Tag: Hałas a zdrowie

Uwaga na hałas!

Niechciane dźwięki to niedoceniane zagrożenie, które zaburza pracę, naukę, wypoczynek i zwiększa ryzyko wielu chorób. Sprawdź, co Ci grozi, jeśli mieszkasz przy ruchliwej ulicy lub słuchasz głośnej muzyki.

Już Juliusz Cezar zdawał się rozumieć dolegliwość związaną z nocnym hałasem i zabronił ruchu konnego w nocy. Obecnie wciąż zaś buduje się mieszkania przy ruchliwych ulicach. Tymczasem szczególnie groźny jest hałas nocny. Działa destrukcyjnie przede wszystkim poprzez generowanie stresu utrudniającego sen, zaburzającego metabolizm, a nawet pracę mózgu.

Światowa Organizacja Zdrowia wydała właśnie dokument o tytule „Environmental Noise Guidelines for the European Region”, który zawiera nowe rekomendacje odnośnie bezpiecznego poziomu hałasu oddziałującego na ludzi. WHO zaleca np. limit 53 dB dla działającego na zewnątrz budynków hałasu produkowanego przez ruch samochodowy w dzień i 45 dB w nocy.

Jaki hałas generują szum wiatru, samochody, rozmowa?

Żeby uświadomić sobie, o jakich wartościach mowa w dokumencie WHO, trzeba wiedzieć, że:

  • Szum lasu to 10-15 dB
  • Szept – 30-40 dB
  • Rozmowa – 50-65 dB
  • Samochód osobowy (jeden!) – 65-75 dB
  • Samochód ciężarowy – 70 – 90 dB
  • Start samolotu – 120 -130 dB

Próg bólu w reakcji na hałas zaczyna się od 130 dB

Według opracowania WHO, w krajach Europy Zachodniej, spowodowana hałasem liczba DALY (disability adjusted life-years – lata życia skorygowane niesprawnością) wyrażająca łączne lata życia utracone wskutek uszczerbku na zdrowiu lub przedwczesnej śmierci przez ludzi żyjących w danej populacji wynosi bowiem 61 tys. lat dla choroby wieńcowej, 45 tys. dla zaburzeń rozwoju mentalnego dzieci, 903 tys. dla zburzeń snu, 22 tys. dla szumów usznych i 654 tys. dla rozdrażnienia.

– Już Juliusz Cezar zabronił ruchu konnego w Rzymie po zmroku. Tymczasem dzisiaj hałas to jeszcze często niedoceniane zagrożenie, a np. znane niemieckie badania mówią o tym, że jego szkodliwość można porównać do palenia tytoniu – alarmuje prof. Krystyna Pawlas, pracownik Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, kierownik Katedry i Zakładu Higieny Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Hałas to stres niszczący ciało

Dokument WHO przytacza na przykład badania z udziałem prawie 70 tys. uczestników, według których, w zakresie natężenia hałasu od 40 do 80 dB, każde 10 dB więcej oznaczało wzrost ryzyka rozwoju choroby wieńcowej o 8 proc.

– U osób eksponowanych na działanie hałasu badania wykazują z jednej strony większe ryzyko rozwoju nadciśnienia, zawałów czy udarów, a z drugiej strony wzrost śmiertelności z powodu tych chorób. Hałas działa na człowieka jako niepożądany stresor, co wiąże się m.in. z wyrzutem tzw. hormonów stresu. To z kolei powoduje m.in. wzrost ciśnienia czy przyspieszenie tętna oraz zmiany w biochemii krwi poprzez zaburzenie metabolizmu  glukozy i lipidów To prosta droga do arteriosklerozy, zawałów czy udarów, a także cukrzycy typu 2 – wyjaśnia dr Pawlas.

Szwajcarskie badanie SiRENE (Short and Long Term Effects of Transportation Noise Exposure), obejmujące ponad 2,5 tys. osób pokazało właśnie wzrost ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2. Autorzy projektu mówią o dwóch mechanizmach prowadzących do choroby. Po pierwsze, hałas powoduje chroniczne wydzielanie towarzyszących stresowi hormonów, które zaburzają gospodarkę insulinową. Z drugiej strony powoduje zaburzenia snu, o których wiadomo, że także negatywnie wpływają na metabolizm.

Z kolei szwedzki projekt z udziałem ponad 5 tys. uczestników pokazał wyraźny związek między hałasem a większym obwodem talii, mimo że nie pojawił się związek z BMI. Znaczenie miała ekspozycja na wszystkie trzy z uwzględnionych rodzajów hałasu – pochodzenia drogowego, kolejowego i lotniczego. Okazało się przy tym, że im więcej rodzajów hałasu działało na daną osobę, tym większe było ryzyko tycia w talii.

Niektóre skutki wywołanego hałasem stresu są dopiero odkrywane. Choć to dopiero wstępne badania, to to na przykład zespół z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego wykazał związek między stosunkowo słabym, lecz długotrwałym hałasem słyszanym nocą a ryzykiem niepłodności u mężczyzn.

– Warto też pamiętać, że najsilniej hałas działa na nas nocą. Już przy 30 dB zaczyna oddziaływać na sen, a przy 40 pojawiają się niekorzystne reakcje zdrowotne – dodaje specjalistka.

Wolne rodniki, komórki, enzymy

Naukowcy jednocześnie coraz lepiej poznają biologiczne mechanizmy działania hałasu na organizm. Zespół z Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji zauważył, że hałas wywołuje m.in. zwiększenie stresu oksydacyjnego, czyli stężenia wolnych rodników i nasilenie stanów zapalnych w naczyniach krwionośnych, a przy tym powoduje wyraźne zmiany w aktywności genów w wyściełających naczynia komórkach. Niedawno, w eksperymentach na myszach badacze odkryli także kluczowe działanie enzymu o nazwie oksydaza NADPH, działającego przede wszystkim w komórkach związanych ze stanami zapalnymi. Jego eliminacja wręcz uodporniła laboratoryjne myszy na hałas – symulowany dźwięk przelatujących samolotów. Eksperymenty pokazały jednocześnie, że przy działającym enzymie, do uszkodzeń naczyń dochodziło tylko pod wpływem hałasu słyszanego nocą. Ten sam zespół wykrył też wywołane nocnym hałasem zaburzenia w pracy działającego w mózgu enzymu – neuronalnej syntazy tlenku azotu, ważnego m.in. dla uczenia się i zapamiętywania. Kolejne odkrycie dotyczyło natomiast zaburzenia komórkowego cyklu dobowego, które zdaniem naukowców może prowadzić właśnie do uszkodzeń układu krążenia, zaburzeń metabolicznych a także problemów mentalnych. Autorzy tych badań nawołują więc do działań nacelowanych na zmniejszenie wystawienia na niechciane dźwięki, szczególnie nocą.

Sposoby na hałas

Jak więc się bronić? Na pewno warto mieć na uwadze zagrożenia – to pomoże podjąć decyzje, od których zależeć może nawet długotrwała ekspozycja na jego działanie. Jeśli jest to możliwe, lepiej więc np. wybrać mieszkanie czy dom położony dalej od ruchliwej jezdni czy lotniska. Jeśli od źródeł hałasu nie można się oddalić, warto pomyśleć o środkach zaradczych. W niemałym stopniu pomóc mogą na przykład dźwiękoszczelne okna. Dobrze jest też chronić się w miejscu pracy (biurowy szum to wartość ok. 60-70 dB).

BHP w zawodach szczególnie związanych z ekspozycją na hałas to oczywiście podstawa. Lepiej jednak uważać nawet np. na pracę w biurach typu open office.

– Im dalej od źródła dźwięku, tym jego natężenie jest mniejsze. Do pewnego stopnia można się też od hałasu odgrodzić. Dobrej jakości okna mogą zredukować go nawet o ponad 30 dB, czyli dużo ( w przełożeniu na energię to ponad 1000-krotne osłabienie dźwięku). Jeżeli chodzi o warunki pracy, to już otwarte biuro naraża nas na hałas, który wymaga zwiększenia uwagi, powoduje zmęczenie, spadek wydajności i zwiększa drażliwość a nawet agresję – zwraca uwagę dr Pawlas.

Pomóc mogłyby rozwiązania systemowe. Na przykład niektóre lotniska, jak port lotniczy w Zurychu wprowadzają ograniczenia ruchu nocą. Równie ważne są też np. przepisy drogowe.

– Trzeba mieć na uwadze, że nakłady na zdrowie spowodowane działaniem hałasu są ogromne. W Niemczech m.in. obniża się prędkość samochodów na terenach  mieszkaniowych. To skuteczne działanie z punktu widzenia zagrożenia zdrowia publicznego – przekonuje ekspertka.

Źródło: www zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Co warto wiedzieć o dźwiękach i hałasie?

110-120 decybeli – to maksymalna granica słyszalności dla ludzkiego ucha. Koncert muzyki rockowej generuje hałas rzędu 100-105 decybeli, warkot samochodu ciężarowego – 85 dB, a dźwięki ze słuchawek nawet od małych odtwarzaczy i smartfonów mogą – według badań Komisji Europejskiej – atakować uszy hałasem rzędu 88-113 decybeli.

Polskie Stowarzyszenie Protetyków Słuchu podkreśla, że nikt nie powinien być narażony na hałas rzędu 110 decybeli dłużej niż 1 minutę i 29 sekund dziennie. Przekroczenie tego poziomu hałasu powoduje osiągnięcie tzw. progu bólu, wskutek czego następuje uszkodzenie słuchu. Przekroczenie maksymalnej granicy słyszalności o 30 decybeli uszkadza słuch bezpowrotnie.

Prof. Henryk Skarżyński, wybitny otochirurg i specjalista z otorynolaryngologii, audiologii i foniatrii podkreśla, że do uszkodzenia słuchu może doprowadzić dźwięk o niższym natężeniu – 85 dB, taki jak na przykład warkot samochodu ciężarowego. Gdy taki „smog akustyczny” działa na człowieka przez 8 godzin dziennie, na przestrzeni lat doprowadza do uszkodzenia komórek słuchowych.

– Przy poziomie 100 dB wystarczy zaledwie 15 minut, żeby stworzyć zagrożenie nieodwracalnego uszkodzenia słuchu. Za próg szkodliwości uznaje się 65 dB, czyli natężenie dźwięków, jakie generuje zwykły hałas uliczny – mówi profesor.

Warto pożegnać się ze słuchawkami

Na wiele źródeł hałasu nie mamy dużego wpływu. Ale możemy:

  • Pożegnać się ze słuchawkami, albo rzadko ich używać. Zamiast nich wybrać zaś słuchanie muzyki w wolnym polu, czyli z głośników. Słuchanie przez słuchawki powoduje dodatkowe, znaczne wzmocnienie dźwięku, który dociera bezpośrednio do błony bębenkowej.
  • Po głośnym koncercie czy wizycie pozwolić naszym uszom odpocząć – czyli zapewnić im ciszę.
  • Nie przebywać w bezpośredniej bliskości urządzeń emitujących hałas.
  • Słuchając muzyki czy filmu jednocześnie być w stanie usłyszeć otoczenie. Innymi słowy: chodzi o słuchanie, a nie zagłuszanie się.
  • Ubytek słuchu wywołany zbyt głośnym słuchaniem muzyki – to wada, która powstaje na własne życzenie. Ryzyko jest szczególnie wysokie dla osób słuchających głośnej muzyki często, długo i przez słuchawki.

Warto wiedzieć

Brytyjska organizacja „Action on Hearing Loss” przeprowadziła ankietę wśród tysiąca osób. Okazało się, że po nocy spędzonej w głośnym miejscu, np. na koncercie czy w klubie, dwie osoby na trzy skarżą się na szum w uszach.

Niedosłuch ma co piąty uczeń podstawówki

Im dłużej słuchamy głośnych dźwięków, tym bardziej naprężamy mięśnie w uchu wewnętrznym. To zaś prowadzi do ubytku słuchu.

Już półtorej godziny dziennie słuchania głośnej muzyki może uszkodzić słuch. Autor badań, które to wykazały, audiolog ze Szpitala Dziecięcego w Bostonie, Brian Fligor twierdzi jednak, że jeśli ktoś korzysta ze słuchawek sporadycznie, nic mu nie grozi.

Nie ma zgody wśród ekspertów co do oceny, które słuchawki bardziej szkodzą: te wkładane bezpośrednio do uszu czy nauszne. Fligor, opierając się na wynikach innych amerykańskich badań, twierdzi, że nie ma różnicy. Innego zdania jest np. protetyk słuchu, Katarzyna Ostrowska, według której małe słuchawki wewnątrzuszne emitują fale dźwiękowe bezpośrednio na błonę ucha, co bardziej szkodzi aparatowi słuchania.

37 proc. Polaków ma niedosłuch – wynika z Narodowego Testu Słuchu, w którym udział wzięło blisko 9 tys. osób z 55 miejscowości. W grupie 40-latków problem dotyka co czwartego badanego. Co piąty uczeń pierwszych klas szkoły podstawowej ma niedosłuch.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Dieta i aktywność fizyczna w aktywnej fazie leczenia raka

Czasy, gdy pacjentom w trakcie leczenia onkologicznego zalecano leżenie w łóżku dawno minęły – mówią zgodnie lekarze …

COVID-19 obecnie: czy będą nowe szczepionki?

Firmy pracują nad preparatami przeciwko nowym wariantom koronawirusa. Według FDA mają one uwzględniać nowe typu szczepu …

Apetyt na kawę służy zdrowej starości

Co piąty mieszkaniec Unii Europejskiej ma 65 lat i więcej. Oznacza to, że niemal 100 milinów ludzi na naszym kontynencie …