Kategoria: ZDROWIE

Hipotermia – kiedy zimno zabija

Siarczyste mrozy stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia nie tylko osób bezdomnych i nadużywających alkoholu. Dowiedz się jak uniknąć nadmiernego wychłodzenia organizmu oraz jak reagować w przypadku znalezienia osoby w stanie hipotermii.

Zimno zabija niezwykle skutecznie i systematycznie. Od 1 listopada 2017 r. do 26 lutego 2018 roku z powodu wychłodzenia zmarło w Polsce już 48 osób.

– Co roku w Polsce z zimna umiera około stu osób, w tym roku mamy dość niskie statystyki. Ale nie są one wynikiem tego, że my ludzie zrobiliśmy cos więcej, tylko po prostu mięliśmy łaskawsza pogodę – mówi Adriana Porowska, wolontariuszka Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.

Niska temperatura stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia, szczególnie w przypadku osób dotkniętych problemem bezdomności, starszych, mieszkających samotnie, chorych, a także osób nadużywających alkoholu, które zasnęły na dworze. Życie tych osób często zależy od naszej szybkiej reakcji, m.in. od tego, czy wybierzemy numer alarmowy i powiadomimy odpowiednie służby o osobach potrzebujących pomocy.

– Niedawno mieliśmy informację o panu znalezionym na terenie ogródków działkowych. Mężczyzna miał zdjęte buty i rozpiętą koszulę. Jak człowiek umiera z powodu wychłodzenia to po prostu odczuwa ciepło, wręcz pali go ogień – dodaje Porowska.

Reaguj, gdy ktoś potrzebuje pomocy

„Nie bądźmy obojętni! Nie bójmy się dzwonić! Średnio w sezonie zimowym (dane z ostatnich czterech lat) umiera około 90 osób. Ubiegłej zimy było111 ofiar mrozu. Nasza reakcja może sprawić, że ta liczba będzie mniejsza, że kogoś uda się uratować. Dzwońmy pod numer alarmowy 112, jeżeli posiadamy informacje o osobach potrzebujących pomocy” – apeluje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) i przypomina, że w każdym województwie przygotowane są miejsca, w których osoby potrzebujące pomocy mogą się ogrzać i przenocować w mroźne dni oraz zjeść ciepły posiłek.

Informacje o placówkach świadczących tego rodzaju pomoc w dowolnym regionie kraju można znaleźć na stronach internetowych odpowiednich urzędów wojewódzkich, poprzez stronę internetową RCB albo poprzez specjalne infolinie (numery telefonów w poszczególnych województwach również można znaleźć na stronie RCB http://rcb.gov.pl/reaguj-gdy-ktos-potrzebuje-pomocy/).

 

O hipotermii (wychłodzeniu) mówimy, jeżeli  temperatura ciała, tzw. centralna, obniży się poniżej 35 stopni Celsjusza. Hipotermia rozwija się, jeśli nasz organizm zmniejsza produkcję ciepła, albo zwiększa się jego utrata. Co ważne, może się ona rozwinąć także w temperaturze powyżej zera. Wystarczy, że człowiek jest wycieńczony. Hipotermia może przytrafić się każdemu.

Co robić kiedy jesteśmy na mieście, jest zimno i spotkamy osobę leżąca gdzieś na ławce, na przykład na przystanku?

– Trzeba sprawdzić, czy ta osoba jest przytomna, starać się nawiązać kontakt. A przede wszystkim wyjąć telefon i zadzwonić po pomoc. Można spróbować ogrzać taka osobę, ale nie wolno robić tego nagle, wystarczy koc. Nie wolno zostawiać takiego człowieka, nie wolno się zastanawiać nad tym czy ktoś był pijany czy nie. Ratujemy życie i zdrowie ludzkie – mówi Porowska.

Hipotermia może się przydarzyć nie tylko osobie bezdomnej, ale i na przykład komuś, kto zabłądził w górach. Niemal każdego roku pojawiają się doniesienia w wędrowcach, którzy zgubili się w masywie Babiej Góry. Bliskość schroniska na Markowych Szczawinach sprawia, że ludzie często wychodzą tam na szlak w niesprzyjających warunkach.

Co robić, kiedy mamy podejrzenie hipotermii?

  • Nie należy nacierać twarzy czy rąk śniegiem, ani też moczyć w gorącej wodzie, aby uniknąć szoku termicznego
  • Nie wolno podawać gorącej herbaty, należy podać CIEPŁĄ herbatę z cukrem. Cukier to energia potrzebna do ogrzania organizmu
  • Trzeba odizolować człowieka od czynników zewnętrznych generujących wychłodzenie
  • Przenieść go w ciepłe, suche miejsce
  • Zdjąć mokre ubranie, okryć szczelnie warstwowo (suche koce, folia aluminiowa, ubrania itp.) całe ciało, włącznie z głową
  • W przypadku, gdy człowiek jest nieprzytomny, należy unikać też nadmiernego poruszania go i nie podawać nic do picia, bo się zachłyśnie.

Jak się nie dać zimie i mrozowi – praktyczne porady dla każdego

Ryzyko nadmiernego wychłodzenia organizmu można znacząco zmniejszyć poprzez właściwy ubiór i obuwie. Oto co radzi osobom wychodzącym na łono natury w mroźne dni Sylweriusz Kosiński, lekarz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego:

  1. Ubieraj się właściwie

Odpowiednim izolatorem nie jest sam materiał, z którego wykonano ubranie, ale powietrze zamknięte w tkaninie (polar, puch) lub pomiędzy warstwami (ubiór warstwowy).  Pamiętaj suche ubranie chroni przed zimnem dużo skuteczniej niż mokre. Jeśli idziemy na spacer, trzeba na bieżąco dostosowywać ilość/jakość garderoby do wysiłku fizycznego (aby się nie zapocić). Zapobieganie wychłodzeniu na mrozie polega więc w dużej mierze na unikaniu przegrzania.

  1. Pamiętaj o ochronie dłoni i stóp

Dłonie i stopy są najbardziej narażone na odmrożenia – organizm ogranicza w nich przepływ krwi, aby “zaoszczędzić” ciepło. Rękawice nie mogą być za ciasne. Najlepiej chronią przed zimnem takie bezpalcowe oraz systemy warstwowe. Buty zimowe powinny być lekko za duże (o 0,5-1 numeru), tak by  jak palce miały trochę „luzu”. Ważne: dwie cienkie skarpety chronią przed utratą ciepła lepiej niż jedna gruba. Sznurujmy buty z lekkim luzem – podczas chodzenia odprowadzana jest w ten sposób para wodna.

3.Zadbaj o oczy i skórę

Jeśli wybierasz się w góry, zabierz ze sobą gogle lub okulary z filtrem UV (przylegające do twarzy lub z bocznymi osłonami), nadmierne nasłonecznienie może doprowadzić do uszkodzenia narządu wzroku.   Zaburzenia widzenia są częstą przyczyną wypadków i upadków. Uszy, nos i policzki są szczególnie narażone na odmrożenia. Optymalną ochronę skóry daje osłonięcie narażonych obszarów (szalikiem, chustką, maską.)

Infografika PAP

Źródło: Anna Piotrowska, Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafki: www.pixabay.com

 

Zadbaj o swoją tarczycę!

Coraz więcej Polaków zapada na choroby tarczycy. Ale spora część z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że choruje. Podpowiadamy więc, jakie sygnały wysyła nam chora tarczyca, a także jak możemy lepiej o nią zadbać.

Choć waży zaledwie 20-30 gramów, to jednak ma ogromne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania organizmu człowieka, w tym zwłaszcza naszego metabolizmu.

Tarczyca, bo o niej tu mowa, nazywana przez fachowców gruczołem tarczowym, to niewielki narząd endokrynny (wytwarzający hormony) zlokalizowany w okolicy szyi. Najważniejsze wytwarzane przez nią hormony to: tyroksyna (zwana w skrócie T4) oraz trójjodotyronina (T3).

Niestety, eksperci alarmują, że zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, od wielu już lat, szybko przybywa osób cierpiących na różnego rodzaju choroby tarczycy, w tym m.in. na jej nadczynność, niedoczynność, zapalenie czy też nowotwory. Według najnowszych szacunków, na choroby tarczycy cierpi już ponad 20 proc. mieszkańców Polski, w tym przede wszystkim kobiety, które chorują na nie aż 9 razy częściej od mężczyzn.

Problem jednak nie tylko w tym, że osób chorych na tarczycę systematycznie przybywa, ale również w tym, że duża część z nich nie rozpoznaje związanych z tym objawów (lub je bagatelizuje) i w efekcie żyje z niezdiagnozowaną chorobą, która podstępnie niszczy ich organizm.

Po czym rozpoznać chorobę tarczycy

Organizm człowieka, którego tarczyca jest chora, wysyła wiele sygnałów ostrzegawczych.

– Wykryte odpowiednio wcześnie choroby tarczycy umożliwiają rozpoczęcie adekwatnego procesu leczenia, a także ograniczenie wielu groźnych powikłań dla zdrowia pacjentów. Szybkie chudnięcie, przybieranie na wadze, ospałość, nadpobudliwość, osłabienie czy trudności w koncentracji, to niektóre z symptomów, które są często bagatelizowane, a jednocześnie charakterystyczne dla niedoczynności tarczycy – mówi prof. Ireneusz Nawrot, sekretarz Polskiego Klubu Chirurgii Endokrynologicznej, który jest jednym z ekspertów zaangażowanych w realizację ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej „Tarczyca – otocz ją opieką”.

Zupełnie inne objawy mogą świadczyć o nadczynności tarczycy.

– Nadczynności często towarzyszą uczucie gorąca, zwiększona potliwość, duszność, kołatanie serca czy drżenie rąk. Niestety, zarówno nadczynność tarczycy jak i jej niedoczynność mogą ze sobą współistnieć. Dlatego tak ważna jest w przypadku zaobserwowania niepokojących objawów wizyta u specjalisty – podkreśla prof. Ireneusz Nawrot.

Chora tarczyca może się manifestować jeszcze na wiele innych sposobów, m.in. poprzez tzw. wole tarczycowe, czyli dość widoczne i wyczuwalne poprzez dotyk powiększenie tarczycy. Osoba z wolem ma nie tylko powiększony obwód szyi, ale też często odczuwa ucisk w tchawicy, co powoduje duszności i trudności z oddychaniem.

Ale na tym nie kończy się wcale lista możliwych objawów. Katarzyna Dowbor, znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna, która została ambasadorką wspomnianej wyżej kampanii edukacyjnej, opowiedziała podczas inaugurującej ją konferencji prasowej w Warszawie, że w jej przypadku chorobę tarczycy (konkretnie chorobę Gravesa-Basedowa) rozpoznano dopiero po pojawieniu się u niej wytrzeszczu jednego z oczu.

Innymi objawami chorób tarczycy są różnego rodzaju zmiany guzkowe, wśród których występują m.in. zmiany nowotworowe.

Osoby, u których podejrzewa się choroby tarczycy są przez lekarzy kierowane na różne badania diagnostyczne, w tym najczęściej na badania: stężenia hormonu tyreotropowego (TSH) w surowicy krwi, stężenia hormonu fT4 (czyli tzw. wolnej tyroksyny), a także badania obrazowe, takie jak USG tarczycy.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że TSH, wbrew obiegowej opinii, nie jest wcale hormonem tarczycy, lecz hormonem przysadki mózgowej. Ale to właśnie TSH steruje tarczycą i pobudza ją do produkcji własnych hormonów.

Jak zapobiegać chorobom tarczycy

Eksperci podkreślają, że wielu przypadków zachorowań można uniknąć. W jaki sposób?

– Jest wiele czynników, które zwiększają ryzyko rozwoju chorób tarczycy. Jednym z najważniejszych jest stres, który znacząco osłabia nasz układ immunologiczny. Ryzyko to zwiększają też używki i różnego rodzaju toksyny środowiskowe, w tym m.in. smog. Dlatego, w celu ograniczenia ryzyka zachorowania, powinniśmy bardziej zadbać o higienę swojego życia. To znaczy o ograniczenie stresu, zdrowe odżywianie, dużą ilość snu, ale także wyjazdy z miasta na łono natury – mówi prof. Marcin Barczyński, prezes Polskiego Klubu Chirurgii Endokrynologicznej.

Ekspert podkreśla, że choć niedoboru jodu, także niekorzystnego dla tarczycy, już w Polsce nie mamy (z uwagi na obowiązkowe jodowanie soli kuchennej), to jednak dla tarczycy groźny może się okazać także jego nadmiar w diecie. Bardzo duże ilości jodu można znaleźć np. w niektórych wodach mineralnych.

Profesor ostrzega, że nadmiar jodu w diecie może wywołać m.in. autoimmunologiczne choroby tarczycy, jak np. choroba Gravesa-Basedowa czy Hashimoto.

Na tym jednak nie kończy się długa lista czynników ryzyka. Oto, co zdaniem ekspertów odpowiada za bardzo szybki wzrost liczby zachorowań na raka tarczycy, obserwowany na całym świecie już od 30 lat.

– Są to przede wszystkim: większa ekspozycja na promieniowanie jonizujące (częściej korzystamy z badań RTG), a także otyłość (epidemia otyłości i związana z nią insulinooporność). Trzeba pamiętać, że tkanka tłuszczowa stanowi rezerwuar dla toksyn, rozpuszczalnych w tłuszczach, które mają potencjał uszkadzania DNA komórek – mówi prof. Marcin Barczyński.

Kończąc zestawienie czynników ryzyka oraz czynników ochronnych, warto jeszcze wskazać składniki odżywcze, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania tarczycy. Oprócz jodu eksperci wymieniają jeszcze: żelazo, cynk, selen, witaminy z grupy B, a także witaminy C i D. Warto więc zadbać o ich odpowiednią ilość w codziennej diecie.

Wiktor Szczepaniak (zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy rezonans magnetyczny całego ciała jest przydatny w diagnostyce?

 

Badanie rezonansem magnetycznym (MRI) to jedna z najnowocześniejszych technik obrazowania. Najczęściej wykorzystywana jest w diagnostyce wybranych partii ciała, jednak możliwe jest wykonanie rezonansu magnetycznego całego ciała, tzw. Whole Body MRI. To metoda pozwalająca na ocenę struktur anatomicznych człowieka podczas jednego badania. Jednak czy otrzymane wyniki mogą stanowić podstawę skutecznej diagnozy?

 

Rezonans magnetyczny całego ciała (WB MRI) to zyskująca coraz większą popularność metoda diagnostyczna. Pozwala ona w krótkim czasie odwzorować tkanki całego organizmu obejmując głowę, klatkę piersiową, jamę brzuszną, miednicę, uda oraz podudzia. Wbrew nazwie w badaniu pominięte zostają ręce, stopy oraz obręcz barkowa, co wynika z możliwości sprzętu (obszar obrazowania zależy od budowy pacjenta – im niższe osoby, tym większy obszar podlegający obrazowaniu). Whole Body MRI jest nieinwazyjną metodą diagnostyczną wykorzystującą bezpieczne dla zdrowia pole magnetyczne, co jest niewątpliwą zaletą tego badania. Mechanizm działania, przebieg oraz przeciwwskazania do wykonania badania są analogiczne do innych badań wykonywanych tą metodą – szczegółowe informacje na ten temat znajdują się w artykule Badanie rezonansem magnetycznym – Czym różni się 1,5 Teslowy od 3 Teslowego.

Rezonans magnetyczny całego ciała jest badaniem przesiewowym (badania wykonywane w grupach osób, u których nie występują objawy choroby w celu jej wczesnego wykrycia), podczas którego wykonanych zostaje ok. 2000 skanów całego ciała, a co za tym idzie należy je traktować jako badanie ogólne. WB MRI pozwala na wstępną ocenę układu naczyniowego, mięśniowo – szkieletowego, wykrycie zmian o charakterze nowotworowym w tkankach i w szpiku kostnym czy też diagnozę schorzeń reumatologicznych. Ze względu na rozpowszechnienie chorób nowotworowych w społeczeństwie, w licznych badaniach naukowych skupiono się głównie na ocenie przydatności rezonansu magnetycznego całego ciała w diagnostyce i ocenie stopnia zaawansowania chorób nowotworowych. Postawienie szybkiej diagnozy ma bowiem kluczowe znaczenie dla wdrożenia skutecznej terapii. Wykorzystanie tej metody diagnostycznej okazuje się przydatne przede wszystkim w wykrywaniu zmian miąższowych i kostnych. Należy jednak mieć na uwadze, iż mimo że Whole Body MRI „skanuje” całe ciało, to nie jest w stanie zidentyfikować każdej zmiany patologicznej. Oznacza to, że nawet jeśli podczas badania nie zostanie wykryta żadna zmiana, nie daje nam to w żadnym wypadku 100% gwarancji, że jesteśmy w pełni zdrowi. Również stany chorobowe wykryte podczas badania WB MRI wymagają potwierdzenia w kolejnych, bardziej szczegółowych badaniach diagnostycznych takich jak: USG, TK (tomografia komputerowa), czy MRI określonej partii ciała. „Przypadkowe ustalenia”, które mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie pacjenta są jednym z problemów związanych z tą metodą. Istnieje bowiem ryzyko, że pacjent, u którego podczas badania nie zostanie wykryty stan patologiczny w rzeczywistości jednak będzie miał zmiany nowotworowe. Pacjent otrzymując „fałszywie ujemny” wynik badania, mając przeświadczenie, że jest zdrowy nie podda się dalszej diagnozie, tym samym odbierając sobie nieświadomie tak cenny w chorobie nowotworowej czas. Mimo wykonania „skanu” całego ciała i przeświadczenia o braku zmian nowotworowych, choroba może się rozwinąć. Wykonując badania diagnostyczne zawsze należy pamiętać, że podczas każdego badania może wystąpić błąd pomiaru, który przyczyni się do otrzymania fałszywego wyniku badania.

 

Podsumowując, rezonans magnetyczny całego ciała to metoda diagnostyczna, którą w określonych sytuacjach można stosować w badaniach przesiewowych (popularna jest np. jako badanie piłkarzy, którzy zmieniają barwy klubowe).  Niewątpliwą zaletą Whole body MRI jest bezpieczeństwo i nieinwazyjność, ale to cecha wszystkich badań rezonansem magnetycznym. Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że jeśli spodziewamy się, że okresowo wykonywany skrining całego  ciała rezonansem „zagwarantuje” nam wczesne wykrycie wszystkich chorób, w tym zwłaszcza chorób nowotworowych, to jest to błędne założenie, które może nam dawać złudne poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego. Dlatego warto przed podjęciem tego typu decyzji skonsultować się z lekarzem specjalistą aby podjąć optymalną decyzję co do ewentualnej profilaktycznej diagnostyki.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

 

 

 

Dieta ketogeniczna, czyli jak schudnąć dzięki tłuszczom.

Coraz większe grono ludzi boryka się z problemem nadwagi i otyłości. Chęć zrzucenia zbędnych kilogramów powoduje, że poszukujemy coraz to nowych diet. W ostatnim czasie dużą popularnością cieszy się dieta ketogeniczna. Zyskała ona opinię diety, podczas stosowania której „nie chodzi się głodnym”, a przy tym uzyskuje się zadawalające efekty w postaci utraty na wadze. Zanim jednak zdecydujemy się na ten rodzaj diety warto szczegółowo się z nią zapoznać, bo czy możliwe jest, że jej stosowanie przynosi tylko korzyści?

Dieta ketogeniczna – na czym polega

Dieta ketogeniczna, znana także jako dieta niskowęglowodanowa, w której głównym założeniem jest znaczne ograniczenie podaży węglowodanów (ok. 20 – 50 g dziennie) na rzecz produktów bogatych w tłuszcze (50 – 60% ogółu zapotrzebowania na energię) i białko (20 – 30% energii). Produkty bogate w węglowodany, takie jak: pieczywo, makarony, ziemniaki, i inne produkty zbożowe zastępowane są produktami bogatymi w tłuszcz lub białko, np.: mięso, ryby, jaja, sery. W diecie tej nie zaleca się także stosowania warzyw i owoców z dużą zawartością węglowodanów, należy wybierać tylko te, które mają ich małą zawartość (np. ogórki, brokuły, szpinak, awokado, maliny, orzechy i inne).

W diecie bogatej w produkty węglowodanowe po posiłku rośnie stężenie glukozy we krwi (glukoza jest podstawowym źródłem energii, cukrem najłatwiej przyswajalnym przez człowieka). Stężenie to kontrolowane jest przez dwa hormony: insulinę – która obniża poziom glukozy oraz glukagon – pobudzający wzrost stężenia glukozy (działa antagonistycznie w stosunku do insuliny). W związku z tym, że to glukoza jest głównym źródłem „paliwa”, organizm przede wszystkim z niej będzie czerpał energię, natomiast tłuszcze zostają zmagazynowane (w postaci tkanki tłuszczowej). W diecie ketogenicznej sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Głównym jej założeniem jest ograniczenie wydzielania glukozy i insuliny, celem wywołania stanu metabolicznego nazywanego ketozą. To naturalny stan powstający na skutek wyczerpania zapasów glikogenu w wątrobie (glikogen – wielocukier,  stanowi główny zapasowy materiał energetyczny u człowieka), w którym następuje wzrost ciał ketonowych, powstałych w wyniku rozkładu tłuszczów. Organizm, aby zaspokoić potrzeby energetyczne w sytuacji braku węglowodanów, a tym samym glukozy, dostosowuje się do panującej sytuacji i zaczyna czerpać energię właśnie z ciał ketonowych. W skrócie: w diecie ketogenicznej organizm przestawia się i zaczyna produkcję energii z kwasów tłuszczowych, ograniczając tym samym odkładanie tkanki tłuszczowej.

 

Dwie strony medalu.

Dieta ta swą popularność zyskała głównie ze względu na zmniejszenie uczucia głodu oraz szybką utratę zbędnych kilogramów. Ograniczenie w diecie przez dłuższy czas produktów węglowodanowych skutecznie hamuje uczucie łaknienia. Jednak należy pamiętać, że początkowa utrata kilogramów związana jest w dużej mierze z odwodnieniem powstałym na skutek przetworzenia ciał ketonowych i utraty glikogenu. Jest jednak druga strona medalu. Dieta ta uboga jest w niektóre składniki odżywcze, niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, takie jak: błonnik pokarmowy, witaminy (głównie z grupy B), składniki mineralne (potas, wapń, magnez) oraz flawonoidy. Niedobór tych składników może skutkować pojawieniem się zaparć, nudności, złego samopoczucia czy przewlekłego zmęczenia. Jednocześnie w diecie dostarcza się duże ilości tłuszczu, w tym głównie pochodzenia zwierzęcego, jak również retinolu i żelaza. Długotrwałe stosowanie tej diety może np. zwiększać ryzyko wystąpienia miażdżycy. Ponadto wprowadzanie organizmu w stan ketozy bardzo przeciąża wątrobę i nerki co może prowadzić do wystąpienia patologii w obrębie tych organów.

 

Dieta ketogeniczna a schorzenia

Dostępne są badania naukowe, które wskazują, że stosowanie diety ketogenicznej jest zasadne w leczeniu m. in. padaczki (epilepsji) u dzieci, cukrzycy typu II czy też chorób neurodegeneracyjnych u dorosłych. Dokładny mechanizm działania diety w schorzeniach nie został jeszcze poznany, kwestia ta wymaga podjęcia dalszych badań. Włączenie diety w proces leczenia osób chorych jest możliwe tylko i wyłącznie na zlecenie i pod kontrolą lekarza!

 

Podsumowując, podejmując decyzję o zastosowaniu diety mającej na celu utratę wagi zawsze należy rozważyć plusy i minusy związane z jej stosowaniem. Trzeba mieć na uwadze, że dieta ketogeniczna jest dietą niedoborową w szereg różnych składników odżywczych, w związku z czym długotrwałe jej stosowanie może mieć negatywne konsekwencje dla naszego zdrowia. Zwłaszcza, gdy zdecydujemy się na stosowanie jej „na własną rękę”, bez nadzoru specjalisty. Popularność tej diety wynika głównie z osiągnięcia w dość krótkim czasie widocznych efektów. Pamiętajmy, że zdrowa, odpowiednio zbilansowana dieta również przyniesie oczekiwane efekty, na które co prawda będziemy musieli poczekać trochę dłużej, jednakże bez negatywnego wpływu na zdrowie. Podkreślić należy także, że określenie skuteczności i bezpieczeństwa diety ketogenicznej wymaga dalszych badań, ponieważ dotychczasowe rozbieżne dane nie pozwalają na postawienie jednoznacznej opinii.

Redakcja pacjentinfo.pl

Czy maski antysmogowe mogą przepuszczać szkodliwe pyły?

To FAKT. Wskazują na to wyniki badań masek filtrujących, przebadanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Maski mają nas chronić przed zanieczyszczonym powietrzem, jednak okazało się, że część masek przepuszcza szkodliwe pyły.

W mroźne, bezwietrzne dni, w wielu polskich miastach utrzymuje się smog. Wdychamy wtedy związki chemiczne (np. benzopiren) i pyły (PM10 i PM 2,5), które są szkodliwe dla naszego zdrowia. Mogą one m.in. wywoływać alergie, przyczyniać się do rozwoju chorób płuc, czy też nowotworów.

Pył PM 10 zawiera cząstki o średnicy 10 mikrometrów i może docierać do górnych dróg oddechowych i płuc. Cząsteczka pyłu PM 2,5 jest mniejsza niż jedna trzydziesta ludzkiego włosa. Takie drobinki przenikają przez ściany pęcherzyków płucnych do krwiobiegu, a stamtąd mogą z krwią dotrzeć do różnych części organizmu.

Coraz więcej osób kupuje maski antysmogowe, aby się chronić przed zanieczyszczonym powietrzem. By sprawdzić czy spełniają one swoją rolę, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w pilotażowym programie zlecił Inspekcji Handlowej, by je przebadała.

Inspekcja zbadała 10 modeli półmasek filtrujących, popularnie nazywanych maskami antysmogowymi. Kontrola odbyła się w trzecim kwartale 2017 r. w 9 województwach. Inspektorzy sprawdzili 12 losowo wybranych przedsiębiorców: głównie hurtownie i sklepy.

Wszystkie półmaski zostały zbadane w laboratorium Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego w Łodzi. W efekcie kontroli Inspekcja zakwestionowała pięć produktów.

Dwa modele półmasek miały negatywne wyniki badań na tzw. całkowity przeciek wewnętrzny, a jeden z nich – także zły wynik badania penetracji mgłą oleju parafinowego. W praktyce, oznacza to, że maski te nie miały odpowiednich właściwości ochronnych i przepuszczały obecne w powietrzu szkodliwe pyły.

Prezes UOKiK wszczął postępowanie administracyjne w sprawie jednej z tych dwóch półmasek, nie spełniających wymogów. W przypadku drugiej z nich, przedsiębiorca odwołał się do UOKiK od decyzji Inspekcji Handlowej, zakazującej sprzedaży zakwestionowanego wyrobu. Obie sprawy są w toku, a do czasu ich rozstrzygnięcia, firmy nie mogą sprzedawać tych półmasek.

Trzy inne półmaski inspektorzy zakwestionowali z powodu braków formalnych, np. w instrukcjach użytkowania. Inspekcja Handlowa skierowała do przedsiębiorców pisma o możliwości podjęcia dobrowolnych działań naprawczych. Sprawy są w toku.

Ze względu na coraz większy problem ze smogiem, UOKiK zamierza nadal monitorować rynek półmasek. Tym bardziej, że konsumenci samodzielnie nie są w stanie ocenić, czy maski antysmogowe spełniają wymagania określone w przepisach i dobrze ich chronią.

Jak wybierać maski „antysmogowe”?

Półmaski filtrujące są wykonane z materiału filtracyjnego i chronią nie tylko przed smogiem, ale także przed pyłami budowlanymi. Mogą więc ich używać nie tylko spacerowicze, ale też osoby remontujące dom czy robotnicy budowlani. Półmaski filtrujące, często nazywane też przeciwpyłowymi, powinny okrywać nos, usta oraz brodę, dodatkowo mogą mieć zawór wdechowy i/lub wydechowy.

Przy zakupie maski zwróć uwagę na:

  • Skróty, które widnieją na masce lub jej opakowaniu:

CE – oznacza, że producent przeprowadził procedurę oceny zgodności i deklaruje, że produkt spełnia wszystkie wymagania techniczno-prawne. Nie kupuj maski bez takiego oznakowania;

FFP1, FFP2, FFP3 – wskazuje klasę ochrony filtra: najsłabsza to 1, najwyższa – 3;

NR – półmaska jednorazowego użytku. Nie zakładaj jej ponownie i nie noś dłużej niż 8 godzin (przeznaczona jest do prac trwających przez jedną zmianę roboczą);

R – półmaska wielokrotnego użytku;

D – oznacza, że półmaska pozytywnie przeszła badanie na zatkanie pyłem dolomitowym. Wybierz produkt z tym znakiem, jeśli planujesz przez dłuższy czas pracować w zapylonym pomieszczeniu, np. podczas remontu domu.

  • Instrukcję dla użytkownika. Musi być po polsku i informować m.in. o sposobie zakładania, dopasowywania i użytkowania półmaski, a jeśli produkt jest wielokrotnego użytku – o sposobie konserwacji.
  • Rozmiar półmaski. Aby spełniła swoje zadanie, musi być idealnie dopasowana do kształtu twarzy i szczelnie do niej przylegać. Podany przez producenta rozmiar „S”, „M” czy „L” to tylko wskazówka. Jeśli masz taką możliwość, przymierz maskę. Upewnij się, czy taśmy lub gumki mocujące maskę na głowie nie są np. za długie i w efekcie półmaska nie zsuwa się lub nie odstaje.
  • Jak dbać o półmaskę? Jeśli ma filtr, sprawdzaj go co jakiś czas, konserwuj i wymieniaj zgodnie z zaleceniami producenta. Zwróć uwagę na powierzchnię materiału filtracyjnego – brudna półmaska może stracić swoje właściwości.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Testy genetyczne: kiedy i czy warto?

W Internecie znajdziemy niezliczone informacje o tym, co można zbadać i jak wiele danych ukrytych jest w cząsteczce DNA. Za kilka tysięcy złotych można wykonać tzw. analizę całego genomu albo eksomu. Innymi słowy: przeczytać cały swój DNA (w przypadku genomu) albo jego część – kodujące fragmenty genów (tzw. eksom). Uwaga! To nie to samo, co zrozumieć.

Bo choć o DNA i genach naukowcy wiedzą już bardzo dużo, to jednocześnie w miarę postępów badań naukowych i medycyny molekularnej coraz bardziej oczywiste staje się, jak wiele pozostało jeszcze do odkrycia.

Testy w kierunku chorób genetycznie uwarunkowanych są dziś jedną z wielu dostępnych usług na rynku medycznym. Jednak zanim damy się skusić na zakup takiej usługi, dobrze się zastanówmy. Najczęściej nawet nieinwazyjna procedura medyczna powinna być jednak zlecana przez lekarza.W przeciwnym razie niewykluczone, że w najlepszym wypadku wydamy niepotrzebnie pieniądze, w najgorszym – zafundujemy sobie kłopoty.

Identyczni, a jednak różni, czyli co jest zapisane w genach

Podstawowym elementem strukturalnym i funkcjonalnym naszego ciała są białka, których budowa opiera się na informacjach zawartych w genach. Wszyscy mamy te same geny, ale różnimy się ich wariantami. Różnice międzyosobnicze stanowią jedynie 0,1 proc. genomu, ale to właśnie ich obecność jest jedną z podstawowych przyczyn zindywidualizowania każdego organizmu.

Choroby uwarunkowane genetycznie

Należy pamiętać, że zmiany (mutacje) w sekwencji DNA powstają stale i mogą być zarówno dziedziczne (przekazywane potomstwu), jak i niedziedziczne – nabyte (tzw. somatyczne), które powstawać mogą na każdym etapie życia w każdej komórce organizmu. Obecność tych zmian może wywierać pozytywny, obojętny lub niekorzystny wpływ na funkcjonowanie organizmu. Spośród ponad 80 milionów znanych zmian, około 200 000 jest kojarzonych z występowaniem różnych chorób genetycznych lub z predyspozycją do ich rozwoju.

Choroby genetyczne mogą być wynikiem zmiany liczby lub struktury (aberracji) chromosomowych [1], mutacji pojedynczego genu (tzw. choroby jednogenowe), ale także być uwarunkowane mutacjami w wielu genach oraz wynikać z wzajemnego wpływ wielu genów i czynników środowiskowych (m.in. używek, narażenia na promieniowanie UV i inne szkodliwe czynniki fizyczne i chemiczne, przebytych infekcji, ale też nieprawidłowego żywienia i trybu życia).

Badania genetyczne

Badania genetyczne dla celów zdrowotnych wykonywane są od lat 80-tych XX wieku przede wszystkim w celu ustalenia diagnozy i określenia ryzyka powtórzenia się choroby w rodzinie. W ostatnich latach stają się jednak coraz bardziej popularne i zyskują coraz ważniejsze miejsce nie tylko w procesie diagnostycznym, ale także w terapii celowanej, prewencji, profilaktyce i ochronie zdrowia.

Badania te umożliwiają:

  • ocenę ryzyka wystąpienia/powtórzenia się choroby w rodzinie,
  • identyfikację osób wysokiego ryzyka rozwoju choroby,
  • diagnostykę przedobjawową (co umożliwia wdrożenie odpowiednich działań profilaktycznych lub leczniczych),
  • diagnostykę preimplantacyjną,
  • diagnostykę prenatalną,
  • personalizację terapii.

Coraz więcej wiadomo również o wpływie genów na ryzyko rozwoju tak chorób cywilizacyjnych takich jak cukrzyca, otyłość, czy nowotwory, a także o ich wpływie na działanie i skuteczność leków, czy na zdolność organizmu do metabolizowania poszczególnych substancji zawartych w naszej diecie. Geny wpływają (warunkują) też na nasz wygląd, a także w bardzo dużym stopniu na inteligencję, wytrzymałość fizyczną, czy zachowanie.

————————————————————————————————————–
Ważne!

Wpływ genów zarówno na rozwój chorób, jak i na poszczególne cechy organizmu jest bardzo zróżnicowany, a zależność nie jest prosta. Mutacje niektórych z nich powodują ujawnienie się danej choroby lub cechy niezależnie od wystąpienia innych czynników, podczas gdy inne choroby i cechy pojawiają się na skutek wystąpienia zarówno predyspozycji genetycznych, jak i – w różnym stopniu – czynników środowiskowych.

———————————————————————————————————————-

Informacja zapisana w DNA każdej komórki człowieka jest praktycznie niezmienna, co umożliwia przeprowadzenie większości testów genetycznych w każdym okresie życia, nawet w okresie prenatalnym czy kilkadziesiąt lat przed ujawnieniem się potencjalnej choroby. Oznacza to również, że badanie DNA wykonuje się przeważnie tylko raz w życiu, a ze względu na dziedziczny charakter zmian w DNA, zyskujemy wiedzę nie tylko o sobie, ale także o naszych krewnych.

Wachlarz dostępnych metod analizy genomu jest bardzo duży i, co warto wyraźnie podkreślić, w większości przypadków techniki uzupełniają się, a nie zastępują. Przy analizie nawet pojedynczego genu często konieczne jest użycie kilku różnych metod celem oceny zmian o różnej lokalizacji i wielkości. Zakres wykonanej analizy i użyta metoda są jednymi z podstawowych informacji, które muszą znaleźć się na wyniku badania molekularnego, po to, aby możliwe było zaplanowanie dalszej procedury diagnostycznej.

Przykładowo, badanie dużego genu BRCA1 najczęściej wykonuje się tylko częściowo analizując jedynie obecność kilku najczęstszych mutacji występujących w populacji polskiej. W przypadku gdy mutacja nie zostanie zidentyfikowana, należy wraz z lekarzem rozważyć kontynuację analizy celem identyfikacji mutacji występujących rzadko oraz badanie innych genów – w zależności od wskazań. Wybór odpowiedniego testu genetycznego dla każdego pacjenta powinien być ustalany indywidualnie przez lekarza genetyka klinicznego we współpracy z diagnostą laboratoryjnym – specjalistą w zakresie laboratoryjnej genetyki medycznej, przy uwzględnieniu wskazań klinicznych i ograniczeń metodologicznych.

——————————————————————————————————————————

W praktyce w Polsce można wykonać wszelkie analizy genetyczne bez konsultacji z genetykiem klinicznym, a często z naruszeniem praw jednostki.

—————————————————————————————————————–

Ograniczenia testów

Wykonując testy genetyczne warto mieć świadomość, że często wbrew zapewnieniom firm oferujących takie usługi, należy liczyć się z konkretnymi ograniczeniami.

Przede wszystkim możliwości techniczne analizy genomu wyprzedzają obecnie możliwości interpretacji uzyskanych wyników. Wynika to m.in. z faktu, iż nie wszystkie geny człowieka zostały już poznane (nawet liczba genów nie jest jeszcze ustalona – uważa się, że u człowieka występuje ich 20 000-30 000). Ponadto geny stanowią niewielką (tylko około 1,5%) część DNA, a pozostałe regiony genomu, choć znacznie gorzej poznane, również zawierają kluczowe informacje dla rozwoju i funkcjonowania organizmu.

I wreszcie, o czym nie wolno zapominać: geny to nie wszystko. Tryb życia, stres, dieta, aktywność fizyczna, środowisko – w ogromnym stopniu wpływają na stan zdrowia organizmu.

Zawsze z genetykiem w certyfikowanej placówce

Rola badań genetycznych w medycynie przyszłości będzie z pewnością coraz większa i nie do przecenienia.

Trzeba jednak z całą stanowczością podkreślić, że złożoność zagadnień genetycznych jest bardzo duża i dlatego, aby zyskać rzetelną wiedzę na temat stanu zdrowia, badania genetyczne należy wykonywać w certyfikowanych ośrodkach zatrudniających doświadczonych specjalistów z zakresu laboratoryjnej genetyki medycznej oraz lekarzy – genetyków klinicznych. Lista poradni genetycznych dostępna jest na stronie internetowej Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka.

Zgodnie z międzynarodowymi standardami dobrej opieki medycznej, wykonaniu badania genetycznego powinna zawsze towarzyszyć porada genetyczna, podczas której wykwalifikowany lekarz genetyk dokona właściwej interpretacji wyniku z uwzględnieniem:

  • objawów klinicznych,
  • wywiadu rodzinnego,
  • najnowszej wiedzy medycznej.

Warto mieć tego świadomość, szczególnie że na rynku usług genetycznych obecne są również firmy nieuczciwe, które bazując na braku wiedzy, pomimo braku kompetencji dla własnego zysku dopuszczają się nadinterpretacji, bądź proponują analizy wariantów genów, których znaczenie dla organizmu nie zostało jeszcze w pełni poznane i udowodnione.

Skutki takiego postępowania mogą być w perspektywie czasowej bardzo poważne dla osoby badanej i jej rodziny: stres, podjęte decyzje życiowe, a nawet rozwój choroby.

Dr n. med. Katarzyna Wertheim-Tysarowska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Zostań dawcą narządów – podaruj życie

Pierwszy udany przeszczep w Polsce został dokonany 26 stycznia 1966 r. przez lekarzy
z I Kliniki Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie. Dokonano wówczas przeszczepu nerki. Co roku w rocznicę tego wydarzenia obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Transplantacji. Od czasu pierwszego przeszczepu minęło już wiele lat, wydawać by się mogło, że temat ten jest już dostatecznie zgłębiony, a większość Polaków aprobuje tę dziedzinę medycyny. Jednak wciąż liczba oczekujących na przeszczep jest większa niż rzeczywista liczba dawców.

 

Transplantacja, czyli inaczej przeszczep narządów, to skuteczna, bezpieczna i niejednokrotnie jedyna metoda ratowania życia ludzi, u których występuje skrajna niewydolność narządów. Polega na przeszczepieniu: organu w całości lub w części, tkanki lub komórek z jednego ciała (dawcy) do innego (biorcy). W Polsce najczęściej organy pobierane są od osób zmarłych, jednak możliwe jest, aby dawcą niektórych organów została osoba żywa – tylko pod warunkiem, że wyrazi na to zgodę, a przeszczep nie spowoduje zagrożenia jej życia i zdrowia.

Obecnie przeszczepienie narządów jest powszechną metodą ratowania życia. Niestety zgodnie ze statystykami w Polsce wciąż liczba przeszczepów jest mniejsza niż w innych krajach Unii Europejskiej. Według danych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant w 2017 roku dokonano 1531 przeszczepów narządów od zmarłych dawców (1004 – nerka, 41 – nerka + trzustka, 349 – wątroba, 98 – serce, 39 – płuco). Polska zajmuje 17 miejsce (na 28 krajów UE ) pod względem liczby wykonanych przeszczepów od zmarłych dawców. Taki stan rzeczy może wskazywać, iż Polacy nie mają dostatecznej wiedzy na temat transplantacji, nadal mają obawy przed podjęciem decyzji o oddaniu narządów. Niewątpliwie decyzja ta nie jest łatwa, i nie można jej podjąć pochopnie.

 

Transplantacja a prawo.

Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami prawnymi dotyczącymi transplantacji funkcjonuje „zgoda domniemana”, w myśl której lekarze zawsze mogą pobrać narządy i tkanki do przeszczepu od zmarłego, jeśli za życia nie zgłosił on sprzeciwu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów (osobiście, listownie lub przez formularz dostępny na stronie internetowej Poltransplantu). Moc prawną ma także noszone przy sobie własnoręcznie podpisane oświadczenie sprzeciwu lub oświadczenie ustne, złożone w obecności dwóch świadków, pisemnie przez nich potwierdzone. Jednak w praktyce lekarz, który opiekował się osobą zmarłą zawsze pyta rodzinę o wolę zmarłego. Najczęściej jednak bliscy nie znają odpowiedzi na to pytanie, a w obliczu bólu i cierpienia nie zgadzają się na pobranie narządów. Pojawiają się u nich wątpliwości, czy na pewno zrobiono wszystko, aby uratować najbliższą im osobę, jak również nie chcą aby bezczeszczono ciało po śmierci. Obawy te, które wynikają z przeżywania w danej sytuacji silnych emocji są zrozumiałe. Jednak prawo transplantacyjne gwarantuje, że pobranie narządów może nastąpić tylko i wyłącznie od osoby, u której zostały podjęte wszelkie możliwe działania ratujące jej życie, a komisja lekarska składająca się z wielu specjalistów jednogłośnie, bez żadnych wątpliwości stwierdziła śmierć mózgu (śmierć mózgu – stan, w którym na skutek zatrzymania krążenia doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu, takiej osobie nie można już przywrócić życia). Nie pozostawia wątpliwości także, że proces pobierania narządów ze zwłok odbywa się z pełnym poszanowaniem osoby zmarłej, a jej ciało zostaje przygotowane do pochówku w taki sposób, że nawet pożegnanie ze zmarłym przy otwartej trumnie jest możliwe. Polskie prawo zdecydowanie stoi na straży godnego traktowania ciała ludzkiego, również po śmierci!

 

Świadoma zgoda

To czy zechcemy zostać dawcami narządów jest naszą indywidualną decyzją. Decyzją trudną, o której warto porozmawiać z najbliższymi. Według badań prowadzonych przez Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) na temat postaw wobec transplantacji narządów zaledwie 25% badanych podzieliło się opinią na temat przekazania swoich narządów po śmierci z rodziną. Rozmowa z bliskimi jest kluczowa, ponieważ nadal duży odsetek odstąpień od pobrania narządów wynika z tzw. braku autoryzacji, na który składa się przede wszystkim sprzeciw bliskich zmarłego. Odmowa na pobranie narządów bardzo często wynika z tego, że rodzina nie znając woli zmarłego, ma obiekcje przed podejmowaniem decyzji w czyimś imieniu. Aby nie zostawiać bliskich z trudną decyzją na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia, warto porozmawiać i przedstawić im swoje stanowisko w tej sprawie. Wątpliwości zostaną rozwiane także w sytuacji, gdy będziemy nosić przy sobie wypełnione oświadczenie woli wyrażające zgodę na pobranie po śmierci komórek, tkanek i narządów do przeszczepu (oświadczenie dostępne jest np. na stronie internetowej Poltransplant).

Dawcą, jak już zostało wspomniane, może zostać także osoba żywa. Prawo zastrzega jednak, że w takiej sytuacji można być dawcą „na rzecz krewnego w linii prostej, rodzeństwa, osoby przysposobionej lub małżonka oraz, (), na rzecz innej osoby, jeżeli uzasadniają to szczególne względy osobiste”. Od żywego dawcy mogą zostać pobrane np. nerka, segment wątroby czy szpik kostny. W przypadku przeszczepu szpiku lub innych komórek lub tkanek regenerujących się można zostać dawcą również na rzecz innej niż wymienione wyżej osoby. Dawca przed pobraniem narządów musi przejść niezbędne badania, które pozwolą ustalić czy zabieg nie będzie stanowił zagrożenia dla jego stanu zdrowia.

Warto rozważyć możliwość oddania „części siebie” i zostania dawcą już za życia. Jedną z możliwości jest oddanie komórek macierzystych szpiku. W 80% przypadków pobranie komórek macierzystych nie wymaga nawet hospitalizacji – pobierane są one z krwi obwodowej. Szpik może być także pobierany z talerza kości biodrowej (nie z rdzenia kręgowego!). Zabieg przeprowadzany jest wówczas w znieczuleniu ogólnym za pomocą specjalnej igły. Pobranie szpiku nie jest zatem bolesną procedurą, a może uratować komuś życie. Chęć podzielenia się swoimi komórkami macierzystymi można zgłosić np. za pośrednictwem strony internetowej Fundacji DKMS: Pokonajmy Nowotwory Krwi www.dkms.pl/pl/zostan-dawca.Wystarczy zamówić pakiet rejestracyjny do domu, pobrać wymaz i wraz z wypełnionym formularzem odesłać. Po wykonaniu tych czynności otrzymujemy kartę Potencjalnego Dawcy Szpiku, po której pozostaje już tylko czekać na telefon z informacja, że nasz bliźniak genetyczny potrzebuje naszej pomocy. Dopasowanie dawcy i biorcy jest jednak bardzo trudne, dlatego tak ważne jest, aby zgromadzić dużą liczbę potencjalnych dawców.

 

Miejmy świadomość, że oddając swoje narządy, tkanki bądź komórki podarujemy komuś najpiękniejszy dar – dar życia. To czy po śmierci chcemy pomóc zwykle obcym osobom i uszczęśliwić wiele rodzin zależy tylko od nas. Zastanówmy się, czy warto zabierać do grobu „coś” co nam już nie posłuży, a może uratować ludzkie życie? Pamiętajmy, że jeden dawca może ocalić życie czterem osobom, a kolejnym czterem wydłużyć!

Redakcja pacjentinfo.pl

Fakty i mity o kaloriach

Od 45 do 75 proc. – tyle pobranej energii organizm „spala” na trawienie, oddychanie, pracę serca i utrzymanie prawidłowej temperatury. Ile kalorii potrzebuje każdy z nas, by prawidłowo funkcjonować? Dla kogo będzie dobra dieta niskokaloryczna i jak ją zaplanować?

Węglowodany powinny dostarczać dziennie do 55 proc. kalorii, ale nie mniej niż 45 proc.,  tłuszcze – 30 proc., zaś białka – 10 do 15 proc. To ogólne zalecenia dla przeciętnej osoby dorosłej w dobrym stanie zdrowia.

Ile kalorii potrzeba dziennie?

Każdy potrzebuje innej ilości. Podstawowa przemiana materii u zdrowych i prawidłowo odżywiających się osób stanowi 45 do 75 proc. całkowitego wydatku energetycznego (a zatem tyle pobranej energii „spala” organizm na trawienie, oddychanie, pracę serca, utrzymanie prawidłowej temperatury itd.). Reszta spalania przypada na codzienną aktywność: pracę, ruch itd. Jeśli dostarczone kalorie nie zostaną wykorzystane, są magazynowane w organizmie. Innymi słowy: taka osoba zaczyna przybierać na wadze.

Jakie są normy zapotrzebowania na kalorie?

Zapotrzebowanie na energię zależy od wieku, płci, stylu życia, wykonywanej pracy, ilości ruchu, stanu fizjologicznego, stanu zdrowia, wymiarów (masy i wysokości), proporcji pomiędzy tłuszczową i beztłuszczową masą ciała.

Aby znaleźć pewien punkt odniesienia, przyjęto, że przeciętny dorosły mężczyzna potrzebuje dostarczyć z pożywienia dziennie ok. 2,5 tys. kalorii dziennie, a dorosła kobieta – ok. 2000 kalorii na dobę. Jednak w celu uzyskania precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, ile konkretna osoba potrzebuje dziennie kalorii, należy udać się do lekarza lub dietetyka w celu uwzględnienia w obliczeniach czynników podanych powyżej.

Co oznacza dieta niskokaloryczna?

Nazywana inaczej „niskoenergetyczną”, dieta ta ma na celu zmniejszenie masy ciała. Stosowana jest jednak nie tylko u osób z nadwagą i otyłością, ale także w okresie rekonwalescencji po przebyciu niektórych chorób (np.: anoreksji), kiedy stopniowo trzeba dojść do stosowania diety normalnej. W diecie niskokalorycznej najistotniejsze jest:

  • Zmniejszenie zawartości tłuszczu, zarówno tego stosowanego bezpośrednio (np.: do smarowania pieczywa, do gotowania), jak i zawartego w produktach (np.: w wędlinach, serach itp.);
  • Zmniejszenie zawartości węglowodanów, zwłaszcza cukrów prostych i sacharozy;
  • Pomimo ograniczeń, zadbanie o prawidłowe zbilansowanie takiej diety, tzn. zapewnienie, że dostarczy się organizmowi odpowiedniej ilości białka, witamin i składników mineralnych;
  • Zapewnienie odpowiedniej ilości płynów, zwłaszcza niesłodzonej wody.
  • Najczęściej stosowane diety niskokaloryczne dostarczają od 1000 do 1500 kalorii na dobę.

Jak najlepiej spalać kalorie?

Kluczowy jest ruch, dostosowany do potrzeb oraz stanu zdrowia i stanu fizjologicznego człowieka.

Czy za tycie odpowiada zawsze zbyt duża ilość kalorii w diecie?

Nie. Po pierwsze, tyje się wtedy, kiedy nie spalamy kalorii dostarczanych w diecie. Po drugie, czasem skłonność do przybywania na wadze wynika z niektórych stanów chorobowych lub fizjologicznych. Generalnie jednak osoba, która je kalorycznie i ma mało ruchu, narażona jest na nadwagę i otyłość.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Sól: nie więcej niż płaska łyżeczka dziennie

Spożycie soli w Polsce przekracza nawet trzykrotnie gwarantujące zdrowie wartości. Potrzebujemy pierwiastków zawartych w soli, czyli sodu i chloru, ale jej nadmiar w diecie powoduje m.in.: wzrost ciśnienia krwi. To zaś prowadzi do poważnych konsekwencji zdrowotnych.

Dzienna zalecana dawka sodu dla dorosłego zdrowego człowieka to ok. 2000 mg na dobę. Tyle znajduje się mniej więcej w płaskiej łyżeczce soli (ok. 5-6 g). Według naukowców z Instytutu Żywności i Żywienia przeciętna dieta Polaka zawiera dziennie nawet dwa – trzy razy więcej.

Uwaga na sól ukrytą w różnych produktach!

Nawet ponad połowa soli w diecie Polaków może pochodzić nie bezpośrednio z solniczki, a z produktów przetworzonych. Sól dodawana jest do wielu produktów przetworzonych. To składnik m.in.:

  • wędlin;
  • serów,
  • pieczywa;
  • słodyczy;
  • mieszanek przypraw;
  • sosów i zup typu instant.

Ile sodu jest w warzywach, sokach, serach?

Sprawdź zawartość sodu w poszczególnych grupach produktów, pamiętając, że zalecana dobowa ilość to 2000 mg.

Produkty o zawartości sodu od 0 do 100 mg w 100 g:

warzywa świeże nieprzetworzone, owoce świeże nieprzetworzone, soki: porzeczkowy, grejpfrutowy, jabłkowy, pomarańczowy, marchwiowy, mleko, jogurty, kefiry, maślanki, sery twarogowe, desery twarogowe, serki homogenizowane, mąki, makarony, kasze, oleje, ryby świeże, mięso świeże nieprzetworzone, orzechy (wszystkie niesolone), nasiona (słonecznik, sezam), koncentrat pomidorowy.

Produkty o zawartości sodu od 100 do 500 mg w 100 g:

mleko w proszku, serki twarogowe ziarniste, serki typu Fromage, jaja, batony czekoladowe, wyroby cukiernicze, pieczywo, musli, sok wielowarzywny, konserwy warzywne, kapusta kwaszona, majonez.

Produkty o zawartości sodu od 500 do 1000 mg w 100 g:

niektóre gatunki pieczywa (np.: bagietki), sery podpuszczkowe dojrzewające, serki topione, ogórki kwaszone, niektóre przetwory mięsne (np. polędwica sopocka, pasztety, kiełbasy, baleron, parówki), drobiowe, konserwy rybne, płatki zbożowe, musztarda, ketchup, chipsy.

Produkty o zawartości sodu powyżej 1000 mg w 100 g:

ser typu feta, niektóre przetwory mięsne (np. kiełbasy suche, kiełbasy podsuszane, kabanosy, salami, szynka, mielonka konserwowa, ryby wędzone, płatki kukurydziane, oliwki zielone konserwowane, śledź, przyprawa „jarzynka”.

—————————————————————————————–Wskazówki, jak ograniczyć ilość soli w diecie:

1. Do potraw dodawać więcej ziół zamiast soli;
2. Czytać etykiety – producenci mają obowiązek podawać zawartość soli w produkcie.
3. Nie używać mieszanek przypraw, które zawierają tzw. wzmacniacze smaku: najczęściej zawierają sól.
4. Unikać kupowania produktów, które są wysoko przetworzone. Rzadko jeść produkty wędzone i w puszkach (np.: fasola z puszki ma prawie 300 razy więcej sodu niż fasola gotowana w wodzie bez soli).

———————————————————————————————————–

Co zyskujesz, używając zdrowych ilości soli?

  • prawidłowe ciśnienie krwi;
  • prawidłową pracę serca;
  • zmniejszenie ryzyka rozwoju chorób układu krążenia;
  • zmniejszenie ryzyka udaru;
  • zmniejszenie ryzyka zawału;
  • zmniejszenie ryzyka rozwoju niektórych nowotworów;
  • brak obrzęków powstających wskutek nadmiaru soli w diecie.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Żródło grafiki: www.pixabay.com

 

Czy telefony komórkowe szkodzą?

Badania dotyczące wpływu pól elektromagnetycznych, emitowanych przez telefony komórkowe na ciało człowieka, nie doprowadziły do wskazania wyraźnie szkodliwych oddziaływań. Należy jednak zachować szczególną ostrożność w przypadku dzieci.

Bez wątpienia, telefony komórkowe i internet zmieniły nasz świat na lepsze, ułatwiły nam życie i pracę. Ale poza korzyściami jakie nam dają, pojawią się także obawy dotyczące ich wpływu na zdrowie. Czy słusznie?

Badania oddziaływania pól elektromagnetycznych emitowanych przez telefony komórkowe czy stacje bazowe na ciało człowieka nie doprowadziły do wskazania wyraźnie szkodliwych oddziaływań fal radiowych – informuje dr hab. inż. Sławomir Hausman z Politechniki Łódzkiej.

Zaznacza jednocześnie, że chodzi o oddziaływania przy takich poziomach pól, które są zgodne z obowiązującymi normami prawnymi.

– W Polsce te dopuszczalne poziomy pól elektromagnetycznych są wielokrotnie niższe niż w większości innych krajów, także europejskich – dodaje Sławomir Hausman.

Ekspert podkreśla, że badania w tym obszarze prowadzone są już od kilkudziesięciu lat i choć do tej pory nie wykazały szkodliwości tego rodzaju promieniowania, to jednak muszą być prowadzone nadal.

– Z całą pewnością, wszystkie mechanizmy tych oddziaływań nie zostały jeszcze poznane – mówi dr Sławomir Hausman.

Tkanki wystawione na promieniowanie mogą się nagrzewać

Ekspert przyznaje, że badanie oddziaływania fal radiowych na ciało człowieka, zwłaszcza przy takich poziomach mocy, takich poziomach pól z jakimi mamy do czynienia w telefonii komórkowej, jest bardzo trudne. Chociażby dlatego, że niezwykle trudno dzisiaj znaleźć grupę porównawczą, ponieważ prawie wszyscy korzystają albo z telefonów komórkowych, albo znajdują się w oddziaływaniu pól podchodzących od stacji bazowych.

Jego zdaniem, jedynym do końca dobrze zbadanym oddziaływaniem pola elektromagnetycznego, jest oddziaływanie termiczne.

– Tkanki naszego ciała wystawione na promieniowanie fal radiowych mogą się nagrzewać. Jako użytkownicy telefonów komórkowych, właściwie nie jesteśmy w stanie tego zaobserwować. Natomiast obiektywne badania pokazują, że temperatura ciała w pobliżu telefonu komórkowego po dłuższym używaniu, może się podnieść np. o 0,1 stopnia Celsjusza, czyli w takim stopniu, w którym właściwie nie oddziałuje na nasze zdrowie – podkreślił dr Sławomir Hausman.

Ponieważ telefony komórkowe zwykle trzymamy blisko głowy, u wielu ich użytkowników pojawiają się obawy, że być może zwiększa się przez to prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworów mózgu. Czy w związku z intensywnym użytkowaniem telefonów komórkowych rzeczywiście pojawia się takie ryzyko?

Warto telefon oddalić o 2-3 cm

Badania w tym kierunku przeprowadziła m.in. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem WHO.

– Okazało się, że nie ma bezpośredniego związku dającego się wykazać, między użytkowaniem telefonów komórkowych, a glejakiem – mówi ekspert.

Mimo wszystko, radzi on, aby korzystając z telefonów komórkowych zachować umiar i kierować się zasadą ostrożności, a więc nie rozmawiać przez telefony komórkowe więcej niż trzeba i nie trzymać aparatu bliżej ciała, niż to jest konieczne.

– Nawet oddalenie o 2-3 cm znacząco obniża natężenie pola, natomiast jeżeli zastosujemy funkcję głośnomówiącą i telefon oddalimy o kilkanaście czy kilkadziesiąt centymetrów od ciała, to już znacząco obniży moc promieniowania pochłanianego przez ciało – przekonuje dr Hausman.

Komórki dla dzieci pod specjalnym nadzorem

Ekspert przyznaje, że słuszne obawy mogą dotyczyć oddziaływania telefonów komórkowych na dzieci.

– Ciało dziecka jest inaczej zbudowane. Tkanka kostna jest bardziej uwodniona, a tkanki kostne czaszki dziecka są cieńsze. W związku z tym zalecałbym w przypadku dzieci przede wszystkim niedopuszczenie do tak długotrwałego użytkowania telefonów komórkowych, jak w przypadku dorosłych. Proponowałbym też uczyć dzieci, aby trzymały telefon komórkowy w pewnej odległości od swojego ciała, korzystając głównie z funkcji głośnomówiącej – radzi dr Hausman.

Kamil Szubański (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Nie piętnujmy osób z zaburzeniami psychicznymi

Nie utożsamiajmy zbrodni z zaburzeniami psychicznymi – apelują psychiatrzy, wskazując, że to krzywdząca droga na skróty. …

Endometrioza to brak szansy na dziecko?

To MIT. Endometrioza nie oznacza automatycznie bezpłodności.  Prawdą jest, że kobietom z tym rozpoznaniem trudniej zajść …

Zmiany w kalendarzu szczepień obowiązkowych

W tym roku dzieci będą szczepione zgodnie ze zmienionym kalendarzem szczepień. Dowiedz się, jakie wprowadzono modyfikacje …