Kategoria: CHOROBY

Ukryty wirus, przyczajony rak

W Polsce nosicielami wirusa zapalenia wątroby typu B jest 359 tysięcy osób. Prawie połowa z nich tego nie wie. Kiedyś uważano, że nosicielstwo jest nieszkodliwe, gdy próby wątrobowe są prawidłowe. Dziś wiemy, że znacząco podnosi ryzyko rozwoju pierwotnego raka wątroby.

Na świecie nosicielami wirusa zapalenia wątroby typu B (WZW B) są prawie 292 miliony osób, a 90 procent z nich nie ma o tym pojęcia – donosi „The Lancet Gastroenterology & Hepatology”. Autorami artykułu są naukowcy z amerykańskiego Polaris Observatory (Center for Disease Analysis Foundation w Lafayette). Przeanalizowali on 435 prac badawczych oraz dane przekazane przez 620 ekspertów i na tej podstawie stworzyli model matematyczno-statystyczny pozwalający oszacować aktualną liczbę nosicieli  wirusa. – Jestem pod wrażeniem tej pracy. Strasznie czasochłonne i samo zbieranie danych i obliczenia – mówi dr hab. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Z ustaleń Amerykanów wynika, że w 2016 roku nosiciele wirusa stanowili 3,9 proc. populacji świata. Najwięcej zakażonych było w Afryce i Azji. W Republice Środkowoafrykańskiej stanowili oni aż 12,1 proc. populacji, zaś w Wielkiej Brytanii zaledwie 0,7 procenta. W Polsce jest to 0,9 proc., czyli 359 tys. zakażonych.

– Nasze szacunki są bardzo podobne, mówimy studentom o 300 tysiącach. Opieramy się jednak na badaniach krwiodawców, którzy nie są reprezentatywną grupą dla całego społeczeństwa. Po pierwsze są to zazwyczaj młodzi, zdrowi mężczyźni. I co ważniejsze, podlegają wcześniejszej selekcji, bo muszą napisać w ankiecie, czy nie podejmują ryzykownych zachowań. Wiadomo, że jak napiszą, że byli np. narkomanami, to nie są kwalifikowani do pobrania krwi – mówi dr hab. Kuchar.

Ponadto, takie osoby przechodzą również obowiązkowe badanie lekarskie. Jeśli wykaże ono jakiekolwiek odchylenia od normy, np. powiększoną wątrobę, są automatycznie odrzucani. Co pokazuje, że odsetek zakażonych krwiodawców, jest znacznie mniejszy niż odsetek ogółu społeczeństwa. Zanim pobrana krew zostanie komukolwiek przetoczona podlega również rygorystycznym badaniom.

Ostre wirusowe zapalenie wątroby: jedna choroba – pięć wirusów

Wywołują ją wirusy, A, B, C, D i E, przy czym te trzy pierwsze najczęściej występują w Polsce. Wirus typu A przenosi się głównie drogą pokarmową, a także poprzez bliski kontakt z chorym. Z kolei B i C rozprzestrzeniają się poprzez kontakty seksualne, kontakt z zakażoną krwią,  w trakcie porodu.
Powszechnie się uważa, że podstawowym objawem wirusowego zapalenia wątroby (zwłaszcza A) jest żółtaczka. To nieprawda. Najczęściej ta infekcja wygląda podobnie jak wiele innych chorób wirusowych: z  dreszczami, gorączką, bólami mięśni i brzucha, różniąc się powiększeniem wątroby, nudnościami, a czasami świądem skóry. U chorych, u których podejrzewa się zakażenie którymś z wirusów, należy sprawdzić aktywność  enzymów wątrobowych. Zakażenie wirusem typu A nie prowadzi do przewlekłego stanu zapalenia wątroby, jej marskości i raka. Inaczej jest w przypadku dwóch kolejnych wirusów.  Obydwa mogą doprowadzić do zwyrodnienia i nowotworu tego narządu.

Wirus zapalenia wątroby typu B jest wysoce zaraźliwy. Przenosi się przez kontakt ze skażoną krwią (wystarczy śladowa ilość) oraz zanieczyszczonymi nią narzędziami, w trakcie seksu, a przede wszystkim z matki na dziecko w trakcie porodu. Jeśli kobieta jest zakażona, istnieje niemal 100 proc. ryzyko, że jej potomstwo się zarazi.

Prawdopodobieństwo zakażenia można jednak zmniejszyć, podając takiej matce leki hamujące namnażanie wirusa. Tego typu profilaktyka nie jest stosowana w Polsce, gdzie lekarze skupiają się na profilaktyce noworodków poprzez podawanie im szczepionki oraz immunoglobuliny eliminującej wirusa. Jak wynika z amerykańskiego raportu, leczenie kobiet w ciąży ma miejsce w niektórych krajach, np. Nowej Zelandii, Kubie czy Czechach.

– W Polsce skuteczność profilaktyki poekspozycyjnej noworodka wynosi prawie 98 proc. Nie wiadomo, czy coś byśmy zyskali lecząc jeszcze matki – mówi dr hab. Kuchar. Dlaczego te zakażenia okołoporodowe są tak bardzo niebezpieczne? – U małego dziecka do 1.-2. roku życia infekcja przebiega niezauważalnie, ale istnieje 95 proc. prawdopodobieństwo, że zakażenie przejdzie u niego w stan przewlekły, a tylko 5 procent, że poradzi sobie z wirusem, czyli trwale usunie go z organizmu – mówi dr hab. Kuchar.

Inaczej to przebiega u osób młodych, zdrowych, w pełni sił, które najczęściej zakażają się w trakcie seksu. Infekcja jest wtedy gwałtowna, z gorączką, bólami mięśni, często z żółtaczką, ale w 95 proc. przypadków prowadzi do eliminacji wirusa. U osób starszych, chorych, osłabionych, wynik infekcji może być różny. Jeśli wirus zostanie w organizmie człowieka, nie ma sposobu, żeby go usunąć. Można jedynie zmniejszyć jego ilość we krwi.

 

Wirus integruje się z DNA komórki, nie da się go wyrugować.  Kiedyś uważaliśmy, że nosicielstwo jest nieszkodliwe, kiedy próby wątrobowe są prawidłowe. Ale to nie jest tak. Jest to zakażenie przewlekłe, utajone.  Ryzyko raka zostaje, bo on wciąż znajduje się w wątrobie. Trzeba liczyć, że w podeszłym wieku, jak pacjent będzie słabszy, wirus się uaktywni – ostrzega dr hab. Kuchar.

Stąd osoby będące nosicielami powinny podlegać kontroli, raz, dwa razy w roku, sprawdzać wartości  markerów nowotworowych (alfa-fetoproteina), a także robić badanie USG wątroby, by sprawdzić, czy jest jednolita, czy nie ma w niej guza.

Za raportu opublikowanego w „The Lancet Gastroenterology & Hepatology” wynika, że o zakażeniu wirusem zapalenia wątroby typu B wie 56 proc. polskich nosicieli. –  To bardzo dużo, bo w Polsce nie ma obowiązku testów w tym kierunku. Badamy ciężarne, krwiodawców i pracowników ochrony zdrowia – mówi dr hab. Kuchar.

Wśród osób, które są zakażone, a o tym nie wiedzą, mogą być te, które w latach 70. i 80 miały styczność z polskimi szpitalami. W czasach PRL-u z powodu niedostępności jednorazowego sprzętu oraz braku autoklawów (zaawansowanych urządzeń sterylizujących) narzędzia wielokrotnego użytku sterylizowano w niewystarczający sposób. – Efekt był taki, że 60 proc. zakażeń WZW typu B u dorosłych i 80 proc. u dzieci stanowiły zakażenia szpitalne – mówi dr hab. Kuchar.

Sytuacja uległa poprawie po wprowadzeniu szczepionek zabezpieczających przed zakażeniem wirusem. W 1989 roku  wprowadzono szczepienia matek z antygenem HBS (czyli szczepienia poekspozycyjne ), potem szczepienia w województwach z największym odsetkiem zakażonych – np. w legnickim. Wkrótce stały się one powszechne i obowiązkowe dla wszystkich niemowląt w Polsce. Pierwsza dawka podawana jest tuż po urodzeniu. Kolejna – po sześciu tygodniach, trzecia – po pół roku.

W latach osiemdziesiątych notowano rocznie kilkanaście tysięcy zachorowań na ostre wirusowe zapalenie wątroby typu B. Po dekadzie od wprowadzenia programu zapobiegania i zwalczania WZW typu B ta liczba spadła do nieco ponad 1800,  a w ubiegłym roku zarejestrowano tylko 55 zachorowań.

Po objęciu szczepieniami przeciwko WZW typu B niemowląt wprowadzono szczepienia dla 14-latków. Dzięki temu obecnie prawie  wszyscy urodzeni w Polsce po 1986 roku są zabezpieczeni (chyba, że zdążyli się zakazić przed 14 rokiem życia).- Skuteczność szczepionki jest bardzo duża, do 97 procent. Jeśli chodzi o szczepienia przed zabiegami operacyjnymi – wprowadzono je w 1993 roku. Nawet pacjenci dializowani dobrze ją znoszą, więc można podać dawkę przypominającą – mówi dr hab. Kuchar.

W ostatnich latach poziom higieny w polskich szpitalach uległ znaczącej poprawie. Rodzi to pytania, czy szczepienia przeciwko WZW B nadal są konieczne. – Potomstwo rodzą teraz kobiety, które w latach 80. były zakażane w szpitalach. A jak już wspomniałem, ryzyko przeniesienia wirusa na dziecko jest bardzo duże. Jeżeli po urodzeniu maluch dostanie immunoglobulinę swoistą i szczepionkę, ryzyko zakażenia spada z praktycznie stu do kilku procent – mówi dr hab. Kuchar.

Z badań zamieszczonych w „The Lancet Gastroenterology & Hepatology”, wynika, że w kilku krajach Europy, głównie skandynawskich, w 2016 nie szczepiono dzieci tuż po urodzeniu. Przyczyną tego stanu rzeczy były znakomite standardy higieniczne panujące w tamtejszych szpitalach. Liczba zakażonych kobiet ciężarnych też była znikoma, znacznie poniżej 1 proc. Powoli jednak wraca się tam do szczepień noworodków, głownie z powodu migracji dużych grup ludności.

Przeciwko WZW B zawsze warto się zaszczepić. Zwłaszcza, gdy podróżujemy do krajów, gdzie odsetek zakażonych jest duży – nie muszą to być państwa afrykańskie, np. na rozwiniętym gospodarczo Tajwanie odsetek zakażonych wynosi blisko 10 procent, w Chinach 6,1 proc. Nie mówiąc już o przypadku, kiedy planujemy operację, bo w szpitalach można spotkać różne zarazki.
– Generalnie w Polsce wszyscy powinni się szczepić, bo kontakt ze służbą zdrowia, który czeka każdego z nas w określonym wieku, wciąż wiąże się z ryzykiem zakażenia – przekonuje dr hab. Kuchar.

W założeniach Światowej Organizacji, do 2030 roku WZW B powinno być już na świecie wyeliminowane, w podobny sposób jak ospa prawdziwa. Choć plany są szczytne, istnieją poważne wątpliwości co do ich wykonalności. Z odrą, która także miała odejść w niepamięć, nie udało się tego zrobić. Co więcej, na skutek aktywności ruchów antyszczepionkowych choroba ta wraca i zbiera śmiertelne żniwo. Może się uda chociaż wyplenić wirusa w określonych miejscach, jak udało się  np. z polio w Stanach Zjednoczonych. Dobrze, że cel został wyznaczony, bo nawet jeśli go się nie osiągnie, być może da się zmniejszyć zagrożenie.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Zespół policystycznych jajników – kiedy poziom męskich hormonów jest za wysoki

Zespół policystycznych jajników to nie tylko podwyższony poziom testosteronu i kłopoty z zajściem w ciążę. Zwiększa ryzyko niealkoholowej choroby stłuszczeniowej wątroby.

Zespół policystycznych jajników to jedno z najczęściej występujących zaburzeń hormonalnych u kobiet. W zależności od badanej  populacji dotyka ono od 4 do 12 proc. kobiet w wieku rozrodczym. W świetle ostatnich ustaleń, istotne jest, by te pacjentki dbały o swoją wątrobę, m.in. stosując odpowiednią dietę oraz regularnie badając się u lekarza pod kątem zaburzeń tego narządu.

Jakie są objawy zespołu policystycznych jajników?

  • zaburzenia miesiączkowania,
  • trudności z zajściem w ciążę
  • nadmierne owłosienie typu męskiego, łysienie, trądzik (wynikające z podwyższonego poziomu męskich hormonów,
  • otyłość,
  • zaburzenia gospodarki węglowodanowej i lipidowej,
  • insulinooporność,
  • hiperinsulinizm (utrzymanie zdrowego stężenia glukozy we krwi wymaga większego wydzielania insuliny).

Zespół policystystycznych jajników nie jest więc jedynie chorobą związaną z reprodukcją, lecz również problemem metabolicznym, którego konsekwencją może być cukrzyca typu II, nadciśnienie, a co za tym idzie – choroby serca oraz naczyń krwionośnych.

Groźne skutki zespołu policystycznych jajników

Innym schorzeniem związanym z nadprogramowymi kilogramami jest niealkoholowa choroba stłuszczeniowa wątroby. W tym przypadku, w komórkach wątrobowych osób pijących niewiele alkoholu lub wręcz abstynentów następuje nagromadzenie tłuszczu. Stłuszczenie wątroby to efekt choroby alkoholowej; stąd wyraźne rozróżnienie w nazwie (i leczeniu) stłuszczenia wątroby u osób niepijących. Ocenia się, ze cierpi na nie w zależności od populacji od 6,3 do 33 proc. osób.

W poszukiwaniu związków

Brytyjscy naukowcy z University of Birmingham doszli do wniosku, że skoro obydwa schorzenia są powiązane z otyłością, warto sprawdzić, czy zespół policystycznych jajników zwiększa ryzyko niealkoholowej choroby stłuszczeniowej wątroby. Podejrzewali bowiem, że nadmierne wydzielanie męskich hormonów płciowych u kobiet, którego skutkiem są zaburzenia metaboliczne, może również zwiększać ryzyko kumulowania się tłuszczu w wątrobie.

Pod lupą badaczy znalazły się kartoteki medyczne 63 tysięcy Brytyjek dotkniętych zespołem policystycznych jajników oraz grupa kontrolna 121 tysięcy wolnych od tego schorzenia kobiet w podobnym wieku oraz o podobnej masie ciała.

Okazało się, że zespół policystycznych jajników dwukrotnie zwiększa ryzyko niealkoholowej choroby stłuszczeniowej wątroby.  Ryzyko to jest podwyższone również  w przypadku kobiet z tym zespołem, które mają prawidłową wagę ciała.

Przeprowadzone również analizy danych pochodzących z dwóch grup liczących w sumie ponad 100 tys. kobiet, u których sprawdzano poziom testosteronu oraz SHBG (ang. sex hormone binding globulin) – białka wiążącego hormony płciowe, przyniosły bardzo ciekawe wyniki. Okazało się, że u kobiet, u których odnotowano wysoki poziom testosteronu, ryzyko niealkoholowej choroby stłuszczeniowej wątroby jest blisko dwa i pół raza większe.  Zaś dla niskiego SHBG (stanu charakterystycznnego dla zespołu policystycznych jajników) ryzyko jest większe prawie pięciokrotnie.

– Patrząc na poziom testosteronu – głównego męskiego hormonu płciowego u kobiet, odkryliśmy, że jego podwyższenie skutkuje znaczących zwiększeniem ryzyka niealkoholowej choroby stłuszczeniowej wątroby, nawet w przypadku kobiet o normalnej wadze – mówi Dr Krish Nirantharakumar z Institute of Applied Health, University of Birmingham.

Ponieważ w Polsce zespół policystycznych jajników ma mniej więcej jedna na 10 kobiet, może warto do ich diagnostyki wprowadzić badania związane z niealkoholową chorobą stłuszczeniową  wątroby.  To drugie schorzenie, które może doprowadzić do marskości, a w ostateczności raka. Niezależnie od ryzyka, monitorowanie stanu wątroby i odpowiednia dla niej dieta każdej kobiecie wyjdzie na zdrowie.

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Zmęczenie czy anemia? Nie lekceważ objawów

Anemia, czyli niedokrwistość to częsty problem zdrowotny, który nierzadko wykrywa się przypadkowo. Objawy towarzyszące niedokrwistości często zrzucamy na karb przepracowania czy życia w ciągłym stresie uważając, że odpoczynek pozwoli nam odzyskać witalność. Jednak w przypadku anemii takie rozwiązanie zwykle nie pomaga i złe samopoczucie utrzymuje się nadal, obniżając tym samym jakość naszego życia. Warto wówczas zastanowić się czy nasz zły nastrój i zmęczenie nie jest sygnałem toczącej się w organizmie choroby?

Czym jest anemia?

Anemia to stan, który powstaje na skutek zbyt małej liczby krwinek czerwonych (erytrocytów) lub zmniejszonego stężenia hemoglobiny przy prawidłowej liczbie erytrocytów, na skutek czego nie zostaje zaspokojone zapotrzebowanie komórek na tlen.

Hemoglobina – w skrócie Hb lub HBG, to czerwony barwnik krwi, składnik erytrocytów, którego główną funkcją jest transport tlenu z płuc do tkanek organizmu.

O anemii mówimy wtedy, gdy stężenie hemoglobiny lub całkowita objętość krwinek czerwonych (hematokryt) osiąga wartości poniżej referencyjnych ustalonych z uwzględnieniem wieku i płci. Według Światowej Organizacji Zdrowia niedokrwistość diagnozuje się, gdy wartość hemoglobiny spanie poniżej:

  • 11 g/dl u dzieci w wieku od 6 miesięcy do 6 lat,
  • 12 g/dl u dzieci 6-14-letnich,
  • 13 g/dl u mężczyzn,
  • 12 g/dl u kobiet, a u kobiet w ciąży — poniżej 11 g/dl.

Istnieje kilka rodzajów niedokrwistości, które dzielimy ze względu na przyczyny jej powstania:

  • niedokrwistość spowodowaną utratą krwi,
  • niedokrwistość będącą konsekwencją upośledzonego wytwarzania (do tej grupy zalicza się m. in. niedokrwistość niedoborową),
  • niedokrwistość związaną ze skróconym czasem życia krwinek czerwonych.

Anemia może być skutkiem chorób reumatycznych, przewlekłych zakażeń bakteryjnych, grzybiczych i pasożytniczych oraz nowotworów złośliwych. Jej przyczyną może być niedobór kwasu foliowego, witaminy B12 lub żelaza (najczęstsza przyczyna anemii).

Objawy

Bez względu jednak na rodzaj i przyczyny anemii najczęstsze objawy towarzyszące chorobie są takie same. Symptomy towarzyszące niedokrwistości to przede wszystkim: osłabienie i łatwa męczliwość, zaburzenia i problemy z koncentracją, ból i zawroty głowy, tachykardia (przyspieszenie akcji serca, powyżej 100 uderzeń na minutę), duszność, zaburzenia snu, a także bladość skóry i błon śluzowych. Gdy niedokrwistość pojawia się nagle i z dużym nasileniem mogą również pojawić się omdlenia a nawet utrata przytomności. Objawy te nie są charakterystyczne i często mylone z przemęczeniem.

Diagnostyka

Postawienie właściwego rozpoznania w przypadku niedokrwistości jest możliwe po dokonaniu szczegółowego wywiadu z pacjentem oraz wykonaniu badan laboratoryjnych. Do najbardziej przydatnych należy:

  • OB
  • Morfologia krwi
  • Stężenie żelaza
  • Poziom ferrytyny (białko mające za zadanie gromadzenie żelaza, pozwala ocenić nadmiar lub niedobór żelaza)
  • Poziom transferyny (białko przenoszące żelazo do tkanek)
  • Stężenie witaminy B12 i kwasu foliowego

Oczywiście lekarz na podstawie przeprowadzonego wywiadu może zlecić dodatkowe badania jeśli będzie to niezbędne do postawienia diagnozy, w tym określenia przyczyny niedokrwistości.

Anemia a żelazo

Omawiając zagadnienie niedokrwistości warto bliżej przyjrzeć się anemii z niedoboru żelaza, która jest rozpoznawana zdecydowanie najczęściej. To stan, w którym z powodu zbyt małej ilości żelaza w organizmie następuje upośledzenie syntezy hemu, krwinki czerwone są małe i mają obniżone stężenie hemoglobiny.

Najczęściej ten rodzaj niedokrwistości dotyka młode osoby w okresie dojrzewania, kobiety, u których występują obfite krwawienia miesiączkowe, kobiety w ciąży, a także chorych z obecnym przewlekłym krwawieniem z przewodu pokarmowego (np. choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, polipy jelita grubego, hemoroidy, rak jelita grubego). Również zaburzenie wchłaniania jest częstą przyczyną powstania niedoborów żelaza. Brak żelaza może wynikać także z niedoborów pokarmowych np. w wyniku stosowania diet eliminacyjnych. Zwłaszcza w diecie wegetariańskiej bądź wegańskiej mogą powstać niedobory, ze względu na gorsze wchłanianie żelaza z produktów roślinnych w porównaniu do łatwo przyswajalnego żelaza hemowego, które jest składnikiem mięsa.

Oprócz wymienionych wyżej objawów niedokrwistości, przy długotrwałym niedoborze żelaza mogą wystąpić dodatkowe objawy, takie jak: sucha, popękana skóra, bolesne pęknięcia w kącikach ust, zanik brodawek języka, paznokcie łamliwe, z podłużnym prążkowaniem, cienkie włosy z tendencją do wypadania, a także opaczne łaknienie, czyli spożywanie niejadalnych produktów, np. wapna, kartonu.

Leczenie anemii z niedoboru żelaza polega przede wszystkim na usunięciu przyczyny niedoboru tego pierwiastka, jego uzupełnieniu oraz utrzymaniu prawidłowego stężenia Hb oraz ferrytyny. W celu uzupełnienia braków należy wprowadzić do diety produkty bogate w żelazo (np. mięso wołowe, jagnięcinę, ryby, wątróbkę, rośliny strączkowe, żółtko jaja, zielone warzywa, produkty zbożowe). Zalecane jest także przyjmowanie doustnych preparatów żelaza. Warto zauważyć, że czynnikiem ułatwiającym wchłanianie żelaza jest np. witamina C czy też dieta bogata w białka i aminokwasy. Natomiast wchłanianie tego pierwiastka hamują leki zobojętniające kwas żołądkowy, a także kawa i herbata.

Podsumowując, anemia jest problemem bardzo powszechnym. Jednak brak specyficznych symptomów powoduje, że chory zgłasza się do lekarza po dłuższym okresie od ich wystąpienia. Towarzyszące niedokrwistości objawy mylnie kojarzone są z przepracowaniem bądź odpowiedzią organizmu na stresowe sytuacje dnia codziennego. Prawidłowe rozpoznanie niedokrwistości i jej przyczyny jest podstawą skutecznego leczenia, którego nie należy odwlekać.

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

 

Czy białaczka jest uleczalna?

Jedyną szansą na pełne wyleczenie chorego na białaczkę jest przeszczepienie szpiku lub krwiotwórczych komórek macierzystych. Inne metody mogą doprowadzić do  remisji choroby (co nie zawsze gwarantuje jej trwałość), a ich celem jest przedłużenie życia i utrzymanie dobrego stanu ogólnego pacjenta. Nie u każdego chorego można jednak wykonać transplantację szpiku. A jeśli dany Pacjent zakwalifikuje się już do przeszczepienia – trzeba wyszukać dla niego zgodnego Dawcę, co jest bardzo trudne. Tylko 25 procent chorych ma zgodnego dawcę rodzinnego. Szanse na znalezienie niespokrewnionego „bliźniaka genetycznego” wynoszą w najlepszym przypadku 1: 20 000. Dlatego tak ogromny wpływ na rezultat leczenia, mają decyzje pojedynczych osób. Im więcej osób zadeklaruje się jako potencjalny Dawca szpiku, tym łatwiej można znaleźć zgodnego Dawcę dla chorego.

Co to jest białaczka?

Białaczki to duża grupa złośliwych chorób nowotworowych układu krwiotwórczego. Choroba powoduje zmiany leukocytów, czyli białych krwinek we krwi, zarówno w aspekcie jakościowym (leukocyty przestają spełniać swe zadania), jak i ilościowym (namnażają się w zbyt szybkim, niekontrolowanym tempie). Zmutowane komórki krążą po organizmie przez krwiobieg, niszcząc zdrowe komórki i atakując różne organy, np. węzły chłonne, wątrobę, nerki czy śledzionę. Istnieją różne podziały białaczek, w zależności od wybranego kryterium, np.: ostre i przewlekłe, szpikowe, limfoblastyczne czy limfocytowe. Przewlekła białaczka limfocytowa jest najczęściej występującym nowotworem krwi u dorosłych. U dzieci dominuje ostra białaczka limfoblastyczna.

Jak się leczy białaczkę?

Z uwagi na to, że wyróżnia się wiele typów białaczek, ich leczenie oparte jest na różnych zasadach i schematach chemioterapii. Celem leczenia wszystkich postaci białaczek jest uzyskanie remisji, czyli upraszczając – doprowadzenie do braku objawów białaczki. Jeżeli jest to możliwe, terapia ma umożliwić całkowite wyleczenie lub jak najdłuższe przeżycie chorego w dobrym stanie ogólnym. Ostre białaczki, ze względu na szybki rozwój i agresywny przebieg, wymagają wdrożenia niezwłocznej diagnostyki i leczenia, zanim dojdzie do zagrażających życiu powikłań. Prowadzona jest intensywna terapia, która wymaga często wielomiesięcznego pobytu chorego w szpitalu, przez długi czas w izolatce. Przewlekłe białaczki leczy się mniej inwazyjnymi metodami – zwykle jest to chemioterapia w tabletkach lub dożylna, w przypadku diagnozy na etapie już bardziej zaawansowanej choroby.

Przełom w leczeniu przewlekłej białaczki szpikowej?

Przewlekła białaczka szpikowa, na którą jeszcze 20 lat temu chorzy umierali w przeciągu kilku lat, stała się obecnie chorobą przewlekłą, a nawet wyleczalną – w przyszłości może nawet zupełnie wyleczalną. Wszystko to dzięki poznaniu genetycznego podłoża choroby (specyficzna mutacja dająca komórkom białaczkowym „nieśmiertelność”) oraz przełomowemu odkryciu terapii celowanej, blokującej ten defekt, czyli inhibitorom kinazy tyrozynowej. Początkowym założeniem było, że chorzy będą je przyjmować do końca życia. Obecnie trwają badania kliniczne nad możliwością ich odstawienia w przypadku uzyskania trwałej odpowiedzi molekularnej – czyli w momencie, kiedy organizm samodzielnie będzie hamował nieprawidłowe mutacje w szpiku. Pierwsze wyniki badań są dosyć obiecujące, chociaż minie jeszcze wiele lat, zanim zostanie potwierdzona ich skuteczność.

 

Przeszczepienie skuteczne, ale niebezpieczne

Obecnie jedynym potwierdzonym sposobem na pełne wyleczenie chorego na białaczkę jest przeszczepienie szpiku lub krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej. Jest to jednak metoda obarczona dużym ryzykiem powikłań, dlatego decyzję o przeszczepieniu podejmuje się, kiedy oczekiwane korzyści znacznie przewyższają ryzyko i nie ma innych, skuteczniejszych metod leczenia. Transplantacje szpiku stosuje się w większości w przypadkach ostrych białaczek. Aby pacjent mógł być zakwalifikowany do przeszczepienia, paradoksalnie… musi być całkiem zdrowy. Dobry ogólny stan oraz choroba w fazie remisji są niezbędne, aby chory mógł przebyć kondycjonowanie, czyli intensywną chemioterapię, która zniszczy zupełnie szpik pacjenta. Ale zanim dojdzie do przeszczepienia – konieczne jest znalezienie zgodnego Dawcy.

Szansa na życie – zgodny Dawca

W pierwszej kolejności szuka się Dawców w rodzinie. Jednak prawdopodobieństwo znalezienia „bliźniaka genetycznego” wśród rodzeństwa to jedynie 25 procent. Większość chorych musi liczyć na Dawców niespokrewnionych. – Szanse na znalezienie zgodnego Dawcy w najlepszym przypadku wynoszą 1: 20 000. Przy rzadkim genotypie nawet 1 do kilku milionów. Dlatego właśnie każda osoba, która podejmie decyzję o gotowości do podzielenia się cząstką siebie i zarejestrowaniu się jako Dawca szpiku – jest na wagę złota. Każda taka osoba zwiększa szanse chorego na znalezienie swojego „bliźniaka genetycznego” i zyskanie możliwości wyzdrowienia – mówi Magdalena Przysłupska z Fundacji DKMS. – Na całym świecie zarejestrowanych jest ponad 30 mln osób. W polskim rejestrze – ponad 1,3 mln. To bardzo dużo, ale nadal co 5. chory nie znajduje zgodnego Dawcy i traci szansę na nowe życie. Dlatego wszystkie ośrodki Dawców, takie jak Fundacja DKMS, wciąż szukają nowych potencjalnych Dawców, aby ten procent chorych bez zgodnego Dawcy, systematycznie malał.

Dzięki zwiększaniu się świadomości ludzi na temat dawstwa szpiku coraz rzadziej diagnoza „białaczka” brzmi jak wyrok śmierci. Coraz więcej osób oddaje swój szpik lub komórki macierzyste, dając nadzieję na nowe życie chorym, potrzebującym transplantacji. Dzięki ciągłemu rozwojowi medycyny możliwe jest dłuższe i lepsze życie dla chorych hematoonkologicznych. Tak, coraz częściej białaczka jest wyleczalna.

Informacja prasowa Fundacji DKMS – więcej informacji www.dkms.pl

Fot. Fundacja DKMS – Estera oddaje szpik

Zwykłe zapominanie, czy choroba Alzheimera?

Choroba Alzheimera to postępująca i na dzisiaj nieuleczalna choroba zwyrodnieniowa układu nerwowego, która dotyka przede wszystkim osoby w starszym wieku. Stanowi najczęstszą przyczynę otępienia, które często mylone jest z naturalnym procesem starzenia. Choroba ma znaczny wpływ na obniżenie jakości życia pacjentów, a także ich opiekunów.

Częstość występowania choroby Alzheimera zwiększa się wraz z poprawą diagnostyki i starzeniem się populacji. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) około 50 mln ludzi na świecie cierpi na otępienie, z czego 60-70% może stanowić choroba Alzheimera. W Polsce otępienie dotyczy ok. 400 tys. ludzi, a około połowa z nich ma rozpoznaną chorobę Alzheimera. WHO przewiduje, że liczba osób z otępieniem wyniesie w 2030 roku 82 mln, a w 2050 roku aż 152 mln.

Pierwszy przypadek choroby Alzheimera został opisany w 1907 r. przez niemieckiego neurologa Aloisa Alzheimera, który w swojej pracy analizował przypadek 51-letniej kobiety z objawami choroby psychicznej. U pacjentki początkowo zaczęła narastać patologiczna zazdrość o męża, a w niedługim czasie rozpoczął się proces znacznego pogorszenia pamięci. Stan chorej w szybkim tempie pogarszał się, pojawiły się także dodatkowe symptomy takie jak: agresja, ataki paniki, a w końcu apatia. Kobieta po 4,5 roku zmarła, a badania pośmiertne wykazały obecność charakterystycznych zmian w jej mózgu.

Przyczyny

Patogeneza choroby Alzheimera nie została do dzisiaj jednoznacznie ustalona. Uważa się, że w większości przypadków jest ona efektem współdziałania kilku czynników środowiskowych jak i podatności genetycznej. W chorobie Alzheimera następuje przyspieszony zanik wielu typów neuronów kory mózgowej. Prowadzi to do istotnego zmniejszenia objętości mózgu i zaburzeń neuroprzekaźnikowych. Za główny czynnik ryzyka rozwoju choroby uważany jest wiek. Najczęściej początek choroby występuje po 60 roku życia (Alzheimer o późnym początku – najwięcej zachorowań po 65 r. ż.), choć znane są także przypadki wczesnego początku choroby i pojawienia się symptomów przed 60 rokiem życia.

Objawy

Choroba jest dość trudna do zdiagnozowania zwłaszcza w jej początkowej fazie, ze względu na podstępny początek zaburzeń i mało wyraźne objawy, które dopiero wraz z rozwojem choroby nasilają się. W pierwszym stadium choroby występują zaburzenia mowy, słownictwo chorego staje się uboższe, ma on problemy z odnalezieniem właściwego słowa. Zaczynają się także problemy z pamięcią, które przejawiają się wielokrotnym zadawaniem tego samego pytania, czy gubieniem przedmiotów. Mogą także wystąpić zmiany nastroju i niewielkie problemy z orientacją w czasie i przestrzeni. Cechy charakterystyczne dla kolejnego stadium choroby to problemy z czynnościami dnia codziennego i „samoobsługą” (jedzenie, ubieranie się, czynności higieniczne). Następuje także dalsze pogorszenie pamięci, zmiany osobowości i skrajne zmiany nastroju (od depresji i apatii po silne pobudzenie czy nawet napady agresji). Objawy te w efekcie uniemożliwiają choremu samodzielne życie. Wraz z rozwojem choroby pacjent ma coraz większy kłopot z pamięcią, znacznie pogłębiają się problemy z orientacją, co może nawet prowadzić do tego, że będzie on gubił się we własnym domu. Granice między przeszłością i teraźniejszością zamazują się, pojawiają się trudności z rozpoznaniem bliskich osób. Dodatkowo chory może stać się agresywny i mogą wystąpić u niego omamy czy urojenia. Pacjent traci swoje wcześniejsze zainteresowania i radość z ich wykonywania. W końcowych fazach choroby pojawiają się problemy ze strony fizjologicznej – nietrzymanie moczu i stolca czy trudności z połykaniem, które skutkują wyniszczeniem organizmu z powodu zbyt malej ilości przyjmowanych pokarmów. Organizm jest bardzo osłabiony, a przez to podatny na wszelkiego rodzaju infekcje, które mogą prowadzić do poważnych chorób (np. szczególnie niebezpieczne u osób starszych – zapalenie płuc). Odczuwane dolegliwości powodują, że ostatnie stadium choroby pacjent spędza w łóżku, co najczęściej wiąże się z powstaniem odleżyn. Osoba z chorobą Alzheimera wraz z postępem choroby staje się coraz mniej samodzielna, z reguły wymaga nadzoru opiekuna, a w zaawansowanej fazie niezbędna jest stała opieka drugiej osoby. Choroba ma przebieg postępujący i trwa 8-20 lat.

Rozpoznanie

Podstawowe znacznie w postawieniu rozpoznania ma przeprowadzenie wywiadu z chorym i jego opiekunem. Należy jednak pamiętać, że na podstawie objawów klinicznych można co najwyżej postawić prawdopodobne rozpoznanie choroby Alzheimera. Postawienie pewnej diagnozy możliwe jest jedynie na podstawie badania wycinków mózgu (po śmierci pacjenta), w których obecne będą zmiany. W Europie podstawą do rozpoznania choroby Alzheimera są kryteria ICD-10, zgodnie z którymi w schorzeniu tym muszą być spełnione kryteria ogólne dla otępienia tj.:

  • zaburzenia pamięci (zwłaszcza „świeżej”);
  • zaburzenia innych funkcji poznawczych (np. myślenie, planowanie, przetwarzanie informacji), które mają znaczący wpływ na funkcjonowanie w życiu codziennym;
  • zmniejszenie emocjonalnej kontroli nad motywacją lub zmiana zachowań społecznych przejawiająca się: chwiejnością emocjonalną/drażliwością/apatią/prymitywizacją zachowań;

Dodatkowo muszą wystąpić kryteria kliniczne otępienia typu alzheimerowskiego wg ICD-10:

  • podstępny początek z powolnym pogarszaniem się stanu chorego;
  • brak dowodów wskazujących na inna przyczynę otępienia;
  • brak nagłego udarowego pojawienia się objawów uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.

 

W rozpoznaniu choroby oraz ocenie jej nasilenia przeprowadza się testy diagnostyczne takie jak:

  • 30-punktowa skala MMSE – Mini Mental State Examination – krótki kwestionariusz oceniający funkcje poznawcze;
  • Test rysowania zegara – pozwala ocenić zaburzenia sprawności poznawczej;
  • Skala oceny ADL – Activities of Daily Living – oceniająca sprawność w zakresie wykonywania czynności dnia codziennego;
  • Skale IADL – Instrumental Activities of Daily Living – opisują zdolność pacjenta do wypełniania zadań niezbędnych do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie;
  • Skale PADL – Physical Activities of Daily Living – opisują zdolność wykonywania czynności samoobsługi (mycie się, ubieranie, jedzenie).

Leczenie

Leczenie choroby Alzheimera obejmuje farmakoterapię, która głównie ma na celu zmniejszenie nasilenia objawów oraz opóźnienie rozwoju choroby. Stosowane są także metody niefarmakologiczne, które polegają przede wszystkim na treningu pamięci na początku choroby oraz treningu codziennego funkcjonowania w dalszych stadiach choroby. Na każdym etapie ważna jest aktywność fizyczna.

Należy zwrócić uwagę, że choroba dotykając bezpośrednio pacjenta, dotyka także jego rodzinę, dla której jest dużym obciążeniem przede wszystkim emocjonalnym. Osoby opiekujące się chorym mogą uzyskać różne formy pomocy w Polskim Stowarzyszeniu Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera – charytatywnej, pozarządowej organizacji zrzeszającej rodziny oraz opiekunów chorych. Stowarzyszenie oferuje m. in. wsparcie, porady opiekuńczo-pielęgnacyjne, a także prowadzi poradnictwo i pomoc psychologiczną, która może okazać się niezbędna.

Redakcja pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Meningokoki sieją śmierć w 24 godziny

Infekcja wywołana przez meningokoki rozwija się błyskawicznie. Jest dość rzadka, ale zachorowanie na nią to spore ryzyko tragedii. Stąd warto rozważyć, czy nie zainwestować w szczepionkę przeciwko meningokokom.

Najczęściej chorują małe dzieci, młodzież i młodzi dorośli. Jednego na pięciu chorych nie daje się uratować.

Nosicielem meningokoków może być każdy z nas, a na dodatek w ciągu życia może się nimi zakazić wielokrotnie. Mało tego, badania wykazują, że bezobjawowym nosicielem bakterii Neisseria meningitidis (bo tak brzmi łacińska nazwa meningokoków) jest jeden na dziesięciu mieszkańców Europy, zatem jest to często występujący patogen. Najczęściej nosicielami są małe dzieci (do 80 proc. przedszkolaków czy maluchów ze żłobków), młodzież oraz młodzi dorośli. Przenoszeniu się tych bakterii sprzyja bliski kontakt, stąd najwięcej zakażonych jest w dużych skupiskach ludzkich: placówkach opiekuńczych i edukacyjnych, żłobkach, koszarach czy więzieniach.

Badania dowodzą również, że około 20 proc. dzieci, które nie chodzą do przedszkola, także może być nosicielami meningokoków.

Zakażamy się nimi drogą kropelkową, czyli poprzez kichanie, kaszel, przedmioty, na których bakterie się znalazły. Meningokoka dzieci mogą złapać np. od swojego rodzeństwa czy podczas dziecięcych imprez. Młodzież – na imprezach, pijąc z jednej szklanki czy na randce – podczas pocałunku. Dorosły może przekazać niemowlęciu meningokoki przez oblizany przez siebie i podany dziecku smoczek.

– Znamy 12 typów meningokoków, ale najważniejszych jest pięć, które odpowiadają za inwazyjną chorobę meningokokową. Dwoinka zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych to bakteria, która bytuje w nosogardzieli człowieka i tylko z człowiekiem. Nie mają jej żadne inne zwierzęta. Możemy się nią zarazić tylko od chorego lub od nosiciela, który nie ma objawów tego, że jest zakażony – mówi dr Alicja Karney, kierownik Oddziału Hospitalizacji Jednego Dnia w Instytucie Marki i Dziecka w Warszawie.

W 2017 roku w Polsce odnotowano 225 przypadków infekcji wywołanych meningokokami, a w 2016 – 166. W 2016 roku zmarło 19 proc. chorych.

Kto choruje na infekcje wywołane przez meningokoki?

Nosicielstwo meningokoków jest powszechne. Istotne jest to, że do choroby najczęściej dochodzi wskutek osłabienia zaatakowanego organizmu.

– Każdy może zachorować, ale najczęściej chorują dzieci małe, do roku życia. U nich choroba najczęściej przebiega ciężko i szybko. Bardzo często są to dzieci, które wcześniej poważniej nie chorowały, miały tylko jakieś drobne infekcje. Nie mają też chorób przewlekłych – mówi dr Karney.

Niemowlęta nie mają jeszcze dobrze wykształconego układu odpornościowego, więc meningokokom łatwiej jest je zaatakować. Z kolei młode osoby, które często przebywają w dużych skupiskach ludzkich, mogą być bardziej narażone na inwazję, jeśli są z jakiegoś powodu osłabione (np. są po wcześniej przebytej infekcji, są przeziębione, cierpią z powodu niedoborów odporności wrodzonych czy nabytych, chorób przewlekłych wątroby czy nerek, mają usuniętą śledzionę).

Najczęstszym i bardzo groźnym schorzeniem wywołanym przez meningokoki jest inwazyjna choroba meningokokowa. Bakterie docierają wtedy do miejsc w organizmie, które są z reguły jałowe.

– To krew, płyn mózgowo-rdzeniowy, opłucna. Tam się bakteria rozwija i powoduje infekcje – mówi dr Kerney.

Inwazyjna choroba meningokokowa może przebiegać pod postacią zapalenia opon mózgowo- rdzeniowych (30 nawet do 60 proc. przypadków zachorowań). Może też przybrać postać posocznicy, zwanej również sepsą – to od 10 do 30-40 proc. przypadków, albo być kombinacją obydwu tych schorzeń. Najgroźniejszy przebieg ma posocznica, która zazwyczaj ma przebieg piorunujący i w ciągu 24 godzin może doprowadzić do śmierci pacjenta.

————————————————————————————————————————–W Polsce w latach 2007 – 2009 meningokoki zwróciły uwagę opinii publicznej z tego powodu, że pojawiły się wówczas, także w grupie nastolatków, zachorowania wywołane bardzo zjadliwym meningokokiem typu C; w niektórych przypadkach miały one charakter zachorowań grupowych, tj. obserwowano ogniska epidemiczne. Niektóre zakażenia zakończyły się śmiercią nastolatków, którzy wcześniej byli ogólnie zdrowi.

—————————————————————————————————————————

Inne choroby (poza inwazyjną chorobę meningokokową) wywoływane przez menigokoki to zapalenie płuc, ucha środkowego, stawów, kości, spojówek. Te narządy mogą zostać również zajęte w trakcie inwazyjnej choroby meningokokowej.

————————————————————————————————————————Jeśli ktoś z otoczenia (np. dziecko w żłobku, rodzeństwo, kolega z imprezy) zachorował na inwazyjną chorobę meningokokową, koniecznie zgłoś się do lekarza i mu o tym powiedz, nawet jeśli nie występują niepokojące objawy! Być może konieczne jest podjęcie działań, minimalizujących ryzyko zarażenia się.

————————————————————————————————————————

Powikłania po chorobie dotyczą do 30 proc. pacjentów. Najczęściej są to, przypadku zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych: upośledzenia słuchu, zaburzenia działania mózgu, napady drgawek, a w przypadku posocznicy: niewydolność nerek, martwica skóry, amputacje kończyn czy palców.

Objawy inwazyjnej choroby meningokokowej:

  • symptomy infekcji w górnych drogach oddechowych, czyli niewielki ból gardła, kaszel, katar,
  • gorączka, która na początku nie musi być wysoka,
  • ogólne rozbicie,
  • brak apetytu,
  • po kilku godzinach nudności i wymioty,
  • przeczulica skóry, dziecko nie chce, żeby je dotykać, cały czas płacze,
  • może się też zdarzyć, że maluch jest bardziej senny, mało kontaktowy,
  • po kilku godzinach mogą się pojawić problemy z oddychaniem,
  • w przypadku zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych – sztywność karku, wymioty, bardzo silny ból głowy, wysoka gorączka, światłowstręt, wysypka w postaci bardzo drobnych wybroczyn wielkości łepka od szpilki (10-30 proc. przypadków), przy czym nie znikają one przy ich naciśnięciu. Wysypka może być niewielka i miejscowa, jest spowodowana zatorami bakteryjnymi w naczyniach krwionośnych,
  • w przypadku posocznicy: skóra zmienia barwę, staje się marmurkowata, chory ma zimne dłonie i stopy, wysypka w 80 proc. przypadków
  • na koniec w obydwu postaciach: splątanie, brak kontaktu z chorymInwazyjna choroba meningokokowa nie jest łatwa do rozpoznania głównie ze względu na nieswoiste objawy na początku infekcji.Ważne, by najpóźniej w 19. godzinie pacjent znalazł się w szpitalu. Niestety, często diagnoza jest stawiana później, bo rozpoznanie jest trudne, czasami ktoś nie pomyśli, że to może być ta, dość rzadka choroba – mówi dr Karney.

     

    Jak chronić się przed menigokokami?

     

    W prewencji chorób wywoływanych przez te bakterie najważniejsza jest świadomość, że one istnieją. Według dr Kerney, świadomi zagrożenia rodzice najlepiej będą w stanie ocenić stan zdrowia malucha czy nastolatka, ocenią, że jego stan pogarsza się z godziny na godzinę i wezwą pomoc. Charakterystyczna dla zakażenia meningokokami jest dynamika objawów: początkowo wręcz błahych, po kilku godzinach coraz bardziej nasilonych i nietypowych dla zwykłej infekcji. Chory powinien niezwłocznie znaleźć się w szpitalu.

    Najlepszą metodą profilaktyki są jednak szczepienia. Nie ma potrzeby pobierać wymazu w celu stwierdzenia, czy jest się nosicielem meningokoków – szczepionka spowoduje, że zaszczepiony nosiciel pozbędzie się „pasażerów na gapę”. Zaszczepić można niemowlęta już w pierwszym roku życia.

    Źródło: Anna Piotrowska (zdrowie.pap.pl)

    Źródło grafiki: www.pixabay.com

Zwodnicze PSA: trudna diagnostyka raka prostaty

Pomocny w wykryciu raka prostaty jest test, dzięki któremu w surowicy krwi określa się stężenie białka PSA. Jednak podwyższone PSA nie jest równoznaczne z diagnozą raka; do jego stwierdzenia potrzeba więcej danych.

Ponadto – jak wykazali naukowcy z Anglii, rutynowe przeprowadzanie testu PSA nie zmniejsza (w ciągu 10 lat obserwacji) wskaźnika zgonów z powodu raka prostaty. Ich badania, które opublikował w marcu uznany periodyk JAMA, to kolejny głos w dyskusji naukowców, czy badanie antygenu PSA u mężczyzn może być testem przesiewowym w kierunku wykrycia raka prostaty. Odpowiedź brzmi: nie, przy czym nie należy wysnuwać wniosku, że wykonywanie testów PSA nie przynosi mężczyznom w pewnym wieku korzyści. Wprost przeciwnie, trzeba jednak być pod opieką dobrego lekarza, który w ocenie stanu zdrowia pacjenta weźmie pod uwagę wszystkie dostępne informacje oraz wyniki dodatkowych badań, a nie tylko ten jeden wskaźnik.

Co to jest rak prostaty?

Rak prostaty (gruczołu krokowego, stercza) jest w Polsce drugim co do częstości występowania (po raku płuca) nowotworem u mężczyzn. Komórki raka rozwijają się w gruczole krokowym (sterczu) – narządzie wielkości kasztana, położonym w miednicy, poniżej pęcherza moczowego. Jak w przypadku wielu nowotworów, i tu istnieje korelacja między wiekiem a jego występowaniem; raka prostaty rzadko diagnozuje się u mężczyzn poniżej 50-tki.

Ponad połowa chorych w momencie rozpoznania ma co najmniej 70 lat, jednak naukowcy szacują, że około 50 proc. mężczyzn w wieku 60-70 lat ma bezobjawowe ogniska raka w gruczole prostaty. W większości wypadków nowotwór ten nigdy nie ujawnia się jako postać dająca objawy, a mężczyźni umierają np. z powodu choroby układu krążenia niepowiązanej z rakiem stercza. Może jednak w wielu wypadkach zostać wykryty poprzez oznaczanie stężenia swoistego antygenu sterczowego (PSA) i biopsję gruczołu (pobranie igłą wycinka).

Na stronie Krajowego Rejestru Nowotworów czytamy, że w związku z tym, że rak ten często ma postać bezobjawową, ale można go wykryć za pomocą testu PSA i biopsji, „częstość wykrywania raka gruczołu krokowego jest pochodną rzeczywistej częstości jego występowania oraz intensywności badań mających prowadzić do wczesnego wykrycia tego nowotworu”. Eksperci takie zjawisko nazywają „naddiagnozowaniem”, a jednym z jego przykładów jest statystyka raka stercza w USA w latach 90., będąca pokłosiem masowych badań diagnostycznych w tym kierunku.

Pułapka antygenu PSA

Swoisty antygen sterczowy (PSA) jest białkiem wytwarzanym przez komórki stercza, które jest odpowiedzialne za utrzymanie nasienia w płynnej postaci. Prawidłowe stężenie PSA w surowicy krwi wynosi od 0 do ok. 4 ng/ml.

Komórki nowotworów stercza uwalniają większe ilości PSA do krwiobiegu, niż prawidłowe komórki stercza, dlatego wzrost stężenia PSA nasuwa podejrzenie raka. Ale PSA rośnie także w przypadku:

  • stanów zapalnych,
  • łagodnego przerostu, a raczej rozrostu gruczołu krokowego (ta przypadłość rośnie wraz z wiekiem; dotyczy ok. 90 proc. mężczyzn w ósmej dekadzie życia),
  • zabiegów endoskopowych wykonywanych przez cewkę moczową,
  • cewnikowania pęcherza moczowego,
  • a nawet seksu połączonego z wytryskiem nasienia (dlatego krew do badania PSA należy pobierać po dwudniowej wstrzemięźliwości seksualnej).

Co więcej, blisko 20 proc. chorych na raka prostaty ma prawidłowe stężenie PSA w surowicy krwi, zaś blisko 25 proc. mężczyzn nie chorujących na nowotwór ma podwyższone PSA!

Co sprawdzili angielscy naukowcy

Zespół badaczy z kilku renomowanych brytyjskich ośrodków na zlecenie Cancer Research UK i Narodowego Instytutu Badań Naukowych w Wielkiej Brytanii (The National Institute of Health Research) zaprojektował szerokie badanie populacyjne z testem PSA w roli głównej. Objęło ono około 400 tys. mężczyzn w wieku 50-59 lat i 573 praktyki lekarzy rodzinnych. Część lekarzy rodzinnych wszystkim mężczyznom w wieku 50-69 lat oferowała test PSA (grupa skriningowa), druga część – tylko wtedy, gdy mężczyźni o test prosili (grupa kontrolna). Ostatecznie 36 proc. mężczyzn z grupy skriningowej zgłosiło się na test.

Jeśli u mężczyzny w grupie skriningowej poziom PSA był wyższy niż 3 ng/ml, był on kierowany na biopsję gruczołu krokowego. Badacze śledzili losy obu grup przez średnio 10 lat, a następnie porównali uzyskane diagnozy (uwzględniając stadium zdiagnozowanego raka) w obu grupach i wskaźniki zgonów.

Okazało się, że w grupie skriningowej mężczyźni częściej uzyskiwali diagnozę raka stercza niż w grupie kontrolnej. Jednak nie przekładało się to na zmniejszenie liczby zgonów po 10 latach z powodu tego nowotworu – wskaźnik był podobny w obu grupach – ok. 3 zgony na 1000 zarówno w skriningowej, jak i kontrolnej.

Dlaczego? Po pierwsze, w grupie skriningowej wykryto więcej niegroźnych raków, nie dających objawów, niż – co oczywiste – w grupie kontrolnej. Po drugie, ponad 12 proc. mężczyzn z grupy skriningowej miało prawidłowy poziom PSA w surowicy, w związku z czym nie skierowano ich na biopsję, a później okazało się, że mają raka. Po trzecie, dla kilku mężczyzn z grupy skriningowej leczenie raka okazało się groźniejsze niż sama choroba. Z tego też względu w przypadku pewnej grupy mężczyzn z rakiem prostaty onkolodzy zalecają tzw. aktywną obserwację, czyli monitorowanie stanu pacjenta i wstrzymywanie się z interwencją do czasu, kiedy jest to konieczne.

W efekcie badacze angielscy potwierdzili wcześniejsze ustalenia, że nie należy traktować oznaczania poziomu antygenu PSA jako narzędzia przesiewowego w kierunku wczesnego wykrywania raka stercza (takiego, jak np. badanie cytologiczne u kobiet, które pozwala wykryć nowotwór szyjki macicy we wczesnym stadium). Niemniej jednak badanie angielskiego zespołu jest wciąż kontynuowane i ciekawe mogą się okazać jego wyniki po kolejnych pięciu latach.

Czy warto wykonywać test PSA?

Ustalenia angielskich naukowców nie obalają jednak konieczności profilaktyki nakierowanej na wczesne wykrywanie raka stercza.

Każdy mężczyzna powinien przede wszystkim obserwować siebie. Jeśli zauważy jakiekolwiek problemy związane z oddawaniem moczu:

  • częste oddawanie moczu tak w dzień, jak i konieczność oddawania moczu w nocy
  • nietrzymanie moczu,
  • wykapywanie moczu już po jego oddaniu
  • osłabienie strumienia moczu,
  • wydłużenie czasu oddawania moczu i wyczekiwanie oddawania moczu,
  • oddawanie moczu z wysiłkiem,
  • uczucie zalegania moczu w pęcherzu już po jego oddaniu,

powinien bezwzględnie powiedzieć o nich lekarzowi. Prawdopodobnie skieruje on wówczas pacjenta na diagnostykę, która będzie obejmowała także oznaczenie antygenu PSA.

Do obowiązków specjalisty należy także wykonywanie u mężczyzn badania per rectum – czyli badania odbytu palcem. Świadomy mężczyzna, jeśli lekarz o tym zapomni, powinien tego się domagać przynajmniej raz w roku. Badanie per rectum ma na celu m.in. określenie orientacyjnych wymiarów gruczołu krokowego i jego konsystencji oraz wykrycie ewentualnych zmian wskazujących na raka lub stan zapalny. Dzięki niemu możliwe jest również rozpoznanie niepokojących zmian w odbycie. Eksperci wskazują, że powinno być wykonywane rutynowo u każdego mężczyzny powyżej 45. roku życia niezależnie od zgłaszanych objawów.

Warto też wiedzieć, że ryzyko raka stercza zmniejsza ubogo tłuszczowa dieta obfitująca w pokarmy roślinne oraz aktywność fizyczna.

Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jaskra – cichy złodziej wzroku

To podstępna choroba, a stawka za jej zlekceważenie wysoka – utrata wzroku. Można ją wcześnie wykryć i uniknąć tragicznego scenariusza. 11 marca zaczyna się akcja, dzięki której przez tydzień bezpłatnie można zbadać wzrok w 64 gabinetach w 38 polskich miastach.

Listę placówek można znaleźć na stronie organizatora wydarzenia – Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Co to jest jaskra?

To przewlekła choroba oczu, nazywana czasami „cichym złodziejem wzroku”, rozwija się podstępnie i w krajach rozwiniętych jest drugą najczęstszą (po zaćmie) przyczyną utraty wzroku. Powstaje w taki sposób, że wytwarzana w oku i niezbędna do jego funkcjonowania ciecz wodnista opuszcza gałkę oczną i przenika do krwioobiegu w miejscu nazywanym kątem przesączania. Jeśli odpływ jest blokowany, wzrasta ciśnienie wewnątrzgałkowe i dochodzi do ucisku na nerw wzrokowy. Ucisk doprowadza do niszczenia włókien nerwowych i zaniku nerwu wzrokowego.

W większości przypadków ucisk ten wzrasta powoli, nie dając żadnych objawów, tylko w około 10 proc. może mieć gwałtowny przebieg i objawiać się bólem głowy, nudnościami, wymiotami i pogorszeniem widzenia.

– Gdy pacjent zaczyna zauważać, że z jego wzrokiem dzieje się coś niedobrego, często choroba jest już w bardzo zaawansowanym stadium. W Polsce aż 70 proc. przypadków jaskry wykrywana jest zbyt późno, by uratować widzenie, nawet przy intensywnym leczeniu – mówi prof. Bożena Romanowska-Dixon, Kierownik Oddziału Klinicznego Okulistyki i Onkologii Okulistycznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

Kto jest narażony na jaskrę?

– Na jaskrę może zachorować każdy, bez względu na wiek – mówi prof. Jacek Szaflik, Kierownik Katedry i Kliniki Okulistyki II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

Są jednak osoby szczególnie narażone na zachorowanie na jaskrę:

  • z podwyższonym ciśnieniem wewnątrzgałkowym (prawidłowe to 16 mm/Hg – 21 mm/Hg
  • krótkowzrocznością,
  • z nadciśnieniem tętniczym
  • z zaburzeniami krążenia krwi, np. bardzo niskim ciśnieniem tętniczym, co objawia się m.in. marznięciem dłoni i stóp czy bólami głowy
  • w rodzinie których stwierdzono jaskrę
  • z cukrzycą.

W Polsce problem jaskry może dotyczyć 800 tysięcy osób, przy czym tylko połowa została zdiagnozowana (są to głównie kobiety). Tylko wczesna diagnoza jaskry może pomóc ocalić wzrok – dlatego tak ważne są regularne badania. Każdy powinien przynajmniej raz w roku przejść pełne badanie okulistyczne, a osoby z grupy ryzyka jaskry – nawet co 6 miesięcy – apeluje Polskie Towarzystwo Okulistyczne.

Jak bada się wzrok pod kątem jaskry?

Najczęściej kojarzy się diagnozę lub zagrożenie jaskrą z podwyższonym ciśnieniem wewnątrzgałkowym i jego zmierzenie jest konieczne w diagnostyce chorób narządu wzroku. Jednak nawet połowa pacjentów z jaskrą ciśnienie wewnątrzgałkowe ma prawidłowe. Dlatego pomiar tego parametru nie wystarcza, konieczne jest też, by okulista zbadał także dno oka i grubość rogówki.

Źródło: Justyna Wojteczek (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Uwaga alergicy! Zaczyna się sezon pylenia

To, że mamy kalendarzową zimę nie oznacza, że osoby uczulone na pyłki roślin mogą spać spokojnie. Podpowiadamy, co warto zrobić już teraz, aby opóźnić wystąpienie dokuczliwych objawów oraz zmniejszyć ich nasilenie.

Alergię mogą wywoływać różnego rodzaju czynniki środowiskowe (alergeny), występujące zarówno przez cały rok, jak i sezonowo. Do tych ostatnich zaliczają się przede wszystkim pyłki roślin, które wbrew pozorom, wcale nie „atakują” alergików dopiero wiosną, gdy przyroda mocno się już zazieleni, ale pojawiają się w powietrzu począwszy od lutego.

Eksperci ostrzegają, że to właśnie w tym zimowym miesiącu, na dobre, zaczyna się pylenie leszczyny i olchy (które trwa do początku kwietnia). Nieco później zaczynają pylić brzozy (od końca marca do początku maja). Pylenie traw zaczyna się w maju, a bylic od połowy lipca. Warto dodać, że stężenie pyłków na terenach wiejskich jest najwyższe rano, podczas gdy w miastach wieczorem.

Alergia na pyłki roślin (przede wszystkim drzew, traw i bylic) objawia się najczęściej katarem siennym, napadami kichania, świądem nosa, łzawieniem spojówek, a niekiedy również wypryskami skórnymi. Osoby uczulone na pyłki często mają też objawy tzw. zespołu alergii jamy ustnej, czyli podrażnienia śluzówek po spożyciu niektórych pokarmów (np. chorzy uczuleni na pyłki brzozy zazwyczaj nie mogą jeść jabłek, owoców pestkowych, kiwi, surowej marchewki czy selera).

Co to jest alergia?

Jest to nieprawidłowa reakcja organizmu na niegroźny zazwyczaj czynnik środowiskowy (np. roztocze kurzu domowego, sierść zwierząt, zarodniki grzybów pleśniowych, pyłki roślin, pierze czy wełnę). Układ odpornościowy traktuje te niegroźne substancje jako elementy zagrażające, co wywołuje reakcję mającą na celu ich zneutralizowanie i wydalenie z organizmu. Choroby alergiczne mogą objawiać się uciążliwymi dolegliwościami w obrębie nosa, oczu (spojówek), skóry, żołądka, oskrzeli lub jelit.

Jak wyprzedzić reakcję alergiczną na pyłki

– Na szczęście dla alergików, mrozy, które zapanowały ostatnio w Polsce, mocno przyhamowały pylenie leszczyny, która tradycyjnie rozpoczyna w naszym kraju sezon pylenia roślin. Pyłek leszczyny jest o tyle istotnym alergenem, że pojawiając się jako pierwszy często toruje drogę do silnej reakcji na pyłki olchy i brzozy. Te trzy pyłki często wywołują tzw. alergiczne reakcje krzyżowe. Dodajmy, że składnikami pyłków, które de facto wywołują reakcje alergiczne są glikoproteiny (związki białka i cukrów) – mówi prof. Piotr Kuna, specjalista ds. alergologii, z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii, Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Ekspert podkreśla, że związane z alergią wziewną, alergiczne odczyny zapalne dróg oddechowych sprawiają, że cierpiące na nie osoby częściej zapadają na infekcje wirusowe (są na nie bardziej podatne). Choć często też zdarza się, że występujące u nich reakcje alergiczne mylnie biorą za infekcje wirusowe.

– Dlatego, biorąc pod uwagę komfort i jakość życia alergików, zalecam im, aby nie zwlekali z podjęciem działań profilaktycznych do momentu, gdy sezon pylenia roślin rozkręci się na dobre. Naprawdę warto zadbać o siebie już teraz, pod koniec zimy – przekonuje prof. Piotr Kuna.

Co zatem należy robić, aby uprzedzić nieuchronną reakcję alergiczną na pyłki i maksymalnie ją osłabić?

– Można opóźnić wystąpienie dolegliwości oraz zmniejszyć ich nasilenie stosując, jeszcze przed sezonem pylenia, kilka sprawdzonych metod. Po pierwsze, jeśli ktoś może, to zalecam mu wyjazd na początku sezonu pylenia do kraju, gdzie panuje ciepły, pustynny klimat (gdzie nie ma problemu z pyleniem roślin). Po drugie zalecam profilaktyczne zażywanie leków przeciwhistaminowych. Gdy będziemy je spożywać jeszcze przed pojawieniem się objawów alergii, to objawy te, gdy już wystąpią, będą opóźnione o jakieś 2-4 tygodnie, a do tego będą dwa razy słabsze niż w przypadku osób, które nie stosują takich leków – przekonuje prof. Piotr Kuna.

Jak sobie radzić z alergią: bogaty arsenał środków

Po trzecie, ekspert zaleca płukanie błony śluzowej nosa i gardła, m.in. za pomocą soli fizjologicznej.

Po czwarte, rekomenduje zdrowe żywienie, w tym zwłaszcza spożywanie dużej ilości warzyw, owoców i innych produktów, bogatych we wzmacniające odporność witaminy, jak np. witamina C oraz suplementację witaminą D.

– Kolejna rzecz. Trzeba się odczulać, czy to za pomocą szczepionek, które są skuteczne i tanie, bo refundowane przez NFZ, czy to za pomocą odczulających tabletek podjęzykowych, które jednak są drogie i które trzeba przyjmować przez dłuższy czas – mówi prof. Piotr Kuna.

Na tym jednak lista środków zaradczych się nie kończy. Przypominamy podstawowe zasady codziennej profilaktyki anty-alergicznej u osób uczulonych na pyłki:

  • spanie przy zamkniętych oknach,
  • unikanie spacerów w dni o wysokim stężeniu pyłków,
  • kąpiel i zmianę ubrania po dłuższych spacerach,
  • nie suszenie ubrań po praniu na dworze,
  • unikanie jazdy samochodem przy otwartych oknach,
  • założenie filtra przeciw-pyłkowego w samochodzie,
  • unikanie prac w ogrodzie,
  • regularne koszenie trawy, aby zapobiec wytworzeniu się kwiatostanów.

Co mogą zrobić włodarze miast, aby wesprzeć alergików

Niestety wiele wskazuje, że liczba osób cierpiących na alergię wziewną na pyłki roślin będzie rosnąć, m.in. wskutek postępującej urbanizacji i związanego z nią zanieczyszczenia środowiska (przede wszystkim powietrza).

– Wiemy, że ryzyko zachorowania na nią jest 4 razy większe u mieszkańców dużych miast, gdzie dużo jest betonu i asfaltu, w porównaniu do osób mieszkających na wsi. Dlatego włodarze aglomeracji miejskich powinni rozwijać je w kierunku miast-ogrodów, z dużą ilością wody i zieleni, tak by pyłki nie fruwały po betonie, tylko były absorbowane z powrotem przez przyrodę – konkluduje prof. Piotr Kuna.

Rozpowszechnienie alergii

Eksperci alarmują, że liczba osób cierpiących na alergie systematycznie rośnie. W efekcie, na różnego rodzaju choroby alergiczne, cierpi już niemal połowa Polaków (najwięcej z powodu roztoczy kurzu domowego). Istotnym problemem jest także rosnąca liczba chorych na astmę. Ponadto, zwiększa się też liczba substancji wywołujących alergię (wykazano już kilkadziesiąt tysięcy alergenów).

Na koniec warto dodać, że najpopularniejszą metodą diagnozowania alergii są testy skórne, które przeprowadza się przez nałożenie na skórę roztworu z zawartością alergenu (efekt w postaci bąbla daje podejrzenie alergii). Testy skórne są szczególnie przydatne przy badaniu uczuleń na alergeny wziewne. Inną metodą pozwalającą na wykrycie alergii jest badanie krwi (mierzące stężenie IgE, czyli przeciwciał tzw. klasy E). Obydwie metody powinien poprzedzić kompleksowy wywiad lekarski.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Alergia kontaktowa – co nas uczula?

Kobieta użyła nowej farby do włosów. Gdy tylko ją nałożyła, pojawiło się swędzenie głowy. Później na głowie, twarzy, szyi i uszach pojawiły się grudki i obrzęk oczu. Okazało się, że ma alergię kontaktową na substancję użytą w farbie. Sprawdź, co jeszcze może nas uczulać?

Alergia kontaktowa (wyprysk kontaktowy, ACD) to nadwrażliwość organizmu na substancje chemiczne o małej masie cząsteczkowej mogące wywoływać uczulenie, czyli tzw. hapteny. Bezpośredni kontakt z nimi powoduje zmiany skórne.

Alergia kontaktowa występuje u ok. 10-20 proc. dorosłych oraz u 20-30 proc. dzieci i młodzieży. W Polsce dodatnie odczyny w testach płatkowych (podstawowa metoda diagnozowania tej choroby) stwierdzono u blisko 22 proc. uczniów szkół podstawowych oraz u 28 proc. uczniów szkół zawodowych.

– Częstość alergicznego wyprysku kontaktowego u dzieci wyraźnie narasta. Alergia kontaktowa może się rozpocząć już w okresie niemowlęcym – mówi prof. Beata Kręcisz, kierownik Kliniki Dermatologii Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Przyczyny doprowadzające do powstania wyprysku kontaktowego są różne. U jednych osób jest to związane z uczuleniem na alergeny kontaktowe, u innych – zmiany skórne powstają, kiedy posmarowana powierzchnia zostanie naświetlona światłem słonecznym. U części osób rozpoznaje się tzw. wyprysk zawodowy – związany z uczuleniem na szkodliwe substancje występujące w pracy. W inny sposób działają substancje drażniące – bezpośrednio uszkadzają skórę. Ten typ wyprysku nazywamy wypryskiem kontaktowym z podrażnienia (nie jest to prawdziwe uczulenie i takie zmiany mogą się pojawić u wszystkich ludzi, którzy mają kontakt np. z silnymi substancjami używanymi w środkach czystości, farbami, lakierami, smarami, cementem).

Ze względu na mechanizm powstawania zmian wyróżnia się: wyprysk kontaktowy z podrażnienia (reakcja zapalna skóry na czynniki drażniący) i wyprysk kontaktowy alergiczny (zespół objawów związanych z reakcją zapalną w skórze).

Objawy alergii kontaktowej

Wyprysk kontaktowy zwykle zaczyna się od silnego świądu. Na skórze tworzą się zaczerwienienie, grudki oraz pęcherzyki. Co charakterystyczne, zmiany tworzą się w miejscu kontaktu z np.: tkaniną czy tworzywem zawierającym uczulające chorego czynniki (np. pod paskiem czy biżuterią u chorego uczulonego na nikiel, na rękach u sprzątaczki używającej środków czyszczących, na policzkach w miejscu, na który nałożono kosmetyk, który uczulił chorego pod wpływem opalania). Czasem zmiany występują na całej powierzchni ciała.

W przypadku wyprysku przewlekłego skóra staje się pogrubiała, bardzo sucha, łuszczy się, wyraźnie zaznaczają się jej naturalne bruzdy (np. na nadgarstkach skóra może przypominać korę drzewa), skóra na dłoniach podeszwach niekiedy pęka powodując ból.

W alergicznym kontaktowym zapaleniu skóry występują wykwity skórne, które zanikają lub ulegają przemianom.

Wyprysk ostry dzieli się na 5 faz:

  • Faza rumieniowo-obrzękowa – pojawia się zaczerwienie i obrzęk skóry narażonej na kontakt z substancją powodującą uczulenie.
  • Faza wysiękowa – z powodu reakcji zapalnej toczącej się w naskórku dochodzi do powstania grudek wysiękowych i sączenia wydzieliny początkowo surowiczej, a czasami surowiczo-ropnej.
  • Faza strupienia – wydzielina z nadżerek zasycha na powierzchni skóry tworząc strupy. Zwykle są żółtawe i przezroczyste, jednak jeśli dojdzie do wtórnej infekcji strupy mogą być ropne, a z powodu miejscowego krwawienia mogą przybierać barwę czerwoną lub czarną.
  • Faza złuszczania – w związku z tym, że naskórek się ciągle odnawia, komórki naskórka, czyli keratynocyty przesuwają się z głębszych warstw skóry na powierzchnię, dzięki temu dochodzi do naturalnego „oczyszczenia” naskórka z alergenu poprzez złuszczenie uszkodzonych warstw naskórka.
  • Faza gojenia („rumień resztkowy”) – rumień utrzymuje się w miejscu wcześniejszych ostrych zmian zapalnych.

Jeśli kontakt z substancją powodującą uczulenie jest długi, może dojść do przewlekłego stanu zapalnego. Wtedy pojawiają się: nadżerki, strupy i zapalne zgrubienie skóry.

Alergia kontaktowa może się objawiać powstawaniem zmian także:

  • w obrębie jamy ustnej
  • spojówek
  • pochwy
  • reakcji ogólnoustrojowej.

Alergią kontaktową (najczęściej na nikiel) wyjaśnia się niektóre przypadki odrzucania implantów ortopedycznych i stomatologicznych, rozruszników serca czy stentów naczyniowych (niewielka „sprężynka”, umieszczana wewnątrz naczynia krwionośnego w celu przywrócenia drożności naczynia). Alergia kontaktowa może być także przyczyną pokrzywki, astmy i alergicznego nieżytu nosa.

Co nas uczula?

Uczulają nas, zarówno w Polsce, jak w całej Europie:

Nikiel, uczulenie na ten pierwiastek stwierdza się u 13-17 proc. dorosłych, 10 proc. młodzieży i 7-9 proc. dzieci. Kobiety na nikiel uczulają się bez mała 4 razy częściej niż mężczyźni. Może to wynikać z odrębności fizjologicznych oraz większego narażenia na kontakt z tą substancją np. w pracy lub noszenie biżuterii (nikiel jest powszechnie stosowaną domieszką biżuterii, także złotej). Nikiel wchodzi w skład monet, wykończeń odzieży (np. haftek, zamków w spodniach), a nawet pokarmów, zwłaszcza puszkowanych.

Chrom, zwykle uczula mężczyzn zawodowo mających kontakt z zawierającym go cementem. Alergia na chrom utrzymuje się nawet pomimo zmiany zawodu. Innym źródłem tego alergenu jest garbowana skóra (tzw. wyprysk obuwiowy).

Substancje zapachowe, zawartość środków zapachowych w perfumach sięga 20 proc., w wodach kolońskich 8 proc. Zapachów używa się w mydłach, pastach do zębów, płynach do płukania ust. Wykazano ich obecność także w środkach do pielęgnacji dzieci. Wchodzą w skład produktów domowych takich jak: detergenty, środki czyszczące, zmiękczacze czy aerozole odświeżające.

W przemyśle perfumeryjnym używa się ok. 3000 aromatów. Pojedyncze produkty mogą zawierać od 10 do 300 związków. Niepożądane reakcje na kosmetyki, oceniane na ok. 10 proc. populacji, zwykle związane są z ich drażniącym działaniem, reakcje alergiczne są rzadsze.

Dezodoranty – są najczęstszymi źródłami alergii. W 71 dezodorantach zidentyfikowano 226 różnych związków chemicznych, w tym syntetyczne środki zapachowe.

– Gdy już wiemy, co nas uczula, trzeba zrobić „śledztwo” i przejrzeć skład wszystkich produktów, z którymi się stykamy począwszy od kosmetyków, pastylek do ssania, skończywszy na chusteczkach higienicznych – mówi prof. Kręcisz. – Wszystkie te preparaty mogą wywoływać niepożądane reakcje. Gdy ktoś uczulony kupuje nowy kosmetyk, powinien za każdym razem z lupą prześledzić jego skład.

Ważnym czynnikiem, mającym wpływ na powstawanie alergii jest miejsce aplikacji. Najbardziej wrażliwe są powieki oraz fałdy pachowe i pachwinowe. Stosowanie kosmetyków na skórę podrażnioną (np. podczas golenia) i zapalnie zmienioną zwiększa ryzyko alergizacji.

Konserwanty – gwałtowny wzrost uczulenia

Związki o właściwościach konserwujących wchodzą w skład kosmetyków, wyrobów chemii gospodarczej oraz produktów przemysłowych. Ich dodatek ma na celu hamowanie rozwoju drobnoustrojów (bakterii, grzybów) potencjalnie szkodliwych dla ludzkiego zdrowia lub powodujących szybkie niszczenie (psucie) produktu.

W kosmetykach zwykle wykorzystuje się takie konserwanty jak: odkażające estry kwasu paraaminobenzoesowego (parabeny, nipaginy, aseptyny), związki chemiczne uwalniające formaldehyd, izotiazolinony czy organiczne połączenia rtęci (timerosal, mertiolat).

Z badań dotyczących środków konserwujących przeprowadzonych przez prof. Beatę Kręcisz w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi wynika, że najczęściej alergizował timerosal (ok. 12 proc.) i formaldehyd (ok. 5 proc.). Najmniej dodatnich reakcji powodowały parabeny (0,3 proc.). Jednak w ostatnim czasie najczęściej obserwowane są uczulenia na metyloizotiazolinon.

W grupie 113 chorych testowanych zestawem kosmetycznym uczulenie, a więc przynajmniej 1 dodatni wynik testu naskórkowego, stwierdzono u 49 badanych (43 proc.). Trzy kobiety reagowały na antyutleniacze i filtry przeciwsłoneczne, natomiast pozostali pacjenci na środki konserwujące.

Uwaga na chusteczki nawilżone

Metyloizotiazolinon (MI) to konserwant, na który od lat obserwuje się gwałtowny wzrost uczuleń. Jest to środek, który był powszechnie stosowany w kosmetykach, w tym także tych „hipoalergicznych”, czyli dla cery wrażliwej. Alergiczne kontaktowe zapalenie skóry związane z MI występuje zarówno u dorosłych, jak i dzieci, charakteryzuje się często ciężkim przebiegiem. Do najistotniejszych źródeł uczulenia na MI należą kosmetyki i farby budowlane. Od 12 lutego 2017 roku metyloizotiazolinon został zakazany przez Unie Europejską w produktach niespłukiwanych, czyli takich, które zostają na skórze np. kremy, mleczka do twarzy i ciała.

– Odsetek uczulonych na metyloizotiazolinon przekroczył w niektórych krajach 10 proc. Testowanej populacji – mówi prof. Kręcisz. – Ten gwałtowny wzrost tłumaczy się tym, że ta substancja była w składzie wielu produktów, z którymi pacjenci mieli częsty kontakt.

Metyloizotiazolinon wchodzi także w skład nawilżanych chusteczki do higieny i pielęgnacji (także tych przeznaczonych dla dzieci) oraz środków czystości.

– Do pielęgnacji dzieci nie powinno się używać chusteczek nawilżonych zawierających metyloizotiazolinon, ponieważ ma on silne działanie alergizujące – podkreśla prof. Kręcisz.

Silnie uczulająca jest także parafenylenodiamina (PPD) używana do farbowania włosów, futer i skór. Zawarta również w hennie do tatuaży czasowych (zmywalnych).

Jak diagnozować alergiczne kontaktowe zapalenie skóry?

Alergiczne kontaktowe zapalenie skóry należy zawsze podejrzewać, gdy występują ostre lub przewlekłe zmiany zapalne skóry, a ich lokalizacja jest ograniczona do konkretnej okolicy. Obraz i przebieg choroby nie zawsze jest jednoznaczny.

Podczas diagnozowania powinno się zwrócić uwagę na przebieg choroby i okoliczności jej powstawania (praca i związane z nią narażenie zawodowe, hobby, nowe ubranie, stosowanie leków). To mogą być czynniki powodujące kontakt z uczulającą substancją.

Warto pamiętać także o tym, że pacjenta może uczulać nie tylko kosmetyk czy leki, stosowane przez niego, ale np. przez jego partnera seksualnego, środki pielęgnacji dzieci, kleje i farby stosowane przez małżonka-modelarza. Gdy szuka się substancji uczulających warto również prześledzić środki, które są używane w pracy, ale które możemy „przynosić” na ubraniach, skórze i włosach do domu. One także mogą być przyczyną wyprysku kontaktowego.

Uczulenie wtórne – zaczęło się od grzybicy

Dobrze, by lekarz w czasie badania obejrzał dokładnie całe ciało pacjenta. Chorzy mogą się skupiać tylko na zmianach widocznych na twarzy i rękach, a może się okazać, że człowiek ma alergiczne kontaktowe zapalenie skóry też na stopach, spowodowane przez środki, z których wykonane jest obuwie albo ma zakażenie grzybicze stóp, które jest przyczyną wyprysku na rękach. W takich przypadkach na rękach pojawia się wyprysk jako reakcja na alergeny grzybów chorobotwórczych. Można podejrzewać taki rodzaj wyprysku, gdy zmiana pojawia się tylko na jednej ręce. Rozstrzygające jest badanie mikologiczne, które potwierdzi obecność grzybów w pierwotnym ognisku zakażenia, czyli zazwyczaj na stopach.

Kiedy robić testy płatkowe?

Złotym standardem w diagnostyce alergii kontaktowej są testy płatkowe. Zastosowanie ich zwiększa szansę prawidłowego rozpoznania alergicznego kontaktowego zapalenia skóry, ponad 20-krotnie skraca czas oczekiwania na ostateczne rozpoznanie i zmniejsza koszty leczenia.

Testy płatkowe (testy kontaktowe, inna popularna, lecz niepoprawna nazwa to „testy naskórkowe”) służą do wykrywania alergii kontaktowej na uczulające związki drobnocząsteczkowe (tzw. hapteny).

Testy płatkowe są przydatne w weryfikacji podejrzenia uczulenia na metale, kosmetyki i perfumy, leki, gumy, materiały dentystyczne, tworzywa sztuczne, kleje czy rośliny. Wykonanie testów płatkowych jest wskazane w przypadku m.in.: alergicznego wyprysku kontaktowego (alergiczne kontaktowe zapalenie skóry), wyprysku atopowego, wyprysku pieniążkowatego i na tle zawodowym.

W trakcie wykonywania testów na plecy badanej osoby przykleja się testy płatkowe zawierające gotowe substancje (hapteny lub ich mieszanki). Testowane substancje nakłada się na skórę za pomocą specjalnych komór umocowanych na przylepcu. Komory wypełnia się testowanymi substancjami, a następnie nakleja na skórę pleców. W trakcie testów nie można moczyć pleców, należy również unikać gwałtownych ruchów i przepocenia.

Plastry z testowanymi substancjami pozostawia się na skórze badanego przez 48 godzin i później obserwuje reakcję skóry w określonych odstępach czasowych. U osób uczulonych na daną substancję, w miejscu wykonania testu, pojawiają się grudki czy pęcherzyki. Reakcja zapalna może mieć różne nasilenie, dlatego wyniki testu powinien zinterpretować lekarz.

Zaleca się przeprowadzenie co najmniej dwóch odczytów. Oceny reakcji skórnej dokonuje się bezpośrednio po zdjęciu przylepców, minimum po 2 dniach od ich naklejenia. Pierwszy odczyt przeprowadza się zwykle po 3, 4 dniach, drugi – po 7 dniach od rozpoczęcia testów.

Podobnie jak w przypadku innych testów skórnych, testy płatkowe należy wykonywać na skórze zdrowej. Niektóre leki zażywane przez pacjenta mogą powodować fałszywe odczyty w testach płatkowych. Kortykosteroidy oraz inne leki hamujące odporność komórkową powinny być odstawione na 2-3 tygodnie przed badaniem. Również antybiotyki o działaniu hamującym migrację limfocytów i makrofagów (penicyliny, tetracykliny itd.) nie powinny być podawane na 2 tygodnie przed całą procedurą.

Testów nie powinno się wykonywać na skórze zmienionej chorobowo oraz u osób w ciężkim stanie ogólnym. Przeciwwskazaniem do ich wykonania są ostre choroby infekcyjne oraz zaostrzenia chorób z autoagresji oraz nowotworów złośliwych, chyba że wykonanie testów jest niezbędne dla pacjenta (np. planowane implanty urządzeń medycznych przy podejrzeniu nietolerancji na ich materiały). Nie ma dowodów szkodliwego wpływu wykonania testów płatkowych podczas ciąży, jednak zgodnie z zasadą maksymalnej ostrożności testy u ciężarnych wykonuje się tylko w wyjątkowych przypadkach.

Jakie substancje się testuje?

W Europejskiej Serii Podstawowej, zalecanej do rutynowej diagnostyki wyprysku, wyróżnia się 31 substancji uczulających. Polska Seria Podstawowa została stworzona na bazie tej Europejskiej i zawiera 30 substancji, w tym kilka specyficznych dla naszego kraju jak pallad, propolis.

Eksperci podkreślają, że sama seria podstawowa nie jest wystarczająca, dlatego w każdym indywidualnym przypadku należy także testować dodatkowe hapteny według wywiadu i specyficznych narażeń.

Dodatni test płatkowy na jakąś substancję wcale nie jest jednoznaczny z rozpoznaniem alergicznego kontaktowego zapalenia skóry. Niektóre osoby z dodatnim wynikiem testu mogą nigdy nie mieć objawów klinicznych w sytuacji, jeśli zetkną się z tą substancją. Dlatego zawsze w przypadku dodatniego wyniku, należy sprawdzić czy chory ma objawy, które potwierdzają uczulenie. Trzeba pamiętać o tym, że wraz ze wzrostem liczby testowanych substancji rośnie ryzyko reakcji fałszywie dodatnich, czyli mamy wynik pozytywny, który nie ma ma potwierdzenia w objawach pacjenta.

Alergia kontaktowa a atopia

Przez wiele lat pokutowało przeświadczenie, że atopowe zapalenie skóry i alergia razem nie mogą występować. Sądzono, że u dziecka wyprysk ma zawsze podłoże atopowe, ale to nie prawda. Chorzy z atopowym zapaleniem skóry mają wrodzony defekt bariery naskórkowej – ich skóra jest „jak ceglany mur bez zaprawy” i to powoduje, że bakterie i alergeny szybciej w nią wnikają, dlatego są bardziej narażeni na powstawanie stanów zapalnych.

– Nowe badania wskazują, że atopia i alergia kontaktowa mogą współwystępować. Alergia kontaktowa u dzieci wcale nie jest zjawiskiem rzadkim – podkreśla prof. Kręcisz. – Jeśli dziecko ma atopię i kilka razy na dobę jest smarowane emolientem, trzeba brać pod uwagę to, że także jego składniki mogą go zacząć uczulać, bo ma z nimi bardzo częsty kontakt.

Leczenie alergii

Podstawową zasadą terapeutyczną w alergii jest unikanie kontaktu z substancją wywołującą objawy chorobowe. Wyniki testów płatkowych, jeśli wykluczy się „fałszywie dodatnie wyniki”, wskazują jakie alergeny i przedmioty pacjent powinien usunąć ze swojego otoczenia. Identyfikacja i wykluczenie uczulających substancji nie jest łatwe.

– Pacjent powinien znać jakie substancje go uczulają i sprawdzać np. czy kosmetyki czy przedmioty wokół niego ich nie zawierają – mówi prof. Kręcisz. – Alergiczne kontaktowe zapalenie skóry to choroba przewlekła i może powracać, gdy przestanie się jej zapobiegać.

W silnej postaci choroby stosuje się przez krótki czas (1-2 tygodnie) silne kortykosterydy w postaci emulsji, kremów, roztworu lub żelu. W fazie wysiękowej łatwo dochodzi do nadkażenia bakteryjnego lub drożdżakowego, w związku z tym konieczna bywa leczenie antybiotykami lub roztworami antyseptycznymi.

W fazie przewlekłej stosuje się słabsze sterydy i ważne jest natłuszczanie skóry, które zmniejsza podatność skóry na penetrację czynników drażniących, hamuje ucieczkę wody z naskórka i sprzyja odbudowie bariery naskórkowej.

Jeśli dojdzie do nadmiernego rogowacenia w obrębie ognisk chorobowych stosuje się maści z zawartością kwasu salicylowego i/lub mocznika.

Okazuje się, że pomimo unikania substancji wywołujących wyprysk kontaktowy, zmiany skórne ustępują tylko u 30-50 proc. osób. Szczególnie trudno leczy się zmiany na rękach.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Jak zachować się w czasie burzy i pomóc osobie rażonej piorunem

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed burzami. Sprawdź, czy wiesz, jak się zachować w czasie burzy i co robić, …

Twoje serce nie lubi upałów.

Temperatury przewyższające 30˚C mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców umiarkowanej …

Anafilaksja: jej ryzyko czasem można przewidzieć

Najczęściej o tym, że na jakiś alergen reagujemy wstrząsem anafilaktycznym dowiadujemy się, kiedy już do niego dojdzie. …