Kategoria: ZDROWIE

Jak zachować się w czasie burzy i pomóc osobie rażonej piorunem

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed burzami. Sprawdź, czy wiesz, jak się zachować w czasie burzy i co robić, gdy kogoś porazi piorun.

Wbrew pozorom, zdecydowana większość ofiar rażonych piorunem przeżywa ten wypadek (szacuje się, że tych, którzy przeżywają, jest cztery do pięciu razy więcej niż tych którzy giną). Jednak większość tych, którzy przeżyli, może doświadczać różnego rodzaju komplikacji zdrowotnych, dlatego po każdym takim zdarzeniu, nawet jeśli ofiara deklaruje, że nie czuje się źle, powinna skorzystać z pomocy lekarskiej.

Do śmiertelnego porażenia piorunem dochodzi najczęściej w górach, rzadziej na dużych zbiornikach wodnych oraz rozległych, otwartych przestrzeniach z wysokimi drzewami i/lub budynkami. W Polsce rocznie z tego powodu umiera od kilkunastu do kilkudziesięciu osób.

Co to jest piorun?

Piorun to chwilowe, przejściowe wyładowanie atmosferyczne o bardzo dużym ładunku elektrycznym, do którego dochodzi pomiędzy chmurami lub też między chmurami a ziemią.

Najlepiej w czasie burzy być w domu. Dobrym schronieniem jest też samochód, o ile jest zaparkowany w bezpiecznym miejscu (np. nie pod drzewem). W domu trzeba zamknąć okna, lepiej też nie dotykać metalowych przedmiotów.

Burza złapała nas poza domem: co robić?

  • Unikaj przebywania w pobliżu szczytów i grzbietów górskich.
  • Unikaj otwartych przestrzeni, ale nie stój pod pojedynczym drzewem, słupem. Gęsty drzewostan daje lepszą ochronę.
  • Wyjdź z wody!
  • Jeśli jesteś na otwartej przestrzeni i nie masz gdzie się schować, kucnij, trzymając zetknięte kolana i kostki. Można usiąść na płóciennym lub skórzanym plecaku, torbie, linie, pod warunkiem, że są suche.
  • Nie kładź się na ziemi!
  • Jeśli jesteś w grupie, jej członkowie powinni zachowywać między sobą kilkumetrową odległość.
  • Usuń z ubrania wszelkie metalowe przedmioty (np. karabińczyki)
  • Unikaj kontaktu z wszelkimi przedmiotami, które mogą przewodzić prąd (najlepszymi przewodnikami są metal i woda).
  • Jeśli masz kask, włóż go na głowę.

Jak może porazić piorun?

Są cztery mechanizmy, wskutek których może dojść do porażenia piorunem człowieka:

  • Bezpośrednie uderzenie pioruna w ciało (zdarza się rzadko)
  • Wyładowanie iskrowe, wskutek którego prąd „przechodzi” po skórze; zwykle dochodzi wówczas do rozległych oparzeń, może uszkodzić ubranie;
  • Uderzenie pioruna w ziemię w pobliżu człowieka;
  • Fala uderzeniowa powodująca uraz mechaniczny.

Kiedy piorun uderza, prąd przechodzi poprzez tkanki o najmniejszej oporności. Ponieważ nerwy, naczynia krwionośne, tkanka łączna są bogate w wodę i elektrolity są najbardziej narażone na jego niszczące działanie.

Pierwsza pomoc osobie rażonej piorunem

  • Zapewnij sobie bezpieczeństwo – ratownicy mają powiedzenie, że martwy ratownik to zły ratownik
  • Nie bój się dotykać osoby rażonej piorunem!
  • Wezwij pomoc
  • Oceń, czy ofiara rażenia jest przytomna, oddycha, bije jej serce
  • Jeśli nie wyczuwasz tętna, wykonuj masaż serca
  • Jeśli ofiara nie oddycha, ale ma tętno, rozpocznij sztuczne oddychanie  metodą usta-usta
  • Opatrz widoczne oparzenia i krwawienia
  • Bądź z ofiarą do momentu przybycia pomocy, wspieraj ją psychicznie.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Jak rozpoznać, że jesteś w dużym niebezpieczeństwie?

Ratownik TOPR i lekarz medycyny ratunkowej Sylweriusz Kosiński zwraca uwagę na sygnały, które mówią, że znajdujemy się w dużym niebezpieczeństwie. Jednym z nich jest „naelektryzowanie się” włosów – czyli unoszenie się ich w kierunku prostopadłym do skóry.

Kolejny sygnał pozwala ocenić, czy jesteśmy blisko/daleko od burzy – bardzo niebezpiecznie jest wtedy, gdy pomiędzy błyskiem a grzmotem upływa mniej niż 30 sekund. Co ważne, całkiem bezpieczni jesteśmy dopiero wtedy, gdy po ostatnim błysku lub grzmocie minęło 30 minut.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Fot. www.pixabay.com

Twoje serce nie lubi upałów.

Temperatury przewyższające 30˚C mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców umiarkowanej strefy klimatycznej, dla  których upały nie są codziennością. Negatywne skutki letniej pogody odczuwają głównie osoby starsze, jednak drugą dużą grupę ryzyka   stanowią osoby cierpiące na choroby układu krążenia. Czego powinny unikać latem oraz jaką profilaktykę stosować o tej porze roku?

Groźne choroby układu krążenia

Według danych GUS choroby układu krążenia w ostatnim ćwierćwieczu odpowiadały aż za połowę wszystkich zgonów w Polsce. Dzięki rozwojowi kardiologii umiemy sobie z nimi radzić, ale jest wiele sytuacji, w których pacjenci kardiologiczni powinni zachować szczególną ostrożność – na przykład w okresie wzmożonych upałów. Podczas wysokich temperatur wzrasta ryzyko nasilenia objawów chorób serca. Zasłabnięcia, duszność, ból w klatce piersiowej – to najczęstsze symptomy, z którymi „sercowcy” trafiają do lekarzy w sezonie letnim. To właśnie w tym czasie dochodzi najczęściej do udaru mózgu, nasilenia niewydolności serca oraz zaostrzenia objawów choroby wieńcowej.

Choroby krążenia nie lubią upałów. Pacjenci zmagający się z nimi powinni latem bacznie obserwować swój organizm i reagować na wszelkie niepokojące sygnały. Ta rada dotyczy nie tylko osób po zawale serca, ze zdiagnozowanym nadciśnieniem tętniczym, miażdżycą tętnic, niewydolnością serca czy zaburzeniami rytmu, ale też mających żylaki kończyn dolnych. 

DR N. MED. ZBIGNIEW TOMIK, KARDIOLOG GRUPY LUX MED

Dlaczego upał zagraża sercu?

Utrzymujące się wysokie temperatury zmuszają organizm do bardziej wytężonej pracy, której celem jest ochrona przed przegrzaniem oraz utrzymanie ciepłoty ciała na bezpiecznym poziomie 36,6-37˚C. Podczas upałów serce zaczyna bić szybciej, a naczynia krwionośne rozszerzają się. Zaczynamy się wtedy intensywniej pocić, co jest naturalną reakcją obronną, mającą ochronić organizm przed przegrzaniem. U osób z chorobą wieńcową, po zawale serca, wadą zastawkową czy nieleczonym nadciśnieniem tętniczym, serce może jednak nie udźwignąć wysiłku, do jakiego jest wtedy zmuszone. Dr n. med. Zbigniew Tomik, przestrzega:

Organizm wystawiony na wysoką temperaturę zaczyna słabnąć. Łatwo to zaobserwować: w upały jesteśmy wyraźnie zmęczeni, rozleniwieni, działamy wolniej, miewamy problemy z koncentracją. Gdy w takiej sytuacji dodatkowo podejmujemy wysiłek fizyczny, zwiększa się ryzyko przegrzania organizmu, odwodnienia i dochodzi do gwałtownych spadków ciśnienia tętniczego krwi. Obniżenie ciśnienia organizm usiłuje skompensować szybszą pracą serca, a więc przyspieszeniem pulsu, z czym nie zawsze jest w stanie sobie poradzić.

DR N. MED. ZBIGNIEW TOMIK, KARDIOLOG GRUPY LUX MED

Przykre konsekwencje upałów

Niebezpieczne dla osób ze schorzeniami kardiologicznym są nagłe wahania ciśnienia krwi. Niskie ciśnienie tętnicze prowadzi do omdleń, może dojść do przejściowego niedokrwienia mięśnia sercowego, a nawet niedokrwienia mózgu lub udaru mózgu. Osoby z problemami kardiologicznymi powinny częściej kontrolować ciśnienie krwi, jednak jak zauważa ekspert, praktyka pokazuje, że robi to regularnie zaledwie co trzeci chory:

W sezonie letnim zalecamy częstsze pomiary ciśnienia, gdyż u wielu pacjentów dochodzi w czasie upałów do jego spadku. Część pacjentów przyjmujących leki obniżające ciśnienie powinna mieć latem zmienione ich dawkowanie, jednak nie powinni robić tego samodzielnie, tylko po konsultacji z lekarzem.

DR N. MED. ZBIGNIEW TOMIK, KARDIOLOG GRUPY LUX MED

Jak bezpiecznie przetrwać upał?

Latem osoby z chorobami układu krążenia powinny przestrzegać kilku prostych zasad. Po pierwsze: pić dużo płynów, by uniknąć odwodnienia. Warto sięgać po wodę mineralizowaną, zawierającą elektrolity, które są tracone w dużej ilości przez skórę. Po drugie: zapobiegać przegrzaniu. Czas wolny najlepiej spędzać w półcieniu, unikać spacerów między 10.00 a 15.00, a cięższe prace wykonywać wieczorem. Należy również zadbać o nakrycie głowy. Niewskazane jest przebywanie w miejscach zatłoczonych, a w klimatyzowanych pomieszczeniach temperatura powinna być niższa maksymalnie o 5 stopni od tej, panującej na zewnątrz. Kolejna rzecz to lekkostrawna dieta, pozbawiona kawy i alkoholu oraz wysiłek fizyczny – regularny, ale umiarkowany, np. wieczorny spacer. W upale wzrasta ryzyko zakrzepów, dlatego osoby mające żylaki kończyn dolnych powinny dużo chodzić, odpoczywać z nogami uniesionymi powyżej serca, nie wystawiać ich na słońce i nie uciskać ciasną odzieżą.

Alarmujące sygnały

Odróżnienie zwykłego przemęczenia od skutków przegrzania w upalny dzień może być trudne. Zasłabnięcie, zwłaszcza u pacjenta z chorobami serca, zawsze powinno być sygnałem do pilnego wezwania pomocy. Nie należy też ignorować duszności ani bólu w klatce piersiowej. Osoby z nadciśnieniem powinny dodatkowo zwracać uwagę zarówno na duży wzrost ciśnienia, jak też jego spadek, i wówczas zawsze pilnie zasięgnąć porady lekarskiej.

Źródło: Materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Polak na wakacjach – jakie dolegliwości najczęściej doskwierają nam latem?

Kąpiele słoneczne, górskie wędrówki, relaks na działce, spływ kajakowy – w letnich miesiącach chętniej wypoczywamy na łonie natury. Nawet, jeśli naszą ulubioną formą relaksu jest bierne wylegiwanie się na leżaku, wyjeżdżając na urlop powinniśmy zabezpieczyć się na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Należy do nich kilka typowo wakacyjnych dolegliwości, które potrafią zepsuć nawet świetnie zapowiadający się wypoczynek. Podpowiadamy, jak się przed nimi chronić i na co latem szczególnie uważać.

Tajlandia vs Mazury

Planując wycieczkę w tropiki szczepimy się przeciwko chorobom zakaźnym, a do plecaka pakujemy leki antymalaryczne i moskitiery. Zwykło się więc uważać, że specjalnych przygotowań wymagają wyłącznie egzotyczne wyprawy. Nie jest to do końca zasadne: podróżując po Polsce jesteśmy również narażeni na zagrożenia ze strony wirusów, bakterii, słońca i przyrody.

Do wakacyjnego wyjazdu, nawet niedalekiego, powinniśmy rozsądnie się  przygotować i wyposażyć w podstawowe środki ochronne. W apteczce nie  może zabraknąć środków odkażających i opatrunkowych, leków  przeciwbólowych, przeciwgorączkowych, przeciwalergicznych oraz  przeciwbiegunkowych. Przydatny może okazać się także spray odstraszający  owady oraz krem z filtrem dostosowanym do rodzaju skóry. Warto też  regularnie przypominać sobie zasady udzielania pierwszej pomocy np.  wykorzystując bezpłatną aplikację Pierwsza Pomoc Grupy LUX MED. Można ją  pobrać na telefon ze sklepu z aplikacjami.

DR N. MED. JAN LEBIEDOWSKI, INTERNISTA GRUPY LUX MED

Plażowanie na całego

Wyjazdy nad morze to najpopularniejsza wśród Polaków forma spędzania wakacji, lecz niekoniecznie najbezpieczniejsza. Woda jest groźnym i podstępnym żywiołem — przypominają rokrocznie ratownicy. Ostrzegają przed brawurą oraz kąpielach po spożyciu alkoholu. Nad wodą grożą nam nie tylko utonięcia czy urazy spowodowane skakaniem do niej na główkę. Pływakowi może przytrafić się skurcz, zachłyśnięcie, skaleczenie, a także zakażenia bakteryjne i grzybicze. Jednak najczęstszymi wakacyjnymi dolegliwościami są poparzenia słoneczne i udary cieplne.

Udary zazwyczaj bagatelizujemy, bo ich objawy przypominają  przeziębienie. Podobnie jest z ostrzeżeniami lekarzy przed  promieniowaniem UV –  opalamy się w godzinach, w których jest  najsilniejsze, czyli między 11.00 a 16.00. W tym czasie jesteśmy  najbardziej narażeni na oparzenia.

DR N. MED. JAN LEBIEDOWSKI, INTERNISTA GRUPY LUX MED

Podstawowa ochrona przed słońcem i skutkami przebywania na dworze w upalne dni, oprócz kosmetyków z filtrem i nakrycia głowy powinna obejmować picie dużej ilości płynów i unikanie wysiłku. To ostatnie dotyczy zwłaszcza osób cierpiących na choroby krążenia oraz seniorów.

Co w trawie piszczy?

Z roku na rok natura jest dla nas mniej łaskawa. Coraz cieplejsze zimy powodują zwiększenie populacji kleszczy, które przenoszą choroby zakaźne: anaplazmozę, gorączkę Q, tularemię, babeszjozę i dwie najgroźniejsze dla ludzkiego organizmu: boreliozę oraz kleszczowe zapalenie mózgu. O ile przed zapaleniem mózgu, spowodowanym przez kleszcza, możemy i powinniśmy się chronić za pomocą szczepień, tak boreliozy możemy uniknąć wyłącznie dzięki ochronie przed ukąszeniem, a w przypadku wbicia się tego pajęczaka w skórę, szybkiej reakcji i wizycie u lekarza. Osoby przebywające na terenach trawiastych lub leśnych powinny zakrywać skórę, głowę i stopy, a codziennie wieczorem uważnie obejrzeć swoje ciało w dobrym świetle (zwłaszcza pachy, pachwiny, okolice piersi) pod kątem obecności kleszcza. Należy też pamiętać, aby zabezpieczać przed nimi zwierzęta domowe, które przebywają na dworze.
Latem zwiększa się także liczba ukąszeń przez inne owady. O ile  ugryzienie przez komara w naszej strefie klimatycznej powoduje wyłącznie  dyskomfort, tak np. użądlenie przez pszczołę lub osę może skończyć się  wstrząsem anafilaktycznym, obrzękiem twarzy i języka oraz pobytem w  szpitalu. Szacuje się, że na jad tych owadów uczulony jest zaledwie 0,5  proc. populacji, ale niestety większość tej grupy o alergii dowiaduje  się post factum. Pszczoły i osy przyciągają do nas słodkie zapachy,  dlatego w plenerze lepiej unikać perfum, a napoje przelewać do  przezroczystej szklanki (częstym przypadkiem jest „połknięcie” pszczoły,  która niezauważona wpadła np. do puszki lub butelki).

Ostrożność przede wszystkim

Często się zdarza, że wakacyjne dolegliwości (np. stłuczenia, złamania,  otarcia, odparzenia) fundujemy sobie na własne życzenie. Nierozważne  zachowania można by wymieniać długo, jednym z nich jest wchodzenie np.  na Giewont w japonkach. Szczególnej rozwagi wymaga też żywienie się poza  domem. Według danych GIS latem znacząco rośnie liczba zachorowań na  salmonellozę; inne statystyki mówią natomiast, że aż 1/3 Polaków na  urlopie cierpi na zatrucia pokarmowe. O taką dolegliwość nietrudno,  jeśli sięgamy po jedzenie z niepewnych źródeł, zawierające surowy  nabiał, leżące poza lodówką przez wiele godzin lub kiedy spożywamy  nieumyte owoce i warzywa. Nie jesteśmy w stanie oczywiście zabezpieczyć  się przed wszystkimi dolegliwościami, ale zawsze należy zachować zdrowy  rozsądek i być przygotowanym na ewentualne zagrożenia.
Polak na wakacjach.jpg

Źródło: Materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Joga pomaga na stres w ciąży

Ćwiczenia jogi uspokajają, zmniejszając stres w ciąży. Dzięki nim przyszłe mamy śpią lepiej i dłużej, zwłaszcza w ostatnim trymestrze. To jedna z dobrych opcji dla aktywności fizycznej dla kobiet w ciąży.

Stres nie jest niczym nadzwyczajnym w ciąży. Najnowsze badania dowodzą, że jednym z dobrych sposobów na jego zniwelowanie mogą być ćwiczenia jogi. To nie tylko aktywność fizyczna, ale przede wszystkim zajęcia oddechowe. Długie, spokojne, głębokie wdechy i wydechy wzmacniają dotlenienie organizmu, poprawiają przepływ krwi oraz zapobiegają nadciśnieniu. Dotychczasowe badania dowodzą uspokajającego działania tych ćwiczeń. U osób praktykujących jogę bezpośrednio po zajęciach odnotowano obniżony poziom zawartości α-amylazy w ślinie. Enzym ten uważany jest za dobry wskaźnik stresu. Im jest go więcej – tym zdenerwowanie wyższe. Inne badania dowodzą również, że u dorosłych osób z nadciśnieniem, po zajęciach jogi ciśnienie krwi stabilizuje się.

Czy kobiety w ciąży mogą ćwiczyć jogę?

Nie ma bezwzględnych przeciwwskazań, ale warto poradzić się lekarza, jakich pozycji unikać. Badania, choć wciąż stosunkowo nieliczne, wykazują, że joga pozytywnie działa na przyszłą mamę.

Momoko Kusaka, położna z Uniwersytetu Tokijskiego zrekrutowała do swoich badań kilkadziesiąt kobiet, które od 20. tygodnia ciąży aż do rozwiązania dwa razy w miesiącu chodziły na zajęcia z jogi i trzy razy w tygodniu ćwiczyły samodzielnie. Dwukrotnie sprawdzano u nich w ślinie (w 27-32.  i 34-37. tygodniu ciąży) poziom kortyzolu – hormonu stresu, dwukrotnie też wypełniały testy psychologiczne pozwalające ocenić, na ile są zestresowane. Okazało się, że za drugim razem (a więc już po kilku tygodniach ćwiczeń) obydwa te wskaźniki były niższe niż wcześniej. Na tej podstawie Kusaka stwierdziła, że joga obniża poziom stresu u ciężarnych.

W tym badaniu brakowało jednak grupy kontrolnej. Tę lukę wypełniły inne badaczki z uniwersytetu w Osace: Mako Hayse i dr Mieko Shimada, które postanowiły przeprowadzić podobne, jednak bardziej rozbudowane testy. W ich badaniach wzięły udział dwie grupy ochotniczek. Obydwie składały się ze zdrowych kobiet w podobnym wieku, których ciąża nie była w żaden sposób zagrożona. Przedstawicielki pierwszej (38 pań), raz na tydzień od ok. 20-23 tygodnia ciąży aż do rozwiązania raz w tygodniu chodziły na godzinną sesję jogi, miały też  ćwiczyć same ok. 15 minut każdego dnia. W grupie kontrolnej znalazło się 53 kobiet, które nie uprawiały jogi.

Wszystkie przyszłe mamy trzykrotnie: w 20-23, 28-31 i 36-40 tygodniu ciąży miały przez 24 godziny monitorowaną specjalnym urządzeniem zmienność rytmu zatokowego serca (wskaźnik zdrowia serca), przed i po zajęciach mierzono u nich poziom zawartości α-amylazy w ślinie, wypełniały kwestionariusze pozwalające ocenić u nich poziom stresu. Ponadto prowadziły dzienniczki snu, bo badaczki chciały sprawdzić, na ile ćwiczenia pływają na jakość i długość nocnego (i nie tylko) odpoczynku.

Jak joga może wpływać na organizm kobiety w ciąży?

Okazało się, że:

  • U przyszłych mam uprawiających jogę różnicowanie zmienności rytmu zatokowego serca było największe pod koniec ciąży, a więc po kilkunastu tygodniach ćwiczeń – co oznacza, że ich serca były w niezłej formie. Co jednak ważniejsze, pomiary te wykorzystano również do oceny działania autonomicznego układu nerwowego ( w uproszczeniu składa się on z sympatycznego i parasympatycznego układu nerwowego.)  Badanie wykazało, że w nocy następuje spadek aktywności sympatycznego układu nerwowego, który odpowiada za mobilizację i gotowość do walki. Kobiety najwyraźniej się wyciszały. To zjawisko nie było obserwowane u przyszłych mam nie uczęszczających na jogę.
  • testy psychologiczne wykazywały, że kobiety ćwiczące jogę były nieco mniej zestresowane, ale nie były to duże różnice i nie były one bardzo istotne statystycznie.
  • poziom α-amylazy w ślinie, spadał dość znacząco po każdych ćwiczeniach.
  • kobiety ćwiczące jogę spały dłużej nocą i lepiej wraz z postępem ćwiczeń – czyli, gdy ich ciąża stawała się coraz bardziej zaawansowana. Rzadziej budziły się też w nocy.

Podsumowując swoje ustalenia Hayse i dr Shimada oceniły, że joga oddziałuje na autonomiczny układ nerwowy, osłabiając działanie sympatycznego układu nerwowego (pobudzającego) i wzmacniając role parasympatycznego (hamującego reakcje organizmu, w tym te stresowe) i to nawet wtedy, jeśli nie daje się tego wykryć w testach psychologicznych. Być może, sugerują badaczki, trzeba więcej ćwiczyć, by dało się to zarejestrować w owych testach.

Zmiany w funkcjonowaniu autonomicznego układu nerwowego dają się również przełożyć również na lepszy i bardziej relaksujący odpoczynek nocny, co zdecydowanie wychodzi przyszłym mamom na zdrowie.

Z kolei badania tajwańskich uczonych pod kierunkiem Yi-Chin Sun ze szpitala Shin Kong Wu Ho-Su w Tajpej dowiodły, że pozytywny wpływ jogi sięga nawet dalej. W ich eksperymencie ciężarne ćwiczyły od 26-28 tygodnia ciąży aż do rozwiązania, trzy razy po 30 minut w tygodniu. W porównaniu do pań z grupy kontrolnej, które nie ćwiczyły, lepiej znosiły ciążę i, co ważne, znacznie wyżej oceniały swoją własną skuteczność podczas porodu (uważały m.in., że lepiej dały sobie radę np. z oddychaniem i relaksowaniem się między skurczami, dobrze współpracowały z personelem). Jednym słowem czuły się bardziej pewnie na sali porodowej.

Badania potwierdzają więc, że joga jako zestaw ćwiczeń rozciągająco-relaksujących może znacząco nie tylko zmniejszyć stres u kobiet w ciąży, ale i pomóc im przetrwać wysiłek porodu. Może warto rozważyć tę opcję, zwłaszcza że wysiłek fizyczny w ciąży jest jednym z zaleceń dla przyszłych mam.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kiedy uczulenia się krzyżują

U wielu alergików może dojść do reakcji alergicznej na alergen, na który paradoksalnie mogą nie być uczuleni, ale który ma podobną budowę do „ich” składnika uczulającego. Sprawdź, jakie są najczęstsze alergiczne reakcje krzyżowe.

Alergia pokarmowa to patologiczna, powtarzalna reakcja organizmu na powszechnie spożywany pokarm, uwarunkowana mechanizmami immunologicznymi. Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich, w którym brak aktualnych danych na temat rzeczywistej częstości występowania alergii pokarmowej w wieku rozwojowym i wśród dorosłych. Wiadomo jednak, że skala problemu dramatycznie rośnie. Przyczyn upatruje się w zmianach klimatycznych, zanieczyszczeniach gleby i powietrza, paleniu papierosów, nadużywaniu antybiotyków. Bardzo duże znaczenie ma także zmiana nawyków żywieniowych i stylu życia:

  • mała aktywność fizyczna,
  • krótki czas przebywania na świeżym powietrzu,
  • życie w stresie,
  • zanieczyszczenie powietrza,
  • palenie tytoniu,
  • więcej węglowodanów i tłuszczów w pokarmach, mniej błonnika
  • niskie spożycie pokarmów bogatych w wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3,
  • mniej różnorodna flora bakteryjna w układzie pokarmowym.

Trzeba też pamiętać, że wystąpienie alergii pokarmowej uzależnione jest od genetycznej predyspozycji danej osoby, a także dawki alergenu, jego struktury i biochemicznych i fizykochemicznych właściwości alergenu.

Alergia pokarmowa może występować w różnych wariantach klinicznych. Najczęściej związana jest z alergią na mleko, jajka, soję i może mieć charakter przemijający. W przypadku uczulenia na orzechy, ryby, skorupiaki zwykle trwa przez całe życie.  U części osób objawy mogą pojawić się po osiągnięciu dojrzałości.

Alergiczna reakcja krzyżowa: co to jest?

Zdarza się też, że alergia na pokarmy reaguje krzyżowo z innymi pokarmami, lekami lub pyłkami roślin. To znaczy, że uczulający pokarm wyzwala objawy alergii tylko wtedy, gdy jest spożywany w okresie pylenia roślin lub tylko wtedy, gdy  jest spożywany z innym pokarmem, alkoholem  lub lekiem. U niektórych osób z alergią pokarmową objawy pojawiają się tylko po zadziałaniu innych dodatkowych bodźców jak ciepło, zimno czy wysiłek fizyczny.

– Obecność tych dodatkowych czynników zwanych kofaktorami w sposób istotny wpływa na występowanie objawów. Obniżają one próg pobudliwości na alergeny powodując, że reakcje alergiczne występują tylko w ich obecności – tłumaczy prof. Zbigniew Bartuzi.
Ocenia się, że u ok. 80 proc. dorosłych pacjentów rozwój alergii pokarmowej ma związek z uczuleniem na alergeny wziewne. Możliwa jest reaktywność krzyżowa pomiędzy niespokrewnionymi pokarmami, także gatunkami ze świata roślin i zwierząt.

Profesor Zbigniew Bartuzi ma wielu pacjentów uczulonych na alergeny kurzu domowego, u których wystąpiły objawy, często dramatycznie przebiegające, po spożyciu krewetek. U tych osób objawy wystąpiły po raz pierwszy, a krewetki  nigdy wcześniej nie były spożywane.

– I ten szczegół z wywiadu silnie sugeruje alergię krzyżową. Aby rozwinęła się alergia prawdziwa, musi być wcześniej kontakt z danym pokarmem, a reakcja rozwija się dopiero po jego ponownym spożyciu. W przypadku alergii krzyżowych często jest to pierwszy kontakt z danym pokarmem – tłumaczy profesor.

Osoby nadwrażliwe na alergeny wziewne najczęściej reagują także na wybrane pokarmy pochodzenia roślinnego. Jest to tak zwany zespół pyłkowo-pokarmowy, czyli  reakcja krzyżowa. Nie jest to stan równoznaczny ze współwystępowaniem uczulenia na kilka różnych alergenów. Przykładowo, u osób uczulonych na pyłek leszczyny lub olszy obserwuje się często nadwrażliwość na jabłka i gruszki.

Z kolei pokarmy reagujące krzyżowo z pyłkami traw to między innymi mąka żytnia i pszenna, fasola, seler, marchew i dynia. U osób z pierwotnym uczuleniem na pyłki traw objawy mogą być indukowane także przez melona, arbuza, banana, pomarańczę, pomidora oraz orzechy laskowe i ziemne (zespół pyłkowo-pokarmowy zależny od profilin). Największa ilość alergenów występuje w skórce świeżych owoców. Objawy nie występują z kolei po zjedzeniu produktów owocowych przetworzonych termicznie. Natomiast pierwotne uczulenie na pyłki brzozy, bardzo częste w polskiej populacji, wyzwala alergie na takie pokarmy jak: ziemniak, kiwi, orzechy laskowe i ziemne (zespół- brzoza-owoce-warzywa).

U pacjentów uczulonych na pierze mogą wystąpić objawy alergiczne po spożyciu żółtka jaj i mięsa kurczaka (zespół ptak-jajko). Pierwotne uczulenie nabywane jest drogą wziewną po kontakcie z ptakami, a u dzieci zwykle po spożyciu żółtka jaja. Co ciekawe, pacjenci z prawdziwą alergią na drób zazwyczaj nie mają alergii na jaja. Inna forą alergii jest zespół wieprzowina – sierść kota. U pacjentów uczulonych na sierść kota mogą występować objawy nie tylko po spożyciu mięsa wieprzowego, ale również mięsa innych ssaków. Chorzy ci wykazują również alergię na sierść innych zwierząt, m.in. psa, krowy, chomika i konia.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Objawy reakcji krzyżowych

Objawy alergii krzyżowej mogą dotyczyć każdego narządu i układu. Najczęściej obserwujemy w przypadku alergii krzyżowej na pyłki roślin oraz owoce i warzywa tak zwany zespół alergii jamy ustnej.

– Przejawia się on obrzękiem warg i języka, szczypaniem w jamie ustnej, dusznością, czasami objawami ze strony przewodu pokarmowego a nawet anafilaksją. Objawy skórne tj. pokrzywka, tzw. obrzęki Quincke’go bardzo często są przejawem alergii krzyżowych. Można także obserwować biegunki, wymioty, wzdęcia, zaburzenia kardiologiczne czy objawy ze strony układu oddechowego.

Profilaktyka, czyli podstawowe zasady bezpieczeństwa

Najważniejsza jest dobrze przeprowadzona diagnostyka, która pozwala na określenie charakteru uczulenia.

– Dysponujemy w tej chwili nowoczesnymi i precyzyjnymi narzędziami diagnostycznymi jakimi są techniki molekularne, które pozwalają na identyfikacje tych przypadków, gdzie alergie krzyżowe mogą odgrywać istotną rolę kliniczną. W takich przypadkach pacjent jest szczegółowo informowany jakich produktów unikać, na jakie sytuacje się nie eksponować i co robić w przypadku występowania pierwszych objawów narządowych. Tych informacji w każdym przypadku udziela lekarz alergolog, dostosowując zasady profilaktyki, postępowania indywidualnie do każdego pacjenta – wyjaśnia prof. Bartuzi.

Warto też samemu zadbać o swoje bezpieczeństwo i uważnie czytać etykiety na opakowaniach, a także unikać pokarmów zawierających dodatki takie jak konserwanty, barwniki i poprawiacze smaku. Trzeba jednak pamiętać, że nawet przy zachowaniu największej ostrożności, wszystkich zagrożeń nie da się wyeliminować. Można jednak znacznie ograniczyć ryzyko wystąpienia potencjalnie niebezpiecznych reakcji alergicznych.

Lidia Banach dla www.zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Jak uniknąć odwodnienia i przewodnienia

Upały to czas, kiedy można szybko się odwodnić, zwłaszcza wtedy, gdy uprawia się sport. Dowiedz się, jak poznać odwodnienie i jak zdrowo się nawadniać, by uniknąć tego zagrażającego życiu stanu zdrowia.

O tym, ile należy pić wody, jest mnóstwo mitów. Na przykład często mówi się o tym, że trzeba wypijać 2 litry wody dziennie. Tymczasem prostej odpowiedzi na pytanie, ile wody pić, nie ma, bo pożądany poziom przyjmowanych płynów zależy od wieku, budowy ciała, schorzeń, czynności, jakie się wykonuje i temperatury otoczenia.

Istotne jest zatem to, by wiedzieć, kiedy zbliżamy się do niebezpiecznej granicy odwodnienia.

Dobrym wskaźnikiem, czy dochodzi do tego stanu, jest kolor moczu – powinien być delikatnie żółty. Jeśli jest ciemnożółty lub pomarańczowy – pijemy za mało. Z kolei jeśli jest jasny – pijemy za dużo.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Upały a odwodnienie

Zapotrzebowanie na wodę zwiększa się podczas upałów. To dlatego, że organizm się chłodzi poprzez – w uproszczeniu – pocenie się. Parowanie potu to najefektywniejszy sposób naszego organizmu, by pozbyć się nadmiaru ciepła. Jednak wtedy, gdy temperatura na zewnątrz jest bardzo wysoka, a nie uzupełniamy ubywających elektrolitów, gruczoły potowe zmniejszają aktywność.

Dlatego w upale regularne nawadnianie, czyli regularne picie niealkoholowych napojów  w objętości około szklanki napoju, jest kluczem do tego, by przeżyć.

Wodę tracimy niezauważalnie także poprzez oddychanie – w upały objętość tak utraconej wody sięga około jednego litra na dobę!

Utrata wody podczas sportu

Zapotrzebowanie na płyny zwiększa się także podczas uprawiania sportu lub innego wysiłku fizycznego. Podczas biegu wraz z potem średnio tracimy od 1 do 2 l wody na godzinę (to, ile potu wydzielamy, jest kwestią indywidualną i dwie osoby o tej samej masie ciała przy tym samym wysiłku w identycznych warunkach wydzielają zupełnie inne objętości potu).

Ile wody tracimy podczas biegu?

Do pokonania maratonu zawodnik ważący 70 kg zużywa 2950 kcal, co oznacza utratę prawie 3 l wody. Aby nie dopuścić do odwodnienia, należy na trasie biegu wypić 3 l wody. Jeżeli nie uzupełnimy tego deficytu, mięśnie otrzymają mniej tlenu i odprowadzą z nich mniej ciepła, a tym samym skumuluje się w nich więcej ubocznych produktów przemiany materii. Co istotne, na przykład w czasie biegu maratońskiego zawodnik nie zdaje sobie sprawy z odwodnienia. Podczas dużego odwodnienia następuje wzrost częstości skurczów serca, co pozwala mu na kolejne wydatki energii.

Czy można pić za dużo wody?

Tak. Przesadzają z tym także sportowcy. 3,5 tysiąca maratończyków z Nowojorskiego Biegu trafiło w 2004 roku do szpitali z powodu nadmiernego spożycia wody (hiponatremii). Przesada z przyjmowaniem zbyt dużej ilości płynów w stosunku do potrzeb rozcieńcza sód we krwi. Zbyt niskie stężenie tego pierwiastka doprowadza do wymiotów, zaburzeń świadomości, drgawek, a nawet zgonu.

Justyna Wojteczek, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Wysyłasz dziecko na wakacje – zadbaj o jego zdrowie!

Wakacje to czas zabawy i odpoczynku, a dla dzieci to także okazja do rozwijania sprawności i kreatywności. Wakacyjne plany mogą jednak zostać pokrzyżowane przez nagłe i niechciane choroby, dlatego warto zadbać o zdrowie dziecka oraz dobrze przygotować je do wyjazdu.

 

Profilaktyka przed wakacjami może zaoszczędzić sporo stresu i nerwów. – Przed wyjazdem dziecka warto zgłosić się na wizytę kontrolną i sprawdzić jego ogólny stan zdrowia. Zakres działań profilaktycznych uzależniony jest przede wszystkim od celu podróży, trasy, a także planowanych aktywności. Inne zalecenia będą dla dzieci wyjeżdżających do klimatyzowanych hoteli w dużych nadmorskich kurortach, inne dla tych wyjeżdżających w góry, a jeszcze inne dla dzieci udających się pod namiot – mówi lek. Agnieszka Czesak, pediatra, lekarz rodzinny Grupy LUX MED.

Przed wyjazdem za granicę…

…rodzice powinni sprawdzić, czy w kraju, w którym dziecko spędzi wakacje nie ma obowiązkowych szczepień, bez których nie wjedzie ono na teren danego państwa. W tym celu przed wyjazdem, szczególnie do krajów egzotycznych, warto skonsultować się z lekarzem medycyny podróży. – Szczepienia są nie mniej ważne niż paszport. W Polsce dzieci powinny być zaszczepione przeciwko błonicy, tężcowi, polio, odrze, śwince i różyczce, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B oraz pneumokokom. Dodatkowo wyjeżdżając do wielu krajów zaleca się szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, durowi brzusznemu, meningokokom oraz odkleszczowemu zapaleniu mózgu. Rodzice nie mogą zostawiać tego na ostatnią chwilę, ponieważ niektóre szczepienia należy przyjmować w dawkach w odstępach nawet kilkutygodniowych – zaznacza lek.  Agnieszka Czesak, pediatra, lekarz rodzinny Grupy LUX MED.

O co jeszcze warto zadbać?

Przygotowując dziecko do podróży należy pamiętać o podręcznej apteczce, w której powinny znaleźć się m.in. termometr, środki przeciwbólowe, środki na dolegliwości żołądkowe oraz alergię, leki na chorobę lokomocyjną, sprzęt do usuwania kleszczy, plastry opatrunkowe, a także środek odkażający rany. Prawidłowo skompletowana apteczka pozwoli dziecku być przygotowanym na wypadek drobnych urazów lub dolegliwości. – Wysokie temperatury mogą doprowadzić do odwodnienia
i poparzenia słonecznego, dlatego należy przypominać dziecku o częstym piciu wody, a do torby podróżnej zapakować kremy z odpowiednim filtrem, które delikatną skórę dziecka ochronią przed mocnym słońcem i promieniowaniem UV. Bardzo ważne jest również, aby zabrało ono ze sobą nakrycie głowy np. czapkę z daszkiem. Przydatne mogą okazać się także środki odstraszające owady i kleszcze
– podkreśla lek.  Agnieszka Czesak, pediatra, lekarz rodzinny Grupy LUX MED.

Wakacje to czas odpoczynku, ale również nieprzewidzianych sytuacji, które mogą wiązać się
z zagrożeniem zdrowia lub życia. Niezależnie od tego, czy dziecko wyjeżdża z grupą pod opieką wychowawcy, czy z rodzicami, warto być przygotowanym na każdą sytuację. Starsze dzieci, a także dorośli, powinni nauczyć się zasad udzielania pierwszej pomocy i systematycznie je sobie przypominać. Taka wiedza może okazać się niezbędna w najmniej oczekiwanym momencie.

Źródło: materiał prasowy

Fot. www.pixabay.com

Dlaczego zasypiamy za kierownicą?

Monotonne wibracje samochodu zaczynają usypiać kierowcę już po 15 minutach jazdy. Jak temu zapobiec? Można porozmawiać z pasażerem, albo zatrzymać się na chwilę.

Każde jadące drogą auto drga w sposób, który działa na człowieka wybitnie usypiająco. Wyobraźmy sobie taką sytuację: wakacje, długa, monotonna droga, sznur samochodów jadących jeden za drugim. Dzieci śpią z tyłu, nasz ukochany drzemie na przednim siedzeniu. Auto połyka kolejne kilometry, a my zaczynamy coraz bardziej odczuwać to, że od dawana jesteśmy w trasie. Po chwili oczy same zaczynają się nam zamykać. Nowe badania australijskich naukowców z RMIT University w Melbourne dowodzą, że nie tylko monotonna jazda, ale i ciągłe drgania samochodu, stopniowo czynią kierowcę sennym.

Badacze pod kierunkiem dr Mohammada Farda i prof. Stephena Robinsona przeprowadzili eksperyment z udziałem 15 ochotników. W wirtualnym symulatorze odtworzono warunki monotonnej jazdy dwupasmową drogą. Ochotnicy siedzieli na specjalnym siedzeniu, które drgało z różną częstotliwością. Raz w zakresie 4-7 Hz, w drugim etapie testów pozostawało nieruchome. Mierząc zmienność rytmu zatokowego (daje się ona ocenić w badaniu EKG) uczeni byli w stanie ocenić, jak senni byli ochotnicy w trakcie trwającego 60 minut testu. Trzeba wiedzieć, że zmęczenie wynikające z monotonnej jazdy zmusza układ nerwowy i krążenia, w tym i serce, do większego wysiłku, by zaspokoić potrzebę zachowania uwagi.

Zasypiamy za kierownicą już po 15 minutach

Eksperyment wykazał, że pierwsze oznaki „ukołysania” drganiem auta pojawiają się w ciągu pierwszych 15 minut jazdy. Po 30 minutach senność staje się znaczna, a jej przezwyciężenie i utrzymanie czujności wymaga już znacznego wysiłku. Jej szczyt następuje po około godzinie.

-Jednostajne drganie jest usypiające. Każde może wywołać takie uczucie, ale nie każdy jest na to wrażliwy. Jest wiele osób, które nie mogą w aucie zasnąć z różnych powodów. Niemniej te badania pokazują ogólna tendencję, która jest bardzo istotna – komentuje dr Ewa Odachowska, psycholog z Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie.

Ważne jest również, że drgania samochodu są w stanie uśpić nawet zrelaksowanego człowieka. – Nasze badania pokazują, że ciągłe wibracje, w rodzaju tych, jakich doświadczamy w czasie prowadzenia samochodów osobowych czy ciężarówek stopniowo indukuje senność nawet u ludzi, którzy są wypoczęci i zdrowi – mówi prof. Stephen Robinson.

Według niego w przyszłości producenci samochodów powinni wprowadzić takie zmiany w konstrukcji siedzeń, by zapobiegały one kołysaniu i przeciwdziałały senności.

Drgania siedzeń do kolejny element zjawiska znanego w psychologii transportu monotonią środowiska jazdy. – W ruchu drogowym monotonność środowiska, tym razem w zakresie dostarczanych bodźców, prowadzi m.in. do tak zwanej ślepoty z nieuwagi.  Jazda prostą, często ubogą w  bodźce drogą (np. autostradą), przy niezmiennym krajobrazie otoczenia i jednostajnych bodźcach wywołuje niedociążenie emocjonalne, a mały ruch na drodze redukuje czujność kierowcy. Człowiek orientuje się nagle, że jedzie autem – mówi dr Odachowska.

Jak przeciwdziałać usypiającej monotonii jazdy?

– Jeśli chodzi o producentów samochodów, to już od wielu lat mówi się, iż warto montować w autach elementy zabezpieczające przed zasypianiem, które będą „wyczuwały”, że człowiek przez jakiś okres się nie poruszył– mówi dr Odachowska.

Niektórzy eksperci zwracają uwagę, że w chwilach zmęczenia przydaje się rozmowa ze współpasażerem. Poza tym ważna jest umiejętność autobserwacji i autorefleksji. Powinniśmy wiedzieć, kiedy zazwyczaj jesteśmy bardziej zmęczeni. Dla jednej osoby będą to godziny wieczorne, dla innej popołudniowe. Warto zaznaczyć, że mamy też tendencję dla przeceniania własnych możliwości. Kiedy dojeżdżamy do domu, jesteśmy 50, 70 kilometrów od niego, często jesteśmy przekonani, że damy radę dotrzeć do celu.

– Tymczasem najwięcej wypadków spowodowanych zmęczeniem ma miejsce właśnie wtedy, gdy dojeżdżamy do miejsca docelowego. Rozluźniamy się, bo czujemy, że jesteśmy już niemal u celu – opowiada dr Odachowska. Jak zapobiec wtedy wypadkowi? Sposobów jest kilka. Na przykład, będąc blisko u celu, nie spieszyć się, by do niego dotrzeć, ale się zatrzymać.

– Należy przewietrzyć bardzo mocno auto, wypić szklankę wody, można dodatkowo zjeść kostkę gorzkiej czekolady. Po obejściu dookoła auta, wzięciu głębszych oddechów, jeśli poczujemy się lepiej można kontynuować jazdę.  W trakcie całej drogi, jeśli czujemy takie zmęczenie, że zamykają się nam powieki, to jest moment, kiedy bezwzględnie powinniśmy się zatrzymać– dodaje psycholożka.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

(Nie)bezpieczne wakacje

Urlop może stać się koszmarem, gdy pojedziemy w miejsca, gdzie szaleją choroby zakaźne. W Europie niebezpiecznie może być na Ukrainie i w popularnej wśród polskich turystów Grecji. Przed wyjazdem warto zasięgnąć informacji o zagrożeniach i skorzystać z porady lekarskiej.

Grecja zaś od lat zajmuje czołowe miejsce wśród ulubionych kierunków wakacyjnych większości Polaków. Tymczasem, jak wynika z najnowszych raportów ECDC (Europejskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom), to właśnie tam notuje się coraz więcej przypadków odry. Najnowsze dane pochodzą z marca i mówią o 549 przypadkach, w lutym było to 453 ( w tym jedna ofiara śmiertelna). Z obserwacji wynika, że tendencja jest wzrostowa.

Wybierając miejsce na letni odpoczynek warto również uważać w nieco mniej popularnych ostatnio Włoszech – 326 przypadków odry w marcu 2018 (272 w lutym). Szybko rośnie liczba zachorowań w Portugalii – 109 w marcu, 4 w lutym.

Niekwestionowanym liderem pod względem zachorowań na odrę w krajach Europy Zachodniej  pozostaje jednak od wielu miesięcy Francja: 753 nowe przypadki w marcu, 523 w lutym i 237 w styczniu. Jak widać, choroba dość gwałtownie rozprzestrzenia się. Z danych dostarczonych przez Santé Publique France wynika, że najwięcej nowych przypadków odnotowuje się w zachodniej i południowej części kraju.

Nieciekawe wieści płyną również z Rumunii, która jeszcze do niedawna przodowała w Unii Europejskiej pod względem nowych przypadków odry. Z danych ECDC za styczeń – marzec 2018 r. wynika, że odnotowuje się tam około 100 nowych przypadków miesięcznie (na początku 2017 roku było to ponad tysiąc zachorowań). Tymczasem na początku czerwca agencja Associated Press podała powołując się na źródła oficjalne, że w Rumunii epidemia odry szaleje w najlepsze, a każdy tydzień przynosi 200 nowych przypadków. Od początku epidemii w 2016 roku zachorowało już blisko 14 tys. osób, z których 55 zmarło.

Planując wakacje w Europie najbardziej trzeba się jednak mieć na baczności przed wyjazdem na znajdującą się już poza Unią, a jednak wciąż bliską sercu wielu Polaków Ukrainę. W komunikacie wydanym 6 czerwca Centrum Zdrowia Publicznego działające przy ukraińskim Ministerstwie Zdrowia poinformowało, ze tamtejsza epidemia odry gwałtownie się rozwija. Tylko w jednym z ostatnich tygodni zanotowano 1132 nowych przypadków odry, a 11 osób zmarło. W sumie od stycznia tego roku zachorowało już blisko 20 tys. osób, z czego najwięcej w obwodzie lwowskim (2639).

Odra szaleje w Europie głównie za sprawą braku szczepień i wyjątkowo wysokiego potencjału zakaźności wirusa, który ją wywołuje. Z zarejestrowanych przez ECDC przypadków 84 proc. dotyczyło dzieci i dorosłych, którzy w ogóle nie byli w ogóle szczepieni. W wielu krajach, np. Rumunii, przyczyną rozprzestrzeniania się tej choroby jest niska wyszczepialność, utrzymująca się na poziomie ok 84 proc. populacji.  Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by wynosiła ona 95 proc. (resztę stanowią dzieci, które są zbyt małe by przyjąć szczepionkę).

Jeśli nie chorowałeś na odrę i nie wiesz, czy byłeś przeciw niej szczepiony dwoma dawkami szczepionki, udaj się do swojego lekarza po poradę.

Jakie choroby mogą nam grozić poza Europą?

Planując podróż poza Europą należy uważać szczególnie w następujących krajach:

  • Stany Zjednoczone Ameryki – groźba zakażenia odrą. Badania dowodzą, że zaledwie 72,2 proc. 19-46 miesięcznych dzieci jest tam zaszczepionych. Ponieważ niektóre stany dopuszczają możliwość odmowy szczepienia, liczba ta będzie prawdopodobnie rosła. Z niedawnej publikacji w „PLOS Medicine” wynika, że istnieją w USA miejsca, gdzie odsetek odmów jest szczególnie wysoki. Tak jest na przykład w stanie Idaho oraz w miastach: Seattle, Phoenix, Houston, Fort Worth, Pittsburgh, Portland, Kansas City, Salt Lake City i Provo (obydwa w Utah).

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

  • Brazylia:

– groźba zakażenia żółtą febrą. Z raportu amerykańskiego CDC (Centra Kontroli i Prewencji Chorób wynika, że od początku 2018 roku liczba turystów, które zakaziły się tą chorobą znacznie wzrosła a wielu z nich zmarło. Epidemia objęła swoim zasięgiem wschodnie obszary kraju, które wcześniej były bezpieczne.  Szczególnie należy uważać w stanie Rio de Janeiro, Minas Gerais, Sao Paulo i przede wszystkim na wyspie Ilha Grande. Żółtą febrę przenoszą komary,  przed którymi można się skutecznie chronić za pomocą preparatów owadobójczych, istnieje również skuteczna szczepionka zapobiegająca tej chorobie.

– w Brazylii trwa również epidemia odry. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), od stycznia do ostatnich dni maja zachorowało tam blisko tysiąc osób. Wszystkie odnotowano w dwóch stanach Amazonas i Roraima.

  • RPA – groźba malarii. Jak donosi CDC nowe przypadki malarii odnotowano wśród turystów w  prowincji Limpopo. Inne miejsca w tym kraju, gdzie można się zetknąć z malarią to prowincje Mpumalanga, KwaZulu-Natal i Park Narodowy Krugera. Warto tu jednak nadmienić, że przenoszona przez komary malaria stanowi zagrożenie w wielu innych krajach Afryki i Azji Południowowschodniej. Przed podróżą w zagrożone rejony wskazane jest przyjmowanie leków przeciwmalarycznych.
  • Indie – groźba zakażenia wirusem Nipah, wywołującego u ludzi poważne zapalenie mózgu oraz zespół ostrej niewydolności oddechowej. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia w południowo wschodniej części Półwyspu Indyjskiego, w stanie Kerala, zmarło z powodu tego wirusa 13 osób. Roznoszą go zakażone owocożerne nietoperze oraz świnie. Turystom zaleca się unikanie tych zwierząt oraz owoców, które mogły zostać nadgryzione przez nietoperze. W przypadku tego wirusa nie istnieje szczepionka, zakażenie leczone jest  objawowo.
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie – groźba zachorowania na bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej (powodowany przez wirusa występującego w literaturze pod nazwą MERS-CoV). Choroba wywoływana jest przez odzwierzęcy wirus, którego naturalnym rezerwuarem są wielbłądy jednogarbne (dromadery). Chcąc uniknąć zakażenia, należy unikać kontaktu ze zwierzętami.  Śmiertelność w przypadku tego wirusa wynosi do 36 proc. Nie ma na niego lekarstwa, ani szczepionki. Odnotowano jeden przypadek zachorowania, ale WHO zaleca ostrożność.
  • Arabia Saudyjska – groźba zachorowania na bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej. Epidemia tej choroby trwa tam od stycznia. Jak do tej pory zachorowało 75 osób, z czego 23 zmarły.
  • Wenezuela – na skutek zapaści tamtejszego systemu opieki zdrowotnej, naukowcy ostrzegają przed podróżą do tego kraju, ponieważ szanse na skuteczną pomoc lekarską są tam obecnie znikome. Największym zagrożeniem są wirusy przenoszone przez komary. Mowa o wirusie Zika (zakażenie w ciąży może skutkować małogłowiem u dziecka), denga (gorączka krwotoczna), Madariaga (wywołuje zapalenie mózgu).
  • Róg Afryki (Półwysep Somalijski, kraje: Erytrea, Dżibuti, Etiopia i Somalia). Jak donosi WHO, odnotowano tam obecność zmutowanego wirusa polio pochodzenia szczepionkowego (vaccine-derived poliovirus – VDPV). Krążeniu VDPV sprzyja mała wyszczepialność przeciwko polio. Polio jest ciężką chorobą, która prowadzi m.in. do porażenia mięśni i czasami śmierci chorego. Istnieje na nią bardzo skuteczna szczepionka.
  • Demokratyczna Republika Konga – zagrożenie wirusem ebola, ciężkiej gorączki krwotocznej. Jak wynika z danych zebranych przez Światowa Organizacje Zdrowia, w prowincji Equateur od 11 maja do 18 czerwca zachorowało tam 62 osób, z czego 28 zmarło.  Ebola jest ciężką choroba wirusową, w niektórych przypadkach jej śmiertelność sięga 90 proc. Nie ma na nią lekarstwa, ani szczepionki.

Gdzie szukać bieżących informacji o zagrożeniach zdrowotnych na świecie:

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Kawa a serce: sprawdź czy szkodzi, czy pomaga?

Cztery kawy dziennie chronią serce przed uszkodzeniem. A to dlatego, że zawarta w niej kofeina wpływa dobrze na funkcjonowanie komórek mięśnia sercowego.

Cztery kubki kawy z mlekiem albo cztery espresso dziennie mogą pomóc uratować nam życie. Dosłownie.  Kawa jest bowiem nie tylko pyszna, ale – jak pokazują najnowsze wyniki badań – chroni też organ przed uszkodzeniem.

Ustalił to zespół dr Judith Haendeler i dr Joachima Altschmieda z uniwersytetu w Düsseldorfie, który zajmuje się badaniem działania białka zwanego p27. Wiadomo już, że w organizmie ssaków odgrywa ono niebagatelną rolę w funkcjonowaniu układu krwionośnego. Myszy, u których zaburzono jego działanie znacznie częściej niż normalne umierały na zawał serca.  Następnie, badacze postanowili sprawdzić jaka jest jego rola w komórkach serca gryzoni. Odkryli, że białko p27 można spotkać  w komórkowych mitochondriach, które są fabrykami energii.

Zawartość kofeiny w rozmaitych produktach: 

kawa parzona lub z ekspresu przelewowego 250 ml: 95-330 mg

  • espresso 30 ml: 50-150 mg
  • herbata czarna z torebki 250 ml: 40-75 mg
  • herbata zielona z torebki 250 ml: 25-50 mg
  • napój energetyczny 250 ml: 80 mg.

Jak kawa wpływa na serce

Kiedy myszom podano ekwiwalent czterech filiżanek kawy, okazało się, że następuje u nich aktywacja działania białka p27 właśnie w mitochondriach, co przekłada się na funkcjonowanie komórek śródbłonka (chroniącego naczynia krwionośne). Ponadto białko chroni komórki mięśnia sercowego przed uszkodzeniem, a także inicjuje proces przekształcania się fibroblastów (komórek tkanki łącznej) w komórki zawierające kurczliwe włókna.  Wszystkie opisane powyżej działania mają kluczowe znaczenie dla regeneracji serca po zawale.

Kawa aktywowała białko p27 u zwierząt ze stanem przedcukrzycowym, u myszy otyłych i w podeszłym wieku.

– Nasze wyniki badań wskazują na nowy sposób działania kofeiny. Wspomaga ona  ochronę i naprawę mięśnia sercowego poprzez działanie mitochondrialnego białka p27 – mówi dr Haendeler. Według uczonej należy rozważyć całkiem na poważnie włączenie kawy czy też innych napojów zawierających kofeinę do diety osób starszych. W ten sposób można by nie tylko zadbać o ich serce, ale i w szerszej perspektywie wydłużyć życie.

Kiedy kawa szkodzi?

Mała czarna nie działa jednak dobrze na każdego. Napojów z wysoką zawartością kofeiny powinny unikać osoby z wysokim ciśnieniem (bo każda kolejna filiżanka je jeszcze bardziej podniesie) oraz nastolatki i dzieci. U młodych ludzi 3-4 kawy dziennie mogą zaburzać sen oraz znacznie spowalniać rozwój mózgu.

Naukowcy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Zurichu dowiedli, że młode szczury, którym podawano wodę z kofeiną nie tylko mają słabiej rozwinięte mózgi, ale i inaczej się zachowują. Zwierzęta z grupy kontrolnej zdawały się coraz bardziej ciekawskie i odważne z wiekiem, a te pijące kawę pozostawały bojaźliwe i ostrożne.

Badania te są o tyle ważne, ze kofeina występuje nie tylko w kawie czy herbacie, ale i w popularnych wśród młodych ludzi napojach energetycznych. Zazwyczaj jedna puszka odpowiada małej filiżance kawy, dlatego ich spożycie powinno być ściśle kontrolowane przez rodziców.

Kawę powinny również ograniczać kobiety starające się o dziecko. Kofeina w dawce powyżej 300 mg dziennie (jedna bardzo mocna kawa parzona może mieć nawet 300 mg) sprzyja spontanicznym poronieniom. Może również zaburzać rozwój płodu.

Kawa zapobiega licznym chorobom

Spożycie kofeiny daje się powiązać jednak z licznymi korzyściami zdrowotnymi.  Zmniejsza ryzyko chorób neurodegeneracyjnych, w tym Alzheimera – redukuje ilość płytek amyloidowych w mózgu, które odkładając się zaburzają przesyłanie sygnałów elektrycznych pomiędzy komórkami nerwowymi.  Generalnie zwiększa też – w połączeniu z glukozą (cukrem) aktywność mózgu, co może mieć kluczowe znaczenie dla zapobiegania procesom starzenia się tego organu.

Kofeina poprawia też działanie nerek i pomaga schudnąć (m.in. przyspieszając metabolizm, zwiększając wydatki energetyczne komórek), co przekłada się na zmniejszone ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2.

Istnieje również wiele badań wiążących spożycie kawy ze zmniejszoną zachorowalnością na liczne nowotwory, w tym: endometrium, prostaty, jelita grubego czy wątroby. Na koniec warto też wspomnieć, że umiarkowane spożycie kawy (1-2 filiżanki dziennie) generalnie sprzyja dłuższemu życiu, zmniejszając ryzyko śmierci.

Kawa jest pyszna i zdrowa, ale jak widać – tylko w umiarkowanych ilościach, i nie dla każdego.

 

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Fot. www.pixabay.com

Anty-rak: czy można uciec przed rakiem?

Każdy z nas nosi w sobie jakieś mutacje genetyczne, ale tylko u niektórych rozwija się z tego powodu choroba nowotworowa. …

Przeziębienie łatwiej przeczekać niż wyleczyć

Przed sezonem na przeziębienia jest więcej reklam specyfików, które mają pomóc w razie zachorowania. Najtańszym sposobem …

Ile kilogramów przyszła mama ma przytyć w ciąży?

Prawidłowy przyrost masy ciała w czasie ciąży zależy od tego, ile przyszła mama ważyła przed zapłodnieniem. Już …