Kategoria: ZDROWIE

Jak zwiększyć odporność na jesienne infekcje

Sezon przeziębień ruszył z kopyta. Infekcję złapie większość dorosłych i niemal wszystkie dzieci. Co robić aby uniknąć zachorowania?

Jak co roku, wraz z rozpoczęciem zajęć w szkołach i przedszkolach oraz nadejściem jesiennych chłodów zaczął się w Polsce sezon przeziębień, a więc przede wszystkim infekcji górnych dróg oddechowych (najczęściej typu wirusowego). W przychodniach zaczyna robić się tłoczno, bo coraz więcej osób zgłasza się do lekarza z powodu typowych objawów przeziębienia: kataru, kaszlu, zatkanego nosa i gorączki.

Nawracający problem

Fakty są nieubłagane. Blisko 90 proc. dorosłych i niemal 100 proc. dzieci w wieku od 2 do 13 lat zapada na infekcję przynajmniej raz w roku. Co ciekawe, większość Polaków jest świadoma, że tego rodzaju zachorowania są w dużej mierze skutkiem obniżonej odporności oraz że jej funkcjonowanie zależy zarówno od czynników genetycznych jak i stylu życia. Mimo to, w praktyce, niewiele osób potrafi skutecznie zadbać o swój system odpornościowy – wynika z badania opinii społecznej na temat postaw i zwyczajów związanych z leczeniem przeziębienia oraz wspieraniem odporności, które przeprowadziła firma ARC Rynek i Opinia dla firmy Bionorica.

Z badania wynika, że większość dorosłych zaczyna świadomie wspierać swoją odporność dopiero, gdy pojawią się u nich pierwsze objawy choroby lub gdy cierpią na nawracające infekcje. Najbardziej zapobiegliwe są matki, z których aż 63 proc. stara się wzmacniać odporność dzieci w sezonie infekcyjnym, jeszcze przed zachorowaniem.

Przepis na odporność

Z badania wiadomo też jakie metody wspierania odporności stosują Polacy i które uważają za najbardziej skuteczne. Kolejność jest następująca: dieta bogata w warzywa i owoce (79 proc. wskazań), spożywanie naturalnych produktów wzmacniających odporność – jak np. czosnek (78 proc. wskazań), uprawianie sportu (66 proc.), zażywanie witamin i mikroelementów (58 proc.), hartowanie organizmu – np. przez naprzemienny zimny-ciepły prysznic (56 proc.), dbanie o florę bakteryjną jelit – np. przez spożywanie probiotyków (51 proc.), unikanie stresu i przepracowania (50 proc.) i zażywanie środków farmakologicznych na odporność (31 proc.).

Czy wskazane wyżej, powszechnie uznane metody wspierania odporności są rzeczywiście skuteczne? Co myślą o nich specjaliści?

– Wyniki przywołanego badania opinii społecznej na temat wspierania odporności wyglądają optymistycznie, bo wynika z nich, że świadomość społeczna w tej kwestii jest wysoka. Niestety w praktyce nie jest wcale tak dobrze. W mojej ocenie, w Polsce mało ludzi prowadzi naprawdę zdrowy tryb życia, który współtworzy silny i sprawny system odpornościowy – komentuje dr Paweł Grzesiowski, lekarz, immunolog, specjalista profilaktyki zakażeń z Centrum Medycyny Zapobiegawczej.

Ekspert zgadza się ze wskazaniem, że jednym z najważniejszych sposobów wzmacniania odporności jest zdrowa, zbilansowana dieta.

– Mówiąc bardziej konkretnie, odporności służy dieta z przewagą produktów roślinnych, a zwłaszcza kwaśne owoce i świerze warzywa oraz wszelkiego rodzaju kiszonki i inne produkty fermentowane. Chodzi zatem nie tylko o dostarczanie organizmowi niezbędnych substancji budulcowych, energetycznych, witamin i mikroelementów, ale także o spożywanie produktów i składników probiotycznych (np. jogurty) i prebiotycznych (np. cykoria, szparagi), wzmacniających florę bakteryjną w naszych jelitach, która ma ogromne znaczenie w utrzymywaniu i stymulowaniu odporności – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski.

Fakty i mity na temat odporności

W potocznej wiedzy na temat odporności nie brakuje jednak nadmiernych uproszczeń, nieporozumień i mitów.

– Nie ma żadnego pojedynczego produktu naturalnego, który zapewnia nam dobrą odporność. Wbrew temu w co wierzy duża część społeczeństwa czosnek nie wzmacnia odporności i nie zapobiega infekcjom. Ale zostało dowiedzione naukowo, że skraca czas infekcji. Nie ma on więc znaczenia w profilaktyce przeziębień, lecz w ich leczeniu. Podobnie jest z witaminą C. Jej wysokie spożycie wcale nie podwyższa odporności, ale w trakcie infekcji skraca czas jej trwania – mówi dr Paweł Grzesiowski.

A co z tak bardzo popularnymi i reklamowanymi na potęgę suplementami diety?

– Nie ma większego sensu dla wzmacniania odporności powszechne łykanie preparatów z witaminami i mikroelementami. Wszystkich niezbędnych składników odżywczych i witamin powinna nam dostarczać dieta. Uzupełnianie jej suplementami powinno odbywać się tylko pod nadzorem lekarza, w sytuacji gdy stwierdzi się u danej osoby niedobory konkretnych witamin czy mikroelementów – przekonuje dr Paweł Grzesiowski.

Według niego, są dowody naukowe na to, że odporność osłabia m.in. niedobór ale i nadmiar witaminy D3, a także cynku i magnezu. Samodzielne łykanie suplementów bez potrzeby uzupełnienia konkretnych niedoborów może więc przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wartość snu i potęga optymizmu

Ekspert zwraca też uwagę na to, że sport nie zawsze oznacza zdrowie.

– Aktywność fizyczna wzmacnia odporność, ale tylko wtedy kiedy jest umiarkowana (nie ekstremalna) i regularna. Najlepiej ruszać się na świeżym powietrzu i na słońcu. Sport ekstremalny nie jest zdrowy – ostrzega dr Paweł Grzesiowski.

Ekspert potwierdza, że również hartowanie ciała – poprzez przebywanie w niskich temperaturach – wzmacnia układ odpornościowy.

– Najlepiej gdy dzieje się tak od młodych lat. Wytwarza się wtedy zwiększająca odporność organizmu tzw. brunatna tkanka tłuszczowa. Chodzi jednak o regularne i umiarkowanie hartowanie, a nie sporadyczne i ekstremalne, jak np. wskakiwanie do zimnego jeziora dwa razy do roku. Dobrym sposobem hartowania jest spanie w temperaturze 19 stopni Celsjusza, zamiast np. w 24, co niestety jest w Polsce powszechne – mówi dr Paweł Grzesiowski..

Do listy czynników wzmacniających odporność ekspert dodaje jeszcze sen (jego niedobór rujnuje system odpornościowy), a także dbanie o pozytywny nastrój na co dzień (optymizm życiowy).

– Gdy wymienione wyżej naturalne sposoby zawiodą dopiero wtedy przychodzi czas na stosowanie środków farmakologicznych, do których należą różnego rodzaju szczepionki oraz preparaty immunomodulujące. Ale to już tylko na receptę i pod kontrolą lekarza – konkluduje dr Paweł Grzesiowski.

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Szczepienie przeciwko grypie: podejmij świadomą decyzję

Zaszczepiłeś się rok temu i zachorowałeś. Jesteś w ciąży i boisz się, że szczepionka zaszkodzi dziecku. Poznaj fakty o szczepieniach przeciwko grypie, by podjąć świadomą decyzję.

Sezon grypowy zaczyna się zwykle w grudniu i trwa do marca. Wiele osób ma wątpliwości, czy warto zaszczepić się przeciwko grypie. Eksperci wątpliwości nie mają: twierdzą, że nie jest wskazane dla bardzo nielicznej grupy osób. Podkreślają przy tym, że są grupy osób, którym szczepionka przeciwko grypie daje szczególnie dużo korzyści.

Swoje stanowisko formułują na podstawie solidnych danych: zarówno o szczepieniach przeciwko grypie i samej chorobie wiadomo już bardzo dużo; badania wyjaśniające mechanizmy działania i szczepionki, i wirusa, a także różnych interakcji, prowadzone są bez przerwy w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie i obejmują olbrzymie populacje.

Skuteczność szczepionki przeciwko grypie

Nie ma szczepień, które dają 100-proc. gwarancję, że ochronią nas przed chorobą. Jeśli chodzi o szczepionki przeciwko grypie, ich skuteczność zależy od wielu czynników. Ubiegłoroczna została obliczona na około 50 proc.

W tym roku może być wyższa. Dlaczego?

Najważniejszym czynnikiem decydującym o skuteczności tej szczepionki jest dopasowanie jej składu do aktualnie krążącego wokół nas wirusa grypy. Wirusy grypy mają specyficzną cechę: bardzo szybko mutują, w związku z tym szczepionki muszą być corocznie uaktualnianie.

Szczepionki zawierają fragmenty inaktywowanych wirusów, które atakowały w ostatnim czasie. Najnowsze zawierają fragmenty czterech unieszkodliwionych wirusów, więc szansa, że któryś da się dopasować do szerzącego się w zbliżającym się sezonie grypy jest spora, większa niż w dotychczas stosowanej szczepionce trójskładnikowej.

– Na podstawie badań skuteczność szczepionek jest szacowana na 60 proc. w przypadku tych trójskładnikowych, natomiast w przypadku czteroskładnikowych należy dodać jeszcze 10-20 proc. – mówi dr hab. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Skuteczność szczepionki zależy też od stanu zdrowia szczepionej osoby. Najwyższa dotyczy zdrowych, młodych ludzi.

– Gdy w grę wchodzą osoby starsze, jest trochę gorzej. Ale to wciąż bardzo dużo. W Polsce co roku choruje 5 lub 6 milionów osób. Jeżeli zapobieglibyśmy połowie przypadków choroby, byłoby wspaniale – tłumaczy ekspert.

Te osoby odniosą szczególną korzyść ze szczepienia przeciwko grypie

  • dzieci (6 miesięcy – 5 lat)
  • osoby, które ukończyły 50 lat
  • chorzy na przewlekłe choroby układu oddechowego (m.in. astmę), sercowo-naczyniowe (z wyjątkiem nadciśnienia tętniczego), nerek, wątroby, układu nerwowego, układu krwiotwórczego oraz metaboliczne (cukrzyca)
  • osoby z upośledzeniem odporności (w tym spowodowanym leczeniem immunosupresyjnym, nowotworami lub zakażeniem HIV)
  • kobiety w ciąży lub planujące zajść w ciążę w trakcie sezonu grypowego
  • dzieci w wieku od 6 miesięcy do 18 lat leczone przewlekle kwasem acetylosalicylowym (zachorowanie na grypę może zwiększyć u nich ryzyko wystąpienia zespołu Reye’a)
  • pensjonariusze placówek przewlekłej opieki pielęgnacyjnej i zdrowotnej
  • osoby z chorobliwą otyłością (BMI ≥40)
  • pracownicy opieki zdrowotnej i oświaty.

Czy szczepionka przeciwko grypie może mi zaszkodzić?

Wiele osób obawia się szczepionki przeciwko grypie nie tylko dlatego, że może ona nie zadziałać, ale i dać niepożądany odczyn poszczepienny.

Badania wskazują, że to obawy na wyrost.

– To szczepionka wyjątkowo bezpieczna. Nikt po niej nie umarł. Badania dowodzą, że szczepionka przeciwko grypie w zakresie niepożądanych odczynów poszczepiennych różni się od placebo tylko i wyłącznie objawami miejscowymi, czyli bólem w miejscu szczepienia, obrzękiem, zatem czymś, co przechodzi i nie zostawia trwałych następstw – mówi dr hab. Kuchar.

Miejsce podania szczepionki przeciwko grypie może boleć przez dzień lub dwa.

Niektóre osoby miały złe doświadczenia po szczepieniu: źle się po nim czuły, miały objawy infekcji grypopochodnej: uczucie rozbicia, dreszcze, osłabienie, podwyższoną temperaturę nawet przez kilka dni. Jednak fakt, że doszło do takiego stanu po szczepieniu, nie znaczy, że doszło do niego wskutek szczepienia.

Szczepionki zawierają fragmenty unieczynnionych wirusów, zatem nie ma takiego mechanizmu biologicznego, który by sprawił, że mogą się replikować i w efekcie powodować infekcję. Badania randomizowane, gdzie część badanych dostaje szczepionkę, a część placebo (substancję obojętną) dowodzą, że w obydwu grupach tyle samo osób czuje się po podaniu szczepionki (lub placebo czyli „fałszywej szczepionki”) kiepsko. Jak to wytłumaczyć? Na nasze samopoczucie wpływa wiele czynników. Na przykład, jeśli się spodziewamy jakichś wyników, to je dostajemy – dodaje dr hab. Kuchar.

Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem pojawienia się objawów infekcji grypopochodnej po szczepieniu może być fakt zarażenia się przed szczepieniem, np. w trakcie oczekiwania na szczepienie w przychodni albo w autobusie. Szczepienia przeprowadza się bowiem w okresie jesienno-zimowym, czyli wzmożonych zachorowań.

Związek między szczepieniem a przeziębieniem po nim jest zatem związkiem czasowym a nie – przyczynowo-skutkowym.

Są też ciężkie reakcje poszczepienne, ale dochodzi do nich wyjątkowo rzadko. To np. zespół Guillaina-Barrégo, który zdarza się też w naturalnym przebiegu grypy. To neuropatia obwodowa, polegająca na zaburzeniach w przesyłaniu sygnałów w nerwach i nie można na przykład ruszać nogami, sporadycznie też zdarzają się porażenia mięśni oddechowych. Do tego typu zaburzeń dochodzi jednak sześć razy częściej po naturalnym przebiegu grypy niż po szczepieniu.

Objawy niepożądane po szczepionce przeciwko grypie

  • ból, zaczerwienie i obrzęk w miejscu wstrzyknięcia, utrzymujący się maksymalnie dwa –trzy dni
  • objawy grypopodobne: gorączka, ból głowy, mięśni, złe samopoczucie, trwające również maksymalnie dwa dni.
  • niektóre zdarzenia niepożądane, takie jak drgawki gorączkowe, występują tylko u dzieci. Zwiększone ich ryzyko występuje tylko w dniu szczepienia oraz dzień później.
  • sporadycznie występuje zaczerwienienie oka, kaszel, świszczący oddech oraz uczucie ucisku w klatce piersiowej. Zwykle jednak objawy te są łagodne i ustępują bez swoistego leczenia.

Ważne!
Wśród dorosłych szczepionych w kolejnych latach liczba tych reakcji zmniejsza się w drugim roku szczepienia. W badaniach klinicznych ciężkie zdarzenia niepożądane po podaniu szczepionki obserwowano u mniej niż 1 proc. pacjentów.

Warto się szczepić

Mimo, że szczepionka nie daje gwarancji, iż uchroni nas przed chorobą, wciąż warto się szczepić. Nawet jeśli po zaszczepieniu zachorujemy na grypę, jej przebieg będzie łagodniejszy. To szczególnie ważne w przypadku osób starszych.

– Seniorzy cierpią zazwyczaj na kilka przewlekłych chorób. Naszym celem jest, żeby na grypę nikt nie umarł, bo jak się ona na wszystko nałoży, zaostrzy wcześniej istniejące choroby, to może być ostatecznym elementem, który przechyli szalę życia i śmierci. Jak mówi przysłowie arabskie: „słomką, która złamie grzbiet wielbłąda” – mówi dr hab. Kuchar.

Bez tej „słomki” pacjent mógłby jeszcze pożyć ten rok czy dwa, a nawet pięć. A po szczepieniu nawet jak zachoruje na grypę, zamiast trafić do szpitala zostanie w domu i szybciej dojdzie do zdrowia. Nawet, jeśli w przypadku seniorów szczepionki działają słabiej.

Kto nie powinien się szczepić?

Są dwa rodzaje przeciwwskazań: czasowe i stałe. Czasowe, obejmuje osoby aktualnie chore, przeziębione, gorączkujące.

– Stałe dotyczą ludzi, którym szczepienie mogłoby zaszkodzić. To się zdarza rzadko. Czyli kogoś, kto mógłby dostać wstrząsu anafilaktycznego albo zespołu Guillaina-Barrégo – mówi dr hab. Kuchar.

Dlatego do szczepienia kwalifikuje lekarz i na podstawie badania oraz wywiadu może nie dopuścić pacjenta do szczepienia lub je odroczyć.

Przeciwko grypie powinno się również szczepić osoby ze zmniejszoną odpornością. Zarówno na świecie, jak i w Polsce szczepiono nawet dzieci zakażone HIV: okazało się, że chorowały na grypę rzadziej niż nieszczepione zdrowe dzieci. Odporność poszczepienna w przypadku grypy utrzymuje się przez około 6 miesięcy, stąd warto zaszczepić się nawet listopadzie czy grudniu – byle zdążyć przed grypą.

Szczepienie przeciwko grypie jest też zalecane kobietom w ciąży. Wykazano, że nie tylko w dużym stopniu chroni je przed grypą lub przynajmniej jej ciężkim przebiegiem, ale chroni też ich małe niemowlęta po ich przyjściu na świat. Na dodatek w grupie kobiet szczepionych odnotowano mniejszy odsetek urodzeń martwych.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Zespół przewlekłego zmęczenia – choroba czy lenistwo?

Kto z nas nie ma czasem wrażenia, że już na starcie, rozpoczynając dzień cała energia z niego uleciała? Chwilowe spadki formy należą do normalności i nie ma osoby, która by ich nie doświadczyła. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy tymczasowa niedyspozycja przeradza się w przewlekłe, utrudniające codzienne funkcjonowanie zmęczenie. Coraz więcej osób boryka się z przewlekłym, nieuzasadnionym niczym znużeniem, któremu często towarzyszą bóle głowy i mięśni, kłopoty z koncentracją czy pamięcią. Co może być zatem przyczyną takiego stanu?

Zespół przewlekłego zmęczenia (ang. chronic fatigue syndrome – CFS) jest schorzeniem, które objawia się permanentnym poczuciem wyczerpania, utrzymującym się dłużej niż pół roku i nie malejącym po odpoczynku. Szacuje się, że na CFS może chorować nawet 1 na 100 osób, a liczba ta według prognoz będzie stale wzrastać, ze względu na wciąż rosnące tempo życia. Co więcej, w grupie szczególnego ryzyka znajdują się przede wszystkim kobiety w wieku produkcyjnym, najczęściej z wyższym wykształceniem, próbujące pogodzić obowiązki związane z pracą i rodziną.

Co powoduje przewlekłe zmęczenie?

Często zdarza się, że na zespół przewlekłego zmęczenia zaczynają chorować osoby na pozór zdrowe i pełne sił. Czasami ciężko dociec, co jest pierwotnym czynnikiem sprawczym prowadzącym do długotrwałego przemęczenia powoli rujnującego nasz organizm. Zanim postawi się ostateczną diagnozę wskazującą na CFS należy wykluczyć inne schorzenia objawiające się podobnymi symptomami.

Nierzadko przyczyną wycieńczenia, nadmiernej senności, braku energii mogą być różnego rodzaju zaburzenia o podłożu psychicznym takie jak np. depresja, zaburzenia jedzenia, czy uzależnienie od różnych używek. Nieustępujące zmęczenie wywołują również choroby endokrynologiczne (nadczynność i niedoczynność tarczycy, cukrzyca, niewydolność nadnerczy), czy też immunologiczne – objawiające się przewlekłym stanem zapalnym. W wielu przypadkach u pacjentów rozpoznaje się anemię, w przebiegu której osoby skarżą się na uczucie słabości i braku sił. Tak naprawdę zmęczenie to objaw, który może dotyczyć dziesiątek chorób. Jeśli jednak nie znajduje się konkretnej przyczyny chronicznego wyczerpania daje to podstawy, aby zdiagnozować u chorego zespół przewlekłego zmęczenia.

Jak objawia się zespół CFS?

Oprócz uczucia ciągłego zmęczenia, które nie ustępuje po wypoczynku, można zauważyć takie dolegliwości towarzyszące jak:

– bóle stawowe i mięśniowe

– nawracające bóle głowy

– kłopoty z koncentracją i pamięcią

– częste bóle gardła oraz powiększone węzły chłonne zwłaszcza szyjne i pachowe

– zaburzenia snu (zarówno zmożona senność, jak i bezsenność) oraz charakterystyczne wzmożone zmęczenie zaraz po przebudzeniu.

Jak radzić sobie z zespołem przewlekłego zmęczenia?

Aby zachować witalność i zdrowie należy przestrzegać zasad zdrowego stylu życia, na który składa się mi.in zbilansowana dieta, higiena snu, umiarkowana aktywność fizyczna. Wszelkie odstępstwa od tych reguł powodują w zależności od predyspozycji osobniczych różnego rodzaju niedomagania, odbijające się na naszym zdrowiu. Nie można się zatem dziwić, że osoba, która regularnie niedosypia, nie poczuje w końcu zmęczenia za dnia. Tak samo osoba, która ma dietę ubogą w substancje odżywcze, bądź wręcz niedojada ostatecznie podupadnie na zdrowiu. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo dajemy się porwać w wir codziennych obowiązków. Praca często trwająca dłużej niż 8 godzin dziennie, przez więcej niż 5 dni w tygodniu, do tego obowiązki związane z prowadzeniem domu. To wszystko nie pozwala nam odetchnąć, znaleźć chwili dla siebie. Osoby, które dopadł zespół przewlekłego zmęczenia paradoksalnie coraz więcej czasu poświęcają pracy, aby nie wypaść z tzw. „obiegu”. Na drugim miejscu stawiają swoje potrzeby, coraz częściej spędzają czas biernie, a zmęczenie zapiją kawą. To wszystko prowadzi do coraz większego zmęczenia, które prędzej, czy później doprowadza do poważnych kłopotów ze zdrowiem.

Zespół przewlekłego zmęczenia można leczyć na wiele sposobów, stosując farmakoterapię, psychoterapię, zmieniając styl życia. Zaobserwowano, że pożądane efekty przynosi uprawianie umiarkowanej aktywności fizycznej (30 minut dziennie, 5 razy w tygodniu). Warto urozmaicić również dietę, przede wszystkim w produkty bogate w magnez, witaminę B12 oraz nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Najważniejsze jest jednak zachowanie we wszystkim umiaru i równowagi, bo nawet jeżeli nie cierpimy na tę przypadłość, to utrzymującym się zmęczeniem nasz organizm daje nam do zrozumienia, że należy odpuścić i zwolnić trochę tempo. Pamiętajmy, ceną jest nasze zdrowie.

Redakcja pacjentinfo.pl

Trzy mity o diecie w ciąży

Nieprawdą jest, że w ciąży trzeba więcej jeść. Nieprawdą jest, że trzeba unikać pokarmów najczęściej wywołujących alergię. Nieprawdą jest, że w ciąży trzeba garściami łykać suplementy diety.

Wokół zalecanej diety kobiet ciężarnych narosło wiele kontrowersji. Naukowcy badają i obalają kolejne mylne przekonania.

MIT 1: W ciąży wzrasta zapotrzebowanie na kalorie

Takie kategoryczne stwierdzenie jest nieprawdziwe dlatego, że zapotrzebowanie na kalorie w ciąży zależy przede wszystkim od wagi „wyjściowej” przyszłej matki oraz od trymestru ciąży.

– Faktycznie, w drugim i trzecim trymestrze ciąży wzrasta zapotrzebowanie na kalorie – o ok. 200-300 na dobę. Ale dotyczy to ciężarnych, które zachodząc w ciążę nie ważyły za dużo i prawidłowo się odżywiały – podkreśla prof. Regina Wierzejska z Instytutu Żywności i Żywienia.

Zaznacza, że kobiety, które przed ciążą miały nadwagę lub chorowały na otyłość, powinny szczególnie zwracać uwagę na to, co jedzą, a prawidłowy przyrost masy w ciąży znacznie różni się w tych grupach ciężarnych od wartości dla kobiet o normalnej masie ciała.

Prawidłowy przyrost masy ciała w ciąży

  • BMI przed ciążą w zakresie 18,5 – 24,9 = przyrost masy ciała w ciąży w zakresie 11,4 – 15,9 kg
  • BMI przed ciążą w zakresie 25,0 – 29,9 = przyrost masy ciała w ciąży w zakresie 6,8 – 11,4 kg
  • BMI przed ciążą w zakresie > 30, 0 = przyrost masy ciała w ciąży 5 – 9,1 kg

Zatem nie każda kobieta w ciąży powinna w drugim i trzecim trymestrze bardziej kalorycznie jeść. Niektóre panie powinny ilość kalorii wręcz ograniczyć, ale – zawsze pod kontrolą specjalisty.

MIT 2: Kobieta w ciąży nie powinna jeść produktów często wywołujących alergie pokarmowe

Uważano kiedyś, że jedzenie w ciąży pokarmów często wywołujących alergie pokarmowe (seler, truskawki, mleko, gluten, jaja, orzeszki ziemne itp.) powoduje wyższe ryzyko rozwoju alergii pokarmowej u dziecka.

– Według aktualnego stanu wiedzy dieta matki w czasie ciąży nie ma wpływu na rozwój alergii u jej dziecka – podkreśla Regina Wierzejska.

Dodaje, że do niedawna utrzymywały się jeszcze podzielone opinie w sprawie orzeszków ziemnych. W świetle opublikowanych w ostatnich kilku lat badań takie przekonanie okazało się błędne. Niektóre z tych badań wskazują nawet na możliwość swoistej ochrony potomka przed alergią na orzeszki ziemne w razie spożywania ich w czasie ciąży.

Jednak przyszła matka, która cierpi z powodu alergii czy nietolerancji pokarmowej, w ciąży powinna zachować swoją eliminacyjną dietę. Zdrowa kobieta, stosując tego rodzaju sposób odżywiania, raczej szkodzi dziecku, niż pomaga, pozbawiając się wielu cennych i łatwo przyswajalnych składników.

MIT 3: Kobieta ciężarna powinna przyjmować dużo suplementów diety

Faktem jest, że są bardzo ważne wskazania dla suplementacji niektórych składników i zaniechanie takiego postępowania może prowadzić do poważnych następstw.

Jakie są zatem zalecane w ciąży suplementy diety?

Jeszcze na etapie planowania ciąży należy przyjmować kwas foliowy i kontynuować taką suplementację do końca 12. tygodnia ciąży.

Stosowanie kwasu foliowego w okresie bliskim poczęcia – na około miesiąc przed planowanym zajściem w ciążę i w pierwszych 12 tygodniach ciąży powoduje bowiem znaczne zmniejszenie częstości występowania wad cewy nerwowej (od 50–70 proc.).

Dlaczego trzeba przyjmować kwas foliowy? Występuje przecież naturalnie w bardzo wielu pokarmach (surowych zielonych warzywach, pełnych ziarnach zbóż, roślinach strączkowych i owocach cytrusowych.

Okazuje się, że nasz przewód pokarmowy niezbyt dobrze radzi sobie z ich przyswajaniem. Wykazano, że nawet optymalna dieta nie gwarantuje wystarczającego pokrycia dziennego zapotrzebowania na tę witaminę. Dla kobiet w ciąży określono je na 450 µg.

Dawkę ustala lekarz; nie zaleca się stosowania większych niż 1 mg dawek (w preparatach wielowitaminowych znajduje się zwykle od 0,4 do 0,8 mg kwasu foliowego), za wyjątkiem kobiet, które urodziły w przeszłości dziecko z wadą cewy nerwowej – u nich zalecana dawka może być nawet czterokrotnie większa.

Kolejnym suplementem diety potrzebnym w trakcie ciąży jest witamina D.

– W Polsce występują głębokie niedobory tego składnika – mówi Regina Wierzejska.

Zespół naukowców z IŻŻ opublikował niedawno kolejne już w Polsce badanie dotyczące poziomu witaminy D w populacji. To także kolejne badanie wykazujące jej deficyt – tym razem w grupie rodzących. W przebadanej populacji tych, które rodziły latem, zaledwie 16 proc. miało prawidłowy poziom tej witaminy; w grupie matek, które rodziły zimą, odsetek ten był jeszcze niższy – 6 proc.!

W aptekach są wieloskładnikowe suplementy, adresowane do przyszłych matek. Eksperci radzą, by ich stosowanie konsultować z lekarzem, zwłaszcza, że można niechcący „przedobrzyć”: np. stosunkowo łatwo jest przekroczyć bezpieczny dla dziecka poziom witaminy A.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Które metody antykoncepcyjne są skuteczne?

Współcześnie mamy dostęp do rozmaitych metod antykoncepcji różniących się między sobą: sposobem użycia, wygodą stosowania, ewentualnymi skutkami ubocznymi, a także skutecznością. Każda z metod posiada zalety i wady.

Antykoncepcja, nazywana również kontrolą płodności jest zbiorem metod, których głównym celem jest zapobieganie zapłodnieniu i ciąży. Ze względu na mechanizm działania wyróżnia się cztery podstawowe metody antykoncepcji: antykoncepcję hormonalną, antykoncepcję mechaniczną, antykoncepcje chemiczną oraz metody naturalne.

Ważnym kryterium przy wyborze odpowiedniego dla nas środka antykoncepcyjnego powinna być jego skuteczność. Jak więc ocenić, czy wybrana przez nas metoda odpowiednio nas zabezpiecza? Jakie czynniki mogą wpływać na obniżenie skuteczności danej metody i co należy zrobić, aby maksymalnie zwiększyć skuteczność używanej antykoncepcji?

Skuteczność metod antykoncepcyjnych ocenia się według tzw. wskaźnika Pearla (indeks Pearla). Wskaźnik ten określa liczbę nieplanowanych ciąż, do jakich doszło pomimo stosowania wybranej metody antykoncepcyjnej u stu par, które współżyły ze sobą przez rok. Im niższą wartość przyjmuje indeks Pearla, tym dana metoda jest bardziej skuteczna. Dla przykładu dla par, które współżyły regularnie przez rok nie stosując żadnych środków antykoncepcyjnych prawdopodobieństwo zajścia w ciążę waha się w granicach 80-90%. Innymi słowy na 100 kobiet, które nie zabezpieczały się, 80-90 z nich zajdzie w ciążę w ciągu roku.

Przyjmuje się, że wysoce skutecznymi metodami są te o wskaźniku do 2 (tylko 2 na 100 kobiet zajdzie w ciążę w ciągu roku), średnio skutecznymi o wskaźniku 2-5, natomiast za metody nieskuteczne uważa się te, których wartość wynosi powyżej 5.

Podczas określania skuteczności danej metody antykoncepcyjnej wskaźnik Pearla przyjmuje nie jedną, ale zakres wartości. Skąd się biorą te „widełki”? Wynika to z faktu, że na rzeczywistą skuteczność środka antykoncepcyjnego wpływa szereg różnych czynników mogących znacznie zaniżać skuteczność metody. Duże znaczenie ma czynnik ludzki, czyli to czy będziemy stosować się do wszelkich zaleceń związanych z wybraną przez nas metodą antykoncepcyjną.

Przykładowo podczas stosowania antykoncepcji hormonalnej, która uważana jest za jedną z najskuteczniejszych metod zapobiegania zapłodnieniu liczy się nasza skrupulatność i systematyczność. Wiele jednak kobiet stosujących na przykład popularne tabletki antykoncepcyjne zapomina o przyjęciu zalecanej dawki leku lub zażywa ją o nieregularnych porach dnia, co znacząco wpływa na obniżenie skuteczności tej metody. Podobnie ma się rzecz podczas stosowania plastrów hormonalnych, które trzeba wymieniać regularnie, najczęściej raz w tygodniu i pilnować, aby zawsze były one starannie przyklejone do naszej skóry. Innymi czynnikami zaburzającymi skuteczność antykoncepcji hormonalnej są stosowane przez nas niektóre leki lub zioła. Mogą one spowodować mniejsze wchłanianie lub szybsze wydalanie przyjmowanych hormonów. Najpopularniejszą tego typu rośliną jest powszechnie stosowany dziurawiec, który wchodzi w skład wielu herbat i suplementów diety dostępnych w aptece bez recepty. Warto również wiedzieć, że paracetamol, czyli składnik sporej liczby leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych także wpływa na obniżenie skuteczności antykoncepcji hormonalnej. Poza tym chwilowe niedomagania naszego organizmu takie jak zatrucia pokarmowe i związane z tym wymioty i biegunka mogą spowodować, że zastosowana przez nas antykoncepcja hormonalna nie przyniesie oczekiwanych efektów, ponieważ nie zostanie wchłonięta odpowiednia dawka leku.

Najpopularniejszą metodą antykoncepcji mechanicznej jest stosowanie prezerwatyw męskich. Uważa się, że jest to dość skuteczna ochrona zapobiegająca zapłodnieniu i ciąży. Aby jednak zminimalizować ryzyko zajścia w ciążę podczas stosowania tego typu zabezpieczenia trzeba bezwzględnie pamiętać o kilku zasadach dotyczących prawidłowego wyboru prezerwatyw i poprawnego ich stosowania. Po pierwsze przed zastosowaniem należy zwrócić uwagę na termin ich ważności oraz na to, czy były one przechowywane w suchym, chłodnym miejscu, bez dostępu światła słonecznego. Po drugie prezerwatywę zakłada się zawsze w stanie wzwodu, przed penetracją i nigdy nie używa dwa razy tej samej. Ważne jest również właściwe dopasowanie prezerwatywy do rozmiaru członka, nie może być ona zbyt mała lub duża. Przestrzegając tych prostych reguł można z powodzeniem wyeliminować do minimum ryzyko zawodności tej metody. Nie zapominajmy również, że prezerwatywy oprócz zapobieganiu zapłodnieniu pełnią jakże istotną funkcję w profilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową, dlatego też są powszechnie rekomendowaną formą antykoncepcji.

Jeśli chodzi o metody chemiczne (globulki, kremy, maści, pianki) to są one z reguły mało skuteczne i bardziej zalecane są jako środki pomocnicze, zwiększające skuteczność pozostałych metod antykoncepcyjnych. Środki te należy wprowadzić do pochwy tuż przed stosunkiem (10-15 minut), w ten sposób ich efektywność będzie największa.

Ostatnią formą antykoncepcji są tzw. metody naturalne (obserwacja, kalendarzyk, stosunek przerywany). Są to mocno zawodne metody, a ich skuteczność zależy w dużej mierze od wiedzy i doświadczenia obojga partnerów. Nie są one więc polecane dla par, które chcą bezwzględnie zabezpieczyć się przed nieplanowaną ciążą.

Poniższa tabelka prezentuje zestawienie wskaźników Pearla dla wybranych metod antykoncepcji (im niższa wartość wskaźnika tym większa skuteczność).

Metoda Skuteczność przy pełnym stosowaniu wszystkich zaleceń Skuteczność przy niepełnym stosowaniu zaleceń

Metody hormonalne

Tabletka antykoncepcyjna

0,2 0,5
Plaster antykoncepcyjny 0,2

1

Zastrzyk antykoncepcyjny 0,3

1,2

Wkładka wewnątrzmaciczna (spirala hormonalna) 0,1

0,2

Metody mechaniczne

Prezerwatywa męska

2 15

Prezerwatywa żeńska

5 25
Wkładka domaciczna (spirala) 0,6

0,8

Kapturek naszyjkowy 6

20

Metody chemiczne

Środki plemnikobójcze (globulki, kremy, pianki)

4

30

Metody naturalne

Stosunek przerywany

4 28
Metoda objawowo – termiczna 2

20

Kalendarzyk małżeński 9

25,5

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

 

Gdy gluten i mleko stają się wrogami

Wiele osób obecnie cierpi na problemy zdrowotne związane z odżywianiem, między innymi: na alergie i nietolerancje pokarmowe. Przyczyna często leży w produktach, które są podstawą naszego żywienia, czyli w pszenicy oraz w mleku i jego przetworach. Część spośród tych schorzeń wymaga określonej diety przez całe życie. Czy restrykcyjna dieta zawsze jest konieczna? I czy alergia i nietolerancja pokarmowa to takie samo schorzenie?

O co chodzi z tym glutenem

Z języka łacińskiego słowo „gluten” oznacza „klej”, a obecnie słowem tym określa się białko występujące w niektórych zbożach. Gluten w dużych ilościach występuje w mące pszennej, kiedy do mąki dodamy wodę, otrzymamy sprężyste, dające się lepić ciasto. Tą właśnie konsystencję zawdzięczamy glutenowi. Gluten występuje nie tylko w pszenicy, ale również w jęczmieniu, życie, owsie i ich pochodnych. Czasami białko to może być przyczyną wielu problemów zdrowotnych. Najpoważniejszym z nich jest celiakia, zwana inaczej chorobą trzewną. Celiakia jest trwającą całe życie immunologiczną chorobą o podłożu genetycznym, charakteryzuje się nietolerancją glutenu. Działający toksycznie gluten prowadzi do zaniku kosmków jelita cienkiego, maleńkich wypustek błony śluzowej, które zwiększają jego powierzchnię i są odpowiedzialne za wchłanianie składników odżywczych. W efekcie wchłanianie pokarmu jest upośledzone. Chociaż celiakia jest najbardziej znaną formą nietolerancji glutenu, występuje rzadko dotykając jedną osobę na sto.

Pamiętajmy również, że może ujawnić się w każdym wieku, a zdiagnozowanie celiakii nie jest łatwe ze względu na różnorodność objawów (np. skurcze żołądka, wzdęcia, zmęczenie, anemia i wiele innych, często nieswoistych symptomów). Celiakię możemy zdiagnozować poprzez badanie krwi  i oznaczenie przeciwciał przeciw gliadynie, biopsję – pobranie wycinka z wyściółki jelita cienkiego oraz badanie pod kątem występowania genów celiakii.

Celiakia nie jest alergią, choć często jest z nią mylona, ponieważ alergia (nazywana również nadwrażliwością na gluten) daje podobne objawy. Zasadniczą różnicą jest to, że alergia nie prowadzi do zaniku kosmków jelitowych.

W obu przypadkach metodą leczenia jest dieta bezglutenowa, w przypadku celiakii leczenie trwa całe życie, objawy alergii mogą ustąpić i odstawienie glutenu może być jedynie czasowe.

Ostatnio jednak wiele osób przechodzi na dietę bezglutenową bez żadnego medycznego uzasadnienia. Traktują ją jako lekarstwo na złe samopoczucie, zdrowy styl życia, czy też metodę na zrzucenie zbędnych kilogramów.

Koniecznie trzeba zaznaczyć, że gluten zdrowym ludziom nie szkodzi. Dieta bezglutenowa za to jak każda dieta eliminacyjna, niesie ze sobą wiele rodzajów zagrożeń. Osoby, które ją stosują, często wykluczają przetwory zbożowe zupełnie lub korzystają z produktów przeznaczonych dla osób nietolerujących glutenu, nie zwracając uwagi na ich wartość odżywczą. Konsekwencją źle zbilansowanej diety bezglutenowej może być brak ważnych składników, które znajdują się w produktach zbożowych, należą do nich: błonnik pokarmowy, witaminy z grupy B, żelazo, cynk i selen.

Również pogląd, że dieta bezglutenowa działa odchudzająco, nie jest prawdziwy, ponieważ za nadwagę odpowiada zbyt duża ilość spożywanych kalorii, a nie gluten. Zatem jeżeli ktoś stosując dietę bezglutenową schudnie, to głównie z powodu wykluczania z jadłospisu tradycyjnych produktów zbożowych bez zastępowania ich bezglutenowymi odpowiednikami.

Mleko – przyczyna wielu problemów…

Na początku należy zaznaczyć, że alergia na mleko i nietolerancja pokarmowa to dwie różne dolegliwości, również często ze sobą mylone, podobnie jak w przypadku alergii na gluten i celiakii.

Główną przyczyną nietolerancji pokarmowej jest brak występowania w przewodzie pokarmowym laktazy, enzymu  rozkładającego laktozę na cukry proste: glukozę i galaktozę. Problem ten dotyczy ok. 30% naszej populacji, a do podstawowych objawów nietolerancji pokarmowej należą: biegunka, „burczenie” w brzuchu, bolesne zaparcia, wzdęcia brzucha pojawiające się po wypiciu mleka.

Alergia pokarmowa – jest stanem chorobowym organizmu, który w odróżnieniu od nietolerancji pokarmowej zależy od funkcjonowania mechanizmów immunologicznych (odpornościowych). Innymi słowy, organizm po zetknięciu z alergenem uruchamia przeciwciała, a po ponownym kontakcie z alergenem, wytworzone wcześniej przeciwciała łączą się z substancją alergiczną wywołując uczulenie (w tym przypadku białkami zawartymi w mleku). Może objawiać się również na wiele sposobów: poprzez biegunkę, wymioty, bóle brzucha, kolki, zaparcia, refluks ale również wypryski na policzkach, płatkach uszu, zgięciach łokci i kolan.

Alergie pokarmowe najczęściej pojawiają się u małych dzieci (2-5% dzieci cierpi w Polsce na alergię na mleko krowie), ponieważ ich przewód pokarmowy nie jest jeszcze w pełni dojrzały, przeważnie z czasem te dolegliwości ustają.

Z dietetycznego punktu widzenia w przypadku alergii na mleko oraz nietolerancji laktozy, konieczne jest zastosowanie diety eliminacyjnej, wyłączającej mleko i jego przetwory pod każdą postacią. Trzeba pamiętać, że produkty mleczne mogą znajdować się w gotowych wyrobach i potrawach, dlatego zawsze musimy dokładnie czytać etykiety. Alergię na mleko zazwyczaj wywołuje zawarta w białku kazeina lub beta-laktoglobulina, alergeny te występują we wszystkich produktach mlecznych (kwaśne mleko, maślanka, kefiry, jogurty, śmietana, masło), a także w czekoladzie, lodach, pieczywie, wędlinach, gotowych produktach (sosach, zupach), czy w żywności typu fast food. Eliminując mleko i jego przetwory musimy zastąpić je innymi pokarmami, które dostarczą nam m.in. wapnia i witamin.

Poniżej przedstawiamy produkty zalecane w dietach bez glutenu i mleka.

Produkty zalecane w diecie bezglutenowej

Produkty zalecane w diecie bezmlecznej

– amarantus np. mąka, ziarna

– gryka np. kasza, mąka, płatki

– kukurydza np. kaszka, mąka, płatki

– maniok np. tapioka, mączka maniokowa

– proso np. kasza jaglana, mąka, płatki

– ryż, makaron ryżowy, sojowy

– płatki ryżowe, wafle, chrupki ryżowe, kukurydziane

– sorgo np. mąka, kasza

– quinoa np. kasza, mąka

– owies bezglutenowy np. płatki, mąka, otręby

– nabiał i jego przetwory

– mięso, ryby, owoce morza

– owoce, warzywa

– wzbogacone w wapń napoje roślinne, rośliny strączkowe,

– migdały, orzechy, nasiona,

– zielone warzywa, suszone owoce (figi, morele) oraz

– bogate w różne składniki odżywcze: amarantus, proso i komosę ryżową (quinoa)

– produkty z dużą zawartością wapnia:

natka pietruszki, jarmuż, otręby pszenne, kasze (np. gryczana, jęczmienna), szproty i sardynki.
– oraz w przypadku nietolerancji laktozy: mleko, ser i inne produkty mleczne bezlaktozowe.

 

Pamiętajmy, że niepokojących objawów ze strony układu pokarmowego nie można lekceważyć, ale nie diagnozujmy się sami, niech zrobi to lekarz. Dieta eliminacyjna jest konieczna zarówno w przypadku nietolerancji i alergii pokarmowej, nie należy jednak samemu bez konsultacji ze specjalistą jej wprowadzać, ponieważ możemy pozbawić organizm wielu cennych składników odżywczych.

Zmieniając sposób żywienia warto wprowadzić również zmiany w sposobie przyrządzania posiłków i zamienić smażenie na tłuszczu na gotowanie, duszenie, gotowanie na parze, czy pieczenie w piekarniku.

 

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Odkryj podwójne oblicze selenu i cynku

Cynk i selen to jedne z najbardziej popularnych składników suplementów diety. W reklamach podkreśla się, że wzmacniają włosy i paznokcie, zwiększają płodność, a nawet „oczyszczają organizm z toksyn”. Prawda jest inna.

Badania pokazują, że zarówno za duże, jak i za małe stężenie tych mikroelementów znacząco może zwiększać ryzyko rozwoju nowotworu.

Prof. Jan Lubiński, onkolog i genetyk w Międzynarodowym Centrum Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie szuka zależności między poziomem stężenia pierwiastków – w tym selenu i cynku – a ryzykiem rozwoju nowotworów.

Groźny cynk

Z jego badań wynika, że cynk jest groźny, jeśli występuje w stężeniu powyżej 6 tysięcy mikrogramów na litr krwi u kobiet po 60 roku życia. W takiej sytuacji ryzyko nowotworu jest aż 70-krotnie zwiększone! A zbyt wysoki poziom tego pierwiastka to nie jest sytuacja rzadka.

– Prawie 70 proc. kobiet powyżej 60 roku życia ma za wysoki poziom cynku. Uzależnione jest to od naszej diety. Tego pierwiastka jest dużo w wołowinie, wieprzowinie, drobiu i produktach zbożowych – mówi prof. Lubiński.

……………………………………………………………………………………………………………………………………….

Ważne

Zanim ktoś zacznie przyjmować jakiekolwiek suplementy diety, powinien wcześniej zbadać poziom mikroelementów. – Niebezpieczne jest rozpoczęcie suplementacji w ciemno, wtedy możemy doprowadzić do zatrucia organizmu – podkreśla prof. Jan Lubiński.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Badania pokazały, że również ponad połowa mężczyzn powyżej 60 r ż. ma za wysoki poziom cynku, a to wiąże się z 10-krotnym zwiększeniem ryzyka nowotworu.

– U panów po sześćdziesiątce wysoki poziom cynku jest niebezpieczny, bo zwiększa ryzyko nowotworu, dlatego mężczyźni w tym wieku nie powinni często spożywać wołowiny – podkreśla lekarz.

Pan prof. Lubiński przyznaje, że sam zbadał u siebie poziom metali ciężkich i okazało się, że jest zatruty cynkiem.

– Dlatego zmieniłem dietę. Zrezygnowałem ze spożycia żółtego sera i mięsa, szczególnie wołowiny i wieprzowiny, ponieważ są bogate w cynk – przyznaje lekarz.

Warto pamiętać o tym, że jeśli mamy niedobór jakichś mikroelementów, to zanim zaczniemy przyjmować suplementy, lepiej na początku zmodyfikować swoją dietę i w ten sposób spróbować uzupełnić braki. Dopiero po niepowodzeniu takiej strategii warto porozmawiać z lekarzem lub/i dietetykiem, jak postępować.

Cynk spełnia w organizmie człowieka istotne funkcje, takie jak: tworzenie enzymów regulujących metabolizm białek i węglowodanów, reguluje pracę układu krwionośnego, rozrodczego i kostnego. Niedobór cynku ma związek z chorobami skóry, a także ma wpływ na stany alergiczne i łysienie.

Jego nadmiar jest szkodliwy dla zdrowia. Przy wysokich stężeniach odkłada się w nerkach i wątrobie, powoduje niedokrwistość. Nadmierne spożywanie cynku, może spowodować obniżenie przyswajalności innych pierwiastków takich jak: żelazo, fosfor, miedź i wapń.

Stężenie selenu i ryzyko raka

Optymalne stężenie selenu we krwi to 92-108 mikrogramów (mcg) na litr surowicy krwi.

  • Jeśli stężenie selenu jest większe niż prawidłowe, ryzyko rozwoju raka (oprócz nowotworu piersi) jest zwiększone 60-krotnie! W przypadku raka piersi – trzykrotnie.
  • Ale także niedobór selenu jest rakotwórczy. Jeśli selenu jest za mało, wtedy jest 40-krotnie większe ryzyko rozwoju nowotworu.

Wśród kobiet biorących udział w badaniu zespołu prof. Lubińskiego okazało się, że 13 proc. kobiet miało zbyt wysokie stężenia selenu we krwi, optymalny poziom miało 40 proc., a niedobór – 47 proc.

– Wśród pań biorących udział w badaniu, u których rozwinął się nowotwór, połowa pań miała za małe stężenie selenu, a 15 proc. za duże – opowiada prof. Lubiński. – Z naszych obserwacji wynika, że za duże lub za małe stężenie selenu jest najpotężniejszym czynnikiem ryzyka rozwoju raka wśród substancji mineralnych, które badaliśmy.

Prof. Lubiński dodaje, że warto zbadać u siebie poziom metali ciężkich takich jak: arsen, kadm, ołów, rtęć oraz pierwiastków: cynk, miedź, selen w organizmie.

– Należy wiedzieć, jaki mamy poziom poszczególnych mikroelementów, aby je modyfikować w przypadku niedoboru lub nadmiaru np.: poprzez zmianę diety lub ograniczenia źródeł ekspozycji w przypadku zatrucia – mówi lekarz.

Do organizmów ludzi i zwierząt metale ciężkie dostają się najczęściej drogą pokarmową lub wziewną (np.: przez wdychanie lotnych związków lub jako par czystego metalu). Skutki zdrowotne regularnego spożywania produktów, zawierających nawet niewielkie ilości tych pierwiastków, mogą ujawnić się po wielu latach, ponieważ niektóre z nich nasz organizm po prostu magazynuje.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

Grafika źródło: www.pixabay.com

Suplementacja jodu – remedium na ewentualną awarię elektrowni atomowej?

Technika i ludzie ją obsługujący są zawodni, dlatego awaria elektrowni atomowej w dzisiejszych czasach jest wciąż realnym scenariuszem. Każdy z nas słyszał o dotkliwych w skutkach konsekwencjach wybuchu reaktora w Czarnobylu w 1986 roku i choć wydawać by się mogło, że od tego czasu zostaną wdrożone zaostrzone środki bezpieczeństwa, które wykluczą taką możliwość ponownie, w 2011 roku świat obiegła szokująca informacja o kolejnej awarii elektrowni atomowej, tym razem w Fukushimie. W wyniku niefortunnego splotu wydarzeń, w tym źle działającego systemu bezpieczeństwa, do atmosfery ziemskiej wyemitowane zostały olbrzymie ilości radioaktywnych, bardzo szkodliwych dla zdrowia substancji. Kilka dni temu media obiegła informacja, że władze Belgii i Niemiec rozdają swoim obywatelom tabletki z jodem, celem zabezpieczenia przed ewentualnymi skutkami awarii w dwóch belgijskich elektrowniach. Trudno więc się dziwić, że słysząc o ewentualnej katastrofie jądrowej czujemy niepokój i staramy się chronić siebie i swoich najbliższych. W tym momencie warto zadać sobie pytanie, w jaki sposób powinniśmy zadbać o swoje zdrowie w momencie kiedy sprawdzi się czarny scenariusz? Jakie kroki podjąć podczas realnego zagrożenia katastrofą jądrową?

 

Wiarygodność informacji jest kluczowa

 

Przede wszystkim nie należy wpadać w panikę i nie działać na własną rękę, tym bardziej jeśli wiadomość o awarii reaktora nie zostanie rzetelnie potwierdzona. W dobie Internetu i błyskawicznego rozprzestrzeniania się informacji, nie trudno o wprowadzający w błąd przekaz albo wręcz wiadomości wyssane z palca. Dlatego zawsze należy opierać się na źródle godnym zaufania. W tym przypadku pomocne jest szukanie informacji na stronie Państwowej Agencji Atomistycznej, która na bieżąco monitoruje sytuację radiacyjną w kraju, publikując przy tym dokonane pomiary i najistotniejsze informacje. Jeśli rzeczywiście dojdzie do awarii elektrowni atomowej uzyskamy tam wiedzą na temat tego kiedy miało to miejsce i jaka jest skala skażenia.

 

Preparaty jodowe – korzystne, ale i niebezpieczne

 

Jednym ze sposobów ochrony naszego zdrowia w czasie takiej awarii jest zażywanie preparatów, które mają w swoim składzie wysoką dawkę jodu. Taka prewencja ma zapobiegać wiązaniu przez tarczycę radioaktywnych izotopów jodu z opadów promieniotwórczych. Gruczoł, którym jest tarczyca ma to do siebie, że wchłania jak gąbka jod, którym przesycone jest aktualnie powietrze, czy też pożywienie. Dlatego też głównym celem podawania jodu (w postaci tabletek zawierających jodek potasu, czy też popularnego płynu Lugola) w czasie katastrof jądrowych, jest maksymalne wysycenie nim tarczycy, co uniemożliwia absorbcję wysoce szkodliwego jodu znajdującego się w chmurze radioaktywnej, a który może spowodować raka tego gruczołu.

 

 Nieumiejętna suplementacja jodem może jednak przynieść nam więcej strat niż zysku, dlatego tak ważne jest rozsądne działanie wedle rekomendacji wydawanych przez Ministra Zdrowia lub upoważnione przez niego służby. Jod jest pierwiastkiem, który można przyjmować w ściśle określonych stężeniach (śmiertelna dawka jodu dla dorosłego człowieka to 2 gramy (0,03 g/kg)). Nie przestrzeganie zaleceń i działanie na własną rękę może spowodować liczne działania niepożądane. Przekroczenie dopuszczalnej dawki między innymi może nadmiernie pobudzić tarczycę i doprowadzić do jej nadczynności – schorzenia, które jest przewlekłą chorobą, wymagającą długotrwałego leczenia. Stosowanie preparatów z wysoką zawartością jodu może także wywołać silne reakcje alergiczne, bezpośrednio zagrażające naszemu życiu. Oprócz tego u niektórych osób mogą wystąpić objawy grypopodobne, wymioty czy biegunka. Dlatego też zawsze należy zachować zdrowy rozsądek, rozważając wszelkie plusy i minusy bieżącej sytuacji. Pamiętajmy, że zastosowane jodu, aby uniknąć nasycenia tarczycy radioaktywną jego odmianą, ma sens tylko wtedy, gdy istnieje realne zagrożenie, że radioaktywna chmura dotrze do obszaru naszego zamieszkania. W żadnym przypadku nie wolno stosować preparatów z wysoką zawartością jodu na tzw. „zapas”, ponieważ ochronne działanie tego pierwiastka trwa średnio tylko przez niecałe 48 godzin. Zarówno zbyt wczesne, jak i zbyt późne przyjęcie go mija się z celem, a może spowodować u nas tylko ewentualne powikłania.

 

Co ważne, w przypadku podejrzenia awarii elektrowni atomowej, nie należy działać pochopnie. Nie warto zapobiegawczo stosować preparatów z wysokim stężeniem jodu, tym bardziej jeśli rzetelne źródła nie potwierdzają żadnego napromieniowania. Pamiętajmy o tym, że niewłaściwa suplementacja jodem może przynieść opłakane skutki, tym bardziej, gdy już chorujemy na nadczynność tarczycy lub posiadamy na niej zmiany w postaci guzków.

 

Podsumowując warto mieć w domu zapas środków jodowych, który umożliwi szybką reakcję w razie zagrożenia, które mogłoby nastąpić niedaleko granic Polski, jednak decyzja o zastosowaniu ich powinna być podejmowana w roztropny sposób.

 

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Łysiejesz? Nie trać głowy – działaj!

Nadmierne wypadanie włosów prowadzące do łysienia, to dziś powszechny problem, który dotyka wielu osób na całym świecie. Utrata włosów jest zmartwieniem zarówno mężczyzn jak i kobiet i może skutkować u nich obniżoną samooceną oraz złym samopoczuciem. W świecie, w którym żyjemy bujna czupryna na głowie postrzegana jest jako atrybut młodości, witalności, zdrowia. Co zatem, kiedy z różnych powodów tracimy tą naszą naturalną ozdobę?

Współczesna medycyna zna wiele sposobów walki z łysieniem. Rzadko się zdarza, żeby komuś z dnia na dzień wypadły wszystkie włosy, ponieważ łysienie najczęściej jest długotrwałym i powoli postępującym procesem. Jednak, żeby podjąć odpowiednie i skuteczne leczenie niezbędne jest poznanie przyczyn, które powodują, że tracimy włosy na głowie.

Budowa oraz fazy wzrostu włosa:

Włos jest zrogowaciałym wytworem naskórka, który wyrasta z tzw. mieszka włosowego. Włos składa się z łodygi, korzenia, pochewki zewnętrznej i wewnętrznej, brodawki oraz cebulki włosa. Głównym jego składnikiem jest keratyna, a oprócz niej melanina – odpowiedzialna za kolor naszych włosów oraz pozostałe budulce takie jak ceramidy i różnorakie związki mineralne. Co ważne, włosy przechodzą przez tzw. cykle wzrostu. Wyróżnić możemy trzy następujące fazy: wzrostu (anagen), spoczynku (katagen) i wypadania (telogen). Pierwszym etapem jest anagen i trwa on najdłużej, bo aż 3-6 lat, w zależności od predyspozycji osobniczych. To właśnie w tym okresie następuje wzrost włosa. Osoba, która ma zdrowe i silne włosy i tym samym nie boryka się z problemem łysienia powinna mieć około 80-85% włosów na głowie w tej oto fazie. Kolejno włos przechodzi w fazę spoczynku, trwającą 2-3 tygodnie. W tym czasie włos przestaje być odżywiany i powoli obumiera. Końcowym etapem jest natomiast faza wypadania (trwa 2-3 miesiące), kiedy to martwy, stary włos zostaje wypchnięty przez nowy, świeżo wyrastający.

Powyżej opisany cykl włosowy jest naturalnym, związanym z naszą fizjologią procesem. Człowiek zazwyczaj traci w ciągu doby od 70 do 100 włosów. Problem pojawia się natomiast wtedy, gdy owa liczba wzrasta, a skłonność ta utrzymuje się dłużej niż kilka tygodni. Jeśli więc zauważymy podczas codziennej pielęgnacji, w trakcie szczotkowania, mycia głowy, czy to na naszych ubraniach nadmierną ilość wypadających włosów, powinna nam się zapalić czerwona lampka.

Przyczyny łysienia:

Tracić włosy możemy z wielu powodów. Ten dla wielu z nas frustrujący problem może mieć m.in. podłoże genetyczne. Innymi słowy jeśli nasi rodzice lub dziadkowie nie mogli pochwalić się gęstymi, bujnymi włosami, to wielce prawdopodobne, że i my odziedziczymy po nich tą cechę. Wzmożone wypadanie włosów może wystąpić również na skutek:

– długotrwałego stresu

– nieprawidłowej, źle zbilansowanej, ubogiej w składniki odżywcze diety

– palenia papierosów

– zbyt intensywnych zabiegów kosmetycznych (farbowanie, trwała ondulacja, prostowanie włosów)

– zatrucia metalami ciężkimi (ołów, arsen)

– przyjmowania niektórych leków

– ostrej choroby, której towarzyszy wysoka temperatura

– zaburzeń hormonalnych (niedoczynność lub nadczynność tarczycy, menopauza u kobiet)

– choroby nowotworowej

– choroby owłosionej skóry głowy: grzybicy, łuszczycy, łojotokowego zapalenia skóry głowy

– łysienia plackowatego (choroba autoimmunologiczna)

Najczęstszą jednak postacią łysienia jest tzw. łysienie androgenowe (łysienie typu męskiego), które dotyka jak sama nazwa mówi głównie mężczyzn, a częstość jego występowania wzrasta wraz z wiekiem. Szacuje się, że około 60% mężczyzn powyżej 50 r.ż. cierpi na tą dolegliwość. Uważa się, że bezpośrednią przyczyną łysienia androgenowego jest nadwrażliwość organizmu na dihydrotestosteron (DHT) – pochodną testosteronu. Dihydrotestosteron działając na mieszki włosowe sprawia, że włosy stają się coraz cieńsze i słabsze, co w konsekwencji powoduje ich wypadanie i bezpowrotną utratę. Charakterystyczne dla tego typu łysienia jest stopniowe wypadanie włosów w przednich częściach głowy (tworzą się tzw. zakola). Z biegiem postępu schorzenia włosy ulegają przerzedzeniu także na jej środkowej części. Natomiast w zaawansowanym stadium łysienia typu męskiego pozostają nierzadko jedynie włosy na potylicy ze względu na to, że są one bardziej odporne na działanie DHT. Czasami zdarza się również, że łysieniu androgenowemu towarzyszy łysienie łojotokowe (nadmierne pobudzenie gruczołów łojowych), co jeszcze bardziej potęguje i przyspiesza proces łysienia.

Rozpoznanie łysienia:

Pierwszy krokiem jaki powinniśmy podjąć, aby zaradzić wypadaniu włosów, jest umówienie się na wizytę u lekarza dermatologa, który określi przyczynę tego stanu oraz dobierze odpowiednią dla nas formę leczenia. W razie wątpliwości lekarz wykona trichoskopię, czyli nieinwazyjne badanie pozwalające ocenić stan łodygi włosów, ujścia mieszków włosowych i otaczającej je skóry. Może on również zlecić badania krwi na podstawie, których zostanie określony poziom hormonów płciowych, hormonów tarczycy, żelaza, cynku, witamin z grupy B, czy też innych związków, które mają istotny wpływ na kondycję naszych włosów.

Leczenie łysienia:

W zależności od rodzaju i stopnia zaawansowania łysienia na podstawie zaleceń lekarza można wdrożyć leczenie farmakologiczne (preparaty doustne i do stosowania bezpośrednio na skórę głowy) oraz leczenie wspomagające – (kosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry głowy). Ważne jest również zadbanie o zbilansowaną dietę opierającą się o produkty bogate w witaminy i minerały, głownie: witaminy z grupy B, magnez, żelazo, cynk, selen.

Jeśli jednak powyższe metody zawiodą lub nie dadzą satysfakcjonującego nas efektu możemy skorzystać z opcji jaką jest przeszczep włosów. Jest to na ogół skuteczna, lecz kosztowna metoda leczenia, polegająca na doszczepieniu włosa po włosie ze skóry owłosionej na obszar łysiny. Efekty takiego zabiegu w zależności od użytej metody widać po kilku lub kilkunastu miesiącach.

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

 

 

Czy naprawdę warto się odchudzać?

W mediach co jakiś czas pojawiają się publikacje, które sugerują, że nie warto dbać o linię, bo nadwaga zmniejsza ryzyko przedwczesnej śmierci. To bardzo niebezpieczna teza.

Ludzie ciągle szukają wymówek i usprawiedliwień, m.in.: dla swoich grzeszków żywieniowych oraz związanej z nimi nadwagi. To właśnie dlatego zawrotną karierę w mediach zrobił news o tym, że nadwaga wydłuża życie.

Ta zaskakująca teza, oparta na wynikach badań statystycznych opublikowanych w 2013 r. w prestiżowym czasopiśmie naukowym (JAMA: Journal of the American Medical Association), choć ma już kilka lat, okazuje się być dla ludzi tak pociągająca, że ciągle wraca do obiegu – za sprawą kolejnych mediów, blogów i różnych forów internetowych. Warto zatem dowiedzieć się, co sądzą na ten temat polscy eksperci.

Najgroźniejsza jest nadwaga typu brzusznego

– Jest mnóstwo poważnych badań naukowych z całego świata, które dowodzą czegoś zupełnie przeciwnego niż wynika z kontrowersyjnego badania dr Katherine Flegal. Dlatego konsekwentnie zalecamy wszystkim osobom chcącym zachować dobre zdrowie, aby utrzymywały prawidłową masę ciała – mówi dr Agnieszka Jarosz, kierownik Centrum Promocji Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej z Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ), ekspert Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej.

Dr Jarosz podkreśla, że nadwaga i otyłość to czynniki ryzyka rozwoju wielu groźnych chorób, w tym. m.in. cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia (nadciśnienia tętniczego, zawału serca, udaru mózgu) oraz wielu chorób nowotworowych.

– Najgroźniejsza dla zdrowia jest nadwaga i otyłość typu brzusznego. Tkanka tłuszczowa zlokalizowana na brzuchu wykazuje bowiem dużą aktywność metaboliczną, czego efektem ubocznym jest wytwarzanie m.in.: substancji zwiększających stany zapalne oraz sprzyjających rozwojowi miażdżycy – dodaje prof. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM).

Cudowny olej kokosowy – kolejna bzdura

Prof. Mamcarz zaleca wszystkim dużą ostrożność i dystans wobec informacji na temat zdrowia, które są przekazywane przez media i celebrytów.

– Jako przykład podam olej kokosowy. Za sprawą mediów zyskał on ostatnio w powszechnym społecznym odbiorze wizerunek jednego z najzdrowszych olejów na świecie. Tymczasem z medycznego punktu widzenia jest to bzdura – mówi prof. Artur Mamcarz.

Profesor tłumaczy, że polska tradycyjna dieta obfituje w tłuszcze nasycone, więc dodanie do nich kolejnego bogatego źródła tych tłuszczów w postaci oleju kokosowego jest dla zdrowia niekorzystne i ryzykowne.

– Po zetknięciu się z nową, zaskakującą informacją w mediach na jakiś temat dotyczący zdrowia, zanim bezkrytycznie w nią uwierzymy i zastosujemy w swoim życiu, dobrze jest najpierw zweryfikować jej wiarygodność. Najlepiej zapytać o to lekarza. Warto też kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeśli coś już na pierwszy rzut oka wygląda nieprawdopodobnie to powinna się nam od razu zapalić czerwona lampka – mówi prof. Artur Mamcarz.

Według niego, do wyników badań naukowych dotyczących dużych populacji (obserwacyjnych, epidemiologicznych, metaanaliz) należy podchodzić z dystansem m.in. dlatego, że zawierają one zazwyczaj ograniczone (wybiórcze), uproszczone i uśrednione dane statystyczne. Tymczasem zdrowie ludzkie jest bardzo złożoną kwestią, zależną od wielu czynników, w tym przede wszystkim od czynników indywidualnych.

Optymalna waga

Osoby, które chcą zadbać o swoją formę mają dziś do dyspozycji wiele, mniej lub bardziej skomplikowanych narzędzi do samokontroli. Jednym z najczęściej stosowanych jest skala BMI (Body Mass Index).

Prawidłową masę ciała mają osoby, których BMI mieści się w przedziale 18,5-25 (wartości poniżej 18,5 wskazują na niedowagę, pomiędzy 25 a 30 nadwagę, a powyżej 30 otyłość). BMI można samodzielnie obliczyć dzieląc swoją wagę wyrażoną w kilogramach przez wzrost wyrażony w metrach i podniesiony do kwadratu. Można też w tym celu skorzystać z internetowego kalkulatora BMI dostępnego np. tutaj.

Najlepiej, aby nasza waga mieściła się w normie. Na przykład, optymalna waga dla typowej kobiety, wzrostu 165 cm, powinna oscylować między 60 a 66 kg (co daje BMI na poziomie 22 -24). Jeśli chodzi o mężczyzn to przy wzroście 175 cm, optymalną wagą będzie przedział 70-76 kg (co odpowiada BMI 22-24). Co ciekawe, wiele moich pacjentek uważa, że skala BMI jest zawyżona, bo choć według tego wskaźnika ich waga mieści się w normie, to one czują się za grube – mówi Hanna Stolińska-Fiedorowicz, dietetyk kliniczny z IŻŻ.

Jej zdaniem, ze zdrowotnego punktu widzenia lekka nadwaga jest na pewno lepsza niż niedożywienie (niedowaga), ale osoby z nadwagą muszą z kolei bardzo się pilnować, aby nie popaść w otyłość, która jest już poważną chorobą.

– Wskaźnik BMI być może nie jest idealny, ale jest bardzo przydatny w diagnostyce i pewnie długo jeszcze będzie stosowany. Oczywiście są też inne dobre, alternatywne sposoby diagnostyczne. W rozpoznawaniu i mierzeniu nadwagi czy otyłości przydatne są m.in. zaawansowane technologicznie metody, takie jak rezonans magnetyczny czy bioimpedancja elektryczna (badania te pozwalają na analizę składu ciała). Najtańszym, najprostszym i jednocześnie bardzo skutecznym narzędziem jest jednak pomiar obwodu brzucha za pomocą zwykłego centymetra krawieckiego – podkreśla prof. Artur Mamcarz.

W przypadku mężczyzn najkorzystniejszy dla zdrowia jest obwód pasa poniżej 94 cm, a dla kobiet poniżej 80 cm.

Być może więc zamiast liczyć swoje BMI lepiej jest zainwestować w centymetr i kontrolować obwód swojego brzucha, mając w pamięci fakt, że najbardziej szkodliwa jest nadwaga i otyłość brzuszna.

– W przypadku mężczyzn najkorzystniejszy dla zdrowia jest obwód pasa poniżej 94 cm, a dla kobiet poniżej 80 cm. Kiedy parametry te przekroczą odpowiednio: 102 cm i 88 cm to tym samym zwiększy się ryzyko zachorowania na jedną z wielu chorób przewlekłych związanych z nadmierną masą ciała – tłumaczy prof. Artur Mamcarz.

Wyjątki od reguły

Eksperci przyznają, że wskaźnik BMI nie jest doskonały.

Oto przykładowa sytuacja, w której jego interpretacja nie jest wcale taka oczywista.

– Choć w teorii najlepiej jest mieć wagę i BMI w normie, to jednak w praktyce może się okazać, że ktoś kto ma 2-3 kg więcej, ale jest aktywny fizycznie, będzie zdrowszy niż osoba z normalną wagą, lecz prowadząca siedzący tryb życia. Wyższe BMI u tej pierwszej osoby może być związane nie z większą zawartością tłuszczu w organizmie, lecz mięśni. Wszystko zależy więc od indywidualnych uwarunkowań – mówi prof. Artur Mamcarz.

Podsumowując, najkorzystniejsze z punktu widzenia profilaktyki zdrowotnej jest utrzymywanie masy ciała w normie (BMI w zakresie 18,5-25).

– W medycznym języku nazywamy to byciem normowagowym. Bez wątpienia epidemia otyłości jest jednym z największych problemów zdrowia publicznego w naszych czasach. Dlatego trzeba przy każdej okazji powtarzać, że otyłość jest chorobą, najczęściej chorobą z uzależnienia (od jedzenia). Niemniej istnieją też konkretne przypadki, kiedy to nadwaga może wydłużać życie – przyznaje prof. Artur Mamcarz.

Chodzi o tzw. paradoks otyłości. Okazało się, że w przypadku niektórych przewlekłych chorób (np. onkologicznych), osoby z nadwagą żyją dłużej niż osoby z wagą normalną lub niedowagą. Co zresztą wydaje się logiczne, biorąc pod uwagę wyniszczający charakter raka.

– Generalnie jednak osoby długowieczne, dożywające wieku ponad 90 lat, to najczęściej osoby szczupłe – konkluduje prof. Artur Mamcarz.

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Grafika źródło: www.pixabay.com

Jak zachować się w czasie burzy i pomóc osobie rażonej piorunem

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed burzami. Sprawdź, czy wiesz, jak się zachować w czasie burzy i co robić, …

Twoje serce nie lubi upałów.

Temperatury przewyższające 30˚C mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Dotyczy to zwłaszcza mieszkańców umiarkowanej …

Anafilaksja: jej ryzyko czasem można przewidzieć

Najczęściej o tym, że na jakiś alergen reagujemy wstrząsem anafilaktycznym dowiadujemy się, kiedy już do niego dojdzie. …