Kategoria: CIEKAWOSTKI MEDYCZNE

Skala Apgar, czyli za co noworodek dostaje punkty

Pierwsze oceny dziecko dostaje już w pierwszej minucie jego życia – mowa o skali Apgar. Jeśli noworodek otrzyma 8-10 punktów, jego stan uważa się za dobry.

Ocenę stanu noworodka tuż po urodzeniu wprowadziła w 1952 r. Virginia Apgar, opracowując skalę punktacji wydolności układów i narządów (potocznie mówi się punktacja według skali Apgar). To podstawowe narzędzie w ocenie ogólnego stanu noworodka bezpośrednio po urodzeniu.

Ocena według skali Apgar opiera się na sprawdzeniu pięciu głównych parametrów świadczących o kondycji noworodka. Są nimi:

  • oddychanie,
  • czynność serca,
  • zabarwienie skóry,
  • napięcie mięśni
  • odruchy fizjologiczne.

Każdy parametr jest oceniany w skali od 0 do 2 punktów. Łączna suma punktów określa kondycję noworodka.

Taka ocena obejmuje:

  • czynność serca (jeśli jej nie ma – 0 pkt, poniżej 100 uderzeń na minutę – 1 pkt, powyżej 100/min – 2 pkt). Czynność serca powinna być liczona co najmniej przez 30 sekund;
  • czynność oddechową (nieobecna– 0 pkt, zwolniona lub nieregularna – 1 pkt, aktywne ruchy – 2 pkt);
  • napięcie mięśniowe (wiotkie – 0 pkt, obecne – 1 pkt, aktywne ruchy – 2 pkt). W razie niedotlenienia napięcie mięśniowe ulega osłabieniu aż do całkowitego zwiotczenia.
  • reakcja na wprowadzenie cewnika do nosa, w ten sposób sprawdza się odruchy (brak – 0 pkt, grymas – 1 pkt, kichanie – 2 pkt)
  • zabarwienie skóry (blada – 0 pkt, sinica obwodowa – 1 pkt, różowa – 2 pkt). Często zaraz po urodzeniu występuje sinica obwodowa, co powoduje, że większość noworodków otrzymuje tylko 1 punkt za kolor skóry, stąd tylko 15 proc. wszystkich noworodków w 1. minucie życia uzyskuje 10 punktów Apgar.

Obowiązkiem osoby zajmującej się noworodkiem na sali porodowej jest zważenie go i dokonanie pomiaru długości ciemieniowo-siedzeniowej, obwodów: głowy, klatki piersiowej i brzucha. Wszystkie wyniki są odnotowywane w dokumentacji medycznej.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Ocena wykonywana jest dwa razy lub cztery

Ocenę noworodka lekarz wykonuje:

  • dwukrotnie: w pierwszej i piątej minucie życia – u noworodków urodzonych w stanie dobrym (które otrzymały 8–10 pkt Apgar)
  • czterokrotnie: w pierwszej, trzeciej, piątej i dziesiątej minucie życia – u noworodków urodzonych w stanie średnim (4–7 pkt Apgar) i ciężkim (0–3 pkt Apgar).

Stan noworodka oceniamy jest:

  • jako dobry, jeżeli punktacja w skali Apgar wynosi 8-10 punktów
  • średni, gdy wynosi ona 4-7 punktów
  • zły przy punktacji poniżej 4 punktów.

U noworodków, którym przypisano w 5. minucie co najmniej 5 punktów w skali Apgar zaleca się, jeśli to możliwe, przeprowadzenia badań gazometrycznych w próbce krwi pobranej z tętnicy pępowinowej z zamkniętego zaciskami odcinka pępowiny. Znaczenie może też mieć badanie histologiczne łożyska.

Niska punktacja w skali to nie jest dobra wiadomość, ale – co istotne – także te dzieci, odpowiednio leczone i rehabilitowane mają duże szanse na prawidłowy rozwój.

Według prof. Ewy Helwich, konsultanta krajowego ds. neonatologii, „skala Apgar nie jest odpowiednia do oceny noworodków bardzo niedojrzałych, dlatego podejmowane są próby opracowania innych skal oceny, takich jak „skala CRIB”.

– Zmniejszona punktacja w skali Apgar u noworodków skrajnie niedojrzałych nie musi świadczyć o złym stanie klinicznym po urodzeniu, ani tym bardziej o niedotlenieniu, a taki jest główny cel badania w skali Apgar. U tych noworodków, bardziej niż u innych, potrzebne są dodatkowe badania z krwi pępowinowej – podkreśla prof. Helwich.

Noworodki niedojrzałe to te, które urodziły się przedwcześnie.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Ile spać, by się wyspać?

Śpisz mniej niż siedem-osiem godzin dziennie? To za mało! Ciągłe niedosypianie zaburza działanie pamięci i jest przyczyną otyłości oraz chorób serca. Trzeba też spać we właściwej porze – inaczej zmęczenia się nie pozbędziemy!

Badania ogólnoeuropejskie dowodzą, że przeciętny Europejczyk śpi około siedmiu godzin, zaś Amerykanin o pół godziny krócej. To mniej więcej półtorej godziny mniej niż nasi dziadkowie – wynika z ustaleń przedstawionych na kongresie Europejskiej Akademii Neurologii.

– Oznacza to, że cierpimy na chroniczny brak snu. Ów niedobór zmniejsza nasze zdolności poznawcze i ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne. Niestety, ta istotna kwestia jest wciąż zbyt często niedoceniana w sektorze opieki zdrowotnej – mówi prof. Pierre Maquet, szef Wydziału Neurologii na Uniwersytecie w Liege.

Niedosypianie upośledza przetwarzanie informacji w mózgu. Chodzi o to, że nowe dane mogą być przyjmowane, ale nie są zapisywane na stałe w pamięci długotrwałej.

Badania dr. Jacka Mellora z Centre for Synaptic Plasticity uniwersytetu w Bristolu dowodzą, że nocna praca mózgu polega na niezwykle szybkim „odtwarzaniu” doświadczeń nabytych w ciągu dnia i segregowaniu ich według ważności. W trakcie snu, to, co istotne, jest zapamiętywane, a reszta ulega zapomnieniu. Ważne dane są zapisywane na naszym „twardym dysku”.

Soma i psyche

To, co już wiadomo na temat wpływu braku snu na zdrowie fizyczne, także nie powinno napawać optymizmem „nocnych Marków”.

– Wciąż nie znamy wszystkich długoterminowych konsekwencji, ale wiemy, że zbyt mało snu sprzyja otyłości i jest czynnikiem ryzyka w przypadku chorób sercowo-naczyniowych – mówi prof. Maquet.

Brak snu zwiększa apetyt i wpływa na zmianę nawyków żywieniowych. Pożądanie niezdrowego jedzenia pełnego cukru oraz tłuszczu sprawia, że BMI takiej osoby szybuje w górę. A u otyłych ludzi pojawia się bezdech senny i nie są się w stanie porządnie wyspać w nocy. Ta sytuacja zwiększa ryzyko wystąpienia u nich chorób serca.

Ponadto badania prof. Hansa Romijna przeprowadzone z zespołem Centrum Medycznego uniwersytetu w Lejdzie dowiodły, że niedospanie zaburza procesy metaboliczne. Wystarczy jedna noc z zaledwie czterema godzinami snu, by wrażliwość danego człowieka na insulinę zmniejszyła się o 25 proc.

– Ten efekt dotyczy zarówno pacjentów z cukrzycą typu 1, jak i osób zupełnie zdrowych – mówi prof. Romijn. Mechanizm stojący za tym zjawiskiem nie został na razie zidentyfikowany, ale niewątpliwie jest ono niebezpieczne.

Dla cukrzyków oznacza bowiem, że mimo zastrzyków z insuliny wciąż utrzymuje się u nich podwyższony poziom cukru we krwi.

– Potrzebuję oni ekstra dawki insuliny po posiłkach, tylko po jednej nocy bez odpowiedniej dawki snu. Stałe niedosypianie nikomu nie jest zalecane, ale szczególnie ta grupa powinna uważać – mówi prof. Romijn.

Szczególną uwagę na wysypianie się powinny zwracać uwagę osoby chorujące na padaczkę. U nich nieprzespana noc zwiększa ryzyko ataku padaczkowego.

Ponadto chroniczny brak snu osłabia działanie układu odpornościowego i zwiększa podatność na infekcje. Długotrwale konsekwencje mogą być nawet bardziej niepokojące.

– Są badania dowodzące, że u pracowników zmianowych notuje się zwiększone ryzyko raka, ale będziemy potrzebować więcej danych by uzyskać wiarygodny dowód tej konkluzji – mówi prof. Maquet.

Z badań samego prof. Maqueta wynika, że niebezpieczne nie jest tylko niedosypanie, lecz wszelkie zaburzenia rytmu dobowego. W ramach prowadzonego przez niego eksperymentu młodzi i całkowicie zdrowi ochotnicy pozostawali aktywni przez 42 godziny. W tym czasie mieli wykonać rozmaite zadania wymagające skupienia. W ich trakcie badacze rejestrowali aktywność mózgu ochotników przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Wyniki eksperymentu kompletnie zaskoczyły badaczy: okazało się, że każdy z regionów kory mózgu ma swój własny, odmienny od reszty zegar biologiczny i każdy sam w sobie reaguje na brak snu.

– Sugeruje to, że przetwarzanie informacji jest optymalne tylko wtedy, gdy śpimy o właściwej porze – podsumowuje prof. Maquet.

Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)

Grafika źródło: www.pixabay.com

Dlaczego podaje się witaminę K zaraz po urodzeniu?

W wielu krajach podawanie witaminy K noworodkom jest standardem. To zapobiega śmiertelnie groźnym krwotokom, które mogą się zdarzyć właśnie u noworodków z uwagi na niedobór witaminy K w ich organizmie.

W Polsce żywa jest teraz sprawa rodziców przedwcześnie urodzonej w szpitalu w Białogardzie dziewczynki. Nie godzili się oni m.in. na podanie jej witaminy K.

– Podawanie witaminy K noworodkom to potrzebna i bezpieczna procedura. Witaminę K otrzymało i otrzymuje miliony noworodków na całym świecie – podkreśla konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii prof. Teresa Jackowska.

Funkcje witaminy K

Witamina K odgrywa kluczową rolę w hemostazie, czyli mechanizmie, dzięki któremu krew nie wylewa się z naszych naczyń krwionośnych. Jej niedobór prowadzi do zaburzeń krzepnięcia, a w konsekwencji – do krwotoków.

Dlaczego właśnie noworodkom podaje się witaminę K?

Badania wskazują, że dzieci rodzą się z niedoborem tego składnika. Magazynem witaminy K u dorosłych jest wątroba. Jeśli jednak porównamy zasób witaminy K w wątrobie u dorosłych i u noworodków, okaże się, że w tej ostatniej witaminy K jest zaledwie 1/5 prawidłowych wartości.

Mało tego: deficyt witaminy K w pierwszych dobach życia tylko się powiększa. Dlaczego?

Otóż ustaje transport witaminy K do dziecka w łonie matki, a pokarm kobiecy zawiera jej minimalne ilości. To dlatego dzieci karmione mieszankami zastępczymi mogą mieć nawet 100-krotnie wyższy poziom witaminy K niż dzieci karmione mlekiem matki.

Co więcej, układ pokarmowy, w którym witamina może być w pewnej ilości wyprodukowana, u noworodka nie ma jeszcze odpowiedniej flory bakteryjnej potrzebnej do jej syntezy.

„Dzieci karmione piersią mają niedobór witaminy K do czasu wprowadzenia regularnych dodatkowych posiłków pomiędzy 4. a 6. miesiącem życia. Wówczas w procesie endogennej syntezy dochodzi do wytwarzania witaminy K przez niektóre szczepy bakteryjne zasiedlające jelito grube” – czytamy w artykule poglądowym „Profilaktyka krwawienia z niedoboru witaminy K” opublikowanym w Pediatrii Polskiej.

Przed czym chroni dzieci podanie witaminy K?

Podanie witaminy K w pierwszej dobie życia dziecka (w ciągu pierwszych sześciu godzin po urodzeniu) chroni przed groźnymi krwawieniami. Tego rodzaju schorzenie zostało nazwane chorobą krwotoczną noworodków albo krwawieniem z niedoboru witaminy K (stosowany skrót to VKDB – od angielskiego: Vitamin K Deficiency Bleeding) i po raz pierwszy opisano je w literaturze ponad 100 lat temu.

W 1940 roku duński biochemik Henrik Dam opisał związek między chorobą krwotoczną noworodków a niedoborem witaminy K. Około 50 lat temu wykazano, na próbie 33 tysięcy noworodków, że podanie witaminy K zmniejsza częstość występowania choroby krwotocznej. O tamtej pory setki tysięcy dzieci otrzymały witaminę zaraz po urodzeniu.

To dlatego, że kolejne kraje zaczęły stosować profilaktyczne podawanie witaminy K noworodkom. W Polsce zalecenia ekspertów co do tego rodzaju profilaktyki obowiązują od 10 lat.

Dlaczego zastrzyk?

Zaleca się podawanie noworodkom witaminy K w zastrzyku, ponieważ jest skuteczny.

Przypomnijmy: jednym z powodów pogłębienia się niedoboru witaminy K u noworodków jest fakt, że nie mają jej skąd czerpać (znikome ilości w pokarmie matki, niezdolność układu pokarmowego noworodka do syntezy tej witaminy).

Okazało się, że po podaniu doustnym witaminy K nowo narodzonemu dziecku niedobór zniknie, ale pojawi się znowu podczas pierwszego miesiąca życia, jeśli nie będzie kontynuacji suplementacji tej witaminy (np. gdy rodzice zapominają podać witaminę lub zmniejszają dawkę, dziecko wymiotuje i nie otrzymuje witaminy ponownie czy ma kłopoty z wchłanianiem).

Tymczasem podanie witaminy w zastrzyku nie tylko daje pewność, że bezpieczna i skuteczna dawka zostanie dziecku dostarczona, ale chroni też przed drastycznym niedoborem przez sześć kolejnych tygodni.

Co więcej, w badaniu z 1992 roku wykazano, że noworodki, które otrzymały zastrzyk po urodzeniu, miały wyższą zawartość witaminy K po trzech miesiącach życia niż te, którym podano ją w kroplach doustnie.

Co to jest choroba krwotoczna noworodków?

Krwawienie z niedoboru witaminy K u noworodków występuje w trzech postaciach:

  • wczesnej – ma miejsce w pierwszej dobie życia, a ryzyko wystąpienia zwiększa przyjmowanie przez matkę w czasie ciąży niektórych leków lub choroba matki (np. jeśli choruje na chorobę Leśniowskiego i Crohna);
  • klasycznej – ma miejsce między drugą a siódmą dobą życia dziecka. Czynniki ryzyka to: leki stosowane przez matkę w czasie ciąży, wcześniactwo, poród zabiegowy, zamartwica, hipotrofia, późne rozpoczęcie karmienia piersią, zespół aspiracji smółki;
  • późna – dochodzi do niej między drugim tygodniem a szóstym miesiącem życia dziecka u dzieci zdrowych karmionych piersią lub u dzieci z chorobami wątroby, przewodów żółciowych i cierpiących na mukowiscydozę.

Niezależnie od postaci, krwawienie z niedoboru witaminy K jest zagrożeniem dla zdrowia i życia dziecka i odznacza się wysoką śmiertelnością. Krwawienia mogą się objawiać jako krwotoki w mózgu lub do narządów wewnętrznych (płuc, przewodu pokarmowego, dróg moczowych), a także skóry i pępka.

Czy podawanie witaminy K noworodkom okazało się skuteczne?

Od czasu wprowadzenia tej procedury w Polsce całkowicie została wyeliminowana klasyczna postać VDKB, a zmniejszyła się liczba postaci późnych. Wciąż jednak dochodzi do krwawień u noworodków w postaci późnej (najczęściej są to bardzo groźne krwotoki śródczaszkowe). Przy czym zaobserwowano je często u dzieci, których rodzice albo odmówili podania witaminy K ich dziecku, albo podanie witaminy K było doustne i niepełne.

Czy są przeciwskazania do podania witaminy K?

Dotyczą wyłącznie formy podania. Nie podaje się witaminy K w zastrzyku dzieciom z hemofilią (ale mogą, a nawet powinny, ją przyjąć doustnie).

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Po urlopie trzeba odpocząć

W pierwszych dniach pracy po urlopie nie warto liczyć na wysoką wydajność. Badania brytyjskich naukowców pokazują, że 3/4 osób wracających do pracy po wakacyjnym odpoczynku przez co najmniej kilka dni czuje zmęczenie i irytację. To normalny i zdrowy objaw.

Paradoksalnie mitem jest, że po urlopowym wypoczynku możemy z lekkością rzucić się w wir codziennych obowiązków. Powrót z wakacji to stres, a skoro tak, potrzebujemy czasu na adaptację.

– To przejściowy stan psychofizyczny, odpowiedź na wysiłek związany z mobilizacją organizmu do pracy po okresie wypoczynku. Jest to tak zwany zespół napięcia pourlopowego (ang. PHT – post holiday tension) – mówi dr Małgorzata Kowalczyk z Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Zwykle trwa do czterech-pięciu dni, ale czasem może się przeciągnąć nawet do dwóch, czasem trzech tygodni.

– Jeśli trwa dłużej, to jest to sygnał, że dzieje się coś niepokojącego i że trzeba przyjrzeć się przyczynom. Reakcja tego typu może też oznaczać, że urlop był zbyt krótki i nie dał możliwości na pełną regenerację sił – tłumaczy ekspertka.

Na urlopie odpoczywamy – to oznacza najczęściej, że działamy zgodnie ze swoimi potrzebami, bez zbędnego napięcia, ograniczeń różnymi zadaniami. Potocznie mówi się, że „ładujemy akumulatory”. Jednak po takim okresie wytchnienia, gdy organizm ma przejść do pełnej aktywności, naturalną reakcją jest jego bunt. Stąd poczucie zmęczenia, irytacja, zmniejszona wydajność, smutek, a nawet problemy ze snem.

Ekspertka radzi, by po prostu zaakceptować ten stan i nie rzucać się z motyką na słońce wyznaczając sobie od razu dużo wymagających zadań.

– Naturalna reakcja adaptacyjna organizmu ma swoje dobre strony: pozwala na oswojenie się z myślą dotyczącą powrotu do pracy, do obowiązków, do codziennego życia. Rozmowy o obawach, tematach dotyczących pracy pozwalają na stopniowe przyzwyczajenie się do ponownego wejścia w środowisko zawodowe – mówi dr Kowalczyk.

Podkreśla, że nie warto liczyć pierwszego dnia pracy po urlopie na 100 proc. naszych możliwości.

– A im bardziej będziemy się starać, tym może być trudniej. W tym pierwszym dniu po urlopie nie będziemy tak skoncentrowani, zmobilizowani jak np. w trzecim tygodniu pracy – podkreśla.

Trzy wskazówki, jak radzić sobie po urlopie

Pomoże nam to, co dzieje się przed urlopem i w jego trakcie oraz odpowiednie nastawienie po powrocie.

Żeby nie odczuwać przykrych konsekwencji, warto dobrze przygotować się do urlopu

– Naukowcy z Wydziału Nauk Społecznych w Rotterdamie wykazali, że największe zadowolenie z urlopu odczuwali badani właśnie na etapie jego planowania. Chodzi także o dobre przygotowanie, np. o podomykanie wszystkich spraw przed urlopem; zadbanie o to, by zaległe kwestie nie stanowiły obciążenia podczas wypoczynku. Istotne jest też to, by urlopowa aktywność była zgodna z tym, co lubimy. Jeśli osoba, która najlepiej wypoczywa, czytając książki, zdecyduje się na wspinaczki górskie, to istnieje ryzyko, że po urlopie będzie bardziej zmęczona, bądź zestresowana niż przed nim – mówi ekspertka.

Podczas wakacji lepiej się odciąć od pracy i na przykład nie sprawdzać służbowej poczty.

Jeśli nawet jest za późno na nadrobienie strat związanych z planowaniem urlopu, wciąż jest szansa na miękkie lądowanie w pracy.

Zaakceptować zmniejszoną wydajność i nienajlepsze samopoczucie po urlopie. Dać sobie czas na wdrożenie się do obowiązków.

– Warto zaplanować sobie czas na powrót do pracy: dwa, nawet trzy dni. Po to, by się przygotować i by mieć czas na zaadaptowanie się do codzienności – podkreśla dr Kowalczyk.

Powrót z wakacji o godz. 23.30 i wyjście do pracy o godz. 8 rano nie są zatem najlepszym pomysłem, choć dla osób, które potrzebują adrenaliny, taki sposób powrotu do pracy może się sprawdzić.

Ekspertka przestrzega jednak, że sytuacja wyjścia do pracy kilka godzin po powrocie z urlopu nie wpływa dobrze na efektywność funkcjonowania, zwłaszcza w aspekcie dalszej pracy.

– Trzeba pamiętać o tym, że efekty tego szybkiego powrotu, brak okresu adaptacji, może spowodować, że objawy, szczególnie w postaci poczucia zmęczenia, mogą odezwać się po kilku dniach – podkreśla.

Warto zaplanować sobie jakieś przyjemności, nagrody po pracy – spotkanie z przyjaciółmi, basen, wyjście do kina

Dzieci mają łatwiej?

Dzieci mogą też doświadczać napięcia powakacyjnego. Im bardziej lubią szkołę, przedszkole. Tym powrót do klasy będzie łatwiejszy.

– Ale i tak organizm dzieci buntuje się przed tym, że za chwile będzie mobilizowany do działania. Mogą więc czuć chwilowy smutek, rozdrażnienie, który najczęściej mija w pierwszych dniach, kiedy spotkają się ze swoimi kolegami i koleżankami – mówi dr Kowalczuk.

Specjalistka apeluje o wyrozumiałość i tolerancję – do rodziców, ich dzieci oraz pracodawców. Zresztą, są firmy, które już teraz starają się zapewnić miękkie lądowanie swoim pracownikom po urlopowym odpoczynku i przez pierwszych kilka dni nie nakładają na nich bardzo wymagających obowiązków.

Patrycja Rojek-Socha/jw (www.zdrowie.pap.pl)

Grafika źródło: www.pixabay.com

5 rzeczy, których nie wiesz o hormonach

Jeśli sądzisz, że jesteś w stanie kontrolować swoje życie, po tym tekście zmienisz zdanie. Hormony sterują naszym zachowaniem, w stopniu wręcz niewyobrażalnym.

W jednym z ostatnich wydań czasopisma „New Scientist” ukazał się tekst poświęcony wpływowi niektórych hormonów na ludzkie życie. Głównie na nasze zachowania, które wydawać by się mogło w pełni kontrolujemy, jako istoty w pełni świadome i inteligentne. Mechanizmy biologiczne, które za tym stoją, nie do końca są jeszcze poznane, ale badania trwają. Poniżej prezentujemy garść hipotez.

1.    Oksytocyna to miłość, empatia i… lęk

Ze wszystkich hormonów, o których było ostatnio głośno, oksytocyna ma niewątpliwie najlepszą prasę. Wiadomo, że uwalnia się w trakcie orgazmu, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn, sprzyjając nawiązaniu się więzi emocjonalnej między osobami uprawiającymi seks (chociaż w przypadku panów jej działanie jest niwelowane przez wysoki poziom testosteronu). Oksytocyna wydziela się również, kiedy się przytulamy do bliskich: przyjaciół czy dzieci, ale jej działanie jest znacznie szersze. W świetle najnowszych badań, ułatwia nawiązywanie wszelkich relacji, także tych społecznych. Stąd pojawił się pomysł, by za jej pomocą leczyć autyzm, zaburzenie charakteryzujące się problemami z funkcjonowaniem w społeczeństwie.

Przeprowadzony w 2005 roku eksperyment dowiódł, że po podaniu oksytocyny w spreju do nosa, ludzie stawali się bardziej skłonni zaufać innym. Inne prowadzone w tym kierunku eksperymenty ujawniły, że dodatkowa dawka tego hormonu zwiększa naszą hojność, kooperację oraz empatię.

Jednak działanie oksytocyny wydaje się zależeć od kontekstu. Badania na myszach dowodzą, że zmienia ona działanie mózgu, tak, by ten koncentrował się na społecznie istotnych sygnałach płynących z otoczenia. Odnosząc to do ludzi, oksytocyna może sprawiać, że tworzą  silne więzi społeczne z osobami znanymi, ale stają się wrodzy wobec obcych. Ponadto, duże dawki tego hormonu wywołują u osób wrażliwych lęk, czyniąc ich nadmiernie czułymi na to, co mówią o nich inni.

2.    Estradiol i progesteron, czyli huśtawka nastroju

Wielu badaczy neguje istnienie PMS-u, czyli zespołu napięcia miesiączkowego. A jednak wydaje się, że dla niektórych kobiet stanowi on poważny problem. Parę dni przed wystąpieniem menstruacji stają się zgryźliwe, humorzaste i poirytowane. W świetle dotychczasowych badań winne są temu hormony. W jaki sposób one oddziałują na kobiecy mózg – to już jest mniej jasne. Może dlatego, że w cykl menstruacyjny zaangażowane są aż cztery różne hormony, ale każdy z nich osiąga największe stężenie w zupełnie innym jego momencie. Subtelne oddziaływania między tymi substancjami mogą być właśnie przyczyną zmian nastroju.

Dwoma głównymi rozgrywającymi są estrogen (a właściwie jedna z jego postaci – estriadol) oraz progesteron. Wysoki poziom tego ostatniego, jest związany ze zwiększoną aktywnością ciała migdałowatego – starej ewolucyjnie części mózgu odpowiedzialnej za wykrywanie zagrożeń. Może to tłumaczyć, dlaczego parę dni przed menstruacją kobiece nerwy stają się tak napięte. Huśtawka nastrojów, może być również wynikiem nagłego spadku ilości estrogenu w organizmie, którego wysoki poziom jest powiązany z emocjonalną odpornością i dobrym samopoczuciem. To dzięki niemu, tuż przed owulacją, kobieta ma tak dobry nastrój. Potem, kiedy jego poziom się zmniejsza, nadchodzi chandra.

Dlaczego niektóre kobiety są bardziej wrażliwe na działanie opisanych powyżej hormonów? Może to być wynikiem różnic genetycznych. Badania dowodzą, że u niektórych osób  nadmierna aktywność genów powoduje, że ich komórki są bardziej wrażliwe na tego typu substancje.

3.    Grelina – napędza głodową wściekłość

„Człowiek głodny jest zły” – mawiały nasze babcie. I miały rację. Grelina – hormon głodu wydzielany jest przez pusty żołądek – powoduje charakterystyczne „ssanie” przypominające nam o zjedzeniu kolejnego posiłku. Gruczoły go wydzielające są usuwane w trakcie niektórych operacji zmniejszenia żołądka u osób cierpiących na otyłość, by zmniejszyć u nich chęć podjadania między posiłkami. Wydzielanie greliny powoduje wzrost poziomu neuropeptydu Y (NPY) – neuroprzekaźnika, dzięki któremu mamy ochotę na jedzenie oraz stajemy się źli i agresywni, gdy go nie dostajemy. U ludzi cierpiących na zaburzenie eksplozywne przerywane (nieproporcjonalne wybuchy gniewu w stosunku do sytuacji, która je sprowokowała) notuje się bardzo wysoki poziom właśnie NPY.

Co jednak równie ważne, im więcej tego przekaźnika, tym mniej w obiegu serotoniny, zwanej potocznie hormonem szczęścia. Niski poziom serotoniny sprawia, że zostaje zakłócona komunikacja pomiędzy wspomnianym już  ciałem migadłowatym, a korą przedczołową – częścią mózgu odpowiadającą za reakcje emocjonalne. Być może, dlatego osobom z pustym żołądkiem, trudniej jest powstrzymać emocje. Są głodne, złe i nieszczęśliwe. Co ciekawe, różni ludzie mają więcej lub mniej połączeń miedzy tymi dwoma częściami mózgu, co może oznaczać, że niektórzy z nas są bardziej predysponowani do napadów głodowej wściekłości.

4.    Brak kortyzolu męczy

Kortyzol, zwany również „hormonem stresu” nie ma najlepszej opinii. Jego nadmiar skutkuje m.in.: podwyższonym poziomem cukru oraz kwasów tłuszczowych we krwi. Co przekłada się na insulinoodporność i gromadzenie się tłuszczu w organizmie. Ponadto nadmiar kortyzolu spowalnia przemianę materii. Ale to nie wszystko. Uszkadza nowe komórki powstające w hipokampie (części mózgu odpowiedzialnej za pamięć) i przyczynia się do rozwoju depresji. Stąd wielu lekarzy zaleca unikanie stresu i obniżenie poziomu tego hormonu w organizmie za wszelką cenę.

Kortyzol jest jednak ważny dla naszego normalnego funkcjonowania. Jego wysokie stężenie daje nam rano „kopa” umożliwiającego wstanie z łóżka. W stresie mobilizuje do walki z przeciwnościami losu.
Z kolei osoby cierpiące na chorobę Addisona, która charakteryzuje się mniejszym niż normalnie lub całkowitym brakiem wydzielania tego hormonu, doświadczają wielce niepokojących objawów, w tym uczucia przemożnego osłabienia.

Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Wydaje się, że przypadku kortyzolu, ważne jest zachowanie jego odpowiedniego zbilansowanego poziomu. Jest na to dobry sposób. Badania wykazują, że regularny wysiłek fizyczny pozwala go osiągnąć i utrzymać bez większych problemów. Zdrowy jogging trzy razy w tygodniu? Tak, poproszę!

5.    Wysoki testosteron – nie odpowiada za łysienie

W świetle niektórych doniesień wysoki poziom testosteronu jest czymś pożądanym, oznaką samczej męskości, zaczynkiem ducha rywalizacji. Z badań wynika, że choć wysoki poziom testosteronu da się u mężczyzn powiązać z zachowaniami mającymi na celu podniesienie statusu, wszystko zależy od norm obowiązujących w danej społeczności.

Co ciekawe, panowie, którym podano ten hormon w zastrzykach, byli bardziej skłoni do karania innych, ale również bardziej odwzajemniali miłe gesty, jeśli ich oponent był wspaniałomyślny.

Wbrew obiegowej opinii, łysienie u mężczyzn w średnim wieku, wcale nie jest wynikiem wysokiego poziom testosteronu. Za wypadanie włosów odpowiedzialny jest enzym 5-alfa-reduktaza przekształcający testosteron w dihydrotestosteron, który sprawia, że mieszki włosowe kurczą się, a potem obumierają. Wystarczy naprawdę niewielka ilość testosteronu, by wyprodukować solidną porcję dihydrotestosteronu. To ile mężczyzna produkuje alfa-reduktazy i jak są odporne jego mieszki włosowe, zależy od genów.

Założenie, że niski poziom testosteronu w organizmie odpowiada za męską menopauzę (andropauzę) także jest mitem. Po 30-tce u każdego mężczyzny poziom testosteronu spada o 1 proc. rocznie, ale tylko 2 proc. wszystkich panów doświadcza pełnych objawów andropauzy (m.in.: spadku potencji, miażdżycy, napadów gorąca). Najczęściej przyczyną tego zjawiska nie jest brak testosteronu, lecz otyłość brzuszna. Tłuszcz umiejscowiony w okolicy pasa przekształca męski hormon w żeński estrogen, co odpowiada za większość opisanych powyżej symptomów.

Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)

Grafika źródło: www.pixabay.com

Błędne koło zakupoholizmu grozi zwłaszcza kobietom

Robienie zakupów może stać się nałogiem, podobnym do hazardu. Skutki zakupoholizmu są niestety bardzo dotkliwe. Dowiedz się jak go rozpoznać i jak z nim walczyć.

Większość z nas lubi robić zakupy. Niektórzy jednak traktują je nie tylko jako sposób pozyskiwania niezbędnych do życia produktów i usług, ale jako sposób na szybkie i łatwe poprawienie nastroju albo ucieczkę od problemów.

Nie ma się co oszukiwać. Prawie każdy z nas realizuje czasem ten drugi scenariusz. Jeśli jednak zdarza się nam to tylko raz na jakiś czas i nie wydajemy przy tym zbyt dużo pieniędzy, to wszystko jest w porządku (nasze zachowanie mieści się w normie). Problem pojawia się wtedy, gdy takie kupowanie staje się dla kogoś nałogiem, niepohamowanym przymusem, obsesją (specjaliści od zdrowia psychicznego nazywają to kompulsywnym kupowaniem).

Zakupoholizm nie jest więc niewinnym kaprysem czy też przejawem konsumpcyjnego stylu życia. To zaburzenie psychiczne, zaliczane najczęściej do tzw. nałogów behawioralnych, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych lub zaburzeń nawyków i popędów. Niestety, zakupoholizm może dosłownie i w przenośni zrujnować człowiekowi życie. Warto zatem umieć go rozpoznać – u siebie lub bliskiej osoby, aby móc w porę zareagować.

Zakupoholizm – sygnały ostrzegawcze

Psychiatrzy, psycholodzy i terapeuci uzależnień wymieniają wiele różnych objawów zakupoholizmu. Oto najważniejsze z nich:

  • Silna potrzeba lub poczucie przymusu robienia zakupów oraz słaba kontrola nad kupowaniem (uleganie impulsom).
  • Dokonywanie zakupów w celu poprawy samopoczucia lub radzenia sobie z samotnością, odczuwanie rozdrażnienia z powodu braku możliwości zrobienia zakupów.
  • Spędzanie coraz większej ilości czasu na zakupach w centrach handlowych lub na aukcjach internetowych.
  • Częste myślenie o nowych zakupach i odczuwanie podniecenia w związku z planowanymi zakupami.
  • Przeżywanie euforii podczas zakupów.
  • Kupowanie niepotrzebnych produktów i chowanie ich często nawet bez rozpakowania.
  • Wydawanie pieniędzy na zakupy zamiast na opłacanie rachunków, pożyczanie pieniędzy na kolejne zakupy.
  • Ukrywanie zakupów przed bliskimi, okłamywanie ich na temat zakupów i wydawanych pieniędzy.
  • Odczuwanie poczucia winy i wstydu po dokonaniu zakupów, konflikty i kłótnie z bliskimi na tym tle.
  • Kontynuowanie zakupów pomimo szkodliwych następstw.

Już na podstawie wymienionych wyżej objawów łatwo można wyobrazić sobie do jakich problemów i szkód doprowadzić może zakupoholizm. Są wśród nich poważne problemy psychiczne (np. depresja, zaburzenia lękowe), społeczne (np. rozwody) i finansowe (długi, bankructwo).

Zakupy jak narkotyk

Z badań wynika, że problem zakupoholizmu (kompulsywnego kupowania) dotyczy całkiem dużego odsetka ogólnej populacji (od 2 nawet do 16 proc., w zależności od badania i przyjętych kryteriów). Na pewno wiadomo, że najbardziej zagrożone tym nałogiem są kobiety (aż 80-90 proc. przypadków).

Warto dodać, że jest to problem dotykający przede wszystkim ludzi młodych, od 15 do 35 lat.

– Terapeuci mówią, że coraz więcej osób zgłasza się do nich z tym problemem. Może być to wynikiem wzrostu świadomości, większego dostępu do informacji i większej uwagi poświęcanej tzw. uzależnieniom behawioralnym w mediach – ocenia Filip Pierowski z poradni online www.uzaleznieniabehawioralne.pl, działającej pod patronatem Ministerstwa Zdrowia.

Koła ratunkowe

Osoba, która ma problem z kompulsywnym kupowaniem powinna szukać pomocy u specjalisty (najlepiej u certyfikowanego terapeuty uzależnień).

– Najskuteczniejsze metody pomocy osobom kompulsywnie kupującym łączą ze sobą sposoby na radzenie sobie z tą czynnością i jej skutkami, jak i oddziaływanie na problemy leżące u podłoża kompulsji – mówi Filip Pierowski.

Wyjaśnia on, że u podłoża zakupoholizmu leżą takie przyczyny jak: niewielki repertuar sposobów na radzenie sobie ze stresem i trudnymi emocjami oraz obniżonym nastrojem, trudności w relacjach społecznych, problemy z kontrolą impulsów i odraczaniem przyjemności.

– Uzależnienia zazwyczaj są efektem głębszych problemów, tak więc skupienie się tylko na samym zachowaniu może spowodować zamianę jednej kompulsji na inną. Pomocne są też oczywiście różnego rodzaju grupy terapeutyczne i grupy wsparcia (także te nieformalne). W rzeczywistości dużo zależy od samej osoby z problemem – jej oczekiwań, otwartości, determinacji, ale też dobrej relacji terapeutycznej – mówi Filip Pierowski.

Przyznaje, że nie ma prostej odpowiedzi czy schematu, który można z powodzeniem zastosować w każdym przypadku.

Jeśli robienie zakupów zaczyna się komuś wymykać spod kontroli może też skorzystać z różnych sposobów samopomocy, które podsuwają eksperci od nałogów behawioralnych:

  • Nie noś przy sobie kart kredytowych, za zakupy płać gotówką lub kartą debetową.
  • Kupuj tylko produkty z przygotowanej wcześniej listy zakupów.
  • Nie wybieraj się na zakupy samotnie.
  • Unikaj promocji, wyprzedaży, wystaw sklepowych i gazetek reklamowych.
  • Unikaj centrów handlowych.
  • Poszukaj innego, przyjemnego i jednocześnie zdrowego sposobu spędzania wolnego czasu.

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródła: Książka pt. „Zaburzenia uprawiania hazardu i inne tak zwane nałogi behawioralne”, pod red. Bogusława Habrata.

grafika źródło: www.pixabay.com

Odporność a witaminy

Jednym z najszerzej rozpowszechnionych obecnie mitów zdrowotnych jest rzekomo dobroczynny wpływ witamin na wzmocnienie układu odporności. Choć witaminy są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, to brak dowodów na to, iż przy prawidłowym ich poziomie dodatkowa suplementacja poprawia sprawność tego układu.

Przyjmowanie dowolnej witaminy, jeśli jej poziom jest w organizmie prawidłowy (a to zdrowa osoba zawdzięczać może zdrowej diecie), nie ma uzasadnienia naukowego. Tak mocno rozpowszechnione profilaktyczne przyjmowanie witamin bez badań diagnostycznych, nie tylko nie zapobiega infekcjom, ale i nie przyspiesza zdrowienia, a w niektórych sytuacjach pogarsza stan zdrowia.

Trzeba przy tym pamiętać, że wiele osób prowadzących niezdrowy tryb życia: odżywiających się śmieciowym jedzeniem, unikających aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, spędzających wiele godzin w zamkniętych i źle wentylowanych przegrzanych pomieszczeniach, może mieć różne niedobory witaminowe, które warto uzupełniać. Należy to jednak robić w porozumieniu z lekarzem i pod kontrolą poziomu witamin we krwi.

Witamina D3

Badania naukowe wykazują, że w naszej populacji jednym z najczęstszych problemów jest niedobór witaminy D3, która ma istotne znaczenie dla układu odporności. Niedobór wynika z niedostatecznego nasłonecznienia w Polsce, bowiem witamina ta jest aktywowana w wyniku oddziaływania promieniowania ultrafioletowego na skórę.

Szacuje się, że niedobór witaminy D3 dotyczy około 80 proc. dorosłych w Polsce, co w istotny sposób może przyczyniać się do zwiększonej podatności na infekcje, ale również inne choroby wynikające z osłabienia układu odporności (na przykład choroby nowotworowe). Niemniej jednak suplementacja witaminą D3 u osób z jej prawidłowym poziomem nie ma sensu i nie wpłynie na stan układu odporności.

Witamina C

Inna witamina szeroko stosowana profilaktycznie to witamina C, którą można śmiało nazwać witaminą narodową. Spory na temat jej profilaktycznego prozdrowotnego efektu trwają od lat i jak na razie naukowcom nie udało się udowodnić, aby ciągła suplementacja witaminą C u zdrowych osób posiadających prawidłowy jej poziom we krwi przynosiła jakieś konkretne efekty zdrowotne.

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli występuje niedobór albo zwiększone zapotrzebowanie na witaminę C, którego nie jesteśmy w stanie uzupełnić dietą. W takich sytuacjach, na przykład podczas dużego wysiłku fizycznego albo infekcji, suplementacja witaminy C ma uzasadnienie i może być wykorzystywana jako działanie wspomagające układ odporności.

Pułapki witaminy E i kwasy omega

Kolejna grupa suplementów to tzw. substancje antyoksydacyjne, w tym witamina E oraz krótkołańcuchowe kwasy omega. Suplementacja tymi witaminami w okresie zwiększonego zapotrzebowania powinna być oparta na przesłankach medycznych, bo – jak wykazały badania amerykańskie – nadużywanie tych środków przez zdrowe osoby może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia.

W grupie środków pochodzenia naturalnego szeroko rozpowszechnione w kontekście zwalczania infekcji są różne produkty roślinne, takie jak: czosnek, cebula, tran, czarny bez, a także przyprawy np. imbir, goździki, kurkuma, a także ostatnio mocno promowany olej kokosowy. Występujące w tych produktach substancje chemiczne mają najczęściej działanie przeciwdrobnoustrojowe, co oznacza, że ich profilaktyczne przyjmowanie ma sens jedynie w sezonie nasilonych infekcji, kiedy praktycznie ciągle jesteśmy narażeni na kontakt z chorymi. Inna sprawa, że wiele z tych substancji ma działanie prebiotyczne, co sprawia że można je stosować na stałe jako składnik zróżnicowanej diety, ponieważ ich codzienne spożycie w diecie wpływa na utrzymanie naszego organizmu w dobrej formie.

Probiotyki a odporność

Udowodnione działania pobudzające odporność wykazują różnego rodzaju drobnoustroje probiotyczne. Jelitowy układ limfatyczny, będący częścią ogólnoustrojowego śluzówkowego układu limfatycznego, posiada ogromne możliwości modulacji układu odpornościowego poprzez pobudzenie komórek aktywnych immunologicznie, w tym komórek pamięci immunologicznej. Oznacza to, że przez układ pokarmowy obecne w nim drobnoustroje aktywują wiele elementów układu odporności. Wykazano to na przykładzie niektórych bakterii probiotycznych, a także produktów, które wspierają ich rozwój. Badania naukowe wykazują, że po podaniu tych substancji pojawia się zwiększone stężenie immunoglobulin w śluzie nie tylko jelitowym, ale również i w drogach oddechowych, co zwiększa miejscową odporność przeciwko infekcjom wirusowym i bakteryjnym.

Probiotyki i prebiotyki można przyjmować w postaci syntetycznej na przykład jako preparaty z inuliną i oligosacharydami, jak również w naturalnych roślinnych produktach, na przykład cykorii, bananach, jarmużu, cebuli, karczochach i szparagach.

Przeciwko wirusom

Wśród leków posiadających zdolność pobudzania układu odporności wymieniane są tak zwane szczepionki nieswoiste, czyli preparaty zawierające fragmenty nieżywych drobnoustrojów przyjmowane doustnie lub donosowo, a także ostatnio w postaci tabletek do ssania. Preparaty posiadają udowodnioną efektywność w redukcji zachorowań na przede wszystkim wirusowe infekcje układu oddechowego. Ponieważ jednak nie powodują powstania trwałej pamięci immunologicznej (inaczej niż w przypadku tradycyjnych szczepionek przeciwko patogenom powodującym choroby zakaźne), kuracje muszą być powtarzane regularnie w okresach zwiększonej aktywności wirusów, czyli jesienią i wiosną każdego roku.

Warto podkreślić, że nie można na zapas trwale wzmocnić układu odporności suplementami i witaminami, natomiast można, utrzymując organizm w dobrej formie, zapewnić sprawne działanie układu odporności.

Dr Paweł Grzesiowski

Kierownik Ośrodka Badania i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie. Jest pediatrą i immunologiem.

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: www.pixabay.com

Pomidory chronią przed rakiem skóry

Lato w pełni i słońce. Badania wskazują, że dobrą ochroną przed rakiem skóry jest nie tylko krem z wysokim filtrem, ale i dużo pomidorów w diecie. Zmniejszają one ryzyko zachorowania na raka skóry u myszy, być może – także u człowieka.

Choć porównując wygląd trudno w to uwierzyć, pomidory są bardzo blisko spokrewnione z ziemniakami. Poza walorami smakowymi, zawierają całe mnóstwo substancji prozdrowotnych, czego z całą pewnością nie da się bez naginania rzeczywistości powiedzieć o ich bulwiastych kuzynach.

Dotychczasowe badania z udziałem ludzi dowiodły, że zawarte w pomidorach substancje, zwłaszcza likopen – czerwony barwnik z grupy karotenoidów – z uwagi na silne działanie przeciwutleniające, ma działanie przeciwnowotworowe.

Z pomidorem na słońce

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że jeśli zjadamy pomidorów ostatecznie dużo, zawarte w nich karotenoidy odkładają się w ludzkiej skórze i chronią przed szkodliwymi promieniami UV. Naukowcy przypuszczają, że nie jest wykluczone, iż taki zapas sprawi, że nawet w razie poparzenia słonecznego, będzie ono słabsze niż wtedy, gdy takiej ochrony pochodzącej z pomidorów nie mamy.

Tym właśnie tropem poszli badacze z Ohio State University, chcąc sprawdzić, na ile dieta bogata w pomidory chroni przed rakiem skóry rozwijającym się na skutek zbyt silnego promieniowania UV. Ponieważ zaprojektowany przez nich eksperyment byłby zbyt niebezpieczny dla człowieka, przeprowadzili go na myszach. Jego wyniki publikuje „Scientific Reports”.

W ramach eksperymentu część z 180 myszy była przez 35 tygodni karmiona paszą zawierającą 10 procent sproszkowanych pomidorów, a część zwykłym pokarmem. Od 11. do 20. tygodnia wszystkie były naświetlane promieniami UV tak, by wywołać u nich raka skóry.

Okazało się, że w przypadku samców jedzących sproszkowane pomidory, przypadków nowotworu było o połowę mniej. Tej prawidłowości nie odnotowano jednak u samic. Skąd się to wzięło? Wcześniejsze badania dowiodły, że samce myszy są bardzie wrażliwe na promieniowanie UV, błyskawicznie dostają raka, ich guzów jest więcej, są one większe i rozwijają się szybciej.

– Wyniki naszych badań dowiodły, że testując różnej strategie prewencji (nowotworów skóry, przyp. red.) musimy brać pod uwagę płeć. To, co działa w przypadku mężczyzn, nie zawsze w równym stopniu działa na kobiety – mówi współautorka badań prof. Tatiana Oberyszyn, patolog z Ohio State University.

Tym właśnie tropem poszli badacze z Ohio State University, chcąc sprawdzić, na ile dieta bogata w pomidory chroni przed rakiem skóry rozwijającym się na skutek zbyt silnego promieniowania UV. Ponieważ zaprojektowany przez nich eksperyment byłby zbyt niebezpieczny dla człowieka, przeprowadzili go na myszach. Jego wyniki publikuje „Scientific Reports”.

W ramach eksperymentu część z 180 myszy była przez 35 tygodni karmiona paszą zawierającą 10 procent sproszkowanych pomidorów, a część zwykłym pokarmem. Od 11. do 20. tygodnia wszystkie były naświetlane promieniami UV tak, by wywołać u nich raka skóry.

Okazało się, że w przypadku samców jedzących sproszkowane pomidory, przypadków nowotworu było o połowę mniej. Tej prawidłowości nie odnotowano jednak u samic. Skąd się to wzięło? Wcześniejsze badania dowiodły, że samce myszy są bardzie wrażliwe na promieniowanie UV, błyskawicznie dostają raka, ich guzów jest więcej, są one większe i rozwijają się szybciej.

– Wyniki naszych badań dowiodły, że testując różnej strategie prewencji (nowotworów skóry, przyp. red.) musimy brać pod uwagę płeć. To, co działa w przypadku mężczyzn, nie zawsze w równym stopniu działa na kobiety – mówi współautorka badań prof. Tatiana Oberyszyn, patolog z Ohio State University.

Krótka historia pomidora

Trudno w to uwierzyć, ale na początku XIX wieku uważano, że pomidory są… trujące. Amerykańskie książki kucharskie zalecały ich gotowanie przez 3 godziny (!), tak, by straciły zabójcze właściwości. W 1820 roku niejaki pułkownik Robert Gibbon Johnson w amerykańskim mieście Salem dowiódł, że… surowe pomidory nie są trujące. Odbyło się to na schodach miejscowego sądu. „Panie i panowie! – rzekł do stojącego poniżej tłumu.

– Od lat usiłuję was przekonać, że szkodliwa wilcza brzoskwinia, Solanum lycopersicum nie jest trującą rośliną, lecz pysznym i pożywnym owocem, który zasługuje, by znaleźć się na każdym stole. Jednak nie mogąc przekonać was siłą argumentów, pozwolę sobie zrobić to za pomocą przykładu. Jeśli mam rację, przeżyję, jeśli nie – umrę”. Po czym wyjął z koszyka pomidora… i zjadł go. Na ten widok jedna ze zgromadzonych licznie kobiet zemdlała. Johnson – ku zaskoczeniu gawiedzi – przeżył.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: pixabay.com

Praca w nocy niebezpieczna dla DNA

Jeśli możesz, w nocy nie pracuj. To niebezpieczne dla człowieka, zaburza bowiem zdolność ludzkiego organizmu do napraw uszkodzeń w DNA. Od tego zaś, jak komórki same się naprawiają, zależy nasze zdrowie.

Praca na zmiany, zwłaszcza w nocy, jest bardzo męcząca. Teraz dzięki badaniom zespołu dr Parveena Bhatti z Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle wiadomo, że może być niebezpieczna dla zdrowia w bardzo szerokim zakresie. Okazuje się bowiem, że u osób pracujących w nocy dochodzi do zaburzeń procesów komórkowych związanych z naprawami DNA. Wyniki swoich badań uczeni publikują w czasopiśmie „Occupational & Environmental Medicine”.

Inspiracją najnowszych badań zespołu dr Bhatti były jego wcześniejsze ustalenia. Wiązały się one z pomiarem poziomu 8-hydroksy-2’-deoksyguanozyny (8-OHdG) w moczu 223 pracowników zmianowych, w różnych porach dnia i nocy. 8-OHdG jest produktem ubocznym procesów naprawczych w komórkach. Okazało się wówczas, że po przespaniu paru godzin po nocnej zmianie tej substancji jest w moczu znacznie mniej niż po normalnym nocnym śnie.

Badacze podejrzewali, że przyczyną tego stanu rzeczy mógł być brak wydzielania melatoniny w akcie dziennego snu. Hormon ten reguluje sen i jego wytwarzanie jest hamowane przez światło, a zwiększa się, gdy zapada naturalny zmrok.

By sprawdzić, czy rzeczywiście istnieje taka zależność, w najnowszych badaniach, zespół dr Bhatti wyselekcjonował spośród analizowanych wcześniej próbek 50 wykazujących największe różnice w poziomie melatoniny między nocnym snem a nocną pracą. Następnie dane te porównano z zawartością poziomu 8-hydroksy-2’-deoksyguanozyny w moczu.

Okazało się, że w czasie nocnej pracy poziom melatoniny jest znacznie niższy niż w trakcie nocnego snu. Na jaw wyszło również, że i niższy jest poziom 8-hydroksy-2’-deoksyguanozyny. W trakcie nocnej pracy wynosi on zaledwie 20 proc. tego co w trakcie nocnego odpoczynku.

Jak komórka się naprawia?

Naukowcy sądzą, że melatonina zwiększa aktywność genów związanych z mechanizmem naprawczym NER (ang. nucleotide excision repair – naprawa przez wycięcie nukleotydu). To właśnie on najprawdopodobniej odpowiada za naprawę komórki uszkodzonej przez wolne rodniki i pośrednio za produkcję 8-OHdG.

Oznacza to zatem, że zmniejszone wydzielanie melatoniny podczas pracy w nocy powoduje zmniejszenie natężenia procesów naprawczych w DNA. Stąd właśnie w moczu osób pracujących w nocy mniej 8-OHdG.

Zjawisko to wymaga oczywiście dalszych badań. Jeśli jednak te zależności zostaną potwierdzone przez inne zespoły naukowców, być może powstaną wytyczne, by rozważyć podawanie melatoniny pracownikom zmianowym, po to, by nie odczuwali negatywnych skutków nocnej zmiany.

A dlaczego zdolność do naprawy komórek jest tak istotna? Choćby dlatego, że komórki nowotworowe to m.in. te, których organizm sam nie zdołał naprawić i wymknęły się spod kontroli.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: pixabay.com

Słone, słodkie, kwaśne, gorzkie, UMAMI

Smak to jeden ze zmysłów w jaki został wyposażony człowiek. To dzięki niemu jedzenie sprawia nam przyjemność. Najczęściej mówimy o czterech smakach podstawowych: słonym, słodkim, kwaśnym, gorzkim. Jednak jak się okazuje, występuje jeszcze piąty smak – UMAMI. Smak ten został odkryty stosunkowo niedawno, zatem wiedza o jego istnieniu nie jest tak rozpowszechniona jak o pozostałych czterech.

Badania nad zmysłem smaku zostały zapoczątkowane już w czasach starożytnych, wówczas podjęte zostały pierwsze próby klasyfikacji smaków. Szersze badania zostały jednak przeprowadzone w wieku XIX, w efekcie których wyodrębniono znane powszechnie cztery podstawowe smaki. Natomiast piąty smak został odkryty w wieku XX, przez japońskiego chemika Kikunae Ikeda, który dostrzegł specyficzny posmak wodorostów zwanych kombu, często używanych w kuchni japońskiej. Nowy smak został nazwany UMAMI. Po przeprowadzeniu licznych badań, w roku 2000 umami został oficjalnie uznany za piąty smak podstawowy.

Nazwa Umami pochodzi z języka japońskiego i oznacza „smaczny”, „pyszny”. Źródłem smaku umami jest kwas glutaminowy (organiczny związek z grupy aminokwasów), który znajduje się w wielu naturalnych produktach takich jak: mięso, ryby, warzywa, owoce, produkty mleczne. Kwas glutaminowy ma także swój „sztuczny odpowiednik”, który jest popularnym środkiem używanym w przemyśle spożywczym – mowa o glutaminianie sodu (sól sodowa kwasu glutaminowego). Substancja ta należy do grupy tzw. „wzmacniaczy smaku”, stosowana często jako składnik żywności typu instant, sosów, przypraw, konserw rybnych, kostek rosołowych, keczupu. Glutaminian sodu jest dodatkiem do żywności, który na etykietach produktów spożywczych występuje jako symbol E621. Dodatek ten kojarzy się przede wszystkim z kuchnia chińską, w której ma szerokie zastosowanie.

Jak smakuje UMAMI?

Istnieje wiele określeń opisujących smak umami. Najczęściej określany jest jako „rosołowy”, „bulionowy” lub „mięsny”. Stanowi dopełnienie smaku i aromatu co sprawia, że potrawy zyskują na smaku, a konsumenci spożywają ich większe ilości.

Za odczuwanie wszystkich smaków odpowiedzialne są kubki smakowe zlokalizowane w jamie ustnej, głównie na języku. U dorosłego człowieka jest ich ok. 10 000! Receptory smakowe wykrywające smak umami zlokalizowane są na całej powierzchni języka.

Jakie produkty są UMAMI?

Pamiętajmy, że glutaminian sodu to sztuczny odpowiednik kwasu glutaminowego będącego źródłem smaku umami.

Doznanie pełnego smaku umami jest możliwe po spożyciu produktów, które są naturalnym źródłem kwasu glutaminowego, m.in.:

  • wołowiny
  • wieprzowiny
  • boczku
  • parmezanu
  • sera roquefort
  • pomidorów
  • grzybów
  • soi
  • kukurydzy
  • brokuł
  • szparagów
  • ziemniaków
  • marchewki
  • winogron
  • orzechów
  • ryb
  • zielonej herbaty
  • tuńczyka
  • owoców morza

Co ciekawe smak umami towarzyszy nam już od pierwszych dni życia, gdy jesteśmy karmieni mlekiem matki, bogatym w kwas glutaminowy.

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Zadbaj o swoją tarczycę!

Coraz więcej Polaków zapada na choroby tarczycy. Ale spora część z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że choruje. Podpowiadamy …

Alergia kontaktowa – co nas uczula?

Kobieta użyła nowej farby do włosów. Gdy tylko ją nałożyła, pojawiło się swędzenie głowy. Później na głowie, …

Czy rezonans magnetyczny całego ciała jest przydatny w diagnostyce?

  Badanie rezonansem magnetycznym (MRI) to jedna z najnowocześniejszych technik obrazowania. Najczęściej wykorzystywana …