Kategoria: ZDROWIE

Odporność a witaminy

Jednym z najszerzej rozpowszechnionych obecnie mitów zdrowotnych jest rzekomo dobroczynny wpływ witamin na wzmocnienie układu odporności. Choć witaminy są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, to brak dowodów na to, iż przy prawidłowym ich poziomie dodatkowa suplementacja poprawia sprawność tego układu.

Przyjmowanie dowolnej witaminy, jeśli jej poziom jest w organizmie prawidłowy (a to zdrowa osoba zawdzięczać może zdrowej diecie), nie ma uzasadnienia naukowego. Tak mocno rozpowszechnione profilaktyczne przyjmowanie witamin bez badań diagnostycznych, nie tylko nie zapobiega infekcjom, ale i nie przyspiesza zdrowienia, a w niektórych sytuacjach pogarsza stan zdrowia.

Trzeba przy tym pamiętać, że wiele osób prowadzących niezdrowy tryb życia: odżywiających się śmieciowym jedzeniem, unikających aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, spędzających wiele godzin w zamkniętych i źle wentylowanych przegrzanych pomieszczeniach, może mieć różne niedobory witaminowe, które warto uzupełniać. Należy to jednak robić w porozumieniu z lekarzem i pod kontrolą poziomu witamin we krwi.

Witamina D3

Badania naukowe wykazują, że w naszej populacji jednym z najczęstszych problemów jest niedobór witaminy D3, która ma istotne znaczenie dla układu odporności. Niedobór wynika z niedostatecznego nasłonecznienia w Polsce, bowiem witamina ta jest aktywowana w wyniku oddziaływania promieniowania ultrafioletowego na skórę.

Szacuje się, że niedobór witaminy D3 dotyczy około 80 proc. dorosłych w Polsce, co w istotny sposób może przyczyniać się do zwiększonej podatności na infekcje, ale również inne choroby wynikające z osłabienia układu odporności (na przykład choroby nowotworowe). Niemniej jednak suplementacja witaminą D3 u osób z jej prawidłowym poziomem nie ma sensu i nie wpłynie na stan układu odporności.

Witamina C

Inna witamina szeroko stosowana profilaktycznie to witamina C, którą można śmiało nazwać witaminą narodową. Spory na temat jej profilaktycznego prozdrowotnego efektu trwają od lat i jak na razie naukowcom nie udało się udowodnić, aby ciągła suplementacja witaminą C u zdrowych osób posiadających prawidłowy jej poziom we krwi przynosiła jakieś konkretne efekty zdrowotne.

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli występuje niedobór albo zwiększone zapotrzebowanie na witaminę C, którego nie jesteśmy w stanie uzupełnić dietą. W takich sytuacjach, na przykład podczas dużego wysiłku fizycznego albo infekcji, suplementacja witaminy C ma uzasadnienie i może być wykorzystywana jako działanie wspomagające układ odporności.

Pułapki witaminy E i kwasy omega

Kolejna grupa suplementów to tzw. substancje antyoksydacyjne, w tym witamina E oraz krótkołańcuchowe kwasy omega. Suplementacja tymi witaminami w okresie zwiększonego zapotrzebowania powinna być oparta na przesłankach medycznych, bo – jak wykazały badania amerykańskie – nadużywanie tych środków przez zdrowe osoby może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia.

W grupie środków pochodzenia naturalnego szeroko rozpowszechnione w kontekście zwalczania infekcji są różne produkty roślinne, takie jak: czosnek, cebula, tran, czarny bez, a także przyprawy np. imbir, goździki, kurkuma, a także ostatnio mocno promowany olej kokosowy. Występujące w tych produktach substancje chemiczne mają najczęściej działanie przeciwdrobnoustrojowe, co oznacza, że ich profilaktyczne przyjmowanie ma sens jedynie w sezonie nasilonych infekcji, kiedy praktycznie ciągle jesteśmy narażeni na kontakt z chorymi. Inna sprawa, że wiele z tych substancji ma działanie prebiotyczne, co sprawia że można je stosować na stałe jako składnik zróżnicowanej diety, ponieważ ich codzienne spożycie w diecie wpływa na utrzymanie naszego organizmu w dobrej formie.

Probiotyki a odporność

Udowodnione działania pobudzające odporność wykazują różnego rodzaju drobnoustroje probiotyczne. Jelitowy układ limfatyczny, będący częścią ogólnoustrojowego śluzówkowego układu limfatycznego, posiada ogromne możliwości modulacji układu odpornościowego poprzez pobudzenie komórek aktywnych immunologicznie, w tym komórek pamięci immunologicznej. Oznacza to, że przez układ pokarmowy obecne w nim drobnoustroje aktywują wiele elementów układu odporności. Wykazano to na przykładzie niektórych bakterii probiotycznych, a także produktów, które wspierają ich rozwój. Badania naukowe wykazują, że po podaniu tych substancji pojawia się zwiększone stężenie immunoglobulin w śluzie nie tylko jelitowym, ale również i w drogach oddechowych, co zwiększa miejscową odporność przeciwko infekcjom wirusowym i bakteryjnym.

Probiotyki i prebiotyki można przyjmować w postaci syntetycznej na przykład jako preparaty z inuliną i oligosacharydami, jak również w naturalnych roślinnych produktach, na przykład cykorii, bananach, jarmużu, cebuli, karczochach i szparagach.

Przeciwko wirusom

Wśród leków posiadających zdolność pobudzania układu odporności wymieniane są tak zwane szczepionki nieswoiste, czyli preparaty zawierające fragmenty nieżywych drobnoustrojów przyjmowane doustnie lub donosowo, a także ostatnio w postaci tabletek do ssania. Preparaty posiadają udowodnioną efektywność w redukcji zachorowań na przede wszystkim wirusowe infekcje układu oddechowego. Ponieważ jednak nie powodują powstania trwałej pamięci immunologicznej (inaczej niż w przypadku tradycyjnych szczepionek przeciwko patogenom powodującym choroby zakaźne), kuracje muszą być powtarzane regularnie w okresach zwiększonej aktywności wirusów, czyli jesienią i wiosną każdego roku.

Warto podkreślić, że nie można na zapas trwale wzmocnić układu odporności suplementami i witaminami, natomiast można, utrzymując organizm w dobrej formie, zapewnić sprawne działanie układu odporności.

Dr Paweł Grzesiowski

Kierownik Ośrodka Badania i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie. Jest pediatrą i immunologiem.

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: www.pixabay.com

Jak uczyć dzieci zdrowych nawyków?

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca – głosi ludowa mądrość. Jeśli więc dzieci nauczymy zasad prawidłowego żywienia, mniejsze jest ryzyko, że staną się pacjentami borykającymi się z otyłością i nadwagą oraz ich zdrowotnymi skutkami.

Ministerstwo Zdrowia, dostrzegając te wyzwania, w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020 ogłosiło konkurs na uczenie dzieci w wieku od 4 do 6 lat zdrowych nawyków żywieniowych. Zadanie było skierowane do dzieci z niewielkich miejscowości z całej Polski i polegało na przekazaniu w przystępny i zrozumiały sposób wiedzy na temat odżywiania.

Konkurs wygrało stowarzyszenie DIETANOVA, którego specjaliści prowadzili w lipcu zajęcia w Darłowie, Ustce i na Podlasiu. W sierpniu planowane są kolejne – w Jarosławiu na Podkarpaciu i w Szczebrzeszynie podczas Festiwalu Języka Polskiego.

Jak uczyć dzieci zdrowego żywienia?

Na zajęciach organizowanych przez stowarzyszenie mali uczestnicy słuchają bajek. Potem zaś pomagają ulubionym bohaterom skomponować odpowiedni posiłek.

Dzieci biorą też udział w warsztatach kulinarnych, podczas których uczą się m.in. obierać i kroić owoce oraz gotować proste dania – np. kaszę jaglaną z dodatkami.

Takie zajęcia pozwalają im na poznawanie smaków, zapachów i konsystencji jedzenia.

Jeśli rodzicom zależy na zdrowiu zarówno dzieci, jak i swoim, starają się przygotowywać i jeść posiłki razem. Alternatywą jest jedzenie w biegu albo przed ekranem, co nie sprzyja ani zdrowiu fizycznemu, ani spójności rodziny.

Co wiemy o nawykach żywieniowych rodzin?

Tymczasem badania potwierdzają, że z prawidłową dietą polskich dzieci jest kiepsko: jedzą za mało owoców, warzyw i przetworów z mleka, za to często, za przyzwoleniem rodziców – przekąski zawierające zbyt dużo cukru, tłuszczu i soli. Najmłodsze, tuż po skończeniu pierwszego roku życia, spożywają nadmierne ilości soków owocowych.

W dwóch ostatnich miesiącach ubiegłego roku w ramach badania COSI koordynowanego przez Instytut Matki i Dziecka w całej Polsce przebadano 3400 uczniów 2-gich i 3-cich klas szkół podstawowych. Średnia wieku dzieci wyniosła 8,5 roku. Dodatkowo rodzice dzieci (w przeważającej większości matki) wypełnili ankiety dotyczące stylu życia dzieci.

Wstępne wyniki opracowano na podstawie badań 1474 uczniów (72 klasy drugie i 72 klasy trzecie), przy czym nieznaczną większość (52 proc.) stanowili chłopcy. Analizie 1287 ankiet wypełnionych przez rodziców.

Wyniki:

  • Śniadanie w domu je codziennie 82 proc. dzieci.
  • Warzywa rzadziej niż raz w tygodniu, je aż prawie 12 proc. dzieci (a w diecie dziecka powinno być co najmniej cztery porcje warzyw dziennie – jedna porcja to np. jeden średni pomidor).
  • Zaledwie 54,6 proc. je warzywa przez większość dni w tygodniu/codziennie.
  • Nieco ponad 56 proc. uczniów ma prawidłową masę ciała
  • Ponad 31 proc. dzieci ma nadwagę lub otyłość.

jw/ na podst. materiałów Ministerstwa Zdrowia (www.zdrowie.pap.pl)

grafika źródło: www.pixabay.com

Zaburzenia erekcji? To może być cukrzyca

Problemy z erekcją są objawem łatwym do zauważenia – nie tylko przez mężczyznę. Takie zaburzenie to bardzo niepokojący sygnał nie tylko ze względu na jakość pożycia w sypialni. Zamiast łykania suplementów czy zamartwiania się trzeba o nim powiedzieć lekarzowi.

Kłopoty ze wzwodem często wskazują na rozwijającą się chorobę serca i cukrzycę. Niestety, nadal mało kto zgłasza się z ich powodu do lekarza. A jest to działanie w tym wypadku wskazane, bo na długo wyprzedzają one często inne objawy chorób układu krążenia i metabolicznych.

Zaburzenia najczęściej pojawiają się po czterdziestce, ale spotyka się je także wcześniej – zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy mają cukrzycę i choroby układu krążenia. Co istotne, często o tych chorobach jeszcze nie wiedzą, bo jedynym sygnałem mogą być tylko kłopoty w sypialni.

W roku 2010 na łamach „Circulation” dr Michael Bohm, kardiolog z Universität des Saarlandes opublikował badania dotyczące 1 519 mężczyzn z 13 krajów, biorących udział w testach dwóch leków na choroby układu krążenia. Mężczyźni byli pytani o zaburzenia erekcji na początku badań, po dwóch i po pięciu latach – na zakończenie badań. Początkowo zaburzenia wzwodu miało 55 proc. mężczyzn (dla całej populacji odsetek ten jest niemal dwa razy mniejszy – wynosi 30 proc.)

W ciągu pięciu lat obserwacji mężczyźni z zaburzeniami erekcji:

  • niemal dwa razy częściej umierali z powodu chorób serca,
  • dwa razy częściej dochodziło u nich do zawału serca,
  • 1,2 razy częściej byli hospitalizowani z powodu niewydolności serca.

Byli także nieco bardziej (1,1 raza) narażeni na udar. Im większe były problemy z erekcją, tym bardziej rosło zagrożenie dla serca.

Nic dziwnego – miażdżyca zwęża naczynia krwionośne zarówno penisa, jak i mięśnia sercowego.

Dlaczego zaburzenia erekcji pojawiają się wcześniej niż symptomy choroby serca? Decyduje o tym prosta hydraulika: naczynia krwionośne prącia są po prostu węższe i w związku z tym szybciej się zatykają, uniemożliwiając prawidłowy wzwód.

Czy cukrzyca wpływa na erekcję?

Także cukrzyca może prowadzić do problemów z erekcją i to nie tylko dlatego, że sprzyja miażdżycy. Nadmiar cukru we krwi może uszkadzać ważne dla prawidłowego wzwodu włókna nerwowe. U mężczyzn chorujących na cukrzycę problemy w sypialni pojawiają się o 10-15 lat wcześniej niż u zdrowych.

Niedawno czasopismo „Diabetic Medicine” opublikowało metaanalizę 145 badań, której głównym autorem jest dr Damiano Pizzol z Operational Research Unit of Doctors with Africa Cuamm w Beira (Mozambik). Jak z niej wynika, zaburzenia erekcji występują u ponad połowy mężczyzn chorujących na cukrzycę.

Badania obejmujące w sumie ponad 88,5 tys. mężczyzn przeprowadzono głównie w Azji i Europie. Połowa badań dotyczyła osób z cukrzycą typu 2 (występująca najczęściej u dorosłych). W jej przypadku zaburzenia erekcji ma 66,3 proc diabetyków, podczas gdy w cukrzycy typu 1 (która ujawnia się zwykle w dzieciństwie lub okresie dorastania) odsetek ten wynosi prawie połowę mniej – 37,5 proc.

Liczba chorych na cukrzycę typu 2 stale rośnie – nie tylko ze względu na rosnącą liczbę mieszkańców Ziemi, ale także z powodu epidemii otyłości i starzenia się społeczeństw. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w roku 1980 było na świecie 108 milionów diabetyków – obecnie jest ponad 400 milionów. Ich odsetek wzrósł prawie dwukrotnie – z 4,7 na 8,5 proc.

Jak uważa dr Pizzol, zaburzenia erekcji to sygnał alarmowy rozwoju cukrzycy, często wykrywanej dopiero w kilka lat po wystąpieniu pierwszych objawów. W Polsce bywa to sześć, a nawet osiem lat. U wielu chorych cukrzyca wykrywana jest dopiero wtedy, gdy doszło już do zawału serca czy udaru mózgu.

Gdyby część z nich nie zlekceważyła wcześniejszych zaburzeń erekcji, być może dałoby się zapobiec poważnemu uszczerbkowi na zdrowiu. Nie mówiąc już o tym, że leczenie choroby podstawowej – przyczyny zaburzenia erekcji, poprawia jakość życia seksualnego.

Paweł Wernicki (www.zdrowie.pap.pl)

grafika źródło: www.pixabay.com

Amebę złapiesz z drinka z lodem. Alkohol jej nie zabije

Biegunka podróżnych może dotyczyć od 20 do 50 proc. wyjeżdżających w tropiki. Głównym czynnikiem ryzyka jest nieprzestrzeganie zasad higieny.

O biegunce mówimy wtedy, gdy dochodzi do oddania co najmniej trzech stolców nieuformowanych w ciągu doby.

Jest jedna zasada, która dotyczy biegunki podróżnych (tzw. – travelling diarrhea): im gorsze są warunki sanitarno-higieniczne w danym kraju, tym większe ryzyko takiego problemu.

„Liczne obserwacje dowodzą, że obecnie terenem podróży, który zagraża biegunką najczęściej, są Egipt, Nepal, Indie, Meksyk. Bardziej ogólnie oceniając, zagrożenie to stwarza cała Azja Południowo-Wschodnia, Afryka Subsaharyjska, Ameryka Południowa. Bezpośrednim zagrożeniem zakażenia staje się żywność, szczególnie produkty przygotowane bez obróbki termicznej, głownie pochodzenia morskiego” – pisze Danuta Prokopowicz w książce „Medycyna podróży”.

Bezpośrednie przyczyny biegunek:

  • Niezakaźne – najczęściej niestrawność spowodowana nadmiarem pokarmu, szczególnie bogatego w błonnik, zmiana trybu żywienia na nietypowe tłuszcze, przyprawy, ale także pobudzenie perystaltyki jelit przez stres związany z podróżą, przemęczenie lub nadmierne nasłonecznienie.
  • Zakaźne – wywołane przez patogeny. Biegunkom zakaźnym towarzyszy gorączka. Długość okresu wylęgania choroby w przypadku Salmonelli wynosi kilkanaście godzin, przy zakażeniu Staphylococccus – kilka godzin, a biegunka rotwawirusowa od 12 godzin do 3 dni (średnio dwie doby).

„Często biegunce towarzyszą nudności, uczucie dyskomfortu w jamie brzusznej, wymioty, kurczowe bóle łydek i brzucha, wzdęcia, nadmiar gazów, ogólne osłabienie, niedomoga mięśniowa. Objawy te, często gwałtownie nasilające się, szybko powodują stan naglący, groźny dla zdrowia i życia” – czytamy w „Medycynie podróży”.

Jeśli chodzi o leczenie biegunek, najważniejsze jest jak najszybsze uzupełnienie niedoborów wodno-elektrolitowych. Jeśli nie ma wymiotów, można stosować doustne leki typu Gastrolit i płyny nawadniające. Polecana jest także gorzka herbata, w której garbniki hamują perystaltykę jelit. Często to jednak nie wystarczy. Wtedy podróżny powinien bezzwłocznie szukać fachowej pomocy lekarskiej, by zastosować płyny i elektrolity drogą dożylną.

Jak zahamować biegunkę?

Gdy na początku choroby ktoś oddaje kilka luźnych stolców, jest to korzystne, bo w ten sposób organizm wydala część toksyn, sfermentowanego pokarmu zanieczyszczonego patogenami. Jednak jeśli taka sytuacja trwa dłużej, tworzy się realne zagrożenia nawet zgonu z powodu odwodnienia.

Najlepiej więc biegunki uniknąć. W tym celu trzeba przestrzegać zasady: „Ugotuj, obierz lub zrezygnuj”.

– Najważniejsza zasada bezpieczeństwa to spożywanie produktów ugotowanych, a owoców czy warzyw jedynie świeżych i obranych ze skórki. Trzeba także pić tylko wodę przegotowaną lub napoje fabrycznie pakowane – podkreśla dr Andrzej Kołtowski, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Morskiej, Tropikalnej i Podróży. – Nie powinno się używać lodu do napojów czy drinków, bo amebą można się zakazić właśnie pijąc whisky z lodem.

Lepiej też nie pić soków ze świeżych owoców wyciskanych na ulicy. Bez względu na pokusy, lepiej unikać surówek. Przygotowane pokarmy należy zjadać szybko, bo pozostawione bez przykrycia mogą ulec zarażeniu chorobotwórczymi drobnoustrojami (np. przez muchy). Poza tym często należy myć ręce, a zęby tylko w wodzie mineralnej lub przegotowanej. Trzeba też pamiętać, że w egzotycznych krajach wiele naturalnych zbiorników wody słodkiej, a więc jeziora czy rzeki to siedliska pasożytów. W trosce o własne bezpieczeństwo lepiej zrezygnować z kąpieli w takiej wodzie i nie myć w niej rąk czy nóg.

Złudna jest wiara w dezynfekcyjną moc alkoholu. Wystarczy dodać do drinka kilka kostek lodu z miejscowej nieprzegotowanej wody, aby mieć bardzo przykre objawy ze strony przewodu pokarmowego. Trzeba także pamiętać o tym, że alkohol stosowany w nadmiarze powoduje obniżenie kwasoty treści żołądkowej, sprzyjając zakażeniom i obniżając naszą odporność.

– Większość biegunek przechodzi sama – podkreśla dr Kołtowski. – Jednak, gdy pojawi się gorączka lub domieszka krwi w stolcu, silne bóle brzucha i długotrwałe wymioty, trzeba zgłosić się do lekarza. Ten oceni nasz stan zdrowia. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na dzieci i osoby starsze, bo oni najszybciej się odwadniają.

Biegunki mogą mieć także odległe następstwa, często niedodiagnozowane. Bywają nimi: odczynowe zapalenia stawów czy poinfekcyjne zespoły jelita drażliwego(IBS). IBS jako choroba przewlekła, nawracająca choroba przewodu pokarmowego stwarza trudności lekarzom. Od niedawna dostrzega się możliwość związku IBS z przebyciem zakażeń żołądkowo-jelitowych.

Praktyczne wskazówki

  • Przed wyjazdem na egzotyczne wakacje, zwłaszcza tropiki, warto zasięgnąć porady lekarza – najlepiej specjalisty medycyny morskiej i tropikalnej lub chorób zakaźnych.
  • Wizytę warto zaplanować na 6-8 tygodni przed planowanym wyjazdem. Ten czas będzie wystarczający do przyjęcia szczepień, uzupełnienia apteczki podróżnej, zakupu leków przeciwmalarycznych i repelentów.
  • Listę certyfikowanych Ośrodków Medycyny Podróży działających w całej Polsce można znaleźć TU
  • Listę punktów szczepień przeciwko chorobom zawlekanym zza granicy można znaleźć na stronie GIS

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska (zdrowie.pap.pl)

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: www.pixabay.com

Woda – czy jej nadmiar w diecie może nam zaszkodzić?

Rola wody w organizmie

Woda jest głównym składnikiem organizmu, może stanowić od 45 do nawet 75% masy ciała! Różnice w zawartości wody wiążą się z wiekiem, płcią, budową ciała. Organizm noworodka zawiera między 75 a 80% wody, dorosłego mężczyzny – ok. 60%, a dorosłej kobiety – ok. 54%. Wraz z wiekiem zawartość wody w organizmie zmniejsza się, u ludzi starszych może wynosić 54 – 46%. Również u osób z nadwagą procentowy udział wody w masie ciała jest mniejszy.

Ponadto woda w organizmie człowieka:

– stanowi część strukturalną wszystkich komórek i tkanek – jako materiał budulcowy,

– jest doskonałym rozpuszczalnikiem dla wielu składników,

– pobudza  perystaltykę jelit i jest potrzebna do prawidłowego przebiegu procesu trawienia,

– jest regulatorem temperatury ciała,

– wydala produkty przemiany materii: mocznik przez  nerki, CO2 przez płuca i pot przez skórę,

– wody mineralne dostarczają składniki mineralne niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.

 

Woda do organizmu dostarczana jest wraz z dietą. Ogólna ilość płynów dostarczanych z pożywieniem to w przypadku mężczyzn 2,5 l, a w przypadku kobiet – 2 l dziennie. Wartości te uwzględniają zarówno wodę pochodzącą z napojów, jak i produktów spożywczych. Jednocześnie Instytut Żywności i Żywienia zaleca dodatkowo jeszcze picie wody w ilości co najmniej 1,5 l dziennie.

Od czego zależy zapotrzebowanie na wodę?

Zapotrzebowanie na wodę jest bardzo indywidualne. Ilość wody, którą powinniśmy dostarczać do organizmu jest zróżnicowana i zależy od naszego wieku, płci, wagi, aktywności fizycznej. Również dieta z dużą zawartością błonnika wymaga większej podaży płynów, podobnie jak wysoka temperatura otoczenia, a także niektóre stany chorobowe (np. biegunka, wymioty).

Odwodnienie organizmu

 Woda do organizmu musi być dostarczana wraz z dietą, gdyż nasz organizm nie może magazynować jej w większych ilościach. Jeżeli dostarczymy jej za mało, możemy doprowadzić do odwodnienia organizmu. Do objawów odwodnienia należą: silne pragnienie, wysychanie jamy ustnej, brak apetytu, bóle i zawroty głowy.

Niewystarczające spożycie płynów przy takich chorobach jak: biegunka, wymioty, gorączka, infekcje i niektóre choroby przewlekłe (m.in. choroby układu krążenia, choroby nerek) jest niebezpieczne dla zdrowia. Na niedobór płynów szczególnie wrażliwe są niemowlęta, dzieci oraz osoby starsze.

Jaką wodę wybrać- źródlana czy mineralna?

Woda oprócz oczywistej funkcji nawodnienia organizmu, powinna dostarczyć nam również cennych składników mineralnych. Woda źródlana ma ich kilkaset miligramów w litrze, mineralna – do 2500 mg/l, lecznicza nawet 25 000 mg/l. Najlepiej kupujmy naturalną wodę mineralną średniozmineralizowaną. Pamiętajmy również, że wody lecznicze należy pić pod kontrolą lekarza.

Wodę do picia wybierajmy mądrze, nie kierujmy się hasłami reklamowymi, lecz sprawdzajmy jaką ilość minerałów zawiera wybrana woda. Uważajmy również na wody smakowe, ponieważ oprócz sztucznych aromatów zawierają dużo cukru. Znacznie lepiej jest do wody mineralnej dodać np. kilka plasterków cytryny, pomarańczy, trochę mięty, uzyskując w ten sposób naturalną, zdrową wodę o owocowym smaku.

Nadmiar wody – czy może być groźny?

 Organizm łatwo usuwa nadmiar wody, dlatego u osób zdrowych bardzo rzadko występują negatywne skutki nadmiernego spożycia płynów. Zagrożenie może pojawić się przy jednorazowym spożyciu bardzo dużych ilości wody, znacznie przekraczających jej maksymalne wydalanie przez nerki.

Podsumowując, pamiętajmy o regularnym nawadnianiu organizmu, zwłaszcza latem. Osoby zdrowe nie muszą obawiać się skutków przewodnienia organizmu, gdyż nadmiar wody jest z organizmu wydalany głównie w postaci moczu. Niemniej jednak i w tym zakresie zalecany jest umiar i zdrowy rozsądek. Zagrożeniem dla naszego zdrowia byłoby wypicie w bardzo krótkim czasie bardzo dużej ilości wody.

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Artykuł powstał na podstawie informacji ogólnodostępnych. Nie zastępuje konsultacji lekarskich i nie jest poradnikiem samodzielnego leczenia.

Stres przyczyną chorób. Nie zgadniesz, jak wielu

Eksperci szacują, że powodem co najmniej 70 proc. wszystkich wizyt u lekarzy są dolegliwości i choroby związane z silnym, przewlekłym stresem. Stres jest potrzebny i nie chodzi o to, by się go pozbyć, ale o to, by zmniejszyć siłę jego rażenia.

Wiele osób myśli, że główną przyczyną powszechnie występujących chorób są predyspozycje genetyczne, zanieczyszczenia występujące w środowisku czy też szkodliwe mikroorganizmy. To jednak tylko część prawdy. Okazuje się, że większość chorób i dolegliwości trapiących współczesnych ludzi ma pośredni lub bezpośredni związek ze stresem.

Według doktora Stanisława Gołby, specjalisty chorób wewnętrznych i wieloletniego ordynatora Szpitala Miejskiego nr 1 w Katowicach, ponad 40 proc. wszystkich osób dorosłych w krajach rozwiniętych cierpi z powodu niepożądanych działań stresu, a dolegliwości z nim związane stanowią 70-80 proc. wszystkich powodów wizyt u lekarzy osób w wieku produkcyjnym. Z kolei eksperci z amerykańskiego Kansas State University szacują, że nawet 85 proc. wizyt u lekarzy jest spowodowanych dolegliwościami, do których przyczynił się stres.

Zestresowany jak Polak

Przeciętnemu człowiekowi przytoczone wyżej statystyki mogą się wydawać nieprawdopodobne. Nie dziwią one już jednak ani lekarzy, ani psychologów, według których rosnący odsetek wizyt lekarskich powiązanych ze stresem jest znakiem naszych czasów.

– Gwałtowne przemiany społeczno-gospodarcze, jakie dokonały się w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat (dziki kapitalizm, agresywna rywalizacja), spowodowane z jednej strony transformacją ustrojową, a z drugiej także rewolucją technologiczną (rozwój internetu, komórki, smartfony) mocno wpłynęły na jakość i tempo życia. Wzrost liczby osób żyjących w biegu, napięciu, niepewności, pod ciągłą presją, a więc w przewlekłym stresie, przełożył się na wzrost częstości występowania różnych dolegliwości związanych ze stresem – mówi dr Agnieszka Jarosz, lekarz internista, ekspert Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej.

Jako przykład podaje m.in. nadciśnienie tętnicze, zespół jelita drażliwego czy ogólne osłabienie organizmu (wypalenie). Na tym jednak nie koniec.

– Silny i przewlekły stres obniża też naszą odporność, co skutkuje zwiększoną podatnością na infekcje. Ponadto, może też nasilać przebieg wielu chorób lub wywoływać ich nawrót (np. astma, alergie) – dodaje dr Agnieszka Jarosz.

Długa lista chorób

W jaki sposób stres przyczynia się do rozwoju chorób?

– Choroba rzadko jest kwestią przypadku. Na jej rozwój wpływa wiele czynników, ale najczęściej to wcale nie geny, ani inne czynniki obiektywne są głównymi sprawcami. Kluczowe znaczenie mają: nasz styl życia (m.in. sposób żywienia, poziom aktywności fizycznej), ale także sposób radzenia sobie ze stresem i emocjami – reagowania na to, co się nam przydarza – przekonuje dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Według niej, ludzie bardzo często podupadają na zdrowiu wtedy, gdy przeżywają trudne sytuacje życiowe (jak np. rozwód, utrata bądź zmiana pracy), ponieważ towarzyszący im stres, silne emocje, przeciążenie i nieefektywne radzenie sobie pośrednio przyczyniają się, poprzez różne fizjologiczne mechanizmy, do rozwoju dolegliwości i chorób.

W takiej sytuacji mówimy o psychosomatycznym podłożu rozwoju chorób. Odpowiadają za to mobilizujące nas do działania w sytuacjach trudnych hormony stresu (kortyzol, adrenalina, noradrenalina). Jeśli oddziałują one na nasz organizm przez zbyt długi czas, to rozregulowują nasz układ hormonalny i odpornościowy. A to otwiera drogę dla wystąpienia lub zaostrzenia szeregu chorób i dolegliwości – tłumaczy dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Na długiej liście przypadłości, do rozwoju których w mniejszym lub większym stopniu przyczynia się przewlekły stres, znajdują się m.in.:

  • infekcje (grypa, przeziębienie, opryszczka),
  • inne stany zapalne,
  • bóle (głowy, mięśni, kręgosłupa, szyi, ramion, żołądka),
  • bezsenność,
  • dolegliwości żołądkowo-jelitowe (zgaga, zaparcia, biegunki, wrzody),
  • zaburzenia seksualne,
  • obniżenie płodności,
  • choroby skóry
  • choroby autoimmunologiczne.

Rzecz jasna, osoby narażone na przewlekły stres są też bardziej podatne na zaburzenia i choroby psychiczne (depresja, zaburzenia lękowe), a także zachowania antyspołeczne (agresja, wrogość).

Na tym nie koniec. Lekarze zwracają uwagę na fakt, że stres jest też istotnym czynnikiem ryzyka rozwoju bardzo groźnych dla zdrowia chorób przewlekłych, takich jak:

  • miażdżyca (prowadząca do zawałów i udarów),
  • nowotwory
  • otyłość.

Długotrwały stres niszczy też komórki mózgowe, przyczyniając się do zaniku neuronów w hipokampie, co powoduje m.in. osłabienie pamięci.

Nauka dysponuje już więc licznymi i mocnymi dowodami na to, że przewlekły stres poprzez swoje mechanizmy biologiczne, szkodliwie oddziałuje na organizm człowieka − zwłaszcza na układ odpornościowy, pokarmowy, sercowo-naczyniowy, oddechowy, nerwowy i hormonalny, a także na metabolizm.

Wyluzuj albo zgiń

Choć stres jest nieodłącznym elementem życia każdego człowieka, to jednak każdy z nas może nauczyć się nad nim lepiej panować i ograniczać jego negatywne skutki. Z korzyścią dla ogólnego zdrowia.

Skąd bierze się stres?

Reakcję stresową (zwaną też reakcją „walcz albo uciekaj”) może wywołać dowolna sytuacja lub działanie, wiążące się z zagrożeniem (obiektywnym lub subiektywnym), pośpiechem, zaskoczeniem, silnymi emocjami lub nadmiernym wysiłkiem (przeciążeniem).

– Najlepszym anty-stresowym sposobem zapobiegawczym jest samoświadomość emocjonalna, a więc prawidłowe rozpoznawanie przeżywanych emocji, właściwe ich nazywanie i wyrażanie (np. w rozmowie z przyjacielem lub terapeutą czy też w formie pisemnej, pamiętnikowej). Najmniej efektywną strategią radzenia sobie, a dość powszechną, jest udawanie przed samym sobą i światem, że dajemy radę i nic złego się nie dzieje. Nie warto zamiatać problemów pod dywan czy też od nich uciekać (np. w nałogi). Lepiej jest wyjść ze strefy komfortu i się z nimi skonfrontować, szukając rozwiązań – radzi dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Ale to nie wszystko. Wojciech Eichelberger, znany psychoterapeuta, współtwórca i dyrektor Instytutu Psychoimmunologii (IPSI) w Warszawie, jako skuteczne narzędzia do radzenia sobie ze stresem i minimalizowania jego negatywnych skutków poleca również m.in. regularną aktywność fizyczną, ćwiczenia oddechowe oraz praktykę uważności (znaną też jako mindfulness). Według niego skuteczne „zarządzanie stresem” musi być kompleksowe i prowadzić do efektywnego zarządzania energią życiową (m.in. dzięki umiejętności odreagowywania stresów, odpoczywania, odmawiania i odpuszczania, a także zdrowego odżywiania).

Warto wiedzieć!

Najmniej efektywną strategią radzenia sobie ze stresem jest udawanie przed samym sobą i światem, że dajemy radę i nic złego się nie dzieje

A jeśli ktoś chciałby się odstresować już teraz, może to zrobić wykonując proste ćwiczenie oddechowe, które poleca dr Stanisław Gołba.

Oddychanie przeponowe

Proste, a działa w sytuacji stresu.

Weź głęboki wdech powietrza przez nos, tak aby wygięła się do przodu nie tylko cała klatka piersiowa, ale także cały brzuch. Wdech wykonujemy licząc powoli w myślach do dwóch, czyli przez dwie sekundy. Następnie zatrzymujemy nabrane powietrze na 3 sekundy w płucach, po czym układając wargi jak do gwizdania wypuszczamy je cienką strużką przez około 8 sekund. Ćwiczenia takie należy wykonywać rano i wieczorem, a zwłaszcza po każdym silniejszym stresie. Naukowcy udowodnili, że takie ćwiczenia zapobiegają wielu negatywnym skutkom stresu.

Wiktor Szczepaniak (www.zdrowie.pap.pl)

Źródła:

– Książka pt. „Jak żyć zdrowo: katechizm zdrowia”, dr Stanisław Gołba

– Książka pt. „Psychologia stresu”, prof. Irena Heszen

 Artykuł ze strony internetowej Kansas State University

grafika źródło: pixabay.com

Szkodliwy barwnik E 171?

Jest w szeregu produktów, m.in. lukrze, lodach, serkach topionych, a także gumach do żucia i pastach do zębów. To ditlenek tytanu – E 171, niedawno uznany za bezpieczny. Batalia o jego stosowanie w żywności może zacząć się znowu.

Ditlenek tytanu – TiO2 (wcześniej używano nazwy: dwutlenek), śnieżnobiały proszek, w ostatnich latach zrobił zawrotną karierę w produkcji żywności, ale i w kosmetyce, produkcji tkanin, farb czy papieru. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że nadaje materiałom bardzo jasną barwę i ma właściwości absorbowania światła. Związku tego używa się m.in. do produkcji kremów do opalania, kosmetyków rozświetlających, jasnych cieni do powiek.

Równie często można go spotkać także w produktach spożywczych, a nawet w lekach, np. białych tabletkach.

Ditlenek tytanu jest oficjalnie dopuszczonym do użytku dodatkiem do żywności zaliczanym do barwników o symbolu E171 i jest stosowany w Unii Europejskiej od wielu lat.

W ubiegłym roku rozegrała się mała bitwa o jego status w produkcji żywności. Zgodnie z prawem unijnym każdy dodatek do żywności musi być bezpieczny. Oceną tych substancji zajmuje się Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), który jest zobowiązany do okresowego przeglądu już dopuszczonych i sklasyfikowanych dodatków stosowanych w produkcji żywności. Przez ostatnie siedem lat EFSA zajmowała się ponowną oceną barwników.

W toku tych prac francuska agencja ANSES zaproponowała nową klasyfikacją ditlenku tytanu jako potencjalnie rakotwórczego dla ludzi. Spotkała się to z oporem ze strony producentów kosmetyków i żywności.

Panel ekspertów EFSA nie podjął decyzji zgodnie z propozycją Francuzów z uwagi na to, że „aktualnie dostępne dane toksykologiczne dotyczące dwutlenku tytanu nie wskazują na negatywne skutki jego spożycia dla konsumentów”.

Kwestia rozmiaru

Jednym z aspektów oceny przeprowadzanej przez EFSA była kwestia tego, czy ditlenek tytanu stosowany w żywności ma cechy nanomateriału. W takiej sytuacji trzeba bowiem uwzględnić szczególne aspekty bezpieczeństwa dla ludzi – rozmiar cząsteczek danej substancji oraz ile bardzo małych jej cząsteczek znajduje się w stosowanej mieszaninie, ma bowiem duże znaczenie dla zdrowia.

Raczej nie podlega dyskusji, że nanocząsteczki TiO2 (a zatem bardzo małe jego cząstki – mniejsze niż 1 mikrometr) mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia – Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Nowotworami (IARC) zaklasyfikowała tę postać związku do grupy 2B, w której znajdują się substancje możliwie rakotwórcze dla ludzi. Wiadomo też, na podstawie badań na zwierzętach, że może mieć on działanie drażniące i zapalne, zwłaszcza dla układu pokarmowego.

To, czy dana substancja jest zaliczana do nanomateriałów, na terenie Unii Europejskiej regulują szczegółowe normy. Za nanomateriał uznaje się substancję powstałą przypadkowo lub materiał wytworzony zawierający cząstki w stanie swobodnym lub w formie agregatu bądź aglomeratu, w którym co najmniej 50 proc. w liczbowym rozkładzie wielkości ma jeden lub więcej wymiarów w zakresie 1 nm – 100 nm. (nm= nanometr, tysięczna część mikrometra).

Eksperci z ENSA w swojej opinii dotyczącej ditlenku tytanu dodawanego do żywności stwierdzili, że „w praktyce skład związków stosowanych jako dodatki do żywności wskazuje na zawartość głównie dużych granulek z ograniczoną zawartością nanocząstek. Dwutlenek tytanu nie jest zatem uważany za nanomateriał w ramach obecnego Zalecenia Komisji Europejskiej w sprawie definicji nanomateriałów i może zawierać do 3,2 proc. nanocząstek (o wielkości poniżej 100 nanometrów)”.

Najważniejsze ustalenia EFSA dotyczące bezpieczeństwa ditlenku tytanu w żywności to:

• absorpcja E 171 pobieranego doustnie jest bardzo mała;

• biodostępność E 171 jest bardzo niska niezależnie od wielkości cząsteczek tego barwnika;

• ze względu na brak wystarczających danych nie było możliwe ustalenie ADI (acceptable daily intake), czyli wskaźnika akceptowalnego dziennego spożycia;

• na podstawie wyników badań na myszach i szczurach ustalono wartość NOAEL na poziomie 2,250 mg/kg masy ciała/dzień (NOAEL – No Observed Adverse Effects Level – najwyższe stężenie wyznaczone w badaniach na zwierzętach, które nie powoduje uchwytnych, zwykle szkodliwych zmian morfologicznych, funkcjonalnych, wzrostu, rozwoju i czasu życia zwierząt);

• margines bezpieczeństwa pomiędzy NOAEL a oszacowanym narażeniem konsumenta na ten barwnik jest większy niż 100,

a zatem: stosowanie ditlenku tytanu jako substancji dodatkowej nie budzi zastrzeżeń.

Szwajcarzy jednak ostrzegają

Nowe światło na kwestie bezpieczeństwa ditlenku tytanu rzucają jednak badania zespołu szwajcarskich naukowców z uniwersytetu w Zurichu. Na podstawie ich rezultatów przestrzegają osoby cierpiące z powodu stanów zapalnych jelita grubego, na przykład choroby Leśniewskiego – Crohna czy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, przed zjadaniem produktów zawierających nanocząsteczki ditlenku tytanu.

Dlaczego?

Zespół prof. Gerharda Roglera – gastroenterologa i hepatologa z Zurichu – odkrył, że nanocząsteczki TiO2 (poniżej jedenego mikrometra) mogą wzmagać stan zapalny u osób cierpiących na wyżej opisane schorzenia. Badania na liniach komórkowych dowiodły, że przenikają one do komórek nabłonka jelit, gdzie aktywują mechanizmy związane z odpowiedzią immunologiczną organizmu. Chodzi tu o tzw. inflamasom NRLP3. Inflamasomy to wielkocząsteczkowe kompleksy białkowe obecne w cytoplazmie komórkowej, zdolne do rozpoznawania różnorodnych środowiskowych zagrożeń.

W następnym etapie badań, uczeni karmili myszy chore na zapalenia jelita grubego pokarmem zawierającym ditlenek tytanu. Okazało się, że podobnie jak w wcześniej, cząsteczki te aktywowały kompleks NRLP3, w komórkach jelita grubego, co prowadziło nasilonego stanu zapalnego, a w rezultacie – do większych uszkodzeń w śluzówce jelit. Na dodatek wyszło na jaw, że kryształy tworzone przez TiO2 kumulują się w śledzionie zwierząt.

Z badań z udziałem ludzi wiadomo, że osoby cierpiące na wrzodziejące zapalenia jelita grubego mają podwyższony poziom ditlenku tytanu we krwi. Stąd prof. Rogler przestrzega osoby cierpiące na tego typu schorzenia przed produktami zawierającymi nanocząsteczki tej substancji. Niekoniecznie musi to być jedzenie, często zdarza się nam też połykać pastę do zębów w trakcie mycia. Najważniejsze jednak, żeby zdawać sobie sprawę z zagrożenia. Wiele wskazuje bowiem na to, że w określonych sytuacjach, że TiO2 może być niebezpieczne dla naszego zdrowia.

Czy te ustalenia, opublikowane mniej więcej pół roku po decyzji EFSA, wpłyną na status E171?

EFSA ma za zadanie dokonywać oceny bezpieczeństwa wszelkich dodatków do żywności. W ubiegłorocznej opinii dotyczącej ditlenku tytanu podkreśliła, że konieczne jest przeprowadzenie kolejnych badań, między innymi dotyczących wpływu E171 na płodność.

Co ważniejsze jednak, EFSA uznała, że w kolejnej ocenie tego barwnika konieczne jest:

  • uzupełnienie informacji o rozmiarze cząsteczek;
  • ustalenie dopuszczalnego udziału procentowego nanocząsteczek TiO2 w barwniku dodawanym do produktów spożywczych (w uproszczeniu: ile maksymalnie nanocząsteczek może się znaleźć w mieszaninie dodawanej do żywności.

Na razie takich informacji brak, zatem jeśli konsumenci chcą wprowadzić w życie zalecenia szwajcarskich naukowców i unikać nanocząsteczek ditlenku tytanu, mogą jedynie wnikliwie czytać etykiety i ewentualnie rezygnować w ogóle z produktów zawierających E171.

Planowana tura kolejnych ocen dodatków przez EFSA ma zakończyć się w 2020 roku.

Anna Piotrowska, Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

Więcej:

http://medpr.imp.lodz.pl/Nanoczastki-ditlenku-tytanu-dzialanie-biologiczne,1820,0,2.html

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.2903/j.efsa.2016.4545/epdf

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: pixabay.com

Sześć zasad, jak nie dać się rakowi

Większość nowotworów wykrytych wcześnie daje się wyleczyć całkowicie. Kluczowa jest zatem wiedza, co może sygnalizować nowotwór oraz regularne badania kontrolne. Poznaj sześć zasad wczesnego wykrywania raka.

Prawidłowo zbilansowana i urozmaicona dieta, obfitująca w witaminy, błonnik, zdrowe białko, a niezawierająca dużo cukru i tłuszczów zwierzęcych, chroni przed niektórymi nowotworami, a opóźnia moment zachorowania na inne. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że palenie tytoniu powoduje rozwój nowotworów (różnych, nie tylko płuca), zatem niepalenie w dużym stopniu chroni przed chorobą.

Nawet jednak wtedy, kiedy jesteś mistrzem w przestrzeganiu zasad zdrowego stylu życia, nie masz gwarancji, że nie zachorujesz na nowotwór. Ich liczba systematycznie rośnie, a specjaliści szacują, że jeden na czterech mieszkańców Polski zachoruje na jeden lub więcej nowotworów.

Pamiętaj jednak, że rak wcześnie wykryty daje niemal pewność całkowitego wyleczenia. Choroba nowotworowa wysyła wiele sygnałów o swojej obecności. Niestety, często je lekceważymy. Efekt? Olbrzymie opóźnienie w postawieniu prawidłowej diagnozy.

Sześć zasad wczesnego wykrycia raka

1. Bądź świadom swojego ciała. Raz w miesiącu oglądaj je dokładnie, sprawdź, czy nie masz niepokojących znamion skórnych, zgrubień, guzków. Kobiety raz w miesiącu powinny zbadać same swoje piersi, mężczyźni – jądra. Uwagę powinny zwrócić też:

  • częste siniaki po błahym urazie, które długo się wchłaniają,
  • nieprawidłowe krwawienia,
  • krwista plwocina,
  • krwisty mocz,
  • ciemny stolec lub stolec z widoczną krwią,
  • nieprawidłowe krwawienia i upławy z dróg rodnych;
  • nieustępujące stany podgorączkowe
  • zlewne nocne poty.

2. W razie niepokojących zmian czy objawów idź do lekarza. Nie lecz się sam!

3. Wykonuj zalecone badania przesiewowe w kierunku wykrycia nowotworów: kobiety – cytologię i mammografię, kobiety i mężczyźni – kolonoskopię. To badania bezpłatne i łatwo dostępne. Sprawdź na stronach swojego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, gdzie możesz je wykonać najbliżej.

Infografika PAP/Serwis Zdrowie

4. Raz w roku pójdź do swojego lekarza i poproś o dokładne zbadanie. Raz w roku warto też wykonać, nawet na własny koszt, następujące badania diagnostyczne:

  • morfologia krwi
  • badanie ogólne moczu
  • USG jamy brzusznej, tarczycy, obwodowych węzłów chłonnych.

Są nowotwory, które rosną powoli i nie dają prawie żadnych objawów, np. rak nerki. We wczesnym stadium można je wykryć właśnie w badaniu USG.

Jeśli palisz, raz w roku wykonaj zdjęcie RTG klatki piersiowej.

5. Dbaj o bezpieczny seks – onkogenne szczepy wirusa HPV roznoszą się właśnie drogą kontaktów seksualnych. Uwaga! Seks oralny czy analny nie chroni przed ich rozprzestrzenianiem!

Jeśli nie rozpoczęłaś/rozpocząłeś współżycia seksualnego, rozważ szczepienie przeciwko HPV. Uwaga! Nie chroni ono przed wszystkimi onkogennymi szczepami tego wirusa, dlatego nawet po szczepieniu kobiety nadal powinny wykonywać regularnie cytologię.

6. Jeśli podejrzewasz, że możesz być obciążony genetycznie zachorowaniem na raka, czyli np. w Twojej rodzinie bliscy pierwszego stopnia zachorowali na nowotwór, albo zachorowania na nowotwór powtarzają się w każdym pokoleniu i zapadają na nie osoby w stosunkowo młodym wieku, porozmawiaj o tym ze swoim lekarzem albo udaj się do poradni genetycznej.

Justyna Wojteczek (www.zdrowie.pap.pl)

źródło: www.zdrowie.pap.pl za Polska Unia Onkologii

grafika źródło: pixabay.com

Pomidory chronią przed rakiem skóry

Lato w pełni i słońce. Badania wskazują, że dobrą ochroną przed rakiem skóry jest nie tylko krem z wysokim filtrem, ale i dużo pomidorów w diecie. Zmniejszają one ryzyko zachorowania na raka skóry u myszy, być może – także u człowieka.

Choć porównując wygląd trudno w to uwierzyć, pomidory są bardzo blisko spokrewnione z ziemniakami. Poza walorami smakowymi, zawierają całe mnóstwo substancji prozdrowotnych, czego z całą pewnością nie da się bez naginania rzeczywistości powiedzieć o ich bulwiastych kuzynach.

Dotychczasowe badania z udziałem ludzi dowiodły, że zawarte w pomidorach substancje, zwłaszcza likopen – czerwony barwnik z grupy karotenoidów – z uwagi na silne działanie przeciwutleniające, ma działanie przeciwnowotworowe.

Z pomidorem na słońce

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że jeśli zjadamy pomidorów ostatecznie dużo, zawarte w nich karotenoidy odkładają się w ludzkiej skórze i chronią przed szkodliwymi promieniami UV. Naukowcy przypuszczają, że nie jest wykluczone, iż taki zapas sprawi, że nawet w razie poparzenia słonecznego, będzie ono słabsze niż wtedy, gdy takiej ochrony pochodzącej z pomidorów nie mamy.

Tym właśnie tropem poszli badacze z Ohio State University, chcąc sprawdzić, na ile dieta bogata w pomidory chroni przed rakiem skóry rozwijającym się na skutek zbyt silnego promieniowania UV. Ponieważ zaprojektowany przez nich eksperyment byłby zbyt niebezpieczny dla człowieka, przeprowadzili go na myszach. Jego wyniki publikuje „Scientific Reports”.

W ramach eksperymentu część z 180 myszy była przez 35 tygodni karmiona paszą zawierającą 10 procent sproszkowanych pomidorów, a część zwykłym pokarmem. Od 11. do 20. tygodnia wszystkie były naświetlane promieniami UV tak, by wywołać u nich raka skóry.

Okazało się, że w przypadku samców jedzących sproszkowane pomidory, przypadków nowotworu było o połowę mniej. Tej prawidłowości nie odnotowano jednak u samic. Skąd się to wzięło? Wcześniejsze badania dowiodły, że samce myszy są bardzie wrażliwe na promieniowanie UV, błyskawicznie dostają raka, ich guzów jest więcej, są one większe i rozwijają się szybciej.

– Wyniki naszych badań dowiodły, że testując różnej strategie prewencji (nowotworów skóry, przyp. red.) musimy brać pod uwagę płeć. To, co działa w przypadku mężczyzn, nie zawsze w równym stopniu działa na kobiety – mówi współautorka badań prof. Tatiana Oberyszyn, patolog z Ohio State University.

Tym właśnie tropem poszli badacze z Ohio State University, chcąc sprawdzić, na ile dieta bogata w pomidory chroni przed rakiem skóry rozwijającym się na skutek zbyt silnego promieniowania UV. Ponieważ zaprojektowany przez nich eksperyment byłby zbyt niebezpieczny dla człowieka, przeprowadzili go na myszach. Jego wyniki publikuje „Scientific Reports”.

W ramach eksperymentu część z 180 myszy była przez 35 tygodni karmiona paszą zawierającą 10 procent sproszkowanych pomidorów, a część zwykłym pokarmem. Od 11. do 20. tygodnia wszystkie były naświetlane promieniami UV tak, by wywołać u nich raka skóry.

Okazało się, że w przypadku samców jedzących sproszkowane pomidory, przypadków nowotworu było o połowę mniej. Tej prawidłowości nie odnotowano jednak u samic. Skąd się to wzięło? Wcześniejsze badania dowiodły, że samce myszy są bardzie wrażliwe na promieniowanie UV, błyskawicznie dostają raka, ich guzów jest więcej, są one większe i rozwijają się szybciej.

– Wyniki naszych badań dowiodły, że testując różnej strategie prewencji (nowotworów skóry, przyp. red.) musimy brać pod uwagę płeć. To, co działa w przypadku mężczyzn, nie zawsze w równym stopniu działa na kobiety – mówi współautorka badań prof. Tatiana Oberyszyn, patolog z Ohio State University.

Krótka historia pomidora

Trudno w to uwierzyć, ale na początku XIX wieku uważano, że pomidory są… trujące. Amerykańskie książki kucharskie zalecały ich gotowanie przez 3 godziny (!), tak, by straciły zabójcze właściwości. W 1820 roku niejaki pułkownik Robert Gibbon Johnson w amerykańskim mieście Salem dowiódł, że… surowe pomidory nie są trujące. Odbyło się to na schodach miejscowego sądu. „Panie i panowie! – rzekł do stojącego poniżej tłumu.

– Od lat usiłuję was przekonać, że szkodliwa wilcza brzoskwinia, Solanum lycopersicum nie jest trującą rośliną, lecz pysznym i pożywnym owocem, który zasługuje, by znaleźć się na każdym stole. Jednak nie mogąc przekonać was siłą argumentów, pozwolę sobie zrobić to za pomocą przykładu. Jeśli mam rację, przeżyję, jeśli nie – umrę”. Po czym wyjął z koszyka pomidora… i zjadł go. Na ten widok jedna ze zgromadzonych licznie kobiet zemdlała. Johnson – ku zaskoczeniu gawiedzi – przeżył.

Anna Piotrowska (www.zdrowie.pap.pl)

źródło: www.zdrowie.pap.pl

grafika źródło: pixabay.com

Jak skutecznie schudnąć?

Latem chętniej podejmujemy próby zrzucenia kilku zbędnych kilogramów chcąc osiągnąć nienaganną sylwetkę, którą będziemy mogli pochwalić się na wakacjach. Podejmujemy wiele prób, stosujemy różne diety, w wyniku których może i  uda nam się schudnąć, jednak zwykle pożądany efekt nie trwa długo. Zatem jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów i uniknąć efektu  JOJO?

Najtrwalsze efekty, a jednocześnie nie narażające organizmu na wystąpienie powikłań, daje powolna, racjonalna redukcja masy ciała. Bezkrytyczne stosowanie diety, której autor zapewnia nas, że osiągniemy spektakularne efekty już po tygodniu czy miesiącu stosowania tzw. „diety cud”, może przyczynić się do groźnych zaburzeń metabolicznych. Według specjalistów z Instytutu Żywności i Żywienia ubytek masy ciała powinien wynosić 0,5 – 1 kg tygodniowo, tj. 2 – 4 kg miesięcznie. Jeśli chcemy cieszyć się ładną sylwetką przez długi czas, musimy zmodyfikować swój styl życia, a nie epizodycznie zmienić upodobania związane z dietą. Aby utrata wagi była długotrwała, należy zastosować się do kilku prostych wskazówek.

  1. Jedz regularnie!

To jedna z podstawowych, ale kluczowych, zasad. Regularne spożywanie 4 – 5 posiłków dziennie, w regularnych odstępach (co 3 – 4 godziny), o stałych porach jest sygnałem dla organizmu, że nie zabraknie mu pożywiania, co oznacza, że na bieżąco może zużywać dostarczoną energię bez konieczności odkładania. Dostarczając organizmowi energię w np. 2 posiłkach dajemy mu sygnał, że nadejdzie „czas głodu”, co oznacza konieczność zgromadzenia zapasów. Pamiętaj, że u ludzi materiałem zapasowym jest TŁUSZCZ! Chcąc skutecznie zgubić kilogramy nie dopuszczaj zatem do powstania uczucia głodu i odkładania fałdek tłuszczu!

  1. Ogranicz tłuszcze i cukry proste

Chcąc stracić nadmierne kilogramy, należy ograniczyć spożycie tłuszczów, zwłaszcza zwierzęcych. Do potraw najlepiej dodawać w niewielkich ilościach olej, niskokaloryczne margaryny czy oliwę z oliwek. Należy także ograniczać spożycie cukrów prostych (cukier, słodycze, napoje słodzone).

  1. Stosuj urozmaiconą dietę

W diecie powinny znajdować się wszystkie niezbędne składniki odżywcze (z każdego poziomu piramidy zdrowego żywienia i aktywności fizycznej). Niewłaściwy dobór produktów może skutkować niedoborem witamin, składników mineralnych (np. wapń, fosfor, potas, żelazo) oraz utratą białek ustrojowych. Dlatego też, nie powinno stosować się diet jednostronnych (opartych na spożywaniu jednego produktu, np. kaszy, kapusty). Organizm do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje odpowiednio zbilansowanej, zróżnicowanej diety.

  1. Spożywaj produkty zbożowe z grubego przemiału

Białe pieczywo należy zastąpić ciemnym, w diecie należy uwzględnić także grube kasze oraz brązowy ryż. Produkty te cechują się niższym indeksem glikemicznym, zawierają większą ilość błonnika pokarmowego, a także soli mineralnych i witamin. Są one również źródłem węglowodanów złożonych, które organizm łatwo i powoli metabolizuje, powodując stopniowy wyrzut glukozy do krwi. Dzięki temu dostarczają one energii na dłużej.

  1. Jedz produkty bogate w błonnik

Produkty bogate w błonnik mogą sprzyjać uczuciu sytości przez dłuższy czas, co powstrzymuje nas przed podjadaniem. Bogate w błonnik są m. in. produkty pełnoziarniste, owoce, warzywa, rośliny strączkowe.

  1. Pij wodę

Woda pełni w organizmie człowieka wiele ważnych funkcji, m. in. uczestniczy w trawieniu, usuwa produkty przemiany materii, oczyszcza organizm z toksyn, reguluje temperaturę ciała. Zaleca się spożycie co najmniej 1,5 l wody dziennie, najlepiej niegazowanej. Zdecydowanie należy zrezygnować  ze słodzonych napoi, które są źródłem tzw. „pustych kalorii”.

  1. Codziennie podejmuj aktywność fizyczną

Warunkiem sukcesu jest stosowanie odpowiednio zbilansowanej diety w połączeniu z aktywnością fizyczną! Ruch jest naturalną potrzebą organizmu, dlatego powinniśmy być aktywni każdego dnia, min. 30 minut dziennie.

Podejmując próbę zrzucenia zbędnych kilogramów należy wyznaczyć sobie cel i małymi krokami do niego dążyć. Wielokrotne, niekonsekwentne próby odchudzania w rezultacie prowadzą do przyrostu masy ciała i powstania efektu JOJO.  Wbrew powszechnym opiniom, skuteczna dieta, która pozwala zrzucić zbędne kilogramy to nie „mordercza głodówka”, a wręcz przeciwnie. Odpowiednia dieta ustalona według indywidualnego zapotrzebowania na energię i składniki odżywcze w połączeniu z  codzienną aktywnością fizyczną stanowi klucz do zachowania zdrowia i zgrabnej sylwetki.

Zespół redakcyjny pacjentinfo.pl

Kryzys psychiczny. Jak sobie z nim radzić?

Jesteś bliski/-a załamania? Czujesz coraz większy lęk i dezorientację? Nagle wszystkie znane ci sposoby rozwiązywania …

Uwaga: tzw. sowy wcześniej umierają

Tzw. sowy – czyli ludzie, którzy lubią późno kłaść się spać i mają kłopoty z rannym wstawaniem statystycznie …

Jaskra – nie boli, a kradnie wzrok

Ta podstępna choroba oczu zazwyczaj przez długi czas nie daje żadnych objawów. Niestety, spowodowana nią utrata wzroku …