badania, zaleca się co najmniej 5-minutowy odpoczynek. Badanie tętna polega na przyłożeniu trzech palców na tętnicy przebiegającej po wewnętrznej stronie nadgarstka, w przedłużeniu kciuka. Gdy wyczujemy pulsowanie, należy ucisnąć.

Źle: przykładanie pojedynczego palca, próba wyczucia tętna po przeciwnej stronie nadgarstka.

Na zegarku z sekundnikiem odliczamy liczbę uderzeń w ciągu 30 sekund. Uzyskany wynik mnożymy przez dwa co da nam liczbę uderzeń serca na minutę.

Te fakty o tętnie trzeba znać

  • Prawidłowe tętno jest miarowe, a przerwy pomiędzy uderzeniami powinny być takie same.
  • Prawidłowe tętno (puls) mieści się w przedziale od 60 do 100 uderzeń serca na minutę.
  • Zbyt wysoki puls serca (powyżej 100 uderzeń na minutę) – nazywany jest tachykardią (częstoskurczem).
  • Zbyt niski puls (poniżej 60 uderzeń na minutę) to bradykardia.
  • Puls można zbadać także na tętnicy szyjnej, należy jednak uważać, aby nie uciskać zbyt mocno, gdyż może to spowodować spadek ciśnienia lub znaczne zwolnienie pracy serca i omdlenie.
  • Zbyt wysokie tętno, za szybkie bicie sera to najczęstszy objaw zaburzeń rytmu serca u młodych osób.

– Niestety, młodzi często to bagatelizują, bo da się z tym w miarę normalnie funkcjonować, można się przyzwyczaić. Jednak kiedy serce przez dłuższy czas bije w tempie 100- 120 uderzeń na minutę, uszkadza się. Norweskie badania przeprowadzone na ponad 10-tysięcznej populacji zdrowych osób, u których obserwowano rokowania i stan zdrowia w zależności od tętna wykazały, że wartością odcinającą jest puls powyżej 75. To znaczy, że pacjenci, którzy mieli więcej niż 75 uderzeń na minutę częściej rozwijali w przyszłości nadciśnienie tętnicze, zawał serca i częściej umierali w stosunku do osób, które miały tętno poniżej 75.Wniosek jest prosty: wystarczy zwolnić serce, aby uzyskać zdecydowaną poprawę rokowania – mówi dr n. med. Agnieszka Pawlak.

Jak pomóc swojemu sercu

Dbaj o siebie, zmień styl życia, popraw jego jakość. Odpowiednia dieta i aktywny tryb życia może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości ze strony serca i zapobiec postępowaniu niewydolności serca.

Największe znaczenie dla serca ma aktywność fizyczna i nie jest to kwestia wykupienia karnetu do klubu.

– Jak wynika z najnowszych badań, najlepsze efekty przynosi aktywność fizyczna zbliżona do fizjologicznej. 30-40 minut spaceru w ciągu dnia powtarzana 3-5 razy w tygodniu ma dla nas zbawienne znaczenie. Liczy się każdy ruch, na przykład rezygnacja z samochodu i z windy. Warto przestać palić papierosów i zmienić dietę. Ważny jest też sen, którego dzisiaj wszyscy sobie odmawiamy, bo ciągle się gdzieś śpieszymy. Sercu szkodzi brak relaksu. Permanentny stres powoduje rozwój wielu chorób” – podpowiada ekspertka.

Specjaliści podkreślają: nie jest to kwestia rewolucyjnych zmian. W zaawansowanej chorobie oczywiście tak – konieczne jest zastosowanie skomplikowanych, czasem wyrafinowanych metod. Ale na początku niedokrwiennej choroby serca sporo możemy zrobić sami po prostu modyfikując styl życia.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jaskra – nie boli, a kradnie wzrok

Ta podstępna choroba oczu zazwyczaj przez długi czas nie daje żadnych objawów. Niestety, spowodowana nią utrata wzroku jest nieodwracalna. Dlatego warto dmuchać na zimne i regularnie badać się u okulisty. W marcu – w trakcie Światowego Tygodnia Jaskry – można przebadać się bezpłatnie. Sprawdź, gdzie!

Eksperci biją na alarm, bo choroby oczu coraz częściej stają się w Polsce przyczyną niepełnosprawności (z powodu całkowitej lub częściowej utraty wzroku). Niestety, według prognoz, osób niewidomych i niedowidzących będzie przybywać, m.in. w związku z postępującym starzeniem się społeczeństwa. Do najważniejszych przyczyn ślepoty należą zaćma i jaskra. Ta druga jest jednak o tyle gorsza, że spowodowana nią utrata wzroku jest nieodwracalna.

Jaskra – jak jej zapobiegać

– W Polsce na jaskrę choruje około miliona osób. Ale tylko połowa z nich została zdiagnozowana. Powodem takiego stanu rzeczy są m.in. niska świadomość społeczna i bezobjawowy przebieg choroby. Jaskra nie boli, ale kradnie wzrok – ostrzega prof. Iwona Grabska-Liberek, kierownik Kliniki Okulistyki Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego SPSK w Warszawie i prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Ekspertka podkreśla, że około 70 proc. przypadków jaskry jest wykrywanych zbyt późno, aby uratować widzenie, nawet przy intensywnym leczeniu. Dlatego apeluje, aby dmuchać na zimne i regularnie badać swój wzrok. W ramach profilaktyki zaleca wszystkim osobom po 35. roku życia wykonywać kompleksowe badanie okulistyczne co 2 lata, a osobom z grupy podwyższonego ryzyka co rok (warto pamiętać, że na jaskrę częściej chorują kobiety i osoby po 40. roku życia). Takie badanie powinno obejmować nie tylko standardowy wywiad oraz pomiar ostrości widzenia, ale także badanie ciśnienia wewnątrzgałkowego i analizę wyglądu tarczy nerwu wzrokowego (badanie dna oka).

– Jaskra jest chorobą nieuleczalną, ale wczesne jej wykrycie i leczenie pozwalają zachować dobre widzenie – podkreśla prof. Jacek Szaflik, kierownik Katedry i Kliniki Okulistyki II Wydziału Lekarskiego WUM, jednocześnie wyjaśniając, że leczenie nie ma na celu poprawy widzenia, lecz jedynie zatrzymanie lub zmniejszenie tempa rozwoju choroby, a przez to uniknięcie ślepoty.

Bezpłatne badania w kierunku jaskry – gdzie wykonać

Eksperci przypominają o możliwości skorzystania z bezpłatnych badań przesiewowych w kierunku jaskry, które będą realizowane w całej Polsce już w marcu – w ramach III edycji kampanii Polscy Okuliści Kontra Jaskra (organizowanej z okazji Światowego Tygodnia Jaskry). W dniach 10-16 marca, wszyscy chętni, którzy zgłoszą się do placówek okulistycznych biorących udział w akcji, będą mogli wykonać specjalistyczne badania diagnostyczne – bez skierowania i bez ponoszenia żadnych kosztów. Lista ponad 60 placówek medycznych z całej Polski, w których można wykonać te badania, dostępna jest na stronach internetowych: www.tydzienjaskry.pl oraz www.pto.com.pl.

Wspomnianą wyżej kampanię zorganizowało Polskie Towarzystwo Okulistyczne (PTO), przy współudziale Polskiego Związku Niewidomych.

Jakie są główne czynniki ryzyka jaskry

Na koniec, w kontekście profilaktyki jaskry, warto przypomnieć jeszcze, jakie są najważniejsze czynniki ryzyka sprzyjające zachorowaniu:

  • Wiek po 40. roku życia
  • Nadciśnienie tętnicze
  • Przypadki jaskry występujące w rodzinie
  • Podwyższone stężenie cholesterolu we krwi
  • Cukrzyca
  • Przewlekły stres.

Choć nie na wszystkie z wymienionych wyżej czynników ryzyka mamy wpływ, to jednak na niektóre już tak. Dlatego eksperci zachęcają do tego, aby w ramach profilaktyki jaskry zadbać nie tylko bezpośrednio o swoje oczy, lecz także szerzej, o zdrowy styl życia.

– Zdrowiu naszych oczu służą m.in. takie czynniki jak: regularna aktywność fizyczna, niepalenie, leczenie nadciśnienia (jeśli je mamy), leczenie podwyższonego cholesterolu i zdrowe żywienie. Ważne, aby dieta była bogata w antyoksydanty – podpowiada prof. Iwona Grabska-Liberek.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak wcześnie wykryć raka płuca

Jesteś w przedziale wiekowym 55–74 lata i przez około 30 lat wypalałeś paczkę papierosów dziennie? Nawet jeśli nic Ci nie dolega, możesz rozważyć wykonanie niskodawkowej tomografii komputerowej klatki piersiowej, która pomaga sprawdzić, czy w Twoich płucach nie rozgościł się rak. Są jednak minusy takiego badania.

Dlaczego w ogóle, a zwłaszcza w takiej grupie osób, warto rozważyć poszukiwanie nowotworu? Powodów jest kilka:

  • Jak w przypadku wielu innych nowotworów, wczesne wykrycie raka płuca daje szansę na wyleczenie (jest to o tyle ważne, że na wczesnym etapie w Polsce wykrywanych jest zaledwie 22 proc. przypadków);
  • Rak płuca, jak wiele innych, nie daje na wczesnym etapie wyraźnych, specyficznych objawów;
  • W 95 proc. rak płuca dopada palaczy – byłych i obecnych;
  • Większość chorób nowotworowych pojawia się w średnim lub podeszłym wieku.

Nie powinno zatem nikogo dziwić, że rak płuca to wyjątkowy „kiler” wśród nowotworów: w Polsce rocznie rozpoznaje się go u około 23 tysięcy osób (przypomnijmy: w 95 proc. są to byli lub obecni palacze tytoniu), a rocznie mniej więcej tyle samo osób z jego powodu umiera. To powoduje, że rak płuca zajmuje pierwsze miejsce na niechlubnym podium najważniejszych przyczyn zgonu z powodu choroby nowotworowej.

Dlaczego rak płuca zabija tak wiele osób?

Lekarze są zgodni – jednym z głównych powodów jest to, że najczęściej wykrywany jest dopiero w stadium rozsianym, tj. wtedy, gdy z ogniska pierwotnego w płucu rozsiały się już przerzuty do innych, odległych narządów, np. kości czy mózgu.

– W 2016 roku tylko 22 proc. przypadków raka płuca było zdiagnozowanych w stadium miejscowym – mówi konsultant ds. onkologii klinicznej prof. Maciej Krzakowski.

Stadium miejscowe to początek choroby. Najczęściej można wtedy zastosować trzy rodzaje terapii razem: wyciąć guz, wdrożyć chemioterapię i radioterapię. Warto, bo 75 proc. takich pacjentów przeżywa co najmniej 5 lat po rozpoznaniu choroby (w onkologii okres pięcioletniego przeżycia po diagnozie nowotworu ocenia się jako jego wyleczenie).

Niestety, jak informuje prof. Krzakowski, aż 47 proc. przypadków raka płuca w 2016 roku wykrytych było w stadium rozsiania, czyli wtedy, gdy pojawiły się już przerzuty w odległych narządach, a 32 proc. – w tzw. stadium regionalnym, czyli nowotwór zaatakował już pobliskie tkanki. Tu rokowanie nie jest już dobre, ale sytuacja, dzięki nowym terapiom, zmienia się.

– Jeszcze 10-20 lat temu średni czas przeżycia chorego z diagnozą raka płuca wynosił 3 do 6 miesięcy. Dziś ten okres liczymy nie tylko miesiącach, ale latach. W niektórych przypadkach – kilkunastu latach – mówi prof. Dariusz M. Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej w Centrum-Instytucie Onkologii.

Jakie są objawy raka płuca

Jak w przypadku wielu nowotworów, nie są specyficzne w pierwszych stadiach choroby. Są to:

  • Kaszel,
  • Duszność
  • Nawracające infekcje płucne
  • Chrypka
  • Ból
  • Podwyższona temperatura
  • Osłabienie
  • Chudnięcie.

– Problem w tym, że większość chorych na raka płuca to palacze i często nie zwracają uwagi na kaszel. Warto się obserwować i iść do lekarza, kiedy kaszel nie znika, nie reagujemy na leczenie objawowe. Naszą uwagę powinna też zwrócić zmiana charakteru kasłania. Chrypka pojawia się najczęściej wtedy, kiedy zaczyna dochodzić do przerzutów – ostrzega prof. Krzakowski.

Dodaje, że palacze powinni wykonywać okresowo zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej w dwóch ujęciach: przednim i bocznym.

– Pozwoli to wykryć zmiany w płucach, które mogą wynikać nie tylko z choroby nowotworowej, ale i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc – wyjaśnia.

Tomografia pomocna we wczesnym wykrywaniu raka płuca?

O ile w przypadku raka szyjki macicy, raka piersi czy raka jelita grubego udało się znaleźć metodę powszechnych badań przesiewowych, dzięki którym na wczesnym etapie rozwoju tych chorób można całkiem skutecznie „wyłapać” osoby, u których istnieje podejrzenie, że już je mają, to w raku płuca takich narzędzi praktycznie nie ma.

Jednak jest grono ekspertów, które, na podstawie dostępnych już badań naukowych, w określonych grupach ryzyka zaleca niskodawkową tomografię komputerową klatki piersiowej.

Prof. Kowalski przypomina, że skuteczność tej metody udowodniły dwa duże badania populacyjne wykonane w Stanach Zjednoczonych i w krajach Beneluksu.

W USA do badania przyjęto niemal 54 tysiące palaczy i palaczek: kobiet i mężczyzn w wieku 55-74 lat, bez niepokojących objawów ze strony układu oddechowego, którzy mieli za sobą 30 lat palenia co najmniej paczki papierosów dziennie (nie miało znaczenia, czy w momencie zgłoszenia się na badania wciąż palili, czy nie).

Podzielono ich losowo na grupy, które co roku miały wykonywaną niskodawkową tomografię komputerową klatki piersiowej lub zdjęcie rentgenowskie tego obszaru ciała. Okazało się, że w grupie z TK ryzyko śmierci z powodu raka płuca w ciągu 7 lat obserwacji po badaniu zmniejszyło się o 15-20 proc., w porównaniu do grupy, u której wykonywano RTG. Jak czytamy na stronie amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka, taki rezultat oznacza, że w grupie z TK było o około trzy zgony mniej na 1000 osób w porównaniu ze wskaźnikiem grupy z RTG.

Warto też zwrócić uwagę na to, jak różna była skala wykrytych nieprawidłowości (niekoniecznie oznaczających raka). W grupie z TK wykryto je u 24,2 proc. uczestników, w grupie RTG – u niemal 7 proc. (przypomnijmy, że w badaniu uczestniczyły osoby, które nie miały żadnych objawów sugerujących rozwój choroby).

Podobne wyniki, jak informuje prof. Kowalski, uzyskano w badaniu europejskim (główna różnica polegała na częstotliwości wykonywania badań: uczestników prześwietlano w 1., 2., 4. i 6. roku).

Wciąż jednak nie ma konsensusu co do takiej metody wczesnego wykrywania raka płuca. Dlaczego?

– To jest olbrzymi stres dla bardzo wielu ludzi, u których w takim badaniu wykryto jakieś podejrzane zmiany. Nie wszystkie są nowotworowe, ale informacja o takiej zmianie powoduje, że ci ludzie żyją jak na tykającej bombie – tłumaczy prof. Krzakowski.

Dodatkowo, zarówno tomografia, jak i rentgen, narażają badanego na przyjęcie szkodliwej dawki promieniowania, choć panuje zgoda, że jest to bezpieczny poziom.

Diagnoza: rak płuca. Co dalej?

Profesorowie zgadzają się, że na kiepskie wyniki co do wyleczalności raka płuca wpływ ma również sposób leczenia. Najlepiej, by pacjent zgłosił się do ośrodka, który ma duże doświadczenie w leczeniu raka płuca. Istotna jest też dogłębna diagnostyka charakteru i rodzaju komórek nowotworowych.

– Integralną częścią diagnostyki powinno być molekularne badanie komórek nowotworowych – podkreśla prof. Kowalski.

Takie badania pozwalają skorzystać z najlepszej możliwej w danym przypadku terapii.

Na rokowanie w raku płuca wpływa też stan ogólny pacjenta. Leczenie jest agresywne – im lepszy stan pacjenta w punkcie wyjściowym, tym mniejsze ryzyko powikłań.

Warto wiedzieć, że niemal w każdym roku rejestrowane są nowe terapie na raka płuca. Na całym świecie prowadzone są badania kliniczne nad potencjalnymi lekami. Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Środków Biobójczych dr Grzegorz Cessak poinformował, że w 2018 roku tylko w Polsce aż 16 proc. zarejestrowanych badań klinicznych dotyczyło właśnie raka płuca. Każdego roku w Polsce około 40 tys. pacjentów bierze udział w badaniach klinicznych, które obejmują różne obszary terapeutyczne. Średnio co piąte badanie kliniczne dotyczy onkologii.

– Rak płuca dla coraz większej liczby pacjentów z choroby ostrej, zabijającej w ciągu kilku miesięcy, staje się chorobą przewlekłą – mówi prof. Kowalski.

Jak się chronić przed rakiem płuca

Najlepsza metoda to niepalenie. Nie warto zaczynać, a jeśli już jest się w szponach nałogu, trzeba jak najszybciej się z niego wyzwolić. Zwłaszcza, że ryzyko zachorowania na raka płuca zmniejsza się dwukrotnie dopiero po 15 latach od ostatniego dymka.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Anoreksja – od czego się zaczyna i komu najbardziej zagraża

Anoreksja to śmiertelna choroba, która dotyczy nie tylko ciała, lecz przede wszystkim – psychiki. Dowiedz się kogo najczęściej atakuje, jakie są wczesne sygnały ostrzegawcze, a także czy można coś zrobić, aby zdusić ją w zarodku.

Wbrew pozorom, anoreksja, czyli inaczej jadłowstręt psychiczny, nie jest wcale rzadkim problemem, który dotyczy jedynie garstki zbuntowanych nastolatek albo ekscentrycznych, nadmiernie dbających o swój wygląd celebrytek. W rzeczywistości jest to obecnie dość często występująca choroba (zaliczana do grupy zaburzeń odżywiania), która niestety stanowi bardzo poważne zagrożenie nie tylko dla zdrowia, ale także i życia cierpiących na nią osób.

Czym jest anoreksja: najważniejsze fakty

Najprościej mówiąc, anoreksja to zaburzenie psychiczne, które polega na drastycznym ograniczaniu ilości przyjmowanych pokarmów w celu osiągnięcia szczupłej sylwetki (czyli na obsesyjnym odchudzaniu się), co w końcu prowadzi do znacznego ubytku masy ciała (niedowagi), stanu niedożywienia i postępującego wyniszczenia organizmu.

Wbrew pozorom, anoreksja, czyli inaczej jadłowstręt psychiczny, nie jest wcale rzadkim problemem, który dotyczy jedynie garstki zbuntowanych nastolatek albo ekscentrycznych, nadmiernie dbających o swój wygląd celebrytek. W rzeczywistości jest to obecnie dość często występująca choroba (zaliczana do grupy zaburzeń odżywiania), która niestety stanowi bardzo poważne zagrożenie nie tylko dla zdrowia, ale także i życia cierpiących na nią osób.

Czym jest anoreksja: najważniejsze fakty

Najprościej mówiąc, anoreksja to zaburzenie psychiczne, które polega na drastycznym ograniczaniu ilości przyjmowanych pokarmów w celu osiągnięcia szczupłej sylwetki (czyli na obsesyjnym odchudzaniu się), co w końcu prowadzi do znacznego ubytku masy ciała (niedowagi), stanu niedożywienia i postępującego wyniszczenia organizmu.

Faktem jest, że problem ten dotyczy głównie młodych dziewcząt i kobiet (przed 30 rokiem życia). Jego rozpowszechnienie w populacji nastolatków szacowane jest w sumie na 0,5-1 proc. Chorują jednak także dorośli, a częstość występowania w tej grupie wiekowej to 0,4-0,8 proc.

Eksperci ostrzegają, że anoreksja jest chorobą śmiertelną, obarczoną największym ryzykiem śmierci spośród wszystkich zaburzeń psychicznych (umiera na nią od 10 do 20 proc. chorych – z powodu różnych powikłań somatycznych lub samobójstwa).

Choć anoreksja, podobnie jak otyłość, zaliczana jest do tzw. chorób cywilizacyjnych, to jednak wcale nie pojawiła się ona dopiero w naszych czasach – pierwszy raz opisano w literaturze medycznej objawy anoreksji już w 1684 r.

Anoreksja – jak rozpoznać wczesne objawy

Z uwagi na niezwykle groźne konsekwencje związane z anoreksją naprawdę warto znać jej wczesne objawy (sygnały ostrzegawcze), a także najważniejsze czynniki ryzyka (przyczyny, elementy sprzyjające zachorowaniu). Dzięki tej świadomości można zapobiec rozwojowi choroby u siebie i bliskich lub też zdusić ją w zarodku, gdy już się zacznie.

Wśród różnego rodzaju objawów, mogących wskazywać na rozwijającą się anoreksję czy też wysokie ryzyko zachorowania, znajdują się m.in.:

  • Lęk przed otyłością i „tuczącym pożywieniem”, przejawiający się m.in. nadmierną koncentracją na utrzymywaniu „właściwej” masy ciała i nadmiernym zainteresowaniem tematyką żywieniową;
  • Zaburzony obraz własnego ciała i związany z nim brak satysfakcji ze swojego wyglądu (przekonanie, że jest się zbyt grubym);
  • Wskaźnik masy ciała (BMI) poniżej 17,5 (świadczący o niedożywieniu) – przy spadku BMI poniżej 13 konieczna jest już hospitalizacja chorego;
  • Stosowanie restrykcyjnej diety, spożywanie posiłków w odosobnieniu, zmniejszanie porcji jedzenia, okłamywanie najbliższych co do ilości spożytego pokarmu (np. chora osoba spożywa tylko jeden jogurt lub jabłko dziennie);
  • Wyczerpujące ćwiczenia fizyczne;
  • Prowokowanie wymiotów;
  • Stosowanie środków przeczyszczających i moczopędnych;
  • Stosowanie środków tłumiących łaknienie;
  • Występowanie niepokojących objawów somatycznych (zaburzenia hormonalne i metaboliczne, np. zatrzymanie menstruacji).

Anoreksja a bulimia

Anoreksja może przybierać również postać bulimiczną, w której dochodzi do epizodów nadmiernego objadania się, a potem prób pozbycia się zjedzonego pokarmu lub zawartych w nim kalorii przez prowokowanie wymiotów, nadużywanie środków przeczyszczających lub intensywne ćwiczenia.

Warto pamiętać, że osoba, u której rozwija się anoreksja, będzie najczęściej zaprzeczać, że dzieje się z nią coś złego, i przekonywać, że jej działania to przejaw zdrowego trybu życia czy też dążenia do uzyskania optymalnego wyglądu.

Co zwiększa ryzyko zachorowania na anoreksję

Dr hab. Katarzyna Kucharska, psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, podkreśla, że przyczyny anoreksji są bardzo złożone. Są wśród nich zarówno czynniki biologiczne (predyspozycje genetyczne), jak też pozabiologiczne (psychologiczne, socjologiczne i kulturowe).

– Istnieje kilka genów warunkujących cechy związane ze skłonnością do przybierania bądź tracenia na wadze. Geny te, w połączeniu z właściwymi dla zaburzeń odżywiania cechami osobowości, tworzą kombinację predysponującą daną osobę do wystąpienia choroby – tłumaczy dr Katarzyna Kucharska.

Tak więc, u osób z jadłowstrętem psychicznym, zaburzony obraz własnego ciała może występować zarówno przed chorobą, w trakcie choroby, jak i po chorobie, co ma związek z pewnymi trwałymi cechami ich osobowości i sposobem funkcjonowania ich mózgu. Takie predyspozycje, wzmacniane dodatkowo przez modę na bycie „fit” i/lub komunikaty otrzymywane w domu czy w grupie rówieśniczej, przyczyniają się do nasilonego występowania natrętnych myśli dotyczących jedzenia, wagi i kształtu ciała u osób z zaburzeniami odżywiania. Na tym jednak nie koniec.

„Istnieją dowody na genetyczne podłoże anoreksji, jednak jej pełnoobjawowy przebieg jest najczęściej konsekwencją działania niekorzystnych czynników emocjonalnych, głównie trudnej sytuacji rodzinnej” – podkreślają profesorowie Piotr Gałecki i Agata Szulc w napisanym dla lekarzy podręczniku z zakresu psychiatrii.

O jakie konkretne trudności rodzinne chodzi? Okazuje się, że na anoreksję bardziej narażone są m.in. osoby z rodzin nadopiekuńczych (uniemożliwiających rozwój autonomii i samodzielności dziecka), tzw. rodzin zasznurowanych (z dominującą, wymagającą podporządkowania matką), a także rodzin sztywnych (unikających wewnętrznych konfliktów i napięć).

Jeśli zaś chodzi o konkretne cechy osobowości, które zwiększają ryzyko zachorowania na anoreksję, to eksperci wskazują przede wszystkim na tzw. typ anankastyczny (chodzi o osoby bardzo skupione, sumienne i dokładne, starające się mieć wszystko pod kontrolą, lubiące porządek, cechujące się perfekcjonizmem).

Dr hab. Katarzyna Kucharska wskazuje ponadto, że u osób cierpiących na anoreksję często stwierdza się występowanie (zarówno przed, w trakcie, jak i po chorobie) różnego rodzaju deficytów w funkcjonowaniu psychospołecznym, takich jak np.: sztywność myślenia, upośledzone procesy percepcji i ekspresji emocji czy też zaburzenia w zakresie empatii.

W świetle powyższych faktów nie powinno nikogo dziwić to, że zaburzenia odżywiania, w tym anoreksja, należą do zaburzeń psychicznych najtrudniejszych do leczenia. I na pewno nie chodzi tu o nastoletni kaprys czy bunt.

– Chorzy na jadłowstręt psychiczny przejawiają silny opór wobec leczenia, a powikłania zdrowotne często zmuszają do wycofania się z procedur leczenia zgodnych z protokołem badawczym – przyznaje dr hab. Katarzyna Kucharska.

Anoreksja – jak leczyć, gdzie szukać pomocy

Podstawową metodą leczenia anoreksji jest psychoterapia, przede wszystkim terapia rodzinna (systemowa, co oznacza, że do terapii zakwalifikowana jest nie tylko osoba, która choruje na anoreksję, ale i jej najbliżsi), a także terapia poznawczo-behawioralna. W tym długotrwałym procesie bardzo pomocne są też formalne i nieformalne grupy wsparcia.

W cięższych przypadkach (gdy doszło już do dużego wyniszczenia organizmu), wskazana lub też konieczna może być hospitalizacja i wielokierunkowe leczenie internistyczne.

Generalnie, podobnie jak w przypadku otyłości, w skutecznym leczeniu anoreksji i innych zaburzeń odżywiania, najlepiej sprawdza się kompleksowe podejście i wielodyscyplinarny zespół terapeutyczny, w skład którego powinni wchodzić oprócz lekarzy (psychiatry, internisty, pediatry), także: psycholog (psychoterapeuta), dietetyk oraz fizjoterapeuta.

Najlepiej jednak dmuchać na zimne i starać się do rozwoju choroby w ogóle nie dopuścić. Aby sprawdzić swoje BMI, a także dowiedzieć się, czy i w jakim stopniu jest się zagrożonym anoreksją można wykonać bezpłatne testy, opracowane przez specjalistów z Instytutu Psychiatrii i Neurologii, które są dostępne na stronie internetowej poświęconej profilaktyce zaburzeń odżywiania w sekcji „Sprawdź się”: https://aboco.pl/sprawdz-sie

Na wspomnianej stronie internetowej, w sekcji „Poszukaj pomocy”: https://aboco.pl/poszukaj-pomocy można też znaleźć wiele praktycznych informacji na temat leczenia anoreksji i innych zaburzeń odżywiania. Eksperci zamieścili tam m.in. odpowiedzi na najczęściej  zadawane w tych sprawach pytania (np. co zrobić, gdy bliska mi osoba ma niepokojące objawy, ale twierdzi, że nic złego się z nią nie dzieje albo jak wygląda konsultacja u lekarza psychiatry).

Nie stygmatyzujmy chorych i ich bliskich

Na koniec, w kontekście anoreksji, trzeba jeszcze wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Chodzi o problem stygmatyzacji, dotyczącej zarówno osób chorych, jak i ich rodzin. W sytuacji wystąpienia u kogoś tego rodzaju choroby bardzo często niestety, osoby z najbliższego lub dalszego otoczenia ulegają pokusie napiętnowania chorego czy też jego rodziny, np. poprzez obarczanie ich winą za zaistniałą sytuację, niesprawiedliwe ocenianie i krytykowanie, najczęściej za pomocą krzywdzących stereotypów.

Dlatego psychiatrzy i psycholodzy apelują do wszystkich o dużą wstrzemięźliwość i delikatność w podejściu do chorych i ich rodzin, tak by niepotrzebnie nie pogarszać ich sytuacji i zarazem ułatwić im radzenie sobie z tym złożonym problemem.

„Ani osoba z zaburzeniami jedzenia, ani jej rodzina nie są odpowiedzialni za rozwój zaburzenia. Mogą natomiast skutecznie wspierać się w szukaniu pomocy, tym samym przyspieszając proces postawienia odpowiedniej diagnozy i rozpoczęcia właściwego leczenia, co jest warunkiem powrotu do zdrowia” – czytamy na stronie internetowej stworzonej przez specjalistów z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Yersinie: groźne bakterie, które mogą być w twojej lodówce

Sztuka medycyny zapewne polega na tym, żeby na podstawie zestawu objawów postawić prawidłową diagnozę, a te same objawy mogą manifestować różne choroby. Tak jest na przykład z jersiniozą, potrafiącą „udawać” zapalenie wyrostka robaczkowego lub chorobę Leśniowskiego-Crohna. A nabawić się jej można wskutek zjedzenia niedogotowanej wieprzowiny.

Jersinioza to choroba wywoływana przez dwa szczepy bakterii należących do rodzaju Yersinia. Do tego rodzaju należy też szczep Yersinia pestis, który wywołał w Europie w dawnych wiekach tak straszną w konsekwencjach dżumę. W Polsce wcale nie tak rzadko mamy obecnie do czynienia ze szczepami Yersinii wywołującymi różne postacie choroby o nazwie jersinioza: Yersinia enterocolitica oraz Yersinia pseudotuberculosis.

Co to jest jersinioza?

Czterech naukowców: M. Jagielski, W. Rastawicki, S. Kałużewski, R. Gierczyński swój artykuł o tej chorobie zatytułowali: „Jersinioza – niedoceniana choroba zakaźna”.

Dlaczego bakterie Yersinia enterocolitica są groźne? Przede wszystkim ze względu na ich właściwości i ich rozpowszechnienie w strefach klimatu umiarkowanego i subtropikalnego.

Yersinie: co to jest

To bakterie mające postać pałeczek. Nazwa rodzaju pochodzi od szwajcarskiego bakteriologa Aleksandre’a Yersina, który odkrył pałeczkę dżumy, nazwaną później Yersinia pestis. Obecnie znanych jest już kilkanaście różnych gatunków tych bakterii, ale na razie dowiedziono, że tylko trzy z nich mogą wywoływać choroby u człowieka oraz zwierząt.

Człowiek zaraża się od zwierząt, zarówno tych domowych, jak i dzikich. Yersinie bytują u świń, gryzoni, królików, owiec, koni, bydła, kóz, lisów, zwierzyny płowej, a także ptactwa, takiego jak indyki, kaczki czy… kanarki.

Najczęściej do zakażenia tymi patogenami dochodzi poprzez zjedzenie skażonej bakteriami żywności (mięsa, mleka, a także roślin) – bakterie mogą pochodzić od chorych zwierząt lub produkty mogą zostać zanieczyszczone wtórnie przez odchody chorych zwierząt i ludzi. Jednak w Polsce, jak wskazuje SANEPID, najczęściej jersinioza to pokłosie zjedzenia niedogotowanej skażonej wieprzowiny lub wypicia niepasteryzowanego mleka.

Yersinie w lodówkach

Dlaczego yersinie są stosunkowo powszechne? Bo m.in. niewiele wymagają. Rozmnażają się w temperaturze od 0-45 stopni Celsjusza, choć optymalne warunki „pogodowe” dla tych patogenów to 22-29 stopni. Mogą rozmnażać się zarówno w warunkach tlenowych, jak i beztlenowych. Ponieważ przebywanie w chłodni w temperaturze 4-8 stopni Celsjusza im nie przeszkadza w rozmnażaniu, szybko stają się w nich florą dominującą.

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny wraz Głównym Inspektoratem Sanitarnym podają, że w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 167 przypadków zachorowania na jersiniozę (rok wcześniej – 172), przy czym ponad połowa chorych musiała być leczona w szpitalu.

Jakie są objawy jersiniozy?

W artykułach naukowych poświęconych diagnozie i leczeniu mowa jest o tym, że trudno jest zdiagnozować jersiniozę na podstawie objawów, ponieważ w podobny sposób manifestuje się wiele innych chorób. Na szczęście, jak czytamy w artykule poglądowym M. Janowskiej , B. Jędrzejewskiej i J. Janowskiej opublikowanym na łamach periodyku Medycyna Ogólna i Problemy Zdrowia, w większości przypadków choroba ma przebieg łagodny lub samoograniczający się. Choroba wykluwa się od 1 do 11 dni. Często przybiera postać biegunkową, z wysoką temperaturą, bólem brzucha i czasami wymiotami.

Jersionioza wywołana przez Yersinia enterocolitica może jednak doprowadzić do zapalenia jelita cienkiego oraz zapalenia jelita cienkiego i okrężnicy. Objawy są podobne jak powyżej; najczęściej tego rodzaju infekcje przydarzają się dzieciom.

U osób młodych jersinioza wywołana tym szczepem bakterii może natomiast przypominać zapalenie wyrostka robaczkowego; mowa wówczas o postaci rzekomowyrostkowej tej choroby, nazywanej ropnym retickulocytarnym zapaleniem węzłów chłonnych krezki jelitowej.

Yersinie z tego szczepu mogą też doprowadzić do rumienia guzowatego i zapalenia stawów. Czasami bakterie przedostają się do układu krwionośnego i wywołują groźną w skutkach sepsę.

Z kolei jersinioza wywołana przez Yersinia pseudotuberculosis odpowiedzialna jest m.in. szkarlatynopodobną gorączkę przebiegającą z wysoką temperaturą, zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi oraz objawami bólu stawów i zapalenia wielostawowego.

M. Janowska , B. Jędrzejewska i J. Janowska wskazują, że zakażenie yersinią stanowi coraz większy problem medyczny na świecie, „a ze względu na duże podobieństwo do chorób zapalnych jelit, szczególnie do choroby Leśniowskiego-Crohna, infekcja bywa często mylnie diagnozowana”. Do postawienia diagnozy potrzebne jest wykonanie szeregu badań mikrobiologicznych oraz często ocena tkanek błony śluzowej jelita cienkiego.

Jak ustrzec się przed jersiniozą

Tej choroby można prawie na pewno uniknąć, wystarczy przestrzegać zasad higieny w kuchni i… w lodówce. A zatem:

  • Myć ręce ciepłą wodą z mydłem po każdym kontakcie z surowym mięsem i warzywami
  • Nie jeść niedogotowanego mięsa
  • Nie jeść mięsa, które nie zostało zbadane przez weterynarza (a zatem mięso kupować tylko w bezpiecznych sklepach)
  • Nie pić niepasteryzowanego mleka
  • Używać osobnych desek i noży do surowego mięsa i produktów niesurowych
  • Przestrzegać zasad prawidłowego przechowywania produktów w lodówce, a zatem warzywa i owoce nie powinny stykać się z surowym mięsem.
  • Myć ręce po kontakcie ze zwierzętami, a zwłaszcza po sprzątaniu na przykład kuwety
  • Regularnie myć lodówkę.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

 

Jakie diety stosują Polacy

Tradycyjny kotlet schabowy z kapustą zasmażaną i ziemniakami ma coraz większą konkurencję i jednocześnie coraz gorszą …

Chłodzenie się wentylatorem może zaszkodzić zdrowiu?

To FAKT! Jeśli próbując przetrwać upalny dzień w domu albo biurze chłodzisz się korzystając intensywnie z mechanicznego …

NIK krytycznie o zmianach w polskich szpitalach

Sieć szpitali, która miała ułatwić pacjentom dostęp do świadczeń zdrowotnych, a dyrektorom zarządzanie placówkami …