Kategoria: CIEKAWOSTKI MEDYCZNE

Nie należy pić wody podczas posiłku?

To MIT! Zarówno wodę, jak i inne napoje, można pić w czasie posiłków. Wbrew powszechnej opinii popijanie jedzenia nie zaburza procesów trawiennych.

Eksperci do spraw żywienia podkreślają, że woda z przewodu pokarmowego jest wchłaniana bardzo szybko, dzięki czemu jej „rozcieńczający” wpływ na soki czy enzymy trawienne jest bardzo krótkotrwały. Dlatego, nawet gdy popijamy jedzenie, to i tak zostanie ono skutecznie strawione.

Picie wody w trakcie posiłków ma jednak również swoje inne zalety. Na przykład, wypijanie jej przed posiłkiem często powoduje, że podczas posiłku zjadamy mniejszą ilość jedzenia, co może mieć znaczenie np. w trakcie odchudzania. Inna korzyść jest taka, że wielu osobom popijanie posiłku umożliwia skuteczne rozdrabnianie i przełykanie pokarmu.

Oczywiście, również w popijaniu jedzenia należy jednak zachować zdrowy rozsądek. Pijmy więc z umiarem, najlepiej wtedy kiedy czujemy taką potrzebę.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Trzeba pić dwa litry wody dziennie?

To MIT! Woda rzeczywiście jest nam bardzo potrzebna, ale nie jest lekiem na wszelkie dolegliwości. Wodę dostarczamy do organizmu nie tylko w postaci wypijania kolejnych szklanek tego napoju.

Na temat konieczności picia określonych ilości wody dnia krąży wiele mitów. Według wielu z nich osoby, które piją dużo wody, oczyszczają swój organizm z toksyn, poprawiają pracę nerek, mają więcej energii i pozbywają się zmarszczek. I rzeczywiście, bez wody zaburzone są procesy wydalania, co wpływa na stan zdrowia.

Zapotrzebowanie na wodę zależy od wieku, masy ciała, stanu fizjologicznego itd.

Trzeba pamiętać, że woda jako napój polecana jest przede wszystkim osobom odchudzającym się, ponieważ nie zawiera żadnych kalorii. Wodę dostarczamy sobie z różnych napojów – kawy, herbaty, soków, mleka itp., ale również z zup, owoców czy warzyw.  Warto też przypomnieć przy tej okazji, że leki powinno się jednak popijać niemal wyłącznie wodą.

Dobrym wskaźnikiem, czy potrzebujemy się nawodnić, jest kolor moczu – powinien być delikatnie żółty. Jeśli jest jasny niczym woda – pijemy za dużo. Jeśli ciemnożółty lub pomarańczowy – za mało.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy wyładowywanie złości jest zdrowe?

Badania naukowe nie potwierdzają przekonania o tym, że gdy nachodzi nas złość, to dobrze jest ją wyładować, aby doznać oczyszczającego efektu katharsis. Jednak złość jest dobra!

Wielu ludzi myśli, że wyładowywanie złości (np. poprzez krzyk, walenie pięściami w poduszkę albo gry komputerowe) jest zdrowe, bo pozwala uzyskać efekt katharsis, czyli psychiczne oczyszczenie ze złości i innych negatywnych emocji. Naukowcy twierdzą jednak, że to mit.

– Hipoteza katharsis jest fałszywa. Badania prowadzone od ponad 40 lat jednoznacznie świadczą o tym, że wyładowywanie złości bezpośrednio na kimś lub pośrednio (na jakimś obiekcie) tylko prowokuje do dalszej agresji – czytamy w książce „50 wielkich mitów psychologii popularnej”, którą napisali amerykańscy profesorowie psychologii: Scott O. Lilienfeld z Emory University w Atlancie, Steven Jay Lynn ze State University of New York, John Ruscio z College of New Jersey i Barry L. Beyerstein z Simon Fraser University.

– Gdy ludzie próbują radzić sobie ze złością poprzez wyładowanie jej w gwałtownej formie, przynoszą sobie chwilową ulgę, jednak wzmacniają w swoim zachowaniu związek pomiędzy przeżywaniem silnych emocji, a agresją – wyjaśniają Mateusz Banaszkiewicz i Agata Kozłowska, psychologowie z Uniwersytetu SWPS.

Jeśli odreagowywanie złości jest dolewaniem oliwy do ognia, to co w takim razie pomaga?

Jeśli jesteś w stanie, spróbuj rozbroić złość humorem.

Specjaliści podpowiadają, że najlepsze efekty dają takie sposoby radzenia sobie ze złością, którym towarzyszy konstruktywna strategia rozwiązania problemu, pozwalająca dotrzeć do jego źródeł. O co chodzi?

– By zniwelować obecność złości i jej negatywnych skutków w naszym życiu, można pracować nad sobą na poziomie sposobu myślenia o wydarzeniach, które wzbudzają w nas złość lub uczyć się zachowań, które choć wynikają ze złości, są konstruktywne. W pierwszym wypadku praca polega na zmianie automatycznych ocen sytuacji, które wzbudzają w nas złość. Dzięki odpowiedniemu treningowi możemy nauczyć się podchodzić z humorem lub nabierać dystansu do sytuacji, które w rzeczywistości nie wymagają aż tak wielkiej mobilizacji naszej energii, jaką daje złość – mówią Mateusz Banaszkiewicz i Agata Kozłowska.

W praktyce obejmuje to na przykład mówienie o problemowej sytuacji, emocjach, które wtedy przeżywamy i naszych potrzebach lub oczekiwaniach wobec osoby, która naszym zdaniem doprowadziła do tych trudności.

Na przykład, złoszczenie się i krzyczenie na partnera lub partnerkę za to, że ciągle się spóźnia, nie sprawi, że ktoś poczuje się lepiej, ani też nie pomoże rozwiązać problemu. Lepsze od tego jest spokojne wyrażenie niezadowolenia oraz przedstawienie rzeczowych argumentów nakierowanych na rozwiązanie problemu. Taka reakcja jest zdaniem psychologów dużo skuteczniejsza, bo umożliwia podjęcie konstruktywnego dialogu i pomaga zażegnać potencjalny konflikt.

– Można również rozważyć przyswojenie umiejętności odwracania uwagi od źródła złości i tym samym zniwelować zachowania agresywne w danym momencie. Strategia ta ma jednak działanie doraźne i nie rozwiązuje problemu, który niewyrażony najprawdopodobniej powróci. Warto starać się rozszerzać swój wachlarz adaptacyjnych reakcji na złość i wykształcić w sobie możliwość ich instynktownego stosowania – sugerują psychologowie.

Naucz się nazywać swoje emocje

Kluczową sprawą w radzeniu sobie ze złością okazuje się więc być jej właściwe rozpoznanie.

– Ważne jest, by nauczyć się oraz utrwalić zdolność do nazywania swoich emocji, ich akceptacji oraz wyrażania w konstruktywny, akceptowalny społecznie sposób, dając tzw. informację zwrotną – mówią Mateusz Banaszkiewicz i Agata Kozłowska.

Eksperci podkreślają, że w przypadku dzieci, nabywanie tych umiejętności wspierają przede wszystkim bezpieczne relacje z dorosłymi, którzy pomagają im nazywać przeżywane emocje oraz radzić sobie z problemami w konstruktywny sposób.

– U dorosłych w zależności od sytuacji pomocna może być: psychoterapia indywidualna, grupowa lub psychoterapia par – sugerują psychologowie SWPS.

Ćwiczenie czyni mistrza

Osoby, które chcą rozwijać umiejętność zdrowego radzenia sobie z emocjami mogą skorzystać z następujących rodzajów treningu psychologicznego:

  • trening konstruktywnej komunikacji,
  • trening porozumienia bez przemocy,
  • trening asertywności,
  • treningi zastępowania agresji,
  • trening inteligencji emocjonalnej,
  • trening radzenia sobie ze stresem.

Nie warto tłumić emocji

Dlaczego właściwe rozpoznanie i uznanie złości, ale także innych emocji jest aż tak ważne? Ponieważ, niestety często zdarza się, że złość, z różnych powodów, jest przez ludzi wypierana i tłumiona.

Tymczasem, jak wiadomo, wypieranie i tłumienie emocji, które są naturalną ludzką reakcją, może prowadzić do różnego rodzaju problemów psychosomatycznych (np. trudnych do wyjaśnienia objawów bólowych czy zaburzeń trawienia), a także do zaburzeń nastroju czy nawet depresji.

Psychoterapeuci podkreślają, że złość sama w sobie nie jest szkodliwa. Co więcej, przynosi nam też różne korzyści: pozwala rozpoznać różne zagrożenia, np. w sferze wartości czy porządku, może też prowadzić do podejmowania twórczych działań i ułatwić ważną zmianę życiową – jest bowiem emocją mobilizującą do walki.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Cukrzycę można wykryć zaglądając do ust?

To FAKT! W jamie ustnej może pojawić się wiele symptomów, świadczących o rozwijającej się podstępnie cukrzycy.

Dentyści w Polsce mają pełne ręce roboty. Nie tylko leczą pacjentów z próchnicą czy paradontozą, ale coraz częściej pełnią też rolę lekarzy pierwszego kontaktu wykrywając inne choroby, np. cukrzycę. Nie zdziwmy się zatem, gdy od dentysty wrócimy ze skierowaniem na badanie poziomu glukozy we krwi.

– Cukrzyca daje dość charakterystyczny obraz w jamie ustnej. Niektóre objawy, np. suchość w ustach, pieczenie, kandydoza (drożdżyca) jamy ustnej, stany zapalne i infekcje dziąseł, krwawienia z nich czy trudno leczące się rany w ustach, a nawet zaburzenia smaku, mogą wskazywać na wahania poziomu glukozy we krwi. U dzieci typowe jest przedwczesne wyrzynanie się zębów stałych. Specyficznym objawem zaawansowanej cukrzycy, a dokładnie jej powikłania, tzw. kwasicy ketonowej, jest również utrzymujący się nieświeży oddech – informuje lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie.

Specjalistka podkreśla, że przy tego rodzaju nieświeżym oddechu wyczuwalny jest silny zapach acetonu, który przypomina słodką, owocową woń, a kwasica ketonowa może doprowadzić do śpiączki i stanowi bezpośrednie zagrożenie życia dla pacjenta.

Na tym jednak nie koniec.

– Cukrzyca sprawia, że wiele schorzeń jamy ustnej ma zaostrzony przebieg, a ich leczenie jest o wiele trudniejsze i dłuższe. Dlatego pacjent z cukrzycą wymaga innego podejścia podczas zabiegów stomatologicznych. Trudniej goją się np. rany po zabiegach stomatologicznych, rośnie także ryzyko infekcji, bo wysoki poziom cukru obniża odporność i uniemożliwia białym krwinkom zwalczanie bakterii – mówi ekspertka.

Co więcej, u pacjentów z cukrzycą, infekcje dziąseł osłabiają zdolność organizmu do kontrolowania poziomu cukru we krwi i upośledzają działanie insuliny.

Dlatego, widząc typowe dla cukrzycy objawy w jamie ustnej, dentyści coraz częściej reagują.

– Jeśli pacjent sygnalizuje, że dba o higienę, a mimo to zmiany chorobowe szybko postępują, a do tego w rodzinie pojawia się cukrzyca, to takiego pacjenta wysyłamy na badania krwi. Zwłaszcza jeśli dawno nie wykonywał badań kontrolnych, ma nadwagę i jest po 50-tce – mówi Monika Stachowicz, alarmując, że tego typu przypadków jest coraz więcej.

Szacuje się, że w Polsce ponad 6 proc. kobiet ma cukrzycę typu 1 lub 2. Wśród mężczyzn odsetek ten wynosi ponad 5 proc. Niestety spora część chorych o tym nie wie.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Gorzka czekolada dobra dla mózgu?

To FAKT! Co ciekawe, najlepiej działa na mózg seniorów.

Za dobroczynny wpływ czekolady na funkcje poznawcze odpowiedzialne są flawanole – związki zawarte w kakao. To dlatego mowa jest o gorzkiej czekoladzie, z co najmniej 70-proc. zawartością kakao: po pierwsze, zwykle zawiera mniej szkodliwego cukru niż inne rodzaje czekolady, a po drugie – jest w niej największe stężenie dobroczynnych związków.

Flawanole to związki organiczne o działaniu antyoksydacyjnym. Znaleźć można je także w warzywach czy czerwonym winie.

Substancjom tym poświęcono już sporo badań, które można znaleźć w szeregu publikacji. Ostatnia to przegląd artykułów, dokonany przez grupę badaczy z Włoch, a opublikowany na łamach czasopisma Frontiers in Nutrition.

Najważniejsze ich ustalenia to:

  • Regularne jedzenie czekolady przez trzy do pięciu miesięcy w grupie osób starszych sprzyjało poprawie ich funkcji poznawczych, takich jak spostrzegawczość czy pamięć krótkotrwała (robocza);
  • Najlepsze efekty czekolady zaobserwowano u osób, które już mają niewielkie problemy z funkcjami poznawczymi;
  • Zjedzenie kakao lub czekolady zapobiegało obniżeniu sprawności umysłowej po nieprzespanej nocy – ale tylko w przypadku kobiet.

Autorzy publikacji zaznaczają, że badania epidemiologiczne wskazują, iż regularna konsumpcja flawonoidów (do ich grupy zalicza się substancje występujące w kakao) może być związana z:

  • Poprawą funkcji poznawczych
  • Zmniejszeniem ryzyka zespołów otępiennych;
  • Zmniejszonym występowaniem zaburzeń funkcji poznawczych;
  • Utrzymaniem w lepszej kondycji funkcji poznawczych w okresie 10 lat.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy osteoporozie można skutecznie zapobiegać?

To FAKT! Regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta bogata w wapń oraz unikanie używek – to trzy filary skutecznej profilaktyki osteoporozy

Chorobę tę lekarze określają „cichym złodziejem kości”, ponieważ przez długi czas nie daje żadnych objawów, ani nie powoduje bólu. Z tego powodu osteoporoza często bywa więc przez chorych niezauważana i niedoceniana, aż do momentu, kiedy gwałtownie się zamanifestuje – w formie złamań kości (w tym także kręgów). O rozwoju osteoporozy może też świadczyć zmniejszenie się naszego wzrostu, co najmniej o kilka centymetrów.

Na szczęście, eksperci przekonują, że większość z nas mogłaby uniknąć tego rodzaju przykrych doświadczeń – pod pewnymi warunkami.

„Korzenie tej choroby tkwią w przeszłości, nieraz bardzo odległej. Osteoporoza bywa porównywana do miażdżycy, gdyż obie te choroby są podstępne i rozwijają się przez wiele lat. Ale mają one jeszcze jeden wspólny mianownik: da się im skutecznie zapobiegać!” – twierdzi prof. Wojciech Pluskiewicz ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Oto trzy główne filary profilaktyki osteoporozy:

  • Regularna aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu, połączona z eksponowaniem ciała na światło słoneczne (np. spacery, nordic walking, taniec, tai-chi, różne dostosowane do wieku i kondycji ćwiczenia, w tym także w grupie), co najmniej trzy razy w tygodniu. Siedzący tryb życia i niska aktywność fizyczna znacząco zwiększają ryzyko osteoporozy.
  • Zdrowa, zbilansowana dieta – pokrywająca zapotrzebowanie organizmu m.in. na wapń, witaminy D, C, K i zawierająca izoflawonoidy (wymienionych składników dostarczają przede wszystkim: produkty mleczne, tłuste ryby, warzywa, owoce, nasiona roślin strączkowych). Warto dodać, że nadmiar białka, soli oraz witaminy A w diecie zwiększa ryzyko osteoporozy.
  • Odrzucenie lub zdecydowane ograniczenie konsumpcji używek: nadmierne spożycie alkoholu i kawy oraz palenie tytoniu należą do czynników obniżających masę kostną.

Oczywiście, nie na wszystkie czynniki zwiększające ryzyko rozwoju osteoporozy mamy wpływ (niezależnymi od nas są m.in. zaawansowany wiek, płeć żeńska, wczesne zakończenie miesiączkowania – przed 40 r.ż., skłonność rodzinna do złamań i osteoporozy). Ale mimo to, prof. Wojciech Pluskiewicz przekonuje, że nigdy nie jest za późno by podjąć działania zapobiegawcze wobec osteoporozy, a korzyści z profilaktyki mogą odnieść również osoby starsze. Krótko mówiąc, chodzi o to, aby czynnikom ryzyka rozwoju tej choroby przeciwstawić jak najwięcej czynników chroniących, starając się, żeby w ogólnym bilansie te ostatnie przeważyły.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jogurt dobry dla sercowców

Osoby z nadciśnieniem tętniczym muszą szczególnie uważać na swoją dietę. Wiele wskazuje, że do warzyw, owoców, chudego mięsa oraz oliwy z oliwek powinny dodać jeszcze jogurt. Jego spożywanie znacznie zmniejsza ryzyko m.in. zawału.

Nadciśnienie tętnicze to główna przyczyna chorób serca i naczyń na świecie. Ocenia się, że cierpi na nie aż miliard ludzi. Pacjenci, u których odnotowano zbyt wysokie ciśnienie, powinni więc szczególnie dbać o swoje zdrowie, tak aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia jego groźnych powikłań.

Jednym z kluczowych elementów zapobiegania nadciśnieniu jest odpowiednia dieta. Lekarze z amerykańskiego Narodowego Instytutu Chorób Serca, Płuc i Układu Krwiotwórczego zalecają tzw. dietę DASH opartą na owocach, warzywach, orzechach, niskotłuszczowych produktach nabiałowych, wyrobach zawierającymi pełne ziarno czy daniach z drobiu.

Teraz, dzięki badaniom zespołu dr Lynn Moore z Boston University School of Medicine wiemy, że w przypadku produktów nabiałowych, osoby z nadciśnieniem, szczególnie powinny zadbać o obecność w swojej diecie jogurtów. Stanowią one niezależny czynnik zmniejszający ryzyko choroby sercowo-naczyniowej.

Wystarczą dwie porcje na tydzień

Już od pewnego czasu było wiadomo, że regularne spożywanie produktów mlecznych może mieć ochronne działanie na serce. Wyjątkową wartością badań zespołu dr Moore jest fakt, że objęły one swym zasięgiem bardzo dużą grupę pacjentów – prawie 56 tysięcy kobiet i blisko 18 tys. mężczyzn z nadciśnieniem. Ponadto, badania te trwały bardzo długo – 30 lat w przypadku kobiet i 24 lata w przypadku mężczyzn. (Rozpoczęły się odpowiednio w 1980 i 1986 roku.)

Na początku obserwacji osoby te miały nadciśnienie, ale nie doświadczyły zawału, udaru czy poważnego zwężenia naczyń krwionośnych. Warunkiem przystąpienia do badań było wypełnienie bardzo drobiazgowej ankiety dotyczące codziennej diety, nie tylko tego co, ale i jak często jest przez nie spożywane. Ankiety te były powtarzane w regularnych, kilkuletnich odstępach aż do 2006 roku. W trakcie trwania badań zbierano również informacje (z kwestionariuszy i z oficjalnych zapisów medycznych) na temat przebytych przez te osoby schorzeń sercowo – naczyniowych.

Okazało się, że spożywanie dwóch lub więcej porcji jogurtu (jedna porcja to oko 200 ml) tygodniowo, było związane z 30-procentowym zmniejszeniem ryzyka zawału u kobiet i 19-procentowym u mężczyzn. Z kolei w przypadku udaru, z ochronnego działania jogurtu bardziej korzystali panowie. Odnotowano u nich o 25 proc. niższe ryzyko tego zdarzenia. W przypadku pań było to zaledwie 6 proc.

Zamiłowanie do jogurtu przekładało się również u kobiet na 16 proc. mniejsze ryzyko zabiegu rewaskularyzacji, czyli operacyjnego poszerzenia i udrożnienia zwężonego naczynia krwionośnego. (To obecnie jeden z częstszych zabiegów przeprowadzonych w związku z chorobami sercowo-naczyniowymi.)

W obydwu grupach, uczestnicy spożywających co najmniej dwie porcje jogurtu tygodniowo, mieli o ok. 20 proc. zmniejszone ryzyko choroby wieńcowej lub udaru.

Dieta na nadciśnienie naprawdę działa

W trakcie badań okazało się również, że najbardziej prozdrowotnie działa w połączeniu z konsumpcją jogurtu opisana na początku tekstu dieta DASH. Jeśli chodzi o mężczyzn, to taka kombinacja zmniejszała ryzyko zawału o 27 proc., a udaru aż o 37 proc.

– Podejrzewaliśmy, że długotrwałe spożywanie jogurtu może zmniejszać ryzyko problemów sercowo-naczyniowych, bo poprzednie badania na małych grupach wykazały korzystny efekt fermentowanych produktów mlecznych. Teraz mieliśmy bardzo dużą kohortę kobiet i mężczyzn z nadciśnieniem, których losy śledziliśmy nawet przez 30 lat. Wyniki naszych badań dostarczają nowych ważnych dowodów, że jogurt daje korzyści sam w sobie albo jako część diety obfitującej w owoce i warzywa oraz produkty pełnoziarniste – mówi Justin Buendia z Boston University School of Medicine, jeden z autorów badań.

Dieta DASH:
– Codziennie należy spożywać określoną liczbę porcji z różnych grup produktów.
– Nie więcej, niż 27 proc. kalorii w diecie powinno pochodzić z tłuszczu i to głównie pochodzenia roślinnego.
– Zalecane jest spożywanie chudego lub beztłuszczowego nabiału.
– Należy ograniczyć ilość spożywanego mięsa oraz jego przetworów. Najlepiej wybierać chude, białe mięso bez tłuszczu, nie smażone.
– Powinno się zwiększyć udział warzyw i owoców w diecie (do 4—5 porcji dziennie).
– Należy jeść orzechy i migdały.
– W przypadku produktów zbożowych: wybierać produkty pełnoziarniste.
– Ograniczyć udział w diecie cukrów prostych, czyli np. słodzonych napojów, słodyczy.
– Obniżyć spożycie sodu w diecie, najlepiej do 4g czyli 2/3 łyżeczki soli kuchennej dziennie.

Może więc warto zmienić swoja dietę na wiosnę? Jeśli mamy nadciśnienie, nasze serce może na tym bardzo skorzystać.

Źródło: Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Czy włosy zawsze muszą wypadać?

To FAKT. Dopiero utrata ponad 100 włosów dziennie jest niepokojącym objawem. Ich wypadanie jest związane z naturalną wymianą włosów i wynika z faz cyklu ich wzrostu. Cykl wzrostu włosów trwa ok. 2-3 miesięcy.

Przyczyny ich wypadania mogą być różne. Może to być efekt przyczyn zewnętrznych takich jak: stosowania farb czy płynów do trwałej ondulacji.

Na nadmierny wzrost wypadania włosów mogą mieć także wpływ czynniki psychogenne takie jak stres czy nerwice.

Włosy mogą także wypadać intensywniej, gdy dojdzie do toksycznego zatrucia, np. talem, arsenem czy rtęcią.

Nadmierne wypadanie włosów może być związane z chorobami ogólnoustrojowymi, np. niedokrwistością z powodu niedoboru żelaza, niedożywieniem oraz niedoborem białka, aminokwasów lub brakiem niektórych metali śladowych (np. cynku). Włosy mogą też nadmiernie wypadać w toczniu rumieniowatym układowym, ale także nadczynności i niedoczynności tarczycy.

Więcej włosów może nam wypadać z powodu przyjmowania leków cytostatycznych, immunosupresyjnych, przeciwtarczycowych oraz witaminy A, beta-blokerów.

Należy także wspomnieć o „fizjologicznym” wypadaniu włosów u kobiet po porodach czy w okresie menopauzy. Spowodowane są one zaburzeniami gospodarki hormonalnej.

Przyczyny nadmiernego wypadania włosów mogą być różne, ale tego zjawiska nie należy bagatelizować. Warto skonsultować się z lekarzem, który na podstawie wywiadu, obrazu klinicznego zleci odpowiednie badania i zaproponuje ewentualne leczenie.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Choroba wysokościowa i ślepota śnieżna.

Góry wysokie choć niebezpieczne i często zdradzieckie, od wieków przyciągają swoim pięknem i niepowtarzalnością wspinaczy żądnych wrażeń. Dla wielu osób górskie wyprawy to świetna odskocznia od codzienności lub wręcz sposób na życie, który pomaga odnaleźć im wewnętrzny spokój, czy też zmierzyć się z własnymi słabościami. Należy jednak pamiętać, że zdobywanie szczytów górskich wiąże się z wieloma wyzwaniami i niebezpieczeństwami. Nawet doświadczone osoby nierzadko zostają pokonane w drodze do upragnionego celu. Z jakimi zatem zagrożeniami muszą się zmierzyć osoby, które wybierają tak niezwykle ciężkie do zdobycia góry najwyższe?

 

Wspinacze, którzy obrali sobie za cel zdobycie najwyższych i najbardziej nieprzychylnych gór świata muszą liczyć się z ekstremalnie niskimi temperaturami, powodującymi szybkie wychłodzenie i odmrożenia, gwałtownymi zmianami pogody, lawinami śnieżnymi, bardzo stromymi i ciężkimi podejściami, narażeniem na ślepotę śnieżną oraz zmniejszającą się ilością tlenu w powietrzu, grożącą poważną w swoich skutkach chorobą wysokościową.

 

Co to jest choroba wysokościowa?

 

Choroba wysokościowa (choroba wysokogórska, AMS) to zespół objawów, które powstają na skutek nieprzystosowania się organizmu człowieka do warunków panujących na dużych wysokościach. Powodem pogarszającego się samopoczucia himalaisty podczas wspinaczki jest zmniejszająca się z każdym zdobytym metrem zawartość tlenu w powietrzu oraz coraz niższe ciśnienie. Pierwsze symptomy choroby wysokogórskiej u osób szczególnie wrażliwych mogą pojawić się już na wysokości powyżej 2 500 m n.p.m., z kolei powyżej 5000 m n.p.m. oznaki AMS dotkną prawie każdego. Osoba, która w porę nie zaaklimatyzuje się do szybko zmieniających się warunków otoczenia może doświadczyć szeregu przykrych objawów, z których najpoważniejsze to obrzęk mózgu i płuc.

Do najczęstszych objawów choroby wysokościowej zalicza się:

– bóle głowy

– nudności

– szybkie bicie serca

– duszności

– brak apetytu

– zmęczenie

– apatię

– obrzęk twarzy, dłoni i stóp

– zakłócenia koordynacji

– trudność w zebraniu myśli

– halucynacje (omamy wzrokowe).

Choroba wysokościowa rozwija się u każdego indywidualnie. To, czy dolegliwości będą natężone i gwałtowne zależy m.in. od wrażliwości osobniczej oraz ogólnego stanu zdrowia alpinisty. Kluczowe jest tutaj również przestrzeganie kilku fundamentalnych zasad podczas wyprawy. Po pierwsze należy stopniowo zdobywać wysokości, co pozwoli organizmowi prawidłowo zaaklimatyzować się do nowych warunków. Najbardziej wskazane jest pokonywane nie więcej niż 300-600 m różnicy poziomów w ciągu dnia. W myśl zasady „wspinaj się wysoko, śpi nisko”, aby maksymalnie zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia AMS zalecana się wchodzić wyżej w ciągu dnia i schodzić na noc na niższą wysokość. Innymi słowy powolna wspinaczka jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem dla osoby przebywającej na dużej wysokości.

Po drugie konieczne jest stałe uzupełnianie niedoborów energetycznych. W tym celu stosuje się dietę wysokowęglowodanową, która w szybki sposób uzupełnia utraconą energię. Poza tym należy pić dużo płynów, aby stale nawadniać organizm i nie doprowadzić do odwodnienia. Jeśli jednak wystąpi już skrajny objaw choroby wysokogórskiej, czyli obrzęk płuc i mózgu to według wytycznych należy wtedy ograniczyć przyjmowanie zbyt dużej ilości płynów.

Kluczowe jest również unikanie do czasu prawidłowej aklimatyzacji niepotrzebnego i nadmiernie intensywnego wysiłku. Zaleca się stopniowo budować formę, bez zbędnego forsowania organizmu.

 

Co zrobić jednak w sytuacji kiedy wystąpią pierwsze objawy choroby wysokogórskiej?

 

Jeśli symptomy nie są zbytnio nasilone to można przeczekać chorobę pozostając na tej samej wysokości. W przypadku jednak, gdy objawy nie ustępują lub co gorsza nasilają się należy niezwłocznie zejść na niższy poziom. Na rynku farmaceutycznym dostępne są również różnego rodzaju leki ograniczające rozwój AMS, stosowane zwłaszcza w przypadku objawów obrzęku mózgu  (deksametazon), dlatego podczas wyprawy konieczne jest posiadanie ich w swoim ekwipunku, aby w razie konieczności sięgnąć po nie. Powszechne wśród wspinaczy stosuje się też popularną aspirynę, która rozrzedza krew i tym samym ułatwia oddychanie. Jednak regularne stosowanie jej ma swoje minusy. Przede wszystkim należy brać pod uwagę, że podczas zranienia, o które nie ciężko podczas wyprawy górskiej mogą pojawić się trudności z zahamowaniem powstałego krwotoku.

 

Co to jest ślepota śnieżna?

 

W górach szczególnie tych wysokich wspinacze narażeni są na wystąpienie tzw. ślepoty śnieżnej, czyli ostrego zapalenia spojówek i nabłonka rogówki wywołanego ekspozycją na promieniowanie UV. Na dużych wysokościach promieniowanie ultrafioletowe jest kilkakrotnie bardziej intensywne niż na poziome morza. Dzieje się tak z powodu sporego rozrzedzenia atmosfery i nikłego przefiltrowywania promieni słonecznych. Dodatkowo efekt ten jest spotęgowany poprzez odbijanie się światła od zalegającego na szczytach górskich śniegu. Zatem jak uchronić się przed ślepotą śnieżną? Przede wszystkim koniecznej jest stałe noszenie okularów lub gogli przeciwsłonecznych z wysokim filtrem UV. Ochronne okulary należy nosić zarówno w dni słoneczne, jak i pochmurne. Taka profilaktyka jest niezbędna, aby uniknąć przykrych objawów ślepoty śnieżnej, które pojawiają się w ciągu 4-12 godzin od momentu oparzenia. Do charakterystycznych symptomów należą:

– ból oczu, nasilający się podczas ruchu gałek ocznych

– światłowstręt z towarzyszącym bólem głowy

– uczucie piasku w oku

– łzawienie

– opuchnięcie powiek

 

W przebiegu ślepoty śnieżnej może dojść do tymczasowej utraty wzroku, która na szczęście po wdrożeniu odpowiedniego leczenia po kilku dniach ustępuje.

Leczenie ślepoty górskiej w głównej mierze polega na zapewnieniu osobie cierpiącej na tą dolegliwość odpoczynku w ciemnym pomieszczeniu, aby maksymalnie ograniczyć ekspozycję na promieniowanie UV. Podczas rekonwalescencji doraźnie stosuje się leki przeciwbólowe i krople do oczu przyspieszające regenerację struktury oka. Całkowite wyleczenie ze ślepoty śnieżnej zajmuje od trzech do czterech dni.

 

Podsumowując warto wiedzieć jakie obiektywne zagrożenia czyhają na tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z górami najwyższymi.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Wiemy, dlaczego tyjemy na zimę

Komórki tłuszczowe kurczą się pod wpływem promieni słonecznych, co tłumaczy dlaczego chudniemy latem, a tyjemy zimą.

Styczeń, kilka tygodni po świętach. Wciąż stajemy na wadze, by sprawdzić, czy udało się już spalić odłożone w zeszłym roku na biodrach pierogi, serniki i makowce. Wiele wskazuje na to, że niekoniecznie szybko uda się to zrobić, przynajmniej do czasu, kiedy nie będzie więcej słońca. Dowodzą tego odkrycia zespołu prof. Petera Lighta z kanadyjskiego University od Alberta.

Zagadkę zimowego tycia odkryli przez przypadek

Odkrycia dokonane – przez przypadek – w trakcie prac bioinżynieryjnych mających na celu stworzenie komórek tłuszczowych produkujących insulinę w odpowiedzi na ekspozycje na światło słoneczne. Prace te były związane z leczeniem cukrzycy typu I.

– To było przypadkowe odkrycie. Zauważyliśmy w ludzkich tkankach niespotykaną reakcję na nasze działania. Ponieważ nie znaleźliśmy nic na ten temat w literaturze, wiedzieliśmy, że należy dalej ją badać – mówi prof. Light.

Okazało się, że komórki tłuszczowe wystawione na działanie promieni słonecznych się kurczą. – Kiedy niebieskie światło słoneczne – promieniowanie, które jesteśmy w stanie dostrzec – penetruje naszą skórę i sięga komórek tłuszczowych położonych tuż pod nią, kropelki tłuszczu zmniejszają się i są uwalniane z komórki tłuszczowej. Innymi słowy, nasze komórki, gdy jest za mało słońca, nie przechowują zbyt dużo tłuszczu – mówi prof. Light.

Według uczonego brak wystarczającej ilości światła słonecznego w trakcie zimowych miesięcy może być jedną z przyczyn, dla których tyjemy zimą. Zwłaszcza w jego rodzinnej Kanadzie, gdzie z powodu dość chłodnego i wilgotnego klimatu często brakuje słońca.

Utrata kilogramów przez wylegiwanie się na słońcu?

Prof. Light przestrzega jednak, że okrycia jego zespołu to wstępne obserwacje i wylegiwanie się na słońcu nie jest rekomendowanym sposobem na utratę zbędnych kilogramów. – Nie mamy pojęcia jak intensywne powinno być światło, by ten mechanizm się uaktywnił, ani  nie wiemy jak długo ma trwać naświetlanie – tłumaczy uczony.

Zaskakujące zjawisko odkryte przez jego zespół może być związane z działaniem zegara biologicznego. Nie od dziś wiadomo, że niebieskie światło wpływa na wzorce snu i czuwania. Za dużo tego światła, zwłaszcza jeśli jest emitowane przez urządzenia elektroniczne wieczorem, uniemożliwia zasypianie. Niewykluczone więc, że reagują na takie światło zarówno nasze oczy, jak i komórki tłuszczowe znajdujące się tuż pod skórą. W zależności od sezonu mogłyby one gromadzić i uwalniać tłuszcz w odpowiedzi na światło.

Tłuszcz zgromadzony pod skórą tworzy warstwę izolującą nas od zimna. Jest więc on nam potrzebny w trakcie zimowych miesięcy, kiedy temperatura spada grubo poniżej zera. Mechanizm zaobserwowany przez Kanadyjczyków dobrze więc tłumaczy nasze sezonowe wahania wagi, jak i fakt, że w trakcie wakacji zazwyczaj chudniemy. Oczywiście, część z tego to niewątpliwie zaleta większej ilości ruchu, ale i słońce ma zapewne w tym swój udział.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Ostrzeżenie publiczne – obecność bakterii w wodzie.

W wodach mineralnych stwierdzono obecność bakterii z grupy coli oraz paciorkowców kałowych. Inspekcja sanitarna wycofała …

Sen: co za dużo, to niezdrowo

Spanie dłużej niż osiem godzin może się okazać szkodliwe dla zdrowia. Im dłużej śpimy, tym bardziej narażamy się …

Jak zachować się w czasie burzy i pomóc osobie rażonej piorunem

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed burzami. Sprawdź, czy wiesz, jak się zachować w czasie burzy i co robić, …