Kategoria: ZDROWIE

Badanie rezonansem magnetycznym – Czym różni się 1,5 Teslowy od 3 Teslowego.

Jedną z najnowocześniejszych technik diagnostyki obrazowej jest rezonans magnetyczny, będący bardzo dokładnym badaniem, przedstawiającym przekrój narządów wewnętrznych. Liczba urządzeń, a także liczba pacjentów, u których zleca się wykonanie rezonansu magnetycznego stale rośnie. Jak przebiega badanie i kiedy powinno zostać wykonane oraz przy użyciu jakiego sprzętu? Na te i inne pytania pacjenci najczęściej poszukują odpowiedzi.

Czym jest rezonans magnetyczny?

Rezonans magnetyczny, w skrócie MRI (ang. magnetic resonance imaging) to nieinwazyjna i bezbolesna metoda, która pozwala uwidocznić wszystkie wewnętrzne struktury anatomiczne ciała człowieka w dowolnej płaszczyźnie. Rezonans magnetyczny wykorzystuje właściwości magnetyczne cząsteczek wody, znajdującej się w organizmie człowieka. Wytworzone przez urządzenie MRI pole magnetyczne pobudza protony wodoru znajdujące się w organizmie, które ulegają pewnemu uporządkowaniu i oddają energię poprzez emitowanie fal. Wysłane przez protony fale są odbierane przez czujnik aparatu, który następnie przetwarza je w obraz widoczny na monitorze. Technologia pozwala także na stworzenie trójwymiarowych obrazów badanych narządów. W badaniu nie jest wykorzystywane promieniowanie rentgenowskie, dzięki czemu nie jest ono inwazyjne. Wykorzystywane podczas MRI pole magnetyczne oraz fale radiowe są w pełni bezpieczne dla człowieka.

Wskazania do wykonania rezonansu magnetycznego.

Badanie to pozwala ocenić wszystkie narządy wewnętrzne oraz tkanki, a zastosowanie kontrastu pozwala ocenić nawet ich funkcję. Za pomocą rezonansu można wykryć nieprawidłowości, np. obecność guzków nowotworowych, nieprawidłowości anatomiczne czy  występowanie stanów zapalnych. Rezonans magnetyczny znajduje zastosowanie zwłaszcza w diagnostyce chorób ośrodkowego układu nerwowego (w zaburzeniach neurologicznych, nowotworach mózgu, chorobie Alzheimera, stwardnieniu rozsianym i innych). Wykonanie MRI zasadne jest także w urazach głowy, chorobach genetycznych, chorobach kręgosłupa, chorobach serca.  Wskazania do badania są bardzo liczne i obejmują wiele różnych chorób. Ze względu na specyfikę MRI, zastosowania tej metody jest ograniczone jedynie w diagnostyce chorób płuc. Miąższ płuc zawiera bowiem znikome ilości wody, a więc i wodoru, dlatego metoda ta nie może być z powodzeniem wykorzystywana we wszystkich przypadkach.

 Przeciwwskazania do wykonania MRI.

Rezonans magnetyczny uznawany jest za bezpieczną metodę obrazowania wykorzystywaną w medycynie. Istnieją jednak przypadki, w których badanie może wiązać się z niebezpieczeństwem dla chorego. Ze względu na działanie silnego pola magnetycznego, badanie nie powinno być wykonywane u osób, w ciele których znajdują się metalowe przedmioty.

Badanie nie może zostać wykonane m. in. u osób, które mają:

  • rozrusznik serca,
  • neurostymulanty,
  • implant ślimakowy,
  • klipsy metalowe na naczyniach mózgowych (m. in. po operacji tętniaków),
  • odłamki metaliczne w okolicy gałki ocznej,
  • elektrody dosercowe,
  • stymulatory wzrostu kości,
  • pompy infuzyjne.

Względnym przeciwwskazaniem do wykonania MRI jest:

  • niemożność pozostawania w bezruchu – ruchy mimowolne, choroba Parkinsona,
  • nasilona klaustrofobia,
  • pierwszy trymestr ciąży.

Każdorazowo o dopuszczeniu lub wykluczeniu z badania decyduje nadzorujący je lekarz radiolog.

Przygotowanie i przebieg badania.

Przygotowanie do badania różni się w zależności od rodzaju badania i badanej okolicy. W niektórych przypadkach wymagane jest pozostanie na czczo (szczegóły powinny zostać podane przy rejestracji na badanie). W dniu badania można przyjmować leki jak zwykle, popijając niewielką ilością wody. Obszar badania powinien być czysty, pozbawiony kosmetyków, których skład może zniekształcić pole magnetyczne, a  tym samym zaburzyć wynik badania (dotyczy to przede wszystkim makijażu i lakieru do włosów – w przypadku badania głowy).

Przed badaniem należy pozostawić w szatni wszystkie metalowe przedmioty, biżuterię, karty magnetyczne, telefon, klucze.

Badanie zwykle trwa od 15 – 60 minut. Pacjent umieszczany jest w wąskim, oświetlonym tunelu z klimatyzacją, w którym powinien leżeć na plecach bez ruchu. Badany pozostaje cały czas w kontakcie słownym z personelem, który może wydawać mu polecenia. Jeśli podczas badania konieczne jest podanie środka kontrastującego, pielęgniarka zakłada choremu wkłucie dożylne (wenflon), przed rozpoczęciem badania. Tą drogą kontrast zostaje podany w ostatniej fazie badania.

Aparat 1.5 Teslowy a 3 Teslowy. Który lepszy?

Rezonans magnetyczny wykonywany jest aparatami o różnym nasileniu pola magnetycznego. Zwykle wykorzystuje się pole magnetyczne od 0,2 do 3,0. Obecnie standardem i podstawą diagnostyki są obrazy otrzymane z aparatu 1,5 Teslowego. Aparaty 3 Teslowe, które nie są jeszcze powszechnie wykorzystywane, pozwalają na uzyskanie obrazów o wyższej rozdzielczości i dokładności, niż ma to miejsce w przypadku aparatów 1,5 T. Wynika to z możliwości urządzenia 3 T do niwelowania ruchu, który może zaburzyć obraz. Ponadto badanie wykonywane aparatem 3 T trwa znacznie krócej niż wykonywane standardowym urządzeniem. Dla przykładu, dotychczasowy czas badania wynoszący 30 – 60 minut, przy użyciu 3 T aparatu trwa 15 – 30 min, a wiec dwa razy krócej! Jest to ważne zwłaszcza dla osób w podeszłym wieku oraz dzieci. Nie oznacza to jednak, że aparat 3 T jest bezwzględnie lepszy. Obrazy uzyskane z aparatów 1,5 T są bowiem wystarczające i z sukcesem wykorzystywane w diagnostyce medycznej. W niektórych przypadkach może jednak wystąpić wskazanie do wykonania badania MRI aparatem 3 T, którego, dostępność jest mniejsza, a koszt badania zdecydowanie wyższy.

Rezonans magnetyczny bardzo często jest badaniem wykonywanym u pacjentów celem ostatecznego potwierdzenia lub wykluczenia zmian. To nowoczesne i bardzo dokładne badanie wykorzystywane w diagnostyce wielu chorób. W praktyce klinicznej wykorzystywane są aparaty MRI o różnym natężeniu pola magnetycznego, jednak podstawę diagnostyki stanowią aparaty 1,5 Teslowe.

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Suplementy odchudzające… nie odchudzają

Choć na rynku dostępna jest ogromna liczba preparatów odchudzających, korzystanie z nich na własną rękę raczej nie pomoże w zrzuceniu zbędnych kilogramów. Na jakiej zasadzie działają suplementy diety reklamowane jako środki na odchudzanie?

Suplementy są zaliczane do kategorii żywności, a nie leków. To istotne rozróżnienie, bo lek ma leczyć, a suplement diety jest dodatkiem do niej. Te, które reklamowane są jako preparaty odchudzające, najczęściej zawierają chrom, błonnik, multiwitaminy, karnitynę, chitosan lub kwas linolowy (CLA), magnez. Lista składników jest tu jednak niewyczerpana.

Niezależnie od tego dotychczasowe badania nie potwierdzają ich mocy jako środki odchudzające. Oto przykłady:

  • Szef Instytutu Żywienia i Psychologii na Uniwersytecie Medycznym w Getyndze dr Thomas Ellrott wraz ze swym zespołem sprawdził dziewięć popularnych suplementów diety. Badano te, które zawierały L-karnitynę, poliglukozaminę, proszek z kapusty i z nasion guarany, wyciąg z fasoli, wyciąg z dziwidła (Garcinia Cambodia), alginian sodu oraz tabletki z błonnikiem i wybrane ekstrakty roślinne. Uczestnicy dostawali albo któryś z nich, albo placebo (substancję nieaktywną).

Rezultat: „Nie stwierdziliśmy żadnej statystycznie istotnej różnicy w ubytku wagi w przypadku żadnego z tych produktów w porównaniu do placebo” – zapewnia dr Ellrott.

  • Dr Igho Onakpoya z Peninsula Medical School na Uniwersytecie w Exeter i Plymouth w Wielkiej Brytanii przeprowadził metaanalizę wszystkich badań klinicznych suplementów diety na odchudzanie. Objęto nimi dziewięć popularnych preparatów zwierających pikolinian chromu, wyciąg z przęśli (efedra), gorzkiej pomarańczy, kwasu linolowego (CLA), wapna, guarany, glukomannanu, chitosanu i zielonej herbaty.

Rezultat: „Nie ma żadnych dowodów na to, że którykolwiek z tych suplementów diety jest właściwym sposobem leczenia obniżającym wagę” – zapewnia Onakpoya.

Jak się odchudzać

Są metody odchudzania o udowodnionej skuteczności, m.in.:

  • operacja bariatryczna;
  • odpowiednio skomponowana dieta połączona z indywidualnie dobraną aktywnością fizyczną.

Czy zatem tabletki nie pomogą? Na polskim rynku dostępny jest tylko jeden lek (a nie suplement diety), dostępny wyłącznie na receptę lekarza. Jego udowodnione w wieloetapowych badaniach działanie polega na tym, że ogranicza wchłanianie tłuszczów w przewodzie pokarmowym.

Czy suplementy diety należy więc wyrzucić do kosza? Zdaniem dr Magdaleny Białkowskiej z Instytutu Żywności i Żywienia suplementy diety, jeśli mają jakieś uzasadnienie w odchudzaniu, muszą być dobierane indywidualnie przez osoby profesjonalnie zajmujące się terapią otyłości i nadwagi. Niektóre są przydatne jedynie jako uzupełnienie diet odchudzających, które mogą pozbawić organizm cennych składników pokarmowych.

Do takich należą preparaty zawierające błonnik, gdyż dobrze wspomaga on odchudzanie: daje uczucie sytości i obniża we krwi glukozę, cholesterol i trójglicerydy, a jednocześnie zwiększa wrażliwość organizmu na działanie insuliny. Potrzebna jest jednak rozwaga w jego stosowaniu, bo jego nadmiar może powodować problemy zdrowotne.

Żadne suplementy i preparaty odchudzające nie zastąpią jednak racjonalnej diety i aktywności fizycznej.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Co warto wiedzieć o dźwiękach i hałasie?

110-120 decybeli – to maksymalna granica słyszalności dla ludzkiego ucha. Koncert muzyki rockowej generuje hałas rzędu 100-105 decybeli, warkot samochodu ciężarowego – 85 dB, a dźwięki ze słuchawek nawet od małych odtwarzaczy i smartfonów mogą – według badań Komisji Europejskiej – atakować uszy hałasem rzędu 88-113 decybeli.

Polskie Stowarzyszenie Protetyków Słuchu podkreśla, że nikt nie powinien być narażony na hałas rzędu 110 decybeli dłużej niż 1 minutę i 29 sekund dziennie. Przekroczenie tego poziomu hałasu powoduje osiągnięcie tzw. progu bólu, wskutek czego następuje uszkodzenie słuchu. Przekroczenie maksymalnej granicy słyszalności o 30 decybeli uszkadza słuch bezpowrotnie.

Prof. Henryk Skarżyński, wybitny otochirurg i specjalista z otorynolaryngologii, audiologii i foniatrii podkreśla, że do uszkodzenia słuchu może doprowadzić dźwięk o niższym natężeniu – 85 dB, taki jak na przykład warkot samochodu ciężarowego. Gdy taki „smog akustyczny” działa na człowieka przez 8 godzin dziennie, na przestrzeni lat doprowadza do uszkodzenia komórek słuchowych.

– Przy poziomie 100 dB wystarczy zaledwie 15 minut, żeby stworzyć zagrożenie nieodwracalnego uszkodzenia słuchu. Za próg szkodliwości uznaje się 65 dB, czyli natężenie dźwięków, jakie generuje zwykły hałas uliczny – mówi profesor.

Warto pożegnać się ze słuchawkami

Na wiele źródeł hałasu nie mamy dużego wpływu. Ale możemy:

  • Pożegnać się ze słuchawkami, albo rzadko ich używać. Zamiast nich wybrać zaś słuchanie muzyki w wolnym polu, czyli z głośników. Słuchanie przez słuchawki powoduje dodatkowe, znaczne wzmocnienie dźwięku, który dociera bezpośrednio do błony bębenkowej.
  • Po głośnym koncercie czy wizycie pozwolić naszym uszom odpocząć – czyli zapewnić im ciszę.
  • Nie przebywać w bezpośredniej bliskości urządzeń emitujących hałas.
  • Słuchając muzyki czy filmu jednocześnie być w stanie usłyszeć otoczenie. Innymi słowy: chodzi o słuchanie, a nie zagłuszanie się.
  • Ubytek słuchu wywołany zbyt głośnym słuchaniem muzyki – to wada, która powstaje na własne życzenie. Ryzyko jest szczególnie wysokie dla osób słuchających głośnej muzyki często, długo i przez słuchawki.

Warto wiedzieć

Brytyjska organizacja „Action on Hearing Loss” przeprowadziła ankietę wśród tysiąca osób. Okazało się, że po nocy spędzonej w głośnym miejscu, np. na koncercie czy w klubie, dwie osoby na trzy skarżą się na szum w uszach.

Niedosłuch ma co piąty uczeń podstawówki

Im dłużej słuchamy głośnych dźwięków, tym bardziej naprężamy mięśnie w uchu wewnętrznym. To zaś prowadzi do ubytku słuchu.

Już półtorej godziny dziennie słuchania głośnej muzyki może uszkodzić słuch. Autor badań, które to wykazały, audiolog ze Szpitala Dziecięcego w Bostonie, Brian Fligor twierdzi jednak, że jeśli ktoś korzysta ze słuchawek sporadycznie, nic mu nie grozi.

Nie ma zgody wśród ekspertów co do oceny, które słuchawki bardziej szkodzą: te wkładane bezpośrednio do uszu czy nauszne. Fligor, opierając się na wynikach innych amerykańskich badań, twierdzi, że nie ma różnicy. Innego zdania jest np. protetyk słuchu, Katarzyna Ostrowska, według której małe słuchawki wewnątrzuszne emitują fale dźwiękowe bezpośrednio na błonę ucha, co bardziej szkodzi aparatowi słuchania.

37 proc. Polaków ma niedosłuch – wynika z Narodowego Testu Słuchu, w którym udział wzięło blisko 9 tys. osób z 55 miejscowości. W grupie 40-latków problem dotyka co czwartego badanego. Co piąty uczeń pierwszych klas szkoły podstawowej ma niedosłuch.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

 

Kiedy NIE karmić piersią

Mleko matki jest bez wątpliwości najzdrowszym pokarmem noworodka i niemowlęcia. Są sytuacje, kiedy jednak karmić nie można.

Jest to warunkowane stanem zdrowia matki oraz dziecka.

Niektóre choroby matki wykluczające lub ograniczające możliwość karmienia piersią:

  • Uzależnienie od narkotyków,
  • Zakażenie wirusem HIV,
  • Przyjmowanie niewskazanych dla dziecka leków w chorobach przewlekłych,
  • Nieleczona gruźlica,
  • Ciężka choroba psychiczna,
  • Choroba nowotworowa w fazie leczenia cytostatykami – warto konsultować się w tym przypadku z lekarzem, ponieważ w niektórych sytuacjach możliwe jest karmienie pomiędzy kursami chemioterapii,
  • Cytomegalia, ale wtedy, gdy dziecko jest wcześniakiem. Natomiast jeśli dziecko pochodzi z ciąży donoszonej, nie ma przeciwskazań do karmienia piersią,
  • Zmiany skórne o charakterze zakaźnym na obu brodawkach sutkowych do czasu ich wyleczenia (jeśli choroba dotyczy jednej brodawki, należy karmić jedną, niezakażoną piersią, jeśli obie – mleko ściągać i wylewać, ale wrócić do karmienia po wyleczeniu stanu zakaźnego).

Niektóre choroby dziecka wykluczające lub ograniczające karmienie go piersią:

  • Galaktozemia. Niemowlęta, które chorują na tę chorobę, powinny być karmione pokarmem niezawierającym galaktozy;
  • Wrodzona nietolerancja laktozy u dziecka (bardzo rzadkie schorzenie),
  • Fenyloketonuria – zaleca się karmienie piersią do momentu uzyskania ostatecznej i pewnej diagnozy. Jeśli zostanie ona potwierdzona, wskazana jest dieta mieszana: pokarm matki i mleko zastępcze, jednak proporcje obu pokarmów ustala lekarz z poradni leczącej fenyloketonurię

– Obecnie jest mało przeciwskazań do karmienia piersią. Na szczęście skończyły się czasy, kiedy wiele chorób eliminowało taką możliwość. Nie warto z tego pochopnie rezygnować, bo korzyści z karmienia piersią są nieocenione  – mówi pediatra i alergolog dr Jolanta Pietrzak ze Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Bytomiu.

Źródło www.zdrowie.pap.pl

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Napoje energetyzujące – czy mogą być groźne?

Napoje energetyzujące, to pobudzające, dodające energii, zwykle gazowane napoje, które zyskały liczne grono zwolenników. Dużą popularnością cieszą się zwłaszcza wśród zawodowych kierowców, studentów, a także osób na wysokich stanowiskach kierowniczych. Tempo życia i nawał obowiązków dnia codziennego powodują, że coraz więcej osób sięga po napoje tego typu. Jednak czy ich spożywanie, oprócz deklarowanych korzystnych efektów, może mieć negatywy wpływ na organizm?

Pierwszy energy drink pojawił się w USA w 1949 r., natomiast do Europy zawitał w 1987 r.. Obecnie to popularny napój, który reklamowany jest jako dodający energii, zwiększający wydolność fizyczną i umysłową. Działanie to jest możliwe dzięki zawartości substancji pobudzających organizm takich jak: kofeina (główny składnik), tauryna, inozytol, witaminy z grupy B, a także dzięki dużej zawartości węglowodanów (zwłaszcza cukrów prostych), które szybko podnoszą poziom glukozy we krwi. Ze względu na skład, częste spożywanie napojów tego typu nie pozostaje obojętne dla zdrowia. Niestety wielu konsumentów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Ryzyko związane ze spożyciem napojów energetyzujących wynika przede wszystkim z dużej zawartości w nich kofeiny. Spożycie tylko jednej puszki energetyku (zwykle 250 ml) oznacza przyjęcie aż 80 – 120 mg kofeiny! Należy pamiętać, że zdrowe osoby dorosłe nie powinny spożywać więcej niż 300 – 400 mg kofeiny na dzień. Dodatkowo spożywanie innych substancji zawierających kofeinę, takich jak: herbata czy kawa powoduje, że bezpieczna dawka kofeiny może zostać w łatwy sposób przekroczona! Przedawkowanie kofeiny może prowadzić do wystąpienia zaburzeń rytmu serca, nadciśnienia, pojawienia się dolegliwości żołądkowo-jelitowych (nudności, wymioty, biegunka), a także wystąpienia objawów psychotycznych takich jak: halucynacje, lęk, niepokój, zaburzenia snu. Spożycie dużych dawek kofeiny skutkuje również występowaniem ostrego i przewlekłego bólu głowy. Badania naukowe dowodzą także na występowanie związku miedzy spożyciem kofeiny, a obniżeniem gęstości kości i występowaniem osteoporozy u kobiet.

Ponadto napoje energetyczne zawierają duże ilości węglowodanów, głównie w postaci sacharozy, glukozy lub syropu kukurydzianego o wysokiej zawartości fruktozy. W związku z tym spożycie dużej ilości napoju tego typu może zwiększać ryzyko wystąpienia otyłości i cukrzycy typu 2.

Obserwowany jest także negatywny wpływ napojów energetyzujących na zęby. Niskie pH i wysoka zawartość cukrów powoduje występowanie erozji zębów, a także prowadzi do nadwrażliwości w związku z uszkodzeniem szkliwa zębów.

Kolejnym niebezpieczeństwem związanym z używaniem energetyków jest łączenie ich z alkoholem. W ostatnich latach popularne stały się drinki alkoholowe na bazie napojów energetyzujących. Połączenie to wywołuje złudne uczucie trzeźwości, przez co przyjmowana jest nadmierna ilość alkoholu. W konsekwencji prowadzić to może do niewydolności serca, zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci!

Ponadto dostępne są badania, które wskazują, iż długotrwałe i regularne spożywanie energetyków przez młode osoby zwiększa ryzyko sięgania w późniejszym wieku po narkotyki i leki o działaniu pobudzającym, a także zwiększa prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu.

Napoje energetyzujące niewątpliwie dają konsumentowi pożądane efekty – poprawę samopoczucia czy zwiększenie wydolności organizmu i wydają się być, w pewnych sytuacjach, niezbędne. Nie można jednak zapominać o ich możliwym negatywnym wpływie na zdrowie. Należy być ostrożnym podczas ich spożywania i zachować umiar! Energetyk nie powinien stanowić elementu codziennej diety. Sięgając po te napoje warto pamiętać, że 300 – 400 mg/dzień kofeiny to bezpieczna ilość, która nie powinna zostać przekroczona! Dodatkowo energetyki nie mogą być substytutem snu czy wypoczynku. Należy mieć świadomość, że zawartość puszki to nie wyłącznie „dawka energii”, ale także potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Należy pamiętać, że napoje te nie powinny być spożywane przez dzieci poniżej 16 roku życia, a także diabetyków, kobiety w ciąży i chorych na fenyloketonurię.

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Rezonans magnetyczny jest bezpieczny?

To fakt! Wbrew sensacyjnym doniesieniom mediów, nie ma dowodów na to, że preparaty zawierające gadolin, stosowane czasem w tym badaniu, są szkodliwe dla mózgu.

Jednocześnie wykonanie dokładnego badania rezonansem magnetycznym z wykorzystaniem środków kontrastowych zawierających gadolin nierzadko ratuje życie, pozwalając na wykrycie patologicznych zmian i wczesne wdrożenie właściwej i nacelowanej terapii. Trzeba też pamiętać, że nie istnieje interwencja medyczna, która nie niosłaby ze sobą jakiegoś ryzyka, a podejmując ją, zespół terapeutyczny zawsze rozważa relację korzyści do strat.

Media na całym świecie obiegła właśnie informacja o tym, że żona znanego amerykańskiego aktora, Chucka Norrisa, doznała poważnego uszczerbku na zdrowiu wskutek badania metodą rezonansu magnetycznego (RM), przed którym podano jej jako środek kontrastowy substancję zawierającą gadolin (pierwiastek z grupy lantanowców). Według doniesień medialnych z tego powodu aktor pozwał trzy koncerny farmaceutyczne oczekując wielomilionowego odszkodowania za doznane szkody.

Być może aktor i jego żona są przekonani, że do pogorszenia się jej stanu doszło wskutek zastosowania środka kontrastowego, jednak nauka na razie nie potwierdza stanowiska, że gadolin stosowany w tym środku generalnie wpływa niekorzystnie na stan zdrowia.

Co to jest gadolin?

Jest to pierwiastek w postaci srebrzystego metalu. Niektóre jego związki są wykorzystywane do produkcji środków kontrastowych podawanych przed wykonaniem badania za pomocą rezonansu magnetycznego. Dzięki tym środkom uzyskana jest wyższa jakość obrazów w trakcie tego dokładnego badania diagnostycznego.

Związki gadolinu używane w środkach do kontrastu można podzielić na dwie grupy, różniące się budową: mogą mieć budowę liniową lub pierścieniową. To, jaka jest struktura związku gadolinu, wpływa na to, jak jego składniki zachowują się w środowisku. Te o budowie liniowej charakteryzują się większym prawdopodobieństwem wydzielania gadolinu, który wówczas może gromadzić się w tkankach organizmu. Te o budowie pierścieniowej są bardziej stabilne i mają zdecydowanie mniejszą tendencję do wydzielania gadolinu.

Co w sprawie gadolinu w kontraście ma do powiedzenia nauka i regulatorzy rynku medycznego?

O ile badania ( w tym renomowanej Kliniki Mayo) potwierdziły, że gadolin odkłada się w tkankach mózgu osób poddawanych rezonansowi magnetycznemu z wykorzystaniem związków gadolinu, to jednocześnie naukowcy nie znaleźli dowodów na szkodliwy wpływ tego zjawiska na zdrowie ludzi.

Niemniej jednak, w trosce o bezpieczeństwo pacjentów i „dmuchając na zimne”, Europejska Agencja Leków (EMA) za pomocą grupy ekspertów dokonała analizy danych i wprowadziła w połowie tego roku pewne ograniczenia w stosowaniu niektórych preparatów zawierających gadolin w Unii Europejskiej.

Do połowy tego roku w obrocie znajdowało się 10 preparatów zawierających gadolin, stosowanych w środkach kontrastowych. EMA zawiesiła stosowanie trzech z nich, a w przypadku jednego ograniczyła wskazanie do stosowania. Podstawą tej decyzji był fakt, że te, których używanie został zawieszone lub ograniczone, charakteryzują się większym prawdopodobieństwem wydzielania gadolinu, niż pozostałe.

Należy zwrócić uwagę, że EMA zawiesiła, a nie wycofała, trzy z tych preparatów. „Zawieszenia pozwoleń na dopuszczenie do obrotu lub ograniczenia (…) mogą zostać cofnięte” – czytamy w komunikacie Agencji. Warunkiem jest dostarczenie dowodów wskazujących na przewagę korzyści nad ryzykiem dla określonej grupy pacjentów lub dowodów na to, że produkty te nie uwalniają gadolinu w znaczącym stopniu lub nie prowadzą do jego odkładania się w tkankach.

Co istotne, EMA nie ma za to istotnych zastrzeżeń do stosowania innych związków gadolinu, odznaczających się inną budową niż zawieszone, przede wszystkim z uwagi na to, że ze względu na ich strukturę mają mniejszą tendencję do wydzielania gadolinu.

Agencja informuje pacjentów, że środki kontrastowe zawierające gadolin są niezbędne do diagnozowania szerokiego zakresu zagrażających życiu i wyniszczających chorób. Dodatkowo, jeśli badanie z wykorzystaniem środka gadolinowego będzie potrzebne, aby pomóc w leczeniu, lekarz użyje najmniejszej koniecznej dawki w celu uzyskania wyraźnego obrazu.

Co najważniejsze, eksperci stwierdzili, że żadne niekorzystne efekty neurologiczne, takie jak zaburzenia kognitywne lub ruchowe, nie zostały przypisane odkładaniu się gadolinu w mózgu w związku ze stosowaniem jakichkolwiek środków kontrastowych zawierających gadolinę.

Justyna Wojteczek, Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Czy ryby mogą być szkodliwe?

Ryby powszechnie uważane za zdrowe produkty, zalecane są w codziennej diecie zarówno dzieci, młodzieży jak i osób dorosłych. Nie ulega wątpliwości, że ryby są  cennym źródłem m.in. białka czy niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych mających pozytywny wpływ na organizm. Jednak w ostatnim czasie pojawiły się pewne wątpliwości, czy na pewno ryby nie mają szkodliwego wpływu na zdrowie? Czy wszystkie ryby maja równie korzystny wpływ na organizm? Które ryby wybrać, a których unikać? Odpowiedź na te pytania znajdziemy poniżej.

Bez wątpienia ryby mają pozytywny wpływ na zdrowie. Dieta bogata w ryby i owoce morza pozwala m. in. zmniejszyć stany zapalne i ograniczyć ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia, pozytywnie wpływa na wzrok, a także poprawia pamięć i koncentrację, ma także działanie antydepresyjne. Dodatkowo, udowodniono że regularne spożywanie ryb może chronić przed wystąpieniem wielu poważnych chorób tj. zapalenie stawów, zapalenie jelit, a nawet nowotworów! To tylko niektóre z korzyści wynikających z włączenia ryb do codziennej diety.

Jednakże powszechne stały się także opinie o szkodliwym wpływie spożywania ryb, z uwagi na występujące w nich zanieczyszczenia. Rzeczywiście zanieczyszczenie środowiska może spowodować, że w ciele ryb wystąpi akumulacja substancji niekorzystnie wpływających na zdrowie, takich jak: związki rtęci, ołowiu czy dioksyny. Szczególną uwagę zwraca się na obecność związków rtęci w organizmach ryb morskich. Pierwiastek ten znany od dawna naturalnie występuje w środowisku, ma zdolność szybkiego rozprzestrzeniania się, występuje także na obszarach oddalonych od źródła jego wytwarzania. Od dawna znany jest jego niekorzystny wpływ na zdrowie (m. in.: zaburzenia układu nerwowego, immunologicznego, niekorzystny wpływ na pracę mózgu, zaburzenia neurologiczne, uszkodzenia nerek czy wątroby). Rtęć w wyniku zachodzących reakcji chemicznych przekształca się do jednej z najbardziej toksycznych form, tzw. rtęci etylowanej, która jest w bardzo dużym stopniu absorbowana (pochłaniana) przez organizmy żywe. Udowodniono, że pewne gatunki zwierząt, w tym: wieloryb, miecznik, szczupak, tuńczyk kalifornijski, rekin wykazują dużą zdolność do pochłaniania rtęci. Większość zdrowych osób dorosłych potrafi usunąć rtęć z organizmu, jednak w przypadku dzieci, kobiet w ciąży i karmiących piersią pierwiastek ten może okazać się bardzo niebezpieczny! Osoby te powinny zatem unikać spożywania ryb potencjalnie zanieczyszczonych rtęcią. Zdecydowanie zdrowsze będzie dla nich włączenie do diety krewetek, łososia, tuńczyka, dorsza czy suma.

Wątpliwości związane ze szkodliwym działaniem spożywanych ryb na organizm człowieka rozwiewają towarzystwa naukowe, które w oparciu o dostępne dane wydały opinię, iż korzyści zdrowotne wynikające ze spożywania ryb przez osoby dorosłe i w starszym wieku zgodnie z zaleceniami żywieniowymi  zdecydowanie przewyższają potencjalne ryzyko związane z zanieczyszczeniem ryb rtęcią.

Zatem jedzmy ryby na zdrowie!

Redakcja pacjentinfo.pl

Dary jesieni – dobroczynne bogactwo natury

Coraz krótsze dni, spadające liście, mżawka za oknem – wszystko to świadczy, że skończyło się już lato i na dobre zawitała u nas jesień. Nie brzmi zachęcająco? Znajdźmy, więc pozytywne strony tej pory roku. Nie zapominajmy, że to właśnie teraz mamy okazję zakosztować wielu warzyw i owoców, które przez całe lato dojrzewały, aby w końcu trafić na nasze stoły. Nawet najbardziej wybredni znajdą coś dla siebie. Zastrzyk witamin, minerałów i składników odżywczych, które ukryły się w tych przysmakach pozwolą nam naturalnie wspomóc układ odpornościowy, przywrócić utracone siły i przygotować się na nadchodzącą zimę. Zatem w czym możemy wybierać i na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?

Dynia – królowa jesieni

Jeśli mówimy o darach jesieni to nie można zapomnieć o dyni, która jest symbolem tej pory roku. Nie dość, że cieszy nasze oczy swoim kształtem i jaskrawym kolorem to jej miąższ zawiera wiele cennych związków pozytywnie wpływających na nasz organizm. Warzywo to zawiera spore ilości beta-karotenu, który korzystnie wpływa na naszą skórę, włosy i paznokcie, a także chroni nasze oczy. Dynia jest również bogatym źródłem witamin z grupy B, witaminy C i PP oraz minerałów takich jak: żelazo, cynk, wapnia, potasu, magnez przez co jej regularne spożywanie na pewno wyjdzie nam na zdrowie i pozwolić przezwyciężyć jesienną słotę. Pamiętaj, że dynia zawiera także jadalne pestki kryjące w sobie duże ilości łatwo przyswajalnego cynku poprawiającego kondycję naszych włosów i paznokci. Nie ma więc co zwlekać, czym prędzej włączmy ten dar jesieni do naszego jadłospisu. Dynia ma szerokie zastosowanie w kuchni: zupa krem, placuszki z przetartej dyni, purée z pieczonej dyni, pestki z dyni, jako zdrowa przekąska – każdy znajdzie coś dla siebie.

Wyśmienite trio, czyli jabłka, gruszki, śliwki

Jabłka pochodzące z polskich sadów są cenionym dobrem nie tylko w naszym kraju, ale również z powodzeniem podbijają rynek zagraniczny. Warto więc sięgnąć po ten rodzimy owoc, który przez lato dojrzewał w naszych ogrodach i cieszyć się jego smakiem, przy okazji dostarczając organizmowi wielu cennych składników. Jabłka są bogatym źródłem błonnika (głównie pektyn) przez co pozytywnie wpływają na perystaltykę jelit, wspomagając przy tym regularne wypróżnianie się. Zawierają również sporą dawkę witaminy C i witamin z grupy B. W ich składzie znajdziemy również kwercetynę – flawonoid, który ma działanie przeciwutleniające, zwalcza wolne rodniki, co pozwala spowolnić procesy starzenia zachodzące w organizmie. Jesienne jabłka to nieocenione źródło witamin i składników odżywczych, które pozwolą naturalnie wzmocnić organizm narażony na sezonowe infekcje. Pachnące, dojrzałe jabłka z powodzeniem można spożywać na surowo, pieczone, suszone lub jako dodatek do koktajli owocowych, czy tradycyjnej szarlotki.

Gruszki to przepyszne, soczyste, aromatyczne owoce. Biorąc pod lupę ten dar jesieni należy wspomnieć, że jako nieliczny z owoców zawiera w swoim składzie jod (pierwiastek niezbędny do prawidłowej pracy tarczycy). Gruszki to także źródło boru – pierwiastka, który jest niezbędny do zachowania w dobrej kondycji naszych kości. Owoce te świetnie nawadniają nasz organizm, a także wpływają pozytywnie na układ krwionośny – regulując ciśnienie krwi (zawierają spore ilości potasu). Zalet spożywania gruszek jest co niemiara, może więc warto już teraz sięgnąć po nie i samemu wypróbować ich dobroczynny wpływ?

Śliwki, szczególnie te suszone to przede wszystkim naturalny sposób na zaparcia. Dzięki dużej zawartość pektyn poprawiają trawienie i korzystnie wpływając na cały układ pokarmowy. Ponadto śliwki to bogactwo różnych witamin (A, B6, C, E, K) i minerałów (wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas). Śliwka to owoc uniwersalny, pasuje ona idealnie zarówno jako dodatek do ciast, jak i również do dań mięsnych. Pamiętajmy jednak, że śliwki są wysokokaloryczne, przez co traktujmy je raczej jako dodatek do diety, a nie stały jej punkt.

Orzechy włoskie – wsparcie dla mózgu

Orzechy włoskie to zdrowa przekąska, niezwykle korzystnie wpływający na pracę mózgu. Dzięki obecności wielonienasyconych kwasów tłuszczowych oraz dużej zawartości miedzi i manganu orzechy włoskie poprawiają procesy myślowe i zwiększają zdolność koncentracji. Wpływają także pozytywnie na układ krwionośny, obniżając poziom złego cholesterolu (cholesterol LDL). Polecane są szczególnie w czasie wzmożonego wysiłku umysłowego oraz osobą przemęczonym i zestresowanym. Z nastaniem jesieni koniecznie powinniśmy sięgnąć po ten wartościowy dar natury.

Jesień to okres przejściowy, w którym szczególnie powinniśmy zadbać o odporność, aby przyszykować się na nadejście zimy. Warto wspomnieć tutaj o aronii i żurawinie, które zawierają sporą dawkę witaminy C – uszczelniającej nasze naczynia krwionośne, przez co minimalizują ryzyko rozwinięcia się niechcianego jesiennego przeziębienia. W pełni dojrzałe o tej porze roku warzywa i owoce są nieocenionym bogactwem, które idealnie poprawia samopoczucie i zwiększa naszą witalność. Zatem nie czekajmy, tylko sięgajmy po to co dla nas najlepsze.

 

Redakcja pacjentinfo.pl

 

Plucha i zimno. A może do sauny?

Częste wizyty w saunie, 4 – 7 razy w tygodniu, o blisko połowę obniżają ryzyko wystąpienia nadciśnienia u mężczyzn. Jest haczyk – nie każdy może z niej korzystać. Sprawdź, w której jesteś grupie.

Ludzie od tysięcy lat uwielbiają wygrzewać się i pocić w łaźniach. Starożytni Rzymianie sztukę odpoczywania w termach doprowadzili do perfekcji, w każdym zakładanym przez siebie mieście budując stosowne ku temu miejsca, zarówno prywatne, jak i publiczne.

Od dwóch tysięcy lat podobne rozwiązania stosują Finowie. Fińskie słowo „sauna” weszło na stałe do użytku w wielu językach świata i oznacza pomieszczenie wysycone para wodną, w którym panuje temperatura wyższa niż ciepłota ciała – do nawet 120 stopni. Po pobycie w takim miejscu należy szybko się schłodzić.

Rodzaje sauny i łaźni

  • sucha: temp 60-120 stopni Celsjusza i wilgotność powietrza 5-15 proc.
  • mokra: 50-60 stopni Celsjusza i 20-40 proc. wilgotności powietrza,
  • łaźnia rzymska: ok. 45-55 stopni i ok 40 proc. wilgotności powietrza,
  • łaźnia parowa ok. 40 stopni Celsjusza i do 100 proc. wilgotności.

Finowie nie tylko dali światu słowo sauna, ale też przodują w korzystaniu z jej dobrodziejstw. Dlatego między innymi stanowią idealną populację do badań jej wpływu na zdrowie człowieka. Dowodzą tego ustalenia międzynarodowego zespołu naukowców pod kierunkiem brytyjskiego naukowca Francesco Zaccardiego z University of Leicester.

Ich badania objęły swoim zasięgiem 1621 mężczyzn w średnim wieku, mających od 42 do 60 lat. Na początku nie mieli oni nadciśnienia. (Nadciśnienie zdefiniowano jako ciśnienie powyżej 140/90). Na podstawie wywiadu związanego z częstością korzystania z sauny ochotników podzielono na trzy grupy:

  • korzystających z sauny raz w tygodniu,
  • korzystających z sauny 2-3 razy w tygodniu,
  • korzystających z sauny 4-7 razy w tygodniu.

Losy tych mężczyzn śledzono średnio przez 22 lata. Po tym czasie u 15,5 proc. z nich pojawiło się nadciśnienie. Okazało się przy tym, że u panów z drugiej grupy (sauna 2-3 razy w tygodniu) ryzyko wystąpienia tego schorzenia było o 24 proc. mniejsze, zaś w przypadku grupy trzeciej (sauna 4-7 razy w tygodniu) – aż o 46 proc.

Jak sauna wpływa na obniżenie ciśnienia?

Według badaczy sauna może przyczyniać się do obniżenia ciśnienia na wiele sposobów. W trakcie kąpieli parowej temperatura ciała może wzrosnąć nawet o dwa stopnie, co powoduje rozkurcz mięśni gładkich w ścianie naczyń krwionośnych. Regularne korzystanie z tego typu przyjemności poprawia działanie śródbłonka (wewnętrznej warstwy komórek) naczyń krwionośnych, co także ma pozytywny wpływ na zachowanie właściwego ciśnienia krwi. Ponadto, pocenie się usuwa wodę z ciała, co także przyczynia się do obniżenia ciśnienia. I na koniec – podobne działanie ma również relaks ciała i psychiki.

Masz nadciśnienie – uważaj w saunie

Dla osób z niekontrolowanym nadciśnieniem tętniczym sauna jest jednak zakazana. Jeśli jednak regularnie bierzemy leki i nasze ciśnienie się unormowało w prawidłowych wartościach, to – po konsultacji z lekarzem – możemy z jej dobrodziejstw korzystać, pamiętając jednocześnie o:

  • Odpowiedniej temperaturze: powinna mieścić się w przedziale 60-70 stopni.
  • Właściwej wilgotności powietrza: maksymalnie powinna wynosić 20 proc. Wytwarzanie dodatkowej pary nie jest zalecane, ogranicza to możliwość parowania skóry.
  • Przyzwyczajeniu ciała do temperatury: wchodząc do sauny zajmuj miejsce na najniższej półce (tam jest nieco chłodniej), dopiero po 2-3 minutach przenieś się wyżej.
  • Zachowaniu umiaru: sesje w saunie powinny trwać od 5 do 10 minut i być oddzielone od siebie 10-15 minutami odpoczynku w pomieszczeniu o temperaturze pokojowej. Należy wtedy wypić coś bezalkoholowego. (Picie alkoholu przed sauną i w trakcie jest zakazane!) Taki schemat można powtarzać 2-3, ostatni odpoczynek powinien trwać ok pół godziny.
  • Uważaniu na leki: jeśli przyjmujesz beta-blokery, unikaj gwałtownego wstawania, bo może się zakręcić nam w głowie.

Kiedy nie można korzystać z sauny

Jest jeszcze kilka innych sytuacji, kiedy sauna jest złym pomysłem:

  • infekcje
  • gorączka
  • niedawno przebyty zawał serca, nasilone choroby układu krążenia,
  • niedawno przebyte zabiegi chirurgiczne
  • guzy mózgu,
  • padaczka,
  • jaskra,
  • owrzodzenia i niektóre choroby skóry
  • zażywanie leków przeciwzakrzepowych, leków w plastrach naskórnych
  • upojenie alkoholowe, stan po zażyciu narkotyków
  • menstruacja.

Sauna – konieczna konsultacja z lekarzem w przypadku osób:

  •  z chorobami układu krążenia, układu nerwowego, skóry
  • z astmą oskrzelową
  • cukrzycy
  • po urazach
  • z różnego rodzaju implantami (silikonowymi, sztucznymi stawami, implantami ślimakowymi)
  • z wszczepionymi urządzeniami, w tym rozrusznikami serca
  • stosującymi na stałe różne leki.

Ludzie starsi oraz przyjmujący specyfiki na nadciśnienie powinni uważać, ponieważ po wyjściu z sauny mogą omdleć na skutek nadmiernego obniżenia ciśnienia. Sauny powinny unikać również kobiety w ciąży, zwłaszcza w pierwszym trymestrze. W drugim i trzecim jest to dopuszczalne, jeśli przyszła mama jeszcze przed zajściem w ciążę z tego typu przyjemności korzystała. Ale temperatura kąpieli w saunie suchej nie powinna wówczas przekraczać 70 stopni. Podobnie jest w przypadku kilkuletnich dzieci, powinny przebywać w niższych temperaturach i bardzo krótko. Powinno się je obserwować. Dzieci poniżej 3 roku życia nie powinny przebywać w saunie.

Osoby zdrowe skorzystają z wielu dobrodziejstw sauny. W sezonie jesiennym przyda się działanie wzmacniające odporność organizmu na infekcje.

Ograniczenia badania

Badanie brytyjsko-fińskiego zespołu ma swoje istotne ograniczenia. Przeprowadzono je na próbie jednorodnej – fińskich mężczyznach. Żeby potwierdzić uzyskane rezultaty, należałoby powtórzyć tego typu badanie na grupach mniej jednorodnych, obejmujących obie płcie i osoby o różnym pochodzeniu etnicznym.

Nie bez znaczenia może też okazać się fakt, że Finowie to nacja, która od dzieciństwa korzysta z dobrodziejstw sauny. Być może przedstawiciele innych nacji, nieprzywykłych do tego typu działania, reagowaliby na saunę inaczej.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Ruch rozwija nie tylko mięśnie, ale i mózg. Od dawna.

Ćwiczysz, biegasz, chodzisz – rozwijasz swój mózg, a zwiększanie aktywności fizycznej zapobiega demencji. To wszystko dlatego, że miliony lat temu zaczęliśmy wędrować w poszukiwaniu pożywienia.

Z roku na rok przybywa dowodów na to, że ruch wpływa pozytywnie na plastyczność mózgu i utrzymanie funkcji poznawczych nie tylko u osób starszych. W eksperymentach na uczniach wykazano na przykład, że bezpośrednio po aktywności fizycznej łatwiej im przyswajać wiedzę.

Sporym zaskoczeniem było dla wielu badaczy odkrycie, że ćwiczenia fizyczne pobudzają mózg do wytwarzania nowych komórek nerwowych. Biologiczny mechanizm tego zjawiska nie jest do końca poznany. Na łamach ostatniego numeru czasopisma „Trends in Neurosciences” dwóch badaczy z University od Arizona: dr. David A. Raichlen i prof. Gene E. Alexander, zaproponowało ciekawą teorię tłumaczącą, skąd wzięła się zależność między ćwiczeniami fizycznymi a utrzymaniem mózgu w dobrej formie.

Nasi przodkowie chodzili i biegali…

Twierdzą oni, że mechanizm stojący za tym zjawiskiem ma co najmniej dwa miliony lat, jest więc dość stary ewolucyjnie. Sięga czasów, kiedy nasi przodkowie z rodzaju Homo porzucili bardziej stacjonarny tryb życia (jaki do dziś prowadzą małpy żyjące w lasach obfitujących w pożywienie) i przestawili się na łowiecko-zbieracki tryb życia.

Ta modyfikacja zachowania została wymuszona przez zmianę klimatu na bardziej suchy i pojawienie się większej ilości sawann w Afryce. Nieustanne przemierzanie dużych odległości na odkrytym terenie w poszukiwaniu pożywienia był wyzwaniem jednocześnie fizycznym i psychicznym. To tłumaczy, dlaczego aktywność fizyczna i kondycja mózgu są ze sobą połączone.

– Sądzimy, że nasza fizjologia ewoluowała w odpowiedzi na zwiększoną aktywność fizyczną. Te fizjologiczne adaptacje z kości i mięśni dotarły w końcu do mózgu. Wydaje się dziwne, że ćwiczenia mają pozytywny wpływ na strukturę i funkcje mózgu, ale jeśli zaczniemy o tym myśleć z perspektywy ewolucyjnej, zaczniemy rozumieć, dlaczego ten system powinien adaptywnie odpowiadać na wyzwania związane z ćwiczeniami – mówi dr Raichlen.

I podkreśla, że zdobywanie żywności to niezwykle złożony wysiłek poznawczy połączony z ruchem.

– Przemieszczasz się po określonym terenie, używasz pamięci nie tylko po to, by przypomnieć sobie, gdzie iść, ale i do nawigowania w drodze powrotnej. Musisz też patrzeć na to, co się dzieje wokół. Cały czas wykonujesz wiele zadań, podejmujesz decyzje, obserwujesz okolicę i jeszcze zarządzasz sposobem poruszania się w teranie. To wszystko razem daje bardzo złożony, wieloaspektowy wysiłek – mówi dr Raichlen.

Model wydajności adaptacyjnej tłumaczy więc, dlaczego w mózgu aktywnych biegaczy notuje się znacznie więcej połączeń nerwowych, niż osób niebiegających. Podobnie zresztą to, dlaczego u wielu osób nieaktywnych wraz z wiekiem dochodzi do atrofii mózgu.

Zjawisko to (atrofię) można również zaobserwować w naczyniach krwionośnych. Niska aktywność fizyczna powoduje, że nasz organizm redukuje system drugorzędnych naczyń krwionośnych oraz ich elastyczność, co prowadzi do chorób sercowo-naczyniowych. Podstawową funkcją naczyń jest bowiem dostarczanie tlenu zarówno do mięśni, jak i do mózgu. Jeśli nie ma tej potrzeby – mięśnie nie pracują – naczynia obumierają, a z upływem czasu gorzej się dzieje z zaopatrzeniem mózgu w tlen.

– Nasza ewolucyjna historia sugeruje, że jesteśmy poznawczo zaangażowanymi atletami wytrzymałościowymi. Jeśli nie pozostaniemy aktywni, stracimy wydajność – mówi prof. Alexander.

W tym przypadku chodzi również o wydajność intelektualno-poznawczą.

Senior wyrusza na wycieczkę

Jeśli model stworzony przez badaczy z University of Arizona jest prawdziwy, dla utrzymania intelektualnej formy starszych osób istotnie są nie tylko same ćwiczenia fizyczne.

Można się domyślać, że to fizyczna aktywność w nieznanym wcześniej otoczeniu powinna mieć wyjątkowo korzystny efekt. Oczywiście, nie każdy może co drugi dzień ruszać na wycieczkę w nieznane miejsce. Rozwiązaniem tego problemu może być wirtualna rzeczywistość. Badania przeprowadzone z udziałem ochotników jeżdżących na stacjonarnym rowerze, przed którymi znajdował się ekran symulujący jazdę po obcym terenie wykazały, że w porównaniu z grupą bez ekranu, lepiej wypadają oni w testach mierzących funkcje intelektualne.

Ograniczenia koncepcji

Oczywiście, stworzony przez dr Raichlena i prof. Alexandra model wydajności adaptacyjnej, choć ciekawy, pozostawia wciąż wiele pytań bez odpowiedzi.

Na przykład, czy efekty ćwiczeń fizycznych zmieniają się wraz z wiekiem? Czy da się zachować sprawność mózgu bez narażania organizmu na duży wysiłek? Jaki stopień wysiłku jest optymalny? Jaki rodzaj ćwiczeń jest najefektywniejszy? Czy są ludzie genetycznie predysponowani do uzyskiwania lepszych efektów ćwiczeń? Czy ćwiczenia fizyczne mogą zapobiec, opóźnić lub zmniejszyć uszkodzenia mózgu związane z chorobami neurodegeneracyjnymi związanymi z wiekiem?

Amerykańscy naukowcy liczą jednak, że dalsze badania pomogą odpowiedzieć na te pytania z korzyścią dla nas wszystkich.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

Źródło grafiki: www.pixabay.com

Przeziębienie łatwiej przeczekać niż wyleczyć

Przed sezonem na przeziębienia jest więcej reklam specyfików, które mają pomóc w razie zachorowania. Najtańszym sposobem …

Ile kilogramów przyszła mama ma przytyć w ciąży?

Prawidłowy przyrost masy ciała w czasie ciąży zależy od tego, ile przyszła mama ważyła przed zapłodnieniem. Już …

Eko zamiast chemii w jadłospisie

Obliczono, że w latach 90. XX wieku z pożywieniem zjadaliśmy 2 kg „chemii” rocznie. Szacuje się, że obecnie z jedzeniem …