Tag: Covid-19

Postpandemiczna rzeczywistość dzieci i nastolatków

Separacja od rówieśników, trudności w adaptacji do nauki zdalnej, poczucie osamotnienia i zagubienie spowodowały, że ostatnie 1,5 roku było szczególnie obciążającym psychicznie okresem dla dzieci i młodzieży. Psychologowie podkreślają, że u wielu małych pacjentów pojawiły się stany lękowe, ataki paniki oraz objawy klinicznej depresji z myślami samobójczymi. W jaki sposób wesprzeć dziecko w tym trudnym czasie?
Do tego, w jak bardzo dużym stopniu pandemia COVID-19 odcisnęła piętno na psychice wielu z nas, nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać. O ile jednak dorośli mają narzędzia umożliwiające podjęcie próby poradzenia sobie z lękiem – o tyle dzieciom w takiej sytuacji jest znacznie ciężej. Bliskość rodzica, zrozumienie i szczera komunikacja to kluczowe aspekty, które w dużej mierze mogą pomóc młodemu człowiekowi uporać się z trudnościami. Jak zauważa Diana Wyrębek-Walters, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, Grupa LUX MED, w okresie wzmożonego napięcia, strachu i poczucia osamotnienia, dziecko najbardziej potrzebuje świadomości, że może się zwrócić do mamy lub taty z każdym problemem. A rolą rodzica jest w tej sytuacji bezwzględne wsparcie, wyrozumiałość i dbałość o to, by czuło się ono w domu bezpiecznie. 
Doświadczanie strachu, począwszy od najmłodszych lat, jest całkowicie naturalnym stanem w rozwoju każdego człowieka. W procesie poznawania świata oraz nauki reagowania na przeróżne trudności, z którymi przychodzi nam się mierzyć na co dzień, uczymy się, jak stawiać czoła lękowi. Jednak kiedy utrzymuje się on dłuższy czas i zaczyna mieć zbyt duży wpływ na codzienne funkcjonowanie, może to być sygnał, że mamy do czynienia z zaburzeniami lękowymi. A warto wspomnieć, że w przypadku dzieci i młodzieży są to najczęstsze zaburzenia psychiczne. Jeśli rodzic podejrzewa, że jego dziecko zmaga się z takimi problemami, powinien skonsultować je z psychologiem lub psychiatrą w celu rozpoznania i ewentualnego rozpoczęcia leczenia. 
Na forach internetowych i w grupach na portalach społecznościowych rodzice wymieniają się doświadczeniami i spostrzeżeniami co do zmiany w zachowaniu ich dzieci na przestrzeni ostatnich miesięcy. Za głównego winowajcę wskazują pandemię, związaną z nią izolację, ograniczenie bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami i konieczność rezygnacji z wielu aktywności, choćby sportowych czy kulturalnych.  
Postpandemiczne nastroje 
Stan psychiczny dzieci i nastolatków na przestrzeni ostatniego 1,5 roku bardzo się zmienił. W jednej chwili straciły one możliwość realizowania potrzeb społecznych, które w ich wieku są niezwykle istotne. Do psychologów coraz częściej zgłaszają się rodzice, którzy proszą o wsparcie i pomoc, ponieważ widzą, jak ich dziecko rezygnuje z wszelkich aktywności, zamyka się w pokoju i jest ciągle smutne. Słowem: gaśnie w oczach.
Faktycznie, skala zgłaszanych kłopotów ze snem dziecka, przypadków przewlekle utrzymującego się stanu smutku i przygnębienia, depresji i różnego rodzaju zaburzeń lękowych jest zatrważająca. Dlatego rola rodzica jest tu niezastąpiona. Warto mieć zdrową kontrolę nad tym, co dziecko robi w wolnych chwilach lub z kim kontaktuje się w sieci. Okazywanie mu swojego zainteresowania pomaga przełamać blokadę, która powstała na skutek przeżywania tak silnych i skrajnych emocji. Zawsze powtarzam i uczulam rodziców, że słowem klucz w tak delikatnych sytuacjach jest uważność – podkreśla Diana Wyrębek-Walters, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, Grupa LUX MED.  
Na co zwracać uwagę?
Rodzic, pomimo dobrych chęci, nie zawsze jest w stanie wychwycić pierwsze sygnały mogące świadczyć o problemach ze zdrowiem psychicznym dziecka. Nie muszą to być od razu diametralne zmiany, jak przypadki autoagresji i samookaleczania się, ale podstawowe kwestie. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy dziecko dobrze śpi, czy ma apetyt, czy dba o higienę, czy potrafi cieszyć się i przeżywać radość? Jeśli dziecko nagle wycofuje się z życia rodzinnego, zamyka w pokoju częściej niż zwykle, zaczyna miewać problemy z nauką, unika kontaktu z domownikami i rówieśnikami, to mogą być to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Należy zwrócić uwagę na to, czy jego zainteresowania nie uległy gwałtownej zmianie lub czy nie porzuca ono wszelkich swoich aktywności na rzecz przebywania wyłącznie w wirtualnym świecie.
Przede wszystkim jednak, każdy rodzic w pierwszej kolejności powinien kłaść nacisk na szczerą rozmowę z dzieckiem i wyrozumiałość względem niego, a w razie zaobserwowania niepokojących sygnałów, niezwłocznie skonsultować się ze specjalistą. W takich sytuacjach bowiem nie należy zwlekać, a tym bardziej nie należy mieć mylnej nadziei, że jest to jedynie chwilowy kryzys. Właściwa i szybka reakcja ma tu ogromne znaczenie dla zdrowia i życia dziecka.
Źródło: Materiał prasowy
Fot. www.pixabay.com

Jak przygotować się do szczepienia przeciw COVID-19

Przed szczepieniem warto dobrze się wyspać, zjeść pożywny posiłek i ograniczyć spożycie alkoholu. Na co jeszcze powinniśmy zwrócić uwagę, żeby optymalnie przygotować się do szczepienia? Sprawdź, co radzą w tej kwestii eksperci.

Dzięki szczepieniu możemy uniknąć zachorowania na COVID-19, jego poważnych konsekwencji i długoterminowych powikłań. Nawet jeśli po zaszczepieniu mimo wszystko zachorujemy, to jednak przebieg choroby będzie wtedy łagodniejszy.

Eksperci podkreślają, że warto zaszczepić się nawet jeśli chorowaliśmy już na COVID-19. Odporność po szczepieniu jest bowiem silniejsza i trwa dłużej niż ta wywołana naturalną infekcją.

Według CDC (Center for Disease Control and Prevention) i PHE (Public Health England) przebycie COVID-19 nie jest przeciwwskazaniem do szczepień. Z kolei Rada Medyczna rekomenduje, aby osoby, które przeszły już COVID -19 przyjęły jedną dawkę szczepionki po upływie 6 miesięcy od dnia uzyskania wyniku testu potwierdzającego zakażenie.

Tuż przed szczepieniem

„W dniu szczepienia trzeba się zachowywać tak, jak zwykle, czyli zjeść posiłek (najlepiej lekki) i przyjąć leki, które się codziennie przyjmuje. Seniorzy czasem przychodzą do lekarza na czczo i nie zażywają leków „na wszelki wypadek”. W przypadku wizyty związanej ze szczepieniem jest to szczególnie niewskazane. Może bowiem dojść do zmiany ciśnienia lub zasłabnięcia, nie w efekcie podania szczepionki, tylko z powodu hipoglikemii” – mówi lekarka rodzinna Agata Sławin z Porozumienia Zielonogórskiego.

Specjaliści zwracają uwagę, że dla niektórych osób przyjście na szczepienie w nowe miejsce, na określoną godzinę, a także oczekiwanie na szczepienie, wiąże się z silnymi emocjami i często skutkuje wzrostem ciśnienia.

„Nieprzyjęcie codziennych leków obniżających ciśnienie i ten dodatkowy stres skutkuje często takim wzrostem, że trzeba poczekać na jego obniżenie, aby bezpiecznie przyjąć szczepionkę” – mówi prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji UMB.
Ponadto, wybierając się na szczepienie warto ubrać się tak, aby łatwo było odsłonić górną część ramienia. Nie zakładajmy więc tego dnia koszul zapinanych na wiele guzików, czy obcisłych bluzek lub swetrów. Przy odpowiednim stroju wystarczy odsłonić ramię bez zdejmowania ubrania.

W punkcie szczepień warto pojawić się punktualnie, najlepiej z wypełnionym już kwestionariuszem kwalifikacyjnym (można go znaleźć na stronie gov.pl).

„Ankieta składa się z kilkunastu pytań, dlatego warto wypełnić ją spokojnie w domu i przynieść gotową do przychodni, ale jeśli nie ma takiej możliwości, to kwestionariusz dostaniemy w na miejscu” – informuje lekarka.

Trzeba zatem zabrać również ze sobą okulary do czytania, jeśli ktoś takich potrzebuje, a także dowód osobisty i długopis.

Uwaga! Zabierz na szczepienie ze sobą również listę leków, które przyjmujesz.

Szczepionka przeciw COVID-19 aplikowana jest domięśniowo, najczęściej w mięsień naramienny. Podawane są z reguły dwie dawki szczepionki (0,3 lub 0,5 ml każda) w odstępie co najmniej 21 dni.

Uwaga! Zapisujemy się na daną szczepionkę, więc w punkcie szczepień nie można już tego zmienić, chyba, że lekarz kwalifikujący do szczepienia podejmie taką decyzję i zmieni nasz termin oraz szczepionkę.

O czym musisz koniecznie powiedzieć lekarzowi przed szczepieniem:

  • że miałeś ciężką reakcję alergiczną lub zaburzenia oddychania po jakimkolwiek szczepieniu, pokarmie, ukłuciu owada, leku czy substancji chemicznej,
  • że miałeś incydenty zatorowo-zakrzepowe (np. udar, zakrzepica kończyn dolnych),
  • że masz problemy z krzepnięciem krwi, łatwo tworzą się u ciebie siniaki lub przyjmujesz profilaktycznie leki przeciwzakrzepowe (np. Acard, Xarelto, Pradaxa, Eliquis) – to nie przeszkadza w szczepieniu, ale trzeba poinformować o tym lekarza,
  • że choroba przewlekła, na którą chorujesz, jest w tej chwili w fazie zaostrzenia (problemem jest szczególnie zaostrzenie astmy, RZS czy łuszczycy, ze względu na konieczność zwiększenia leków supresyjnych – sterydów),
  • że masz osłabiony układ immunologiczny w wyniku choroby, takiej jak np. zakażenie wirusem HIV, przyjmujesz leki z powodu choroby nowotworowej, chorób z autoagresji jak RZS (Metorexat) lub innych zaburzeń odporności.

Co cię czeka po szczepieniu

Po przyjęciu szczepionki trzeba poczekać na miejscu 15 minut dla własnego bezpieczeństwa, by w razie pojawienia się niepożądanych reakcji szybko uzyskać pomoc.  Jeśli nic się nie dzieje, to można wrócić do domu.

„Tego dnia odpoczywamy. Nie planujmy żadnych prac związanych z wysiłkiem. Możemy czuć się normalnie, ale trzeba się liczyć z tym, że nasz organizm zareaguje na szczepionkę. Najczęściej obserwowany jest ból ręki, w którą wykonano zastrzyk – dlatego ważne jest, by podano go w rękę mniej używaną. Inne dość częste dolegliwości po szczepieniu to dyskomfort, bóle mięśni, stan podgorączkowy. Nie panikujemy, jeśli takie objawy się pojawią należy wziąć paracetamol lub ibuprofen i poczekajmy 1-2 dni, bo w tym czasie zwykle objawy znikają. Jeśli jednak gorączka będzie wysoka, a dolegliwości będą się nasilały, trzeba skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym” – mówi Agata  Sławin.

Choć można spodziewać się przejściowych działań niepożądanych, przed otrzymaniem szczepionki nie należy profilaktycznie przyjmować jakichkolwiek leków. Warto w tym miejscu wyjaśnić także wyjaśnić wątpliwości, które pojawiły się jakiś czas temu w odniesieniu do ibuprofenu.

„Chciałbym podkreślić, że doniesienia jakoby ibuprofen pogarszał przebieg choroby COVID-19 zostały zdementowane przez Światową Organizację Zdrowia i Europejską Agencję Leków” – mówi prof. Ernest Kuchar, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

Objawy niepożądane, jakie mogą się pojawić po szczepieniu:

  • ból i/lub obrzęk i /lub zaczerwienienie w miejscu ukłucia
  • złe samopoczucie, osłabienie
  • ból głowy, zawroty
  • bóle mięśniowo-stawowe
  • dreszcze, gorączka
  • powiększenie węzłów chłonnych
  • odczyny alergiczne.

To może, ale nie musi się zdarzyć, ale lepiej wziąć to pod uwagę, bo być może będziesz potrzebować jeden, dwa dni na odpoczynek.

Ostrożnie między szczepionkami

Pamiętaj, że szczepionka może nie zapewniać pełnej ochrony przed upływem co najmniej 7 (Pfizer) – 14 (Moderna i AstraZeneca) dni od otrzymania drugiej dawki.

„Odporność zaczyna się wytwarzać już od chwili podania szczepionki i stopniowo rośnie, ale dość wolno. Dopiero około 3. tygodnia zbliża się do wartości pożądanych. Warto pamiętać, że mimo podania pierwszej dawki, w ciągu tygodnia lub dwóch od szczepienia może zdarzyć się zakażenie wirusem” – ostrzega prof. Zajkowska.

Dlatego specjaliści apelują, aby zaraz po szczepieniu nie organizować spotkań rodzinnych i towarzyskich.

„Żeby babcia lub dziadek byli bezpieczni, musi upłynąć jeszcze trochę czasu. Częściową (50-procentową) odporność nabywa się średnio po 12 dniach, ale u starszych osób trwa to zwykle dłużej, bo z wiekiem układ odpornościowy pracuje mniej sprawnie i potrzebuje więcej czasu do produkcji przeciwciał. Na rodzinne imprezy z dziadkami najlepiej poczekać do tygodnia po drugiej dawce” – mówi Agata Sławin.

Dostępne dziś szczepionki zapewniają odporność przeciwko występującym obecnie w Polsce różnym wariantom wirusa. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że wirus jest stale transmitowany miedzy ludźmi i tworzy kolejne warianty, obecny jest także w rezerwuarze zwierzęcym.

„Czy będzie zagrożeniem w następnych latach? Czy nasza odporność wystarczy? Na to pytanie dziś trudno opowiedzieć. W niektórych krajach rozważa się podanie trzeciej dawki, a naukowcy pracują nad szczepionkami mozaikowymi czy wielowariantowymi, które skutecznie chroniłyby nas przed nowymi wariantami koronawirusa” – podsumowuje prof. Zajkowska.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Nowe warianty koronawirusa – co warto o nich wiedzieć

Czy szybko rozprzestrzeniający się w Polsce wariant brytyjski wirusa SARS-CoV-2 rzeczywiście jest dużo bardziej zakaźny i groźny dla zdrowia niż jego podstawowa wersja? Jak można się przed nim skutecznie chronić? Sprawdź, co naukowcy wiedzą już na temat tego oraz innych, budzących największe obawy nowych wariantów koronawirusa.

– Wariant brytyjski B.1.1.7, południowoafrykański B.1.351 i brazylijski P.1 wirusa SARS-CoV-2 uznawane są obecnie za tzw. warianty alarmowe (variants of concern). Trwa dyskusja, czy niektóre z kolejnych, wykrytych w USA wariantów, np. kalifornijski lub nowojorski, także należy zaliczyć do tego grona. To określenie stosuje się, gdy dana wersja wirusa, kumulująca określone mutacje, może być bardziej zakaźna, mieć wpływ na kliniczny przebieg infekcji, zwiększać ryzyko reinfekcji lub znosić do pewnego stopnia skuteczność opracowanych szczepionek. Jeżeli istnieje podejrzenie, że przynajmniej jeden z tych warunków jest spełniany przez dany wariant to zyskuje on status alarmowego i podlega intensywnym badaniom, zarówno epidemiologicznym, molekularnym, jak i eksperymentalnym – mówi dr hab. Piotr Rzymski, biolog medyczny z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Według eksperta świat nauki dysponuje już znaczącą ilością danych dotyczących wspomnianych trzech wariantów.

– Z obserwacji epidemiologicznych wiemy, że wariant brytyjski jest bardziej transmisyjny, przynajmniej o około 30 proc. Wiemy też, że ta zakaźność jest u niego wyższa, m.in. dlatego, że posiada on mutację N501Y w genie kodującym białko kolca, która umożliwia temu białku bardziej ścisłe przyleganie do receptora na powierzchni komórek człowieka. Prawdopodobnie dzięki temu potrzeba niższej dawki infekcyjnej (mniejszej liczby cząstek wirusa), aby do zakażenia doszło. Potwierdza się to wszędzie tam, gdzie pojawia się wariant brytyjski – szybko się rozprzestrzenia i zaczyna dominować. Podobnie dzieje się w Polsce – tłumaczy dr hab. Piotr Rzymski.

Wariant brytyjski a przebieg Covid-19 i ryzyko zgonu

Biolog zaznacza jednak, że wciąż nie ma pewności co do tego, czy i jak wariant brytyjski wpływa na przebieg kliniczny zakażenia.

– Dane na ten temat wciąż nie są jednoznaczne. Niedawno ukazała się analiza w British Medical Journal, z której wynika, że zakażenie wariantem brytyjskim może potencjalnie wiązać się ze znacząco wyższym ryzykiem zgonu, w porównaniu do wcześniej występujących wariantów. Stwierdzono jednak, że ta różnica w śmiertelności, wynosząca 64 proc., występuje dopiero po upływie dwóch tygodni od zachorowania, czyli we wcześniejszym okresie choroby, przez pierwsze dwa tygodnie od momentu pojawienia się pierwszych objawów zakażenia, istotnych różnic pod tym względem nie ma. Obserwacja ta wymaga dalszych pogłębionych badań, m.in. w kierunku ustalenia przyczyn wyższej śmiertelności – mówi dr hab. Piotr Rzymski.

Wciąż nie ma bowiem pewności, czy wyższa śmiertelność, o ile rzeczywiście mamy z nią do czynienia, wynika np. z tego, że wariant brytyjski szybciej się namnaża i doprowadza do wyższego poziomu wiremii, czy też może raczej dlatego, że istotnie zwiększa ryzyko wystąpienia incydentów zatorowo-zakrzepowych, które są bardzo groźnym powikłaniem i jak wiadomo nierzadko występują w przebiegu Covid-19. Być może jednak przyczyna tego jest jeszcze inna.

– Ponieważ dane o wyższej śmiertelności powodowanej przez wariant brytyjski pochodzą na razie tylko z badań obserwacyjnych, to powinny stać się one podstawą do przeprowadzenia m.in. specjalnie zaplanowanych badań eksperymentalnych, które potwierdziłyby ich wyniki. Chodzi o testy, w których zwierzęta wrażliwe na koronawirusa, np. fretki, byłyby zakażane wariantem brytyjskim i wcześniejszymi wariantami niealarmowymi, aby sprawdzić, czy rzeczywiście występują istotne różnice w śmiertelności oraz czym one są spowodowane, m.in. na podstawie badań histopatologicznych i biochemicznych. Na podstawie samych tylko obserwacji epidemiologicznych trudno uznać otrzymane wyniki dotyczące różnic w śmiertelności, ale także i zakaźności za ostateczne i wiążące. Mogły bowiem w tych badaniach wystąpić zmienne tzw. wikłające, nie uwzględnione w badaniu, które istotnie wpłynęły na końcowy wynik. Do ustalenia jakiejś definitywnej konkluzji w tym zakresie potrzebne są również wyniki podobnych badań obserwacyjnych z innych krajów. Na ich wyniki niecierpliwie czekamy – podkreśla naukowiec.

Wariant brytyjski a szczepienia i DDM

Na bazie aktualnego stanu wiedzy o wariancie brytyjskim wiadomo już, że nie można go lekceważyć, jednak naukowcy mają też na jego temat i dobre wiadomości.

– Nie panikujmy, ale niech każdy z nas zrobi, co może, by utrudnić mu rozprzestrzenianie się. Z obserwacji w Wielkiej Brytanii wiemy, że rozwiązanie ostateczne w postaci lockdownu, zmniejsza jego transmisyjność. Ostatecznie i tak powinniśmy go pokonać, bo wszystkie autoryzowane w Unii Europejskiej szczepionki przeciw Covid-19 zachowują wysoki stopień skuteczności wobec niego. Trzeba po prostu wyszczepić odpowiedni wysoki poziom populacji – mówi dr hab. Piotr Rzymski.

– Praktyka wskazuje, że szybkość rozprzestrzeniania się koronawirusa w danym regionie, niezależnie od jego wariantu, w największym stopniu nadal zależy od dwóch rzeczy, które są od nas zależne, a więc tzw. ruchliwości społecznej oraz stosowania się do podstawowych zasad profilaktyki przeciwzakaźnej (DDMW), w tym zwłaszcza noszenia maseczek. Zatem doniesienia o potencjalnej, większej zakaźności tego czy innego wariantu nie zmieniają sposobu obrony przed zakażaniem i związanych z tym ogólnych zaleceń dla społeczeństwa. Tak naprawdę więc my sami najbardziej wpływamy na to, że jakiś nowy wariant zawleczony do Polski zaczyna u nas dominować – dodaje prof. Włodzimierz Gut z Zakładu Wirusologii NIZP-PZH.

Na razie w Polsce trudno jest precyzyjnie określić udział wariantu brytyjskiego w ogólnej liczbie zakażeń, gdyż dopiero rozwijana jest sieć monitorowania wariantów. Jednak wszystko wskazuje na to, że odpowiada on już za ponad połowę zakażeń w naszym kraju.
Warianty koronawirusa z innych kontynentów

– Wariant południowoafrykański został stwierdzony w Polsce w lutym tego roku. Wariant brazylijski nie został u nas jeszcze stwierdzony, ale do Europy dotarł. Ten pierwszy budzi niepokój m.in. dlatego, że potrafi do pewnego stopnia znosić działanie przeciwciał neutralizujących wirusa, zarówno u ozdrowieńców, jak i osób zaszczepionych. Stwierdzono jednak, że lepiej pod tym względem wypadają osoby zaszczepione, u których siła działania przeciwciał neutralizujących obniża się w znacznie mniejszym stopniu – informuje dr hab. Piotr Rzymski.

Biolog wyjaśnia, że wariant południowoafrykański, podobnie jak brazylijski, jest nosicielem m.in. mutacji L484K, zaliczanej do tzw. mutacji ucieczki, ponieważ umożliwia ona wirusowi częściowe
omijanie oddziaływania przeciwciał neutralizujących, które atakują jego białko S, za pomocą którego zakaża on ludzkie komórki.

– W efekcie, wspomnianym wariantom łatwiej jest pokonać pierwszą linię obrony jaką stawia wirusowi nasz układ immunologiczny. Warto jednak pamiętać, że działanie swoistej odpowiedzi układu odporności nie opiera się tylko o przeciwciała neutralizujące. Po pierwsze są przeciwciała nieneutralizujące, które choć nie uniemożliwiają wirusowi zakażenia komórki, to odgrywają rolę w takich mechanizmach, jak zależna od przeciwciał cytotoksyczność i fagocytoza. Po drugie, jest jeszcze odpowiedź komórkowa. Zatem nawet jeżeli wirus zdoła ominąć działanie przeciwciał i zakazić komórkę, to zostaną one przez układ immunologiczny zidentyfikowane i zniszczone, m.in. przez cytotoksyczne limfocyty. Nie ma żadnych dowodów, by jakikolwiek wariant alarmowy koronawirusa, był w stanie skutecznie uciekać przed tym mechanizmem – zapewnia dr hab. Piotr Rzymski.

W związku z tym, nawet jeśli u osoby zaszczepionej czy ozdrowieńca dojdzie do infekcji lub reinfekcji z udziałem wariantu południowoafrykańskiego, to należy się spodziewać, że przebieg zakażenia będzie łagodny, a czas przeżycia wirusa w organizmie – krótszy.

– Możliwe, że taka infekcja w ogóle nie zostanie odnotowana, bo przypominać będzie przeziębienie. Żaden z wariantów alarmowych nie znosi więc sensu szczepień. Wręcz przeciwnie, to obecnie najskuteczniejsze narzędzie służące do zapobiegania ciężkiemu przebiegowi choroby, hospitalizacjom i zgonom z jej powodu. To jest właśnie obecny cel walki z pandemią. Wątpliwe natomiast, by udało się ludzkości całkowicie doprowadzić do eradykacji koronawirusa. Ale jeżeli już ma z nami zostać, to niech będzie klinicznie nieistotnym patogenem – podsumowuje dr hab. Piotr Rzymski.

Naukowiec zwraca jeszcze w tym kontekście uwagę na wstępne wyniki badań, które wskazują, że w przypadku ozdrowieńców, satysfakcjonujący poziom ochrony przed reinfekcją, również wariantem południowoafrykańskim, można uzyskać nawet przy zaszczepieniu ich tylko jedną dawką szczepionki. Jeśli zatem rezultaty tych obserwacji się potwierdzą, będzie to mieć duże praktyczne znaczenie dla walki z pandemią i gospodarowania zasobami szczepionek.

Mutacje w świecie wirusów to norma

– Warto wiedzieć, że na całym świecie naliczono już blisko 50 tys. mutacji nowego koronawirusa SARS-CoV-2. To normalny i spodziewany rozwój wypadków. Wirusy tak po prostu mają, że ciągle mutują, dzięki czemu mogą się rozwijać i rozprzestrzeniać. Dopóki jednak mutacje te nie zmieniają zasadniczo  budowy i sposobu działania tego wirusa, a dotychczasowe mutacje tego jakoś radykalnie nie zmieniły, to wirus w gruncie rzeczy pozostaje cały czas zbliżony do wersji podstawowej, dzięki czemu w mniejszym lub większym stopniu skuteczne są cały czas wobec tych nowych wariantów dotychczas opracowane szczepionki – dodaje prof. Włodzimierz Gut.

Wirusolog podkreśla też, że wirus poza organizmem człowieka szybko ginie, jeśli nie znajduje się w środowisku o odpowiedniej wilgotności (czyli musi być odpowiednio nawilżony, aby przetrwał).

– Zatem w praktyce nie tak łatwo się nim zakazić dotykając tylko jakieś przedmioty czy też nawet przebywając w pobliżu osoby zakażonej, jeśli oczywiście stosujemy barierę fizyczną, zatrzymującą bioaerozol, w którym znajdują się cząsteczki wirusa. Maseczki materiałowe i chirurgiczne dość skutecznie blokują rozprzestrzenianie się i przenikanie do organizmu dużych i średnich kropelek aerozolu z powietrza. Jeśli chodzi o najmniejsze kropelki, to najbardziej skuteczne w ich powstrzymywaniu są maseczki o wyższych parametrach filtrowania, czyli FFP2 i FFP3 – mówi prof. Włodzimierz Gut.

Według wirusologa, nadal średnio dla wszystkich wariantów szczepu koronawirusa powodującego chorobę Covid-19 śmiertelność wśród osób zakażonych oscyluje wokół 3 proc.

Źródło: Wiktor Szczepaniak. www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Czy zaszczepieni przeciwko COVID-19 mogą dalej zakażać SARS-CoV-2?

Wciąż nie mamy pewności czy zaszczepienie przeciwko COVID-19 daje bezpieczeństwo nie tylko osobie zaszczepionej, ale i tym, z którymi ona się styka. Dlatego nawet po przyjęciu dwóch dawek szczepionki dalej wszystkich będzie obowiązywała ostrożność w kontaktach i nakaz noszenia maseczki.

Specjaliści zwracają uwagę, że zazwyczaj badania nad szczepionkami trwają ok. 10 lat, podczas gdy nad preparatami przeciwko  pracowano zaledwie przez rok. To oznacza, że naukowcy pominęli wiele etapów, skupiając się na dwóch COVID-19: czy szczepionka jest bezpieczna i czy jest skuteczna.

Badania wykazały, że jest bezpieczna (m.in. po jej podaniu nie występują ciężkie działania niepożądane), skuteczna (po jej podaniu ludzie nie chorują na COVID-19 z ciężkim przebiegiem), ale wciąż otwarte jest pytanie, czy szczepionka jest w stanie neutralizować wirusa z błony śluzowej jamy ustnej i nosa, uniemożliwiając tym samym jego transmisję.

– Na zdrowy rozum niemożliwe jest, aby organizm zareagował w pierwszych sekundach po zaszczepieniu. A to oznacza, że kaszel czy kichnięcie może przenieść wirusa na osoby nieszczepione i zarażać je. Dlatego obecne wytyczne mówią, że osoby zaszczepione nadal muszą nosić maseczki i zachowywać dystans. Nie ma znaku równości między szczepieniem a zawieszeniem działań profilaktycznych. Dotyczy to także zaszczepionego personelu medycznego, ponieważ pielęgniarka czy lekarz, którzy mają kontakt z pacjentem covidowym mogą przenosić wirusa na zasadzie mechanicznej na skórze czy fartuchu – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z .COVID-19

Kogo chroni szczepienie

Póki co wiemy, że dopuszczone w Unii Europejskiej szczepionki chronią w ok. 95 procentach przed zachorowaniem na pełnoobjawowy COVID-19. Czy także przed samym zakażeniem SARS-CoV-2, które nie daje objawów, będziemy wiedzieć dopiero za jakiś czas.

– Oczywiście w badaniach klinicznych obserwowaliśmy zaszczepione osoby i ich rodziny i te badania pozwalają mieć na to nadzieję, ale to wciąż były tylko badania kliniczne, a my potrzebujemy sprawdzić to w życiu – mówi ekspert.

Zdaniem specjalistów dopiero uzyskanie odporności populacyjnej spowoduje, że będzie można zrezygnować z maseczek. Przy czym też trzeba być bardzo ostrożnym, bo już dzisiaj słyszymy o mutacjach, które mogą być mniej wrażliwe na nabytą odporność. A biorąc pod uwagę, że nie możemy mieć pewności, który wariant wirusa może nas zaatakować, jest za wcześnie, aby uznać, że szczepienie wyeliminuje inne formy ochronne przed wirusem.

– Wygląda na to, że czy to poszczepienna czy poinfekcyjna odporność nie da nam na razie pewności i może być tak, że przez pewien czas będziemy musieli utrzymać dotychczasowe zabezpieczenia, czyli częste dezynfekcje, utrzymywanie dystansu, noszenie maseczek – mówi dr Grzesiowski.

Po co się szczepić, skoro wciąż tyle niewiadomych?

Można więc zastanawiać się po co nam szczepienia, skoro nie dają pewności odnośnie roznoszenia wirusa. Jest przynajmniej jeden ważny powód.

– Szczepienia chronią nas przed objawowym i ciężkim przebiegiem choroby, podobnie jak szczepienia przeciwko pneumokokom czy rotawirusom. Dzięki nim liczymy na to, że osoba zaszczepiona nie trafi do szpitala i nie umrze z powodu zakażenia. Ale na odpowiedź, czy zaszczepieni będą nadal brali udział w łańcuchu zachorowań, wciąż nie umiemy odpowiedzieć – podsumowuje dr Grzesiowski.

Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 przy Prezesie PAN w sprawie szczepionek przeciw COVID-19 opracował stanowisko, w którym specjaliści omawiają ryzyko i wyjaśniają dlaczego szczepienie jest jedynym racjonalnym wyborem, dzięki któremu będziemy mogli szybciej wyjść z pandemii.
„Nie wiemy jeszcze, jak długo utrzyma się silna odpowiedź odpornościowa i czy dwie dawki szczepionki wystarczą na następny rok, czy kilka lat. Jeżeli uzyskana odporność okaże się krótkotrwała, konieczna będzie modyfikacja strategii i podawanie dawek przypominających. Pomimo tych niewiadomych, nie ma wątpliwości, że jeżeli tylko szczepionka przeciw COVID-19 zostanie dopuszczona na rynek, to korzyści wynikające z jej przyjęcia przewyższają ryzyko z nią związane”- czytamy w stanowisku ekspertów zespołu PAN.

Monika Wysocka,zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Testy serologiczne, czyli garść informacji o przeciwciałach anty-SARS-CoV-2

W czasach pandemii każda infekcja górnych dróg oddechowych nasuwa pytanie, czy był to COVID-19. Testy serologiczne w takiej sytuacji mogą, choć nie muszą wykazać, czy układ odpornościowy wytworzył przeciwciała anty-SARS-CoV-2, które powstają po kontakcie z tym wirusem. Czasem też obecność przeciwciał świadczyć może o rozwijającej się chorobie.

Warto jednak pamiętać, że podstawową techniką stosowaną w potwierdzaniu czynnego zakażenia SARS-CoV-2 są metody molekularne, wykrywające materiał genetyczny wirusa w pobranym wymazie.

Po wybuchu pandemii wprowadzono na rynek testy, które wykrywają przeciwciała anty-SARS-CoV-2 w dwóch klasach:

  • IgM
  • IgG.

Kiedy w badaniu pojawiają się przeciwciała?

IgM 
Najpierw, w ciągu ok. 2-3 tygodni od infekcji – pojawiają się przeciwciała w klasie IgM (ich obecność świadczy o ostrej fazie infekcji).

IgG
Później, po ok. 3-4 tygodniach we krwi zaczynają pojawiać się przeciwciała klasy IgG.

Ten rodzaj przeciwciał (w przypadku innych patogenów niż SARS-CoV-2) ma istotne cechy:

  • często utrzymują się całe życie
  • ich izolowana obecność świadczy o odporności na ponowną infekcję
  • w niektórych przypadkach mówi się o „mianie zabezpieczającym”, czyli ilości przeciwciał, która chroni przed ponownym zachorowaniem.

Niestety, w przypadku SARS-CoV-2, póki co nic nie jest pewne na 100 proc., zatem nie wiemy, czy w razie posiadania przeciwciał IgG przeciwko nowemu koronawirusowi jesteśmy odporni na COVID-19 lub chociażby łagodny przebieg w razie ponownej infekcji. Eksperci podkreślają, że testy serologiczne nie powinny być stosowane do określenia statusu odporności, dopóki wiedza na temat trwałości odpowiedzi nie zostanie ugruntowana. Wniosek z tego taki, że ani wiedza o przechorowaniu COVID-19, ani wykrycie przeciwciał anty-SARS-CoV-2  nie zwalnia nas ze stosowania zasad: dystans, dezynfekcja i maseczka.

Kiedy zanikają przeciwciała?

IgM 
Dotychczasowe badania wskazują, że przeciwciała IgM zanikają ok. 6-7 tygodnia po infekcji, kiedy to IgG są jeszcze obecne.

IgG
Nie ustalono jeszcze, jak długo przeciwciała w klasie IgG utrzymują się w organizmie. Z niektórych doniesień wynika, że u części pacjentów ich ilość obniża się po 8. tygodniu od zakażenia, ale prawdopodobnie jest to sprawa indywidualna.

Zależy to od wielu czynników, spośród których duże znaczenie wydaje się mieć to, czy infekcja przebiegała objawowo, skąpoobjawowo czy bezobjawowo.

U osób, które nie miały symptomów, wykrycie przeciwciał może być trudniejsze. Może mieć to związek z silną odpowiedzią komórkową (czyli usunięcia wirusa przez limfocyty T, bez lub z małą tylko pomocą limfocytów B produkujących przeciwciała) jeszcze przed rozwinięciem się objawów klinicznych infekcji.

Kiedy wychodzi wynik ujemny?

Ujemny wynik badania przeciwciał można uzyskać gdy:

  • osoba nigdy nie miała kontaktu z wirusem.
  • osoba miała kontakt z wirusem, ale niedawno, ok. 7-10 dni przed badaniem.
  • osoba przeszła infekcję dawno (powyżej 3 miesięcy wcześniej) i najczęściej bezobjawowo.

Kiedy uzyskujemy wynik dodatni?

Dodatni wynik badania przeciwciał wskazuje na przebyty kontakt z wirusem SARS-CoV-2. W wyjątkowych sytuacjach można uzyskać fałszywie dodatni wynik na skutek niedoskonałości testów, które mogą „pomylić” przeciwciała anty-SARS-CoV-2 z przeciwciałami przeciwko innym patogenom lub z autoprzeciwciałami.

Test na przeciwciała: możliwa interpretacja

1. IgM dodatnie, a IgG ujemne LUB IgM dodatnie i IgG dodatnie.

Wynik taki może świadczyć o wczesnej fazie infekcji. W takim przypadku sugerowane jest wykonanie badania metodą „real time RT-PCR” w celu wykluczenia aktywnej choroby COVID-19.

2. IgM ujemne, IgG dodatnie.

Taki wynik sugerować może, że infekcja wirusem SARS-CoV-2 nastąpiła dawno. Obecność przeciwciał w klasie IgG w takim przypadku może świadczyć o nabyciu odporności na zakażenie.

Tak jak w przypadku rezultatów innych badań, po odpowiedź na to, co nam dolega czy dolegało, należy udać się do lekarza. Testy laboratoryjne to tylko jeden z elementów diagnozy – często na dodatek wcale nie najważniejszy.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Osocze dla chorych na COVID-19 – co przyszły dawca musi wiedzieć

Regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa apelują do wszystkich osób, które  chorowały na COVID-19 i zostały uznane za zdrowe, do oddawania osocza krwi. Dzięki przeciwciałom, które ono zawiera, udaje się uzyskać lek, który pomaga wielu ciężko chorym na COVID-19. Jeśli przeszedłeś tę chorobę, sprawdź, czy możesz pomóc innym.

Zabieg pobrania osocza jest bezpieczny i trwa około pół godziny. Stosuje się tu najczęściej metodę plazmoferezy, która polega na tym, że z krwi żylnej dawcy pobierana jest krew, ale oddziela się z niej osocze od pozostałych składników krwi – osocze jest pobierane, a pozostałe składniki powracają do tej samej żyły.

Jeśli pobranie osocza metodą plazmaferezy nie jest możliwe, pobierane jest 450 ml krwi pełnej, z której otrzymywane jest ok. 220-230 ml osocza. Po pobraniu osocze jest badane (musi być m.in. pewność, że nie zawiera żadnych patogenów) i zamrażane. Zabieg może być powtarzany nawet do trzech razy w tygodniowych odstępach.

Jeden ozdrowieniec, który trzykrotnie odda osocze (3×600 ml), może przyczynić się do powstania aż dziewięciu dawek leku na COVID-19 (9×200 ml). Chorzy na COVID-19 otrzymują w celu leczenia od 200 do 400 ml osocza ozdrowieńca.

Leczenie to stosuje się w ramach tzw. „commpassionate use”. Tego rodzaju metoda – pozyskiwania przeciwciał z osocza była używana w przypadkach innych chorób zakaźnych, takich np. SARS czy MERS. W przypadku COVID-19 nie ma zakończonych podwójnie zaślepionych randomizowanych prób klinicznych (czyli takich, w których część pacjentów otrzymuje inne leczenie lub – jeśli jest to dopuszczalne -placebo, a część – przeciwciała z osocza, przy czym ani sami pacjenci, ani opiekujący się nimi lekarze nie wiedzą do czasu odkodowania danych, kto jaką terapię otrzymuje). Tego rodzaju badania są prowadzone, natomiast istnieje wystarczająco dużo danych ze szpitali, gdzie leczy się pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19, iż terapia dużej części przynosi poprawę i nie pogarsza ich stanu.

Zabieg pobrania osocza może być połączony z oddaniem koncentratu czerwonych krwinek, który następnie może być wykorzystany dla chorych z innymi poważnymi problemami zdrowotnymi.

Kto może oddać osocze

Wstępne (łączne) kryteria to:

  • Wiek 18-65 lat;
  • Co najmniej 28 dni od ustąpienia objawów COVID-19 albo 18 dni od zakończenia izolacji  po zakażeniu SARS-CoV-2 lub po wyzdrowieniu z COVID-19;

Poza tym ozdrowieńcy muszą spełniać kryteria dla dawców krwi, czyli na przykład nie mogą oddawać osocza i krwi te osoby, które chorowały na wirusowe zapalenie wątroby jakiegokolwiek typu, mają czynną infekcję (np. opryszczkę), mają cukrzycę.

W celu oddania osocza, należy w pierwszej kolejności skontaktować się z najbliższym regionalnym centrum krwiodawstwa i krwiolecznictwa – telefonicznie lub mejlowo. Pierwsza kwalifikacja do zabiegu zostanie przeprowadzona telefonicznie; kolejna zostanie już przeprowadzona na miejscu. Dawcy nie muszą wykonywać żadnych badań we własnym zakresie.

Co przysługuje dawcy osocza:

  • dziewięć tabliczek czekolady,
  • dzień wolny w pracy (jeżeli pracuje na umowie o pracę)
  • niewielka ulga podatkowa w PIT.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Lekarze ostrzegają: COVID-19 to niejedyny problem zdrowotny

Wybitni polscy lekarze apelują do Polaków, by nie zaniedbywali leczenia chorób niezwiązanych z nowym koronawirusem. Odsuwanie w czasie zabiegów i badań diagnostycznych, samowolna modyfikacja terapii, niemożność uzyskania kompleksowej porady lekarskiej w razie niepokojących objawów może nieść dramatyczne skutki. A Rzecznik Praw Pacjenta podkreśla, że teleporada nie może być jedyną formą konsultacji w razie problemu zdrowotnego.

Opublikowany 17 sierpnia list otwarty Niezależnego, Interdyscyplinarnego Zespołu Ekspertów Zdrowia „Continue Curatio”, podpisany przez ośmioro lekarzy – naukowców z różnych medycznych instytucji w Polsce, został skierowany zarówno do decydentów, jak i pacjentów.

„Apelujemy także do chorych, aby nie czekali na koniec pandemii, bowiem CHOROBY NIE CZEKAJĄ. DIAGNOSTYKI I LECZENIA INNYCH CHORÓB, W TYM CHORÓB PRZEWLEKŁYCH, NIE MOŻNA ODKŁADAĆ NA PÓŹNIEJ. W placówkach ochrony zdrowia jesteście bezpieczni, bo nauczyliśmy się chronić naszych pacjentów i siebie przed zakażeniem. Zaniechanie leczenia podyktowane strachem przez COVID-19 może spowodować znacznie bardziej dramatyczne skutki niż sama pandemia” – czytamy w liście.

Pandemia: trudno uzyskać pomoc medyczną?

Problem: z jednej strony obaw pacjentów przed korzystaniem z opieki zdrowotnej w czasie pandemii, a z drugiej – trudności z uzyskaniem pomocy,bnm zauważają także inni specjaliści zajmujący się szeroko pojętą ochroną zdrowia. Jeszcze w maju tego roku Fundacja My Pacjenci zrealizowała badanie opinii na reprezentatywnej grupie dorosłych w Polsce, które wykazało duże problemy z uzyskaniem pomocy lekarskiej w czasie pandemii.

Tylko nieco ponad 7 proc. ankietowanych zadeklarowało, że od początku wprowadzenia stanu epidemicznego próbowało skorzystać z porady lekarza specjalisty i nie było przy tym żadnego problemu. Podobny odsetek respondentów uzyskał bez problemu pomoc ze strony internisty.

Jednocześnie:

  • 12 proc. respondentów zadeklarowało, że podjęło próbę uzyskania porady u specjalisty i okazało się to niemożliwe;
  • 13,7 proc. – miało zaplanowaną wizytę, ale została odwołana;
  • 8 proc. – miało zaplanowaną wizytę, ale została przełożona na późniejszy termin;
  • 5 proc. ankietowanych udało się uzyskać poradę specjalisty, „ale było to bardzo trudne”.

Podobne rezultaty uzyskano w badaniu w odpowiedziach o próby skorzystania z porady internisty.

Badania diagnostyczne w czasie pandemii

Tylko 5,4 proc. respondentów zadeklarowało, że bez problemu udało się wykonać badania diagnostyczne, a 3,7 proc. uzyskało je, „choć było to bardzo trudne”. Z odpowiedzi ankietowanych wynika, że badań diagnostycznych nie wykonało łącznie 19,5 proc. pacjentów (zostały albo odwołane, albo ich wykonanie nie było możliwe), zaś u 6,5 proc. respondentów zaplanowane badania zostały przełożone na inny termin.

Autorzy listu otwartego także podkreślają, że wielu chorych w obawie przed zakażeniem się COVID-19 zaniechało diagnostyki i leczenia chorób przewlekłych lub przerwało leczenie.

„W wyniku kilkumiesięcznego zawieszenia wielu świadczeń medycznych, czas oczekiwania na ich wykonanie niepokojąco się wydłużył, a chorzy są zagubieni i pozostawieni bez opieki. W efekcie trafiają do gabinetów z dużym opóźnieniem, co istotnie pogarsza szansę na skuteczne leczenie. Pogorszenie sytuacji pacjentów jest także widoczne w zakresie monitorowania bezpieczeństwa stosowanej farmakoterapii. Wzrasta liczba powikłań wynikających zarówno z nieracjonalnego kojarzenia leków w polifarmakoterapii, jak i sytuacji w których niepożądane działania leków są traktowane jako nowe choroby i leczone bez koniecznej modyfikacji farmakoterapii. Nakręca to kaskady przepisywania leków, które w konsekwencji doprowadzają do występowania chorób polekowych. Nierzadko racjonalna farmakoterapia zostaje zastępowana przez pacjentów nieracjonalnym samodzielnym leczeniem, co także doprowadza do powikłań i generuje kolejne koszty w systemie opieki zdrowotnej” – czytamy w liście.
Jego autorzy nie mają wątpliwości, że taka sytuacja to poważne ryzyko dla stanu zdrowia całego społeczeństwa. W końcu Polacy najczęściej przedwcześnie umierają z powodu chorób układu krążenia, nowotworów, urazów i wypadków oraz chorób układu oddechowego. ”Przedwczesne zgony spowodowane chorobami zakaźnymi stanowią w Polsce kilkanaście procent i rozwój pandemii tylko w nieznacznym stopniu zwiększył ten odsetek” – konstatują specjaliści.

Co ciekawe, w badaniu Fundacji My Pacjenci tylko 8,6 proc. respondentów zadeklarowało, że nie skorzystało z pomocy medycznej (badania diagnostycznego, zabiegu, konsultacji itp.) ze względu na własną obawę o zakażenie się nowym koronawirusem. Ponad połowa tych wszystkich, którzy w czasie stanu epidemicznego pomocy medycznej szukali, nie uzyskała jej, ponieważ wizyty były wstrzymane lub odwołane, nieco ponad 40 proc. z nich zadeklarowało, że pomoc była możliwa tylko w formie teleporady, niemal jedna trzecia zadeklarowała, że placówka medyczna była zamknięta, a ponad 15 proc. ankietowanych odpowiedziało na pytanie o trudności, że nie można się było dodzwonić (odsetki nie sumują się – można było udzielić więcej niż jednej odpowiedzi).

Pandemia a nowotwory

Nowotwory to ta grupa chorób, w których szybkie wdrożenie diagnostyki i leczenia znacząco poprawia rokowanie dla pacjenta. Zwracają na to uwagę sygnatariusze listu otwartego.

„Szczególne znaczenie ma zapewnienie właściwej opieki chorym na nowotwory. Analizy przedstawione na przykładzie Wielkiej Brytanii wskazują, iż opóźnienie o trzy miesiące ich rozpoznania pogarsza o 10 proc. szansę wyleczenia, a o sześć miesięcy – o 30 proc. W Polsce każdego dnia nowotwór złośliwy rozpoznaje się u około 500 osób, spośród których około 270 umiera. Liczba zgonów z powodu COVID-19 wynosi kilka do kilkunastu dziennie. W ciągu minionych pięciu miesięcy na COVID-19 zachorowało około 48 000 osób, z czego zmarło około 1 800. Ocenia się, że w wyniku pandemii odsetek przeżycia w rozwiniętych krajach zmniejszy się o 5-10 proc., co przełoży się na tysiące dodatkowych zgonów” – ostrzegają.

I dodają, że „nie lekceważąc znaczenia pandemii, konieczne jest pełne uświadomienie, iż zdrowie i życie naszych rodaków zależy przede wszystkim od wczesnego wykrywania i leczenia chorób powszechnie występujących niezależnie od pandemii COVID-19”.

Teleporady: blaski i cienie

Dr Ernest Kuchar, pediatra z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podkreślał na jednej z konferencji prasowej, że teleporada to dla lekarza z jednej strony bezpieczeństwo epidemiologiczne, a z drugiej – wielkie ryzyko prawne. Warto pamiętać, że teleporada nie może być stosowana zawsze – często do prawidłowego postawienia diagnozy i skontrolowania stanu zdrowia pacjenta konieczne jest bezpośrednie badanie pacjenta i badania diagnostyczne.

Zwrócił na to uwagę Rzecznik Praw Pacjenta Piotr Chmielowiec w stanowisku z 3 sierpnia br. Napisał w nim, że „należy zapewnić zachowanie odpowiedniej równowagi pomiędzy dostępnością do świadczeń realizowanych na odległość oraz w kontakcie bezpośrednim. Udzielanie świadczeń w formie teleporad nie powinno ograniczać możliwości skorzystania przez pacjentów z porad w tradycyjnej formie. (…) Teleporada nie może być jedyną formą świadczenia usług zdrowotnych, nie mogą istnieć POZ których aktywność będzie jedynie w tej formie”.

Sygnatariusze listu otwartego:

  • prof. dr hab. med. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog – przewodniczący Rady Ekspertów Rzecznika Praw Pacjenta, kierownik Katedry Zdrowia publicznego i środowiskowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Zbigniew Gaciong, kardiolog, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na kadencję 2020-2024; prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, onkolog, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, pediatra, hematolog i onkolog dziecięcy; konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii;
  • prof. dr hab. n. med. Grzegorz Opolski, internista, kardiolog, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
  • prof. dr hab. n. med. Jacek P. Szaflik, okulista, prezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego;
  • dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Justyna Wojteczek, www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Okulary mogą chronić przed koronawirusem?

To FAKT! Okulary tworzą mechaniczną barierę pomiędzy naszym ciałem a wirusami, są uzupełnieniem maseczki skuteczniej chroniąc nas przed dostępem patogenów. Dobrze jest więc je zakładać np. idąc na zakupy.

Wirus SARS-CoV-2 roznosi się drogą kropelkową, i wiele wskazuje na to, że może przeniknąć do organizmu przez spojówki oka. Tym samym każde dotknięcie oczu, ust czy nosa naraża nas na istotne ryzyko zakażenia.

Szacuje się, że od 1 do 3 procent pacjentów chorych na COVID-19 zaraża się dotykając oczu. Mówi o tym prof. Benadetta Allegranzi z Instytutu Zdrowia Globalnego na Wydziale Nauk Medycznych Uniwersytetu w Genewie w materiale udostępnionym przez WHO, w którym przypomina między innymi o konieczności mycia rąk, a zwłaszcza unikaniu dotykania nimi ust, twarzy i oczu.

Najczęściej, w kontekście ochrony przed zakażeniem, mówi się o maseczkach, jednak eksperci zwracają uwagę, że okulary są niezłą barierą dla nowego koronawirusa.

„Okulary mogą pomóc nam zmniejszyć ryzyko zarażenia koronawirusem, ponieważ stanowią mechaniczną barierę pomiędzy naszym ciałem a wirusami. Dla osób już noszących okulary, może to stanowić istotny rodzaj ochrony” – uważa Robyn Gershon epidemiolog z Katedry Globalnego Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie Nowojorskim.

Ponadto okulary chronią nas przed nami samymi – stanowią fizyczną barierę, która powstrzymuje nas od dotykania oczu.

– Worek spojówkowy jest drogą, którą wirus może wtargnąć do organizmu. Przyczyną dla której tak się dzieje jest zazwyczaj tarcie oczu – rękami, palcami, grzbietem dłoni, lepiej więc tego unikać. Jeżeli ktoś ma okulary jest w lepszej sytuacji, bo żeby dotknąć oczu musi zdjąć okulary, a wtedy najczęściej przypomina sobie, że nie powinien tego robić” – mówi prof. Jerzy Szaflik szef Centrum Mikrochirurgii Oka „Laser” i Centrum Jaskry.

– W miarę możliwości nie dotykajmy oczu, a jeśli pracujemy w warunkach, które narażają nas na bezpośredni kontakt z chorymi, konieczna jest specjalistyczna ochrona – podkreśla inny okulista, dr Andrzej Styszyński.

Pamiętajmy, że im większe okulary i bardziej przylegające do twarzy tym większa jest ochrona oczu. Większość z nas ma w domu – korekcyjne, przeciwsłoneczne lub tzw. inteligentne szkła (zerówki). Teraz warto ich użyć.

Soczewki korekcyjne a nowy koronawirus

Zdaniem specjalistów, jeśli to nie jest konieczne lepiej teraz nie używać soczewek kontaktowych. Chodzi o to, że osoby stosujące soczewki częściej dotykają twarzy i oczu, narażając się na zakażenie. Choć dbanie o higienę zmniejsza to ryzyko, nie wyeliminuje go całkowicie.

Nie zapomnij o dezynfekcji okularów!

Specjaliści przypominają, że obecnie należy czyścić okulary nawet kilka razy dziennie – zwłaszcza, jeśli wychodzimy na zewnątrz.

Możemy to robić za pomocą płynów dezynfekujących lub po prostu ciepłą wodą z mydłem lub innym detergentem. Nie należy jednak stosować środków na bazie acetonu lub alkoholu, ponieważ mogą one uszkodzić nie tylko oprawki, ale także powłokę antyrefleksyjną soczewki okularowej.

„Pamiętajmy o zwróceniu szczególnej uwagi na czyszczenie tzw. nosków w okularach metalowych. Noski mają bezpośredni kontakt ze skórą, w związku z czym zbiera się na nich więcej zanieczyszczeń. Czyśćmy je np. nieużywaną już szczoteczką  do zębów, oczywiście pod bieżącą wodą, z dodatkiem detergentu.  Możemy również poprosić optyka o umycie całych okularów w myjce ultradźwiękowej, w której płyn każdorazowo wymieniany  jest na świeży. Pamiętajmy również, że obecnie, gdy jesteśmy na zewnątrz nawet na chwilę, nie zakładamy okularów na głowę” – przypomina optometrystka dr inż. Zofia Grzech, ekspertka kampanii „Czas na wzrok bez ograniczeń”.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak wzmocnić swoją odporność na zakażenia

Wszyscy już wiedzą, że w ramach ochrony przed nowym koronawirusem trzeba unikać kaszlących osób, dużych skupisk ludzi, zatłoczonych pomieszczeń, a także jak najczęściej myć ręce. To nasza pierwsza linia obrony. Ale mamy też drugą – własną odporność, którą można wzmacniać.

Prof. Jerzy Duszyński, prezes Polskiej Akademii Nauk, opublikował w marcu na swoim profilu w mediach społecznościowych wiele praktycznych informacji i zaleceń dotyczących różnych aspektów i sposobów ochrony przed nowym koronawirusem, podkreślając, że układ odpornościowy człowieka jest przygotowany na rozwój skutecznej odpowiedzi przeciw temu patogenowi.

„Układ odpornościowy porównać można do wojska. Śledziona, grasica, szpik kostny, duże fragmenty jelit to koszary, w których przebywają żołnierze – białe krwinki, które są gotowe do podjęcia walki z przeciwnikiem (mikrobami). Zazwyczaj w krwiobiegu krąży około 10 proc. wszystkich białych krwinek, reszta jest skoszarowana – tłumaczy obrazowo prof. Jerzy Duszyński.

Istnieje wiele rodzajów białych krwinek, z których szczególnie ważną rolę w walce z wirusami odgrywają m.in. limfocyty B, które dojrzewają w szpiku kostnym.

„Wytwarzają one białka zwane przeciwciałami, które wiążą się z określonym fragmentem intruza – antygenem. Po rozpoznaniu tego fragmentu limfocyt B zaczyna produkować specyficzne przeciwciała. Komórka produkująca skrojone na miarę przeciwciała zaczyna się też intensywnie mnożyć. Wkrótce układ odpornościowy może uwolnić do krwi duże ilości przeciwciał, które wiążąc się z intruzem znakują go i w ten sposób naprowadzają na cel inne komórki układu odpornościowego. Tak niszczone są mikroby (bakterie i wirusy), które zaatakowały nasze ciało” – pisze profesor.

Aby jednak układ odpornościowy mógł sprawnie radzić sobie z intruzami, musi mieć sprzyjające warunki do działania, a te zapewnia mu m.in. dobra, ogólna kondycja organizmu. Dlatego prof. Duszyński we współpracy z innymi naukowcami, m.in. z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) oraz Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH), przypomniał, jak należy wzmacniać swój organizm, a szczególnie układ odpornościowy.

Co ciekawe, w tym kontekście, eksperci zwrócili uwagę przede wszystkim na czynniki związane ze stylem życia, których należy unikać, jako że znacząco osłabiają odporność. Są to m.in.:

  • Nieprawidłowa dieta i jej skutki (m.in. niedożywienie, awitaminoza, a także otyłość)
  • Przewlekły niedobór snu
  • Brak regularnej, umiarkowanej aktywności fizycznej
  • Nadmierne i długotrwałe spożywanie alkoholu
  • Palenie tytoniu
  • Przyjmowanie narkotyków.

Suplementy i preparaty na wzmocnienie odporności

Uwaga! Myli się ten, kto myśli, że zaniedbywanie codziennej diety można łatwo i wygodnie nadrobić łykając różnego rodzaju suplementy i preparaty multiwitaminowe.

„Nie istnieją żadne leki, które mogłyby wzmocnić odporność człowieka i uchronić go przed zakażeniem. Wszelkie preparaty witaminowe, mieszanki składników mineralnych i witamin, naturalne wyciągi roślinne i zwierzęce, a w szczególności preparaty homeopatyczne, które przedstawiane są jako wzmacniacze odporności, nie mają żadnego znaczenia dla rozwoju odporności przeciwzakaźnej. Nigdy nie wykazano ich działania wspomagającego pracę układu odpornościowego, a ich reklamowanie jako preparatów wzmacniających odporność jest zwykłym oszustwem” – czytamy w udostępnionej przez prof. Jerzego Duszyńskiego publikacji, pod którą podpisali się znani immunolodzy: prof. Dominika Nowis oraz prof. Jakub Gołąb z WUM.

Zatem, kluczem do wzmacniania odporności jest po prostu zdrowy styl życia, a szczególnie zdrowy, zbilansowany sposób żywienia.

„Odporności służy dieta z przewagą produktów roślinnych, a zwłaszcza kwaśne owoce i świeże warzywa oraz wszelkiego rodzaju kiszonki i inne produkty fermentowane. Chodzi więc nie tylko o dostarczenie organizmowi niezbędnych substancji budulcowych, energetycznych, witamin i mikroelementów, ale także o spożywanie produktów i składników probiotycznych (np. jogurty) i prebiotycznych (np. cykoria, szparagi), wzmacniających florę bakteryjną w naszych jelitach, która ma ogromne znaczenie w utrzymywaniu i stymulowaniu odporności” – podkreślał jakiś czas temu na łamach Serwisu Zdrowie dr Paweł Grzesiowski, znany specjalista ds. profilaktyki zakażeń.

Zdrowa dieta (bogata w warzywa i owoce) dostarcza nam dużej ilości naturalnych antyoksydantów (przeciwutleniaczy). Są one bardzo ważne, gdyż pomagają zwalczać w organizmie tzw. wolne rodniki, które upośledzają działanie układu odpornościowego.

W tym kontekście warto dodać, że na odporność niekorzystnie wpływa także nadmierna ilość cukru w diecie oraz wysokie spożycie tzw. tłuszczów trans (których najwięcej jest w wysokoprzetworzonej żywności, słodyczach i produktach typu fast food).

Lekarze i dietetycy przypominają też o piciu odpowiedniej ilości wody (przeciętne zapotrzebowanie na wodę w przypadku zdrowej dorosłej osoby wynosi 2-2,5 litra na dobę). Regularne uzupełnianie płynów ma bardzo duże znaczenie dla zachowania dobrej kondycji, zwłaszcza w przypadku seniorów, którzy są szczególnie narażeni na odwodnienie i jego groźne skutki.

Jeśli zaś chodzi o witaminy szczególnie istotne z punktu widzenia układu odpornościowego, to specjaliści wskazują przede wszystkim na witaminę D3, której niedobór jest w Polsce powszechnym problemem. Warto więc pomyśleć o jej suplementacji, jednak nie na własną rękę lecz w porozumieniu z lekarzem. To samo dotyczy m.in. cynku i magnezu. Ale uwaga! Niekorzystny dla odporności może być zarówno niedobór, jak i nadmiar wymienionych składników odżywczych. Samodzielne, niezasadne stosowanie suplementów i preparatów witaminowych może więc być dla nas szkodliwe.

Również witaminę C eksperci radzą przyjmować dopiero w sytuacji, gdy badania wykazały jej niedobór w organizmie albo kiedy występuje zwiększone zapotrzebowanie na nią (np. w efekcie intensywnego wysiłku fizycznego lub infekcji). Nie ma jednak większego sensu jej profilaktyczne łykanie, gdy jest się zdrowym i nie cierpi na jej niedobory, zwłaszcza że spore ilości witaminy C występują w wielu warzywach i owocach.

Dr Grzesiowski przyznał jakiś czas temu na łamach Serwisu Zdrowie, że w sezonie nasilonych infekcji, kiedy praktycznie przez cały czas jesteśmy narażeni na kontakt z chorymi, warto w ramach profilaktyki sięgać po naturalne produkty spożywcze wykazujące działanie przeciwdrobnoustrojowe. Chodzi tutaj m.in. o takie produkty jak:

  • Czosnek
  • Cebula
  • Czarny bez
  • Imbir
  • Kurkuma.

Specjalista zastrzegł jednak, że nie ma żadnego pojedynczego produktu naturalnego, który mógłby nam zapewnić dobrą odporność.

Warto pamiętać, że odporność to niezwykle skomplikowany system, na który wpływa także wiele czynników od nas niezależnych, takich jak np. zanieczyszczenie środowiska. Naukowcy już dawno wykazali, że osoby żyjące w miastach o wysokim stopniu skażenia powietrza, czyli smogu, częściej zapadają na infekcje układu oddechowego. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest spowodowane przez toksyczne składniki smogu uszkodzenie barier śluzówkowych układu oddechowego i osłabienie odporności.

Wrzućmy na luz i oglądajmy jak najwięcej komedii…

Ponadto, prof. Jerzy Duszyński zwraca uwagę na fakt, że odporności bardzo szkodzi stres, w tym również uleganie panice.

„Stres, zarówno ten krótkotrwały, jak i długotrwały, znacznie utrudnia niszczenie przez limfocyty komórek zainfekowanych wirusami” – zaznacza profesor.

Dzieje się tak za sprawą uwalnianych w czasie reakcji stresowej hormonów – noradrenaliny i kortyzolu,  które hamują działanie limfocytów T. Warto zatem pomyśleć o przeznaczeniu większej ilości czasu na relaks lub też o skorzystaniu z profesjonalnego treningu radzenia sobie ze stresem.

Warto też spróbować śmiechoterapii. Znawcy tematu podkreślają, że śmiech poprawia metabolizm, krążenie i wzmacnia układ odpornościowy.

– Śmiech stymuluje wydzielanie tzw. hormonów szczęścia, a więc naturalnych, endogennych opiatów, wśród których najbardziej znane są endorfiny. Jednocześnie przyczynia się do redukcji poziomu hormonów stresu, m.in.: kortyzolu – informowała wcześniej na łamach Serwisu Zdrowie Katarzyna Dera, specjalistka ds. śmiechoterapii i interwencji kryzysowej z Fundacji „Dr Clown”.

Co jeszcze poza optymizmem może wzmocnić odporność? Eksperci potwierdzają, że korzystne jest także hartowanie ciała poprzez przebywanie w niskich temperaturach. Jednak chodzi o regularne i umiarkowane hartowanie, a nie sporadyczne i ekstremalne. Dobrym sposobem hartowania jest np. spanie w temperaturze 19 stopni Celsjusza.

Warto pomyśleć o dodatkowych szczepieniach ochronnych

Na tym jednak nie koniec praktycznych podpowiedzi ze strony ekspertów. W innej publikacji dotyczącej możliwych sposobów przygotowywania się do epidemii choroby Covid-19 (wywoływanej przez wirusa SARS-CoV-2) prof. Duszyński wraz z prof. Lidią Brydak z NIZP-PZH, sugerują, że warto zaszczepić się na… grypę.

„Wirus grypy wnikając do naszego układu oddechowego powoduje uszkodzenie nabłonka dróg oddechowych, a tym samym otwiera drogę innym patogenom (wirusom czy bakteriom). Można domniemywać, że z kolei wniknięcie wirusa SARS-CoV-2 do organizmu uczyni naszą podatność na grypę większą. Jest to jeszcze jeden powód, aby zaszczepić się właśnie teraz przeciwko grypie” – czytamy we wspólnej publikacji wspomnianych naukowców.

Ponadto, immunolodzy zalecają też w obecnej sytuacji profilaktyczne szczepienie przeciwko zapaleniu płuc wywoływanemu przez pneumokoki.

Niestety, póki co szczepionki przeciwko samemu koronawirusowi SARS-CoV-2 nie ma, ale pracuje nad nią wiele ośrodków naukowych na całym świecie, więc za jakiś czas z pewnością się ona pojawi.

W kontekście szczepień warto jednak wiedzieć, że maksymalna ochrona przed danym patogenem przychodzi dopiero z czasem, np. w przypadku grypy po 4 tygodniach od szczepienia. Nie warto więc z nimi zwlekać.

Kto jest szczególnie zagrożony nowym koronawirusem

Powyższe rady ekspertów powinni szczególnie wziąć sobie do serca seniorzy, którzy z racji swoich lat i często występujących już w wieku 65+ chorób przewlekłych są grupą populacyjną najbardziej narażoną na ciężki przebieg zakażenia nowym koronawirusem.

Kto jeszcze poza seniorami znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka? Z udostępnionych przez prof. Jerzego Duszyńskiego materiałów wynika, że zwiększone ryzyko ciężkich powikłań (w tym również prowadzących do śmierci) dotyczy osób mających deficyty odporności o różnym charakterze – wrodzonym lub nabytym. Chodzi m.in. o:

  • Osoby osłabione przez różne choroby przewlekłe (np. niekontrolowaną cukrzycę, nowotwory, zaawansowaną niewydolność krążenia, ciężkie choroby płuc, wątroby lub nerek)
  • Osoby przyjmujące leki immunosupresyjne (np. biorcy przeszczepów, osoby z chorobami autoimmunologicznymi)
  • Osoby niedożywione (np. z powodu zaburzeń wchłaniania, anoreksji lub stosowania restrykcyjnych diet eliminacyjnych)
  • Osoby po poważnych zabiegach operacyjnych.

Wymienione wyżej osoby – ze znacząco osłabioną odpornością – powinny więc być w czasie takiej epidemii jak obecna otoczone szczególną opieką ze strony osób bliskich, odpowiednich służb i medyków.

Jednak dla wszystkich z nas bez wyjątku jest to dobry czas na wprowadzenie prozdrowotnych zmian w swoim życiu – chodzi nie tylko o lepsze dbanie o higienę, lecz o jak najszersze praktykowanie zdrowego stylu życia który wzmacnia funkcjonowanie naszego układu odpornościowego.

Nowy koronawirus ma wiele twarzy…

Jak dotąd w przekazach medialnych na temat epidemii Covid-19, czyli choroby wywoływanej przez wirusa SARS-CoV-2, pojawiały się głównie informacje negatywne, budzące niepokój. Na szczęście jednak są też w sprawie koronawirusa i dobre wieści. Na przykład taka, że z ponad 124 tys. osób na całym świecie, u których stwierdzono dotąd zachorowanie na Covid-19, ponad połowa (66,7 tys.) już wyzdrowiała! (stan na 11 marca 2020 r.).

Skąd to wiadomo? Precyzyjne informacje na temat liczby potwierdzonych przypadków Covid-19 na całym świecie, związanych z tym zgonów, ale także i wyzdrowień, publikuje na bieżąco (w czasie rzeczywistym) słynna amerykańska uczelnia – Johns Hopkins University, na specjalnej stronie internetowej poświęconej obecnej epidemii.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uspokaja, że większość osób zakażonych nowym koronawirusem, zwłaszcza młodych, przechodzi wywołaną nim infekcję w łagodny sposób, który może przypominać np. zwykłe przeziębienie. Jednocześnie WHO przyznaje, że jedna na pięć zakażonych osób doświadcza ciężkiej postaci choroby, która wymaga hospitalizacji.

Zatem, zdecydowana większość zakażonych tym wirusem osób wraca do zdrowia, nawet pomimo faktu, że medycyna nie dysponuje na razie żadnym specyficznym lekiem przeciwko tej infekcji. Dzieje się tak głównie za sprawą naszego układu odpornościowego, który z czasem, jeśli tylko jest wystarczająco silny, radzi sobie z tą infekcją, podobnie jak z innymi wirusowymi infekcjami dróg oddechowych (np. wywoływanymi przez adenowirusy, rynowirusy czy wirusy grypy).

Uwaga na dezinformację! Korzystajmy tylko ze sprawdzonych źródeł!

Jeśli szukasz rzetelnych informacji na temat nowego koronawirusa, sposobów ochrony przed zakażeniem oraz praktycznych zaleceń dotyczących postępowania w czasie obecnej epidemii, korzystaj z wiarygodnych źródeł – przede wszystkim z wymienionych niżej stron internetowych:

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Uwaga! Epidemia nowej choroby odciska ślad w psychice

Co innego podjąć dobrowolną decyzję o ograniczeniu aktywności, a co innego być do niej zmuszonym zewnętrznymi okolicznościami, na dodatek w sytuacji narastającej paniki związanej z rozprzestrzenianiem się nieznanego wcześniej wirusa. WHO i naukowcy na łamach prestiżowych periodyków medycznych wskazują, że jednym z ubocznych skutków pandemii mogą być problemy ze zdrowiem psychicznym. Jak reagujemy na społeczny niepokój, zależy w dużej mierze od nas.

Trudnym momentem dla większości z nas jest początek epidemii, zaadoptowanie się do poczucia zagrożenia i lęku, konieczności reorganizacji życia, wprowadzenia pewnych zmian. Na przystosowanie się do nowych warunków potrzebujemy zazwyczaj ok. 2-3 tygodni.

– To trudny okres, bo działamy pod wpływem emocji, zachwiania poczucia bezpieczeństwa, rytuałów, zmian które nagle trzeba wprowadzić. Ale z drugiej strony to niezbędny czas, który wpływa na to, że jesteśmy w stanie dostosować się do sytuacji, mobilizuje nas do działania, jest motywatorem do przystosowania się – uważa dr n. o zdr. Małgorzata Kowalczyk psycholog, psychoterapeuta, kierownik Zakładu Psychoterapii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Władze wprowadzają w życie przepisy, które mają zmniejszyć ryzyko rozpowszechniania się wirusa i uspokajają, że są to działania profilaktyczne. To sprawia, że jesteśmy coraz bardziej uważni na różne sytuacje, ale też wiąże się z dużymi zmianami w naszej codzienności, w naszym rytuale funkcjonowania. I póki co, paradoksalnie może się to nam wydawać gorsze niż zakażenie nowym koronawirusem.

– Stojąc w kolejce w sklepie słyszę, jak pani przede mną rozmawia przez telefon o tym, jakim kłopotem będzie dla niej zamknięcie przedszkola. Ona nie tylko obawia się zagrożenia ze strony innych kupujących, ale dezorganizacji normalnego życia. To normalne. Wszyscy wiemy o koronawirusie, ale prawie nikt go jeszcze „nie widział”. Każdy z nas miał plany, a tu się okazuje, że to wszystko trzeba skreślić z kalendarza. Wychodzimy ze strefy komfortu, bo nagle musimy inaczej to zaplanować – mówi prof. Piotr Gałecki Kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

Jak oswoić kwarantannę

Dolegliwe w kwarantannie jest to, że takiej przymusowej izolacji podlegają osoby zdrowe. Warto jednak uświadomić sobie, by złagodzić jej trudności, że jest tymczasowa i najczęściej nie oznacza totalnej izolacji: zazwyczaj wciąż mamy dostęp do mediów, można komunikować się z otoczeniem. Nie bez znaczenia jest fakt, że na kwarantannie przebywają osoby zdrowe.

Specjaliści podkreślają, że to, jak będziemy znosić kwarantannę czy inne formy odizolowania czy też ograniczania aktywności, zależy przede wszystkim od tego, jakie znaczenie nadamy temu faktowi. Zatem bardzo dużo zależy od nas samych i naszej zdolności do autorefleksji.

Można zatem ograniczenia potraktować jak wyzwanie, by zrobić coś dobrego, przekuć ją w coś pozytywnego.

– Nawet w takiej sytuacji możliwy jest kontekst pozytywny – kwarantannę odbieramy jako spełnianie swojego obywatelskiego obowiązku, coś, co robimy dla innych. Chroniąc siebie, chronię innych, globalnie  – mieszkańców naszego kraju, a indywidualnie – swoich rodziców, czy dziadków. Takie prospołeczne zachowanie daje nam poczucie, że robimy coś dobrego, włączamy się w wyższą wartość – zauważa dr Sławomir Murawiec.

Specjaliści na łamach periodyków medycznych apelują, by wprowadzając ograniczenia, władze apelowały do altruizmu jednostek, a mniej skupiały się na przekazie o restrykcjach za złamanie tych ograniczeń.

Warto też pamiętać, że z badań wynika, że nawet trauma może być przetworzona w coś pozytywnego, np. gdy osoba po doświadczeniu zawału zmienia swoje życie: przestaje siedzieć całymi dniami w pracy, gonić za pieniędzmi, a zaczyna celebrować życie, pomagać innym. W obecnej sytuacji może być podobnie – dzieje się źle, ale wywołuje to altruistyczne zachowania – np. sąsiedzi pomagają sobie w zakupach, troszczą się o siebie nawzajem, interesują stanem zdrowia.

Jednak nie na każdego sytuacja stanu wyjątkowego zadziała tak samo. Dla niektórych   kwarantanna ma znamiona przymusowego odosobnienia, zewnętrznych nakazów, zagrożenia – a takie podejście może wywoływać negatywne stany psychiczne. Jeszcze większym kłopotem, może okazać się potrzeba rezygnacji z aktywności zawodowej, niemożność wywiązania się z obowiązków, opiekowania się kimś.

Niebezpieczeństwo epidemii: podkręcanie lęku

Pierwszym szokiem dla polskiego społeczeństwa był fakt pojawienia się pierwszego przypadku koronawirusa także w Polsce – wszyscy się go spodziewali, bo nie mogło być inaczej, ale jednak dało się zauważyć wzrost napięcia, kiedy pojawił się pierwszy przypadek. Drugi taki moment to informacja o pierwszej śmierci w Polsce z tego powodu. Już nie daleko, za granicą, ale tu, niemal obok.

Lęk, jaki wywołuje w nas koronawirus sprawia, że większość czasu szukamy informacji na jego temat, oglądamy telewizję, sprawdzamy wiadomości w internecie, przeglądamy media społecznościowe, które cały czas informują o nowych zachorowaniach, zgonach, rozprzestrzenianiu się wirusa i szerzą, niestety, także bzdury o tym, jak się można uchronić i co niedługo się stanie.

– To działa na wyobraźnię i wzmacnia lęk. Zdarza się, że popycha do irracjonalnych zachowań, np. do ucieczek z miejsca kwarantanny, zaprzeczania: „Mnie to nie dotyczy, w związku z tym mogę stąd wyjść”, itd. Włączają się mechanizmy obronne – zauważa psychiatra.

Wszechobecność informacji o koronawirusie i o zagrożeniach jakie niesie, fakt, że ono jest bliskie i realne, będzie lęk wzmacniać, a wiele osób może być tym lękiem sparaliżowana.

Zdaniem specjalistów nawet osoby, które dotychczas nie miały problemów psychicznych, będą odczuwały lęk – o pracę, sytuację materialną, zdrowie – to zbiorowe doświadczenie, nie unikniemy go. Ważne, by podjąć próbę, aby nie ulegać panice.

Czas epidemii trudny dla osób z zaburzeniami lękowymi

Niektóre osoby są bardziej podatne na działanie szerzącego się niepokoju. To na przykład osoby z problemami psychicznymi, np. zaburzeniami urojeniowymi, którym towarzyszy ciągły lęk np. o to, że są na coś chorzy, tylko nikt jeszcze tego nie wykrył. To grupa osób, która w takiej sytuacji poczuje się bardzo zagrożona.

Prof. Gałecki wskazuje, że osoby, które mają jakiś mankament w funkcjonowaniu osobowości, w postrzeganiu rzeczywistości czy predyspozycje do zaburzeń psychicznych albo cierpią na zaburzenia psychiczne, mają mniejsze zdolności adaptacyjne. A wówczas wyjątkowe sytuacje pogłębiają skrajne postawy. Pacjenci z lękiem uogólnionym, którzy w zupełnie zwykłych warunkach martwią się na zapas – że zachorują, że zabraknie żywności w sklepach, że nie poradzą sobie finansowo – teraz będą martwić się jeszcze bardziej.

– Podstawową cechą, która predysponuje do rozwoju każdego zaburzenia psychicznego jest zmniejszona zdolność do adaptacji – to może być kwarantanna, utrata pracy, zmiana statutu materialnego. Jeżeli ktoś ma słabsze zdolności radzenia sobie, może mieć w obecnej sytuacji kłopot – zwraca uwagę prof. Piotr Gałecki.

Pacjenci z zaburzeniami hipochondrycznymi, czyli lękiem przed chorobą i śmiercią, będą odczuwali spotęgowany niepokój o swoje zdrowie i życie. Ten lęk może być dodatkowo wzmocniony niepewnością wokół służby zdrowia.

– Osoby z tendencjami hipochondrycznymi funkcjonują lepiej, gdy wiedzą, że w pobliżu jest lekarz, gdy mają do kogo zadzwonić, gdyby coś się działo – to daje im poczucie bezpieczeństwa. A kiedy taka osoba czyta informacje, że gdzieś brakuje personelu, a gdzieś sprzętu, to ich lęk się nakręca. Pojawia się wizja, że w razie potrzeby nie będzie wystarczającej pomocy i zaczynają panikować – tłumaczy psychiatra.

Warto więc, by zadbać w tej sytuacji nawet o telefoniczny kontakt ze specjalistą. W sytuacji kryzysu psychicznego przez całą dobę można zadzwonić na bezpłatny telefon Itaki, pod którym dyżurują psychoterapeuci, psychologowie i psychiatrzy ( tel. 800 70 2222). Każdy uzyska tam wsparcie.

Nie wpadaj w panikę

Uważa się, że ostry stres jesteśmy w stanie znosić kilka tygodni, potem przechodzi on w stres przewlekły, który może mieć niestety na nas niekorzystny wpływ w każdym obszarze funkcjonowania.

Jak nie dać się panice

  • Nie poddawaj się atmosferze strachu.

Niepokój w obecnej sytuacji jest naturalną reakcją, ale ważne, by nami nie owładnął. Wspólne przeżywanie, także niepokoju, ma pozytywne strony pod warunkiem, że ma to wymiar wspierający, a nie wzmacniający lęk. Warto zwrócić uwagę, że to jest doświadczenie nas wszystkich i dobrze jest być w kontakcie z innymi: dzwonić do siebie nawzajem, pytać o zdrowie, interesować się problemami, pomagać je rozwiązywać, a zatem szukać dróg rozwiązania problemu, a nie nakręcać spirali wzajemnego lęku i strachu.

  • Mądrze korzystaj z mediów.

– Nie chodzi jednak o zupełne odcinanie się od mediów, chociażby ze względu na zarządzenia władz państwowych, które warto i trzeba znać. Lepiej jednak to sobie jakoś ucywilizować, dawkować. Np. przeglądam internet o określonych godzinach, poświęcam na to konkretną ilość czasu, sprawdzam tylko, co nowego, a nie poszukuję wszystkiego co na ten temat zostało napisane. Bo im więcej wchodzi się w internet, tym łatwiej natknąć się na informacje straszące, nieprawdziwe – ostrzega dr Murawiec.

Warto pamiętać, że w sieci rozprzestrzenia się mnóstwo nieprawdziwych informacji i nie przyjmować bezkrytycznie kolejnych sensacyjnych doniesień.

  • Ważne jest uzmysłowienie sobie naszej sieci kontaktów i miejsca w społeczeństwie

Spróbujmy spojrzeć na sytuację nie tylko z perspektywy indywidualnej. Takie nastawienie łatwiej przychodzi w społeczeństwach o wysokim znaczeniu rodziny i/lub kolektywnych, w których jednostki mają sporą tendencję do kierowania się dobrem społeczeństwa i ludzkości. To pierwotne wartości – grupa musi przetrwać. Z czasem jednak coraz bardziej się indywidualizowaliśmy, a to wymaga spojrzenia w szerszej perspektywie, do której nie jesteśmy przyzwyczajeni.

WHO  w swoich wytycznych proponuje, aby lęk zamienić na empatię.

– To jest bardzo dobre podejście. Bo jeśli będę się trząsł ze strachu, to będzie mnie paraliżował lęk, a jeżeli będę myślał o innych, o tym, jak mogę komuś pomóc, to może wyjdzie z tego coś dobrego, a do tego będę mógł myśleć o sobie z poczuciem dumy, że w tych trudnych czasach sprostałem – podkreślają specjaliści.

Krajobraz po epidemii

W którymś momencie epidemia zacznie wygasać, ale jej skutki częściowo pozostaną – począwszy od gospodarczych po psychiczne. To raczej nie uniknione.

Może się bowiem okazać, że dalekosiężne skutki będą poważne – na skutek epidemii zachwiana zostanie stabilizacja finansowa niektórych osób, niektórzy stracą pracę.

– W naszym szpitalu odwołaliśmy wszystkie psychoterapie i wizyty ambulatoryjne, które nie są niezbędne, przeszliśmy na wystawianie e-recept. Osoby, które pracują na kontrakcie lub umowę zlecenie martwią się tym, że nie będą pracować, a tym samym zarabiać – zwraca uwagę prof. Gałecki.

Ale obecna sytuacja może też przynieść zmiany wręcz cywilizacyjne – w ekspresowym tempie rozwiną się wszelkie formy e-usług, część osób, które przeszły na pracę zdalną, pozostanie już w takiej formule – a to z czasem pociągnie za sobą kolejne zmiany. Na zawsze prawdopodobnie pozostaną teraz niektóre wprowadzane procedury – jak choćby dotyczące przestrzegania higieny w firmach.

W końcu jednak sytuacja się unormuje, a emocje zaczną opadać. Za parę lat to, co dzieje się teraz, może stać się to przedmiotem opowieści na temat osobistych przeżyć związanych z pandemią – to będzie zapamiętane do końca życia i opowiadane jako rodzinne historie.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Apetyt na kawę służy zdrowej starości

Co piąty mieszkaniec Unii Europejskiej ma 65 lat i więcej. Oznacza to, że niemal 100 milinów ludzi na naszym kontynencie …

Postpandemiczna rzeczywistość dzieci i nastolatków

Separacja od rówieśników, trudności w adaptacji do nauki zdalnej, poczucie osamotnienia i zagubienie spowodowały, że …

Jak przygotować się do szczepienia przeciw COVID-19

Przed szczepieniem warto dobrze się wyspać, zjeść pożywny posiłek i ograniczyć spożycie alkoholu. Na co jeszcze powinniśmy …